poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 14.



                                                                 Trawieni poczu­ciem wi­ny 
                                                       skacze­my w prze­paść nadziei,                                                                         że to uczu­cie zniknie... 

***
Z perspektywy Michiru ostatnie kilka dni upłynęło z prędkością światła. Podróż, ślub, droga powrotna do Sunagakure. Gdy znalazła się na granicy prefektury Akita i obejrzała się ze świadomością, że już tam nigdy nie wróci, nie czuła żalu. Raczej nie będzie tęsknić za domem. Na pewno nie będzie tęsknić za rodzicami. Ojciec był oschły i wymagający, niemal go nie widywała. Matka surowo karała wszelkie przewinienia i tak naprawdę ograniczyła się do wyuczenia jej dobrych manier i wszystkich umiejętności, które powinna opanować kobieta. Siostry były jej obce, a ciotki w większości złośliwe.

    Wychowywanie się w tym dworku nie było udręką, nie otaczali jej podli ludzie, raczej normalni – ale bardzo zapatrzeni w siebie. I w swoje obowiązki. Dla nich ważniejsze było to, by odpowiednio odginać palec trzymając filiżankę z herbatą, niż szczera rozmowa.
Na pewno nie będzie jej brakować tego miejsca. Mimo, że wokół jej domu było sporo zieleni, a teraz ma mieszkać na środku  pustyni.
Siostry mówiły jej, że poślubić wojownika i zamieszkać w wiosce shinobi to jak pozwolić się zakopać żywcem w piasku. Panowało przekonanie, że w osadach wojowników panują surowe zasady, trudne warunki i wszystko jest zdominowane chęcią przetrwania.
Ona jakoś tego nie odczuwała. Mieszkańcy Sunagakure byli bardzo przyjaźni, znacznie bardziej otwarci niż jej krewni. Kobiety pochodzące z rodów samurajskich żyjące w wiosce Piasku były znacznie ciekawszymi towarzyszkami rozmowy niż te, z którymi miała do czynienia na dworach szlacheckich.
Dlatego łatwo było jej zrozumieć to, że Sunami nie miała problemu z nazywaniem tej wioski domem. 
Warunki klimatyczne były ciężkie, upał za dnia i dojmujący chłód w nocy czasem bardzo uciążliwe, ale mieszkańcy cieszyli się życiem i wydawało się, że bardzo wysoko cenią jego wartość.
Mężczyźni wcale nie byli bezduszni i apodyktyczni, a kobiety były traktowane jakby były im równe. Nawet te kobiety, których miejsce w społeczności sprowadzało się do roli żon i matek. Co prawda Sunami cały czas krytykowała system i dowodziła, że społeczna tolerancja dla posiadania przez żonatych mężczyzn kochanek przy jednoczesnym wymaganiu od żon wierności jest przejawem niesprawiedliwości i szowinizmu. Jednak Michiru nie wiedziała, o co jej chodzi. Takie same zasady panowały na dworach samurajów, tyle, że kobiety były jeszcze obarczone obowiązkiem przestrzegania wielu dodatkowych zasad. Nie odzywać się w obecności mężczyzn jeśli nie jest się o to poproszonym, nie jeść pospiesznie, siedzieć prosto, nigdy nie podważać opinii męża.
Tych reguł było mnóstwo, o wielu z nich już zaczęła zapominać. Powoli przyzwyczajała się do tego, że może zachowywać się tak, jak chce i czuje, a nie tak, jak powinna.
Kankuro czasami się niecierpliwił, gdy przemawiały przez nią dawne przyzwyczajenia, ale nigdy nie podnosił na nią głosu. Był wyjątkowo uprzejmy, jak żaden inny mężczyzna. Gdy wychodzili gdzieś razem zawsze odsuwał dla niej krzesło w restauracji i pozwalał jej decydować, co zamówić. Był też bardzo spontanicznym i ciekawym rozmówcą. Nie zawsze rozumiała jego poczucie humoru, ale nawet gdy nie wiedziała o czym mówi, nie czuła się skrępowana.
