sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 17.


Sunami od kilku dni odkładała wizytę u Michiru, chociaż dostała kilkakrotnie ponawiane zaproszenia na herbatę. W końcu postanowiła ją odwiedzić licząc, że odstresuje się rozmową o czymkolwiek, byle nie miało to nic wspólnego z pracą.
Nigdy wcześniej nie była w domu Kankuro. Lalkarz mieszkał na skraju dzielnicy zamieszkanej przez wyższej rangi jouninów, w skromnie wyglądającym domku z ogrodem. Takich budynków w wiosce Piasku było niewiele. Zresztą, „ogród” to według standardów wioski niewielka działka przed lub za domem, na której można było hodować parę pustynnych roślin i ewentualnie mieć sztuczne oczko wodne. Kankuro nie posiadał żadnego z tych luksusów. Sunami podejrzewała, że jego dom wewnątrz prezentuje się równie surowo i bardziej przypomina pracownię rzemieślniczą niż mieszkanie.

    Jednak teraz widać było, że Michiru zrealizowała własne pomysły przy zmianie wystroju. W salonie było niespodziewanie jasno, a na ścianach wisiało kilka obrazów i emakimono.
Sunami trafiła na porę kolacji. Michiru była sama w domu. Chciała ją poczęstować paluszkami krabowymi, przekonując, że nie jest w stanie zjeść tyle, ile przygotuje. Kankuro ostatnio prawie nie bywał w domu i nie jadał tam posiłków.
Sunami odmówiła najgrzeczniej, jak umiała. Michiru nie była urażona. Poczęstowała ją zieloną herbatą i ciasteczkami.
Zachowywała się swobodnie, ale płynące od niej emocje wskazywały, że jest kłębkiem nerwów. Sunami nie musiała długo drążyć tematu, by dowiedzieć się, w czym rzecz. Michiru sama powiedziała jej, że Kankuro uciekł z małżeńskiej sypialni i od tego czasu jej unika.
Sunami z początku nie potrafiła tego rozgryźć. Dopiero w miarę, jak Michiru mówiła i dokonywała tym samym aktu samobiczowania zdradzając, jak złą jest żoną, sprawa stała się jaśniejsza.
I wzbudziła zrozumiały gniew.
Sunami wychowała się w osadzie, w której dziewczynki, a później kobiety, cieszyły się podobną swobodą jak mężczyźni. Przedstawianie seksu jako jednego z obowiązków żony było dla kunoichi abstrakcją. Przynajmniej w tej sferze obowiązki męża i żony po ślubie się nie różniły.
Prawda, że podczas gdy żonaci shinobi często mieli kochanki i nie wpływało to na ich dobre imię, zamężne kobiety powinny być wierne. Ale zasada była taka, że mąż nie może poświęcać czasu kochankom kosztem żony. Kobiety zaniedbywanej przez męża nikt by nie osądzał negatywnie tylko dlatego, że znalazła sobie kogoś na boku.
Kobiety w Sunagakure oczekiwały przyjemności i z pewnością żadna nie myślałaby o seksie jako koniecznym do spełnienia obowiązku. Ale to był punkt widzenia kunoichi. Nie damy z wysokiego rodu, którą całe życie uczono, że ma być podnóżkiem mężczyzny.
Sunami nieoczekiwanie dla samej siebie poczuła pewien respekt wobec Kankuro, którego nie cierpiała z zasady, bo od pierwszego dnia, gdy go spotkała, wydawał jej się nieokrzesanym brutalem. Jego emocje bardzo pasowały do tego wizerunku. Ale ostatnio, gdy napotkała go w siedzibie władz, zauważyła pewną zmianę. I teraz zaczęła rozumieć, na czym ta zmiana polega.
