wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 16.


Temari spodziewała się, że teraz będzie mieć dużo pracy. Ale tego dnia nie miała wiele do roboty, nawet w biurze.
Do Kankuro uśmiechnęło się szczęście, bo po bitych trzech dniach zakopania w papierach mógł się na kimś wyżyć podczas przesłuchania. Yuji jako protegowany kilku ważnych jouninów, któremu jeszcze nie udowodniono winy, z pewnością poważnie nie ucierpi, ale Seijiro pozna mało przyjemne sposoby wykorzystana marionetek.
Widząc, w jakim humorze Kankuro był w ostatnich dniach Temari uznała, że jej były już podwładny będzie miał szczęście, jeśli wyjdzie z tego żywy.

    Kankuro nie wyglądał ani nie zachowywał się jak świeżo poślubiony małżonek. Widocznie nowa droga życia nie zaczęła się najlepiej, myślała Temari idąc wcześnie rano przez wioskę na pola treningowe.
Wiedziała, że tak będzie, ale jakoś nie czerpała satysfakcji z tego, że miała rację. Nie tylko dlatego, że teraz, wobec kłopotów małżeńskich i naglącej kwestii rozbicia bojówek terrorystycznych, kwestia zorganizowania kolacji rodzinnej celem umożliwienia Matsuri słodkiego rendez-vous z Gaarą, stała się jeszcze bardziej odległa. O ile to w ogóle dojdzie do skutku.
Pomyślała, że nie powinna czekać tylko opracować jakiś plan B. W końcu może zaprosić braci na obiad i Matsuri może wpaść do niej przypadkiem… Najpoważniejszym problemem w realizacji tego pomysłu było to, że nie umiała gotować. Zaś Gaara jest wybredny i nie pofatyguje się jej odwiedzić dla jedynego jej popisowego dania – ryżu z curry. Przygotowywanie tej potrawy wraz z Sunami opanowały do perfekcji.
Temari wiedziała, że kolacja w szerszym gronie to słaby pomysł. Więcej niż dwie osoby to już tłok – ale mimo kilku spotkań z Gaarą Matsuri jakoś nie potrafiła go uwieść. Temari liczyła, że w takim razie, podczas rodzinnej konwersacji, to ona mogłaby zaszczepić w Gaarze myśl, że powinien pomyśleć o ożenku. Rzecz jasna, mimochodem naprowadzając jego myśli na Matsuri.
Coś należało zrobić. Mats ewidentnie nie potrafiła wykorzystać szansy. Gaara wciąż traktował ją tak samo, tyle że czasami po treningu jadł z nią obiad.
Temari była tym już sfrustrowana. Rola swatki jest znacznie poważniejszym wyzwaniem niż się spodziewała.
Żeby mieć czas na przemyślenia, wybrała okrężną drogę dookoła wioski. Przechodząc w pobliżu wejścia do wioski zobaczyła… Gości z Konohy. Można było się spodziewać, że Ino nie będzie sama, ale przysłanie z nią Shikamaru wydawało się dziwnym pomysłem.
W pierwszym momencie myślała, że ma omamy.
W następnej powiedziała sobie, że musi zachowywać się naturalnie. Podeszła do nich pierwsza.
Gdy tylko się zbliżyła, Ino przywitała ją płytkimi całusami w policzki. Temari nie znosiła tego rodzaju powitań, ale przy Ino pewne rzeczy trzeba było zaakceptować. Była niereformowalna.
- Witaj, wspaniale wyglądasz – powiedziała blondynka z entuzjazmem.
Temari wierzyła w zgodność tej opinii ze stanem faktycznym, chociaż wiedziała, że koleżanka przywitałaby ją takimi słowami nawet gdyby zobaczyła ją w dresie.
- Ty również – odwdzięczyła się. I naprawdę miała to na myśli. – Wyglądasz kwitnąco. Wręcz można podejrzewać, że…
Ino roześmiała się w charakterystyczny dla siebie sposób – jakby głównie interesowało ją to, żeby się dobrze zaprezentować.
- Jeszcze nie, ale staramy się.
