Sunami wstąpiła wieczorem do
domu Bakiego, żeby odwiedzić Michiru. Miała nadzieję, że nie natknie się na
Matsuri. I dopisało jej szczęście.
Michiru poczęstowała ją herbatą
w ogrodzie za domem.
Sunami podpytała ją trochę o
przygotowania do ślubu. Postanowiła okazać koleżeńskie zainteresowanie.
Okazało się, że zgodnie z
tradycją prefektury Akita cała ceremonia została przygotowana w domu ojca panny
młodej. I że zaraz po zaślubinach Michiru i Kankuro wrócą do Suny. To już nie
było ściśle zgodne z tradycją, ale Kankuro nie mógł sobie pozwolić na dłuższy
wyjazd.
Sunami wiedziała, dlaczego. Sprawa
zlokalizowania siedzib Piratów Pustyni nabierała tempa, dowódcy byli potrzebni
na miejscu. Specjalista od tortur też może być potrzebny.
Nawet nie chciała o tym myśleć.
- Michi, naprawdę mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować – powiedziała. Była szczera, rzeczywiście miała taką nadzieję. Ale nie bez powodu mówi się, że nadzieja jest matką głupców. - I pamiętaj: zawsze możesz wziąć rozwód.
Wiedziała, że to może zabrzmieć
trochę nieuprzejmie, ale miała nadzieję, że dowie się, jakie koleżanka ma
poglądy na temat rozwodów. W Sunagakure nie było z nimi problemu. Ale większości
kobiet z rodów samurajskich takie rozwiązanie nie przyszłoby do głowy.
To też była kwestia wpojonych im zasad o wyższości mężczyzn.
Michiru nie wydawała się
urażona. Ale nie zareagowała zgodnie z oczekiwaniami, nie pozwoliła się
wciągnąć w dyskusję na ten temat.
- Suni, jestem bardzo ciekawa.
Skąd twoja niechęć do instytucji małżeństwa?
Nie było powodu, żeby nie
udzielać odpowiedzi. Chociaż Michiru może być przykro.
- To nie jest moja prywatna
niechęć, nikt kto ma głowę na karku się w to nie pakuje. W tej wiosce nie
znajdziesz zbyt wielu naiwnych dziewczyn. - Oczywiście, były wyjątki, na
przykład takie idealistki jak Matsuri. Albo dziewczyny, które wolałby
bezpieczne życie w domu niż pracę kunoichi. – Kobiecie po ślubie nie wolno nic,
a mężczyźnie wszystko. Nikt, kto ma rozum, nie pakuje się w taką transakcję.
Michiru napiła się herbaty i
odłożyła filiżankę na stolik. Wyglądała na zamyśloną.
- No tak, wy kunoichi możecie
mieć takie poglądy, bo jesteście liberalnie wychowywane. Patrząc na to z pewnej
perspektywy, trochę zazdroszczę. Ale przecież wszystko dzieje się jakimś
kosztem. Zbyt często ryzykujecie życiem.
- Lepsze to niż bycie od kogoś zależnym –
odrzekła Sunami.
Michiru zastanowiła się.
- A czy ty nie miałaś kiedyś w
planach ślubu?
Sunami żachnęła się.
- Ja? Skąd ci to przyszło do
głowy?
Jej rozmówczyni stropiła się
lekko, jakby nie była pewna, czy zdradzić na głos myśli.
- Ten chłopak, którego imię
wszyscy wymawiają ściszonym głosem. Persona non grata. On nie był twoim
narzeczonym?
Sunami była trochę zdziwiona, że
Michiru ma takie informacje na temat wewnętrznych spraw wioski.
Ale przebywała dużo wśród żon
wysoko postawionych jouninów. A ich jedynym zajęciem, oprócz gotowania,
sprzątania i wychowywania dzieci, jest plotkowanie.
- Temari go czasem nazywa moim
narzeczonym. Ale nie było zaręczyn, nic w tym stylu. Dla jego rodziny nie
jestem wystarczająco dobrą partią – powiedziała, nieświadomie przywołując na
twarz ironiczny uśmiech.
- Dlaczego?
To było naiwne pytanie. Mógł je
zadać tylko ktoś, kto mieszkał większość życia na obrzeżach pustyni i nie orientował
się w sytuacji.
- Bo jestem w tej wiosce osobą
bardziej niepożądana niż jakikolwiek zdrajca. Mniejszość etniczna, z której
pochodzę, jest uważana za niebezpieczną. W przeszłości było wiele konfliktów,
Azurowie próbowali wyrzucić shinobi z pustyni. Organizowali zamachy
terrorystyczne. Poza tym, spójrz na mnie. Mam
ciemną skórę. Moje potencjalne dzieci nigdy nie ukryją swojego pochodzenia.
Michiru wyglądała na przejętą.
Co gorsza, emanowało od niej współczucie.
Sunami nie uważała jednak, że
istniały jakieś powody, by się nad nią litować.
- To nie ma aż takiego
znaczenia, bo nawet gdyby Kenzou chciał się postawić rodzicom, ja nie mam
zamiaru zostać czyjąś służącą. A to się zawsze tak kończy. Nie obraź się. Dla
ciebie mąż i dzieci to idealne dopełnienie obrazka, ale nie wszyscy tak myślą.
Mam inne plany.
Oczywiście, najsilniejszą emocją
bijącą od Michiru było niedowierzanie. Ona chyba nie rozumiała takiego punktu
widzenia.
Nic dziwnego, biorąc pod uwagę,
jak ją wychowano.
- Jakie masz plany? – zapytała.
- Dobrze spełniać moją pracę.
Być użyteczna dla wioski. Wiesz, mogę być uważana za obcą, ale tutaj spędziłam
lepszą część mojego życia.
Zadaniem kunoichi jest chronić
osadę i Kazekage. Jej to zawsze odpowiadało. Nie potrzebowała niczego, co odciągałoby jej uwagę od tego celu.
***
Temari dzień po przesłuchaniu Azawy odwiedziła Kankuro. Jej brat wyjątkowo, mimo że były to zwykłe godziny pracy, był w swoim gabinecie w domu.