- Nie powinnaś tak poważnie traktować tego rzekomego obowiązku, przynajmniej dopóki nie ma presji na dzieci – powiedziała. Pominęła milczeniem fakt, że czego mąż nie dostanie od żony, znajdzie sobie gdzieś indziej. Michiru raczej by to nie podniosło na duchu. – I naprawdę, powinnaś podejść do sprawy bardziej… swobodnie. Domyślam się, że zahukane kobiety w twojej rodzinie naopowiadały wam różnych bzdur, ale seks uprawia się dla przyjemności.
Rozmówczyni patrzyła na nią sceptycznie, zupełnie nieprzekonana.
O, rany. To będzie strasznie trudna rozmowa. Sunami odkryła, że konieczność tłumaczenia tak prostych rzeczy wpływa na nią stresująco, tym bardziej, że nie miała zbyt dużych doświadczeń. Ściślej, miała jedno doświadczenie. Ale za to takie, że na samo wspomnienie czuła mrowienie w całym ciele.
Nienawidziła własnych reakcji na myśl o nim. Uczyniła sobie założenie, żeby przestać myśleć o Gaarze inaczej niż jak o bezczelnym, aroganckim palancie, ale zbyt dużo rzeczy jej na to nie pozwalało. Chciałaby mieć jakiś sposób, żeby wyeliminować albo chociaż dezaktywować niektóre wspomnienia. Tylko kilka. Te, które najbardziej jej utkwiły w pamięci i sprawiały, że nie potrafiła patrzeć na niego przez pryzmat stanowiska i obcesowego zachowania.
Zdecydowanie nie powinna myśleć o tym, jaki był w łóżku. Próbowała zepchnąć te myśli i w rozmowie z Michiru bardziej koncentrować się na teorii, którą dobrze znała. W końcu seks był wśród kunoichi z wioski Piasku na tyle banalnym tematem rozmów, że nie trzeba było praktyki, żeby mieć wiedzę.
- Kobiety czerpią nawet więcej przyjemności od mężczyzn, oczywiście o ile facet ma wyobraźnię i trochę się postara zamiast patrzeć tylko na swoje potrzeby. Twój mąż zapewne należy do tych… bardziej uzdolnionych.
Michiru patrzyła na nią pytająco.
- Musi mieć coś do zaoferowania, żeby utrzymać się na rynku – powiedziała Sunami ze zniecierpliwieniem.
Jasne, że zabrzmiało to obcesowo. Ale czy miała wchodzić w szczegóły? Nie chciała uświadamiać Michiru, że Kankuro uchodzi za bożyszcze seksu i że musiał sobie na tę opinię zapracować. Wśród kunoichi w Sunagakure niełatwo byłoby znaleźć kobietę, która chciałaby się z nim związać, ale zdecydowana większość skorzystałaby z zaproszenia do łóżka. Te, które je kiedyś otrzymały, wcale się z tym nie kryły i podbudowywały jego opinię.
Z punktu widzenia Michiru lwia większość niezamężnych kobiet z Sunagakure zasługiwałaby na miano dziwek, ale one tak tego nie postrzegały. Życie przy świadomości nieustannego zagrożenia życia sprawiało, że zagadnienia moralnego prowadzenia się traktowano zupełnie inaczej niż na dworach szlacheckich. Tuż przed wyruszeniem na niebezpieczne misje shinobi obojga płci bawili się zwykle bez zahamowań. Co im innego pozostało? Sunami nie potępiała tego, nawet mimo zasad, które jej wpojono w dzieciństwie. Życie, a jeszcze bardziej śmierć, weryfikowało ostatecznie wszelkie teoretyczne założenia.
Sunami zlustrowała koleżankę wzrokiem. Michiru wydawała się zarówno skrępowana, jak i zbita z tropu.
- Przestań traktować seks jak zło konieczne. Jak zmienisz nastawienie, wszystko przyjdzie… z czasem – poradziła. – Ale też nie powinnaś działać pod wpływem presji. Myślę, że twój mąż nie jest takim prymitywem, żeby nie zrozumiał, że potrzebujesz czasu.
