Kankuro,
jak zwykle, wrócił do domu późną nocą. Był przekonany, że
Michiru już śpi. Wziął szybki prysznic i wślizgnął się do
sypialni nie zapalając światła. Liczył, że jej nie obudzi.
Jednak gdy usiadł na materacu, usłyszał ruch za plecami. Obejrzał
się.
Michiru zapaliła lampkę stojącą na stoliku przy łóżku.
Wyglądała na całkowicie rozbudzoną, jakby w ogóle nie spała.
Miała
na sobie niebieską koszulę nocną na ramiączkach. Nawet
przy tym poziomie zmęczenia i przytępionej uwadze jego wzrokowi nie
umknął zarys sutków pod cienkim materiałem.
Michiru
pokręciła głową, jakby chciała czemuś zaprzeczyć.
Kankuro
normalnie położyłby się na swojej połowie łóżka i odwrócił
do niej plecami. Pierwsza w nocy to nie jest czas na rozmowy.
Czegokolwiek od niego chciała, mogło to poczekać do rana.
Jednak
nie mógł zignorować wyrazu jej twarzy. Miał wrażenie, że
czekała bezsennie tylko po to, żeby coś mu powiedzieć.
-
O co chodzi? - zapytał.
Michiru
powinna wiedzieć, że po pracy chciałby odpocząć zamiast
prowadzić konwersacje, ale wydawała się nieświadoma
nieodpowiedniości pory. Sam nie wiedział, dlaczego jej zachowanie
nie budzi w nim gniewu.
-
Czy żałujesz, że wzięliśmy ślub? - zapytała.
Czegoś
takiego się nie spodziewał. Choć, być może, to pytanie
nasuwało się samo, gdy wzięło się pod uwagę okoliczności.
Od
feralnej nocy poślubnej wiele się zmieniło. Przed ślubem dużo
czasu spędzali razem, a teraz, choć zamieszkali w jednym domu, żyli
obok siebie. Kankuro nie narzekał, że ma dużo pracy. Świadomie
wykonywał skrupulatnie wszystkie obowiązki, a nawet brał na siebie
dodatkowe zadania. Widywał Michiru tylko rano, bo wstawała
wcześnie, żeby zrobić śniadanie. Gdy wracał, spała lub udawała,
że śpi. Kankuro był zadowolony, że spędza w domu tak mało
czasu, bo gdyby przebywał tutaj częściej, atmosfera byłaby
jeszcze bardziej napięta.
Michiru
także powinno to odpowiadać. Miała całe dnie dla siebie, bez
konieczności znoszenia krępującej ciszy.
-
Nie – powiedział, choć tak naprawdę nie był pewien odpowiedzi na to
pytanie. Przez chwilę walczył z
myślami, by w końcu zapytać: - A ty, czy żałujesz?
Michiru
potrząsnęła przecząco głową. Włosy opadały jej na twarz.
Wyglądała... nieszczęśliwie. Jak ktoś, kto żałuje.
Bez
zastanowienia wyciągnął przed siebie rękę, żeby odgarnąć jej
włosy z twarzy. Spojrzała na niego i wtedy dostrzegł łzy w
kącikach jej oczu.
Z
pewnością wyglądała jak ktoś, kto żałuje. Nic w tym dziwnego.
Wybór mniejszego zła nie może być satysfakcjonujący.
Kankuro
miał względem niej dobre intencje, ale okazało się, że to za
mało. Wydawało mu się, że oboje skorzystają na tym układzie.
Jednak teraz czuł się winny, że nie mógł jej zaproponować
niczego lepszego.
-
Wierzyłem, że możesz być tu szczęśliwa – powiedział,
bardziej do siebie niż do niej, bo to przed sobą próbował się
usprawiedliwić.
-
Mogę – odpowiedziała. Spodziewał się łkania, ale jej głos był
spokojny. - Jeśli tylko... To nie zawsze tak będzie wyglądać,
prawda? Teraz jest trudny okres, ale wszystko się zmieni.
