Temari spodziewała się, że teraz
będzie mieć dużo pracy. Ale tego dnia nie miała wiele do roboty, nawet w
biurze.
Do Kankuro uśmiechnęło się
szczęście, bo po bitych trzech dniach zakopania w papierach mógł się na kimś
wyżyć podczas przesłuchania. Yuji jako protegowany kilku ważnych jouninów,
któremu jeszcze nie udowodniono winy, z pewnością poważnie nie ucierpi, ale
Seijiro pozna mało przyjemne sposoby wykorzystana marionetek.
Widząc, w jakim humorze Kankuro był w ostatnich dniach Temari uznała, że jej były już podwładny będzie miał
szczęście, jeśli wyjdzie z tego żywy.
Kankuro nie wyglądał ani nie zachowywał się jak świeżo poślubiony małżonek. Widocznie nowa droga życia nie zaczęła się najlepiej, myślała Temari idąc wcześnie rano przez wioskę na pola treningowe.
Wiedziała, że tak będzie, ale
jakoś nie czerpała satysfakcji z tego, że miała rację. Nie tylko dlatego, że
teraz, wobec kłopotów małżeńskich i naglącej kwestii rozbicia bojówek
terrorystycznych, kwestia zorganizowania kolacji rodzinnej celem umożliwienia
Matsuri słodkiego rendez-vous z Gaarą, stała się jeszcze bardziej odległa. O
ile to w ogóle dojdzie do skutku.
Pomyślała, że nie powinna czekać
tylko opracować jakiś plan B. W końcu może zaprosić braci na obiad i Matsuri
może wpaść do niej przypadkiem… Najpoważniejszym problemem w realizacji tego
pomysłu było to, że nie umiała gotować. Zaś Gaara jest wybredny i nie
pofatyguje się jej odwiedzić dla jedynego jej popisowego dania – ryżu z curry.
Przygotowywanie tej potrawy wraz z Sunami opanowały do perfekcji.
Temari wiedziała, że kolacja w szerszym gronie to słaby pomysł. Więcej niż dwie osoby to już tłok –
ale mimo kilku spotkań z Gaarą Matsuri jakoś nie potrafiła go
uwieść. Temari liczyła, że w takim razie, podczas rodzinnej konwersacji, to ona
mogłaby zaszczepić w Gaarze myśl, że powinien pomyśleć o ożenku. Rzecz jasna,
mimochodem naprowadzając jego myśli na Matsuri.
Coś należało zrobić. Mats ewidentnie nie potrafiła wykorzystać szansy.
Gaara wciąż traktował ją tak samo, tyle że czasami po treningu jadł z nią
obiad.
Temari była tym już
sfrustrowana. Rola swatki jest znacznie poważniejszym wyzwaniem niż się
spodziewała.
Żeby mieć czas na przemyślenia,
wybrała okrężną drogę dookoła wioski. Przechodząc w pobliżu wejścia do wioski
zobaczyła… Gości z Konohy. Można było się spodziewać, że Ino nie będzie sama, ale przysłanie z nią Shikamaru wydawało się dziwnym pomysłem.
W pierwszym momencie myślała, że
ma omamy.
W następnej powiedziała sobie,
że musi zachowywać się naturalnie. Podeszła do nich pierwsza.
Gdy tylko się zbliżyła, Ino przywitała ją płytkimi całusami w policzki. Temari nie znosiła tego
rodzaju powitań, ale przy Ino pewne rzeczy trzeba było zaakceptować. Była niereformowalna.
- Witaj, wspaniale wyglądasz –
powiedziała blondynka z entuzjazmem.
Temari wierzyła w zgodność tej
opinii ze stanem faktycznym, chociaż wiedziała, że koleżanka przywitałaby ją
takimi słowami nawet gdyby zobaczyła ją w dresie.
- Ty również – odwdzięczyła się.
I naprawdę miała to na myśli. – Wyglądasz kwitnąco. Wręcz można podejrzewać,
że…
Ino roześmiała się w
charakterystyczny dla siebie sposób – jakby głównie interesowało ją to, żeby się dobrze zaprezentować.
- Jeszcze nie, ale staramy się.
- A ślub nie powinien być
najpierw? – zapytała Temari, zanim się zastanowiła, czy wypada o to pytać.
- Jestem nowoczesna –
odpowiedziała Ino z nieszczerym uśmiechem. – Ślub może będzie, może
nie.
Cóż, można i tak.
Ino Yamanaka bardzo się zmieniła
przez ostatnie kilka lat, ewidentnie wypiękniała, a nawet złagodniał jej
charakter – co było przypuszczalnie zasługą Saia. Uchodziła za najpiękniejszą
dziewczynę w Konoha, a na ulicy przyciągała w równej mierze wzrok mężczyzn, jak
i kobiet, ze względu na bardzo wyrafinowany styl ubierania. Zdaniem Temari, przyjaciółka Shikamaru bardzo się
poprawiła jeśli chodzi o wyczucie mody. Kiedyś miała upodobanie do kostiumów
obcisłych i krótkich, których trudno było uznać za kobiece. Teraz za każdym razem robiła wrażenie elegancją. Nosiła sukienki, które podkreślały jej figurę. Kiedyś była zakompleksioną dziewczyną, która głośnym zachowaniem próbowała udowodnić, że jest pewna siebie. Teraz błyszczała.