- Nie jest – odpowiedziała Michiru, nagle pewna tego, co mówi. – On jest naprawdę dobrym mężem. Wbrew temu, co mówiłaś.
Sunami mimowolnie prychnęła.
- Już go tak nie wybielaj. Daleko mu do ideału. Nie możesz być wobec niego zbyt uległa, jest wystarczająco zarozumiały bez twojego uwielbienia. Władza każdego trochę psuje. Właśnie dlatego odradzałam ci to małżeństwo.
Michiru potrząsnęła przecząco głową.
- Nie myśl sobie, że nie widzę, że Kankuro ma trudny charakter. To tylko kilka miesięcy, ale zdążyłam go dobrze poznać. Jest czasami bezwzględny, jak mógłby nie być, skoro tego wymaga praca. Ma wybuchowy charakter i wiem, że nieraz powstrzymywał się, żeby powiedzieć mi coś nieuprzejmego. Jest przyzwyczajony, że wszyscy go słuchają i tego wymaga od całego otoczenia. I ma swoje humory, bo żyje pod presją odpowiedzialności. Mam wrażenie, że od urodzenia jest pod nieustanną presją.
Na pewno, ale tak jakby to kogokolwiek usprawiedliwiało. Sunami nie mogłaby pracować z żadnym z piekielnego rodzeństwa, gdyby chciała na każdym kroku brać pod uwagę psychologiczne podłoże ich zachowania. Trudno byłoby się wtedy na nich złościć, a uwolniona złość przynajmniej oczyszczała z negatywnych uczuć. Na Temari złościła się często. Zresztą, nie była nawet pewna, za co ją lubi. Temari traktowała ją z wyższością, tak jak całe otoczenie. Nawet teraz było dla niej tajemnicą, jak to się stało, że po jednej rozmowie z łatwością się zaprzyjaźniły.
No, ale Temari potrafiła się hamować. Potrafiła przyznać się do niewiedzy albo błędu. Jej bracia byli bardziej aroganccy. Gaara wszystkich bił pod tym względem na głowę. Był tak przekonany o swojej wyjątkowości, że zapewne nie potrafił patrzeć na nikogo inaczej niż z góry. Prawdopodobnie wszystkich, z wyjątkiem własnego rodzeństwa, traktował jak pionki, użyteczne o tyle, o ile można nimi odpowiednio dyrygować.
Był nieczuły, zuchwały, często zachowywał się opryskliwie i wszystko to krył pod wystudiowaną maską uprzejmości. Nie traktował ludzi poważnie, nawet nie próbował ich rozumieć, bo nie potrzebował tego do wydawania i egzekwowania rozkazów.
Jej też nie traktował poważnie. Mimo, że nieraz sprawiał wrażenie, jakby interesowało go, co miała do powiedzenia. Mimo, że zwykle był dla niej uprzejmy, nawet wtedy, gdy podpadła mu, bo dostał kolejną skargę na jej niepokorne zachowanie.
Mimo, że tamtego dnia, gdy wtargnęła do jego mieszkania był dla niej tak delikatny, że uwierzyła w to, że darzy ją afektem. Wtedy, gdy ją obejmował i wtedy, gdy całował ją na pożegnanie, była przekonana, że kochał się z nią, ponieważ coś do niej poczuł. A nie dlatego, że dał się ponieść namiętności wywołanej instynktami.
Po tym, jak ją potraktował w siedzibie czuła się wykorzystana, ale mogła mieć pretensje tylko do siebie. Powinna wiedzieć, że jest różnica między pożądaniem i uczuciami. Poddała się pierwszemu i tylko skomplikowała sobie życie, jakby nie było wystarczająco pogmatwane. W końcu już wcześniej nie potrafiła dojść do ładu z tym, jak powinna traktować Gaarę.