Gabinet to nie było adekwatne słowo. Co prawda były tam
krzesła i biurko, ale znajdowały się w kącie pokoju i sprawiały wrażenie
wstawionych tu przez przypadek. Większość pomieszczenia zajmowały marionetki w różnych
fazach produkcji. I urządzenia, które miały w przyszłości stać się narzędziami
tortur.
Był to raczej warsztat rzemieślnika.
Kankuro siedział za biurkiem. Miał do wykonania
trochę papierkowej roboty, której nie cierpiał. Zostawił to na ostatnią chwilę.
Wieczorem miał wyjechać z narzeczoną do jej rodzinnego domu.
I to było głównym powodem, dla którego Temari go odwiedziła. Użyła jako pretekstu spraw zawodowych. Chciała z nim porozmawiać o
szczegółach misji przydzielonej Azawie. Kankuro, zgodnie z przewidywaniami, odesłał ją do
Gaary. Bo miał zbyt dużo innych spraw na głowie.
Mimo wszystko był dość uprzejmy, nawet zrobił herbatę. Skorzystał z pretekstu, by odłożyć na bok dokumenty, które
dotychczas przeglądał.
Temari próbowała wtedy podjąć temat jego ślubu, z silnym
postanowieniem, żeby nie mówić nic złośliwego. Jednak słabo jej wychodziło
ukrywanie niechęci, więc Kankuro uciął ten temat.
A ona naprawdę chciała porozmawiać z nim przyjaźnie, żeby
nie wyjeżdżał w atmosferze niechęci. Postanowiła poruszyć jakąś mniej
kontrowersyjną sprawę.
- Wkrótce twój oddział będzie mieć dużo roboty. Czy wobec
tego nie jesteś wdzięczny, że zorganizowałam ci dodatkową pomoc?
Kankuro spojrzał na nią nieuważnie. Widać było, że myślami
jest gdzieś indziej.
Pewnie przy narzeczonej.
- Ty mi zorganizowałaś? W sensie, poddałaś Gaarze pomysł,
żeby skierować twoją koleżankę do sekcji przesłuchań?
Co prawda, nie był to jej autorski pomysł, raczej wspólny.
Ale nie zaszkodzi pokazać się w dobrym świetle.
Jednak Kankuro zwrócił uwagę na dość istotny szczegół.
Jednak Kankuro zwrócił uwagę na dość istotny szczegół.
- Wiesz, że to stoi pod znakiem zapytania, bo Sunami
pełni teraz dyżur w karcerze. – Tak nazywano zawsze pracę w archiwum i szkole.
Najgorsze zadanie, które można było przydzielić wykwalifikowanemu shinobi: zagłębianie
się w szczegóły dawnych misji, wyłuskiwanie z nich danych o metodach pracy i przedstawianie
dzieciakom w szkole. Nie dość, że frustrujące zajęcie, to jeszcze za głodową pensję.
- To nie potrwa już długo – odpowiedziała Temari.
Wiedziała, że Sunami jest uparta, ale w końcu się
złamie. Mogłaby przynajmniej udawać, że podejmie się prawdziwego treningu.
Była niechętna ćwiczeniom z wykorzystaniem czakry, ale
również irytowała ją papierkowa robota. Niech tylko odbędzie się pierwsza lekcja
z rozwydrzonymi bachorami – wtedy na pewno pęknie.
Jeśli nie, wypadnie z obiegu, bo Gaara nie zamierzał jej
przydzielać poważnych misji dopóki nie weźmie się za poważny trening. Temari
nie liczyłaby na zmianę zdania z jego strony. Nie tolerował nieposłuszeństwa.
- Mam nadzieję, że nie, bo jej umiejętności będą nam
potrzebne – przytaknął Kankuro. – Poza tym, już ją sprawdziłem pod kątem
lojalności. Nie należy do osób, które łatwo jest szpiegować. Szkoda tego
wysiłku.
Temari popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
- Nie rozumiem.
Kankuro zniecierpliwił się.
- Czego nie rozumiesz? Nie przyjmuję do szeregów
niesprawdzonych ludzi, a Sunami należy do osób, które… Budzą szczególne
zastrzeżenie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy podczas ochrony konwojów miała
wiele okazji, żeby wejść w interakcje z rebeliantami. Musiałem się upewnić, że
nie kontaktuje się ze swoim byłym lub
jego kumplami.
Dla Temari to nie było wystarczające wyjaśnienie.
- Pieprzysz głupoty – powiedziała. – Sprawdzacie ją za
każdym razem, gdy ma dostać jakąś poważniejszą misję. To już zakrawa na
obsesję, nie uważasz? Nie możesz sobie tak po prostu chodzić, podkładać ludziom
pluskiew i nasyłać na nich agentów przy byle okazji.
Tak naprawdę, ubodło ją, że jak zwykle nikt nie ma zaufania
do jej oceny. Ona ufała Sunami i uważała, że to powinno mieć znaczenie. Kankuro
nie ma prawa podważać kompetencji kogoś, kogo ona poleciła.
- Musisz zrozumieć, że twoja koleżanka nigdy nie będzie poza
podejrzeniem. Nie, dopóki po pustyni grasują rebelianci, a na dodatek intencje
Azurów są niejasne. Oni są jak bomba z opóźnionym zapłonem – odpowiedział Kankuro
z irytacją. – Poza tym, działałem z rozkazu Gaary.
No, oczywiście. Gaara i jego genialne pomysły. Którymi jak
zwykle się z nią nie podzielił.
Tym razem naprawdę miała ochotę zdzielić go w głowę czymś
ciężkim.
***
Gaara spędzał popołudnie w gabinecie czytając podania od
interesantów. W większości były to błahe zadania. Po przeczytaniu opisów
wpisywał adnotację, której drużynie ją przydzielić. Potem odpowiednia osoba to
wyceni, a następnego dnia zadania zostaną dostarczone kapitanom drużyn.
Nagle usłyszał świst wiatru, tak silnego, że dźwięk przebił
się przez piaskowe ściany budynku. Spojrzał za siebie, na okno. Coś w rodzaju
małej trąby powietrznej przeszło parę metrów nad ziemią i zniknęło.
Nie minęła minuta, a na korytarzu rozległ się złowrogi
stukot obcasów. Nie ulegało wątpliwości, że Temari jest wściekła i zmierza tutaj.