- A ślub nie powinien być najpierw? – zapytała Temari, zanim się zastanowiła, czy wypada o to pytać.
- Jestem nowoczesna – odpowiedziała Ino z nieszczerym uśmiechem. – Ślub może będzie, może nie.
Cóż, można i tak.
Ino Yamanaka bardzo się zmieniła przez ostatnie kilka lat, ewidentnie wypiękniała, a nawet złagodniał jej charakter – co było przypuszczalnie zasługą Saia. Uchodziła za najpiękniejszą dziewczynę w Konoha, a na ulicy przyciągała w równej mierze wzrok mężczyzn, jak i kobiet, ze względu na bardzo wyrafinowany styl ubierania. Zdaniem Temari, przyjaciółka Shikamaru bardzo się poprawiła jeśli chodzi o wyczucie mody. Kiedyś miała upodobanie do kostiumów obcisłych i krótkich, których trudno było uznać za kobiece. Teraz za każdym razem robiła wrażenie elegancją. Nosiła sukienki, które podkreślały jej figurę. Kiedyś była zakompleksioną dziewczyną, która głośnym zachowaniem próbowała udowodnić, że jest pewna siebie. Teraz błyszczała.
Ino budziła powszechną sympatię, ale też trochę strach. Większość ludzi bała się z nią wchodzić w bliższe interakcje, bo – mimo aparycji i zachowania typowej laleczki – była piekielnie inteligentna, co szło w parze z tendencją do ironizowania i złośliwości. Przy jednoczesnym upodobaniu do mówienia, ale już niekoniecznie słuchania, trudno nawiązywała przyjaźnie z dziewczynami. Zawsze lepiej dogadywała się z mężczyznami, a Temari tłumaczyła to sobie w prosty sposób – podczas gdy ona mówiła faceci mogli bezczelnie gapić się na pierwsze piersi Konohy. Co prawda ten tytuł był trochę niezasłużony – mówiono tak tylko dlatego, że nikt nie śmiałby głośno komentować atutów Hinaty. Jej narzeczony był podobno równie szalenie zakochany, jak i zazdrosny, a z jinchuuriki nikt nie chciał zadzierać.
Stojący obok Ino Shikamaru odchrząknął znacząco. Temari uznała, że ignorowała go wystarczająco długo, by wyeksponować, jak niewielkie wrażenie robi na niej jego obecność.
- Ciebie się tutaj nie spodziewałam, Shikamaru – powiedziała sztucznie przesłodzonym tonem. – Jakie pilne sprawy ciebie sprowadzają?
- Sprawy najwyższej wagi, chociaż to upierdliwe. Piraci nie są już waszym prywatnym problemem odkąd rozszerzyli działalność i pałętać się po naszych terenach – powiedział. – Dotąd wszystkie ustalenia były listowne, a teraz przyszedł czas na jakieś wspólne działanie. Gaara ci o tym nie powiedział?
Temari przymrużyła z irytacją powieki.
Oczywiście, że jej nie powiedział. Wtajemniczał we wszystko Kankuro, a nie ją.
- Pójdę się zameldować – oświadczyła Ino uśmiechając się znacząco. – Zostawię was, gołąbeczki.
- Nie, jest kilka pilnych spraw do omówienia – odparł natychmiast Shikamaru i spojrzał na Temari. – Gdzie jest Gaara?
- A gdzie on może być o szóstej rano? W biurze – odpowiedziała niechętnie.
Ino uścisnęła ją wylewnie, Shikamaru skinął głową i oboje odeszli w  kierunku siedziby administracji. Temari patrzyła za nimi przez chwilę, nim przypomniała sobie, że musi wrócić do obowiązków.
Wiela lat temu była zazdrosna o przyjaźń Ino i Shikamaru, ale teraz nie przyszłoby jej to do głowy. Była za to zazdrosna o to, że Yamanaka miała lepszy kontakt z jej braćmi niż ona sama. Świetnie się dopasowali, biorąc pod uwagę, że Ino zdawała się nie przykładać wagi do tego, czy ktoś rzeczywiście jej słucha. Temari też była gadatliwa, ale oczekiwała od rozmówców jakiejś żywej reakcji. Zarówno Gaara, jak i Kankuro byli w rozmowach towarzyskich mało aktywnymi kompanami, co prowadziło ją do przekonania, że nie dbają o to, co ma do powiedzenia.