Kilka dni wcześniej wydawało jej się, że jeśli on ją otwarcie odrzuci, da do zrozumienia, że chwila zapomnienia była nic nie znaczącym epizodem, ona uporządkuje to jakoś w swojej głowie i przestanie o nim myśleć. Ale po tym, gdy praktycznie wyrzucił ją z siedziby administracyjnej bezceremonialnie pokazując, gdzie jest jej miejsce, stało się oczywiste, że wyrzucenie go z głowy nie będzie takie łatwe. Powinna go znienawidzić, bo ją upokorzył. Powinna czuć wyłącznie złość. Ale to była tylko jedna z wielu emocji, które pojawiały się, gdy myślała o Gaarze. I zaczęła myśleć, że to się nie zmieni.Od dnia, w którym go pierwszy raz zobaczyła, wywoływał w niej coraz intensywniejsze emocje. A one już na początku były trudne do zaakceptowania.
- Kankuro ma wiele wad, które mi przeszkadzają, ale to nie ma znaczenia. Możesz uważać to za głupie i się ze mnie śmiać. Kocham go – oświadczyła Michiru.
Sunami nie skomentowała. Nie widziała w tym nic zabawnego.

***
Temari była sfrustrowana tym, jak traktował ją Shikamaru. Oczywiście w dniu przyjazdu delegacji uczyniła sobie silne założenie, żeby go unikać. Lekceważyć. Ignorować. Wydawało jej się, że to świetna strategia.
Okazało się, że wcale nie tak dobra. Nie wtedy, gdy druga strona robi dokładnie to samo.
Oczywiście nie spodziewała się, że będzie za nią chodził, ale…
- Faceci to szuje – oświadczyła.
Siedziała przy stoliku w piwiarni. Była na tyle zmęczona sytuacją w pracy, że postanowiła znów wybrać się do dzielnicy rozrywki, mimo że był środek tygodnia roboczego. Miała szczęście, bo Sunami zapałała do tego pomysłu entuzjazmem.
Idea jej odpowiadała, przynajmniej dopóki jej nie zrealizowały. Teraz siedziała przy stoliku i smętnie wpatrywała się w kufel piwa.
Temari skonstatowała ze zdziwieniem, że tym razem Sunami nietypowo dużo piła. Obie były podchmielone, ale Sunami znacznie bardziej.
- Owszem – odezwała się brunetka, posyłając jej mętne spojrzenie. – Wiesz, co z tego wynika? Nigdy, przenigdy nie przywiązuj się do jednego faceta. Masz rację, że rzuciłaś Shikamaru. Prędzej albo później wywinąłby numer.
To była zaskakująca zmiana frontu z jej strony, bo zawsze broniła Nary. Temari nawet nie przyszło do głowy wnikać w przyczyny tej zmiany.
- Oni są nieprzewidywalni. Taki twój brat, na przykład – kontynuowała Sunami. I urwała jakby w połowie zdania.
- Gaara? – zapytała blondynka.
Sunami prychnęła ze złością i potrząsnęła głową.
- On jest przewidywalny. Ale Kankuro. Nie myślałam, że kobieta go zmieni. Może coś… coś poważnego, ale nie kobieta.
Temari przyglądała jej się z zastanowieniem. Po chwili potrząsnęła głową.
- Nic nie rozumiem. Co jest, nagle rogi mu wyrosły?
- Widziałam go niedawno. Zmienił się emocjonalnie – odpowiedziała Sunami wolno, jakby na bieżąco się zastanawiała, co powinna powiedzieć. – Dalej jest w nim dużo złości, ale jakoś… W innej warstwie. W głębszej warstwie się wyciszył. – Popatrzyła bezpośrednio na Temari. – Jak ty, gdy zaczęłaś się spotykać z Shikamaru.
Temari normalnie by się wściekła na takie stwierdzenie. Ale była podchmielona i to chyba ją utemperowało.
- Ale że co, mój brat się zakochał?
Sunami wzruszyła ramionami.