Wychodząc za niego za mąż czuła, że została obdarowana przez los wspaniałą przyszłością. Nic nie zrobiła, żeby na to zasłużyć, ale od tej chwili zamierzała na to zapracować będąc jak najlepszą żoną.
Dobra żona nie czuje zażenowania przed własnym mężem, pomyślała, żeby dodać sobie otuchy. Stała przed lustrem w łazience i próbowała jakoś uciszyć nerwy.
Rankiem wrócili do Sunagakure, dzień minął szybko. A teraz nadeszła noc poślubna.
Michiru wiedziała, że taka jest kolej rzeczy i nie może dłużej się wahać. Dla dodania sobie odwagi powtarzała w myślach, że żadna z rzeczy, którymi ją straszono nie była zgodna z prawdą, więc obcowanie z mężczyzną też nie będzie takie złe. Na pewno nie aż tak, jak mówiły starsze matrony, gdy straszyły dziewczynki konsekwencjami zamążpójścia.

***
Kankuro miał tego dnia bardzo wiele zajęć i zamierzał pracować do późna. Zabrał papierkową robotę do domu. Duża część raportów, które miał wypełnić, powinna być gotowa tydzień temu. Odwlekał jak mógł nikomu niepotrzebne formalności, ale wiedział, że Gaara, który okazywał mu pewną pobłażliwość w czasie przygotowań do ślubu, teraz nie będzie już tak wyrozumiały.
Trudno, trzeba to jakoś ogarnąć. Może w końcu uda mu się skoncentrować na pracy. Ostatnio obowiązki zawodowe były ostatnią rzeczą, o której myślał.
Teraz był żonatym człowiekiem.
Koledzy nakłaniali go do tradycyjnego świętowania, ale on nie miał czasu na tygodniową popijawę, bo nie dostał wolnego w pracy. Zbyt ważne rzeczy teraz się rozstrzygały. Jednak nie ubolewał nad tym, że ominą go imprezy. Teraz chciał się skoncentrować na nadgonieniu zaległości, żeby mieć czas zająć się żoną.
Michiru była delikatna i wciąż bardzo niepewna. Miał wrażenie, że przeraża ją życie mężatki, chociaż starała się to ukrywać. Zauważył, że kiedy zachowywał się wobec niej zbyt swobodnie, budził w niej obawy. Nie rozumiał do końca, czym to jest spowodowane, ale na drodze prostej dedukcji uznał, że jego żona potrzebuje więcej czasu. I tak zachowywała się znacznie pewniej niż kiedyś.
Starał się myśleć  o tym chłodno, chociaż sprawa nie była dla niego łatwa. Zapewnienie jej większej ilości czasu to był teraz poważny test silnej woli. W końcu miał dzielić z nią dom i łoże.
Natłok pracy był w tej sytuacji okolicznością sprzyjającą. Mógł po nocach zajmować się uzupełnianiem dokumentów.
Taki był też jego plan na pierwszy wieczór po powrocie do Suny. Jednak gdy siedział przy biurku i czytał dokumenty, Michiru poprosiła go do sypialni.
Nie wiedział, co o tym myśleć. Uzgodnili, że jeśli będzie chciała z nim porozmawiać nie będzie czekać na jego inicjatywę i odezwie się pierwsza. Nawet w tych okolicznościach musiał przestrzegać tych ustaleń, chociaż dla zachowania zimnej krwi wolałby nie rozmawiać z nią w sypialni.
Słusznie uważał, że to będzie pierwsza poważna próba. Gdy wszedł do pokoju, Michiru siedziała na łóżku ubrana w cienki jedwabny szlafrok. Przystawił sobie krzesło i usiadł naprzeciw niej. Może to nie było najlepsze wyjście, bo wolałby na nią nie patrzeć.
Wyglądała wyjątkowo ponętnie, i to nie z powodu ubioru. Zwykle spinała włosy, a teraz je rozpuściła.