Nie
mógł jej tego obiecać. Dziwne, że Michiru w ogóle tego oczekuje.
-
Małżeństwo nie powinno tak wyglądać – uzupełniła, tym razem
prawie histerycznie.
Kankuro
przesunął się na materacu, tak żeby wyraźniej widzieć jej
twarz. Widział, że jest rozbita emocjonalnie i czuł się bezradny.
Otarł łzę, która spłynęła jej na policzek.
-
Czego ode mnie oczekujesz?
Michiru
wydawała się zaskoczona tym pytaniem. Podniosła na niego wzrok.
-
Nie unikaj mnie. Traktuj mnie jak żonę. Chcę, żeby nasz związek
był prawdziwy.
Łatwiej
powiedzieć niż zrobić. Białe małżeństwo może się sprawdzić
tylko wtedy, gdy zachowają dystans. Gdy on zdystansuje się od niej.
Przebywanie w jej towarzystwie, rozmowy sprawiały mu przyjemność,
ale nie potrafił udawać, że to mu wystarcza.
Każdej
nocy był przy niej i chociaż starał się jej nie dotykać, czuł
bliskość jej ciała. Co rano oglądał jej odsłonięte ramiona
zanim zdążyła się przebrać w kimono. Była tak blisko, że
niemożność dotknięcia jej – dotknięcia jej naprawdę –
sprawiała mu niemal fizyczny ból. Jedyne, na co mógł sobie
pozwolić to fantazjowanie na jej temat, ale to wcale nie zmniejszało
jego frustracji, wręcz przeciwnie – tylko zwiększało napięcie.
Patrząc
na to z boku, musiałby uznać tę sytuację za zabawną. Nie był
już nastolatkiem, żeby fantazjować o kobietach. Zwykle nie tracił
czasu na dopuszczanie do głowy wyobrażeń. Nie poświęcał
kobietom myśli, brał je bez wcześniejszego zastanowienia. Obecna
sytuacja zakrawała na absurd.
A
jednak nie było w niej nic zabawnego.
-
Byliśmy blisko, po ślubie powinniśmy być bliżej – powiedziała
Michiru z uporem.
Oczekiwała
od niego niemożliwego.
-
Nie będziemy mieć takiej relacji – odrzekł szorstko i cofnął
dłoń, którą dotykał jej policzka.
Miał
prawo postawić sprawę jasno. Ona nie powinna być tak rozczarowana.
-
Dlaczego? - zapytała, dowodząc, że zupełnie nie rozumie sytuacji.
Chyba
nawet nie chciała jej zrozumieć.
-
Dlatego, że ty wciąż mówisz o tym, co powinnaś, a małżeństwa...
Prawdziwego małżeństwa nie opiera się na powinności. - Sam nie
mógł uwierzyć, że powiedział coś podobnego, a jednak tak
uważał.
Michiru
znów potrząsnęła głową.
-
Nie zrozumiałeś mnie. Ja... Naprawdę chciałabym. Chciałabym,
żeby nasze małżeństwo było prawdziwe. Mógłbyś mnie tego
nauczyć? Jak być... z tobą.
Patrzył
na nią z niedowierzaniem. Nawet nie wiedział, co powinien w takiej
sytuacji powiedzieć. Naprawdę oferowała mu siebie w taki sposób?
Nie
mógł z tego skorzystać, bo nie chciał więcej widzieć na jej
twarzy wyrazu jaki miała wtedy, gdy się przed nim rozebrała. Jakby
zwalczała strach, bo taki ma obowiązek.
Nie
czekając na jego reakcję Michiru ponownie się odezwała, jakby
czytała mu w myślach.
-
Boję się, ale... Nie boję się ciebie. Przeraża mnie to, co
słyszałam o mężczyznach. Jednak wiem, że nie zrobisz mi krzywdy.
Jesteś moim mężem, ufam ci i... naprawdę chcę być z tobą.