Nie była pewna, czy lubi Ino. Ani wtedy, gdy ją poznała, ani teraz.
Lecz uświadomiła sobie, że wizyta Yamanaki w Sunie jest świetnym pretekstem, by zorganizować wieczorem spontaniczne spotkanie towarzyskie. Chłopcy raczej się nie wykręcą.
I jest to świetny pretekst, żeby zaprosić Matsuri.
Co więcej, można ją namówić do przygotowania kolacji.
Temari uśmiechnęła się do siebie.
Wreszcie miała plan. Oby okazało się, że Mats rzeczywiście potrafi gotować, a nie tylko się przechwala.

***
Matsuri miała na ten dzień sprecyzowane plany – rano trening, potem lunch z Kibą, potem kilka godzin dyżuru w siedzibie władz. Zwykły dzień pracy, gdy nie ma nic pilnego do zrobienia. Jednak Temari rozsypała wszystkie jej plany, nalegając, by wzięła sobie wolne popołudnie.
Matsuri była w szoku. Nigdy nie wykręcała się od obowiązków.
- Nigdy nie bierzesz wolnego, więc nikomu się nie narazisz – powiedziała Temari sugestywnie. – Zamień się z kimś, kto ma jutro dyżur. Znajdę dla ciebie taką osobę.
Dyżury w siedzibie łączące się z nudnym segregowaniem dokumentów, przybijaniem pieczątek i robieniem herbaty były zajęciem, które co jakiś czas przypadało chuuninom w udziale i nikt specjalnie się do niego nie palił. Oprócz niej i Sari, które lubiły tak pożytkować wolne popołudnia, wykorzystując szansę, żeby zobaczyć Kazekage. Matsuri wcale nie chciała z tego rezygnować. Przez kolejne dni nie było szansy na treningi z Gaarą, bo sprawy związane z wykryciem szpiega przybrały zbyt poważny obrót.
Jednak Temari była uparta.
 - Oczywiście odwołaj lunch z Inuzuką. Nie wiem, dlaczego grasz na dwa frony - dodała z przekąsem.
Matsuri zignorowała tę złośliwość. Spotykała się z Kibą po koleżeńsku. Wolno jej. Oczywiście Temari nie miała pojęcia, że Inuzuka jest gejem, więc czyniła jej wredne uwagi.
Na początku Matsuri spotykała się z Kibą tylko dlatego, że była wściekła, że z nią pogrywa i chciała go upokorzyć. Ale to już nie wchodziło w rachubę, bo wbrew oskarżeniom Temari, ona ani myślała grać na dwa fronty.
Kiba okazał się sympatyczny i nie próbował jej uwodzić. W związku z tym nie miała oporów przed umówieniem się z nim czasem na lunch.
Powiedziała to głośno, ale wtedy Temari oświadczyła, że istnieje dobry powód, żeby zmienić plany.
- Liczę, że zrobisz jakąś wykwintną kolację. Wierz mi, Gaara jest wielbicielem wyszukanej kuchni, więc musisz się postarać. – Jakby trzeba było jej to uświadamiać. Była kilka razy z Gaarą w restauracji i miała pewne wyobrażenie na temat wrażliwości jego kubków smakowych. – Dlatego najpierw wypełnij wszystkie obowiązki, a potem zajmij się przygotowaniem.
- Chyba mi pomożesz – odpowiedziała szatynka.
- Otóż nie, ja mam dwie lewe ręce. A ponadto dzisiaj mam mnóstwo pracy.
Wszyscy jounini mieli mnóstwo pracy. Matsuri była zdumiona, że Temari w ogóle widziała szansę na zrealizowanie pomysłu kolacji w taki dzień.
- O dziewiętnastej będziemy wolni, spokojnie – oceniła Temari z niezachwianą pewnością siebie. – Ty mi lepiej powiedz, czy potrafisz ugotować coś wykwintnego?