Ino budziła powszechną sympatię, ale też trochę strach. Większość ludzi bała się z nią wchodzić
w bliższe interakcje, bo – mimo aparycji i zachowania typowej laleczki – była
piekielnie inteligentna, co szło w parze z tendencją do ironizowania i
złośliwości. Przy jednoczesnym upodobaniu do mówienia, ale już niekoniecznie
słuchania, trudno nawiązywała przyjaźnie z dziewczynami. Zawsze lepiej
dogadywała się z mężczyznami, a Temari tłumaczyła to sobie w prosty sposób –
podczas gdy ona mówiła faceci mogli bezczelnie gapić się na pierwsze piersi
Konohy. Co prawda ten tytuł był trochę niezasłużony – mówiono tak tylko
dlatego, że nikt nie śmiałby głośno komentować atutów Hinaty. Jej narzeczony
był podobno równie szalenie zakochany, jak i zazdrosny, a z jinchuuriki nikt
nie chciał zadzierać.
Stojący obok Ino Shikamaru
odchrząknął znacząco. Temari uznała, że ignorowała go wystarczająco długo, by
wyeksponować, jak niewielkie wrażenie robi na niej jego obecność.
- Ciebie się tutaj nie
spodziewałam, Shikamaru – powiedziała sztucznie przesłodzonym tonem. – Jakie
pilne sprawy ciebie sprowadzają?
- Sprawy najwyższej wagi, chociaż to upierdliwe. Piraci nie są już waszym prywatnym problemem odkąd rozszerzyli działalność i pałętać się po naszych terenach –
powiedział. – Dotąd wszystkie ustalenia były listowne, a teraz przyszedł czas na
jakieś wspólne działanie. Gaara ci o tym nie powiedział?
Temari przymrużyła z irytacją powieki.
Oczywiście, że jej nie
powiedział. Wtajemniczał we wszystko Kankuro, a nie ją.
- Pójdę się zameldować
– oświadczyła Ino uśmiechając się znacząco. – Zostawię was, gołąbeczki.
- Nie, jest kilka pilnych spraw
do omówienia – odparł natychmiast Shikamaru i spojrzał na Temari. – Gdzie jest
Gaara?
- A gdzie on może być o szóstej
rano? W biurze – odpowiedziała niechętnie.
Ino uścisnęła ją wylewnie,
Shikamaru skinął głową i oboje odeszli w
kierunku siedziby administracji. Temari patrzyła za nimi przez chwilę, nim przypomniała
sobie, że musi wrócić do obowiązków.
Wiela lat temu była zazdrosna o
przyjaźń Ino i Shikamaru, ale teraz nie przyszłoby jej to do głowy. Była za to
zazdrosna o to, że Yamanaka miała lepszy kontakt z jej braćmi niż ona sama.
Świetnie się dopasowali, biorąc pod uwagę, że Ino zdawała się nie przykładać
wagi do tego, czy ktoś rzeczywiście jej słucha. Temari też była gadatliwa, ale
oczekiwała od rozmówców jakiejś żywej reakcji. Zarówno Gaara, jak i Kankuro
byli w rozmowach towarzyskich mało aktywnymi kompanami, co prowadziło ją do przekonania, że nie dbają o to, co ma do powiedzenia.
Nie była pewna, czy lubi Ino.
Ani wtedy, gdy ją poznała, ani teraz.
Lecz uświadomiła sobie, że wizyta Yamanaki w Sunie jest świetnym pretekstem, by zorganizować wieczorem spontaniczne
spotkanie towarzyskie. Chłopcy raczej się nie wykręcą.
I jest to świetny pretekst, żeby
zaprosić Matsuri.
Co więcej, można ją namówić do
przygotowania kolacji.
Temari uśmiechnęła się do
siebie.
Wreszcie miała plan. Oby okazało
się, że Mats rzeczywiście potrafi gotować, a nie tylko się przechwala.
***
Matsuri miała na ten dzień
sprecyzowane plany – rano trening, potem lunch z Kibą, potem kilka godzin
dyżuru w siedzibie władz. Zwykły dzień pracy, gdy nie ma nic pilnego do
zrobienia. Jednak Temari rozsypała wszystkie jej plany, nalegając, by wzięła
sobie wolne popołudnie.
Matsuri była w szoku. Nigdy nie
wykręcała się od obowiązków.
- Nigdy nie bierzesz wolnego,
więc nikomu się nie narazisz – powiedziała Temari sugestywnie. – Zamień się z
kimś, kto ma jutro dyżur. Znajdę dla ciebie taką osobę.
