wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 12.



Temari patrzyła, jak za Sunami zamykają się drzwi. Potem wyszła zza drewnianego biurka i usiadła na jego blacie.
Azawa odsunął się razem z krzesłem, bo była zbyt blisko.
- Rozumiem, że skoro odesłałaś przyzwoitkę, teraz zacznie się prawdziwe przesłuchanie? Nie mogę się doczekać – powiedział z cynicznym uśmieszkiem.
Zmierzyła go chłodnym spojrzeniem.
- Jeśli nie będziesz współpracować, następnym razem spotkasz się z zabawkami Kankuro, nie ze mną. W miejscu dalece mniej przyjemnym niż moje biuro – powiedziała.

    Azawa dalej zgrywał odważnego, ale arogancki uśmiech nieco zbladł.
- Powiedziałem wszystko, co wiem. Nie masz zaufania do twojej przyjaciółki – wykrywacza kłamstw?
Temari nie odpowiedziała. Przyglądała mu się z wahaniem. Zastanawiała się, jak powinna z nim postępować.
Chciała to załatwić sama, bez interwencji Gaary.
Ona wierzyła w dobre intencje Azawy. Znała jego i jego kolegów. Dobrze znała Kenzou. Wydawało jej się, że potrafi przejrzeć ich sposób myślenia.
Ci młodzi chłopcy, w których żyłach płynęła krew najznakomitszych rodów w Sunagakure, byli aroganccy i butni. Sami siebie uważali za coś w rodzaju strażników porządku w wiosce. Sami siebie nimi mianowali. Uważali, że mają prawo oceniać postępowanie rady jouninów, starszych wioski i Kazekage. I w razie konfliktów czy groźby chaosu mają prawo się wtrącać.
Gaara uważał ich za potencjalnych buntowników, bardziej już ufał radzie. Chyba dlatego, że darzył starszyznę głębokim szacunkiem.  Jednak Temari radzie od dawna nie ufała – od momentu, gdy po ataku Akatsuki zdradzili się z tym, jak naprawdę traktują Gaarę, miała dla nich jedynie pogardę. Co prawda, z upływem czasu zmienili nastawienie, musieli zaakceptować Gaarę jako dowódcę, ale ona nadal uważała, że nie można im ufać.
Rada jouninów i starszyzna wioski – oni czasami zdawali się dbać bardziej o interesy elit niż o dobro osady. Natomiast Kenzou i jego koledzy byli idealistami. Aroganckimi palantami, nadętymi bufonami – to także, ale również idealistami, którzy wierzyli w dobro stanu.
Temari od początku uważała, że Azawa mówił prawdę o swoich działaniach. Uwierzyłaby mu nawet wtedy, gdyby Sunami nie brała udziału w przesłuchaniu.
Dla niej postępowanie Azawy było uzasadnione, bo rozumiała jego brak zaufania dla rady. Był inteligentny, więc zorientował się, że kimkolwiek jest kret, jest to wysoko postawiony członek rady. Nie Seijiro, który rekrutował szpiegów. On był płotką. Dlatego Azawa z nim negocjował, udawał skłonnego do przejścia na drugą stronę, licząc że czegoś się dowie.
Szkoda, że przy swoim przekonaniu o własnej inteligencji nie pomyślał, że Kazekage też ma podejrzenia co do szpiega w radzie i nie dzieli się z jouninami całą dostępną wiedzą.
Temari bardzo chciała wierzyć, że gdyby Azawa się tego domyślił, nie próbowałby działać na własną rękę, ale pierwszy wyszedłby z propozycją współpracy.