Pytanie. Oczywiście, że tak, jej ciotka jest kucharką. Matsuri połowę dzieciństwa spędziła pomagając jej w kuchni. A potem, nawet po skończeniu akademii, dużo gotowała. Zanim zajęła się treningami na poważnie.

***
Temari nabrała przekonania, że uda jej się doprowadzić do przełomu w rozwoju nieco nudnej znajomości Gaary z Matsuri. W końcu, pod niektórymi względami bardzo do siebie pasują. Pod innymi nie, ale nie ma związków idealnych. Jako doświadczona kucharka Mats powinna otrzymać znaczącego plusa.
Aby upewnić się, że wszystko pójdzie jak najlepiej, przełamała opory i poszła na zakupy do najdroższego sklepu w Sunie. Tylko najwyższe szychy się w nim zaopatrywały.
W Sunagakure panował egalitaryzm i teoretycznie wszyscy byli równi, ale jak wiadomo – pieniądze dzielą społeczeństwo. Genini mają mieszkania w innej dzielnicy niż lepiej zarabiający od nich chuunini. W jeszcze innych warunkach mieszkają jounini. Najbardziej luksusowe apartamenty mają członkowie rady i dyplomaci. Mieszkają blisko siedziby administracyjnej i kupują na innej ulicy niż większość. Bywają w innych restauracjach i w innych sklepach. Inne potrawy goszczą na ich stołach. Osoby o wyższym statusie społecznym mogły sobie pozwolić na częste spożywanie ryb i owoców morza, które były w Sunagakure ogromnym rarytasem z prostego powodu – transport produktów wymagających przechowywania w zimnie był drogi i uciążliwy. Temari podejrzewała, że przeciętny genin nie mógł sobie pozwolić na żadne dania rybne. Może czasem na sushi. Chyba, że wybrał się na misję w rejony o innym klimacie.
Temari, mając dość ważne stanowisko i wysokie zarobki, mogła sobie pozwalać na zakupy w „burżujskich” sklepach, jednak wolała wydawać pieniądze na ubrania niż na jedzenie. Była zwolenniczką tradycyjnej kuchni. Może dlatego, że wyszukane potrawy kojarzyły jej się z dzieciństwem i despotycznym ojcem.
Kankuro i Gaara byli znacznie bardziej wybredni. I przyzwyczajeni do wyrafinowanych smaków, bo zarabiali znacznie więcej od niej. Postanowiła, że wielkopańskim gestem nadweręży budżet w imię wyższego celu. Miała nadzieję, ze jej się to opłaci.
Oczywiście wcześniej upewniła się, że Matsuri umie przyrządzać owoce morza. Pobłogosławiła w myślach jej ciotkę, pracującą w ekstrawaganckiej restauracji.
Zrobiła na szybko zakupy w porze lunchu, a potem zaniosła wszystko do domu i zostawiła Mats całą odpowiedzialność, pierwszy raz od dawna ciesząc się, że ma dużo pracy.
Efekty przerosły jej najśmielsze oczekiwania. Nawet ona musiała przyznać, że warto czasem wyszukaną potrawą umilić sobie życie. Matsuri zrobiła na przystawkę sashimi z tuńczyka z sosem sojowym i wasabi, a na główne danie kanisuki z duszonych krabów.
Gdy Temari ujrzała jeszcze różnokolorowe ciastka w kształcie kwiatów na deser, szczęka jej opadła do samej ziemi.
Wszystko było pyszne i całe szczęście, bo przynajmniej to stanowiło pociechę wobec rozczarowującego wieczoru.
Chłopcy obiecali, więc oczywiście przyszli. Kankuro przyprowadził Michiru, co ją zdziwiło, bo była przekonana, że mają kryzys w małżeństwie. Ale to nie było najgorsze.
Ino przyszła z Shikamaru, wcale jej o tym nie uprzedzając. Przez cały wieczór uśmiechała się złośliwie, rzucając w jej stronę sugestywne spojrzenia.
