sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 13.



Sunami wstąpiła wieczorem do domu Bakiego, żeby odwiedzić Michiru. Miała nadzieję, że nie natknie się na Matsuri. I dopisało jej szczęście.
Michiru poczęstowała ją herbatą w ogrodzie za domem.
Sunami podpytała ją trochę o przygotowania do ślubu. Postanowiła okazać koleżeńskie zainteresowanie.
Okazało się, że zgodnie z tradycją prefektury Akita cała ceremonia została przygotowana w domu ojca panny młodej. I że zaraz po zaślubinach Michiru i Kankuro wrócą do Suny. To już nie było ściśle zgodne z tradycją, ale Kankuro nie mógł sobie pozwolić na dłuższy wyjazd.
Sunami wiedziała, dlaczego. Sprawa zlokalizowania siedzib Piratów Pustyni nabierała tempa, dowódcy byli potrzebni na miejscu. Specjalista od tortur też może być potrzebny.
Nawet nie chciała o tym myśleć.

    - Michi, naprawdę mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować – powiedziała. Była szczera, rzeczywiście miała taką nadzieję. Ale nie bez powodu mówi się, że nadzieja jest matką głupców. - I pamiętaj: zawsze możesz wziąć rozwód.
Wiedziała, że to może zabrzmieć trochę nieuprzejmie, ale miała nadzieję, że dowie się, jakie koleżanka ma poglądy na temat rozwodów. W Sunagakure nie było z nimi problemu. Ale większości kobiet z rodów samurajskich takie rozwiązanie nie przyszłoby do głowy. To też była kwestia wpojonych im zasad o wyższości mężczyzn.
Michiru nie wydawała się urażona. Ale nie zareagowała zgodnie z oczekiwaniami, nie pozwoliła się wciągnąć w dyskusję na ten temat.
- Suni, jestem bardzo ciekawa. Skąd twoja niechęć do instytucji małżeństwa?
Nie było powodu, żeby nie udzielać odpowiedzi. Chociaż Michiru może być przykro.
- To nie jest moja prywatna niechęć, nikt kto ma głowę na karku się w to nie pakuje. W tej wiosce nie znajdziesz zbyt wielu naiwnych dziewczyn. - Oczywiście, były wyjątki, na przykład takie idealistki jak Matsuri. Albo dziewczyny, które wolałby bezpieczne życie w domu niż pracę kunoichi. – Kobiecie po ślubie nie wolno nic, a mężczyźnie wszystko. Nikt, kto ma rozum, nie pakuje się w taką transakcję.
Michiru napiła się herbaty i odłożyła filiżankę na stolik. Wyglądała na zamyśloną.
- No tak, wy kunoichi możecie mieć takie poglądy, bo jesteście liberalnie wychowywane. Patrząc na to z pewnej perspektywy, trochę zazdroszczę. Ale przecież wszystko dzieje się jakimś kosztem. Zbyt często ryzykujecie życiem.
-  Lepsze to niż bycie od kogoś zależnym – odrzekła Sunami.
Michiru zastanowiła się.
- A czy ty nie miałaś kiedyś w planach ślubu?
Sunami żachnęła się.
- Ja? Skąd ci to przyszło do głowy?
Jej rozmówczyni stropiła się lekko, jakby nie była pewna, czy zdradzić na głos myśli.
- Ten chłopak, którego imię wszyscy wymawiają ściszonym głosem. Persona non grata. On nie był twoim narzeczonym?
Sunami była trochę zdziwiona, że Michiru ma takie informacje na temat wewnętrznych spraw wioski.
Ale przebywała dużo wśród żon wysoko postawionych jouninów. A ich jedynym zajęciem, oprócz gotowania, sprzątania i wychowywania dzieci, jest plotkowanie.
- Temari go czasem nazywa moim narzeczonym. Ale nie było zaręczyn, nic w tym stylu. Dla jego rodziny nie jestem wystarczająco dobrą partią – powiedziała, nieświadomie przywołując na twarz ironiczny uśmiech.
- Dlaczego?
To było naiwne pytanie. Mógł je zadać tylko ktoś, kto mieszkał większość życia na obrzeżach pustyni i nie orientował się w sytuacji.
- Bo jestem w tej wiosce osobą bardziej niepożądana niż jakikolwiek zdrajca. Mniejszość etniczna, z której pochodzę, jest uważana za niebezpieczną. W przeszłości było wiele konfliktów, Azurowie próbowali wyrzucić shinobi z pustyni. Organizowali zamachy terrorystyczne. Poza tym, spójrz na mnie. Mam ciemną skórę. Moje potencjalne dzieci nigdy nie ukryją swojego pochodzenia.
Michiru wyglądała na przejętą. Co gorsza, emanowało od niej współczucie.
Sunami nie uważała jednak, że istniały jakieś powody, by się nad nią litować.
- To nie ma aż takiego znaczenia, bo nawet gdyby Kenzou chciał się postawić rodzicom, ja nie mam zamiaru zostać czyjąś służącą. A to się zawsze tak kończy. Nie obraź się. Dla ciebie mąż i dzieci to idealne dopełnienie obrazka, ale nie wszyscy tak myślą. Mam inne plany.
Oczywiście, najsilniejszą emocją bijącą od Michiru było niedowierzanie. Ona chyba nie rozumiała takiego punktu widzenia.
Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, jak ją wychowano.
- Jakie masz plany? – zapytała.
- Dobrze spełniać moją pracę. Być użyteczna dla wioski. Wiesz, mogę być uważana za obcą, ale tutaj spędziłam lepszą część mojego życia.
Zadaniem kunoichi jest chronić osadę i Kazekage. Jej to zawsze odpowiadało. Nie potrzebowała niczego, co odciągałoby jej uwagę od tego celu.