To będzie wyjątkowo ciężka próba siły charakteru.
Kankuro starał się myśleć o tym jak o zadaniu do wykonania. Nie może wziąć jej jeśli ona tego nie chce, a jedynie myśli o obowiązku. Dlatego powinien skoncentrować się na jej zachowaniu, a nie na powabnych kształtach.
Oczywiście, ma w sobie tyle samokontroli, żeby to spokojnie wyjaśnić.
Przynajmniej tak mu się wydawało, do tej chwili.
Michiru sprawiała wrażenie wystraszonej, a on domyślił się, że jej intencją nie jest z nim rozmawiać lub – na co przez chwilę miał nadzieję – go uwieść. Jej intencją jest spełnić cholerny małżeński obowiązek.
Zamierzał jej powiedzieć, że nie musi tego robić. Wytłumaczyć spokojnie, że zaczeka. Ułożył sobie w myślach całą przemowę.
Jednak nie zdążył jej wygłosić, bo Michiru wzięła go z zaskoczenia. Zrzuciła z ramion jedwabny szlafroczek. A pod nim nie miała nic.
Jego oczom ukazało się nagie, jędrne ciało, które wydało mu się najpiękniejszym jakie kiedykolwiek widział.
Miał już wiele kobiet i to nie była dla niego pierwsza taka sytuacja. Nie powinien zachowywać się jak szczeniak. Powinien zachować zimną krew i powiedzieć to, co miał do powiedzenia.
Ale żeby móc z nią porozmawiać, musiałby zakryć jej nagość. Żeby ją ubrać, musiał jej dotknąć. Nie miał do siebie tyle zaufania.
Został zmuszony do czegoś, do czego nie zmusiła go dotąd żadna kobieta. Do ucieczki.

***
Temari pomyślała, że przyda jej się trochę odprężenia. Nie wiadomo, kiedy zostanie zawalona pracą i pozbawiona możliwości oddalenia się od wioski.
Dlatego wybrała się do dzielnicy rozrywki. Zabrała ze sobą Sunami, chociaż nie obeszło się bez jej marudzenia. Suni narzekała, że w wolne popołudnie wolałaby się wyspać niż pić w klubie. Temari zapytała ją, co w takim razie robi w nocy i zamknęła jej tym usta.
Teraz siedziały przy stoliku w jednym z największych lokali w dzielnicy i piły sake.
Obie były trochę wstawione. Temari powinna uważać z alkoholem, bo jej zamiarem było pociągnąć Sunami za język, a więc sama powinna być względnie przytomna. Żeby nie powiedzieć za dużo i uzyskać jakąś informację.
Nie wiedziała jak zacząć, ale kiedy w końcu się przełamała i zapytała, jak Sunami zapatruje się na ewentualny powrót Kenzou do wioski okazało się, że jej obawy były nieco na wyrost. Sunami nie sprawiała wrażenia, jakby ten temat jej ciążył. Chyba nawet się go spodziewała.
- A czy ja mam coś do gadania? – zapytała beztrosko, wpatrując się w do połowy opróżnioną butelkę alkoholu. To była już trzecia z kolei. – Zakładam, że macie jakiś plan, co z nim zrobić.
Temari westchnęła. Gdyby to było takie proste.
Kenzou pochodził z szanowanej rodziny, wiele razy przysłużył się wiosce, a ponadto jego matka straciła na wojnie wszystkich pozostałych synów. W radzie jouninów na pewno będą tacy, którzy rozpatrzą te fakty na jego korzyść. Ale dla innych był podłym zdrajcą. Jeśli się pojawi w wiosce, wybuchnie mała wojna o to, jak go ukarać.
No, chyba że będzie miał jakieś cenne informacje o rebeliantach i odegra ważną rolę w rozbiciu ich sił. Nie wiadomo, jaką sobie tam wypracował pozycję, ale jest inteligentny, więc na pewno czegoś się dowiedział o ludziach, dla których pracuje.