Przysunęła się znacznie bliżej, tak że dzieliło ich teraz tylko
kilka centymetrów. Kankuro wyraźnie widział jej twarz – jasną
skórę, pełne usta, oczy... Oczy, które wyrażały mieszankę
emocji. Wydawało mu się, że widzi w nich oczekiwanie, ale może
podpowiadała mu to tylko wyobraźnia. Gdyż chciał wierzyć, że
mówiła szczerze.
-
Na pewno tego chcesz? - zapytał, chociaż właściwie podjął już
decyzję.
-
Chcę być twoja. Uczyń mnie twoją – szepnęła.
Widział,
że jest spięta i gdy ją pocałował, tylko się w tym upewnił.
Prawdopodobnie nie wiedziała, jak się zachować. Starał się być
ostrożny, żeby jej nie spłoszyć. Smakował jej wargi, powoli i z
rozmysłem, a ona dopiero po dłuższej chwili odwzajemniła
pocałunek. Jej niepewność go nie zrażała. Była tak słodko
niewinna, że musiał postępować delikatnie, niezależnie od
własnych chęci. Jednak nie poczytywał tego na jej niekorzyść.
Jej nieśmiałość sprawiała, że pragnął jej nawet bardziej.
Składał
pocałunki na jej szyi i ramionach, starając się, by były
delikatne. Nawet nie odczuwał potrzeby pośpiechu, chciał
kontemplować każdy fragment jej ciała. Jego dłonie przesuwały
się po gładkim materiale okrywającym jej talię, ale jej skóra
była jeszcze delikatniejsza.
Zadrżała,
gdy dotknął jej kolana, a
potem przesunął dłonią po jej nodze, podwijając koszulę nocną na jej uda. Wyraźnie słyszał jej
przyspieszony oddech. Umieścił obie ręce na jej talii i przesunął
usta w górę jej szyi, aż do linii podbródka. Gdy objął jej
wargi własnymi, odpowiedziała znacznie chętniej niż przed chwilą.
Wydawało się, że zrozumiała, o co w tym chodzi. Pogłębił
pocałunek, a ona złapała z nim wspólny rytm. Objęła go za szyję,
jakby chciała przyciągnąć go bliżej. Nawet nie podejrzewał, że
jej palce na jego karku wywołają w nim tak silne emocje. Nigdy
wcześniej go nie dotykała, nie z własnej inicjatywy i nie w taki
sposób.
Położyła
się plecami na materacu, a on znalazł się nad nią. Nie odrywając
się od jej ust, starał się dotykać dłońmi wszystkich fragmentów
jej ciała, które były dla niego osiągalne – dekoltu, ramion,
przesuwał palcami po materiale okrywającym jej talię i sięgał
jej odsłoniętych ud. Nie mógł jeszcze jej rozebrać, nie od razu,
chociaż miała na sobie tak niewiele, że zajęłoby mu to sekundy.
Przerwał
pocałunek i spojrzał w jej twarz. W jej oczach nie było już lęku,
za to widział w nich wyczekiwanie.
-
Współpracuj ze mną – zasugerował. - Powiedz, jeśli popełnię błąd. I wtedy, gdy coś ci się spodoba.
Michiru
skinęła głową na znak zgody, chociaż podejrzewał, że miałaby
opory przed reagowaniem, w obu przypadkach. Nie szkodzi. Za pierwszym
razem będzie z nią szczególnie ostrożny.
Zdjął z siebie
koszulę i wrócił do całowania jej szyi. Delikatne muskanie jej
wargami już mu nie wystarczało, więc pieścił ją bardziej
zdecydowanie, starając się nie przesadzić. Miał wrażenie, że
jej się to podoba. Dotykała dłońmi jego torsu i pleców, z
początku bardzo niepewnie, ale potem znacznie śmielej. Gdy zaczął
ssać jej skórę, jęknęła i zacisnęła mocno palce na jego
barkach.
Z
satysfakcją przyjął jej reakcję.
Wystarczy, by okazywała, co sprawia jej przyjemność. Z czasem
nauczy ją wszystkiego.
Liżąc
skórę jej dekoltu i ramion, zsunął ramiączka i pociągnął
koszulę nocną w dół. Na szczęście materiał był elastyczny i
nie miał problemu ze zsunięciem koszulki tak nisko, by odsłonić biust.
