Trawieni poczuciem winy
skaczemy w przepaść nadziei, że to uczucie zniknie...
***
Z perspektywy Michiru ostatnie kilka
dni upłynęło z prędkością światła. Podróż, ślub, droga powrotna do Sunagakure.
Gdy znalazła się na granicy prefektury Akita i obejrzała się ze świadomością,
że już tam nigdy nie wróci, nie czuła żalu. Raczej nie będzie tęsknić za domem.
Na pewno nie będzie tęsknić za rodzicami. Ojciec był oschły i wymagający,
niemal go nie widywała. Matka surowo karała wszelkie przewinienia i tak
naprawdę ograniczyła się do wyuczenia jej dobrych manier i wszystkich
umiejętności, które powinna opanować kobieta. Siostry były jej obce, a ciotki w
większości złośliwe.
Wychowywanie się w tym dworku nie było udręką, nie otaczali jej podli ludzie, raczej normalni – ale bardzo zapatrzeni w siebie. I w swoje obowiązki. Dla nich ważniejsze było to, by odpowiednio odginać palec trzymając filiżankę z herbatą, niż szczera rozmowa.
Na pewno nie będzie jej brakować
tego miejsca. Mimo, że wokół jej domu było sporo zieleni, a teraz ma mieszkać
na środku pustyni.
Siostry mówiły jej, że poślubić
wojownika i zamieszkać w wiosce shinobi to jak pozwolić się zakopać żywcem w
piasku. Panowało przekonanie, że w osadach wojowników panują surowe zasady,
trudne warunki i wszystko jest zdominowane chęcią przetrwania.
Ona jakoś tego nie odczuwała.
Mieszkańcy Sunagakure byli bardzo przyjaźni, znacznie bardziej otwarci niż jej
krewni. Kobiety pochodzące z rodów samurajskich żyjące w wiosce Piasku
były znacznie ciekawszymi towarzyszkami rozmowy niż te, z którymi miała do
czynienia na dworach szlacheckich.
Dlatego łatwo było jej zrozumieć
to, że Sunami nie miała problemu z nazywaniem tej wioski domem.
Warunki
klimatyczne były ciężkie, upał za dnia i dojmujący chłód w nocy czasem
bardzo uciążliwe, ale mieszkańcy cieszyli się
życiem i wydawało się, że bardzo wysoko cenią jego wartość.
Mężczyźni wcale nie byli
bezduszni i apodyktyczni, a kobiety były traktowane jakby były im równe. Nawet
te kobiety, których miejsce w społeczności sprowadzało się do roli żon i matek.
Co prawda Sunami cały czas krytykowała system i dowodziła, że społeczna tolerancja dla posiadania przez żonatych mężczyzn kochanek przy jednoczesnym
wymaganiu od żon wierności jest przejawem niesprawiedliwości i szowinizmu.
Jednak Michiru nie wiedziała, o co jej chodzi. Takie same zasady panowały na
dworach samurajów, tyle, że kobiety były jeszcze obarczone obowiązkiem
przestrzegania wielu dodatkowych zasad. Nie odzywać się w obecności mężczyzn
jeśli nie jest się o to poproszonym, nie jeść pospiesznie, siedzieć prosto,
nigdy nie podważać opinii męża.
Tych reguł było mnóstwo, o wielu
z nich już zaczęła zapominać. Powoli przyzwyczajała się do tego, że może
zachowywać się tak, jak chce i czuje, a nie tak, jak powinna.
Kankuro czasami się
niecierpliwił, gdy przemawiały przez nią dawne przyzwyczajenia, ale nigdy nie
podnosił na nią głosu. Był wyjątkowo uprzejmy, jak żaden inny mężczyzna. Gdy
wychodzili gdzieś razem zawsze odsuwał dla niej krzesło w restauracji i
pozwalał jej decydować, co zamówić. Był też bardzo spontanicznym i ciekawym
rozmówcą. Nie zawsze rozumiała jego poczucie humoru, ale nawet gdy nie
wiedziała o czym mówi, nie czuła się skrępowana.