Temari ostatnio wiele czasu poświęciła na zastanawianie się nad intencjami Shihary. Im więcej o tym myślała, tym większy mętlik miała w głowie. W końcu dobrze go znała i wiedziała, że tacy ludzie są lojalni. W teorii. A jednak zwiał i dołączył do wroga.
To pewnie efekt traumy powojennej, ale zdrada pozostaje zdradą. Temari uważała, że wobec takich osób należy wyciągać najsurowsze konsekwencje. Ale tym razem nie była do tego przekonana.
Było to nieprofesjonalne z jej strony, ale sądziła, że jeśli tylko Shihara wykaże chęć poprawy, należy mu dać drugą szansę. W najgorszym wypadku grozi mu śmierć, w innym więzienie i każde z tych rozwiązań odbije się na Sunami. Nawet jeśli - co jest wątpliwe - nic już do niego nie czuje, ten facet przez kilka lat był jej wsparciem, motywował ją do pracy i pomógł jej odnaleźć swoje miejsce. W społeczności Sunagakure, w świecie, w każdym sensie.
Temari obawiała się, że jeśli władze wioski skażą Kenzou na śmierć, Sunami zwątpi w dotychczasowe wartości i zrezygnuje z lojalności Sunie. A miała prawo wyboru, bo nie pochodziła stąd, była najemnikiem. Bez Shihary nie miała powodu tu zostawać, jako obywatelka drugiej albo trzeciej kategorii.
- Jest możliwość, że Kenzou pójdzie na współpracę i udzieli nam ważnych informacji. Jeśli dzięki temu rozbijemy rebeliantów, kto wie, może będzie mógł wrócić – powiedziała. – I powinnaś wziąć pod uwagę, że będzie chciał wrócić do ciebie.
Sunami prychnęła ze złością.
- Nie żartuj.
Temari była przekonana, że przez Suni przemawia urażona duma i złość, dlatego nie do końca można ufać jej słowom. W końcu, mimo zaciętego charakteru, była osobą, która zwykle okazywała innym zrozumienie. I wybaczała. Jakoś nie chowała urazy do biologicznych rodziców, którzy ją porzucili, ani do adopcyjnych, którzy potraktowali ją jak środek do osiągnięcia celu. Dlaczego nie miałaby wybaczyć Kenzou?
Ale teraz prawdopodobnie nie potrafiłaby tego ocenić.
- Ja bym ciebie nie potępiła, gdybyś przyjęła go z powrotem – powiedziała Temari, żeby rozwiać wątpliwości. – To nie jest tak, że jesteś zobowiązana do oceniania go przez pryzmat zasług albo win wobec wioski.
Sunami popatrzyła na nią z irytacją.
- Temari – powiedziała stanowczo. – Kenzou nauczył mnie jak być ninja, wpoił mi te wszystkie zasady i tak po prostu je odrzucił. Jest nielojalny. Dla mnie jest nikim.
Temari zamrugała oczami, zszokowana. Nie spodziewała się takiej deklaracji.
Lepiej sprowadzić rozmowę na bezpieczniejsze tory. Sunami sama zmieniła temat.
- To będzie poważne nadużycie jeśli zapytam, czy są jakieś raporty od Hiro?
Temari uśmiechnęła się drwiąco. Teoretycznie nie powinna mówić nic. Uchylanie rąbka tajemnicy państwowej było dla niej formą zrobienia na złość Gaarze, choć on oczywiście o tym nie wiedział. Bawiła ją sama myśl o tym, że byłby na nią wściekły.
- To jest nadużycie. Na razie nie ma żadnych wiadomości. Myślę, że to kwestia paru dni, ale trudno przewidzieć, jak sprawa się rozwinie.
- W każdym razie, dostał kredyt zaufania – podsumowała Sunami.
- Tak, nie spieszyłabym się z wysuwaniem wobec niego podejrzeń. Ma kompleks superbohatera, jak cała elita. Wydaje mu się, że jest mężem stanu, zupełnie tak jak…
Umilkła. Zupełnie jak Kenzou.
