niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 20.

Wiem, że chcecie Kankuro... I jakąś akcję ShikaTema. Będzie, ale na ten rozdział miałam inną koncepcję. Jest (prawie) w całości z perspektywy Gaary.


Gdy Sunami odwróciła się i otworzyła drzwi, żeby wyjść z gabinetu, Gaara natychmiast podszedł do biurka. Było w nim irracjonalne przekonanie, że musi znaleźć się jak najdalej od niej, żeby powstrzymać chęć złapania jej za rękę... Zmuszenia, żeby została.
Skoncentrował wzrok na mapie rozłożonej na biurku i próbował zrobić to samo z myślami. Jednak w tej chwili punkty "zapalne" na pustyni, w pobliżu których mogły znajdować się kryjówki rebeliantów - wszystkie strzępki informacji, które Ino wyciągnęła z trudem od Shinjiego - niewystarczająco przyciągały jego uwagę.
Słyszał, jak Sunami stawia niepewne kroki na korytarzu, kiedy zamykały się za nią drzwi. Wyczuwał jej wahanie. I nie był zaskoczony, gdy drzwi w końcu się zamknęły, a ona była z powrotem w jego gabinecie.
Nie wiedział, czego się spodziewać. Jedno było pewne - niczego przyjemnego. Sunami była wściekła. Nigdy nie słyszał, żeby ktoś wypowiedział "nie" z taką złością.
Nieczęsto słyszał to słowo. Ludzie mu nie odmawiali. Nie był pewny czy dlatego, że darzą go respektem, czy ze strachu.
Prawdopodobnie z obu powodów.
- Tak się nie będziemy bawić - powiedziała zdecydowanym tonem i podeszła do niego.
Jej zachowanie go zaskoczyło. Sunami zawsze go zaskakiwała. Nie tylko dlatego, że zachowywała się butnie, jakby nie respektowała jego stanowiska. To było mu łatwiej zrozumieć. Dziwiło go jednak, że nigdy nie było w niej strachu.
Był przyzwyczajony do tego, że ludzie się go bali. Niezależnie od tego, jaka pewność siebie biła z ich zachowania, za tą fasadą zawsze kryła się niepewność, kontrolowany lęk. O ile nie miał nic przeciw temu, żeby podwładni się go bali, o tyle świadomość nienachalnej, lecz uporczywej obawy w zachowaniu najbliższych mu osób powodowała, że czuł się niekomfortowo. To właśnie ten subtelny, lecz niebudzący wątpliwości strach uświadamiał mu, że jest potworem. Bardzo dobrze zakamuflowanym, opanowanym, ale jednak potworem.
Było kilka osób, w których nie chciał wzbudzać strachu i starał się w ich obecności zachowywać tak, by zapomnieli, że mógłby stracić nad sobą kontrolę. Jednak wiedział, że to bezowocne wysiłki.
Ino, Temari, nawet Kankuro - oni wiedzieli, do czego jest zdolny, widzieli, co potrafił zrobić w morderczym szale i na pewno o tym nie zapomną. Skrajne emocje, takie jak paraliżujący strach, nie pozwalają o sobie zapomnieć i sprawiają, że niektóre sytuacje zostają w pamięci już na zawsze, bardzo łatwe do przywołania.
Nie mógł od nich oczekiwać, że kiedykolwiek spojrzą na niego inaczej niż jak na zresocjalizowanego psychopatę. Mordercą zostaje się już zawsze. Był przekonany, że wszyscy w jego otoczeniu są tego świadomi. Nawet jeśli nie wiedzą, że bezkarne zabijanie tak bardzo wchodzi w krew, by stać się częścią osoby.
Mimo wszystko, uważał, że kiedyś, może zanim osiągnął pierwszą setkę morderstw, był jeszcze osobą. Teraz był tylko mordercą wyszkolonym w panowaniu nad instynktami.
Sunami, która patrzyła na niego ze złością zamiast strachem, powinna wiedzieć to najlepiej. Wiedział, że jest wrażliwa na cudze emocje i dzięki temu miała dostęp do najmroczniejszych zakamarków jego duszy. Powinna się go bać bardziej niż ktokolwiek inny. Zamiast tego, pozwalała sobie na wyrażenie gniewu i prowokowała go. Być może nie była świadoma, jak łatwo może go sprowokować.
Nie do tego, żeby użył wobec niej przemocy, jednak... Powinna być na tyle mądra, by trzymać się od niego z daleka.
- Mnie ta sytuacja nie bawi - powiedział, gdy stanęła naprzeciw niego.
- Mnie tym bardziej - zripostowała, mrużąc powieki w wyrazie irytacji. - W co ty właściwie pogrywasz? Manipulujesz moimi emocjami.