Kankuro cofnął się na kilka centymetrów, by dobrze widzieć jej ciało. Michiru zarumieniła się, gdy
posłał jej spojrzenie pełne aprobaty.
Wyglądała
uroczo z rumieńcem, ale nie powinna wstydzić się przed mężem. Z
czasem będzie dzielniej przyjmować wszystkie jego spojrzenia.
Z
satysfakcją słuchał jej westchnień, gdy pieścił jej piersi.
Poświęcił im dużo czasu. Były tak przyjemne w dotyku, kształtne
i wspaniałe w smaku. Michiru dodatkowo go zachęcała do
pieszczot, wydając z siebie spazmatyczne dźwięki. W tych
okolicznościach nie potrzebował słownej aprobaty.
Stała
się jeszcze głośniejsza, gdy pieścił jej sutki.
Obserwowanie, jak traci nad sobą kontrolę, jak bezwiednie wyraża targające nią emocje, jeszcze bardziej
go nakręciło. Miał silną erekcję, więc wbrew wcześniejszym
założeniom, żeby nie rozbierać się do ostatniej chwili, przerwał
na chwilę pieszczoty i zdjął z siebie ubrania, które krępowały
go jak zbędny balast.
Nie
był zaskoczony, gdy przez twarz Michiru przebiegł cień
niepewności. Prawie wszystkie jego kobiety były doświadczone, ale
domyślał się, że u dziewicy trzeba przełamać przede wszystkim
barierę psychiczną. Jego nietkniętą żonę widok męskiego
członka ma prawo szokować. Trochę potrwa zanim zacznie go kojarzyć
wyłącznie z przyjemnością.
-
Nie bój się – szepnął, ponownie nachylając się nad nią. -
Mamy czas, nie zrobię nic dopóki nie wyrazisz na to zgody.
Wrócił
do całowania jej ciała i czuł, jak rozluźnia się pod jego
dotykiem. Dopiero mając pewność, że jej tym nie wystraszy, zsunął
się niżej i całował jej talię i brzuch coraz niżej zsuwając
koszulę, która przeszkadzała mu w odkrywaniu jej ciała. A miał
jeszcze tyle do odkrycia. Zaczął się niecierpliwić, mimo to
działał powoli i łagodnie. Sytuacja wymagała delikatności.
Michiru powiedziała, że mu ufa i nie mógł zawieść tego
zaufania.
W
końcu pozbawił ją tej przeklętej koszuli i nie zwlekając dłużej
ściągnął z niej majtki - ostatnią rzecz, która ją przed nim zasłaniała. Zatrzymał się na krótki moment,
żeby otaksować wzrokiem całą jej sylwetkę. Niemal nie mógł
uwierzyć, że kobieta, której bał się dotknąć, jest teraz przed
nim, naga i tak bardzo pobudzona. Niepewna, trochę
wystraszona, ale mimo to jej podekscytowanie było ewidentne.
Przez
chwilę masował jej stopy, bo wydało mu się to dobrym pomysłem.
Pocałował jej kostkę i zaczął całować skórę na jej nodze.
Przesuwając usta coraz wyżej, masował dłońmi wewnętrzną stronę
jej ud. Rozchyliła nogi, prawdopodobnie nawet tego nie zauważając.
Doskonale wiedział, co powinien teraz zrobić, więc bez wahania
powędrował ustami wyżej. Po krótkiej chwili dotarł do esencji
kobiecości. Była bardzo wilgotna, co było najlepszym dowodem
podniecenia. Gdy pieścił językiem ten wrażliwy punkt, ciało Michiru przeszywały dreszcze, wyczuwalne nawet dla niego. To było
niesamowicie ekscytujące, może nawet bardziej niż jej głośne
jęki.
Zastąpił
język dłonią, pieszcząc ją na zewnątrz i przyglądając się jej
twarzy. Zamknęła oczy i odchyliła do tyłu głowę. Jej ciało
stężało, gdy włożył w nią palec, potem drugi. Wydawało się,
że nie może być już bardziej podniecona.
