sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 18.


Kankuro, jak zwykle, wrócił do domu późną nocą. Był przekonany, że Michiru już śpi. Wziął szybki prysznic i wślizgnął się do sypialni nie zapalając światła. Liczył, że jej nie obudzi. Jednak gdy usiadł na materacu, usłyszał ruch za plecami. Obejrzał się.
Michiru zapaliła lampkę stojącą na stoliku przy łóżku. Wyglądała na całkowicie rozbudzoną, jakby w ogóle nie spała.
Miała na sobie niebieską koszulę nocną na ramiączkach. Nawet przy tym poziomie zmęczenia i przytępionej uwadze jego wzrokowi nie umknął zarys sutków pod cienkim materiałem.

    - Powinnaś spać – powiedział, zwracając się twarzą do niej.
Michiru pokręciła głową, jakby chciała czemuś zaprzeczyć.
Kankuro normalnie położyłby się na swojej połowie łóżka i odwrócił do niej plecami. Pierwsza w nocy to nie jest czas na rozmowy. Czegokolwiek od niego chciała, mogło to poczekać do rana.
Jednak nie mógł zignorować wyrazu jej twarzy. Miał wrażenie, że czekała bezsennie tylko po to, żeby coś mu powiedzieć.
- O co chodzi? - zapytał.
Michiru powinna wiedzieć, że po pracy chciałby odpocząć zamiast prowadzić konwersacje, ale wydawała się nieświadoma nieodpowiedniości pory. Sam nie wiedział, dlaczego jej zachowanie nie budzi w nim gniewu.
- Czy żałujesz, że wzięliśmy ślub? - zapytała.
Czegoś takiego się nie spodziewał. Choć, być może, to pytanie nasuwało się samo, gdy wzięło się pod uwagę okoliczności.
Od feralnej nocy poślubnej wiele się zmieniło. Przed ślubem dużo czasu spędzali razem, a teraz, choć zamieszkali w jednym domu, żyli obok siebie. Kankuro nie narzekał, że ma dużo pracy. Świadomie wykonywał skrupulatnie wszystkie obowiązki, a nawet brał na siebie dodatkowe zadania. Widywał Michiru tylko rano, bo wstawała wcześnie, żeby zrobić śniadanie. Gdy wracał, spała lub udawała, że śpi. Kankuro był zadowolony, że spędza w domu tak mało czasu, bo gdyby przebywał tutaj częściej, atmosfera byłaby jeszcze bardziej napięta.
Michiru także powinno to odpowiadać. Miała całe dnie dla siebie, bez konieczności znoszenia krępującej ciszy.
- Nie – powiedział, choć tak naprawdę nie był pewien odpowiedzi na to pytanie. Przez chwilę walczył z myślami, by w końcu zapytać: - A ty, czy żałujesz?
Michiru potrząsnęła przecząco głową. Włosy opadały jej na twarz. Wyglądała... nieszczęśliwie. Jak ktoś, kto żałuje.
Bez zastanowienia wyciągnął przed siebie rękę, żeby odgarnąć jej włosy z twarzy. Spojrzała na niego i wtedy dostrzegł łzy w kącikach jej oczu.
Z pewnością wyglądała jak ktoś, kto żałuje. Nic w tym dziwnego. Wybór mniejszego zła nie może być satysfakcjonujący.
Kankuro miał względem niej dobre intencje, ale okazało się, że to za mało. Wydawało mu się, że oboje skorzystają na tym układzie. Jednak teraz czuł się winny, że nie mógł jej zaproponować niczego lepszego.
- Wierzyłem, że możesz być tu szczęśliwa – powiedział, bardziej do siebie niż do niej, bo to przed sobą próbował się usprawiedliwić.
- Mogę – odpowiedziała. Spodziewał się łkania, ale jej głos był spokojny. - Jeśli tylko... To nie zawsze tak będzie wyglądać, prawda? Teraz jest trudny okres, ale wszystko się zmieni.