Tym razem sobie nagrabiła. Jednak Temari była zmuszona zacisnąć zęby i udawać, że nie dostrzegła tej bezczelności. Skoro Yamanaka zostanie w osadzie kilka tygodni, lepiej mieć z nią dobre kontakty. Gaara ją lubi, więc może być przydatna.
Początkowo atmosfera przy stole była napięta. Rozmowa się nie kleiła. Potem Ino zdołała ją trochę ożywić, ale rozmawiała z chłopakami o pracy. Potem o polityce międzynarodowej. Potem zaczęła opowiadać o tym, co się dzieje w Konoha, koncentrując się na zaręczynach Naruto z Hinatą. Jedyną zainteresowana osobą była Michiru i nagle okazało się, że znalazły z Yamanaką wspólny język.
Temari miała ochotę krzyczeć z frustracji. Każda próba ściągnięcia na siebie uwagi spełzała na niczym. A Temari bardzo liczyła, że jakoś zdoła w rozmowie przemycić garść pochwał pod adresem Matsuri.
Szatynka chyba źle się czuła w tym towarzystwie i prawie cały czas milczała. Podobnie jak Shikamaru.
Pod koniec spotkania Temari była skłonna ocenić je jako całkowite fiasko, ale nie było tak źle. Zbierając się do wyjścia wszyscy zaczęli zachwalać umiejętności kulinarne Matsuri, więc była okazja do zrobienia kilku znaczących uwag o jej wysokich kwalifikacjach na żonę. Potem postanowiła wykorzystać fakt, że Gaara lubi gotować i zadzierzgnęła konwersację na temat tajników przygotowywania krabów. A potem się ulotniła pod pretekstem porozmawiania z Shikamaru.
To nie było zbyt inteligentne z jej strony, bo teraz była skazana na jego towarzystwo. Odprowadziła go do kwater dla gości. Oprócz wymienienia kilku mało znaczących uwag, niewiele rozmawiali. Dopiero gdy dotarli na miejsce, Shikamaru zdradził chęć, by z nią poważnie porozmawiać.
Ale był lakoniczny i nieromantyczny, jak zwykle.
- Kiedy to wszystko się już skończy, cała afera z waszymi piratami – powiedział i zawahał się. – Wtedy zadam ci jeszcze raz to samo pytanie i chciałbym, żebyś na nie ostatecznie odpowiedziała. Czy chcesz związku na poważnie, czy nie. Czy zechcesz zamieszkać ze mną w Konoha, czy nie.
Jak zwykle mówił bezpośrednio i bez krztyny wyczucia.
A jednak nie udzieliła od razu odpowiedzi negatywnej. Obawiała się, że wtedy kolejny raz nie zapyta.
- Zastanowię się – zadeklarowała.
Shikamaru skinął głową.
- W takim razie odprowadzę cię do domu, nie możesz chodzić sama po wiosce w nocy.
Temari popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Bo ktoś mnie napadnie? – zapytała kpiąco. – Przynajmniej miałabym trochę rozrywki.
- Po prostu pozwól się odprowadzić.
No, dobrze. Raz może pójść na ugodę.

***
Matsuri zdążyła posprzątać po kolacji zanim Temari wróciła. Blondynka zlustrowała wzrokiem nienagannie czystą kuchnię i zrobiła niezadowoloną minę.
- Słabo się starasz – oceniła, siadając na krześle.
Chyba trochę nieładnie z jej strony. Matsuri poświęciła ponad cztery godziny na gotowanie.
- Sama zrób kolacje dla siedmiu osób, a potem się wypowiadaj.
Temari uśmiechnęła się sarkastycznie.
- Nie to mam na myśli. Nie mogłaś go dłużej zatrzymać, zagadać albo… - zlustrowała ją wzrokiem. – Pewnie nie. Muszę zaniżyć oczekiwania.
Matsuri wzruszyła ramionami i usiadła naprzeciw niej.
- Pewnie pracujecie jutro od świtu.
Temari machnęła ręką.
- Oczywiście. Jak zawsze. Ale wierz mi, to nie dla wszystkich jest problem. Mam wrażenie, że Gaara prawie w ogóle nie sypia. Widać nawet bez Shukaku tego nie potrzebuje. Tego akurat zazdroszczę, bo mogłabym robić tyle ciekawych rzeczy, gdyby mi wystarczały cztery godziny snu.