Dyżury w siedzibie łączące się z
nudnym segregowaniem dokumentów, przybijaniem pieczątek i robieniem herbaty
były zajęciem, które co jakiś czas przypadało chuuninom w udziale i nikt
specjalnie się do niego nie palił. Oprócz niej i Sari, które lubiły tak
pożytkować wolne popołudnia, wykorzystując szansę, żeby zobaczyć Kazekage.
Matsuri wcale nie chciała z tego rezygnować. Przez kolejne dni nie było szansy
na treningi z Gaarą, bo sprawy związane z wykryciem szpiega przybrały zbyt
poważny obrót.
Jednak Temari była uparta.
- Oczywiście odwołaj lunch z Inuzuką. Nie
wiem, dlaczego grasz na dwa frony - dodała z przekąsem.
Matsuri zignorowała tę
złośliwość. Spotykała się z Kibą po koleżeńsku.
Wolno jej. Oczywiście Temari nie miała pojęcia, że Inuzuka jest gejem, więc czyniła jej wredne uwagi.
Na początku Matsuri spotykała się z Kibą tylko dlatego, że była wściekła, że z nią pogrywa i chciała go upokorzyć. Ale
to już nie wchodziło w rachubę, bo wbrew oskarżeniom Temari, ona ani myślała grać na dwa fronty.
Kiba okazał się sympatyczny
i nie próbował jej uwodzić. W związku z tym nie miała oporów przed umówieniem się z nim czasem na lunch.
Powiedziała to głośno, ale wtedy
Temari oświadczyła, że istnieje dobry powód, żeby zmienić plany.
- Liczę, że zrobisz jakąś
wykwintną kolację. Wierz mi, Gaara jest wielbicielem wyszukanej kuchni, więc
musisz się postarać. – Jakby trzeba było jej to uświadamiać. Była kilka razy z
Gaarą w restauracji i miała pewne wyobrażenie na temat wrażliwości jego kubków
smakowych. – Dlatego najpierw wypełnij wszystkie obowiązki, a potem zajmij się
przygotowaniem.
- Chyba mi pomożesz –
odpowiedziała szatynka.
- Otóż nie, ja mam dwie lewe
ręce. A ponadto dzisiaj mam mnóstwo pracy.
Wszyscy jounini mieli mnóstwo
pracy. Matsuri była zdumiona, że Temari w ogóle widziała szansę na
zrealizowanie pomysłu kolacji w taki dzień.
- O dziewiętnastej będziemy
wolni, spokojnie – oceniła Temari z niezachwianą pewnością siebie. – Ty mi
lepiej powiedz, czy potrafisz ugotować coś wykwintnego?
Pytanie. Oczywiście, że tak, jej
ciotka jest kucharką. Matsuri połowę dzieciństwa spędziła pomagając jej w
kuchni. A potem, nawet po skończeniu akademii, dużo gotowała. Zanim zajęła się
treningami na poważnie.
***
Temari nabrała przekonania, że uda
jej się doprowadzić do przełomu w rozwoju nieco nudnej znajomości Gaary z
Matsuri. W końcu, pod niektórymi względami bardzo do siebie pasują. Pod innymi
nie, ale nie ma związków idealnych. Jako doświadczona kucharka Mats powinna
otrzymać znaczącego plusa.
Aby upewnić się, że wszystko
pójdzie jak najlepiej, przełamała opory i poszła na zakupy do najdroższego
sklepu w Sunie. Tylko najwyższe szychy się w nim zaopatrywały.
W Sunagakure panował egalitaryzm
i teoretycznie wszyscy byli równi, ale jak wiadomo – pieniądze dzielą
społeczeństwo. Genini mają mieszkania w innej dzielnicy niż lepiej zarabiający
od nich chuunini. W jeszcze innych warunkach mieszkają jounini. Najbardziej
luksusowe apartamenty mają członkowie rady i dyplomaci. Mieszkają blisko
siedziby administracyjnej i kupują na innej ulicy niż większość. Bywają w
innych restauracjach i w innych sklepach. Inne potrawy goszczą na ich stołach.
Osoby o wyższym statusie społecznym mogły sobie pozwolić na częste spożywanie
ryb i owoców morza, które były w Sunagakure ogromnym rarytasem z prostego
powodu – transport produktów wymagających przechowywania w zimnie był drogi i
uciążliwy. Temari podejrzewała, że przeciętny genin nie mógł sobie pozwolić na
żadne dania rybne. Może czasem na sushi. Chyba, że wybrał się na misję w rejony o innym
klimacie.
Temari, mając dość ważne
stanowisko i wysokie zarobki, mogła sobie pozwalać na zakupy w „burżujskich”
sklepach, jednak wolała wydawać pieniądze na ubrania niż na jedzenie. Była
zwolenniczką tradycyjnej kuchni. Może dlatego, że wyszukane potrawy kojarzyły
jej się z dzieciństwem i despotycznym ojcem.