Nie mógł jej tego obiecać. Dziwne, że Michiru w ogóle tego oczekuje.
- Małżeństwo nie powinno tak wyglądać – uzupełniła, tym razem prawie histerycznie.
Kankuro przesunął się na materacu, tak żeby wyraźniej widzieć jej twarz. Widział, że jest rozbita emocjonalnie i czuł się bezradny. Otarł łzę, która spłynęła jej na policzek.
- Czego ode mnie oczekujesz?
Michiru wydawała się zaskoczona tym pytaniem. Podniosła na niego wzrok.
- Nie unikaj mnie. Traktuj mnie jak żonę. Chcę, żeby nasz związek był prawdziwy.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Białe małżeństwo może się sprawdzić tylko wtedy, gdy zachowają dystans. Gdy on zdystansuje się od niej. Przebywanie w jej towarzystwie, rozmowy sprawiały mu przyjemność, ale nie potrafił udawać, że to mu wystarcza.
Każdej nocy był przy niej i chociaż starał się jej nie dotykać, czuł bliskość jej ciała. Co rano oglądał jej odsłonięte ramiona zanim zdążyła się przebrać w kimono. Była tak blisko, że niemożność dotknięcia jej – dotknięcia jej naprawdę – sprawiała mu niemal fizyczny ból. Jedyne, na co mógł sobie pozwolić to fantazjowanie na jej temat, ale to wcale nie zmniejszało jego frustracji, wręcz przeciwnie – tylko zwiększało napięcie.
Patrząc na to z boku, musiałby uznać tę sytuację za zabawną. Nie był już nastolatkiem, żeby fantazjować o kobietach. Zwykle nie tracił czasu na dopuszczanie do głowy wyobrażeń. Nie poświęcał kobietom myśli, brał je bez wcześniejszego zastanowienia. Obecna sytuacja zakrawała na absurd.
A jednak nie było w niej nic zabawnego.
- Byliśmy blisko, po ślubie powinniśmy być bliżej – powiedziała Michiru z uporem.
Oczekiwała od niego niemożliwego.
- Nie będziemy mieć takiej relacji – odrzekł szorstko i cofnął dłoń, którą dotykał jej policzka.
Miał prawo postawić sprawę jasno. Ona nie powinna być tak rozczarowana.
- Dlaczego? - zapytała, dowodząc, że zupełnie nie rozumie sytuacji.
Chyba nawet nie chciała jej zrozumieć.
- Dlatego, że ty wciąż mówisz o tym, co powinnaś, a małżeństwa... Prawdziwego małżeństwa nie opiera się na powinności. - Sam nie mógł uwierzyć, że powiedział coś podobnego, a jednak tak uważał.
Michiru znów potrząsnęła głową.
- Nie zrozumiałeś mnie. Ja... Naprawdę chciałabym. Chciałabym, żeby nasze małżeństwo było prawdziwe. Mógłbyś mnie tego nauczyć? Jak być... z tobą.
Patrzył na nią z niedowierzaniem. Nawet nie wiedział, co powinien w takiej sytuacji powiedzieć. Naprawdę oferowała mu siebie w taki sposób?
Nie mógł z tego skorzystać, bo nie chciał więcej widzieć na jej twarzy wyrazu jaki miała wtedy, gdy się przed nim rozebrała. Jakby zwalczała strach, bo taki ma obowiązek.
Nie czekając na jego reakcję Michiru ponownie się odezwała, jakby czytała mu w myślach.
- Boję się, ale... Nie boję się ciebie. Przeraża mnie to, co słyszałam o mężczyznach. Jednak wiem, że nie zrobisz mi krzywdy. Jesteś moim mężem, ufam ci i... naprawdę chcę być z tobą.