Większość mężczyzn w Sunie, widząc tak oczywiste symptomy
jej złego nastroju, z miejsca wzięłaby nogi za pas i uciekała na drugi koniec
pustyni, choćby w kapciach. Wściekła Temari mogła wyrywać drzewa z korzeniami.
Zmiecenie delikwenta z powierzchni ziemi nie stanowiło dla niej problemu.
Intuicyjnie wiedział, o co jej chodzi. Kankuro pewnie zaczął
sypać. On zawsze dawał się podejść starszej siostrze. Gaara nie raz zastanawiał
się, jaki ma na niego sposób – upija go czy grozi kastracją? Pewnie jedno i
drugie, w dowolnej kolejności. Temari miała swoje sposoby, by uzyskiwać
informacje, nieważne jak starannie próbował coś przed nią ukryć. Między innymi
dlatego dostała ważne stanowisko w ANBU. Czasem myślał, że bardziej
odpowiednia byłaby dla niej posada specjalisty od przesłuchań i tortur. Może byłaby
skuteczniejsza. Kankuro to przy niej uosobienie wrażliwości.
Drzwi otworzyły się z rozmachem, jakby miały wypaść z
zawiasów. Tylko Temari mogła sobie pozwolić na takie wejście. Stanęła w
drzwiach niczym uosobienie zemsty.
- Gaara z Piaskowego Wodospadu! – rzuciła oskarżycielsko w
jego stronę. Jej oczy iskrzyły się od gniewu. – Zmów mantrę pożegnalną i szykuj
się na śmierć. Nawet rodzona matka ci nie pomoże.
- Modlitwa też nie – odpowiedział przytomnie. Wskazał na
półmisek leżący na rogu biurka. – Chcesz cieciorkę? Częstuj się.
Temari przyglądała mu się przez chwilę, po czym zamknęła
drzwi.
- Siadaj – powiedział Gaara, wskazując krzesło. Zyskiwał
panowanie nad sytuacją.
- To ty wstań, żeby ze mną porozmawiać – odparła władczo.
Akurat. Chciała mieć przewagę psychologiczną, bo w butach na
obcasie góruje nad nim wzrostem.
Mierzyli się przez sekundę wzrokiem. Po chwili Temari
usiadła na krześle naprzeciw niego.
Rozmawianie z nią przez biurko było w miarę bezpieczne.
- Jak to jest, że ty nigdy nie masz zaufania do moich ludzi
– syknęła z wściekłością. – Ani do mnie. Wszystkich sprawdzasz za moimi
plecami.
Lubiła używać słowa „moje” trochę na wyrost.
- Temari, twoja władza nie obejmuje całego ANBU.
Przynajmniej dopóki żyję – odpowiedział spokojnie.
Nie pozwoliła się zbić z tropu.
- Bardzo zabawne – stwierdziła kwaśno. – Wiesz, o czym
mówię. Dlaczego zawsze, u każdego, dopatrujesz się złych intencji?
Gaara pomyślał, że nie ma sensu przeciągać tej dyskusji i
toczyć długich debat. Nie miał na to czasu.
- Sunami miała okazję nawiązać kontakt z rebeliantami,
dlatego była pod obserwacją. Już nie jest. Skoro jesteś jej pewna, czym się denerwujesz?
Temari prychnęła jak rozjuszona kotka.
- To, czym się denerwuję, to twoja postawa. Nikomu nie
ufasz. To sprawia, że praca z tobą jest kurewsko trudna.
Gaara oparł łokcie o biurko i splótł dłonie. Miał przewagę.
Temari zachowywała się trochę jak rozkapryszone dziecko, które trzeba pouczyć.
- Moje stanowisko nie wymaga ode mnie, żebym ufał ludziom.
Wręcz przeciwnie.
Temari wzięła głęboki oddech. Chyba zrozumiała, że
napastliwym tonem niczego nie osiągnie.
- Rozumiem. Dobrze. Ale nie spodziewałam się po tobie
kierowania się uprzedzeniami.
- Uprzedzeniami? – powtórzył. Nie było dla niego jasne, co
mu zarzuca.
Temari skinęła głową.
- Dla mnie tak to wygląda. Starszyzna uczepiła jej się z
powodu pochodzenia. Była wielokrotnie sprawdzana, bardziej niż inni. Wykonała
misję, której mężczyźni nie podołali, bo jest dobra. Ale ty tego nie przyznasz,
bo jak ktoś taki jak ona może być wartościowy. Czyż nie tak?
Tymi słowami wytrąciła go z równowagi. Chyba zapędziła się
trochę w domysłach. Na dodatek nie był pewien, o co go oskarża – o dyskryminację
na tle pochodzenia czy na tle płci? Znając Temari, bardziej ubodło ją to
drugie.
- Nie tak – powiedział oschłym tonem. Nie będzie tolerował
takiego zachowania, nawet u niej. – Moim zdaniem zaistniała konieczność
sprawdzenia pewnych faktów. Nie musi ci się to podobać. Koniec tematu.
Temari przygryzła wargi. Widać było, że ma jeszcze wiele do
powiedzenia. Jednak na pewno nie chciała zostać stąd wyrzucona, więc pohamowała
się.
- Masz jakieś merytoryczne uwagi? – zapytał. Nie chciał być
nieuprzejmy, ale miał jeszcze mnóstwo pracy. To ważniejsze niż pogawędka ze
starszą siostrą.
Temari przywołała na twarz sztuczny uśmiech. Jeszcze zanim
otworzyła usta było oczywiste, że zamierza powiedzieć coś złośliwego.
- Możnaby pomyśleć, że jesteś
zazdrosny – powiedziała zjadliwie.
Zaskoczyły go te słowa. Do tego stopnia, że nie wymyślił odpowiedzi.
- Nigdy nie podejrzewałeś nikogo tylko na tej podstawie, że
ma powiązania z kimś, kto się okazał nielojalny. Suni każesz śledzić tylko ze
względu na znajomość z tamtym gościem.
– To ciekawe, że tak go określiła, nie używając nawet imienia, chociaż wiele
razy pracowali razem. – Ale przecież nie wykorzystałbyś stanowiska do
prywatnych celów, prawda?
Nigdy nie przyszłoby mu to do głowy. Owszem, chciał
wiedzieć, gdzie Sunami chodzi i z kim się spotyka, ale z przyczyn zawodowych… Tylko
i wyłącznie.