***
Temari dzień po przesłuchaniu Azawy odwiedziła Kankuro. Jej brat wyjątkowo, mimo że były to zwykłe godziny pracy, był w swoim gabinecie w domu.
Gabinet to nie było adekwatne słowo. Co prawda były tam krzesła i biurko, ale znajdowały się w kącie pokoju i sprawiały wrażenie wstawionych tu przez przypadek. Większość pomieszczenia zajmowały marionetki w różnych fazach produkcji. I urządzenia, które miały w przyszłości stać się narzędziami tortur.
Był to raczej warsztat rzemieślnika.
Kankuro siedział za biurkiem. Miał do wykonania trochę papierkowej roboty, której nie cierpiał. Zostawił to na ostatnią chwilę. Wieczorem miał wyjechać z narzeczoną do jej rodzinnego domu.
I to było głównym powodem, dla którego Temari go odwiedziła. Użyła jako pretekstu spraw zawodowych. Chciała z nim porozmawiać o szczegółach misji przydzielonej Azawie. Kankuro, zgodnie z przewidywaniami, odesłał ją do Gaary. Bo miał zbyt dużo innych spraw na głowie.
Mimo wszystko był dość uprzejmy, nawet zrobił herbatę. Skorzystał z pretekstu, by odłożyć na bok dokumenty, które dotychczas przeglądał.
Temari próbowała wtedy podjąć temat jego ślubu, z silnym postanowieniem, żeby nie mówić nic złośliwego. Jednak słabo jej wychodziło ukrywanie niechęci, więc Kankuro uciął ten temat.
A ona naprawdę chciała porozmawiać z nim przyjaźnie, żeby nie wyjeżdżał w atmosferze niechęci. Postanowiła poruszyć jakąś mniej kontrowersyjną sprawę. 
- Wkrótce twój oddział będzie mieć dużo roboty. Czy wobec tego nie jesteś wdzięczny, że zorganizowałam ci dodatkową pomoc?
Kankuro spojrzał na nią nieuważnie. Widać było, że myślami jest gdzieś indziej.
Pewnie przy narzeczonej.
- Ty mi zorganizowałaś? W sensie, poddałaś Gaarze pomysł, żeby skierować twoją koleżankę do sekcji przesłuchań?
Co prawda, nie był to jej autorski pomysł, raczej wspólny. Ale nie zaszkodzi pokazać się w dobrym świetle.
    Jednak Kankuro zwrócił uwagę na dość istotny szczegół.
- Wiesz, że to stoi pod znakiem zapytania, bo Sunami pełni teraz dyżur w karcerze. – Tak nazywano zawsze pracę w archiwum i szkole. Najgorsze zadanie, które można było przydzielić wykwalifikowanemu shinobi: zagłębianie się w szczegóły dawnych misji, wyłuskiwanie z nich danych o metodach pracy i przedstawianie dzieciakom w szkole. Nie dość, że frustrujące zajęcie, to jeszcze za głodową pensję.
- To nie potrwa już długo – odpowiedziała Temari.
Wiedziała, że Sunami jest uparta, ale w końcu się złamie. Mogłaby przynajmniej udawać, że podejmie się prawdziwego treningu.
Była niechętna ćwiczeniom z wykorzystaniem czakry, ale również irytowała ją papierkowa robota. Niech tylko odbędzie się pierwsza lekcja z rozwydrzonymi bachorami – wtedy na pewno pęknie.
Jeśli nie, wypadnie z obiegu, bo Gaara nie zamierzał jej przydzielać poważnych misji dopóki nie weźmie się za poważny trening. Temari nie liczyłaby na zmianę zdania z jego strony. Nie tolerował nieposłuszeństwa.
- Mam nadzieję, że nie, bo jej umiejętności będą nam potrzebne – przytaknął Kankuro. – Poza tym, już ją sprawdziłem pod kątem lojalności. Nie należy do osób, które łatwo jest szpiegować. Szkoda tego wysiłku.
Temari popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
- Nie rozumiem.
Kankuro zniecierpliwił się.
- Czego nie rozumiesz? Nie przyjmuję do szeregów niesprawdzonych ludzi, a Sunami należy do osób, które… Budzą szczególne zastrzeżenie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy podczas ochrony konwojów miała wiele okazji, żeby wejść w interakcje z rebeliantami. Musiałem się upewnić, że nie kontaktuje się ze  swoim byłym lub jego kumplami.
Dla Temari to nie było wystarczające wyjaśnienie.
- Pieprzysz głupoty – powiedziała. – Sprawdzacie ją za każdym razem, gdy ma dostać jakąś poważniejszą misję. To już zakrawa na obsesję, nie uważasz? Nie możesz sobie tak po prostu chodzić, podkładać ludziom pluskiew i nasyłać na nich agentów przy byle okazji.
Tak naprawdę, ubodło ją, że jak zwykle nikt nie ma zaufania do jej oceny. Ona ufała Sunami i uważała, że to powinno mieć znaczenie. Kankuro nie ma prawa podważać kompetencji kogoś, kogo ona poleciła.
- Musisz zrozumieć, że twoja koleżanka nigdy nie będzie poza podejrzeniem. Nie, dopóki po pustyni grasują rebelianci, a na dodatek intencje Azurów są niejasne. Oni są jak bomba z opóźnionym zapłonem – odpowiedział Kankuro z irytacją. – Poza tym, działałem z rozkazu Gaary.
No, oczywiście. Gaara i jego genialne pomysły. Którymi jak zwykle się z nią nie podzielił.
Tym razem naprawdę miała ochotę zdzielić go w głowę czymś ciężkim.