Przysunęła się znacznie bliżej, tak że dzieliło ich teraz tylko kilka centymetrów. Kankuro wyraźnie widział jej twarz – jasną skórę, pełne usta, oczy... Oczy, które wyrażały mieszankę emocji. Wydawało mu się, że widzi w nich oczekiwanie, ale może podpowiadała mu to tylko wyobraźnia. Gdyż chciał wierzyć, że mówiła szczerze.
- Na pewno tego chcesz? - zapytał, chociaż właściwie podjął już decyzję.
- Chcę być twoja. Uczyń mnie twoją – szepnęła.
Widział, że jest spięta i gdy ją pocałował, tylko się w tym upewnił. Prawdopodobnie nie wiedziała, jak się zachować. Starał się być ostrożny, żeby jej nie spłoszyć. Smakował jej wargi, powoli i z rozmysłem, a ona dopiero po dłuższej chwili odwzajemniła pocałunek. Jej niepewność go nie zrażała. Była tak słodko niewinna, że musiał postępować delikatnie, niezależnie od własnych chęci. Jednak nie poczytywał tego na jej niekorzyść. Jej nieśmiałość sprawiała, że pragnął jej nawet bardziej.
Składał pocałunki na jej szyi i ramionach, starając się, by były delikatne. Nawet nie odczuwał potrzeby pośpiechu, chciał kontemplować każdy fragment jej ciała. Jego dłonie przesuwały się po gładkim materiale okrywającym jej talię, ale jej skóra była jeszcze delikatniejsza.
Zadrżała, gdy dotknął jej kolana, a potem przesunął dłonią po jej nodze, podwijając koszulę nocną na jej uda. Wyraźnie słyszał jej przyspieszony oddech. Umieścił obie ręce na jej talii i przesunął usta w górę jej szyi, aż do linii podbródka. Gdy objął jej wargi własnymi, odpowiedziała znacznie chętniej niż przed chwilą. Wydawało się, że zrozumiała, o co w tym chodzi. Pogłębił pocałunek, a ona złapała z nim wspólny rytm. Objęła go za szyję, jakby chciała przyciągnąć go bliżej. Nawet nie podejrzewał, że jej palce na jego karku wywołają w nim tak silne emocje. Nigdy wcześniej go nie dotykała, nie z własnej inicjatywy i nie w taki sposób.
Położyła się plecami na materacu, a on znalazł się nad nią. Nie odrywając się od jej ust, starał się dotykać dłońmi wszystkich fragmentów jej ciała, które były dla niego osiągalne – dekoltu, ramion, przesuwał palcami po materiale okrywającym jej talię i sięgał jej odsłoniętych ud. Nie mógł jeszcze jej rozebrać, nie od razu, chociaż miała na sobie tak niewiele, że zajęłoby mu to sekundy.
Przerwał pocałunek i spojrzał w jej twarz. W jej oczach nie było już lęku, za to widział w nich wyczekiwanie.
- Współpracuj ze mną – zasugerował. - Powiedz, jeśli popełnię błąd. I wtedy, gdy coś ci się spodoba.
Michiru skinęła głową na znak zgody, chociaż podejrzewał, że miałaby opory przed reagowaniem, w obu przypadkach. Nie szkodzi. Za pierwszym razem będzie z nią szczególnie ostrożny.
Zdjął z siebie koszulę i wrócił do całowania jej szyi. Delikatne muskanie jej wargami już mu nie wystarczało, więc pieścił ją bardziej zdecydowanie, starając się nie przesadzić. Miał wrażenie, że jej się to podoba. Dotykała dłońmi jego torsu i pleców, z początku bardzo niepewnie, ale potem znacznie śmielej. Gdy zaczął ssać jej skórę, jęknęła i zacisnęła mocno palce na jego barkach.
Z satysfakcją przyjął jej reakcję. Wystarczy, by okazywała, co sprawia jej przyjemność. Z czasem nauczy ją wszystkiego.