- Na przykład? – zapytała Matsuri automatycznie. Byle zmienić temat.
Bijuu to była dla niej abstrakcja i nic nie chciała o nich wiedzieć.
Temari zaśmiała się.
- Pewnie nauczyłabym się gotować - oceniła i zmieniła temat. - Myślę, że mogło być lepiej, ale mogło też być gorzej. Może uda mi się kiedyś jeszcze coś takiego zorganizować… Ale najpierw przygotuję dla ciebie listę tematów do rozmowy.
Mogła sobie darować te złośliwości. Matsuri uważała, że trudno ją winić za małomówność w towarzystwie Gaary. Normalnie była wygadana, ale kiedy miała rozmawiać z Kazekage uświadamiała sobie, że nie ma nic wystarczająco ważnego do powiedzenia.
- Jeśli będziesz organizować cokolwiek, mogłabyś zaprosić Sunami - zasugerowała.
Temari popatrzyła na nią z pewnym zaskoczeniem.
- A to dlaczego? Nie możesz się z nią umówić, żeby pogadać?
Otóż właśnie nie mogła. Przyjaciółka od dłuższego czasu zachowywała się dziwnie, a w ciągu ostatnich kilku dni unikała jej w sposób ewidentny.
- Niestety nie. Mam wrażenie, że Sunami się obraziła. Powiedziała, że wszystko w porządku, ale… No cóż, unika mnie, więc widocznie ma żal.
- Do ciebie? Z jakiego powodu? – spytała Temari obojętnie. Uznała, że koleżanka jak zwykle wyolbrzymia.
- Dlatego, że podrzuciłam jej nadajnik.
Temari przypatrywała jej się przez chwilę, jakby nie rozumiała.
- Co zrobiłaś?
Matsuri wolała tego nie powtarzać.
Temari potrząsnęła głową, jakby próbowała strząsnąć z siebie jakieś myśli.
- Nawet przez moment nie przyszło mi do głowy, że maczałaś w tym palce.
Matsuri zaczerwieniła się.
I tak czuła się głupio z tego powodu, ale Temari popatrzyła na nią w taki sposób, że poczuła się sto razy gorzej.
- Przecież o nic jej nie podejrzewałam, wiedziałam, że nic z tego nie wyniknie, więc… - zaczęła się pospiesznie tłumaczyć.
- Ale przyjaciołom nie robi się takich rzeczy – odpowiedziała Temari zszokowana. – Dlaczego więc to zrobiłaś?
To przecież oczywiste.
- Taki dostałam rozkaz. Bezpośrednio od Gaary.
Temari prychnęła wściekle.
- Zajebiście. Muszę w takim razie uważać, żebyś nie wbiła mi noża w plecy.
Matsuri przez chwilę nie była w stanie nic powiedzieć.
Wiedziała, że zrobiła coś nieuczciwego, ale bez przesady.
- Temari, to nie moja zła wola. To rozkaz służbowy. Miałam powiedzieć, że go nie wykonam?
Obserwowała, jak twarz koleżanki tężeje ze złości.
- Dokładnie tak. Sunami nigdy by ci tego nie zrobiła.
Też argument. Oczywiście, że nie, ale ona reprezentowała postawę, która wkurzała wszystkich dowódców. Mało ją obchodziło, czy zostanie zdegradowana. Można było wręcz pomyśleć, że pracuje dla idei. Matsuri znała swoje obowiązki i je wykonywała. Nie chciałaby zostać zdegradowana i wykonywać zadania poniżej godności kunoichi, w dodatku za pół darmo.
  - Może i nie. Ale ty, Temari, zrobiłabyś dokładnie to samo. Czy kiedykolwiek zlekceważyłaś rozkazy?
Pożałowała, że wypowiedziała te słowa. Blondynka popatrzyła na nią, jakby dostała od niej w twarz.
Ale kiedy się odezwała, mówiła w sposób zaskakująco opanowany.