Nawet jeśli tak nie było, kierowała nim arogancja, lecz nie chęć zdrady. Postanowił zabawić się w bohatera i sam zdemaskować kreta, może nawet zastawić pułapkę na rebeliantów.
Temari uważała, że Kenzou miał podobny plan kiedy opuścił wioskę, ale z jakiegoś powodu go zmienił.
- Załóżmy, że wierzę w twoją wersję. Załóżmy, że Kazekage w nią uwierzy – powiedziała, mierząc jounina wzrokiem. – Działanie na własną rękę i tak stawia cię w złym świetle. Dlaczego mamy przystać na twoją propozycję i wysłać cię na przeszpiegi?
Azawa uśmiechnął się złośliwie.
- Macie inne wyjście? Terroryści nie rekrutują już ludzi do wcielenia w struktury, teraz chcą mieć parę pionków tutaj, w wiosce. Poświęciłem czas, żeby przekonać Seijiro, że bardziej przydam im się w terenie. Mogę dotrzeć do ich kryjówek. Znalezienie kogoś, kto zdobędzie jego zaufanie, będzie was kosztować mnóstwo czasu. A jeśli aresztujecie Seijiro teraz, stracicie szansę, bo on nie zna tożsamości kreta, za to terroryści dostaną cynk o zmianie sytuacji i będą mogli się przegrupować.
Niestety, ta argumentacja była niepodważalna.
- Musisz jednak przyznać, że kierujesz się również prywatnym pragnieniem uratowania skóry kumplowi – zauważyła.
Mężczyzna nie wyglądał na speszonego.
- To nie podpada pod zdradę, dopóki nie ma żadnego wyroku na Kenzou. A takiego nie ma, nie istnieje żaden dowód na to, że sprzedał jakiekolwiek informacje.
Spodziewała się takiej odpowiedzi.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że mógł im coś zdradzić. Jakoś się wkupił w ich łaski.
- To jest tylko jedna z możliwości – odpowiedział Azawa chłodno.
- Co, jeśli jest zgodna z prawdą?
Na jego twarzy nie dostrzegła wahania.
- Postąpię według rozkazów.
- I to chciałam usłyszeć – odpowiedziała Temari. Wzięła krzesło zza biurka, ustawiła naprzeciw niego i usiadła, chcąc zachować kontakt wzrokowy. - Jeśli Kenzou będzie chciał współpracować, twoim głównym zadaniem będzie sprowadzenie go do wioski. Bezzwłocznie. Nie musisz zbierać informacji, bo on będzie sypać.
Azawa skinął głową.
- Jeśli nie? Raport, sąd wojenny?
Temari przygryzła wargi. Wiedziała, że to może mu się nie spodobać.
- Zlikwidujesz go po cichu.
Azawa nie okazał zdziwienia.
- Żeby Sunami się nie dowiedziała.
- Nie tylko dlatego. Chyba zgodzisz się, że nie chcemy tutaj zdrajcy? Wywinie się tanim kosztem tylko dlatego, że ma mocne plecy.
- I dlatego, że jest ostatnim męskim potomkiem rodu Shihara – podkreślił Azawa.
- To też. Odpowiedz szczerze, Hiro. Uważasz, że powinien być chroniony?
Azawa wytrzymał jej spojrzenie, nie uciekał wzrokiem.
- Nie. Zrobię, co do mnie należy. Ale tylko, jeśli naprawdę zdradził wioskę.
Temari uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- W takim razie możesz liczyć na wsparcie.
Azawa nadal przyglądał jej się badawczo.
- Kazekage zna ten plan? Bo chyba nie działasz na własną rękę?
- Oczywiście.
 W tym przypadku, Gaara na pewno się z nią zgodzi.