To oskarżenie brzmiało absurdalnie, szczególnie w ustach osoby, która potrafi wpływać na innych do tego stopnia, by tłumić ich negatywne uczucia.
- Co masz na myśli? - zapytał, wychodząc z założenia, że rzeczowy ton nada tej rozmowie pozorów normalności.
Sunami żachnęła się.
- Nie udawaj. To, co zrobiłeś przed chwilą... Dla ciebie to rozrywka, igranie ze mną, pozwolenie mi myśleć, że coś dla ciebie znaczę?
Nie wiedział, jak miałby odpowiedzieć na to pytanie.
Wiele dla niego znaczyła, sam nie wiedział, dlaczego. Drażniła go jej buntownicza postawa, podważanie autorytetów, upór, tendencja do działania po swojemu wbrew poleceniom. Prawie tak samo, jak jej wyjątkowa nieostrożność i lekkie podejście do zadań. 
Była naiwna w nieuzasadnionym przekonaniu, że skoro dotąd uniknęła sytuacji, w której musiałaby zabić, żeby ratować życie, może nadal na to liczyć. Była też bardzo naiwna sądząc, że przetrwa stosując się do szlachetnych, lecz zupełnie nieżyciowych zasad, którym hołdowała.
Nie potrafił o niej myśleć inaczej niż jak o kimś, kto przypadkiem znalazł się w świecie, do którego nie należy i do którego nigdy nie będzie pasować. Spośród wszystkich osób, które znał, była najbardziej niewinną. Była jego całkowitym przeciwieństwem i doskonale wiedział, że nie ma prawa jej dotknąć. Wiedział to wcześniej, tak samo, jak teraz.
I niczego to nie zmieniało, bo i tak chciał ją mieć. To pragnienie było chyba najbardziej chorym tworem jego wypaczonego umysłu.
Właśnie dlatego nie powinna się do niego zbliżać. I teraz zrobiła dokładnie to, czego nie powinna.
Pokonała dzielącą ich przestrzeń i podeszła do niego, tak, że ich twarze dzieliło tylko kilka nieznaczących centymetrów.
- Nie wiesz, co robisz - ocenił.
Sunami uśmiechnęła się drwiąco. Nie była już wściekła, nie była nawet rozgniewana. Za to nabrała pewności siebie.
- Nie traktuj mnie jak dziecko. Bardzo dobrze wiem, co robię - powiedziała. - Powiedziałeś, że mnie potrzebujesz. Ja... chcę być blisko ciebie, więc jeśli mówiłeś prawdę, nie odtrącaj mnie.
Nie odsunął się, gdy go pocałowała. Przez chwilę w ogóle się nie poruszył, chociaż jego myśli biegły w szalonym tempie.
Istniało tysiące powodów, dla których powinien ją zatrzymać i wytyczyć nieprzekraczalną granicę. Żaden z nich nie był wystarczająco dobry. Nie wtedy, gdy czuł na wargach jej miękkie usta. Tym bardziej nie wtedy, gdy się zawahała.
Tknięty uzasadnioną obawą, że Sunami się od niego odsunie, objął jej usta własnymi i położył ręce na jej biodrach, żeby przylgnęła do niego ciaśniej.
Przez chwilę pomyślał, że może zmieniła zdanie, ale ona nie próbowała z nim walczyć. Objęła go za szyję i chętnie odwzajemniła pocałunek.
Gaara zatracił się w smaku jej ust, przesuwał dłońmi po jej talii, na której ciasno opinała się bawełniana sukienka i wcale nie miał ochoty przerywać. Jednak zrobił to, gdy Sunami przesunęła dłonie i podjęła próbę rozpięcia jego kamizelki.
- Co robisz? - zapytał, chociaż odpowiedź na to pytanie była oczywista.
To ciekawe. Przekonał się, że była niedoświadczona, więc powinna choć trochę się krępować, Tymczasem, gdy popatrzyła mu w oczy, w wyrazie jej twarzy nie było nawet śladu zażenowania.
- Pragnę cię - wyznała. Był to pierwszy raz kiedy usłyszał coś takiego od kobiety - od kogokolwiek, ściśle biorąc - i chociaż wiedział, że miała na myśli ściśle fizyczne pożądanie, te słowa wywarły na nim silne wrażenie. Bo naprawdę miała to na myśli. - Nie chcesz?
Gaara był przyzwyczajony do odkładania przyjemności na później, dlatego nie miał problemu z udzieleniem jej odpowiedzi. Słowa wypłynęły z jego ust jeszcze zanim się nad nimi zastanowił.
- Nie tutaj. Nie teraz. Pracuję.
Sunami przymrużyła oczy i odsunęła się, jakby poczuła się urażona.
Chyba zapomniała o okolicznościach. Byli w siedzibie administracyjnej, w jego gabinecie. I mimo zakończonych godzin urzędowania, miał kilka raportów, których przejrzenia nie należało zostawiać na później.