- Nie wiem.
Temari prychnęła z niezadowoleniem. Odpowiedź na to pytanie wydawała jej się szalenie ważna. A koleżanka odmówiła współpracy.
- Jak to nie wiesz. Jesteś specjalistką.
Sunami skrzywiła się.
- Tak, akurat. Potrafię czytać ulotne emocje. Miłość jest zbyt skomplikowana. Zadurzył się, to pewne. Ale zakochał? Nie wiem – pokręciła głową z przejęciem, jakby ją to wyjątkowo frustrowało.
Temari dowiedziała się już dosyć. Za dużo jak na jej zamroczoną alkoholem głowę.
- Suni. Co ty na to, żebyśmy jednak potrenowały?
Brunetka popatrzyła na nią bez zrozumienia.
- Manipulowanie czakrą. Nauczysz się jakiejś podstawowej techniki i będziesz miała Gaarę z głowy na jakiś czas.
Spodziewała się gwałtownego protestu, ale Sunami zareagowała wyjątkowo spokojnie. Usiadła prosto na krześle i popatrzyła na nią trzeźwiejszym wzrokiem.
- Nie – powiedziała spokojnie.
- Ale dlaczego? – spytała Temari z dezaprobatą.
Czuła, że jej życie utkwiło w impasie. Nie miała teraz widoków na zmianę tej sytuacji, więc może chociaż pomogłaby koleżance. Sunami była coraz bardziej sfrustrowana bezsensowną pracą w papierach.
- To niebezpieczne – oceniła Sunami.
Temari nie wiedziała, co koleżanka ma na myśli, ale przyjęła to do wiadomości. O dziwo, alkohol sprawił, że była wyjątkowo ugodowo nastawiona.
- To co, pogodziłaś się z wykonywaniem pracy dla cywili? – zapytała.
Wcale nie zaskoczyła jej odpowiedź koleżanki. A powinna. Powinna też wywołać w niej odruch protestu.
- Nie – powiedziała Sunami, patrząc jej bezpośrednio w twarz. – Temari. Ja chyba już nie zabawię tutaj długo.
- Chcesz odejść?
Sunami wzruszyła ramionami.
- A można odejść z miejsca, do którego nigdy się nie należało?
Temari nie mogła zgodzić się z wydźwiękiem tego zdania. Z jej perspektywy Suni przynależała do wioski Piasku jak każdy urodzony tu shinobi.
- Zaczekaj na rozwiązanie sprawy z Kenzou.
Brunetka potrząsnęła głową.
- Jeśli go potrzebujecie to go ułaskawcie. To nie moja rzecz.
- Ale, Suni… - zaczęła blondynka, czując narastającą bezsilność. – Jeśli on tutaj będzie, ty też powinnaś zostać.
- Wcale nie – zaprzeczyła kunoichi zdecydowanie. – Nie potrzebuję go. Pieprzyć Kenzou. Niech sam się pieprzy. Cała reszta razem z nim.
Temari westchnęła. Ona jeszcze nie posunęłaby się do takich stwierdzeń. Za mało wypiła.
Rozejrzała się dookoła. W lokalu było wielu młodych shinobi z symbolami wioski Mgły na ochraniaczach. Widać cały kontyngent przechodził w tych dniach przez pustynię.
- Faceci niech idą do diabła, tak – przytaknęła, posyłając zachęcający uśmiech mężczyznom siedzącym dwa stoliki dalej. – Ale najpierw nam dostarczą rozrywki.
Sunami nie zwróciła uwagi na jej słowa. Popatrzyła na nią poważnie.
- Temari. Żałujesz czegoś w życiu?
O, nie. Popada w melancholię. Dobrze, że panowie pod ścianą wyglądają na zainteresowanych.
Definitywnie, jeśli Sunami ma opuścić Sunagakure to ostatnie dni nie powinny upływać w takim depresyjnym nastroju.