- Temari, wyjdź. Naprawdę nie mam czasu na bzdury –
powiedział.
Temari odsunęła krzesło i wstała.
- Ja także. Nie wiem, po co w ogóle z tobą rozmawiam,
przecież jesteś najmądrzejszy. Ale przyznaję, że tym razem jest mi po ludzku
przykro. Są osoby w tej wiosce, które wypruwają sobie żyły dla ciebie. Nie ze
względu na dobro stanu, nie ku chwale ojczyzny, tylko właśnie dla ciebie. Bo
dla kilku osób twoje istnienie stało się potrzebne. Ale ty, oczywiście, tego
nie zauważasz. Dla ciebie ludzie to pionki, każdy ma zadanie do wykonania i
każdego można zastąpić.
Te zarzuty były trochę na wyrost.
Nie każdego można zastąpić.
Nie każdego można zastąpić.
***
Było południe. Słońce znajdowało
się w najwyższym punkcie. O tej porze dnia wioska wydawała
się niemal opuszczona. Niewielu ludzi przebywało na zewnątrz. Ci, którzy nie izolowali się od upału w budynkach, ukrywali się przed żarem pod parasolami.
Trzy kunoichi siedziały przed kawiarnią przy stoliku pod parasolem i sączyły lemoniadę.
W każdym razie, Temari przejawiała zainteresowanie napojem, popijając od czasu do czasu. Siedząca na krześle obok niej Matsuri była zajęta mówieniem. Pełna podekscytowania zdawała sprawozdanie z treningu.
Trzy kunoichi siedziały przed kawiarnią przy stoliku pod parasolem i sączyły lemoniadę.
W każdym razie, Temari przejawiała zainteresowanie napojem, popijając od czasu do czasu. Siedząca na krześle obok niej Matsuri była zajęta mówieniem. Pełna podekscytowania zdawała sprawozdanie z treningu.
Sunami leżała na stole z głową
złożoną na rękach i udawała martwą.
A może dostała udaru?
A może dostała udaru?
- Hej, Suni. Żyjesz? – odezwała
się Temari, trącając ją w łokieć.
Brunetka niechętnie uniosła
głowę i oparła się na krześle.
Temari mogłaby przysiąc, że jej
przyjaciółka wyglądała blado.
Teoretycznie to było niemożliwe.
Sunami miała naturalną karnację w takim odcieniu, że zawsze wyglądała jakby
była ślicznie opalona. Temari w głębi ducha jej tego zazdrościła, chociaż nigdy
by się do tego nie przyznała.
Jednak, mimo tych okoliczności, twarz Sunami wydawała się blada. Dziewczyna wyglądała jakoś
niezdrowo, z długimi włosami niedbale splecionymi w warkocz i w ciemnej
sukience.
Zwykle wybierała jasne kolory. Teraz chyba postanowiła dopasować
się do otoczenia, w którym większość czasu przebywała, czyli odizolowanego od
światła słonecznego archiwum.
- Dajcie mi spokój – powiedziała
z nieszczęśliwą miną. – Zostałam zakopana żywcem w podziemiach. Skoro już wyszłam na zewnątrz, zamierzam kontemplować światło słoneczne. W ciszy.
- Rany – jęknęła Temari. –
Dlaczego jesteś taka uparta? Powinnaś pójść z Gaarą na ugodę. Przeprowadzę twój trening, nie będę na
ciebie naciskać. Udawaj, że pracujesz nad nowymi technikami.
Sunami popatrzyła na nią mrużąc
z rozdrażnieniem powieki. Jakby sądziła, że te słowa są wypowiedziane przeciw
niej.
- Nigdy – powiedziała
lakonicznie.
Matsuri zachichotała. Ostatnio
zawsze była w dobrym humorze.
Temari powinna być zadowolona,
że sprawy układają się według jej planu, ale rozpromieniona Mats zaczynała
działać jej na nerwy.
No cóż, przemawiała przez nią
zawiść. Ona nie miała żadnego faceta i żadnych widoków na randkę. Jakoś nie
potrafiła się z nikim umówić, mając wciąż w głowie Shikamaru.
Może powinna skorzystać z rady
Sunami i spróbować się z nim jakoś porozumieć.
Odsunęła od siebie tę myśl. To
byłby dowód słabości. Przecież z nim zerwała. Powinna zaczekać, aż Shikamaru
pierwszy się do niej odezwie.
- Zmienisz zdanie, Suni –
oceniła Matsuri wesoło. – Po pierwszej lekcji w szkole. Dzisiejsze dzieciaki są
nie do zniesienia, to efekt bezstresowego wychowania. Nic nam nie wolno, za to
im wolno wszystko, bo mają niezbywalne prawa. Pracowałam w szkole kilka tygodni
i do dzisiaj oblewa mnie zimny pot na samo wspomnienie – powiedziała i
wzdrygnęła się.
- Zastosuję wobec nich
bezwzględny terror – odpowiedziała Sunami. – Albo skończę w domu wariatów. Nie
ulegnę takiej metodzie represji, to łamanie podstawowych praw pracowniczych.
Matsuri prychnęła.
- O tak, poskarż się
międzynarodowemu trybunałowi praw człowieka. Już widzę, jak przyślą tu kogoś,
żeby udzielił Gaarze pouczenia.
Szatynka zamilkła, zmrożona groźnym
spojrzeniem koleżanki.
- Nie wylądujesz w wariatkowie,
tylko gdzieś na prowincji w kraju Wiatru pilnując pól ryżowych i doglądając,
żeby uprawy równo rosły – wtrąciła się Temari. Nieustępliwość koleżanki strasznie działała jej na nerwy. Wszystko działało jej na nerwy. – Naprawdę,
Suni, w końcu się doigrasz.
Na samo wspomnienie o niej Gaara
stawał się nerwowy. Musiała zaleźć mu za skórę.
I nic dziwnego, bo marnowała
swoje zdolności . Wszystko przez głupią dumę i zawziętość.
Może kryło się za tym coś jeszcze,
ale Temari wiedziała, że nie ma sensu pytać. Sunami nigdy jej nie zdradziła,
dlaczego pała tak ogromną niechęcią do technik wymagających używania czakry.
- Odczep się, Tem –
odpowiedziała brunetka, układając ręce na stole. – Usiłuję się zregenerować.