Wychodząc za niego za mąż czuła,
że została obdarowana przez los wspaniałą przyszłością. Nic nie zrobiła, żeby
na to zasłużyć, ale od tej chwili zamierzała na to zapracować będąc jak najlepszą
żoną.
Dobra żona nie czuje zażenowania
przed własnym mężem, pomyślała, żeby dodać sobie otuchy. Stała przed lustrem w
łazience i próbowała jakoś uciszyć nerwy.
Rankiem wrócili do Sunagakure,
dzień minął szybko. A teraz nadeszła noc poślubna.
Michiru wiedziała, że taka jest
kolej rzeczy i nie może dłużej się wahać. Dla dodania sobie odwagi powtarzała w
myślach, że żadna z rzeczy, którymi ją straszono nie była zgodna z prawdą, więc
obcowanie z mężczyzną też nie będzie takie złe. Na pewno nie aż tak, jak mówiły
starsze matrony, gdy straszyły dziewczynki konsekwencjami zamążpójścia.
***
Kankuro miał tego dnia bardzo
wiele zajęć i zamierzał pracować do późna. Zabrał papierkową robotę do domu.
Duża część raportów, które miał wypełnić, powinna być gotowa tydzień temu.
Odwlekał jak mógł nikomu niepotrzebne formalności, ale wiedział, że Gaara,
który okazywał mu pewną pobłażliwość w czasie przygotowań do ślubu, teraz nie
będzie już tak wyrozumiały.
Trudno, trzeba to jakoś ogarnąć.
Może w końcu uda mu się skoncentrować na pracy. Ostatnio obowiązki zawodowe
były ostatnią rzeczą, o której myślał.
Teraz był żonatym człowiekiem.
Koledzy nakłaniali go do
tradycyjnego świętowania, ale on nie miał czasu na tygodniową popijawę, bo nie
dostał wolnego w pracy. Zbyt ważne rzeczy teraz się rozstrzygały. Jednak nie
ubolewał nad tym, że ominą go imprezy. Teraz chciał się skoncentrować na
nadgonieniu zaległości, żeby mieć czas zająć się żoną.
Michiru była delikatna i wciąż
bardzo niepewna. Miał wrażenie, że przeraża ją życie mężatki, chociaż starała
się to ukrywać. Zauważył, że kiedy zachowywał się wobec niej zbyt swobodnie,
budził w niej obawy. Nie rozumiał do końca, czym to jest spowodowane, ale na
drodze prostej dedukcji uznał, że jego żona potrzebuje więcej czasu. I tak
zachowywała się znacznie pewniej niż kiedyś.
Starał się myśleć o tym chłodno, chociaż sprawa nie była dla
niego łatwa. Zapewnienie jej większej ilości czasu to był teraz poważny test
silnej woli. W końcu miał dzielić z nią dom i łoże.
Natłok pracy był w tej sytuacji
okolicznością sprzyjającą. Mógł po nocach zajmować się uzupełnianiem
dokumentów.
Taki był też jego plan na
pierwszy wieczór po powrocie do Suny. Jednak gdy siedział przy biurku i czytał
dokumenty, Michiru poprosiła go do sypialni.
Nie wiedział, co o tym myśleć. Uzgodnili, że jeśli będzie chciała z nim
porozmawiać nie będzie czekać na jego inicjatywę i odezwie się pierwsza. Nawet
w tych okolicznościach musiał przestrzegać tych ustaleń, chociaż dla zachowania
zimnej krwi wolałby nie rozmawiać z nią w sypialni.
Słusznie uważał, że to będzie
pierwsza poważna próba. Gdy wszedł do pokoju, Michiru siedziała
na łóżku ubrana w cienki jedwabny szlafrok. Przystawił sobie krzesło i usiadł
naprzeciw niej. Może to nie było najlepsze wyjście, bo wolałby na
nią nie patrzeć.
Wyglądała wyjątkowo ponętnie, i
to nie z powodu ubioru. Zwykle spinała włosy, a teraz je rozpuściła.
To będzie wyjątkowo ciężka próba
siły charakteru.