-
Michiru – szepnął, a ona spojrzała na niego. - Wpuścisz mnie do
środka?
Przygryzła
wargi. Nie spodziewał się z jej strony takiej kokieterii, nie w tym
momencie.
-
Chcę cię w środku – powiedziała.
Cofnął
rękę i zbliżył członek do jej wejścia. Zawahał się przez
krótką chwilę.
Zrobił
wszystko, co mógł, żeby zapewnić jej maksimum komfortu, wiedział
jednak, że w pewnym zakresie będzie nieprzyjemnie.
-
Będę ostrożny, ale nie mogę obiecać, że nie będzie boleć. -
Właściwie, był pewny, że ona odczuje ból. Nie istnieje sposób,
żeby temu zapobiec. - Prawdopodobnie tylko troszeczkę. Jeśli coś
będzie nie tak, powiedz mi o tym.
-
Powiem. Nie boję się. Ufam ci – zapewniła.
Wsuwał
się w nią powoli, obserwując uważnie jej twarz. Było w niej
napięcie, ale także niecierpliwość. W pewnym momencie zobaczył
na jej twarzy grymas bólu. Wycofanie się byłoby złym
pomysłem, więc zatrzymał się i zaczekał, by się rozluźniła.
Dopiero gdy popatrzyła na niego wyczekująco, powoli kontynuował,
aż wszedł w nią całkowicie i przyspieszył ruchy.
Wiedział,
że za pierwszym razem jej doznania nie będą tak intensywne jak by
chciał, zresztą wydawała się już zmęczona. On był ekstremalnie
pobudzony długą grą wstępną i nie było szansy, by długo zdołał
się powstrzymywać. Żeby dostarczyć jej więcej przyjemności stymulował ją palcami na zewnątrz, penetrując
jednocześnie jej wnętrze. Zareagowała spazmatycznymi
westchnieniami rozkoszy, które pieściły jego uszy. Mimo wszystko
nie doprowadził jej do orgazmu zanim sam osiągnął szczyt doznań.
Powiedział sobie, że następnym razem lepiej to rozegra.
Gdy
położył się na swojej połowie małżeńskiego
łóżka, z niespodziewaną stanowczością przylgnęła do jego
ciała. Objął ją ramieniem, gdy ułożyła głowę na jego klatce
piersiowej.
-
Następnym razem będzie lepiej. Bez bólu, obiecuję – odezwał
się.
-
Jesteś niesamowity – odpowiedziała. - Jesteś najlepszym mężem,
jakiego mogłam sobie wymarzyć.
Miał poważne wątpliwości co do tego stwierdzenia, ale postanowił,
że spróbuje dorównać temu wyobrażeniu.
***
Gaara
nie wydawał się szczególnie zaskoczony, gdy otworzył drzwi i
zobaczył ją w progu.
-
Jest pierwsza w nocy – powiedział zamiast powitania.
-
Nie mogę spać – poinformowała Ino. Nie czekając na zaproszenie,
weszła do mieszkania. Wyjęła z torby noszonej na ramieniu butelkę
wina ryżowego. – Pomyślałam, że mogę odhaczyć jeden z punktów
na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią: sprawdzę, ilu
butelek sake trzeba, żeby upić kage wioski Piasku.
Gaara
zamknął drzwi i popatrzył na nią sceptycznie.
-
I przyniosłaś tylko jedną? Kiepski plan – skomentował.
Ino
weszła do salonu i rozejrzała się.
-
Jestem pewna, że masz w domu gatunki alkoholu, na które mnie nie
stać, więc po co mam się męczyć. Mogę wejść? – spytała i
usiadła na zabutonie przy niskim stoliku. Położyła na blacie
przyniesioną butelkę sake.
-
Jeśli powiem, że nie, dasz mi spokój? – zapytał Gaara bez
przekonania, z góry znając odpowiedź.
-
Jestem pewna, że się nudzisz. To jak, masz coś dobrego?