***

Sunami była zaskakująco... śmiała. Istniała pewna ciekawa prawidłowość w jej zachowaniu. 
Ilekroć ją pocałował, ona zaczynała go rozbierać.
Nie przeszkadzało mu, że rzuciła się na niego ledwie weszła do salonu. Chociaż zburzyło to jego plany, bowiem zamierzał zachować pewne reguły dobrego wychowania i zaprosić ją na kolację.
Zamiast tego, po krótkiej chwili od momentu, gdy przestąpiła próg jego mieszkania, był nagi, a ona obsypywała jego twarz i szyję pocałunkami.
Nie musiała włożyć wiele wysiłku, by przebić się przez jego wybrakowaną osłonę. Jednak nie pozwolił jej kontrolować sytuacji zbyt długo.
Złapał ją w pasie i przesunął do ściany, by nie mogła się cofnąć.
Okazało się, że to było kiepskie zagranie, bo tym razem miała na sobie sukienkę wiązaną na plecach. Uchwycił jej wyzywające spojrzenie, gdy sięgnął dłonią za jej kark. Było jasne, że nie zamierzała mu niczego ułatwiać.
Postanowił sobie poradzić z tym problemem najprostszym sposobem, odwracając ją twarzą do ściany.
O mało nie zaklął, gdy spostrzegł, że tasiemka opinająca z tyłu sukienkę ciągnie się na całej długości pleców, na dodatek wiązana w fantazyjne supełki.
Zrobiła to specjalnie. Gdy była popołudniu w jego gabinecie, miała na sobie coś prostszego do ściągnięcia.
- Masz za dużo wolnego czasu - zauważył.
- Cierpliwość to bardzo cenna zaleta - odpowiedziała zaczepnie, zerkając na niego kątem oka.
- Skoro tak mówisz - odpowiedział i sięgnął ręką, by rozwiązać pierwszy supełek poniżej jej karku.
Pierwszym, co mu przyszło do głowy, było zerwać z niej tę frustrująco wymyślną sukienkę, nie przejmując się, że potem nie będzie miała w co się ubrać. To, że nie mogłaby jej więcej założyć, byłoby tylko dodatkową korzyścią.
Jednakże postanowił skorzystać z alternatywnej możliwości. Odgarnął jej włosy na bok, rozwiązał najwyższe partie sukienki, ułatwiając sobie dostęp do jej karku i ramion i przylgnął ustami do jej skóry. Zwolnił jednak tempo rozwiązywania sznureczka, rozplatając go tylko jedną ręką. Drugą dłoń przesunął wzdłuż jej pleców i biodra, podwijając jej sukienkę. 
Sunami zadrżała, gdy dotknął nagiej skóry na jej nodze. Jej oddech znacząco przyspieszył, gdy przesunął dłoń wyżej, na udo.
- Oszukujesz - szepnęła.
Nie odpowiedział na to oskarżenie. Skoncentrował się na smakowaniu jej ciała, pieszczeniu językiem jej karku i ramion, jednocześnie dostając się dłonią pod materiał, przesuwając palcami po jej biodrze i podbrzuszu. Znacznie mniej uwagi poświęcił rozplataniu tej piekielnej tasiemki. Sunami musiała się domyślić, że będzie musiała na to poczekać.
Westchnęła głęboko, gdy zsunął z niej majtki i jego dłoń znalazła się między jej nogami. Jej przyspieszony oddech zsynchronizował się z ruchami jego palców, gdy dotykał wrażliwej i coraz bardziej wilgotnej części jej ciała.
Wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł dreszcz, gdy włożył w nią palec. Jej westchnienia stawały się coraz szybsze, niecierpliwe, gdy pieścił ją w środku. Mimo własnego skrajnego pobudzenia stymulował ją jeszcze kilka minut, z czystej przekory. Gdy usłyszał pierwsze, powstrzymywane do tej pory jęki, cofnął dłoń i oderwał usta od jej karku, by rozprawić się ostatecznie z uciążliwą tasiemką.
Ledwie ją rozwiązał i cofnął się o krok, Sunami odwróciła się twarzą do niego i zsunęła sukienkę z ramion.
Teraz miała na sobie już tylko czarny stanik. Pozwolił jej pozostać w tym ostatnim elemencie garderoby, bo za bardzo się niecierpliwił, by teraz go rozpinać. Przylgnął do jej ciała, całując zachłannie jej usta i wsunął dłonie pod jej uda, by unieść ją wyżej. Sunami objęła go  rękami za szyję i splotła nogi na jego plecach. Gdy w nią wszedł, przerwała pocałunek i odchyliła głowę w tył. Jej ciało odczuwalnie stężało.
- Możemy to zrobić w łóżku - zaproponował, muskając ustami jej szyję.
- Później - wyszeptała wibrującym namiętnością głosem.
Bardzo odpowiadało mu takie nastawienie.