Kankuro starał się myśleć o tym
jak o zadaniu do wykonania. Nie może wziąć jej jeśli ona tego nie chce, a
jedynie myśli o obowiązku. Dlatego powinien skoncentrować się na jej zachowaniu,
a nie na powabnych kształtach.
Oczywiście, ma w sobie tyle
samokontroli, żeby to spokojnie wyjaśnić.
Przynajmniej tak mu się
wydawało, do tej chwili.
Michiru sprawiała wrażenie
wystraszonej, a on domyślił się, że jej intencją nie jest z nim rozmawiać lub –
na co przez chwilę miał nadzieję – go uwieść. Jej intencją jest spełnić
cholerny małżeński obowiązek.
Zamierzał jej powiedzieć, że nie
musi tego robić. Wytłumaczyć spokojnie, że zaczeka. Ułożył sobie w myślach całą
przemowę.
Jednak nie zdążył jej wygłosić,
bo Michiru wzięła go z zaskoczenia. Zrzuciła z ramion jedwabny szlafroczek. A
pod nim nie miała nic.
Jego oczom ukazało się nagie,
jędrne ciało, które wydało mu się najpiękniejszym jakie kiedykolwiek
widział.
Miał już wiele kobiet i to nie
była dla niego pierwsza taka sytuacja. Nie powinien zachowywać się jak
szczeniak. Powinien zachować zimną krew i powiedzieć to, co miał do
powiedzenia.
Ale żeby móc z nią porozmawiać,
musiałby zakryć jej nagość. Żeby ją ubrać, musiał jej dotknąć. Nie miał do
siebie tyle zaufania.
Został zmuszony do czegoś, do czego nie zmusiła go dotąd żadna kobieta. Do ucieczki.
***
Temari pomyślała, że przyda jej
się trochę odprężenia. Nie wiadomo, kiedy zostanie zawalona pracą i pozbawiona
możliwości oddalenia się od wioski.
Dlatego wybrała się do dzielnicy
rozrywki. Zabrała ze sobą Sunami, chociaż nie obeszło się bez jej marudzenia. Suni narzekała, że w wolne popołudnie wolałaby się wyspać niż pić w klubie. Temari
zapytała ją, co w takim razie robi w nocy i zamknęła jej tym usta.
Teraz siedziały przy stoliku w
jednym z największych lokali w dzielnicy i piły sake.
Obie były trochę wstawione.
Temari powinna uważać z alkoholem, bo jej zamiarem było pociągnąć
Sunami za język, a więc sama powinna być względnie przytomna. Żeby nie
powiedzieć za dużo i uzyskać jakąś informację.
Nie wiedziała jak zacząć, ale
kiedy w końcu się przełamała i zapytała, jak Sunami zapatruje się na ewentualny
powrót Kenzou do wioski okazało się, że jej obawy były nieco na wyrost. Sunami
nie sprawiała wrażenia, jakby ten temat jej ciążył. Chyba nawet się go
spodziewała.
- A czy ja mam coś do gadania? –
zapytała beztrosko, wpatrując się w do połowy opróżnioną butelkę alkoholu. To
była już trzecia z kolei. – Zakładam, że macie jakiś plan, co z nim zrobić.
Temari westchnęła. Gdyby to było
takie proste.
Kenzou pochodził z szanowanej
rodziny, wiele razy przysłużył się wiosce, a ponadto jego matka straciła na
wojnie wszystkich pozostałych synów. W radzie jouninów na pewno będą tacy, którzy rozpatrzą te fakty na jego korzyść. Ale dla innych był podłym zdrajcą. Jeśli się pojawi w wiosce, wybuchnie mała wojna o to, jak go ukarać.
No, chyba że będzie miał jakieś
cenne informacje o rebeliantach i odegra ważną rolę w rozbiciu ich sił. Nie
wiadomo, jaką sobie tam wypracował pozycję, ale jest inteligentny, więc na
pewno czegoś się dowiedział o ludziach, dla których pracuje.