Kankuro i Gaara byli znacznie
bardziej wybredni. I przyzwyczajeni do wyrafinowanych smaków, bo zarabiali znacznie
więcej od niej. Postanowiła, że wielkopańskim gestem nadweręży budżet w imię
wyższego celu. Miała nadzieję, ze jej się to opłaci.
Oczywiście wcześniej upewniła
się, że Matsuri umie przyrządzać owoce morza. Pobłogosławiła w myślach jej ciotkę, pracującą w ekstrawaganckiej restauracji.
Zrobiła na szybko zakupy w porze
lunchu, a potem zaniosła wszystko do domu i zostawiła Mats całą
odpowiedzialność, pierwszy raz od dawna ciesząc się, że ma dużo pracy.
Efekty przerosły jej najśmielsze
oczekiwania. Nawet ona musiała przyznać, że warto czasem wyszukaną potrawą
umilić sobie życie. Matsuri zrobiła na przystawkę sashimi z tuńczyka z sosem
sojowym i wasabi, a na główne danie kanisuki z duszonych krabów.
Gdy Temari ujrzała jeszcze
różnokolorowe ciastka w kształcie kwiatów na deser, szczęka jej opadła do samej
ziemi.
Wszystko było pyszne i całe
szczęście, bo przynajmniej to stanowiło pociechę wobec rozczarowującego
wieczoru.
Chłopcy obiecali, więc
oczywiście przyszli. Kankuro przyprowadził Michiru, co ją zdziwiło, bo była
przekonana, że mają kryzys w małżeństwie. Ale to nie było najgorsze.
Ino przyszła z Shikamaru, wcale
jej o tym nie uprzedzając. Przez cały wieczór uśmiechała się złośliwie,
rzucając w jej stronę sugestywne spojrzenia.
Tym razem sobie nagrabiła. Jednak
Temari była zmuszona zacisnąć zęby i udawać, że nie dostrzegła tej
bezczelności. Skoro Yamanaka zostanie w osadzie kilka tygodni, lepiej mieć z
nią dobre kontakty. Gaara ją lubi, więc może być przydatna.
Początkowo atmosfera przy stole
była napięta. Rozmowa się nie kleiła. Potem Ino zdołała ją trochę ożywić, ale
rozmawiała z chłopakami o pracy. Potem o polityce międzynarodowej. Potem
zaczęła opowiadać o tym, co się dzieje w Konoha, koncentrując się na zaręczynach Naruto z
Hinatą. Jedyną zainteresowana osobą była Michiru i nagle okazało się, że
znalazły z Yamanaką wspólny język.
Temari miała ochotę krzyczeć z
frustracji. Każda próba ściągnięcia na siebie uwagi spełzała na niczym. A
Temari bardzo liczyła, że jakoś zdoła w rozmowie przemycić garść pochwał pod
adresem Matsuri.
Szatynka chyba źle się czuła w
tym towarzystwie i prawie cały czas milczała. Podobnie jak Shikamaru.
Pod koniec spotkania Temari była
skłonna ocenić je jako całkowite fiasko, ale nie było tak źle. Zbierając się do
wyjścia wszyscy zaczęli zachwalać umiejętności kulinarne Matsuri, więc była
okazja do zrobienia kilku znaczących uwag o jej wysokich kwalifikacjach na
żonę. Potem postanowiła wykorzystać fakt, że Gaara lubi gotować i zadzierzgnęła
konwersację na temat tajników przygotowywania krabów. A potem się ulotniła pod
pretekstem porozmawiania z Shikamaru.
To nie było zbyt inteligentne z
jej strony, bo teraz była skazana na jego towarzystwo. Odprowadziła go do
kwater dla gości. Oprócz wymienienia kilku mało znaczących uwag, niewiele
rozmawiali. Dopiero gdy dotarli na miejsce, Shikamaru zdradził chęć, by z nią
poważnie porozmawiać.
Ale był lakoniczny i nieromantyczny,
jak zwykle.
- Kiedy to wszystko się już
skończy, cała afera z waszymi piratami – powiedział i zawahał się. – Wtedy
zadam ci jeszcze raz to samo pytanie i chciałbym, żebyś na nie ostatecznie
odpowiedziała. Czy chcesz związku na poważnie, czy nie. Czy zechcesz zamieszkać
ze mną w Konoha, czy nie.
Jak zwykle mówił bezpośrednio i
bez krztyny wyczucia.
A jednak nie udzieliła od razu
odpowiedzi negatywnej. Obawiała się, że wtedy kolejny raz nie zapyta.
- Zastanowię się –
zadeklarowała.
Shikamaru skinął głową.
- W takim razie odprowadzę cię
do domu, nie możesz chodzić sama po wiosce w nocy.
Temari popatrzyła na niego z
niedowierzaniem.
- Bo ktoś mnie napadnie? –
zapytała kpiąco. – Przynajmniej miałabym trochę rozrywki.
- Po prostu pozwól się
odprowadzić.