***
Gaara spędzał popołudnie w gabinecie czytając podania od interesantów. W większości były to błahe zadania. Po przeczytaniu opisów wpisywał adnotację, której drużynie ją przydzielić. Potem odpowiednia osoba to wyceni, a następnego dnia zadania zostaną dostarczone kapitanom drużyn.
Nagle usłyszał świst wiatru, tak silnego, że dźwięk przebił się przez piaskowe ściany budynku. Spojrzał za siebie, na okno. Coś w rodzaju małej trąby powietrznej przeszło parę metrów nad ziemią i zniknęło.   
Nie minęła minuta, a na korytarzu rozległ się złowrogi stukot obcasów. Nie ulegało wątpliwości, że Temari jest wściekła i zmierza tutaj.
Większość mężczyzn w Sunie, widząc tak oczywiste symptomy jej złego nastroju, z miejsca wzięłaby nogi za pas i uciekała na drugi koniec pustyni, choćby w kapciach. Wściekła Temari mogła wyrywać drzewa z korzeniami. Zmiecenie delikwenta z powierzchni ziemi nie stanowiło dla niej problemu.
Intuicyjnie wiedział, o co jej chodzi. Kankuro pewnie zaczął sypać. On zawsze dawał się podejść starszej siostrze. Gaara nie raz zastanawiał się, jaki ma na niego sposób – upija go czy grozi kastracją? Pewnie jedno i drugie, w dowolnej kolejności. Temari miała swoje sposoby, by uzyskiwać informacje, nieważne jak starannie próbował coś przed nią ukryć. Między innymi dlatego dostała ważne stanowisko w ANBU. Czasem myślał, że bardziej odpowiednia byłaby dla niej posada specjalisty od przesłuchań i tortur. Może byłaby skuteczniejsza. Kankuro to przy niej uosobienie wrażliwości.
Drzwi otworzyły się z rozmachem, jakby miały wypaść z zawiasów. Tylko Temari mogła sobie pozwolić na takie wejście. Stanęła w drzwiach niczym uosobienie zemsty.
- Gaara z Piaskowego Wodospadu! – rzuciła oskarżycielsko w jego stronę. Jej oczy iskrzyły się od gniewu. – Zmów mantrę pożegnalną i szykuj się na śmierć. Nawet rodzona matka ci nie pomoże.
- Modlitwa też nie – odpowiedział przytomnie. Wskazał na półmisek leżący na rogu biurka. – Chcesz cieciorkę? Częstuj się.
Temari przyglądała mu się przez chwilę, po czym zamknęła drzwi.
- Siadaj – powiedział Gaara, wskazując krzesło. Zyskiwał panowanie nad sytuacją.
- To ty wstań, żeby ze mną porozmawiać – odparła władczo.
Akurat. Chciała mieć przewagę psychologiczną, bo w butach na obcasie góruje nad nim wzrostem.
Mierzyli się przez sekundę wzrokiem. Po chwili Temari usiadła na krześle naprzeciw niego.
Rozmawianie z nią przez biurko było w miarę bezpieczne.
- Jak to jest, że ty nigdy nie masz zaufania do moich ludzi – syknęła z wściekłością. – Ani do mnie. Wszystkich sprawdzasz za moimi plecami.
Lubiła używać słowa „moje” trochę na wyrost.
- Temari, twoja władza nie obejmuje całego ANBU. Przynajmniej dopóki żyję – odpowiedział spokojnie.
Nie pozwoliła się zbić z tropu.
- Bardzo zabawne – stwierdziła kwaśno. – Wiesz, o czym mówię. Dlaczego zawsze, u każdego, dopatrujesz się złych intencji?
Gaara pomyślał, że nie ma sensu przeciągać tej dyskusji i toczyć długich debat. Nie miał na to czasu.
- Sunami miała okazję nawiązać kontakt z rebeliantami, dlatego była pod obserwacją. Już nie jest. Skoro jesteś jej pewna, czym się denerwujesz?
Temari prychnęła jak rozjuszona kotka.
- To, czym się denerwuję, to twoja postawa. Nikomu nie ufasz. To sprawia, że praca z tobą jest kurewsko trudna.
Gaara oparł łokcie o biurko i splótł dłonie. Miał przewagę. Temari zachowywała się trochę jak rozkapryszone dziecko, które trzeba pouczyć.
- Moje stanowisko nie wymaga ode mnie, żebym ufał ludziom. Wręcz przeciwnie.
Temari wzięła głęboki oddech. Chyba zrozumiała, że napastliwym tonem niczego nie osiągnie.
- Rozumiem. Dobrze. Ale nie spodziewałam się po tobie kierowania się uprzedzeniami.
- Uprzedzeniami? – powtórzył. Nie było dla niego jasne, co mu zarzuca.
Temari skinęła głową.
- Dla mnie tak to wygląda. Starszyzna uczepiła jej się z powodu pochodzenia. Była wielokrotnie sprawdzana, bardziej niż inni. Wykonała misję, której mężczyźni nie podołali, bo jest dobra. Ale ty tego nie przyznasz, bo jak ktoś taki jak ona może być wartościowy. Czyż nie tak?
Tymi słowami wytrąciła go z równowagi. Chyba zapędziła się trochę w domysłach. Na dodatek nie był pewien, o co go oskarża – o dyskryminację na tle pochodzenia czy na tle płci? Znając Temari, bardziej ubodło ją to drugie.
- Nie tak – powiedział oschłym tonem. Nie będzie tolerował takiego zachowania, nawet u niej. – Moim zdaniem zaistniała konieczność sprawdzenia pewnych faktów. Nie musi ci się to podobać. Koniec tematu.
Temari przygryzła wargi. Widać było, że ma jeszcze wiele do powiedzenia. Jednak na pewno nie chciała zostać stąd wyrzucona, więc pohamowała się.
- Masz jakieś merytoryczne uwagi? – zapytał. Nie chciał być nieuprzejmy, ale miał jeszcze mnóstwo pracy. To ważniejsze niż pogawędka ze starszą siostrą.
Temari przywołała na twarz sztuczny uśmiech. Jeszcze zanim otworzyła usta było oczywiste, że zamierza powiedzieć coś złośliwego.
- Możnaby pomyśleć, że jesteś zazdrosny – powiedziała zjadliwie.
Zaskoczyły go te słowa. Do tego stopnia, że nie wymyślił odpowiedzi.
- Nigdy nie podejrzewałeś nikogo tylko na tej podstawie, że ma powiązania z kimś, kto się okazał nielojalny. Suni każesz śledzić tylko ze względu na znajomość z tamtym gościem. – To ciekawe, że tak go określiła, nie używając nawet imienia, chociaż wiele razy pracowali razem. – Ale przecież nie wykorzystałbyś stanowiska do prywatnych celów, prawda?
Nigdy nie przyszłoby mu to do głowy. Owszem, chciał wiedzieć, gdzie Sunami chodzi i z kim się spotyka, ale z przyczyn zawodowych… Tylko i wyłącznie.
- Temari, wyjdź. Naprawdę nie mam czasu na bzdury – powiedział.
Temari odsunęła krzesło i wstała.
- Ja także. Nie wiem, po co w ogóle z tobą rozmawiam, przecież jesteś najmądrzejszy. Ale przyznaję, że tym razem jest mi po ludzku przykro. Są osoby w tej wiosce, które wypruwają sobie żyły dla ciebie. Nie ze względu na dobro stanu, nie ku chwale ojczyzny, tylko właśnie dla ciebie. Bo dla kilku osób twoje istnienie stało się potrzebne. Ale ty, oczywiście, tego nie zauważasz. Dla ciebie ludzie to pionki, każdy ma zadanie do wykonania i każdego można zastąpić.
Te zarzuty były trochę na wyrost. 
    Nie każdego można zastąpić.