Temari ostatnio wiele czasu
poświęciła na zastanawianie się nad intencjami Shihary. Im więcej o tym
myślała, tym większy mętlik miała w głowie. W końcu dobrze go znała i
wiedziała, że tacy ludzie są lojalni. W teorii. A jednak zwiał i dołączył do
wroga.
To pewnie efekt traumy
powojennej, ale zdrada pozostaje zdradą. Temari uważała, że wobec takich osób należy wyciągać najsurowsze konsekwencje. Ale tym razem nie była do tego przekonana.
Było to nieprofesjonalne z jej
strony, ale sądziła, że jeśli tylko Shihara wykaże chęć poprawy, należy mu dać
drugą szansę. W najgorszym wypadku grozi mu śmierć, w innym więzienie i każde z
tych rozwiązań odbije się na Sunami. Nawet jeśli - co jest wątpliwe - nic już do niego nie czuje,
ten facet przez kilka lat był jej wsparciem, motywował ją do pracy i pomógł jej
odnaleźć swoje miejsce. W społeczności Sunagakure, w świecie, w każdym sensie.
Temari obawiała się, że jeśli
władze wioski skażą Kenzou na śmierć, Sunami zwątpi w dotychczasowe wartości i
zrezygnuje z lojalności Sunie. A miała prawo wyboru, bo nie pochodziła stąd,
była najemnikiem. Bez Shihary nie miała powodu tu zostawać, jako obywatelka drugiej albo trzeciej kategorii.
- Jest możliwość, że Kenzou pójdzie na
współpracę i udzieli nam ważnych informacji. Jeśli dzięki temu
rozbijemy rebeliantów, kto wie, może będzie mógł wrócić – powiedziała. – I
powinnaś wziąć pod uwagę, że będzie chciał wrócić do ciebie.
Sunami prychnęła ze złością.
- Nie żartuj.
Temari była przekonana, że przez
Suni przemawia urażona duma i złość, dlatego nie do końca można ufać jej
słowom. W końcu, mimo zaciętego charakteru, była osobą, która zwykle okazywała
innym zrozumienie. I wybaczała. Jakoś nie chowała urazy do biologicznych
rodziców, którzy ją porzucili, ani do adopcyjnych, którzy potraktowali ją jak
środek do osiągnięcia celu. Dlaczego nie miałaby wybaczyć Kenzou?
Ale teraz prawdopodobnie nie
potrafiłaby tego ocenić.
- Ja bym ciebie nie potępiła,
gdybyś przyjęła go z powrotem – powiedziała Temari, żeby rozwiać wątpliwości. –
To nie jest tak, że jesteś zobowiązana do oceniania go przez pryzmat zasług
albo win wobec wioski.
Sunami popatrzyła na nią z
irytacją.
- Temari – powiedziała
stanowczo. – Kenzou nauczył mnie jak być ninja, wpoił mi te wszystkie zasady i
tak po prostu je odrzucił. Jest nielojalny. Dla
mnie jest nikim.
Temari zamrugała oczami,
zszokowana. Nie spodziewała się takiej deklaracji.
Lepiej sprowadzić rozmowę na bezpieczniejsze tory. Sunami
sama zmieniła temat.
- To będzie poważne nadużycie
jeśli zapytam, czy są jakieś raporty od Hiro?
Temari uśmiechnęła się drwiąco. Teoretycznie
nie powinna mówić nic. Uchylanie rąbka tajemnicy państwowej było dla niej formą
zrobienia na złość Gaarze, choć on oczywiście o tym nie wiedział. Bawiła ją sama myśl
o tym, że byłby na nią wściekły.
- To jest nadużycie. Na razie nie ma żadnych wiadomości. Myślę, że to kwestia paru dni, ale trudno przewidzieć, jak sprawa się
rozwinie.
- W każdym razie, dostał kredyt
zaufania – podsumowała Sunami.
- Tak, nie spieszyłabym się z
wysuwaniem wobec niego podejrzeń. Ma kompleks superbohatera, jak cała
elita. Wydaje mu się, że jest mężem stanu, zupełnie tak jak…
Umilkła. Zupełnie jak Kenzou.