No, dobrze. Raz może pójść na
ugodę.
***
Matsuri zdążyła posprzątać po
kolacji zanim Temari wróciła. Blondynka zlustrowała wzrokiem nienagannie czystą
kuchnię i zrobiła niezadowoloną minę.
- Słabo się starasz – oceniła,
siadając na krześle.
Chyba trochę nieładnie z jej
strony. Matsuri poświęciła ponad cztery godziny na gotowanie.
- Sama zrób kolacje dla siedmiu
osób, a potem się wypowiadaj.
Temari uśmiechnęła się
sarkastycznie.
- Nie to mam na myśli. Nie
mogłaś go dłużej zatrzymać, zagadać albo… - zlustrowała ją wzrokiem. – Pewnie
nie. Muszę zaniżyć oczekiwania.
Matsuri wzruszyła ramionami i
usiadła naprzeciw niej.
- Pewnie pracujecie jutro od
świtu.
Temari machnęła ręką.
- Oczywiście. Jak zawsze. Ale
wierz mi, to nie dla wszystkich jest problem. Mam wrażenie, że Gaara prawie w ogóle nie sypia. Widać nawet bez Shukaku tego nie potrzebuje. Tego akurat
zazdroszczę, bo mogłabym robić tyle ciekawych rzeczy, gdyby mi
wystarczały cztery godziny snu.
- Na przykład? – zapytała
Matsuri automatycznie. Byle zmienić temat.
Bijuu to była dla niej
abstrakcja i nic nie chciała o nich wiedzieć.
Temari zaśmiała się.
- Pewnie nauczyłabym się gotować - oceniła i zmieniła temat. - Myślę, że mogło być lepiej,
ale mogło też być gorzej. Może uda mi się kiedyś jeszcze coś takiego
zorganizować… Ale najpierw przygotuję dla ciebie listę tematów do rozmowy.
Mogła sobie darować te
złośliwości. Matsuri uważała, że trudno ją winić za małomówność w towarzystwie
Gaary. Normalnie była wygadana, ale kiedy miała rozmawiać z Kazekage
uświadamiała sobie, że nie ma nic wystarczająco ważnego do powiedzenia.
- Jeśli będziesz organizować
cokolwiek, mogłabyś zaprosić Sunami - zasugerowała.
Temari popatrzyła na nią z
pewnym zaskoczeniem.
- A to dlaczego? Nie możesz
się z nią umówić, żeby pogadać?
Otóż właśnie nie mogła.
Przyjaciółka od dłuższego czasu zachowywała się dziwnie, a w ciągu ostatnich kilku dni unikała jej w
sposób ewidentny.
- Niestety nie. Mam wrażenie, że
Sunami się obraziła. Powiedziała, że wszystko w porządku, ale… No cóż, unika
mnie, więc widocznie ma żal.
- Do ciebie? Z jakiego powodu? – spytała Temari
obojętnie. Uznała, że koleżanka jak zwykle wyolbrzymia.
- Dlatego, że podrzuciłam jej
nadajnik.
Temari przypatrywała jej się
przez chwilę, jakby nie rozumiała.
- Co zrobiłaś?
Matsuri wolała tego nie
powtarzać.
Temari potrząsnęła głową, jakby
próbowała strząsnąć z siebie jakieś myśli.
- Nawet przez moment nie
przyszło mi do głowy, że maczałaś w tym palce.
Matsuri zaczerwieniła się.
I tak czuła się głupio z tego
powodu, ale Temari popatrzyła na nią w taki sposób, że poczuła się sto razy
gorzej.
- Przecież o nic jej nie
podejrzewałam, wiedziałam, że nic z tego nie wyniknie, więc… - zaczęła się
pospiesznie tłumaczyć.
- Ale przyjaciołom nie robi się
takich rzeczy – odpowiedziała Temari zszokowana. – Dlaczego więc to zrobiłaś?
To przecież oczywiste.
- Taki dostałam rozkaz.
Bezpośrednio od Gaary.
Temari prychnęła wściekle.
- Zajebiście. Muszę w takim
razie uważać, żebyś nie wbiła mi noża w plecy.
Matsuri przez chwilę nie była w
stanie nic powiedzieć.
Wiedziała, że zrobiła coś
nieuczciwego, ale bez przesady.
- Temari, to nie moja zła wola.
To rozkaz służbowy. Miałam powiedzieć, że go nie wykonam?
Obserwowała, jak twarz koleżanki
tężeje ze złości.
- Dokładnie tak. Sunami nigdy by
ci tego nie zrobiła.
Też argument. Oczywiście, że
nie, ale ona reprezentowała postawę, która wkurzała wszystkich dowódców. Mało
ją obchodziło, czy zostanie zdegradowana. Można było wręcz pomyśleć, że pracuje
dla idei. Matsuri znała swoje obowiązki i je wykonywała. Nie chciałaby zostać
zdegradowana i wykonywać zadania poniżej godności kunoichi, w dodatku za pół
darmo.