Liżąc skórę jej dekoltu i ramion, zsunął ramiączka i pociągnął koszulę nocną w dół. Na szczęście materiał był elastyczny i nie miał problemu ze zsunięciem koszulki tak nisko, by odsłonić biust. Kankuro cofnął się na kilka centymetrów, by dobrze widzieć jej ciało. Michiru zarumieniła się, gdy posłał jej spojrzenie pełne aprobaty.
Wyglądała uroczo z rumieńcem, ale nie powinna wstydzić się przed mężem. Z czasem będzie dzielniej przyjmować wszystkie jego spojrzenia.
Z satysfakcją słuchał jej westchnień, gdy pieścił jej piersi. Poświęcił im dużo czasu. Były tak przyjemne w dotyku, kształtne i wspaniałe w smaku. Michiru dodatkowo go zachęcała do pieszczot, wydając z siebie spazmatyczne dźwięki. W tych okolicznościach nie potrzebował słownej aprobaty.
Stała się jeszcze głośniejsza, gdy pieścił jej sutki. Obserwowanie, jak traci nad sobą kontrolę, jak bezwiednie wyraża targające nią emocje, jeszcze bardziej go nakręciło. Miał silną erekcję, więc wbrew wcześniejszym założeniom, żeby nie rozbierać się do ostatniej chwili, przerwał na chwilę pieszczoty i zdjął z siebie ubrania, które krępowały go jak zbędny balast.
Nie był zaskoczony, gdy przez twarz Michiru przebiegł cień niepewności. Prawie wszystkie jego kobiety były doświadczone, ale domyślał się, że u dziewicy trzeba przełamać przede wszystkim barierę psychiczną. Jego nietkniętą żonę widok męskiego członka ma prawo szokować. Trochę potrwa zanim zacznie go kojarzyć wyłącznie z przyjemnością.
- Nie bój się – szepnął, ponownie nachylając się nad nią. - Mamy czas, nie zrobię nic dopóki nie wyrazisz na to zgody.
Wrócił do całowania jej ciała i czuł, jak rozluźnia się pod jego dotykiem. Dopiero mając pewność, że jej tym nie wystraszy, zsunął się niżej i całował jej talię i brzuch coraz niżej zsuwając koszulę, która przeszkadzała mu w odkrywaniu jej ciała. A miał jeszcze tyle do odkrycia. Zaczął się niecierpliwić, mimo to działał powoli i łagodnie. Sytuacja wymagała delikatności. Michiru powiedziała, że mu ufa i nie mógł zawieść tego zaufania.
W końcu pozbawił ją tej przeklętej koszuli i nie zwlekając dłużej ściągnął z niej majtki - ostatnią rzecz, która ją przed nim zasłaniała. Zatrzymał się na krótki moment, żeby otaksować wzrokiem całą jej sylwetkę. Niemal nie mógł uwierzyć, że kobieta, której bał się dotknąć, jest teraz przed nim, naga i tak bardzo pobudzona. Niepewna, trochę wystraszona, ale mimo to jej podekscytowanie było ewidentne.
Przez chwilę masował jej stopy, bo wydało mu się to dobrym pomysłem. Pocałował jej kostkę i zaczął całować skórę na jej nodze. Przesuwając usta coraz wyżej, masował dłońmi wewnętrzną stronę jej ud. Rozchyliła nogi, prawdopodobnie nawet tego nie zauważając. Doskonale wiedział, co powinien teraz zrobić, więc bez wahania powędrował ustami wyżej. Po krótkiej chwili dotarł do esencji kobiecości. Była bardzo wilgotna, co było najlepszym dowodem podniecenia. Gdy pieścił językiem ten wrażliwy punkt, ciało Michiru przeszywały dreszcze, wyczuwalne nawet dla niego. To było niesamowicie ekscytujące, może nawet bardziej niż jej głośne jęki.
Zastąpił język dłonią, pieszcząc ją na zewnątrz i przyglądając się jej twarzy. Zamknęła oczy i odchyliła do tyłu głowę. Jej ciało stężało, gdy włożył w nią palec, potem drugi. Wydawało się, że nie może być już bardziej podniecona.