Nie miała czasu, by się nad tym
głębiej zastanowić. Podeszła do niej mocno umalowana dziewczyna w jasnej
yukacie. Miała ciemne włosy spięte kolorową spinką.
Temari skądś ja kojarzyła, ale
nie wiedziała skąd.
- Panno Temari, jak dobrze, że
cię widzę. Mamy poważny problem z twoim bratem.
No tak. Przypomniała sobie,
gdzie ją widziała. Ta dziewczyna była damą do towarzystwa w onsenie.
Ale czego od niej chciała?
- Jaki macie problem? – spytała,
choć wiedziała, że nie chce znać odpowiedzi na to pytanie.
- Pani brat od wczoraj przesiaduje w
salonie masażu. Pije i płoszy nam klientów – wyjaśniła dziewczyna z przyjęciem.
– Czy nie mogłabyś na niego jakoś wpłynąć, żeby się wyniósł?
Świetnie.
Jeśli Kankuro jest pijany to sobie z nim
nie poradzi, chyba że wymiecie go z burdelu razem z wyposażeniem. Ciekawe, kto wtedy zapłaci za zniszczenia.
Trzeba będzie wezwać posiłki.
*********************************************************
Sunagakure, dziesięć lat wcześniej
- Już wiem, kim jesteś,
dziewczynko – powiedział Kenzou, siadając na ziemi obok manekina treningowego.
Przerwał jej ćwiczenia. Nawet
nie przyszło mu do głowy, że mógłby być gdzieś osobą niepożądaną.
- Fajnie – odpowiedziała.
W takim razie wie więcej od
niej.
Nastolatek w ogóle się nie
speszył chłodnym przyjęciem.
- Pan Harada chyba sądził, że masz
przydatne umiejętności dla naszej wioski, ale się zawiódł. Jesteś
rozczarowaniem.
Sunami popatrzyła na niego z
niechęcią.
Arogancki pajac. Nie wzbudzał
sympatii.
- Ale wiesz, każdy ma jakiś
potencjał. Nie poddawałbym się na twoim miejscu tak łatwo – kontynuował.
Popatrzyła na niego sceptycznie.
- Łatwo powiedzieć.
Kenzou wzruszył beztrosko
ramionami.
- Pewnie, że łatwo, bo jestem
geniuszem. I jedynym jouninem z mojego rocznika. Ale tak już jest, że niektórzy
mają naturalne talenty, a inni muszą się napracować. Jedni ani drudzy nie są
usprawiedliwieni, jeśli poniosą porażkę – ocenił.
Sunami niewiele zrozumiała z tej
wypowiedzi. Z wyjątkiem jednej rzeczy – chłopak jest kimś ważnym i ma wiedzę.
I bardzo pragnie uznania. Pewnie
jest najmłodszy w rodzinie.
- Możesz być moim mistrzem? –
zapytała.
Z pewnością chciał, żeby o to
zapytała. O mało nie pęknął z dumy.
Jego emocje są bardzo łatwe do
zinterpretowania. Jak znaki zapisane na kartce w furiganie.Od razu wiadomo, jak je nazwać i zinterpretować.
- Mogę, jeśli znajdę czas. Ale
jestem wymagający, nie toleruję lenistwa. To będzie ciężka sprawa, bo ty nawet
nie znasz podstaw. Pierwsza zasada przetrwania: unikaj jak ognia dzieci naszego
kage.
- Co jest z nimi nie tak? –
zapytała. Ale domyślała się już, o kim mowa.
- Wszystko jest z nimi nie tak.
A szczególnie, ten chłopak z gurdą na plecach – rozejrzał się i dokończył
konspiracyjnym szeptem: - Uczynił cel życia z zabijania.
To brzmiało jak ponury żart. Mimo to miała wrażenie, że żartem nie było.
Przypomniała sobie tego chłopca.
Jakoś nie wydawał jej się aż tak
niebezpieczny. Bardziej nieszczęśliwy.