- Wyśpisz się w grobie – odparła
Temari oschłym tonem. – Teraz jesteś nam potrzebna. Próbujemy z Mats wykminić,
jak dodać nieco żaru rozkwitającej relacji.
Sunami otworzyła szerzej oczy.
- Nic nie chcę wiedzieć.
Temari parsknęła z irytacją.
- Ale ty jesteś świetną osobą do
udzielania rad. – Spojrzała na Matsuri. – Śpiąca królewna nas nie słuchała,
zdradź jej swój problem.
Sunami potrząsnęła z uporem
głową.
- Nic nie chcę wiedzieć. Cały
ten plan jest chory. Ty jesteś chora. Odwal się ode mnie.
Temari przygryzła wargi,
urażona.
- Co ty jesteś taka drażliwa
ostatnio. Nie bądź egoistką. Potrzebujemy recepty, jak zapomnieć o
pewnych… Zawiłościach emocjonalnych i pokonać kogoś w walce na poważnie.
Sunami spojrzała na Matsuri,
zbita z tropu.
- Nie mam pojęcia, o czym
mówicie.
- To bardzo proste –
odpowiedziała szatynka. – To znaczy, problem jest prosty, rozwiązanie z
pewnością nie. Chcę się nauczyć walki wręcz, ale w jego obecności
nie potrafię się skoncentrować. Nie mówiąc o przeprowadzeniu jakiegoś ataku.
- I jak ja mam tobie pomóc? –
zapytała Sunami sceptycznie.
Temari trzepnęła ją w rękę.
- Nie udawaj, że nie znasz
jakichś sposobów. Kenzou obrywał od ciebie aż miło było popatrzeć.
Sunami popatrzyła na nią z
powątpiewaniem.
- Nie mów, że nie zauważyłaś.
Pozwalał mi wygrywać.
Temari przewróciła ze
zniecierpliwieniem oczami. Naprawdę, ona jest ostatnio kompletnie nieskłonna do
współpracy.
- Wiem, ale przecież nie w tym
rzecz. Jakoś nie miałaś skrupułów, żeby mu dowalić. Matsuri nie może zrobić krzywdy
Gaarze, ale mogłaby chociaż spróbować, żeby nie wyglądało, że się nie stara –
powiedziała i popatrzyła na szatynkę z potępieniem.
Matsuri zaczerwieniła się.
Odwróciła wzrok od Temari i spojrzała błagalnie na drugą koleżankę.
- Nie masz dla mnie jakieś rady?
Sunami skrzywiła usta w kwaśnym
uśmiechu.
- Mam dla ciebie świetną radę.
Przypomnij sobie jakim jest zarozumiałym, aroganckim, zdemoralizowanym palantem.
Matsuri zmartwiła się.
- Ale przecież wcale nie jest…
- Oj przestań, Matsuri, naprawdę
nie masz ochoty zdzielić go czasami w zakuty łeb? Jest nie do zniesienia, z tym
swoim przekonaniem, że góruje nad innymi – oceniła brunetka i popatrzyła na Temari w
poszukiwaniu wsparcia.
- O, tak – przyznała blondynka.
– Dominujący, egocentryczny, zuchwały szczeniak. I kiedy przemawia tym nie
znoszącym sprzeciwu tonem, przekonany, że każdego można zdyscyplinować… Albo
wygłasza te swoje zajebiste przemowy.
Sunami prychnęła śmiechem.
- "Jestem Sabaku no Gaara.
Kruszenie podziemnych skał i zamienianie ich w piasek to dla mnie pestka" –
zacytowała z emfazą.
Matsuri nadęła policzki z
oburzeniem. Temari pokiwała z aprobatą głową.
- Suni, żałuj, że nie słyszałaś
tych płomiennych przemów na froncie. Był w swoim żywiole
– powiedziała, usiłując się nie roześmiać.
- Mogę sobie wyobrazić –
odpowiedziała Sunami. Nagle odzyskała dobry humor, a jej twarz nabrała kolorów.
– Zarozumiałość to u was cecha wrodzona.
Temari przymrużyła oczy.
- Wypraszam to sobie. Moi bracia
są sto razy gorsi ode mnie.
- Nie byłabym taka pewna –
odparła Sunami ze złośliwym uśmiechem.- Zawsze idealnie się uzupełnialiście,
chodząc po wiosce jakby to były wasze prywatne włości i udowadniając wszystkim,
jakimi jesteście ważnymi osobistościami.
- Phi – fuknęła Temari z
lekceważeniem, by pokazać, jak mało ją to obchodzi.
- Wiesz, twoi bracia byli groźni
i zarozumiali, a ty byłaś po prostu zarozumiała. Ale za to w taki sposób, że niektórzy uważali cię za najgorszą
z całej trójki.
Temari zmarszczyła brwi.
- Teraz się z tego śmiejesz. I
możesz sobie ze mnie kpić. Ale czy wtedy, kiedy się spotkaliśmy, nie uznałaś
mnie za najsympatyczniejszą w drużynie? – zapytała.
Sunami popatrzyła na nią jakby
nagle na głowie wyrosły jej czułki.
- Chcesz tworzyć ranking
sympatyczności? W takim towarzystwie?
Temari machnęła niecierpliwie
ręką.
- Czepiasz się. Nie łam mi
serca. Czyż od pierwszej chwili gdy mnie zobaczyłaś, nie miałaś ochoty
się ze mną zaprzyjaźnić?
Sunami potrząsnęła głową.
- Zdecydowanie nie.
Temari zacisnęła szczęki z
irytacją.
- W takim razie uznałaś, że
jestem najmniej antypatyczna. Nie pogrywaj ze mną, Suni. Gaara był
psychopatycznym mordercą, a Kankuro sfrustrowanym nastolatkiem sterroryzowanym
przez młodszego brata i z lubością wyżywał się na słabszych. Byłam promyczkiem
nadziei w tym składzie. Nie sympatyzowałaś ze mną? Ty, z twoją wrodzoną
empatią?
Sunami potrząsnęła głową.
- Przykro mi, ale nie.
Temari westchnęła. Oto cała jej
teoria legła w gruzach.
- Więc uważałaś nas za troje
brutalnych socjopatów.
Matsuri przez całą konwersację wodziła spojrzeniem
między jedną i drugą koleżanką.