- Michiru – szepnął, a ona spojrzała na niego. - Wpuścisz mnie do środka?
Przygryzła wargi. Nie spodziewał się z jej strony takiej kokieterii, nie w tym momencie.
- Chcę cię w środku – powiedziała.
Cofnął rękę i zbliżył członek do jej wejścia. Zawahał się przez krótką chwilę.
Zrobił wszystko, co mógł, żeby zapewnić jej maksimum komfortu, wiedział jednak, że w pewnym zakresie będzie nieprzyjemnie.
- Będę ostrożny, ale nie mogę obiecać, że nie będzie boleć. - Właściwie, był pewny, że ona odczuje ból. Nie istnieje sposób, żeby temu zapobiec. - Prawdopodobnie tylko troszeczkę. Jeśli coś będzie nie tak, powiedz mi o tym.
- Powiem. Nie boję się. Ufam ci – zapewniła.
Wsuwał się w nią powoli, obserwując uważnie jej twarz. Było w niej napięcie, ale także niecierpliwość. W pewnym momencie zobaczył na jej twarzy grymas bólu. Wycofanie się byłoby złym pomysłem, więc zatrzymał się i zaczekał, by się rozluźniła. Dopiero gdy popatrzyła na niego wyczekująco, powoli kontynuował, aż wszedł w nią całkowicie i przyspieszył ruchy.
Wiedział, że za pierwszym razem jej doznania nie będą tak intensywne jak by chciał, zresztą wydawała się już zmęczona. On był ekstremalnie pobudzony długą grą wstępną i nie było szansy, by długo zdołał się powstrzymywać. Żeby dostarczyć jej więcej przyjemności stymulował ją palcami na zewnątrz, penetrując jednocześnie jej wnętrze. Zareagowała spazmatycznymi westchnieniami rozkoszy, które pieściły jego uszy. Mimo wszystko nie doprowadził jej do orgazmu zanim sam osiągnął szczyt doznań. Powiedział sobie, że następnym razem lepiej to rozegra.
Gdy położył się na swojej połowie małżeńskiego łóżka, z niespodziewaną stanowczością przylgnęła do jego ciała. Objął ją ramieniem, gdy ułożyła głowę na jego klatce piersiowej.
- Następnym razem będzie lepiej. Bez bólu, obiecuję – odezwał się.
- Jesteś niesamowity – odpowiedziała. - Jesteś najlepszym mężem, jakiego mogłam sobie wymarzyć.
Miał poważne wątpliwości co do tego stwierdzenia, ale postanowił, że spróbuje dorównać temu wyobrażeniu.

***

Gaara nie wydawał się szczególnie zaskoczony, gdy otworzył drzwi i zobaczył ją w progu.
- Jest pierwsza w nocy – powiedział zamiast powitania.
- Nie mogę spać – poinformowała Ino. Nie czekając na zaproszenie, weszła do mieszkania. Wyjęła z torby noszonej na ramieniu butelkę wina ryżowego. – Pomyślałam, że mogę odhaczyć jeden z punktów na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią: sprawdzę, ilu butelek sake trzeba, żeby upić kage wioski Piasku.
Gaara zamknął drzwi i popatrzył na nią sceptycznie.
- I przyniosłaś tylko jedną? Kiepski plan – skomentował.
Ino weszła do salonu i rozejrzała się.
- Jestem pewna, że masz w domu gatunki alkoholu, na które mnie nie stać, więc po co mam się męczyć. Mogę wejść? – spytała i usiadła na zabutonie przy niskim stoliku. Położyła na blacie przyniesioną butelkę sake.
- Jeśli powiem, że nie, dasz mi spokój? – zapytał Gaara bez przekonania, z góry znając odpowiedź.
- Jestem pewna, że się nudzisz. To jak, masz coś dobrego?