Chyba ma zbyt
plastyczną wyobraźnię, bo kiedy tylko pomyślała o tamtej trójce dziwnych
dzieciaków ogarnęło ją podobne uczucie jak wtedy, kiedy ich spotkała.
Ten chłopiec był gdzieś w wiosce i kiedy
tylko o nim myślała docierały do niej jakby refleksy tamtych emocji. Nie była
pewna, czy to projekcja w jej głowie, czy odbicie prawdziwych uczuć. Może wtedy, gdy jej umysł stawał się bardziej otwarty, silne emocje docierały do niej
nawet z odległości. Czasami napływały do niej uczucia ludzi, o których myślała, nawet gdy byli daleko.
Jedna ze starych kobiet z
plemienia powiedziała jej kiedyś, że ma bardziej rozwiniętą empatię niż inni. I
że to może być poważny problem. Obok nieposłuszeństwa, przez które przenikała do cudzych myśli, chociaż wiedziała, że nie wolno tego robić. Może obie te
rzeczy złożyły się na to, że została ukarana.
W sierocińcu nauczyła się
zamykać umysł i nie słuchać cudzych myśli, nawet wtedy, gdy pokusa była duża.
Może więc potrafiłaby nauczyć się zamykać na emocje.
To była ciekawa zabawa, ale coraz lepiej rozumiała, że zacznie być bardzo męcząca. W wiosce plemiennej i w sierocińcu było łatwo, bo tam większość czasu spędzano na medytacjach i modlitwach, ograniczając emocje, szczególnie te negatywne. Nie podobało jej się to, ale wczoraj zrozumiała, dlaczego niektórzy dokładają tyle starań, żeby się kontrolować. Dlaczego w plemieniu, gdzie wszyscy byli empatami, jej rozwinięta empatia i nieposłuszeństwo przeszkadzały.
I dlaczego tutaj, w miejscu, gdzie każdy odczuwa tylko własne emocje i nie ma potrzeby ich tłumić, musi nauczyć się na nie zamykać.
I dlaczego tutaj, w miejscu, gdzie każdy odczuwa tylko własne emocje i nie ma potrzeby ich tłumić, musi nauczyć się na nie zamykać.
Nie
chciała czuć emocji tego chłopca. Chciała o nich zapomnieć.
Chyba za dużo o tym myślała.
Wydawało jej się, że coraz wyraźniej czuje nienawiść. Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie zobaczyła. W promieniu kilkudziesięciu metrów nie
było gdzie się ukryć.
Powinna się uspokoić. Może jest
blisko, ale nie aż tak.
- To niemożliwe – odezwała się
do Kenzou, który patrzył na nią oczekując jakiejś reakcji. – Nie
można żyć dla zabijania, to przecież… To tak, jakby być martwym.
Brunet wzruszył ramionami.
- Gaara tak mówi - powiedział.
- Może kłamie. Ludzie czasami
kłamią.
Tak naprawdę bardzo często
kłamią. Tak jak kobieta, która teraz miała być jej matką. I jej mąż. Mówili,
że chcą, żeby była ich dzieckiem, ale kłamali. Codziennie kłamali. Nauczyła się
udawać, że tego nie widzi.
***
Czas teraźniejszy, Sunagakure
Opuszczenie dnia w pracy to było
coś, czego nikt w wiosce Piasku nie ośmielił się zrobić odkąd Gaara objął
urząd. Nawet nie był pewien, jakie konsekwencje powinien przewidzieć na taką
ewentualność.
Biorąc pod uwagę, że niesubordynacji dopuścił się jego własny brat, Gaara postanowił być wyrozumiały. Teoretycznie Kankuro powinien dostać urlop po ślubie,
więc można go potraktować łagodnie.
Nie był skłonny go
surowo oceniać. Ale to było zanim został wplątany w tę żenująca sytuację.
Dzielnica rozrywki to ostatnie
miejsce, w którym powinien przebywać Kazekage. Gaara wdział ciemne ubranie i
liczył, że nie spotka nikogo, kto mógłby go rozpoznać. Jeśli do starszyzny
dotrze informacja, że przywódca wioski w podobny sposób naraża powagę urzędu, z
pewnością ktoś dostanie wylewu. A on będzie mieć kolejną staruszkę na
sumieniu.