- A byliście socjopatami? - zapytała.
Temari żachnęła się.
- O nie, ja nigdy nie pałałam
nienawiścią do świata. I całą gamą destrukcyjnych emocji. Ja tutaj jestem
ofiarą, całe dzieciństwo musiałam użerać się z nim. To było piekło.
Zamilkła, zażenowana własną
wylewnością. Nie powinna dawać upustu żalowi, który gdzieś w środku żywiła do
Gaary.
Bycie z nim w drużynie, w
nieustannym strachu o własne życie, było torturą. Gaara pewnie nigdy się nie
domyślił, jak był uciążliwy, z tą swoją niekontrolowaną żądzą mordu.
Matsuri sprawiała wrażenie
zdezorientowanej. Temari pomyślała, że przesadziła, poruszając taki temat. W
końcu Matsuri nigdy nie widziała Gaary w tej przerażającej, psychopatycznej
wersji. I nie powinna nawet mieć o tym wyobrażenia. Zgodnie z planem miała być
tą osobą, która pokocha Gaarę, a Temari była przekonana, że to nie było
możliwe znając jego mroczną stronę.
Ona była jego siostrą i
szanowała go, miała dla niego wiele ciepłych uczuć, jednak nie kochała go tak,
jak powinna kochać siostra. Zbyt dobrze pamiętała, jak traktował wszystkich,
nawet wtedy, gdy nie wpadał w szał zabijania. Zbyt dobrze pamiętała jego oczy
pełne nienawiści.
Mimo wyciągnięcia z niego
Shukaku, mimo tego, że zmienił poglądy, oczy miał wciąż te same. Temari
doskonale zdawała sobie sprawę, że Gaara nie pozbył się swoich demonów. Jedynie nauczył się nad nimi panować.
Nie można być tego świadomym i
mimo wszystko go kochać.
- Najgorszym piekłem jest
nienawidzić siebie, za rzeczy, które są od ciebie niezależne – powiedziała nagle
Sunami. – Ciesz się, że nie potrafisz czytać cudzych emocji. Dopiero
wtedy miałabyś wyobrażenie, czym jest prawdziwe piekło.
******************************************************************
Prawie 10 lat wcześniej, o świcie, pola treningowe w wiosce Piasku
Dziesięcioletnia dziewczynka w
szarym stroju treningowym zajmowała się tym, czym zwykle zajmowały się dzieci w jej wieku w wioskach
ninja – trenowała posługiwanie się prostą bronią podręczną.
Dziewczynka miała na imię Aiko, ciemną karnację i czarne włosy zaplecione w dwa warkocze. Obserwator z zewnątrz
zauważyłby, że brakowało jej talentu. Próbowała trafić trzema shurikenami
wyrzuconymi z jednej ręki w trzy wbite obok siebie drewniane pale – ale powinna
zacząć od czegoś prostszego, bo mimo wielu prób ani jeden shuriken nie osiągnął celu.
W Sunagakure dzieci w jej wieku
potrafiły celnie posługiwać się przynajmniej dwoma shurikenami.
W uszach dźwięczały jej słowa
kobiety, która przyszła do klasztornego domu dziecka i powiedziała jej, że może
od tej pory nazywać ją mamą.
Sadako Harada, tak nazywała się
ta kobieta. To bardzo silna kunoichi. A jej mąż jest darzonym powszechnym szacunkiem wojownikiem.
Będziesz ich dzieckiem, jeśli
wykażesz odrobinę talentu, powiedziała mniszka. I nagle, zamiast na środku
pustyni, dziewczynka miała mieszkać w dziwnej osadzie, w której dzieci nie
modliły się całymi dniami, jak w klasztorze. Nie kazano im kontemplować
ciszy. Od chwili, gdy nauczyły się chodzić, biegały po dworze z
zaostrzonymi patykami udającymi broń.
Jeśli chcesz należeć do tego miejsca,
musisz dużo ćwiczyć i odkryć w sobie talent, powiedziała kobieta, którą miała
odtąd nazywać matką. Musisz zapomnieć o zasadach i religii, którą ci wpojono.
Nie będziesz już odtąd nazywana Aiko – Dzieckiem Miłości. Od teraz będziesz
nazywać się Sunami – Piękno Piasku. Jeśli chcesz należeć do tego świata.
To był zupełnie inny świat,
podobno niebezpieczny. Ale jej się bardzo podobał, bo tutaj nie było tej
przygnębiającej, wszechogarniającej, wymuszonej ciszy.
I ludzie nie poświęcali całych
dni na medytacje, by wyciszyć emocje i wyeliminować pragnienia. Nie mieli na to
czasu.
Ludzie, którzy tu mieszkali, byli całkowicie różni od opanowanych mniszek z
klasztoru i od biernych, zobojętniałych na wszystko ludzi z plemienia, z którego
pochodziła. Nie pamiętała ich twarzy, pamiętała tylko tę
atmosferę stagnacji. Myślała, że to cecha charakterystyczna mieszkańców
pustyni. Przybysze z zewnątrz, których czasami widywała, byli zupełnie inni,
więc łagodna rezygnacja i emocjonalna pustka nie mogła być typowa dla
wszystkich.
Tutaj było zupełnie inaczej. Na
tej jałowej ziemi, pośrodku pustyni, dziwna kasta wojowników żyła pełnią życia.
Zewsząd napływały różne emocje. Niektóre pozytywne, wiele negatywnych – ale to
było i tak znacznie ciekawsze niż jednostajne, chłodne, apatyczne nic.
Chłonęła te emocje i uczyła się
je rozpoznawać. Radość, podekscytowanie i miłość dawały ludziom siłę. Smutek,
rozgoryczenie i bezsilność odbierały energię. Ale nawet negatywne uczucia nauczyła się doceniać.
Jednak tym razem przekonała się,
że są emocje, które wymykają się ludzkiemu pojmowaniu i nawet nie da się ich zidentyfikować. I
to wzbudziło jej przerażenie.
Zwykle odczuwała cudze emocje,
ale nie miała żadnego kłopotu z odróżnieniem ich od własnych. Były obok, nie
miały na nią żadnego wpływu. Nigdy nie kazały jej czegoś robić. A teraz
oddziaływały na wszystkie zmysły, wydając nakaz ucieczki.