***
Było południe. Słońce znajdowało się w najwyższym punkcie. O tej porze dnia wioska wydawała się niemal opuszczona. Niewielu ludzi przebywało na zewnątrz. Ci, którzy nie izolowali się od upału w budynkach, ukrywali się przed żarem pod parasolami.
    Trzy kunoichi siedziały przed kawiarnią przy stoliku pod parasolem i sączyły lemoniadę.
    W każdym razie, Temari przejawiała zainteresowanie napojem, popijając od czasu do czasu. Siedząca na krześle obok niej Matsuri była zajęta mówieniem. Pełna podekscytowania zdawała sprawozdanie z treningu.
Sunami leżała na stole z głową złożoną na rękach i udawała martwą.
    A może dostała udaru?

- Hej, Suni. Żyjesz? – odezwała się Temari, trącając ją w łokieć.
Brunetka niechętnie uniosła głowę i oparła się na krześle.
Temari mogłaby przysiąc, że jej przyjaciółka wyglądała blado.
Teoretycznie to było niemożliwe. Sunami miała naturalną karnację w takim odcieniu, że zawsze wyglądała jakby była ślicznie opalona. Temari w głębi ducha jej tego zazdrościła, chociaż nigdy by się do tego nie przyznała.
Jednak, mimo tych okoliczności, twarz Sunami wydawała się blada. Dziewczyna wyglądała jakoś niezdrowo, z długimi włosami niedbale splecionymi w warkocz i w ciemnej sukience.
Zwykle wybierała jasne kolory. Teraz chyba postanowiła dopasować się do otoczenia, w którym większość czasu przebywała, czyli odizolowanego od światła słonecznego archiwum.
- Dajcie mi spokój – powiedziała z nieszczęśliwą miną. – Zostałam zakopana żywcem w podziemiach. Skoro już wyszłam na zewnątrz, zamierzam kontemplować światło słoneczne. W ciszy.
- Rany – jęknęła Temari. – Dlaczego jesteś taka uparta? Powinnaś pójść z Gaarą na ugodę. Przeprowadzę twój trening, nie będę na ciebie naciskać. Udawaj, że pracujesz nad nowymi technikami.
Sunami popatrzyła na nią mrużąc z rozdrażnieniem powieki. Jakby sądziła, że te słowa są wypowiedziane przeciw niej.
- Nigdy – powiedziała lakonicznie.
Matsuri zachichotała. Ostatnio zawsze była w dobrym humorze.
Temari powinna być zadowolona, że sprawy układają się według jej planu, ale rozpromieniona Mats zaczynała działać jej na nerwy.
No cóż, przemawiała przez nią zawiść. Ona nie miała żadnego faceta i żadnych widoków na randkę. Jakoś nie potrafiła się z nikim umówić, mając wciąż w głowie Shikamaru.
Może powinna skorzystać z rady Sunami i spróbować się z nim jakoś porozumieć.
Odsunęła od siebie tę myśl. To byłby dowód słabości. Przecież z nim zerwała. Powinna zaczekać, aż Shikamaru pierwszy się do niej odezwie.
- Zmienisz zdanie, Suni – oceniła Matsuri wesoło. – Po pierwszej lekcji w szkole. Dzisiejsze dzieciaki są nie do zniesienia, to efekt bezstresowego wychowania. Nic nam nie wolno, za to im wolno wszystko, bo mają niezbywalne prawa. Pracowałam w szkole kilka tygodni i do dzisiaj oblewa mnie zimny pot na samo wspomnienie – powiedziała i wzdrygnęła się.
- Zastosuję wobec nich bezwzględny terror – odpowiedziała Sunami. – Albo skończę w domu wariatów. Nie ulegnę takiej metodzie represji, to łamanie podstawowych praw pracowniczych.
Matsuri prychnęła.
- O tak, poskarż się międzynarodowemu trybunałowi praw człowieka. Już widzę, jak przyślą tu kogoś, żeby udzielił Gaarze pouczenia.
Szatynka zamilkła, zmrożona groźnym spojrzeniem koleżanki.
- Nie wylądujesz w wariatkowie, tylko gdzieś na prowincji w kraju Wiatru pilnując pól ryżowych i doglądając, żeby uprawy równo rosły – wtrąciła się Temari. Nieustępliwość koleżanki strasznie działała jej na nerwy. Wszystko działało jej na nerwy. – Naprawdę, Suni, w końcu się doigrasz.
Na samo wspomnienie o niej Gaara stawał się nerwowy. Musiała zaleźć mu za skórę.
I nic dziwnego, bo marnowała swoje zdolności . Wszystko przez głupią dumę i zawziętość.
Może kryło się za tym coś jeszcze, ale Temari wiedziała, że nie ma sensu pytać. Sunami nigdy jej nie zdradziła, dlaczego pała tak ogromną niechęcią do technik wymagających używania czakry.
- Odczep się, Tem – odpowiedziała brunetka, układając ręce na stole. – Usiłuję się zregenerować.
- Wyśpisz się w grobie – odparła Temari oschłym tonem. – Teraz jesteś nam potrzebna. Próbujemy z Mats wykminić, jak dodać nieco żaru rozkwitającej relacji.
Sunami otworzyła szerzej oczy.
- Nic nie chcę wiedzieć.
Temari parsknęła z irytacją.
- Ale ty jesteś świetną osobą do udzielania rad. – Spojrzała na Matsuri. – Śpiąca królewna nas nie słuchała, zdradź jej swój problem.
Sunami potrząsnęła z uporem głową.
- Nic nie chcę wiedzieć. Cały ten plan jest chory. Ty jesteś chora. Odwal się ode mnie.
Temari przygryzła wargi, urażona.
- Co ty jesteś taka drażliwa ostatnio. Nie bądź egoistką. Potrzebujemy recepty, jak zapomnieć o pewnych… Zawiłościach emocjonalnych i pokonać kogoś w walce na poważnie.
Sunami spojrzała na Matsuri, zbita z tropu.
- Nie mam pojęcia, o czym mówicie.
- To bardzo proste – odpowiedziała szatynka. – To znaczy, problem jest prosty, rozwiązanie z pewnością nie. Chcę się nauczyć walki wręcz, ale w jego obecności nie potrafię się skoncentrować. Nie mówiąc o przeprowadzeniu jakiegoś ataku.
- I jak ja mam tobie pomóc? – zapytała Sunami sceptycznie.
Temari trzepnęła ją w rękę.