***

- Podniecają cię nagie stopy?
To nie było precyzyjnie zadane pytanie. Podniecały ją jego stopy, tak. Ale to raczej nie była kwestia wyjątkowej atrakcyjności tej części ciała. Gaara był atrakcyjny w całości, tyle że zwykle nie odsłaniał zbyt wiele. 
Ale często nosił sandały. Jego stopy pobudzały jej fantazję.
Nie zamierzała się z tym zdradzać. Rozbieranie w myślach Kazekage z pewnością należy uznać za wykroczenie zasługujące na kilka dni karnej papierkowej roboty.
Teraz miała ten komfort, że nie musiała uruchamiać wyobraźni. Wtulała się w jego klatkę piersiową i swobodnie ocierała stopą jego stopę. Przesunęła palcami po jego torsie i zatrzymała dłoń na bliźnie pod żebrami.
Zauważyła ją wcześniej, ale tym razem zebrała się na odwagę, żeby o to zapytać.
- Kto ci to zrobił?
- Madara - odpowiedział. Nie była w stanie wyczuć czy przeszkadza mu to pytanie, czy nie. - Nikt nie jest niezniszczalny.
Powiedział to takim tonem, jakby chciał jej o czymś przypomnieć, ale tego akurat nie musiał jej uświadamiać.
Nikt nie jest nietykalny. Żadna istota ludzka nie jest doskonała.
A ona miała szczęście, że Gaara jest tylko i aż człowiekiem.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam gdy pojawia się nowy rozdział ^^ Lubie wszystkich więc nie ważne o kim akurat będziesz pisać to i tak się głupio ciesze :P
    Mam nadzieje, że ta "sielanka" między nimi się szybko nie skończy? No bo jest jeszcze Matsuri (swoją drogą jestem bardzo ciekawa co się stanie gdy się dowie :P) no i ta gejsza jak jej tam było....?? Mam przeczucie, że coś/ktoś w końcu im jakoś namota ;)

    Weny :*:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy ta pochwała :) Polubiłam pisanie o Kankuro, ale mam dla niego mniej "materiału" niż dla Gaary. Oj dużo mniej.
      Matsuri zorientuje się w sytuacji już wkrótce. Ciekawe czy jej zachowanie będzie zaskakujące, czy wręcz przeciwnie.
      Gejsza, Reika - też pojawi się jeszcze, ale jeśli nie zmienię planu wydarzeń (wszystko możliwe) to dopiero w drugiej serii. Czyli całkiem niedługo, bo pierwsza dobiega końca, szacuję że będzie jeszcze ok. 5 rozdziałów.
      Dotychczas nie potrzebowałam osób z zewnątrz, żeby namieszały w romansie głównej parki, sami sobie doskonale radzili z tym zadaniem xP

      Usuń
  2. 80% - nie mogę się doczekać! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam lekki przestój z tym rozdziałem, ale mam nadzieję go szybko skończyć i dodać :) Jesteś czujna xD

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)