Jednocześnie uczucie zagrożenia było tak
dojmujące, że nie potrafiła się ruszyć. Na chwilę straciła orientację,
co się dookoła niej dzieje. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. Zupełnie jak
wtedy, gdy wędrowała trzy dni przez pustynię i zemdlała z wycieńczenia.
Wtedy obudziła się w klasztorze
i zobaczyła nad sobą łagodną twarz kobiety w białej prostej szacie.
Tym razem zobaczyła przerażającą
twarz pokrytą farbą. To ją wystraszyło, ale nie miała
nawet siły krzyknąć.
To, co emanowało skrajnymi,
trudnymi do ogarnięcia emocjami, wciąż tu było i to znacznie bliżej.
Człowiek z pomalowaną twarzą,
ubrany w dziwny czarny strój, złapał ją za koszulkę i podniósł z ziemi.
- Patrz jak chodzisz, bachorze –
warknął. – Co z ciebie za pokraka?
Odepchnął ją, tak, że niemal się
przewróciła. Ale wysiłkiem woli utrzymała się na nogach.
Było ich troje. Wysoki, postawny
chłopak z wymalowaną twarzą, który stał najbliżej niej i patrzył na nią z
widoczną niechęcią. Ekstrawagancko ubrana dziewczyna, która stała kawałek dalej
i patrzyła na nią wzrokiem pełnym pogardy.
Za jej plecami, ten chłopiec…
To przed nim powinna uciekać.
Wiedziała to doskonale. Jednak nie potrafiła oderwać od niego wzroku.
- Jesteś jakaś opóźniona w
rozwoju? – usłyszała głos chłopaka w czarnym stroju. Ledwie dotarło to do
jej świadomości.
Ten chłopiec, drobny, niosący na
plecach gurdę, która wyglądała na cięższą od niego, patrzył na nią. Miał bladą
twarz i dziwne, podkrążone oczy. Nigdy nie widziała takich oczu. Była w nich
pustka i głód… czegoś. Nie rozumiała, jak czyjeś oczy mogą być tak apatyczne i
jednocześnie wyrażać tak wiele.
Były w nich jakieś emocje, ale
ona ich nie znała i nie mogła zidentyfikować.
Poczuła gwałtowne szarpnięcie.
Tym razem to była dziewczyna. Podeszła do niej i złapała ją za łokieć,
zasłaniając sobą chłopca.
- Idiotko, nie patrz mu w oczy,
bo cię zabije – powiedziała ledwie słyszalnym szeptem.
Potem popchnęła ją. Aiko
upadła na ziemię. Nawet nie próbowała wstać. Nogi i tak odmówiłyby jej
posłuszeństwa.
Dziewczyna odwróciła się do
swoich towarzyszy.
- Chodźmy, ojciec na nas czeka –
powiedziała głośno. W jej głosie brzmiało zdenerwowanie.
Aiko uświadomiła sobie, że
powinna wyczuwać emocje tej dziewczyny, ale nic się nie przebijało przez
jej zmysły. Jedynym, co czuła, było to dojmujące uczucie bijące od chłopca z
gurdą na plecach. Uczucie, które odebrało jej zdolność do jakiegokolwiek działania.
Nawet nie podniosła głowy, żeby zobaczyć, co robi tych troje.
Dziewczyna odezwała się znowu,
tym razem w jej głosie brzmiała panika.
- Chodźmy, Gaara. Mamy do
złożenia raport. Jesteśmy bardzo spóźnieni.
Aiko zamknęła oczy. Miała
wrażenie, że atakujące ją negatywne emocje zaraz ją przytłoczą i znowu straci
przytomność.
I nagle to uczucie straciło na
intensywności. Rozejrzała się dookoła.
Tych trojga już tutaj nie było,
zniknęli tak nagle jak się pojawili. Za to nad sobą zobaczyła nastolatka z
półdługimi ciemnymi włosami.
- Nie pękaj. Nie zamordują cię w
biały dzień w środku wioski. Ale lepiej unikaj ciemnych zaułków – powiedział.
Patrzyła na niego,
zszokowana.
- Co? – spytała.
- Drżysz ze strachu. Nie ma się
czego wstydzić, każdego by obleciał cykor – odpowiedział chłopak, a na jego
twarzy pojawił się arogancki uśmiech.
Strach… Nie, to nie była kwestia
strachu. To nie dlatego nie panowała nad nerwami.
- Ty tego nie czujesz? –
zapytała.
Wiedziała, że nie wszyscy są
wrażliwi na emocje, ale coś tak silnego… Nie miała pojęcia, jak coś takiego
może pozostać niezauważone.
- Czego, żądzy krwi? –
odpowiedział chłopak swobodnie. Maskował zdenerwowanie pozorną beztroską. – O tak,
dzisiaj z pewnością nie jest jego dobry dzień. Jutro będzie pełnia księżyca,
w takie dni ludzie znikają bez wieści. Unikaj miejsc, w których nie ma ludzi,
nawet za dnia. Tylko głupcy samotnie łażą po wiosce.
Nie miała pojęcia, o czym on
mówi. I w ogóle jej to nie obchodziło.
Nie potrafiła pojąć, jak to możliwe, by w kimś zgromadziła się taka
ilość skierowanej do wewnątrz nienawiści, emanującej na wszystko dookoła.
Pozbawiło ją to kontroli nad
własnymi zmysłami, a przecież to, co do niej dotarło to tylko odbicie emocji,
które kryją się w ciele chłopca z dziwnymi oczami. Czy to, co dostrzegła w tych
oczach, to żądza zabijania?
On nie nienawidzi świata, nienawidzi siebie i przelewa to na otoczenie.
Co takiego zrobił, żeby siebie znienawidzić?
Ciemnowłosy chłopak przyklęknął przy
niej i coś do niej mówił. Sens tych słów dotarł do niej z opóźnieniem. Pytał ją
o imię.
- Jestem Sunami – powiedziała.
Sunami. Jeśli chcesz zostać w
tej wiosce, musisz nosić to imię. Nie Dziecko Miłości. Piękno Piasku.