- Nie udawaj, że nie znasz jakichś sposobów. Kenzou obrywał od ciebie aż miło było popatrzeć.
Sunami popatrzyła na nią z powątpiewaniem.
- Nie mów, że nie zauważyłaś. Pozwalał mi wygrywać.
Temari przewróciła ze zniecierpliwieniem oczami. Naprawdę, ona jest ostatnio kompletnie nieskłonna do współpracy.
- Wiem, ale przecież nie w tym rzecz. Jakoś nie miałaś skrupułów, żeby mu dowalić. Matsuri nie może zrobić krzywdy Gaarze, ale mogłaby chociaż spróbować, żeby nie wyglądało, że się nie stara – powiedziała i popatrzyła na szatynkę z potępieniem.
Matsuri zaczerwieniła się. Odwróciła wzrok od Temari i spojrzała błagalnie na drugą koleżankę.
- Nie masz dla mnie jakieś rady?
Sunami skrzywiła usta w kwaśnym uśmiechu.
- Mam dla ciebie świetną radę. Przypomnij sobie jakim jest zarozumiałym, aroganckim, zdemoralizowanym palantem.
Matsuri zmartwiła się.
- Ale przecież wcale nie jest…
- Oj przestań, Matsuri, naprawdę nie masz ochoty zdzielić go czasami w zakuty łeb? Jest nie do zniesienia, z tym swoim przekonaniem, że góruje nad innymi – oceniła brunetka i popatrzyła na Temari w poszukiwaniu wsparcia.
- O, tak – przyznała blondynka. – Dominujący, egocentryczny, zuchwały szczeniak. I kiedy przemawia tym nie znoszącym sprzeciwu tonem, przekonany, że każdego można zdyscyplinować… Albo wygłasza te swoje zajebiste przemowy.
Sunami prychnęła śmiechem.
- "Jestem Sabaku no Gaara. Kruszenie podziemnych skał i zamienianie ich w piasek to dla mnie pestka" – zacytowała z emfazą.
Matsuri nadęła policzki z oburzeniem. Temari pokiwała z aprobatą głową.
- Suni, żałuj, że nie słyszałaś tych płomiennych przemów na froncie. Był w swoim żywiole – powiedziała, usiłując się nie roześmiać.
- Mogę sobie wyobrazić – odpowiedziała Sunami. Nagle odzyskała dobry humor, a jej twarz nabrała kolorów. – Zarozumiałość to u was cecha wrodzona.
Temari przymrużyła oczy.
- Wypraszam to sobie. Moi bracia są sto razy gorsi ode mnie.
- Nie byłabym taka pewna – odparła Sunami ze złośliwym uśmiechem.- Zawsze idealnie się uzupełnialiście, chodząc po wiosce jakby to były wasze prywatne włości i udowadniając wszystkim, jakimi jesteście ważnymi osobistościami.
- Phi – fuknęła Temari z lekceważeniem, by pokazać, jak mało ją to obchodzi.
- Wiesz, twoi bracia byli groźni i zarozumiali, a ty byłaś po prostu zarozumiała. Ale za to w taki sposób, że niektórzy uważali cię za najgorszą z całej trójki.
Temari zmarszczyła brwi.
- Teraz się z tego śmiejesz. I możesz sobie ze mnie kpić. Ale czy wtedy, kiedy się spotkaliśmy, nie uznałaś mnie za najsympatyczniejszą w drużynie? – zapytała.
Sunami popatrzyła na nią jakby nagle na głowie wyrosły jej czułki.
- Chcesz tworzyć ranking sympatyczności? W takim towarzystwie?
Temari machnęła niecierpliwie ręką.
- Czepiasz się. Nie łam mi serca. Czyż od pierwszej chwili gdy mnie zobaczyłaś, nie miałaś ochoty się ze mną zaprzyjaźnić?
Sunami potrząsnęła głową.
- Zdecydowanie nie.
Temari zacisnęła szczęki z irytacją.
- W takim razie uznałaś, że jestem najmniej antypatyczna. Nie pogrywaj ze mną, Suni. Gaara był psychopatycznym mordercą, a Kankuro sfrustrowanym nastolatkiem sterroryzowanym przez młodszego brata i z lubością wyżywał się na słabszych. Byłam promyczkiem nadziei w tym składzie. Nie sympatyzowałaś ze mną? Ty, z twoją wrodzoną empatią?
Sunami potrząsnęła głową.
- Przykro mi, ale nie.
Temari westchnęła. Oto cała jej teoria legła w gruzach.
- Więc uważałaś nas za troje brutalnych socjopatów.
Matsuri przez całą konwersację wodziła spojrzeniem między jedną i drugą koleżanką.
- A byliście socjopatami? - zapytała.
Temari żachnęła się.
- O nie, ja nigdy nie pałałam nienawiścią do świata. I całą gamą destrukcyjnych emocji. Ja tutaj jestem ofiarą, całe dzieciństwo musiałam użerać się z nim. To było piekło.
Zamilkła, zażenowana własną wylewnością. Nie powinna dawać upustu żalowi, który gdzieś w środku żywiła do Gaary.
Bycie z nim w drużynie, w nieustannym strachu o własne życie, było torturą. Gaara pewnie nigdy się nie domyślił, jak był uciążliwy, z tą swoją niekontrolowaną żądzą mordu.
Matsuri sprawiała wrażenie zdezorientowanej. Temari pomyślała, że przesadziła, poruszając taki temat. W końcu Matsuri nigdy nie widziała Gaary w tej przerażającej, psychopatycznej wersji. I nie powinna nawet mieć o tym wyobrażenia. Zgodnie z planem miała być tą osobą, która pokocha Gaarę, a Temari była przekonana, że to nie było możliwe znając jego mroczną stronę.
Ona była jego siostrą i szanowała go, miała dla niego wiele ciepłych uczuć, jednak nie kochała go tak, jak powinna kochać siostra. Zbyt dobrze pamiętała, jak traktował wszystkich, nawet wtedy, gdy nie wpadał w szał zabijania. Zbyt dobrze pamiętała jego oczy pełne nienawiści.
Mimo wyciągnięcia z niego Shukaku, mimo tego, że zmienił poglądy, oczy miał wciąż te same. Temari doskonale zdawała sobie sprawę, że Gaara nie pozbył się swoich demonów. Jedynie nauczył się nad nimi panować.
Nie można być tego świadomym i mimo wszystko go kochać.
- Najgorszym piekłem jest nienawidzić siebie, za rzeczy, które są od ciebie niezależne – powiedziała nagle Sunami. – Ciesz się, że nie potrafisz czytać cudzych emocji. Dopiero wtedy miałabyś wyobrażenie, czym jest prawdziwe piekło.

