Sunami od kilku dni odkładała
wizytę u Michiru, chociaż dostała kilkakrotnie ponawiane zaproszenia na
herbatę. W końcu postanowiła ją odwiedzić licząc, że odstresuje się rozmową o
czymkolwiek, byle nie miało to nic wspólnego z pracą.
Nigdy wcześniej nie była w domu
Kankuro. Lalkarz mieszkał na skraju dzielnicy zamieszkanej przez wyższej rangi
jouninów, w skromnie wyglądającym domku z ogrodem. Takich budynków w wiosce Piasku
było niewiele. Zresztą, „ogród” to według standardów wioski niewielka działka
przed lub za domem, na której można było hodować parę pustynnych roślin i
ewentualnie mieć sztuczne oczko wodne. Kankuro nie posiadał żadnego z tych
luksusów. Sunami podejrzewała, że jego dom wewnątrz prezentuje się równie surowo
i bardziej przypomina pracownię rzemieślniczą niż mieszkanie.
Sunami trafiła na porę kolacji. Michiru
była sama w domu. Chciała ją poczęstować paluszkami krabowymi, przekonując, że nie jest w stanie zjeść
tyle, ile przygotuje. Kankuro ostatnio prawie nie bywał w domu i nie
jadał tam posiłków.
Sunami odmówiła najgrzeczniej,
jak umiała. Michiru nie była urażona.
Poczęstowała ją zieloną herbatą i ciasteczkami.
Zachowywała się swobodnie, ale
płynące od niej emocje wskazywały, że jest kłębkiem nerwów. Sunami nie musiała
długo drążyć tematu, by dowiedzieć się, w czym rzecz. Michiru sama powiedziała
jej, że Kankuro uciekł z małżeńskiej sypialni i od tego czasu jej unika.
Sunami z początku nie potrafiła
tego rozgryźć. Dopiero w miarę, jak Michiru mówiła i dokonywała tym samym aktu
samobiczowania zdradzając, jak złą jest żoną, sprawa stała się jaśniejsza.
I wzbudziła zrozumiały gniew.
Sunami wychowała się w
osadzie, w której dziewczynki, a później kobiety, cieszyły się podobną swobodą
jak mężczyźni. Przedstawianie seksu jako jednego z obowiązków żony było dla kunoichi
abstrakcją. Przynajmniej w tej sferze obowiązki męża i żony po ślubie się nie
różniły.
Prawda, że podczas gdy żonaci
shinobi często mieli kochanki i nie wpływało to na ich dobre imię, zamężne
kobiety powinny być wierne. Ale zasada była taka, że mąż nie może poświęcać
czasu kochankom kosztem żony. Kobiety zaniedbywanej przez męża nikt by nie
osądzał negatywnie tylko dlatego, że znalazła sobie kogoś na boku.
Kobiety w Sunagakure oczekiwały
przyjemności i z pewnością żadna nie myślałaby o seksie jako koniecznym do
spełnienia obowiązku. Ale to był punkt widzenia kunoichi. Nie damy z wysokiego
rodu, którą całe życie uczono, że ma być podnóżkiem mężczyzny.
Sunami nieoczekiwanie dla samej
siebie poczuła pewien respekt wobec Kankuro, którego nie cierpiała z zasady, bo
od pierwszego dnia, gdy go spotkała, wydawał jej się nieokrzesanym brutalem. Jego
emocje bardzo pasowały do tego wizerunku. Ale ostatnio, gdy napotkała go w
siedzibie władz, zauważyła pewną zmianę. I teraz zaczęła rozumieć, na czym ta
zmiana polega.
- Nie powinnaś tak poważnie
traktować tego rzekomego obowiązku, przynajmniej dopóki nie ma presji na dzieci
– powiedziała. Pominęła milczeniem fakt, że czego mąż nie dostanie od żony,
znajdzie sobie gdzieś indziej. Michiru raczej by to nie podniosło na duchu. – I
naprawdę, powinnaś podejść do sprawy bardziej… swobodnie. Domyślam się, że
zahukane kobiety w twojej rodzinie naopowiadały wam różnych bzdur, ale seks
uprawia się dla przyjemności.