***

Sunami była sfrustrowana przesłuchaniem. Nie podobało jej się, że Hiro jest traktowany jak podejrzany. Nie wszystkich należy tak traktować.
Przynajmniej się przydała i można było mieć nadzieję, że wpłynie to na wykrycie szpiega.
Teraz mogła wrócić do zwykłych obowiązków, czyli ślęczenia w archiwum nad raportami. I układania głupiego skryptu lekcji w akademii.
Gaara nie zmienił jej zakresu obowiązków – i nic dziwnego, bo dlaczego miałby to robić. To, że się z nim przespała nie znaczyło, że może teraz liczyć na specjalne względy.
Nie chciałaby specjalnego traktowania. Nawet nie powinno jej przychodzić do głowy, że Gaara teraz miałby zacząć ją traktować inaczej.
To nic nie znaczyło. Ani dla niego, ani dla niej. Świat nie wywróci się nagle do góry nogami, a ona nie stanie się w tej wiosce kimś innym niż przybyszem z zewnątrz tylko dlatego, że poszła do łóżka z Kazekage.
Powinna o tym zapomnieć i odbębnić swoją karę za nieposłuszeństwo… Bo ona chyba się kiedyś skończy. Gaara nie może jej wiecznie trzymać w wiosce jako dziewczynę od papierkowej roboty.
Sunami była tak zamyślona, że idąc wysypaną piaskiem alejką niemal wpadła na Matsuri.
Cholera. Gdyby ją zauważyła wcześniej, zdążyłaby poszukać drogi ucieczki.
-Cześć, Su – przywitała się wesoło.
Szatynka wręcz tryskała radością. Sunami wcale nie próbowała czytać jej emocji, nie musiała tego robić. Matsuri była tak podekscytowana, że pozytywne emocje aż się z niej wylewały.
- Cześć. Wiesz, ja muszę… - chciała się jak najszybciej wywinąć z tej krępującej sytuacji. Nie była w stanie patrzeć Matsuri w twarz.
Dwa dni temu bzykała się z księciem z bajki najlepszej przyjaciółki. Jak podłą czyniło to z niej osobę?
 Czuła się jeszcze podlej, bo wcale tego nie żałowała. Jedynie liczyła, że Mats nigdy się o tym nie dowie.
Jedyną osobą, której obawiała się bardziej, była Temari. Gdyby ona się dowiedziała, nie było szans wyjść z tego w jednym kawałku.
- Wiem, masz dużo pracy, ja też – szatynka weszła jej w słowo. Dziwne. Nigdy nikomu nie przerywała. – Ale nie widziałyśmy się już od tak dawna. Chciałam tylko zamienić parę słów. Może spotkamy się wieczorem u Michiru?
No tak, teoretycznie mogłyby. Ale wtedy musiałyby rozmawiać.
Z drugiej strony, nie może jej wiecznie unikać. Może powiedzieć Matsuri pół prawdy? Jeśli się przyzna, że czuje miętę do Gaary, Matsuri z pewnością nie będzie już taka chętna, żeby się z nią spotykać towarzysko. Na jakiś czas mogłyby ochłodzić kontakty.
Lepsze to niż całkiem je zerwać.
Sunami traktowała infantylną miłostkę Matsuri z przymrużeniem oka. Wiedziała, że kiedyś jej przejdzie, bo przecież dziewczyna musi wyrosnąć z zauroczenia senseiem. To jak zabujanie się w nauczycielu. Wiele dziewczyn tak ma, po jakimś czasie przechodzi.
Miała wielką nadzieję, że tak będzie.
Wtedy mogłyby jakoś normalnie rozmawiać. Bo ona przecież też musi przestać myśleć o Gaarze.
Bezwzględnie, musi przestać o nim myśleć. Inaczej praca stanie się torturą. Nie było możliwości wiecznie go unikać.
Najlepszym wyjściem było wyjechać na jakąś nową misję, daleko od wioski. Temari na pewno dla niej coś znajdzie, jeśli ją poprosi.
Tylko najpierw musi skończyć przekopywanie się przez archiwum i zrobić głupią lekcję z taktyki dla dzieciaków. Zrobi to porządnie, żeby nie było się do czego przyczepić. Wtedy Gaara na pewno przydzieli jej coś innego. Jemu też takie rozwiązanie powinno pasować.
Jeśli ma jakiekolwiek emocje, powinien chcieć się jej pozbyć. Jeśli zostanie, prędzej czy później na siebie wpadną. I to będzie strasznie niezręczne.
- Ja dzisiaj wieczorem nie mogę – powiedziała, przywołana do rzeczywistości, gdy Matsuri odchrząknęła znacząco.
- Szkoda – powiedziała dziewczyna. – Wiesz przecież, że Michi przygotowuje się teraz do ślubu… Wkrótce wyjedzie do domu, raz dwa będzie zamężna. Myślałam, że może jakoś to uczcimy, póki jest panną.
Sunami pomyślała, że nie ma czego uczcić.
Rozumiała, że Michiru nie ma innego wyjścia, ale wciąż uważała, że popełnia błąd. Wychodzić za mąż za Kankuro i liczyć, że jakoś to będzie… Wolałaby się mylić, ale obawiała się, że kiedyś Michiru uzna to za błąd życia.
Wyjście za mąż to jak pozwolić się pogrzebać żywcem, szczególnie w tym kraju. A wyjść za kogoś, kto ma władzę i zwichrowany charakter, to jak zacisnąć sobie pętelkę na szyi i pociągnąć za sznurek.
Ale to decyzja Michiru. Ona zrobiła wszystko, żeby ją od niej odwieść.
- Okej, to w takim razie zobaczymy się innym razem - powiedziała Matsuri, w ogóle nie przejęta. – Może będzie okazja, żeby pogadać.
Sunami powinna zająć się swoimi sprawami, ale jakieś złe licho ją podkusiło, żeby jednak okazać zainteresowanie.
- Z czego jesteś taka zadowolona? – zapytała.
Matsuri uśmiechnęła się szeroko.
- Dlaczego miałabym nie być? Jest piękny dzień, słoneczko świeci. Popołudniu mam pierwszy trening.
Pierwszy trening?
Nie musiała pytać. Matsuri sama się niecierpliwiła, żeby uzupełnić wypowiedź.
- Kazekage poświęci mi trochę czasu. Temari jest cudotwórczynią.
Sunami poczuła się jakby coś zimnego ścisnęło jej żołądek.
A więc Matsuri jest cała w skowronkach z jego powodu.
Teraz czuła się sto razy gorzej.
A mogła nie pytać.