******************************************************************
Prawie 10 lat wcześniej, o świcie, pola treningowe w wiosce Piasku

Dziesięcioletnia dziewczynka w szarym stroju treningowym zajmowała się tym, czym zwykle zajmowały się dzieci w jej wieku w wioskach ninja – trenowała posługiwanie się prostą bronią podręczną.
Dziewczynka miała na imię Aiko, ciemną karnację i czarne włosy zaplecione w dwa warkocze. Obserwator z zewnątrz zauważyłby, że brakowało jej talentu. Próbowała trafić trzema shurikenami wyrzuconymi z jednej ręki w trzy wbite obok siebie drewniane pale – ale powinna zacząć od czegoś prostszego, bo mimo wielu prób ani jeden shuriken nie osiągnął celu.
W Sunagakure dzieci w jej wieku potrafiły celnie posługiwać się przynajmniej dwoma shurikenami.
W uszach dźwięczały jej słowa kobiety, która przyszła do klasztornego domu dziecka i powiedziała jej, że może od tej pory nazywać ją mamą.
Sadako Harada, tak nazywała się ta kobieta. To bardzo silna kunoichi. A jej mąż jest darzonym powszechnym szacunkiem wojownikiem.
Będziesz ich dzieckiem, jeśli wykażesz odrobinę talentu, powiedziała mniszka. I nagle, zamiast na środku pustyni, dziewczynka miała mieszkać w dziwnej osadzie, w której dzieci nie modliły się całymi dniami, jak w klasztorze. Nie kazano im kontemplować ciszy. Od chwili, gdy nauczyły się chodzić, biegały po dworze z zaostrzonymi patykami udającymi broń.
Jeśli chcesz należeć do tego miejsca, musisz dużo ćwiczyć i odkryć w sobie talent, powiedziała kobieta, którą miała odtąd nazywać matką. Musisz zapomnieć o zasadach i religii, którą ci wpojono. Nie będziesz już odtąd nazywana Aiko – Dzieckiem Miłości. Od teraz będziesz nazywać się Sunami – Piękno Piasku. Jeśli chcesz należeć do tego świata.
To był zupełnie inny świat, podobno niebezpieczny. Ale jej się bardzo podobał, bo tutaj nie było tej przygnębiającej, wszechogarniającej, wymuszonej ciszy.
I ludzie nie poświęcali całych dni na medytacje, by wyciszyć emocje i wyeliminować pragnienia. Nie mieli na to czasu.
Ludzie, którzy tu mieszkali, byli całkowicie różni od opanowanych mniszek z klasztoru i od biernych, zobojętniałych na wszystko ludzi z plemienia, z którego pochodziła. Nie pamiętała ich twarzy, pamiętała tylko tę atmosferę stagnacji. Myślała, że to cecha charakterystyczna mieszkańców pustyni. Przybysze z zewnątrz, których czasami widywała, byli zupełnie inni, więc łagodna rezygnacja i emocjonalna pustka nie mogła być typowa dla wszystkich.
Tutaj było zupełnie inaczej. Na tej jałowej ziemi, pośrodku pustyni, dziwna kasta wojowników żyła pełnią życia. Zewsząd napływały różne emocje. Niektóre pozytywne, wiele negatywnych – ale to było i tak znacznie ciekawsze niż jednostajne, chłodne, apatyczne nic.
Chłonęła te emocje i uczyła się je rozpoznawać. Radość, podekscytowanie i miłość dawały ludziom siłę. Smutek, rozgoryczenie i bezsilność odbierały energię. Ale nawet negatywne uczucia nauczyła się doceniać.
Jednak tym razem przekonała się, że są emocje, które wymykają się ludzkiemu pojmowaniu i nawet nie da się ich zidentyfikować. I to wzbudziło jej przerażenie.
Zwykle odczuwała cudze emocje, ale nie miała żadnego kłopotu z odróżnieniem ich od własnych. Były obok, nie miały na nią żadnego wpływu. Nigdy nie kazały jej czegoś robić. A teraz oddziaływały na wszystkie zmysły, wydając nakaz ucieczki.
Jednocześnie uczucie zagrożenia było tak dojmujące, że nie potrafiła się ruszyć. Na chwilę straciła orientację, co się dookoła niej dzieje. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. Zupełnie jak wtedy, gdy wędrowała trzy dni przez pustynię i zemdlała z wycieńczenia.
Wtedy obudziła się w klasztorze i zobaczyła nad sobą łagodną twarz kobiety w białej prostej szacie.
Tym razem zobaczyła przerażającą twarz pokrytą farbą. To ją wystraszyło, ale nie miała nawet siły krzyknąć.
To, co emanowało skrajnymi, trudnymi do ogarnięcia emocjami, wciąż tu było i to znacznie bliżej.
Człowiek z pomalowaną twarzą, ubrany w dziwny czarny strój, złapał ją za koszulkę i podniósł z ziemi.
- Patrz jak chodzisz, bachorze – warknął. – Co z ciebie za pokraka?
Odepchnął ją, tak, że niemal się przewróciła. Ale wysiłkiem woli utrzymała się na nogach.