Kage usiadł naprzeciw niej i pokręcił przecząco głową.
Ino żachnęła się z oburzeniem.
- To może głupie pytanie, ale bardzo mnie ciekawi: czy nie próbowałeś się nigdy upić? Alkohol to najlepsze remedium na problemy ze snem. Powinieneś spróbować – powiedziała z przekonaniem. Widząc jego minę dodała: - W dzień wolny.
- Nie mam dni wolnych.
Ino pomyślała przez chwilę, że może żartuje, ale jego mina na to nie wskazywała.
- Oj tam, nie ma ludzi niezastąpionych. Myślisz, że wioska się bez ciebie zawali? Naruto robi sobie wolne w każdą sobotę.
Gaara nie zareagował na tę sugestię, za to przyglądał jej się sceptycznie.
- Po co właściwie przyszłaś?
Ino prychnęła.
- Nie mam co robić. Na tym piekielnym pustkowiu nie znam prawie nikogo… Chciałam dzisiaj wieczorem wyciągnąć Kankuro na drinka, ale podobno ma zakaz.
Prychnęła z niedowierzaniem, gdy Gaara potwierdził wersję lalkarza.
- Naprawdę? Nie możesz zabronić pić dorosłemu człowiekowi, po pracy…
- Kankuro obecnie zawsze jest w pracy – odpowiedział. – Przykro mi, że to psuje ci plany.
O tak, na pewno jest mu przykro. Może by uwierzyła, gdyby nie ten kompletnie obojętny wyraz twarzy.
To frustrujące, że będąc w wiosce nawet nie ma szansy się upić w towarzystwie dawno nie widzianego kumpla. Na Gaarę nie można było liczyć. Nieraz piła w jego towarzystwie, ale nigdy nie widziała, żeby był choćby wstawiony.
Za to Kankuro po alkoholu stawał się bardziej towarzyski, nawet zabawny. Powinni oblać przełomowe wydarzenie w jego życiu. Ino wiedziała, że jest w kiepskiej sytuacji, ale nie można poddać się bez walki.
Posłała Gaarze błagalne spojrzenie i zatrzepotała rzęsami.
- Daj mu jakąś przepustkę. Po starej znajomości.
Jednak on nigdy nie dawał się ani oczarować, ani wziąć na litość.
- Nie.
Ino prychnęła ze złością i spojrzała na stojącą na stole butelkę sake.
- Ale napijesz się ze mną?
Miała wrażenie, że Gaara przez chwilę się zawahał, ale potem wstał i zniknął za drzwiami do kuchni, by wrócić z dwoma kieliszkami i talerzem sashimi. Ino wewnętrznie jęknęła z frustracji. Nie wolno jej się objadać, a już szczególnie w nocy, to zaburzy całą jej dietę.
Jednak Gaara zbyt dobrze gotuje, by mogła mu odmówić.

***

Temari podniosła butelkę ze stołu, chcąc nalać sobie więcej wina. Niestety, okazało się, że butelka jest pusta.
Spojrzała na siedzącą naprzeciw niej Suni. Dziewczyna do niedawna brylowała towarzysko, opowiadając coraz bardziej wstawionym kolesiom z wioski Mgły o zwyczajach związanych ze świetem wiosny w kraju Ziemi. Jednak teraz wydawała się wyprana z energii, dokładnie tak, jak Temari się czuła.
Trzej shinobi, którzy towarzyszyli im przy stole, okazali się mało rozmowni. Sporo pili i robili dwuznaczne aluzje. Najnudniejsza, najbardziej oklepana metoda na wyrywanie kobiet. Koło flirtu to nawet nie leżało.
Tylko brunet był w typie Temari, jednak on startował do Suni. Jeden z jego dwóch kompanów wydawał się całkiem obiecujący, przynajmniej pod względem budowy ciała. Jednak wszyscy trzej panowie wydawali się szalenie nudni i kompletnie pozbawieni seksapilu. Nawet gdyby była bardzo zdesperowana, nie zainteresowałby jej żaden z nich.