Kage
usiadł naprzeciw niej i pokręcił przecząco głową.
Ino
żachnęła się z oburzeniem.
-
To może głupie pytanie, ale bardzo mnie ciekawi: czy nie próbowałeś
się nigdy upić? Alkohol to najlepsze remedium na problemy ze snem.
Powinieneś spróbować – powiedziała z przekonaniem. Widząc jego
minę dodała: - W dzień wolny.
-
Nie mam dni wolnych.
Ino
pomyślała przez chwilę, że może żartuje, ale jego mina na to
nie wskazywała.
-
Oj tam, nie ma ludzi niezastąpionych. Myślisz, że wioska się bez
ciebie zawali? Naruto robi sobie wolne w każdą sobotę.
Gaara
nie zareagował na tę sugestię, za to przyglądał jej się
sceptycznie.
-
Po co właściwie przyszłaś?
Ino
prychnęła.
-
Nie mam co robić. Na tym piekielnym pustkowiu nie znam prawie
nikogo… Chciałam dzisiaj wieczorem wyciągnąć Kankuro na drinka,
ale podobno ma zakaz.
Prychnęła
z niedowierzaniem, gdy Gaara potwierdził wersję lalkarza.
-
Naprawdę? Nie możesz zabronić pić dorosłemu człowiekowi, po
pracy…
-
Kankuro obecnie zawsze jest w pracy – odpowiedział. – Przykro
mi, że to psuje ci plany.
O
tak, na pewno jest mu przykro. Może by uwierzyła, gdyby nie ten
kompletnie obojętny wyraz twarzy.
To
frustrujące, że będąc w wiosce nawet nie ma szansy się upić w
towarzystwie dawno nie widzianego kumpla. Na Gaarę nie można było
liczyć. Nieraz piła w jego towarzystwie, ale nigdy nie widziała,
żeby był choćby wstawiony.
Za
to Kankuro po alkoholu stawał się bardziej towarzyski, nawet
zabawny. Powinni oblać przełomowe wydarzenie w jego życiu. Ino wiedziała, że jest w kiepskiej sytuacji, ale nie
można poddać się bez walki.
Posłała
Gaarze błagalne spojrzenie i zatrzepotała rzęsami.
-
Daj mu jakąś przepustkę. Po starej znajomości.
Jednak
on nigdy nie dawał się ani oczarować, ani wziąć na litość.
-
Nie.
Ino
prychnęła ze złością i spojrzała na stojącą na stole butelkę
sake.
-
Ale napijesz się ze mną?
Miała
wrażenie, że Gaara przez chwilę się zawahał, ale potem wstał i
zniknął za drzwiami do kuchni, by wrócić z dwoma kieliszkami i
talerzem sashimi. Ino wewnętrznie jęknęła z frustracji. Nie wolno
jej się objadać, a już szczególnie w nocy, to zaburzy całą jej
dietę.
Jednak Gaara zbyt dobrze gotuje, by mogła mu odmówić.
***
Temari
podniosła butelkę ze stołu, chcąc nalać sobie więcej wina.
Niestety, okazało się, że butelka jest pusta.
Spojrzała
na siedzącą naprzeciw niej Suni. Dziewczyna do niedawna brylowała
towarzysko, opowiadając coraz bardziej wstawionym kolesiom z wioski
Mgły o zwyczajach związanych ze świetem wiosny w kraju Ziemi.
Jednak teraz wydawała się wyprana z energii, dokładnie tak, jak Temari się czuła.
Trzej
shinobi, którzy towarzyszyli im przy stole, okazali się mało
rozmowni. Sporo pili i robili dwuznaczne aluzje. Najnudniejsza,
najbardziej oklepana metoda na wyrywanie kobiet. Koło flirtu to
nawet nie leżało.
Tylko
brunet był w typie Temari, jednak on startował do Suni. Jeden z
jego dwóch kompanów wydawał się całkiem obiecujący,
przynajmniej pod względem budowy ciała. Jednak wszyscy trzej
panowie wydawali się szalenie nudni i kompletnie pozbawieni
seksapilu. Nawet gdyby była bardzo zdesperowana, nie zainteresowałby
jej żaden z nich.