Było ich troje. Wysoki, postawny chłopak z wymalowaną twarzą, który stał najbliżej niej i patrzył na nią z widoczną niechęcią. Ekstrawagancko ubrana dziewczyna, która stała kawałek dalej i patrzyła na nią wzrokiem pełnym pogardy.
Za jej plecami, ten chłopiec…
To przed nim powinna uciekać. Wiedziała to doskonale. Jednak nie potrafiła oderwać od niego wzroku.
- Jesteś jakaś opóźniona w rozwoju? – usłyszała głos chłopaka w czarnym stroju. Ledwie dotarło to do jej świadomości.
Ten chłopiec, drobny, niosący na plecach gurdę, która wyglądała na cięższą od niego, patrzył na nią. Miał bladą twarz i dziwne, podkrążone oczy. Nigdy nie widziała takich oczu. Była w nich pustka i głód… czegoś. Nie rozumiała, jak czyjeś oczy mogą być tak apatyczne i jednocześnie wyrażać tak wiele.
Były w nich jakieś emocje, ale ona ich nie znała i nie mogła zidentyfikować.
Poczuła gwałtowne szarpnięcie. Tym razem to była dziewczyna. Podeszła do niej i złapała ją za łokieć, zasłaniając sobą chłopca.
- Idiotko, nie patrz mu w oczy, bo cię zabije – powiedziała ledwie słyszalnym szeptem.
Potem popchnęła ją. Aiko upadła na ziemię. Nawet nie próbowała wstać. Nogi i tak odmówiłyby jej posłuszeństwa.
Dziewczyna odwróciła się do swoich towarzyszy.
- Chodźmy, ojciec na nas czeka – powiedziała głośno. W jej głosie brzmiało zdenerwowanie.
Aiko uświadomiła sobie, że powinna wyczuwać emocje tej dziewczyny, ale nic się nie przebijało przez jej zmysły. Jedynym, co czuła, było to dojmujące uczucie bijące od chłopca z gurdą na plecach. Uczucie, które odebrało jej zdolność do jakiegokolwiek działania. Nawet nie podniosła głowy, żeby zobaczyć, co robi tych troje.
Dziewczyna odezwała się znowu, tym razem w jej głosie brzmiała panika.
- Chodźmy, Gaara. Mamy do złożenia raport. Jesteśmy bardzo spóźnieni.
Aiko zamknęła oczy. Miała wrażenie, że atakujące ją negatywne emocje zaraz ją przytłoczą i znowu straci przytomność.
I nagle to uczucie straciło na intensywności. Rozejrzała się dookoła.
Tych trojga już tutaj nie było, zniknęli tak nagle jak się pojawili. Za to nad sobą zobaczyła nastolatka z półdługimi ciemnymi włosami.
- Nie pękaj. Nie zamordują cię w biały dzień w środku wioski. Ale lepiej unikaj ciemnych zaułków – powiedział.
Patrzyła na niego, zszokowana.
- Co? – spytała.
- Drżysz ze strachu. Nie ma się czego wstydzić, każdego by obleciał cykor – odpowiedział chłopak, a na jego twarzy pojawił się arogancki uśmiech.
Strach… Nie, to nie była kwestia strachu. To nie dlatego nie panowała nad nerwami.
- Ty tego nie czujesz? – zapytała.
Wiedziała, że nie wszyscy są wrażliwi na emocje, ale coś tak silnego… Nie miała pojęcia, jak coś takiego może pozostać niezauważone.
- Czego, żądzy krwi? – odpowiedział chłopak swobodnie. Maskował zdenerwowanie pozorną beztroską. – O tak, dzisiaj z pewnością nie jest jego dobry dzień. Jutro będzie pełnia księżyca, w takie dni ludzie znikają bez wieści. Unikaj miejsc, w których nie ma ludzi, nawet za dnia. Tylko głupcy samotnie łażą po wiosce.
Nie miała pojęcia, o czym on mówi. I w ogóle jej to nie obchodziło.
Nie potrafiła pojąć, jak  to możliwe, by w kimś zgromadziła się taka ilość skierowanej do wewnątrz nienawiści, emanującej na wszystko dookoła.
Pozbawiło ją to kontroli nad własnymi zmysłami, a przecież to, co do niej dotarło to tylko odbicie emocji, które kryją się w ciele chłopca z dziwnymi oczami. Czy to, co dostrzegła w tych oczach, to żądza zabijania?
On nie nienawidzi świata, nienawidzi siebie i przelewa to na otoczenie.
Co takiego zrobił, żeby siebie znienawidzić?
Ciemnowłosy chłopak przyklęknął przy niej i coś do niej mówił. Sens tych słów dotarł do niej z opóźnieniem. Pytał ją o imię.
- Jestem Sunami – powiedziała.
Sunami. Jeśli chcesz zostać w tej wiosce, musisz nosić to imię. Nie Dziecko Miłości. Piękno Piasku.
- Ja jestem Kenzou Shihara – przedstawił się chłopak. Popatrzył na nią wyczekująco, jakby oczekiwał, że te słowa zrobią na niej jakieś wrażenie. – Shihara, kojarzysz? Mój ojciec jest szefem jednostki specjalnej. – Wydawał się rozczarowany i zirytowany, gdy potrząsnęła w milczeniu głową. – Cóż, widać, że jesteś nietutejsza. Strzeż się, dziewczynko, jesteś łatwą ofiarą. Witaj w domu Jednoogoniastej Bestii. – Znowu oczekiwał od niej jakiejś reakcji i był zdziwiony, że nie zrobił na niej wrażenia. – Innymi słowy, witaj w piekle.
 