Rozmówczyni patrzyła na nią
sceptycznie, zupełnie nieprzekonana.
O, rany. To będzie strasznie
trudna rozmowa. Sunami odkryła, że konieczność tłumaczenia tak prostych rzeczy
wpływa na nią stresująco, tym bardziej, że nie miała zbyt dużych doświadczeń. Ściślej,
miała jedno doświadczenie. Ale za to takie, że na samo wspomnienie czuła
mrowienie w całym ciele.
Nienawidziła własnych reakcji na myśl o nim. Uczyniła sobie założenie, żeby przestać myśleć o Gaarze
inaczej niż jak o bezczelnym, aroganckim palancie, ale zbyt dużo rzeczy jej na
to nie pozwalało. Chciałaby mieć jakiś sposób, żeby wyeliminować albo chociaż dezaktywować
niektóre wspomnienia. Tylko kilka. Te, które najbardziej jej utkwiły w pamięci
i sprawiały, że nie potrafiła patrzeć na niego przez pryzmat stanowiska i obcesowego zachowania.
Zdecydowanie nie powinna myśleć
o tym, jaki był w łóżku. Próbowała zepchnąć te myśli i w rozmowie z Michiru
bardziej koncentrować się na teorii, którą dobrze znała. W końcu seks był wśród
kunoichi z wioski Piasku na tyle banalnym tematem rozmów, że nie trzeba było
praktyki, żeby mieć wiedzę.
- Kobiety czerpią nawet więcej
przyjemności od mężczyzn, oczywiście o ile facet ma wyobraźnię i trochę się postara zamiast
patrzeć tylko na swoje potrzeby. Twój mąż zapewne należy do tych… bardziej
uzdolnionych.
Michiru patrzyła na nią
pytająco.
- Musi mieć coś do zaoferowania,
żeby utrzymać się na rynku – powiedziała Sunami ze zniecierpliwieniem.
Jasne, że zabrzmiało to
obcesowo. Ale czy miała wchodzić w szczegóły? Nie chciała uświadamiać Michiru,
że Kankuro uchodzi za bożyszcze seksu i że musiał sobie na tę opinię
zapracować. Wśród kunoichi w Sunagakure niełatwo byłoby znaleźć kobietę, która
chciałaby się z nim związać, ale zdecydowana większość skorzystałaby z
zaproszenia do łóżka. Te, które je kiedyś otrzymały, wcale się z tym nie kryły
i podbudowywały jego opinię.
Z punktu widzenia Michiru lwia
większość niezamężnych kobiet z Sunagakure zasługiwałaby na miano dziwek, ale one tak tego
nie postrzegały. Życie przy świadomości nieustannego zagrożenia życia
sprawiało, że zagadnienia moralnego prowadzenia się traktowano zupełnie inaczej
niż na dworach szlacheckich. Tuż przed wyruszeniem na niebezpieczne misje
shinobi obojga płci bawili się zwykle bez zahamowań. Co im innego pozostało?
Sunami nie potępiała tego, nawet mimo zasad, które jej wpojono w dzieciństwie.
Życie, a jeszcze bardziej śmierć, weryfikowało ostatecznie wszelkie teoretyczne
założenia.
Sunami zlustrowała koleżankę
wzrokiem. Michiru wydawała się zarówno skrępowana, jak i zbita z tropu.
- Przestań traktować seks jak
zło konieczne. Jak zmienisz nastawienie, wszystko przyjdzie… z czasem –
poradziła. – Ale też nie powinnaś działać pod wpływem presji. Myślę, że twój
mąż nie jest takim prymitywem, żeby nie zrozumiał, że potrzebujesz czasu.
- Nie jest – odpowiedziała Michiru,
nagle pewna tego, co mówi. – On jest naprawdę dobrym mężem. Wbrew temu, co
mówiłaś.