- Żałuję, kilku rzeczy – odpowiedziała Temari, mimo że nie miała ochoty się zagłębiać w temat. – Ale najbardziej żałuję, że nie zgadałyśmy się wcześniej. Wyperswadowałabyś mi z głowy większość głupich decyzji. Wtedy, gdy cię spotkałam, nie poznałam się na tobie.
Sunami uśmiechnęła się lekko.
- Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło – oceniła.
Temari nie odpowiedziała. Nie była przekonana, czy może się z tym zgodzić. Oprócz tego nie miała głowy do zastanawiania się nad problemami egzystencjalnymi, bo jej uwagę przyciągnął wysoki brunet, jeden z trzech, którzy dosiedli się do ich stolika.
Wszyscy byli wysocy i dobrze zbudowani, chociaż niezbyt przystojni. Zawsze jednak jest w czym wybierać. Cały lokal podpitych facetów.
Może jeszcze nie tak pijanych jak one, ale to działało na ich korzyść. Z pijanego samca nie ma pożytku.

**********************************************************************
Na granicy Sunagakure, około cztery lata wcześniej

Temari była na granicy załamania nerwowego. Rzecz jasna, jako dowódca nie mogła tego okazać.
Sytuacja w wiosce oscylowała na granicy paniki. Niżsi rangą nie wiedzieli co się dzieje, ale przeczuwali, że coś niedobrego. Zwierzchnicy kazali wykonywać misje zgodnie z planem, ale to była beznadziejna decyzja ze strony rady. Po ataku na wioskę i porwaniu Kazekage udawanie, że wszystko jest w porządku, zakrawało na absurd.
Jeszcze gorszym pomysłem było wysłanie jej do pilnowania granicy. Jakby nie było do tego innych ludzi.
Temari wiedziała, że sytuacja jest zła i jeśli starszyzna nie postąpi rozważnie, będzie jeszcze gorsza. Ale udawała opanowaną. Udawała, że wie, co robi, żeby oszukać podwładnych.
Tymczasem niektórzy chyba całkiem postradali zmysły. Właśnie taka myśl przyszła jej do głowy, gdy zameldowano jej, że od strony wioski do punktu obserwacyjnego zbliża się jakaś chuuninka. Dziewczyna przybiegła zdyszana, z rozwianymi włosami i na dodatek paniką w oczach.
Nie tylko w oczach. Do diaska, była cała rozdygotana i swoim zachowaniem wzbudziła przewidywalny niepokój wśród jej podwładnych. Temari wszystkich odesłała i postanowiła z nią porozmawiać. Najpierw zaserwowała dziewczynie szklankę wody i kazała jej się uspokoić. Potem na nią nawrzeszczała. Skoro kunoichi nie przyniosła żadnych rozkazów, nie została przysłana. Po prostu urwała się swojej drużynie. I na pewno za to oberwie.
W obecnej sytuacji kara dla chuuninki, którą poniosły nerwy, nie powinna jej w ogóle obchodzić. A jednak obchodziła. To była dziewczyna Shihary, a Temari ilekroć ją widziała, zawsze czuła się niekomfortowo. Jakby czymś zawiniła. Jakby miała powody do wyrzutów sumienia.
Było wręcz odwrotnie. W młodości niemal nigdy nie przeciwstawiała się Gaarze, a już na pewno nie wtedy, gdy miał ten specyficzny wyraz oczu. Za duże ryzyko, nawet we własnej wiosce, tuż pod bokiem ojca. Jednak ten raz zareagowała, bo miała wrażenie, że jeśli tego nie zrobi Gaara zabije tę dziewczynkę i że stanie się coś bardzo, bardzo złego.
Od tej chwili Sunami Harada wytrącała ją z równowagi ilekroć pojawiła się w polu widzenia. Na dodatek zwykle była w towarzystwie Kenzou, który działał na nią podobnie, tyle że z innych powodów. Okropnie ją irytował, bo za wysoko zadzierał głowę.