Nie miała czasu, by się nad tym głębiej zastanowić. Podeszła do niej mocno umalowana dziewczyna w jasnej yukacie. Miała ciemne włosy spięte kolorową spinką.
Temari skądś ja kojarzyła, ale nie wiedziała skąd.
- Panno Temari, jak dobrze, że cię widzę. Mamy poważny problem z twoim bratem.
No tak. Przypomniała sobie, gdzie ją widziała. Ta dziewczyna była damą do towarzystwa w onsenie.
Ale czego od niej chciała?
- Jaki macie problem? – spytała, choć wiedziała, że nie chce znać odpowiedzi na to pytanie.
- Pani brat od wczoraj przesiaduje w salonie masażu. Pije i płoszy nam klientów – wyjaśniła dziewczyna z przyjęciem. – Czy nie mogłabyś na niego jakoś wpłynąć, żeby się wyniósł?
Świetnie.
Jeśli Kankuro jest pijany to sobie z nim nie poradzi, chyba że wymiecie go z burdelu razem z wyposażeniem. Ciekawe, kto wtedy zapłaci za zniszczenia.
Trzeba będzie wezwać posiłki.

*********************************************************
Sunagakure, dziesięć lat wcześniej

- Już wiem, kim jesteś, dziewczynko – powiedział Kenzou, siadając na ziemi obok manekina treningowego.
Przerwał jej ćwiczenia. Nawet nie przyszło mu do głowy, że mógłby być gdzieś osobą niepożądaną.
- Fajnie – odpowiedziała.
W takim razie wie więcej od niej.
Nastolatek w ogóle się nie speszył chłodnym przyjęciem.
- Pan Harada chyba sądził, że masz przydatne umiejętności dla naszej wioski, ale się zawiódł. Jesteś rozczarowaniem.
Sunami popatrzyła na niego z niechęcią.
Arogancki pajac. Nie wzbudzał sympatii.
- Ale wiesz, każdy ma jakiś potencjał. Nie poddawałbym się na twoim miejscu tak łatwo – kontynuował.
Popatrzyła na niego sceptycznie.
- Łatwo powiedzieć.
Kenzou wzruszył beztrosko ramionami.
- Pewnie, że łatwo, bo jestem geniuszem. I jedynym jouninem z mojego rocznika. Ale tak już jest, że niektórzy mają naturalne talenty, a inni muszą się napracować. Jedni ani drudzy nie są usprawiedliwieni, jeśli poniosą porażkę – ocenił.
Sunami niewiele zrozumiała z tej wypowiedzi. Z wyjątkiem jednej rzeczy – chłopak jest kimś ważnym i ma wiedzę.
I bardzo pragnie uznania. Pewnie jest najmłodszy w rodzinie.
- Możesz być moim mistrzem? – zapytała.
Z pewnością chciał, żeby o to zapytała. O mało nie pęknął z dumy.
Jego emocje są bardzo łatwe do zinterpretowania. Jak znaki zapisane na kartce w furiganie.Od razu wiadomo, jak je nazwać i zinterpretować.
- Mogę, jeśli znajdę czas. Ale jestem wymagający, nie toleruję lenistwa. To będzie ciężka sprawa, bo ty nawet nie znasz podstaw. Pierwsza zasada przetrwania: unikaj jak ognia dzieci naszego kage.
- Co jest z nimi nie tak? – zapytała. Ale domyślała się już, o kim mowa.
- Wszystko jest z nimi nie tak. A szczególnie, ten chłopak z gurdą na plecach – rozejrzał się i dokończył konspiracyjnym szeptem: - Uczynił cel życia z zabijania.
To brzmiało jak ponury żart. Mimo to miała wrażenie, że żartem nie było.
Przypomniała sobie tego chłopca. Jakoś nie wydawał jej się aż tak niebezpieczny. Bardziej nieszczęśliwy.