- Ja jestem Kenzou Shihara –
przedstawił się chłopak. Popatrzył na nią wyczekująco, jakby oczekiwał, że te
słowa zrobią na niej jakieś wrażenie. – Shihara, kojarzysz? Mój ojciec jest
szefem jednostki specjalnej. – Wydawał się rozczarowany i zirytowany, gdy
potrząsnęła w milczeniu głową. – Cóż, widać, że jesteś nietutejsza. Strzeż się,
dziewczynko, jesteś łatwą ofiarą. Witaj w domu Jednoogoniastej Bestii. – Znowu oczekiwał od
niej jakiejś reakcji i był zdziwiony, że nie zrobił na niej wrażenia. –
Innymi słowy, witaj w piekle.
Ci prawda mialam skomwntowac poprzedni rozdzial ale skomentuje od razu dwa. Powiem tak ze mi sie podobal ale brakowalo mu tego czegos. Znajac mnie teraz sie rozpisze xdd. Brakowalo mi tutaj czulosci xdd ale spoko no bo wiesz w koncu rozdzial o bulu i takich tam nie fajnych uczuciach oraz wspomnieniach. Wydaje mi sie ze Gaara sie tutaj pojawil za malo razy. Ba! Zeby bylo wspabiale tak jak w kazdym opowiadaniu ktore czytalam albo czytam musialby sie pojawuać codziennie ^^ Mój mąż i bóg sexu :D :D :D ja piernicze czemu nie bylo sexu? Xdd nie no nie bede przesadzac xdd. Zastanawia mnie Sunami ktora nie chce dzialac z dziewczynami, ale wydaje ni sie ze to moze dla tego poniewaz jest to zwiazane z Gaara z ktorym sie przespala i Matsuri z ktora jest jej najlepsza przyjaciolka. Ciekawie bedzie... Gaara jak zawsze taki zimny i oschly. :) Niech pokaze klate jesli ma xdd Dobra nie wiem co mam pisac xdd. Wiesz ja juz dzis nie mysle a poniewaz zblizaja sie wakacje to juz wcale nie mysle. Dobra czejam na kolejny rozdzial , pozdrawiam , weny życzę :*
OdpowiedzUsuńSłusznie zauważasz, na razie nie ma tu czułości, same intrygi i konflikty, plus zwierzęce instynkty :P To się wkrótce zmieni. Jak wiadomo piaskowe rodzeństwo to raczej chłodne istoty. Ciekawe, czy zgadłabyś które z nich pierwsze otworzy się na miłość :P
UsuńNo ja myślę że się zmieni ponieważ na to liczę. Jestem również ciekawa jak to będzie wyglądało w wykonaniu rodzeństwa piasku. Zauważyłam również że w moich powiadaniach oni odbiegają od kanonu bo są za otwarci na ludzi xdd U ciebie to według mnie jest fajnie opisane i bardzo mi się podoba. Co do tego pytania czy zgadłabym to pewnie by było tak ze ja obstawiam Gaare albo Kankuro, a tu się okazuje Temari, ale bardziej obstawiam Gaare choć mam wątpliwość że to on się pierwszy otworzy...
UsuńKażdy autor ff ma indywidualny sposób interpretacji postaci i na tym chyba polega cały urok blogosfery :P
UsuńSuper, bardzo ciekawy rozdział. Chciałabym albo poprosiłabym o trochę więcej wątków miłosnych Shikatema bo tego najbardziej brakuje mi w twoim opowiadaniu. No i trochę więcej Kankuro. Jestem bardzo ciekawa czy Matsuri w końcu się dowie o tym że Sunami spała z Gaarą i czy on coś do niej czuje XD.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę dużo weny!!
Masz wyczucie momentu :D Shikamaru wkrótce odwiedzi wioskę Piasku, więc wątek nieco się rozwinie. I Kankuro... Tak, jego też czeka spora zmiana :P
UsuńAcha, czyli blog odżył.
OdpowiedzUsuńZachwycił mnie opis Gaary oczami Temari. Takie ładne podsumowanie jego osoby, wydaje się takie logiczne, że o tych jego młodzieńczych atakach morderczego szału nie da się zwyczajnie zapomnieć. Więc Temcia z jednej strony ma wyrzuty sumienia bo zostawiła Gaarę samego a z drugiej, bardziej stara się go polubić, niż naprawdę lubi, bo jest świadoma, że mimo wszystko ma brata psychopatę. Ogólnie cała rozmowa pomiędzy dziewczynami daje do myślenia.
Bardzo mnie ciekawi co będzie dalej z Gaaą i Sunami (to ona ma naprawdę na imię Aiko?).
Ostatnia retrospekcja wyjątkowo interesująca. Wreszcie ten Kenzou, jak dotąd czarny charakter i szara eminencja w jednym, pokazał się osobiście - chociaż w wersji pozytywnej oraz dużo młodszej. Ten fragment jednak pokazał, że z Sunami musiał mieć rzeczywiście bliskie relacje, przyjaźń od dziecka. Plus dodatkowa myśl, co zobaczyłaby Sunami gdyby zajrzała do umysłu starszego Gaary? Jako Kazekage nadal emanuje nienawiścią? Trochę sobie wybaczył, czy po prostu lepiej skrywa co czuje?
A ślub Kankuro dojdzie do skutku? Ten koleś jakoś mi nie pasuje do zaobrączkowania.
Powodzenia i weny życzę :)
Sunami ma na imię Aiko, ale go nie używa, bo to imię "plemienne", czy jak tam można je nazwać. Jej adopcyjnym rodzicom nie odpowiadało, że miałaby nosić imię przypominające o jej pochodzeniu z buddyjskiej mniejszości.
UsuńOdpowiedzi na Twoje pytania to kwestia najbliższych 2 rozdziałów. Ślub Kankuro, czy się odbędzie... No właśnie to się okaże już za chwilę. I jak to na niego wpłynie? Jak sama zauważyłaś on nie jest typem żonkosia, bo jest na dobrą sprawę dziwkarzem :P
I oczywiście odsłonię też meandry umysłu i emocji Gaary. Ciekawe, jak się spodoba moja interpretacja jego "przemiany" z zabójcy w męża stanu W sumie cały ten fanfick wziął się stąd, że chciałam rozwinąć kwestię jego nawrócenia - nie przekonuje mnie wersja podana przez Kishiego, w której wystarczył nasz szlachetny Naruto Uzumaki. Chociaż fakt, że on wszystkich nawracał głównie gadaniem i przyjmowaniem ciosów :P.