I teraz Sunami wyrwała się spod skrzydeł swego patrona, na dodatek zbiegła spod rozkazów kapitana drużyny. Temari miała nadzieję, że odpowiedzialność za to nie spadnie na nią.
Postanowiła się uspokoić. Dziewczyna patrzyła na nią z widoczną antypatią, ale bez słowa wysłuchiwała obelg. Pewnie dlatego, że jeszcze wyrównywała oddech i nie mogła zabrać głosu.
- Harada – powiedziała w końcu Temari, siląc się na spokojny ton. Była dowódcą, nie wypadało jej się wydzierać jakby straciła nad sobą panowanie. Nie może okazać, że traci nad sobą panowanie. – Wyjaśnij mi, co tutaj robisz.
Spodziewała się pokrętnych tłumaczeń albo pełnego poczucia winy milczenia. Dziewczyna wyglądała na wystraszoną i niepewną. Jednak teraz, gdy usłyszała to pytanie, wyprostowała się i spojrzała na nią hardo.
- A ty, najsilniejsza kunoichi w wiosce? Co tu robisz? Wypatrujesz niewidzialnego wroga w czasie, gdy słabe dzieciaki z Konohy wykonują twoje zadanie? Jesteś ochroniarzem Kazekage.
Co za mała, bezczelna… Temari miała ochotę obdarzyć ją wieloma epitetami. Ale uświadomiła sobie, że Sunami tylko powtarza opinię zasłyszaną od swojego chłopaka. Kenzou zawsze uważał ludzi z Konohy za kogoś gorszego pokroju. Właściwie, Temari też tak kiedyś myślała. Potem spotkała Uzumakiego i przekonała się, że można o nim powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że jest słaby. Widziała, do czego jest zdolny, żeby ratować przyjaciół.
To wtedy przyszło otrzeźwienie. To wtedy uświadomiła sobie, co robią ludzie z Konohy i czym zajmuje się ona. Następne słowa Harady ledwie dotarły do jej świadomości.
- Tak nisko cenisz życie twojego brata?
Gdyby Sunami powiedziała to chwilę wcześniej, Temari nie zdzierżyłaby obrazy i pewnie walnęłaby ją w twarz. Ale teraz słowa nie miały znaczenia. Trzeba działać.
- Gdzie jest Kenzou i jego dream team? – zapytała.
Potrzebowała wsparcia. Ta banda zarozumiałych awanturników będzie najlepsza, niezależnie od tego, jak bardzo są denerwujący.
Ku jej zdziwieniu, Sunami wyciągnęła z kieszeni kamizelki złożoną kartkę i drżącymi rękami rozłożyła ją na ziemi, klęcząc na piasku. Temari pochyliła się, by przyjrzeć się bliżej. Była to mapa najbliższych okolic, z zaznaczonymi dwoma czerwonymi kółkami. Jedno z nich, większe, było umiejscowione blisko granicy pustyni. Sunami wskazała to miejsce palcem.
- Są tutaj. Mniej więcej. Nie wiem dokładnie. Coś ich zatrzymało.
Temari dopiero teraz zorientowała się, co się dzieje.
- Ruszyli tropem porywaczy. Wbrew rozkazom.
No, ciekawe co na to powiedzą ich przełożeni. Już nie wspominając, jak zareaguje kapitan Shihara na taki oczywisty przejaw niesubordynacji ze strony syna. Złoci chłopcy nieraz narażali się samowolnymi działaniami, ale nigdy w tak poważnych okolicznościach.
Na Sunami ta uwaga nie zrobiła żadnego wrażenia, koncentrowała się na mapie. Wyglądało, jakby kosztowało ją to dużo wysiłku. Była nie tylko blada z przerażenia, ale sprawiała wrażenie, jakby coś ją bolało.