***

- Dobrze się czujesz? – zapytała Temari.
Siedziała z założonymi nogami na krześle i przyglądała mu się bacznie.
Gaara odwrócił się od okna.
- Oczywiście, co to za pytanie?
- Wyglądasz na rozkojarzonego – odpowiedziała blondynka. – Może weź sobie dzień wolnego? – Żachnęła się, gdy spojrzał na nią krytycznie. – To chociaż wolny wieczór. Wiesz, to taki moment w ciągu dnia, kiedy nie pracujesz. Większość ludzi to lubi, powinieneś spróbować.
- Urocze. Daruj sobie sarkazm – odpowiedział. Usiadł za biurkiem i spojrzał na nią, starając się przywołać ją do porządku. – Wszystko już omówiliśmy. Coś jest niejasne?
Temari zawahała się. Było widać, że jeszcze czegoś od niego chce.
- Mów.
Nie ułatwiał jej zadania opryskliwym zachowaniem. Jednak nie był w nastroju do zastanawiania się nad jej wątpliwościami. Miał wystarczająco dużo innych rzeczy, nad którymi musiał się zastanowić. I tym razem nie chodziło o rozwiązywanie beznadziejnych sytuacji, które ktoś inny spowodował – w tym przynajmniej miał doświadczenie. Na ogół nie musiał rozwiązywać sytuacji, w których sam zachował się nieodpowiedzialnie.
To było jedyne odpowiednie słowo. Skrajna nieodpowiedzialność. Tylko tak można nazwać seks z podwładną.
Zrobił to świadomie, a jednak nie miał pojęcia, dlaczego. Zawiodły wszystkie mechanizmy, których się wyuczył do tego stopnia, że uważał je za naturalne.
I teraz nie miał pojęcia, jak się zachować.
Tymczasem Temari chciała, jak zwykle, obarczać go swoimi problemami.
Przynajmniej tak myślał, dopóki się nie odezwała.
- Chodzi o to, że kiedy Kenzou wróci do wioski…
- Jeśli wróci – wszedł jej w słowo.
- Jeśli wróci – poprawiła się Temari, marszcząc brwi. Nie lubiła, gdy jej przerywano. – Stanie przed sądem. Twój głos może być decydujący. Co zamierzasz?
To pytanie wydawało się głupie.
- Los zdrajców jest w rękach rady. Nie zamierzam ingerować w ich decyzje - oświadczył.
Teoretycznie mógł to zrobić, ale nie miał zwyczaju wchodzić radzie w kompetencje, o ile sytuacja tego nie wymagała.
Dlatego jej zainteresowanie tematem wydawało mu się podejrzane.
Sprawiała wrażenie zadowolonej.
- To dobrze – powiedziała. – To znaczy… Raczej go nie skażą na śmierć, prawda?
- Nie wiem.
Nawet się nad tym nie zastanawiał.
- Jego ojciec jest bohaterem wojennym, chyba tego nie zrobią – powiedziała Temari z niespotykaną u niej nerwowością. – A gdyby chcieli… Może wtedy się wtrącisz?
- Nie.
Nie była zdziwiona odpowiedzią, ale wciąż intensywnie się w niego wpatrywała. Jakby sądziła, że tym coś ugra.
- Nie prosiłabym cię o to, gdyby sprawa nie była ważna. On jest… To znaczy był. Był narzeczonym Sunami.
Chyba nie spodziewała się, że ta informacja zrobi na nim wrażenie.
Oczywiście, Shihara był kiedyś związany z Sunami. To nie tajemnica. Jednak łatwo było o tym zapomnieć, szczególnie, że już dawno ucięto praktyki karania osób powiązanych ze zdrajcami. W tej wiosce każdy odpowiada za własne czyny. Dlatego Sunami dostawała czasami zadania wysokiej rangi.
Nie brał pod uwagę jej powiązań z Shiharą, gdy powierzył jej misję. Nie powinien brać tego pod uwagę teraz.
- Temari, ty także masz prawo sprzeciwu, więc wykorzystaj je zgodnie z sumieniem. Zostawiam decyzję radzie.
Mało prawdopodobne, żeby go stracili. Prędzej skażą na wygnanie. To najrozsądniejsza opcja.