- Może i nie. Ale ty, Temari, zrobiłabyś dokładnie to samo. Czy
kiedykolwiek zlekceważyłaś rozkazy?
Pożałowała, że wypowiedziała te
słowa. Blondynka popatrzyła na nią, jakby dostała od niej w twarz.
Ale kiedy się odezwała, mówiła w
sposób zaskakująco opanowany.
- Nie. Nigdy nie
zlekceważyłam rozkazu. Nawet wtedy gdy zostałam wysłana na pieprzoną granicę
wioski, żeby czekać na niewidzialnego wroga, a Akatsuki w tym czasie zabiło mi
brata.
Matsuri poczuła się, jakby coś
urosło jej w gardle i utrudniało oddychanie.
- Ja nie zamierzałam…
Temari uciszyła ją gestem ręki.
- Masz rację. Pożądaną rzeczą
jest wykonywanie rozkazów. Ale one czasami są błędne. Jak myślisz, dlaczego
tamten rozkaz wykonałam?
To brzmiało jak podchwytliwe
pytanie. A przecież odpowiedź nasuwała się sama.
- Bo to właśnie robią shinobi.
Wykonujemy rozkazy. Wszyscy mogliśmy zostać zdegradowani. Nawet ty.
Twarz Temari skrzywiła się z
wściekłości.
- Pieprzyć zobowiązania. Są znacznie gorsze rzeczy niż degradacja. Możemy
sobie być shinobi, ale przede wszystkim powinniśmy pozostać ludźmi. Nie
jesteśmy bezwolnymi maszynkami od wypełniania misji.
Matsuri milczała. Nie wiedziała,
co mogłaby na to odpowiedzieć.
- Uważałam, że to błąd. Ale i
tak go wykonałam, bo tak było łatwo. Strząsnąć z siebie odpowiedzialność, bo
decyzję podejmuje ktoś inny. Ale niezależnie od tego, kto decyduje, wszystkich
dotykają konsekwencje. Niepodejmowanie decyzji też nią jest. Efekt jest taki
sam.
Temari wstała.
- Nie bierz tego do siebie, ale
widzę, że się pomyliłam. Dlatego rób co chcesz, ale od tej chwili na mnie nie
licz.
***
Temari była uważana za osobę
zdecydowaną i wytrwałą. Sama się za taką uważała. Wolała działać niż snuć
plany. Jeśli już jakiś ułożyła, dążyła do jego realizacji bez względu na
przeciwności i nie zrażała się porażkami.
Tym razem czuła, że jest w
kropce. Matsuri strasznie ją zawiodła i sprawiła, że cała jej koncepcja legła w
gruzach. A wydawało się, że pomysł jest idealny.
Temari uważała, że musi znaleźć
dla Gaary żonę. Nie ma innej opcji. Jeśli zostawi sprawy własnemu biegowi Gaara
w końcu zdecyduje się na jakiś mariaż polityczny, bo tak mu będzie wygodnie. W
Sunagakure, oprócz Matsuri, nie było odpowiedniej kandydatki.
Teoretycznie Gaara jest
najlepszą partią w osadzie, bo ma wysokie stanowisko i jest szanowany. Ale to
tylko teoria. Kunoichi, które mogłyby stanowić dobrą partię, na pewno nie
spojrzałyby na niego jak na potencjalnego męża. Akceptowały go jako autorytet i
dowódcę, ale żadna rozsądna dziewczyna w wiosce Piasku nie chciałaby brać ślubu
ze zresocjalizowanym seryjnym mordercą. Może znalazłaby się jakaś paniusia, która
chętnie poślubiłaby najlepiej zarabiającego mężczyznę w wiosce, ale taki
egzemplarz byłby gorszy niż dama z samurajskiego rodu.
Równie złą opcją byłaby jedna z
koleżanek Matsuri, które jako nastolatki założyły coś w rodzaju fanklubu Gaary.
One postrzegały go przez pryzmat stanowiska i Temari była przekonana, że wolały
wielbić go z odległości. Tylko Matsuri się od nich różniła, bo pracowała w
siedzibie, trenowała z Gaarą i trochę go znała. Gaara postrzegał ją jak
uczennicę, ale miał dla niej pewną sympatię, więc mógłby zmienić nastawienie.
Gdyby tylko Temari odpowiednio tym pokierowała.
Jednak nie brała pod uwagę, że
Matsuri tak poważnie traktuje kwestię hierarchii. Widocznie mniej różniła się
od swoich koleżanek niż się wydawało. Okazała się tak samo bezużyteczna.
Ostatnią rzeczą, której potrzebuje Gaara, jest kolejna osoba, która będzie go
bezwzględnie słuchać. I utwierdzać go w przekonaniu o jego wyjątkowości.
Temari przeszkadzały egocentryzm
i arogancja Gaary, nie tylko dlatego, że ciężko się pracuje z kimś tak
przekonanym o własnej nieomylności. Przeszkadzały jej, bo razem z poczuciem
odpowiedzialności sprawiły, że Gaara postrzegał własną rolę w pokręcony sposób.