Sunami mimowolnie prychnęła.
- Już go tak nie wybielaj.
Daleko mu do ideału. Nie możesz być wobec niego zbyt uległa, jest wystarczająco
zarozumiały bez twojego uwielbienia. Władza każdego trochę psuje. Właśnie dlatego
odradzałam ci to małżeństwo.
Michiru potrząsnęła przecząco
głową.
- Nie myśl sobie, że nie widzę,
że Kankuro ma trudny charakter. To tylko kilka miesięcy, ale zdążyłam go
dobrze poznać. Jest czasami bezwzględny, jak mógłby nie być, skoro tego wymaga
praca. Ma wybuchowy charakter i wiem, że nieraz powstrzymywał się, żeby
powiedzieć mi coś nieuprzejmego. Jest przyzwyczajony, że wszyscy go słuchają i
tego wymaga od całego otoczenia. I ma swoje humory, bo żyje pod presją
odpowiedzialności. Mam wrażenie, że od urodzenia jest pod nieustanną presją.
Na pewno, ale tak jakby to
kogokolwiek usprawiedliwiało. Sunami nie mogłaby pracować z żadnym z
piekielnego rodzeństwa, gdyby chciała na każdym kroku brać pod uwagę
psychologiczne podłoże ich zachowania. Trudno byłoby się wtedy na nich złościć,
a uwolniona złość przynajmniej oczyszczała z negatywnych uczuć. Na Temari
złościła się często. Zresztą, nie była nawet pewna, za co ją lubi. Temari traktowała
ją z wyższością, tak jak całe otoczenie. Nawet teraz było dla niej tajemnicą, jak to
się stało, że po jednej rozmowie z łatwością się zaprzyjaźniły.
No, ale Temari potrafiła się
hamować. Potrafiła przyznać się do niewiedzy albo błędu. Jej bracia byli bardziej aroganccy. Gaara wszystkich bił pod tym względem na
głowę. Był tak przekonany o swojej wyjątkowości, że zapewne nie potrafił
patrzeć na nikogo inaczej niż z góry. Prawdopodobnie wszystkich, z wyjątkiem
własnego rodzeństwa, traktował jak pionki, użyteczne o tyle, o ile można nimi
odpowiednio dyrygować.
Był nieczuły, zuchwały, często
zachowywał się opryskliwie i wszystko to krył pod wystudiowaną maską
uprzejmości. Nie traktował ludzi poważnie, nawet nie próbował ich rozumieć, bo
nie potrzebował tego do wydawania i egzekwowania rozkazów.
Jej też nie traktował poważnie.
Mimo, że nieraz sprawiał wrażenie, jakby interesowało go, co miała do
powiedzenia. Mimo, że zwykle był dla niej uprzejmy, nawet wtedy, gdy podpadła
mu, bo dostał kolejną skargę na jej niepokorne zachowanie.
Mimo, że tamtego dnia, gdy
wtargnęła do jego mieszkania był dla niej tak delikatny, że uwierzyła w to, że
darzy ją afektem. Wtedy, gdy ją obejmował i wtedy, gdy całował ją na
pożegnanie, była przekonana, że kochał się z nią, ponieważ coś do niej poczuł. A nie
dlatego, że dał się ponieść namiętności
wywołanej instynktami.
Po tym, jak ją potraktował w
siedzibie czuła się wykorzystana, ale mogła mieć pretensje tylko do siebie.
Powinna wiedzieć, że jest różnica między pożądaniem i uczuciami. Poddała się pierwszemu i tylko skomplikowała sobie życie, jakby nie było
wystarczająco pogmatwane. W końcu już wcześniej nie potrafiła dojść do ładu z
tym, jak powinna traktować Gaarę.