Tym razem Kankuro
przesadził i bardzo tego pożałuje. Jego zwykłe wyskoki Gaary nie interesowały,
ale awanturowanie się w burdelu to przekroczenie wszelkich granic. Nawet po
cywilu, shinobi powinien reprezentować wioskę.
Znakomicie ją reprezentował.
Siedział na podłodze między stołami do masażu. Kobieta w zwiewnej yukacie
próbowała odebrać mu butelkę sake, ale odpędził się od niej ręką.
- Odejdź, jestem żonaty –
powiedział głupio.
- Dzięki bogom – szepnęła dziewczyna,
gdy zauważyła Gaarę. Pospiesznie wycofała się do drzwi.
Gaara był wściekły i naprawdę
miał ochotę wyładować na kimś agresję, ale jego brat prezentował się zbyt
żałośnie. Nie wypada kopać leżącego.
Kankuro, gdy spostrzegł jego
obecność, uśmiechnął się sarkastycznie.
- Nadeszła karząca ręka
sprawiedliwości – skomentował. Złapał się krawędzi najbliższego łóżka i chwiejnie
podniósł się z ziemi. – Sam pójdę, jestem trzeźwy.
Wbrew tej deklaracji, usiadł na łóżku.
- Ogarnij się. Nie
zmuszaj mnie, żebym użył siły – powiedział niechętnie Gaara.
Jednak było oczywiste, że
Kankuro w tym stanie sam daleko nie zajdzie. Gaara zacisnął szczęki, próbując opanować gniew. Holowanie
pijanego brata to rzecz, której wolałby uniknąć. Zdecydowanie nie
licuje z jego stanowiskiem.
- Wesprzyj się na mnie –
powiedział w końcu.
Drania spotka za
to surowa kara, ale dopiero gdy wytrzeźwieje.
Kankuro popatrzył na niego
bojowo.
- Nie oceniaj mnie tak łatwo –
powiedział gniewnie. – Myślisz, że przeżyłeś już wszystko, bo okiełznałeś bestię. Ale powiem ci – dodał z
emfazą, wstając, żeby Gaara nie patrzył na niego z góry – nic nie wiesz o życiu. Nie ma na tym świecie
gorszej bestii niż kobieta. Wygląda niewinnie, ale wwierca się w umysł i
atakuje w najmniej spodziewanym momencie. Wydaje się, że jej tam nie ma, ale w
momencie, gdy myślisz, że zapomniałeś i pozwolisz sobie na moment nieuwagi
okazuje się, że wciąż tam jest.
Chłopak zachwiał się. Gaara złapał go za ramię.
- Kankuro, jeśli chcesz dotrzeć
do domu w jednym kawałku, bądź tak uprzejmy i się zamknij – powiedział z
irytacją.
Kankuro skinął głową na znak
zgody. A jednak nie był konsekwentny.
- Anioł, nie kobieta –
podsumował.
Chyba nie ma potrzeby go karać.
Własny umysł jest dla niego wystarczającą udręką.
**************************************************************
Sunagakure, wczesny ranek dziesięć lat wcześniej
Słońce wzeszło pół godziny
temu. Noc się skończyła.
Wciąż czuł niedosyt.
Jedna śmierć to za mało. Dlatego przebywanie w wiosce podczas pełni było niewygodne. W Sunagakure trudno znaleźć ofiarę,
którą mógłby podarować matce.
Pulsujący ból głowy nie ustąpi dopóki piasek nie przesiąknie
krwią.
Dziesięcioletni Gaara sądził, że nawet jeśli potwór w nim pragnie zabijania, ofiara z krwi to prezent złożony matce. Ból trawiący
go od środka to jej zemsta. Danina z
krwi to zapłata za życie, które jej odebrał. Może gdy przeleje jej wystarczająco dużo, ból zniknie.