***

Próbowała się skoncentrować na treningu, ale to było trudne. Rozpraszały ją jego dłonie na jej nadgarstkach, jego ciało, które czuła za swoimi plecami. I ciepły oddech, który czuła przy uchu.
- Matsuri. Skoncentruj się.
Łatwo powiedzieć. Nie potrafiła skoncentrować się na broni, którą trzymała w rękach. Była bardzo daleka od myślenia o tym kawałku żelaza.
Kazekage odsunął się od niej. Niestety.
- Na początek powinnaś poćwiczyć poruszanie się z mieczem w ręce. Sądzisz, że w dwa dni to opanujesz?
Matsuri wbiła miecz w ziemię i stanęła przed nim z opuszczonymi ramionami. Czuła się jak besztana uczennica.
- Tak. Postaram się.
Obdarzył ją spojrzeniem, w którym dostrzegła niemal sympatię. Niemal.
- Nie rób takiej miny. Zrobiłaś przez te lata duże postępy. Z tym też sobie poradzisz, musisz się tylko zmobilizować.
Skoro tak powiedział, to tak będzie. W końcu to dzięki niemu się wszystkiego nauczyła.
Była wystraszonym dzieciakiem, gdy go pierwszy raz spotkała. Nie radziła sobie z własną słabością. On nauczył ją być silną.
Matsuri zdawała sobie sprawę, że koleżanki uważają ją za naiwną trzpiotkę, która durzy się w kimś, kto ma władzę, tylko dlatego, że ją ma. I dlatego, że jest silny. Plus, kręci ją jego chłód i niedostępność.
Sunami też tak uważała. I Temari. Jednak żadna z nich nie miała racji.
Było prawdą, że Kazekage jej imponował. Oprócz władzy i siły fizycznej, miał też siłę charakteru. Być może to było w nim najbardziej pociągające. Ale to, że był przystojny, też nie było bez znaczenia.
Jednak nawet te cechy, wszystkie razem, nie były wystarczające, żeby sprowokować to, co do niego czuła. A to była mieszanka różnych uczuć.
Mimo tego, co myślały koleżanki, wcale nie upatrzyła go sobie dlatego, żeby ją chronił. Dzięki niemu uwierzyła, że nie musi wiecznie się chować ani szukać ochrony. Jest wystarczająco silna, żeby sama siebie chronić.
Powinna być wystarczająco silna, żeby rozmawiać z nim inaczej niż na poziomie uczeń – sensei.
Teraz miała okazję.
Wytłumaczył jej, czego od niej oczekuje, na czym powinna skoncentrować uwagę przy treningu, a teraz zamierzał się pożegnać.
- Sensei. To znaczy… Gaara – poprawiła się szybko. Dawno temu powiedział jej, żeby zwracała się do niego po imieniu, ale zawsze miała z tym problem. Nadszedł czas się przełamać. - Może zjedlibyśmy obiad?
Patrzył na nią z widocznym zaskoczeniem. Czuła, że się czerwieni. Wzięła dwa głębokie wdechy. Nie wolno jej się czerwienić.
- To znaczy…  teraz jest pora obiadu. Więc jeśli się wybierasz, możemy zjeść razem w centrum, na przykład w koreańskiej restauracji.
Spodziewała się, że odmówi. Zawsze jadał w siedzibie administracyjnej, nigdy w mieście. Dlaczego miałby robić wyjątek?
Zaskoczył ją.
- Mamy jakąś koreańską restaurację?
Pokiwała głową z entuzjazmem.
- Świetnie tam gotują. W ogóle, ostatnio otworzyli kilka ciekawych lokali. Powinieneś je przetestować, to przecież twoja wioska.
Zamilkła, gdy zdała sobie sprawę, że wyrzuca z siebie zbyt dużo niepotrzebnych słów.
- Więc zjemy obiad? – zapytała niepewnie.
Skinął głową. Nigdy nie mówił zbyt wiele.
Ale ona była ostatnią osobą, której mogłoby to przeszkadzać.