Kilka dni wcześniej wydawało jej
się, że jeśli on ją otwarcie odrzuci, da do zrozumienia, że chwila zapomnienia
była nic nie znaczącym epizodem, ona uporządkuje to jakoś w swojej głowie i
przestanie o nim myśleć. Ale po tym, gdy praktycznie wyrzucił ją z siedziby
administracyjnej bezceremonialnie pokazując, gdzie jest jej miejsce, stało się
oczywiste, że wyrzucenie go z głowy nie będzie takie łatwe. Powinna go znienawidzić,
bo ją upokorzył. Powinna czuć wyłącznie złość. Ale to była tylko jedna z wielu
emocji, które pojawiały się, gdy myślała o Gaarze. I zaczęła myśleć, że to się
nie zmieni.Od dnia, w którym go pierwszy raz zobaczyła, wywoływał w niej coraz intensywniejsze emocje. A one już na początku były trudne do zaakceptowania.
- Kankuro ma wiele wad, które mi
przeszkadzają, ale to nie ma znaczenia. Możesz uważać to za głupie i się ze
mnie śmiać. Kocham go – oświadczyła Michiru.
Sunami nie skomentowała. Nie
widziała w tym nic zabawnego.
***
Temari była sfrustrowana tym,
jak traktował ją Shikamaru. Oczywiście w dniu przyjazdu delegacji uczyniła
sobie silne założenie, żeby go unikać. Lekceważyć. Ignorować. Wydawało jej się,
że to świetna strategia.
Okazało się, że wcale nie tak
dobra. Nie wtedy, gdy druga strona robi dokładnie to samo.
Oczywiście nie spodziewała się,
że będzie za nią chodził, ale…
- Faceci to szuje – oświadczyła.
Siedziała przy stoliku w
piwiarni. Była na tyle zmęczona sytuacją w pracy, że postanowiła znów wybrać się
do dzielnicy rozrywki, mimo że był środek tygodnia roboczego. Miała szczęście,
bo Sunami zapałała do tego pomysłu entuzjazmem.
Idea jej odpowiadała,
przynajmniej dopóki jej nie zrealizowały. Teraz siedziała przy stoliku i
smętnie wpatrywała się w kufel piwa.
Temari skonstatowała ze
zdziwieniem, że tym razem Sunami nietypowo dużo piła. Obie były podchmielone,
ale Sunami znacznie bardziej.
- Owszem – odezwała się brunetka,
posyłając jej mętne spojrzenie. – Wiesz, co z tego wynika? Nigdy, przenigdy nie
przywiązuj się do jednego faceta. Masz rację, że rzuciłaś Shikamaru. Prędzej
albo później wywinąłby numer.
To była zaskakująca zmiana
frontu z jej strony, bo zawsze broniła Nary. Temari nawet nie przyszło do głowy wnikać w przyczyny tej zmiany.
- Oni są nieprzewidywalni. Taki
twój brat, na przykład – kontynuowała Sunami. I urwała jakby w połowie zdania.
- Gaara? – zapytała blondynka.
Sunami prychnęła ze złością i
potrząsnęła głową.
- On jest przewidywalny. Ale
Kankuro. Nie myślałam, że kobieta go zmieni. Może coś… coś poważnego, ale nie
kobieta.
Temari przyglądała jej się z
zastanowieniem. Po chwili potrząsnęła głową.
- Nic nie rozumiem. Co jest,
nagle rogi mu wyrosły?
- Widziałam go niedawno. Zmienił
się emocjonalnie – odpowiedziała Sunami wolno, jakby na bieżąco się
zastanawiała, co powinna powiedzieć. – Dalej jest w nim dużo złości, ale jakoś…
W innej warstwie. W głębszej warstwie się wyciszył. – Popatrzyła bezpośrednio
na Temari. – Jak ty, gdy zaczęłaś się spotykać z Shikamaru.
Temari normalnie by się wściekła
na takie stwierdzenie. Ale była podchmielona i to chyba ją utemperowało.
- Ale że co, mój brat się
zakochał?
Sunami wzruszyła ramionami.
- Nie wiem.
Temari prychnęła z
niezadowoleniem. Odpowiedź na to pytanie wydawała jej się szalenie ważna. A
koleżanka odmówiła współpracy.