Znalazł sobie dobry punkt
obserwacyjny w jednym z wyższych budynków w wiosce, na skraju dzielnicy
mieszkalnej. Miał stąd dobry widok na pola treningowe. Tutaj najłatwiej wypatrzyć
zdobycz.
Dostrzegł jakąś postać pośrodku placu. Ogarnęło go podekscytowanie.
Ktoś, kto samotnie odwiedza pola
treningowe, nie przyniesie osadzie pożytku. Po świecie wciąż chodzi wielu
bezużytecznych głupców.
Zebrał w dłoni nieco piasku i
uformował trzecie oko. Zawsze należało zachować ostrożność i ocenić sytuację
zanim opanuje go żądza krwi. Matka wymaga od niego ofiar, ale ojciec byłby
bardzo niezadowolony, gdyby wioska straciła kogoś wartościowego. Jego
niezadowolenie było trudniejsze do zniesienia niż ból przypominający o konieczności zapłaty.
Los mu sprzyjał. To była ta dziewczynka. Ta sama, która miała czelność patrzeć mu w oczy. Ta sama, która w rozmowie z Shiharą śmiała
podważyć cel jego istnienia.
Powinna już zginąć dwukrotnie.
Powinna już zginąć dwukrotnie.
- Chcesz ją, mamo? – zapytał.
To taka łatwa zdobycz. Jest obca
i nikt nie będzie za nią tęsknić. Podobno została sprowadzona, bo miała być
przydatna dla wioski. I okazała się beznadziejna.
Jednak mogła być użyteczna.
Najcenniejsza jest krew niewinnych.
- Chcesz ją, mamo?
Odpowiedziała mu cisza.
Podejrzana cisza, która ogarnęła jego umysł, gdy ustąpił ból głowy.
Nagle poczuł się niepewnie. Było tak, jakby matka zamilkła. A on nie był do tego przyzwyczajony.
Nadchodził moment, w którym wiedział, że musi zabić. I wtedy to robił. Nie wahał się, bo nie podejmował decyzji.
Mama dostawała swoją ofiarę, a on na jakiś czas zyskiwał spokój. Przynajmniej trochę przestawała go dręczyć. Pozostawał tylko ucisk w miejscu, o którym wuj Yashamaru mówił, że kryje się w nim serce. Ale żeby tego się pozbyć, będzie musiał przelać jeszcze wiele krwi.
Teraz... Czy mama zamilkła?
Zostawiła go, żeby sam zdecydował?
Powinien zabić. Szczególnie widząc, jak ta mała niezręcznie posługuje się shurikenami. Wyglądała śmiesznie, w szarym stroju treningowym i z niepasującą do niego białą wstążką we włosach. Jakby znalazła się tutaj przez przypadek. Nie na swoim miejscu.
Czego chcesz, mamo? Czy mam zabić tę dziewczynkę, która nazwała kłamstwem cel mojego istnienia?
Obserwował jej bezowocne wysiłki, aż pole treningowe zapełniło się ludźmi.
Może następnym razem.
Czyli jednak Kankuro, wpadł biedak po uszy. W jakiż to sposób będzie się dalej kształtowało małżeńskie życie starszego braciszka? No ciekawe, ciekawe. Gaara wyciągający go z salonu masażu, zalanego w trupa - czy tylko mnie wewnętrzne przemyślenia piaskowego chłopca przyprawiają o ataki śmiechu? Komizm chyba zamierzony.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe retrospekcje. Początki znajomości Sunami oraz Gaary. Skoro dziewczynka zdążyła dorosnąć, widać malutki demonek jednak jej nie rozerwał na strzępy, czemu zmienił zdanie? Oni w ogóle pamiętają pierwsze spotkanie? Znowu wiele pytań...
Powodzenia i weny życzę :)
Nie mam za bardzo talentu do komicznych scen, cieszę się, że udało się trochę humoru przemycić :P Nie mogłam sobie darować tej sceny gdy wyobraziłam sobie taki uroczy obrazek :D
UsuńNastępny rozdział przyniesie trochę odpowiedzi, mam nadzieję, że będziesz zadowolona :D