Każdy, kto obejmuje przywództwo
wioski, musi się liczyć z konsekwencjami. Ale od kage nie oczekuje się, że
będzie się zachowywać jakby był jednoosobową armią. Oni sami siebie tak nie
postrzegali. Gdyby tak było, umieraliby znacznie młodziej.
Pod względem poświęcania się dowódców
za wioskę najlepsze statystyki miała Konoha, ale zdaniem Temari złożyło się na
to kilka czynników. Nie tylko idealizm wojowników z wioski Liścia. Także to, że
spotkało ich więcej katastrof niż pozostałe wioski. Temari była zupełnie
przekonana, że zarówno Trzeci, jak i i Czwarty Hokage zastosowali środki
odpowiednie do sytuacji i nie szarżowali. Podjęli wyzwanie w sytuacjach
krańcowych, bo czasem tak trzeba. Ale w normalnej sytuacji kage jest dowódcą, a
nie desperatem. Nigdy nie powinien być desperatem. Nie powinien podejmować
pochopnych decyzji wiedziony przekonaniem, że jest najpotężniejszą bronią
wioski.
Gaara postąpił nieracjonalnie,
gdy sam wyszedł naprzeciw Akatsuki zamiast dowodzić obroną. Nieracjonalnie i
głupio, nawet jeśli myślał, że w ten sposób uniknie niepotrzebnych ofiar.
Złamał podstawową i dobrze mu znaną taktykę wojenną, według której dowódca
nigdy nie idzie na pierwszy ogień. Zrobił to, bo uważał się za broń ostateczną. Temari była przekonana, że nie zmienił zdania mimo, że nie był już
jinchuuriki. Z takim poglądem na własną osobę następnym razem, w podobnej
sytuacji, postąpi tak samo.
Temari była kunoichi i znała
swoje obowiązki. Wiedziała, że czasami trzeba poświęcić życie dla dobra
społecznego. Może ona będzie kiedyś to musiała zrobić. Może któryś z jej braci.
Ale jeśli do tego dojdzie, chciałaby wiedzieć, że powodem była wymagająca
sytuacja, a nie kompleks bohatera. Nie wpływ pieprzonego Shukaku.
Żeby Gaara podejmował właściwe
decyzje, adekwatne do potrzeb, najpierw musiałby zrozumieć, że nie jest ani
niezniszczalny, ani predestynowany do chronienia wioski. I że jego ocena
sytuacji nie jest niepodważalna. Kolejna uległa osoba, która postrzega go przez
pryzmat funkcji Kazekage, na pewno w tym nie pomoże.
Za to mogłaby pomóc kobieta,
która traktowałaby go jak ktoś równowartościowy. Ktoś, kto by mu uświadomił, że
jest osobą, a nie ostateczną bronią wioski Piasku.
Zdaniem Temari, Mats świetnie
się do tego nadawała. Okazało się, że wcale nie. I to było niesamowicie
frustrujące.
Straciła dwa miesiące na mozolne
wdrażanie w życie planu, który od początku nie miał szans przynieść pozytywnego
rezultatu. Teraz chyba będzie musiała poszukać kandydatki za granicą.
Szkoda, że nie wpadła na to,
żeby zabrać się za Ino, zanim ta odkryła wielką miłość.
Yamanaka jako osoba, która
rozstawiała wszystkich po kątach i nikomu nie pozwoliła się podporządkować,
nadawała się idealnie. W dodatku była romantyczką. Mogła robić dobrą minę do złej gry
z powodu ciężkiego charakteru Saia, ale Temari i tak wiedziała, że wolałaby
małżeństwo od związku na kocią łapę.
***
Ino chciała porozmawiać z
Shikamaru, dlatego zaczekała, aż shinobi wróci ze spacerku z Temari. Czekała na
niego w jego pokoju. Zajmowała kwaterę obok i teoretycznie nie powinna naruszać
czyjejś prywatności, ale nie zamierzała bawić się w uprzejmości.
Shikamaru, zobaczywszy jej minę,
domyślił się, że nie spławi jej łatwo. Usiadł naprzeciw niej przy stole.
- Czy ty nie musisz się na jutro
wyspać? – zapytał niechętnie.
Ino wzruszyła ramionami.
- Na twoje nieszczęście, nie.
Chyba, że chcielibyście mnie zaprosić na wasze obrady. Jednak wydaje mi się, że
Gaara nie lubi, gdy zbyt wiele osób dostaje szansę wypowiadania opinii.
Shikamaru nie skomentował.
Ziewnął przeciągle, eksponując zmęczenie.
Ino kontynuowała, niezrażona.
- Myślałam, że wyciągnę więcej z
tego kolesia. On był niby zaufaną osobą i miał dobry kamuflaż, a
jednak niewiele wie. Chyba nie doceniliśmy tych bojówkarzy.