Chyba ma zbyt plastyczną wyobraźnię, bo kiedy tylko pomyślała o tamtej trójce dziwnych dzieciaków ogarnęło ją podobne uczucie jak wtedy, kiedy ich spotkała.
Ten chłopiec był gdzieś w wiosce i kiedy tylko o nim myślała docierały do niej jakby refleksy tamtych emocji. Nie była pewna, czy to projekcja w jej głowie, czy odbicie prawdziwych uczuć. Może wtedy, gdy jej umysł stawał się bardziej otwarty, silne emocje docierały do niej nawet z odległości. Czasami napływały do niej uczucia ludzi, o których myślała, nawet gdy byli daleko.
Jedna ze starych kobiet z plemienia powiedziała jej kiedyś, że ma bardziej rozwiniętą empatię niż inni. I że to może być poważny problem. Obok nieposłuszeństwa, przez które przenikała do cudzych myśli, chociaż wiedziała, że nie wolno tego robić. Może obie te rzeczy złożyły się na to, że została ukarana.
W sierocińcu nauczyła się zamykać umysł i nie słuchać cudzych myśli, nawet wtedy, gdy pokusa była duża. Może więc potrafiłaby nauczyć się zamykać na emocje.
To była ciekawa zabawa, ale coraz lepiej rozumiała, że zacznie być bardzo męcząca. W wiosce plemiennej i w sierocińcu było łatwo, bo tam większość czasu spędzano na medytacjach i modlitwach, ograniczając emocje, szczególnie te negatywne. Nie podobało jej się to, ale wczoraj zrozumiała, dlaczego niektórzy dokładają tyle starań, żeby się kontrolować. Dlaczego w plemieniu, gdzie wszyscy byli empatami, jej rozwinięta empatia i nieposłuszeństwo przeszkadzały.
    I dlaczego tutaj, w miejscu, gdzie każdy odczuwa tylko własne emocje i nie ma potrzeby ich tłumić, musi nauczyć się na nie zamykać.
Nie chciała czuć emocji tego chłopca. Chciała o nich zapomnieć.
Chyba za dużo o tym myślała. Wydawało jej się, że coraz wyraźniej czuje nienawiść. Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie zobaczyła. W promieniu kilkudziesięciu metrów nie było gdzie się ukryć.
Powinna się uspokoić. Może jest blisko, ale nie aż tak.
- To niemożliwe – odezwała się do Kenzou, który patrzył na nią oczekując jakiejś reakcji. – Nie można żyć dla zabijania, to przecież… To tak, jakby być martwym.
Brunet wzruszył ramionami.
- Gaara tak mówi - powiedział.
- Może kłamie. Ludzie czasami kłamią.
Tak naprawdę bardzo często kłamią. Tak jak kobieta, która teraz miała być jej matką. I jej mąż. Mówili, że chcą, żeby była ich dzieckiem, ale kłamali. Codziennie kłamali. Nauczyła się udawać, że tego nie widzi.

***
 Czas teraźniejszy, Sunagakure

Opuszczenie dnia w pracy to było coś, czego nikt w wiosce Piasku nie ośmielił się zrobić odkąd Gaara objął urząd. Nawet nie był pewien, jakie konsekwencje powinien przewidzieć na taką ewentualność.
Biorąc pod uwagę, że niesubordynacji dopuścił się jego własny brat, Gaara postanowił być wyrozumiały. Teoretycznie Kankuro powinien dostać urlop po ślubie, więc można go potraktować łagodnie.
Nie był skłonny go surowo oceniać. Ale to było zanim został wplątany w tę żenująca sytuację.
Dzielnica rozrywki to ostatnie miejsce, w którym powinien przebywać Kazekage. Gaara wdział ciemne ubranie i liczył, że nie spotka nikogo, kto mógłby go rozpoznać. Jeśli do starszyzny dotrze informacja, że przywódca wioski w podobny sposób naraża powagę urzędu, z pewnością ktoś dostanie wylewu. A on będzie mieć kolejną staruszkę na sumieniu.