Temari nie zdążyła jej o to zapytać. Zresztą, miała poważniejsze zmartwienia. Spojrzała jeszcze raz na miejsce wskazane przez dziewczynę. Znała tę lokalizację
Ruchome piaski. Chłopcy Shihary wybrali drogę na skróty i wpakowali się w sam środek piekielnej pustyni. Idioci. Będą mieli szczęście, jeśli wyjdą z tego żywi.
Na wszelki wypadek nie powiedziała tego na głos. Sunami i tak wyglądała jakby zaraz miała zemdleć.
- Tutaj jest Kazekage – powiedziała, wskazując palcem miejsce oznaczone mniejszym kółkiem. Do diabła, strasznie daleko. – To miejsce otacza wyjątkowo silna bariera. Trudno będzie dostać się do środka.
- Bariera z czakry? – zapytała Temari, próbując skupić się na szczegółach i zmusić mózg do analitycznego myślenia.
Brunetka potrząsnęła głową.
- Nie wiem. Może. Nie wykrywam czakry.
Temari nie przywiązała w tamtej chwili dużej wagi do jej słów. Wzięła mapkę z jej rąk i podniosła się z piasku.
- Zabieram to. Zorganizuję ludzi.
Sunami podniosła się wraz z nią.
- Mogę iść z wami?
- Nie, będziesz tylko… Tylko nas opóźnisz. Doceniam to twoje empatyczne hokus-pokus, ale nie jesteś tropicielem – powiedziała. Sama nie wiedziała, dlaczego ugryzła się w język zanim powiedziała, że nie potrzebuje w ekipie słabiaków.
- To co mogę zrobić? – zapytała dziewczyna. Temari nagle zrobiło się jej żal. Sunami chyba była chora, drżała jak w febrze, a jednak pofatygowała się kawał drogi, żeby przynieść tę mapę.
I żeby nią wstrząsnąć. To było ważniejsze.
- A co robi teraz wielu ludzi? Wznieś modły do woli ognia.
- Jestem buddystką – odpowiedziała dziewczyna natychmiast, jakby to miało jakieś znaczenie.
- Świetnie. Jedno bóstwo więcej na pewno nie zaszkodzi – odpowiedziała Temari i zabrała się do odejścia. Jednak tknięta niepokojącą myślą, zatrzymała się i odwróciła do dziewczyny. Przecież ona nie jest sensorem. Nawet gdyby była, Temari nigdy nie spotkała kogoś, kto potrafi lokalizować źródło energii na taką odległość. – Jak znalazłaś Gaarę? Przecież nie wykrywasz czakry.
Sunami potrząsnęła głową, jakby nie chciała udzielać odpowiedzi na to pytanie.
- W niektórych sytuacjach emocje są silniejsze niż czakra. Znacznie silniejsze.
Temari zaakceptowała jej słowa bez zastrzeżeń i ruszyła biegiem poinformować podwładnych o zmianie planów.
Nigdy nie zapytała, co kryje się za wyrażeniem niektóre sytuacje.

2 komentarze:

  1. Naprawdę fajny rozdział. Jeden z tych najlepszych XD. Fajnie że zaczęłaś dawać więcej wątków Shikatema i trzymaj tak dalej bo tego mi brakowało. Kurczę jaka Temari skora do flirtów ale mam taką jakby to ująć głęboką nadzieję, że nie prześpi się z tym wysokim brunetem, bo w końcu Shikamaru dał jej wcześniej tak jakby szanse a ona się można powiedzieć zgodziła i wredne by było to z jej strony. No ale cóż czekam na twoją opinię i wyobraźnię co to tego w następnym rozdziale XD
    A tak to nie pozostaje mi nic innego jak życzyć tobie powodzenia i dużo, dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że uda mi się szybko napisać następny rozdział, żeby rozwiać wątpliwości xP Ano, musiałam sprowadzić Shike do Suny wreszcie, więc będzie miał szansę się zaprezentować w opowiadaniu^^

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)