8 komentarzy:

  1. Ci prawda mialam skomwntowac poprzedni rozdzial ale skomentuje od razu dwa. Powiem tak ze mi sie podobal ale brakowalo mu tego czegos. Znajac mnie teraz sie rozpisze xdd. Brakowalo mi tutaj czulosci xdd ale spoko no bo wiesz w koncu rozdzial o bulu i takich tam nie fajnych uczuciach oraz wspomnieniach. Wydaje mi sie ze Gaara sie tutaj pojawil za malo razy. Ba! Zeby bylo wspabiale tak jak w kazdym opowiadaniu ktore czytalam albo czytam musialby sie pojawuać codziennie ^^ Mój mąż i bóg sexu :D :D :D ja piernicze czemu nie bylo sexu? Xdd nie no nie bede przesadzac xdd. Zastanawia mnie Sunami ktora nie chce dzialac z dziewczynami, ale wydaje ni sie ze to moze dla tego poniewaz jest to zwiazane z Gaara z ktorym sie przespala i Matsuri z ktora jest jej najlepsza przyjaciolka. Ciekawie bedzie... Gaara jak zawsze taki zimny i oschly. :) Niech pokaze klate jesli ma xdd Dobra nie wiem co mam pisac xdd. Wiesz ja juz dzis nie mysle a poniewaz zblizaja sie wakacje to juz wcale nie mysle. Dobra czejam na kolejny rozdzial , pozdrawiam , weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie zauważasz, na razie nie ma tu czułości, same intrygi i konflikty, plus zwierzęce instynkty :P To się wkrótce zmieni. Jak wiadomo piaskowe rodzeństwo to raczej chłodne istoty. Ciekawe, czy zgadłabyś które z nich pierwsze otworzy się na miłość :P

      Usuń
    2. No ja myślę że się zmieni ponieważ na to liczę. Jestem również ciekawa jak to będzie wyglądało w wykonaniu rodzeństwa piasku. Zauważyłam również że w moich powiadaniach oni odbiegają od kanonu bo są za otwarci na ludzi xdd U ciebie to według mnie jest fajnie opisane i bardzo mi się podoba. Co do tego pytania czy zgadłabym to pewnie by było tak ze ja obstawiam Gaare albo Kankuro, a tu się okazuje Temari, ale bardziej obstawiam Gaare choć mam wątpliwość że to on się pierwszy otworzy...

      Usuń
    3. Każdy autor ff ma indywidualny sposób interpretacji postaci i na tym chyba polega cały urok blogosfery :P

      Usuń
  2. Super, bardzo ciekawy rozdział. Chciałabym albo poprosiłabym o trochę więcej wątków miłosnych Shikatema bo tego najbardziej brakuje mi w twoim opowiadaniu. No i trochę więcej Kankuro. Jestem bardzo ciekawa czy Matsuri w końcu się dowie o tym że Sunami spała z Gaarą i czy on coś do niej czuje XD.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz wyczucie momentu :D Shikamaru wkrótce odwiedzi wioskę Piasku, więc wątek nieco się rozwinie. I Kankuro... Tak, jego też czeka spora zmiana :P

      Usuń
  3. Acha, czyli blog odżył.
    Zachwycił mnie opis Gaary oczami Temari. Takie ładne podsumowanie jego osoby, wydaje się takie logiczne, że o tych jego młodzieńczych atakach morderczego szału nie da się zwyczajnie zapomnieć. Więc Temcia z jednej strony ma wyrzuty sumienia bo zostawiła Gaarę samego a z drugiej, bardziej stara się go polubić, niż naprawdę lubi, bo jest świadoma, że mimo wszystko ma brata psychopatę. Ogólnie cała rozmowa pomiędzy dziewczynami daje do myślenia.
    Bardzo mnie ciekawi co będzie dalej z Gaaą i Sunami (to ona ma naprawdę na imię Aiko?).
    Ostatnia retrospekcja wyjątkowo interesująca. Wreszcie ten Kenzou, jak dotąd czarny charakter i szara eminencja w jednym, pokazał się osobiście - chociaż w wersji pozytywnej oraz dużo młodszej. Ten fragment jednak pokazał, że z Sunami musiał mieć rzeczywiście bliskie relacje, przyjaźń od dziecka. Plus dodatkowa myśl, co zobaczyłaby Sunami gdyby zajrzała do umysłu starszego Gaary? Jako Kazekage nadal emanuje nienawiścią? Trochę sobie wybaczył, czy po prostu lepiej skrywa co czuje?
    A ślub Kankuro dojdzie do skutku? Ten koleś jakoś mi nie pasuje do zaobrączkowania.
    Powodzenia i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sunami ma na imię Aiko, ale go nie używa, bo to imię "plemienne", czy jak tam można je nazwać. Jej adopcyjnym rodzicom nie odpowiadało, że miałaby nosić imię przypominające o jej pochodzeniu z buddyjskiej mniejszości.
      Odpowiedzi na Twoje pytania to kwestia najbliższych 2 rozdziałów. Ślub Kankuro, czy się odbędzie... No właśnie to się okaże już za chwilę. I jak to na niego wpłynie? Jak sama zauważyłaś on nie jest typem żonkosia, bo jest na dobrą sprawę dziwkarzem :P
      I oczywiście odsłonię też meandry umysłu i emocji Gaary. Ciekawe, jak się spodoba moja interpretacja jego "przemiany" z zabójcy w męża stanu W sumie cały ten fanfick wziął się stąd, że chciałam rozwinąć kwestię jego nawrócenia - nie przekonuje mnie wersja podana przez Kishiego, w której wystarczył nasz szlachetny Naruto Uzumaki. Chociaż fakt, że on wszystkich nawracał głównie gadaniem i przyjmowaniem ciosów :P.

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)