Tym razem Kankuro przesadził i bardzo tego pożałuje. Jego zwykłe wyskoki Gaary nie interesowały, ale awanturowanie się w burdelu to przekroczenie wszelkich granic. Nawet po cywilu, shinobi powinien reprezentować wioskę.
Znakomicie ją reprezentował. Siedział na podłodze między stołami do masażu. Kobieta w zwiewnej yukacie próbowała odebrać mu butelkę sake, ale odpędził się od niej ręką.
- Odejdź, jestem żonaty – powiedział głupio.
- Dzięki bogom – szepnęła dziewczyna, gdy zauważyła Gaarę. Pospiesznie wycofała się do drzwi.
Gaara był wściekły i naprawdę miał ochotę wyładować na kimś agresję, ale jego brat prezentował się zbyt żałośnie. Nie wypada kopać leżącego.
Kankuro, gdy spostrzegł jego obecność, uśmiechnął się sarkastycznie.
- Nadeszła karząca ręka sprawiedliwości – skomentował. Złapał się krawędzi najbliższego łóżka i chwiejnie podniósł się z ziemi. – Sam pójdę, jestem trzeźwy.
Wbrew tej deklaracji, usiadł na łóżku.
- Ogarnij się. Nie zmuszaj mnie, żebym użył siły – powiedział niechętnie Gaara.
Jednak było oczywiste, że Kankuro w tym stanie sam daleko nie zajdzie. Gaara zacisnął szczęki, próbując opanować gniew. Holowanie pijanego brata to rzecz, której wolałby uniknąć. Zdecydowanie nie licuje z jego stanowiskiem.
- Wesprzyj się na mnie – powiedział w końcu.
Drania spotka za to surowa kara, ale dopiero gdy wytrzeźwieje.
Kankuro popatrzył na niego bojowo.
- Nie oceniaj mnie tak łatwo – powiedział gniewnie. – Myślisz, że przeżyłeś już wszystko, bo  okiełznałeś bestię. Ale powiem ci – dodał z emfazą, wstając, żeby Gaara nie patrzył na niego z góry – nic nie wiesz o życiu. Nie ma na tym świecie gorszej bestii niż kobieta. Wygląda niewinnie, ale wwierca się w umysł i atakuje w najmniej spodziewanym momencie. Wydaje się, że jej tam nie ma, ale w momencie, gdy myślisz, że zapomniałeś i pozwolisz sobie na moment nieuwagi okazuje się, że wciąż tam jest.
Chłopak zachwiał się. Gaara złapał go za ramię.
- Kankuro, jeśli chcesz dotrzeć do domu w jednym kawałku, bądź tak uprzejmy i się zamknij – powiedział z irytacją.
Kankuro skinął głową na znak zgody. A jednak nie był konsekwentny.
- Anioł, nie kobieta – podsumował.
Chyba nie ma potrzeby go karać. Własny umysł jest dla niego wystarczającą udręką.

**************************************************************
Sunagakure, wczesny ranek dziesięć lat wcześniej

Słońce wzeszło pół godziny temu. Noc się skończyła.
Wciąż czuł niedosyt.
Jedna śmierć to za mało. Dlatego przebywanie w wiosce podczas pełni było niewygodne. W Sunagakure trudno znaleźć ofiarę, którą mógłby podarować matce.
Pulsujący ból głowy nie ustąpi dopóki piasek nie przesiąknie krwią.
Dziesięcioletni Gaara sądził, że nawet jeśli potwór w nim pragnie zabijania, ofiara z krwi to prezent złożony matce. Ból trawiący go od środka to jej zemsta. Danina z krwi to zapłata za życie, które jej odebrał. Może gdy przeleje jej wystarczająco dużo, ból zniknie.