- Jak to nie wiesz. Jesteś
specjalistką.
Sunami skrzywiła się.
- Tak, akurat. Potrafię czytać
ulotne emocje. Miłość jest zbyt skomplikowana. Zadurzył się, to pewne. Ale
zakochał? Nie wiem – pokręciła głową z przejęciem, jakby ją to wyjątkowo
frustrowało.
Temari dowiedziała się już
dosyć. Za dużo jak na jej zamroczoną alkoholem głowę.
- Suni. Co ty na to, żebyśmy
jednak potrenowały?
Brunetka popatrzyła na nią bez
zrozumienia.
- Manipulowanie czakrą. Nauczysz
się jakiejś podstawowej techniki i będziesz miała Gaarę z głowy na jakiś czas.
Spodziewała się gwałtownego
protestu, ale Sunami zareagowała wyjątkowo spokojnie. Usiadła prosto na krześle
i popatrzyła na nią trzeźwiejszym wzrokiem.
- Nie – powiedziała spokojnie.
- Ale dlaczego? – spytała Temari
z dezaprobatą.
Czuła, że jej życie utkwiło w
impasie. Nie miała teraz widoków na zmianę tej sytuacji, więc może chociaż
pomogłaby koleżance. Sunami była coraz bardziej sfrustrowana
bezsensowną pracą w papierach.
- To niebezpieczne –
oceniła Sunami.
Temari nie wiedziała, co
koleżanka ma na myśli, ale przyjęła to do wiadomości. O dziwo, alkohol sprawił,
że była wyjątkowo ugodowo nastawiona.
- To co, pogodziłaś się z
wykonywaniem pracy dla cywili? – zapytała.
Wcale nie zaskoczyła jej
odpowiedź koleżanki. A powinna. Powinna też wywołać w niej odruch protestu.
- Nie – powiedziała Sunami,
patrząc jej bezpośrednio w twarz. – Temari. Ja chyba już nie zabawię tutaj
długo.
- Chcesz odejść?
Sunami wzruszyła ramionami.
- A można odejść z miejsca, do
którego nigdy się nie należało?
Temari nie mogła zgodzić się z
wydźwiękiem tego zdania. Z jej perspektywy Suni przynależała do wioski Piasku jak każdy urodzony tu shinobi.
- Zaczekaj na rozwiązanie sprawy
z Kenzou.
Brunetka potrząsnęła głową.
- Jeśli go potrzebujecie to go
ułaskawcie. To nie moja rzecz.
- Ale, Suni… - zaczęła
blondynka, czując narastającą bezsilność. – Jeśli on tutaj będzie, ty też
powinnaś zostać.
- Wcale nie – zaprzeczyła kunoichi
zdecydowanie. – Nie potrzebuję go. Pieprzyć Kenzou. Niech sam się pieprzy. Cała reszta razem z nim.
Temari westchnęła. Ona jeszcze
nie posunęłaby się do takich stwierdzeń. Za mało wypiła.
Rozejrzała się dookoła. W
lokalu było wielu młodych shinobi z symbolami wioski Mgły na ochraniaczach.
Widać cały kontyngent przechodził w tych dniach przez pustynię.
- Faceci niech idą do diabła,
tak – przytaknęła, posyłając zachęcający uśmiech mężczyznom siedzącym dwa
stoliki dalej. – Ale najpierw nam dostarczą rozrywki.
Sunami nie zwróciła uwagi na jej
słowa. Popatrzyła na nią poważnie.
- Temari. Żałujesz czegoś w
życiu?
O, nie. Popada w melancholię.
Dobrze, że panowie pod ścianą wyglądają na zainteresowanych.
Definitywnie, jeśli Sunami ma
opuścić Sunagakure to ostatnie dni nie powinny upływać w takim depresyjnym nastroju.