- Nie. Nigdy nie zlekceważyłam rozkazu. Nawet wtedy gdy zostałam wysłana na pieprzoną granicę wioski, żeby czekać na niewidzialnego wroga, a Akatsuki w tym czasie zabiło mi brata.
Matsuri poczuła się, jakby coś urosło jej w gardle i utrudniało oddychanie.
- Ja nie zamierzałam…
Temari uciszyła ją gestem ręki.
- Masz rację. Pożądaną rzeczą jest wykonywanie rozkazów. Ale one czasami są błędne. Jak myślisz, dlaczego tamten rozkaz wykonałam?
To brzmiało jak podchwytliwe pytanie. A przecież odpowiedź nasuwała się sama.
- Bo to właśnie robią shinobi. Wykonujemy rozkazy. Wszyscy mogliśmy zostać zdegradowani. Nawet ty.
Twarz Temari skrzywiła się z wściekłości.
- Pieprzyć zobowiązania. Są znacznie gorsze rzeczy niż degradacja. Możemy sobie być shinobi, ale przede wszystkim powinniśmy pozostać ludźmi. Nie jesteśmy bezwolnymi maszynkami od wypełniania misji.
Matsuri milczała. Nie wiedziała, co mogłaby na to odpowiedzieć.
- Uważałam, że to błąd. Ale i tak go wykonałam, bo tak było łatwo. Strząsnąć z siebie odpowiedzialność, bo decyzję podejmuje ktoś inny. Ale niezależnie od tego, kto decyduje, wszystkich dotykają konsekwencje. Niepodejmowanie decyzji też nią jest. Efekt jest taki sam.
Temari wstała.
- Nie bierz tego do siebie, ale widzę, że się pomyliłam. Dlatego rób co chcesz, ale od tej chwili na mnie nie licz.

***
Temari była uważana za osobę zdecydowaną i wytrwałą. Sama się za taką uważała. Wolała działać niż snuć plany. Jeśli już jakiś ułożyła, dążyła do jego realizacji bez względu na przeciwności i nie zrażała się porażkami.
Tym razem czuła, że jest w kropce. Matsuri strasznie ją zawiodła i sprawiła, że cała jej koncepcja legła w gruzach. A wydawało się, że pomysł jest idealny.
Temari uważała, że musi znaleźć dla Gaary żonę. Nie ma innej opcji. Jeśli zostawi sprawy własnemu biegowi Gaara w końcu zdecyduje się na jakiś mariaż polityczny, bo tak mu będzie wygodnie. W Sunagakure, oprócz Matsuri, nie było odpowiedniej kandydatki.
Teoretycznie Gaara jest najlepszą partią w osadzie, bo ma wysokie stanowisko i jest szanowany. Ale to tylko teoria. Kunoichi, które mogłyby stanowić dobrą partię, na pewno nie spojrzałyby na niego jak na potencjalnego męża. Akceptowały go jako autorytet i dowódcę, ale żadna rozsądna dziewczyna w wiosce Piasku nie chciałaby brać ślubu ze zresocjalizowanym seryjnym mordercą. Może znalazłaby się jakaś paniusia, która chętnie poślubiłaby najlepiej zarabiającego mężczyznę w wiosce, ale taki egzemplarz byłby gorszy niż dama z samurajskiego rodu.
Równie złą opcją byłaby jedna z koleżanek Matsuri, które jako nastolatki założyły coś w rodzaju fanklubu Gaary. One postrzegały go przez pryzmat stanowiska i Temari była przekonana, że wolały wielbić go z odległości. Tylko Matsuri się od nich różniła, bo pracowała w siedzibie, trenowała z Gaarą i trochę go znała. Gaara postrzegał ją jak uczennicę, ale miał dla niej pewną sympatię, więc mógłby zmienić nastawienie. Gdyby tylko Temari odpowiednio tym pokierowała.
Jednak nie brała pod uwagę, że Matsuri tak poważnie traktuje kwestię hierarchii. Widocznie mniej różniła się od swoich koleżanek niż się wydawało. Okazała się tak samo bezużyteczna. Ostatnią rzeczą, której potrzebuje Gaara, jest kolejna osoba, która będzie go bezwzględnie słuchać. I utwierdzać go w przekonaniu o jego wyjątkowości.