Znalazł sobie dobry punkt obserwacyjny w jednym z wyższych budynków w wiosce, na skraju dzielnicy mieszkalnej. Miał stąd dobry widok na pola treningowe. Tutaj najłatwiej wypatrzyć zdobycz.
Dostrzegł jakąś postać pośrodku placu. Ogarnęło go podekscytowanie.
Ktoś, kto samotnie odwiedza pola treningowe, nie przyniesie osadzie pożytku. Po świecie wciąż chodzi wielu bezużytecznych głupców.
Zebrał w dłoni nieco piasku i uformował trzecie oko. Zawsze należało zachować ostrożność i ocenić sytuację zanim opanuje go żądza krwi. Matka wymaga od niego ofiar, ale ojciec byłby bardzo niezadowolony, gdyby wioska straciła kogoś wartościowego. Jego niezadowolenie było trudniejsze do zniesienia niż ból przypominający o konieczności zapłaty.
Los mu sprzyjał. To była ta dziewczynka. Ta sama, która miała czelność patrzeć mu w oczy. Ta sama, która w rozmowie z Shiharą śmiała podważyć cel jego istnienia.
    Powinna już zginąć dwukrotnie.
- Chcesz ją, mamo? – zapytał.
To taka łatwa zdobycz. Jest obca i nikt nie będzie za nią tęsknić. Podobno została sprowadzona, bo miała być przydatna dla wioski. I okazała się beznadziejna.
Jednak mogła być użyteczna. Najcenniejsza jest krew niewinnych.
- Chcesz ją, mamo?
Odpowiedziała mu cisza. Podejrzana cisza, która ogarnęła jego umysł, gdy ustąpił ból głowy.
Nagle poczuł się niepewnie. Było tak, jakby matka zamilkła. A on nie był do tego przyzwyczajony.
Nadchodził moment, w którym wiedział, że musi zabić. I wtedy to robił. Nie wahał się, bo nie podejmował decyzji.
Mama dostawała swoją ofiarę, a on na jakiś czas zyskiwał spokój. Przynajmniej trochę przestawała go dręczyć. Pozostawał tylko ucisk w miejscu, o którym wuj Yashamaru mówił, że kryje się w nim serce. Ale żeby tego się pozbyć, będzie musiał przelać jeszcze wiele krwi.
Teraz... Czy mama zamilkła?
Zostawiła go, żeby sam zdecydował?
Powinien zabić. Szczególnie widząc, jak ta mała niezręcznie posługuje się shurikenami. Wyglądała śmiesznie, w szarym stroju treningowym i z niepasującą do niego białą wstążką we włosach. Jakby znalazła się tutaj przez przypadek. Nie na swoim miejscu.
Czego chcesz, mamo? Czy mam zabić tę dziewczynkę, która nazwała kłamstwem cel mojego istnienia?
Obserwował jej bezowocne wysiłki, aż pole treningowe zapełniło się ludźmi.
Może następnym razem.

2 komentarze:

  1. Czyli jednak Kankuro, wpadł biedak po uszy. W jakiż to sposób będzie się dalej kształtowało małżeńskie życie starszego braciszka? No ciekawe, ciekawe. Gaara wyciągający go z salonu masażu, zalanego w trupa - czy tylko mnie wewnętrzne przemyślenia piaskowego chłopca przyprawiają o ataki śmiechu? Komizm chyba zamierzony.
    Bardzo ciekawe retrospekcje. Początki znajomości Sunami oraz Gaary. Skoro dziewczynka zdążyła dorosnąć, widać malutki demonek jednak jej nie rozerwał na strzępy, czemu zmienił zdanie? Oni w ogóle pamiętają pierwsze spotkanie? Znowu wiele pytań...
    Powodzenia i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam za bardzo talentu do komicznych scen, cieszę się, że udało się trochę humoru przemycić :P Nie mogłam sobie darować tej sceny gdy wyobraziłam sobie taki uroczy obrazek :D
      Następny rozdział przyniesie trochę odpowiedzi, mam nadzieję, że będziesz zadowolona :D

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)