Suni posłała jej porozumiewawcze spojrzenie. Temari odłożyła butelkę na stół i wstała.
- Dziękujemy za towarzystwo, panowie. Będziemy się już zbierać.
Suni także wstała, widocznie zadowolona z takiego obrotu sprawy. Shinobi z Kirigakure poderwali się z krzeseł, wyglądając na zdezorientowanych.
- Miłe panie, noc się jeszcze nie skończyła. Na pewno znacie bardziej dyskretne miejsce – powiedział najniższy z nich.
Temari nie miała ochoty bawić się w sztuczne uprzejmości.
- Zapewne znamy, ale wy na tym nie skorzystacie. Dziękuję za miły wieczór – odparła, akcentując ostatnie słowa.
Wieczór nie był miły, bo kolesie są burakami, mimo że na takich w pierwszej chwili nie wyglądali. Pewnie i tak nie zauważyli ironii, którą włożyła w tę wypowiedź.
Suni w ogóle nie zamierzała wdawać się z nimi w dyskusję, tylko skierowała się do drzwi. Wysoki brunet złapał ją za ramię.
- Ręce przy sobie – powiedziała brunetka. Facet, o dziwo, cofnął się i wyciągnął przed siebie dłonie w geście poddania. Jednak gdy się odezwał, nie udawał uprzejmego.
- Podajcie cenę. Będziemy hojni – wycedził przez zęby.
- Wsadź sobie swoje pieniądze i spieprzaj – odpowiedziała Temari.
Facet nie odpowiedział, za to Suni wyciągnęła z buta nóż, patrząc na coś za jej plecami. Temari obejrzała się i dopiero teraz się zorientowała, że pozostali shinobi z Kiri, których było w barze kilkunastu, podnieśli się ze swoich miejsc. Jeden z nich podszedł całkiem blisko niej. Widocznie zbyt dużo wypiła, żeby wcześniej wykryć jego obecność.
- Wy, kurewki z Sunagakure, jesteście harde, tylko dlatego, że dotąd nie spotkałyście prawdziwych mężczyzn. Teraz ja tobie wsadzę, a koledzy ustawią się w kolejce. Bądźcie grzeczne, to może zaczerpniecie trochę przyjemności.
Temari spojrzała w stronę wyjścia. Cholernie głupio postąpiła zostawiając wachlarz przy drzwiach.
Cholernie głupio.

4 komentarze:

  1. Cudowny rozdział, cały czas trzymający w napięciu. Skończyłaś w okropnym miejscu i spowodowałaś, że będę tu zaglądać co najmniej dziesięć razy dziennie żeby dowiedzieć się co jest dalej :D Życzę Ci dużo weny na tę opowieść i mam cholerną nadzieję (wiem, że popędzanie jest niewskazane) że 19 pojawi się szybko :)
    Masz ogromny talent!
    Całusy od fanki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj! dziękuję za komentarz. Postaram się dodać nowy rozdział w przyszły weekend ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak mnie wciągnęło, że właśnie skończyłam czytać wszystkie wcześniejsze rozdziały :P Kurczę Twój styl pisania jest po protu cudowny, już dawno żadne opowiadanie nie wciągnęło mnie tak jak Twoje ^^ W niektórych momentach aż mi się łezka w oku zakręciła ;) Najbardziej ciekawi mnie jak rozwinie się dalsza akcja z Gaaru :D No i w takim momencie skończyłaś, że ahh... trzymasz w napięciu :P Miałam plan, że będę komentować chociaż co któryś rozdział, ale jak widać nie udało mi się to :D
    Czekam z niecierpliwością na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Naładowały mnie pozytywną energią, w tej sytuacji muszę zabrać się za nowy rozdział jak tylko znajdę chwilę czasu :P

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)