- Żałuję, kilku rzeczy –
odpowiedziała Temari, mimo że nie miała ochoty się zagłębiać w temat. – Ale najbardziej
żałuję, że nie zgadałyśmy się wcześniej. Wyperswadowałabyś mi z głowy większość
głupich decyzji. Wtedy, gdy cię spotkałam, nie poznałam się na tobie.
Sunami uśmiechnęła się lekko.
- Ostatecznie wszystko dobrze
się skończyło – oceniła.
Temari nie odpowiedziała. Nie
była przekonana, czy może się z tym zgodzić. Oprócz tego nie miała głowy do
zastanawiania się nad problemami egzystencjalnymi, bo jej uwagę przyciągnął
wysoki brunet, jeden z trzech, którzy dosiedli się do ich stolika.
Wszyscy byli wysocy i dobrze
zbudowani, chociaż niezbyt przystojni. Zawsze jednak jest w czym wybierać. Cały
lokal podpitych facetów.
Może jeszcze nie tak pijanych
jak one, ale to działało na ich korzyść. Z pijanego samca nie ma pożytku.
**********************************************************************
Na granicy Sunagakure, około cztery lata wcześniej
Temari była na granicy załamania
nerwowego. Rzecz jasna, jako dowódca nie mogła tego okazać.
Sytuacja w wiosce oscylowała na
granicy paniki. Niżsi rangą nie wiedzieli co się dzieje, ale przeczuwali,
że coś niedobrego. Zwierzchnicy kazali wykonywać misje zgodnie z planem, ale to była beznadziejna decyzja ze strony rady. Po ataku na wioskę i
porwaniu Kazekage udawanie, że wszystko jest w porządku, zakrawało na absurd.
Jeszcze gorszym pomysłem było
wysłanie jej do pilnowania granicy. Jakby nie było do tego innych ludzi.
Temari wiedziała, że sytuacja jest
zła i jeśli starszyzna nie postąpi rozważnie, będzie jeszcze gorsza. Ale
udawała opanowaną. Udawała, że wie, co robi, żeby oszukać
podwładnych.
Tymczasem niektórzy chyba
całkiem postradali zmysły. Właśnie taka myśl przyszła jej do głowy, gdy
zameldowano jej, że od strony wioski do punktu obserwacyjnego zbliża się jakaś
chuuninka. Dziewczyna przybiegła zdyszana, z rozwianymi włosami i na dodatek paniką
w oczach.
Nie tylko w oczach. Do diaska,
była cała rozdygotana i swoim zachowaniem wzbudziła przewidywalny niepokój wśród jej
podwładnych. Temari wszystkich odesłała i postanowiła z nią porozmawiać.
Najpierw zaserwowała dziewczynie szklankę wody i kazała jej się uspokoić. Potem
na nią nawrzeszczała. Skoro kunoichi nie przyniosła żadnych rozkazów, nie
została przysłana. Po prostu urwała się swojej drużynie. I na pewno za to
oberwie.
W obecnej sytuacji kara dla
chuuninki, którą poniosły nerwy, nie powinna jej w ogóle obchodzić. A jednak
obchodziła. To była dziewczyna Shihary, a Temari ilekroć ją widziała, zawsze
czuła się niekomfortowo. Jakby czymś zawiniła. Jakby miała powody do wyrzutów
sumienia.
Było wręcz odwrotnie. W młodości
niemal nigdy nie przeciwstawiała się Gaarze, a już na pewno nie wtedy, gdy miał
ten specyficzny wyraz oczu. Za duże ryzyko, nawet we własnej wiosce, tuż pod
bokiem ojca. Jednak ten raz zareagowała, bo miała wrażenie, że jeśli tego nie
zrobi Gaara zabije tę dziewczynkę i że stanie się coś bardzo, bardzo złego.
Od tej chwili Sunami Harada
wytrącała ją z równowagi ilekroć pojawiła się w polu widzenia. Na dodatek
zwykle była w towarzystwie Kenzou, który działał na nią podobnie, tyle że z
innych powodów. Okropnie ją irytował, bo za wysoko zadzierał głowę.