Suni
posłała jej porozumiewawcze spojrzenie. Temari odłożyła butelkę
na stół i wstała.
-
Dziękujemy za towarzystwo, panowie. Będziemy się już zbierać.
Suni
także wstała, widocznie zadowolona z takiego obrotu sprawy. Shinobi
z Kirigakure poderwali się z krzeseł, wyglądając na
zdezorientowanych.
-
Miłe panie, noc się jeszcze nie skończyła. Na pewno znacie
bardziej dyskretne miejsce – powiedział najniższy z nich.
Temari
nie miała ochoty bawić się w sztuczne uprzejmości.
-
Zapewne znamy, ale wy na tym nie skorzystacie. Dziękuję za miły
wieczór – odparła, akcentując ostatnie słowa.
Wieczór
nie był miły, bo kolesie są burakami, mimo że na takich w
pierwszej chwili nie wyglądali. Pewnie i tak nie zauważyli ironii,
którą włożyła w tę wypowiedź.
Suni
w ogóle nie zamierzała wdawać się z nimi w dyskusję, tylko
skierowała się do drzwi. Wysoki brunet złapał ją za ramię.
-
Ręce przy sobie – powiedziała brunetka. Facet, o dziwo, cofnął
się i wyciągnął przed siebie dłonie w geście poddania. Jednak
gdy się odezwał, nie udawał uprzejmego.
-
Podajcie cenę. Będziemy hojni – wycedził przez zęby.
-
Wsadź sobie swoje pieniądze i spieprzaj – odpowiedziała Temari.
Facet
nie odpowiedział, za to Suni wyciągnęła z buta nóż, patrząc na
coś za jej plecami. Temari obejrzała się i dopiero teraz się
zorientowała, że pozostali shinobi z Kiri, których było w barze
kilkunastu, podnieśli się ze swoich miejsc. Jeden z nich podszedł
całkiem blisko niej. Widocznie zbyt dużo wypiła, żeby wcześniej
wykryć jego obecność.
-
Wy, kurewki z Sunagakure, jesteście harde, tylko dlatego, że dotąd
nie spotkałyście prawdziwych mężczyzn. Teraz ja tobie wsadzę, a
koledzy ustawią się w kolejce. Bądźcie grzeczne, to może
zaczerpniecie trochę przyjemności.
Temari
spojrzała w stronę wyjścia. Cholernie głupio postąpiła
zostawiając wachlarz przy drzwiach.
Cholernie
głupio.
Cudowny rozdział, cały czas trzymający w napięciu. Skończyłaś w okropnym miejscu i spowodowałaś, że będę tu zaglądać co najmniej dziesięć razy dziennie żeby dowiedzieć się co jest dalej :D Życzę Ci dużo weny na tę opowieść i mam cholerną nadzieję (wiem, że popędzanie jest niewskazane) że 19 pojawi się szybko :)
OdpowiedzUsuńMasz ogromny talent!
Całusy od fanki :*
Witaj! dziękuję za komentarz. Postaram się dodać nowy rozdział w przyszły weekend ;)
OdpowiedzUsuńTak mnie wciągnęło, że właśnie skończyłam czytać wszystkie wcześniejsze rozdziały :P Kurczę Twój styl pisania jest po protu cudowny, już dawno żadne opowiadanie nie wciągnęło mnie tak jak Twoje ^^ W niektórych momentach aż mi się łezka w oku zakręciła ;) Najbardziej ciekawi mnie jak rozwinie się dalsza akcja z Gaaru :D No i w takim momencie skończyłaś, że ahh... trzymasz w napięciu :P Miałam plan, że będę komentować chociaż co któryś rozdział, ale jak widać nie udało mi się to :D
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na więcej :)
Dziękuję za miłe słowa :) Naładowały mnie pozytywną energią, w tej sytuacji muszę zabrać się za nowy rozdział jak tylko znajdę chwilę czasu :P
Usuń