Shikamaru skinął głową, patrząc
na nią półprzytomnie.
- Zdecydowanie są lepiej
przygotowani i lepiej się kryją niż sądziliśmy. Ale wykorzystamy te kilka
wskazówek. Możliwe, że w którymś z miejsc, które wskazałaś, jest jeszcze
obozowisko. A jeśli nie, może trafimy na jakieś ślady ich działalności.
Dobrze powiedziane. Może.
Gaara był niezadowolony z efektów jej pracy i trudno mu się
dziwić. Ale ona zrobiła, co mogła. Terroryści byli bardzo ostrożni, dbając o
to, by nikt wewnątrz wioski nie miał o nich dokładnych informacji.
- Może się też okazać, że zabrnęliśmy w ślepą uliczkę –
powiedziała.
- Suna ma na pustyni swojego człowieka, który ma przeniknąć
w szeregi bojówkarzy i zrobić zwiad. Nie ma powodu się niecierpliwić, w końcu
ich dopadniemy – ocenił. – Jeśli to wszystko, co do mnie masz, to chciałbym już
iść spać.
Ino pokręciła głową. Nie miała dla niego żadnej litości.
- Jak układają się
sprawy z Temari? Mogłabym z nią porozmawiać, jeśli chcesz.
Shikamaru zmarszczył brwi.
- Zajmij się własnym rozpadającym się związkiem, zamiast
wtrącać się do mojego.
Ino uśmiechnęła się złośliwie.
- Sądziłam, że nie jesteście już razem. I nie tylko ja. Yuki
jest przekonana, że do siebie wrócicie. Czy przypadkiem jej nie zwodzisz?
Shikamaru nie pozwolił się sprowokować. Wstał od stołu i
poszedł w kierunku sypialni. Ino, urażona, chciała pójść za nim.
- Nie pakuj mi się do łóżka. Dobranoc – powiedział shinobi,
zamykając jej drzwi przed nosem.
Ino westchnęła z rozczarowaniem.
Spławił ją, a chciała jeszcze o kilka rzeczy spytać.
Przede wszystkim o to, jak długo jego zdaniem potrwa ta delegacja. Nie miała nic
przeciwko wizycie w Sunie, ale wolałaby nie spędzać tutaj kolejnych tygodni. A
na to się zanosiło.
Siedemnastoletnia Rei(jap. dusza) jest zwykłą nastolatką dorabiającą w jednym z barów. Jednak jeden dzień zmienia całą przyszłość dziewczyny tym samym zakłócając Jej przyszłość. Zostaje uratowana przez Hidana z rąk gwałcicieli a za to musi spełnić przysługę związaną z byłymi członkami Akatsuki oraz innymi osobami. Musi bowiem odnaleźć ich zagubione dusze. Ponadto pozna swoją przeszłość, która wcześniej spowijała się mgłą tajemnicy.
OdpowiedzUsuństracone-dusze.blogspot.com
Czytam od jakiegoś czasu Twoje opowiadanie, ale po raz pierwszy komentuję.
OdpowiedzUsuńTwoja historia Wioski Piasku po wielkiej wojnie, bardzo mnie zaintrygowała. Każde z rodzeństwa jest na swój sposób oschłe i nieczułe, a mimo to naprawdę ich polubiłam i kibicuję każdemu z nich.
W tym rozdziale najbardziej podobała mi się rozmowa Shikamaru z Temari - taka bezpośrednia, niby nieromantyczna a jednak. I bardzo w stylu Nara. Mam nadzieję, że będzie się on pojawiać częściej;).
Ostatnio coś mało wątków poświęcanych jest Kankuro i jego świeżo poślubionej małżonce. Biedak, coś mu źle robi małżeństwo, skoro taki nerwowy.
Nie spodziewałam się po Matsuri takiego zachowania. Niby taka niewinna, nieśmiała, ale podłożyła taką świnię Sunami. Ciekawe czy przyjaciółka się dowie.
Piszę krótko i chaotycznie - w sumie dlatego nie lubię komentować. Dlatego kończę i życzę weny, aby kolejne rozdziały były jeszcze lepsze:)
PS Ach, ta Temari, szuka idealnej kandydatki, a jedna z przyjaciółek doskonale spełnia jej wygórowane wymagania...
Wcale nie chaotycznie, zresztą każdy komentarz jest w cenie, bo dobrze jest poznać myśli czytelników, są plusy do motywacji :)
OdpowiedzUsuńAno, ktoś musiał podrzucić Sunami ten nadajnik sprzed paru rozdziałów i po krótkim wahaniu wybrałam Matsuri. To też daje ważną informację na jej temat :P Nie oceniałabym jej może tak surowo jak Temcia, ale ona trudno wybacza, zwłaszcza sobie :P
Obiecuję, Kankuro dostanie swoje pięć minut w 18. lub 19. rozdziale. Może więcej niż 5, bo czas pchnąć jego wątek do przodu.