I teraz Sunami wyrwała się spod
skrzydeł swego patrona, na dodatek zbiegła spod rozkazów kapitana drużyny. Temari
miała nadzieję, że odpowiedzialność za to nie spadnie na nią.
Postanowiła się uspokoić. Dziewczyna patrzyła na nią z widoczną antypatią, ale bez
słowa wysłuchiwała obelg. Pewnie dlatego, że jeszcze wyrównywała oddech i nie
mogła zabrać głosu.
- Harada – powiedziała w końcu
Temari, siląc się na spokojny ton. Była dowódcą, nie wypadało jej się wydzierać
jakby straciła nad sobą panowanie. Nie może okazać, że traci nad sobą panowanie. – Wyjaśnij mi, co tutaj robisz.
Spodziewała się pokrętnych
tłumaczeń albo pełnego poczucia winy milczenia. Dziewczyna wyglądała na
wystraszoną i niepewną. Jednak teraz, gdy usłyszała to pytanie, wyprostowała
się i spojrzała na nią hardo.
- A ty, najsilniejsza kunoichi w
wiosce? Co tu robisz? Wypatrujesz niewidzialnego wroga w czasie, gdy słabe dzieciaki
z Konohy wykonują twoje zadanie? Jesteś ochroniarzem Kazekage.
Co za mała, bezczelna… Temari
miała ochotę obdarzyć ją wieloma epitetami. Ale uświadomiła sobie, że Sunami
tylko powtarza opinię zasłyszaną od swojego chłopaka. Kenzou zawsze uważał
ludzi z Konohy za kogoś gorszego pokroju. Właściwie, Temari też tak kiedyś myślała. Potem
spotkała Uzumakiego i przekonała się, że można o nim powiedzieć wiele rzeczy, ale
nie to, że jest słaby. Widziała, do czego jest zdolny, żeby ratować przyjaciół.
To wtedy przyszło otrzeźwienie.
To wtedy uświadomiła sobie, co robią ludzie z Konohy i czym zajmuje się ona. Następne
słowa Harady ledwie dotarły do jej świadomości.
- Tak nisko cenisz życie twojego
brata?
Gdyby Sunami powiedziała to
chwilę wcześniej, Temari nie zdzierżyłaby obrazy i pewnie walnęłaby ją w twarz.
Ale teraz słowa nie miały znaczenia. Trzeba działać.
- Gdzie jest Kenzou i jego dream
team? – zapytała.
Potrzebowała wsparcia. Ta banda zarozumiałych awanturników będzie najlepsza,
niezależnie od tego, jak bardzo są denerwujący.
Ku jej zdziwieniu, Sunami
wyciągnęła z kieszeni kamizelki złożoną kartkę i drżącymi rękami rozłożyła ją
na ziemi, klęcząc na piasku. Temari pochyliła się, by przyjrzeć się bliżej. Była to mapa najbliższych okolic, z zaznaczonymi dwoma czerwonymi kółkami.
Jedno z nich, większe, było umiejscowione blisko granicy pustyni. Sunami
wskazała to miejsce palcem.
- Są tutaj. Mniej więcej. Nie
wiem dokładnie. Coś ich zatrzymało.
Temari dopiero teraz
zorientowała się, co się dzieje.
- Ruszyli tropem porywaczy.
Wbrew rozkazom.
No, ciekawe co na to powiedzą ich przełożeni. Już nie wspominając, jak zareaguje kapitan Shihara na taki oczywisty przejaw
niesubordynacji ze strony syna. Złoci chłopcy nieraz narażali się samowolnymi działaniami,
ale nigdy w tak poważnych okolicznościach.
Na Sunami ta uwaga nie zrobiła
żadnego wrażenia, koncentrowała się na mapie. Wyglądało, jakby kosztowało ją to
dużo wysiłku. Była nie tylko blada z przerażenia, ale sprawiała wrażenie, jakby
coś ją bolało.