***
    Bardzo przepraszam za ten poślizg czasowy z nowym rozdziałem. Mam najlepsze chęci, ale los mi nie sprzyja. Oczywiście, sama jestem sobie winna, bo mści się na mnie pomysł prowadzenia kilku historii jednocześnie. Ostatnio romans GaaIno zawładnął moją wyobraźnią i nawet gdy siadam do komputera z myślą o Sunagakure, piszę coś innego.
    Informacyjnie: Ta historia zostanie kiedyś skończona :D Wydaje mi się, że będzie jeszcze jakieś 8-10 rozdziałów, ale to się może zmienić, bo nigdy nie trzymam się dokładnie takich wyliczeń. Mam też pomysł na drugą serię, ale to sprawa odległej przyszłości, najpierw muszę ogarnąć pierwszą.
    Wiem, że wracanie do historii po kilku tygodniach jest uciążliwe. Nie śmiem pytać, czy w ogóle pamiętacie, o co dokładnie chodziło :P Ale liczę, że jeszcze parę osób jest zainteresowanych i zechce czytać.
    Zastanawiam się, jak lepiej jest z Waszego punktu widzenia: czy zawiesić bloga i reaktywować za kilka miesięcy, dodając wtedy regularnie notki, czy wrzucać notkę gdy czas i wena pozwoli czyli co miesiąc (a nawet dwa :/). Wstawiłam odpowiednią ankietę, to dla mnie ważna informacja.
    A, jeśli jeszcze mnie czytacie, nie wahajcie się wyrażać opinii w komentarzu. Czy podoba Wam się kierunek w jakim zmierza akcja? :D

5 komentarzy:

  1. Jedyne co mi zazgrzytało to "koreańska restauracja" w świecie ninja, w którym nie istnieje kraj zwany Koreą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, użycie tego jest kontrowersyjne. Ale, mam nadzieję, że do zaakceptowania. W mandze chyba nie ma informacji co jest "poza" mapką z wioskami ninja, a jakiś świat zewnętrzny być powinien. W każdym razie cieszę się, że to tylko jeden zgrzyt :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jak to mówią: Przybyłem, zobaczyłem... Itd. :P

      Usuń
  3. Witaj!!
    Twój blog został pomyślnie dodany do SBN. Serdecznie zapraszam do zgłaszania nowych rozdziałów.
    Pozdrawiam Wiktoria Bugno z
    http://szafa-blogow-naruto.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)