Temari nie zdążyła jej o to
zapytać. Zresztą, miała poważniejsze zmartwienia. Spojrzała jeszcze raz na miejsce
wskazane przez dziewczynę. Znała tę lokalizację
Ruchome piaski. Chłopcy Shihary wybrali
drogę na skróty i wpakowali się w sam środek piekielnej pustyni. Idioci. Będą
mieli szczęście, jeśli wyjdą z tego żywi.
Na wszelki wypadek nie
powiedziała tego na głos. Sunami i tak wyglądała jakby zaraz miała zemdleć.
- Tutaj jest Kazekage –
powiedziała, wskazując palcem miejsce oznaczone mniejszym kółkiem. Do diabła,
strasznie daleko. – To miejsce otacza wyjątkowo silna bariera. Trudno będzie
dostać się do środka.
- Bariera z czakry? – zapytała Temari,
próbując skupić się na szczegółach i zmusić mózg do analitycznego myślenia.
Brunetka potrząsnęła głową.
- Nie wiem. Może. Nie wykrywam
czakry.
Temari nie przywiązała w tamtej
chwili dużej wagi do jej słów. Wzięła mapkę z jej rąk i podniosła się z piasku.
- Zabieram to. Zorganizuję
ludzi.
Sunami podniosła się wraz z nią.
- Mogę iść z wami?
- Nie, będziesz tylko… Tylko nas
opóźnisz. Doceniam to twoje empatyczne hokus-pokus, ale nie jesteś tropicielem –
powiedziała. Sama nie wiedziała, dlaczego ugryzła się w język zanim
powiedziała, że nie potrzebuje w ekipie słabiaków.
- To co mogę zrobić? – zapytała dziewczyna.
Temari nagle zrobiło się jej żal. Sunami chyba była chora, drżała jak w febrze,
a jednak pofatygowała się kawał drogi, żeby przynieść tę mapę.
I żeby nią wstrząsnąć. To
było ważniejsze.
- A co robi teraz wielu ludzi?
Wznieś modły do woli ognia.
- Jestem buddystką –
odpowiedziała dziewczyna natychmiast, jakby to miało jakieś znaczenie.
- Świetnie. Jedno bóstwo więcej
na pewno nie zaszkodzi – odpowiedziała Temari i zabrała się do odejścia. Jednak
tknięta niepokojącą myślą, zatrzymała się i odwróciła do dziewczyny. Przecież
ona nie jest sensorem. Nawet gdyby była, Temari nigdy nie spotkała kogoś, kto
potrafi lokalizować źródło energii na taką odległość. – Jak znalazłaś Gaarę? Przecież nie wykrywasz czakry.
Sunami potrząsnęła głową, jakby nie chciała udzielać odpowiedzi na to pytanie.
- W niektórych sytuacjach emocje
są silniejsze niż czakra. Znacznie silniejsze.
Temari zaakceptowała jej słowa bez zastrzeżeń
i ruszyła biegiem poinformować podwładnych o zmianie planów.
Nigdy nie zapytała, co kryje się
za wyrażeniem niektóre sytuacje.
Naprawdę fajny rozdział. Jeden z tych najlepszych XD. Fajnie że zaczęłaś dawać więcej wątków Shikatema i trzymaj tak dalej bo tego mi brakowało. Kurczę jaka Temari skora do flirtów ale mam taką jakby to ująć głęboką nadzieję, że nie prześpi się z tym wysokim brunetem, bo w końcu Shikamaru dał jej wcześniej tak jakby szanse a ona się można powiedzieć zgodziła i wredne by było to z jej strony. No ale cóż czekam na twoją opinię i wyobraźnię co to tego w następnym rozdziale XD
OdpowiedzUsuńA tak to nie pozostaje mi nic innego jak życzyć tobie powodzenia i dużo, dużo weny.
Dziękuję :) Mam nadzieję, że uda mi się szybko napisać następny rozdział, żeby rozwiać wątpliwości xP Ano, musiałam sprowadzić Shike do Suny wreszcie, więc będzie miał szansę się zaprezentować w opowiadaniu^^
Usuń