Temari przeszkadzały egocentryzm i arogancja Gaary, nie tylko dlatego, że ciężko się pracuje z kimś tak przekonanym o własnej nieomylności. Przeszkadzały jej, bo razem z poczuciem odpowiedzialności sprawiły, że Gaara postrzegał własną rolę w pokręcony sposób.
Każdy, kto obejmuje przywództwo wioski, musi się liczyć z konsekwencjami. Ale od kage nie oczekuje się, że będzie się zachowywać jakby był jednoosobową armią. Oni sami siebie tak nie postrzegali. Gdyby tak było, umieraliby znacznie młodziej.
Pod względem poświęcania się dowódców za wioskę najlepsze statystyki miała Konoha, ale zdaniem Temari złożyło się na to kilka czynników. Nie tylko idealizm wojowników z wioski Liścia. Także to, że spotkało ich więcej katastrof niż pozostałe wioski. Temari była zupełnie przekonana, że zarówno Trzeci, jak i i Czwarty Hokage zastosowali środki odpowiednie do sytuacji i nie szarżowali. Podjęli wyzwanie w sytuacjach krańcowych, bo czasem tak trzeba. Ale w normalnej sytuacji kage jest dowódcą, a nie desperatem. Nigdy nie powinien być desperatem. Nie powinien podejmować pochopnych decyzji wiedziony przekonaniem, że jest najpotężniejszą bronią wioski.
Gaara postąpił nieracjonalnie, gdy sam wyszedł naprzeciw Akatsuki zamiast dowodzić obroną. Nieracjonalnie i głupio, nawet jeśli myślał, że w ten sposób uniknie niepotrzebnych ofiar. Złamał podstawową i dobrze mu znaną taktykę wojenną, według której dowódca nigdy nie idzie na pierwszy ogień. Zrobił to, bo uważał się za broń ostateczną. Temari była przekonana, że nie zmienił zdania mimo, że nie był już jinchuuriki. Z takim poglądem na własną osobę następnym razem, w podobnej sytuacji, postąpi tak samo.
Temari była kunoichi i znała swoje obowiązki. Wiedziała, że czasami trzeba poświęcić życie dla dobra społecznego. Może ona będzie kiedyś to musiała zrobić. Może któryś z jej braci. Ale jeśli do tego dojdzie, chciałaby wiedzieć, że powodem była wymagająca sytuacja, a nie kompleks bohatera. Nie wpływ pieprzonego Shukaku.
Żeby Gaara podejmował właściwe decyzje, adekwatne do potrzeb, najpierw musiałby zrozumieć, że nie jest ani niezniszczalny, ani predestynowany do chronienia wioski. I że jego ocena sytuacji nie jest niepodważalna. Kolejna uległa osoba, która postrzega go przez pryzmat funkcji Kazekage, na pewno w tym nie pomoże.
Za to mogłaby pomóc kobieta, która traktowałaby go jak ktoś równowartościowy. Ktoś, kto by mu uświadomił, że jest osobą, a nie ostateczną bronią wioski Piasku.
Zdaniem Temari, Mats świetnie się do tego nadawała. Okazało się, że wcale nie. I to było niesamowicie frustrujące.
Straciła dwa miesiące na mozolne wdrażanie w życie planu, który od początku nie miał szans przynieść pozytywnego rezultatu. Teraz chyba będzie musiała poszukać kandydatki za granicą.
Szkoda, że nie wpadła na to, żeby zabrać się za Ino, zanim ta odkryła wielką miłość.
Yamanaka jako osoba, która rozstawiała wszystkich po kątach i nikomu nie pozwoliła się podporządkować, nadawała się idealnie. W dodatku była romantyczką. Mogła robić dobrą minę do złej gry z powodu ciężkiego charakteru Saia, ale Temari i tak wiedziała, że wolałaby małżeństwo od związku na kocią łapę.

***
Ino chciała porozmawiać z Shikamaru, dlatego zaczekała, aż shinobi wróci ze spacerku z Temari. Czekała na niego w jego pokoju. Zajmowała kwaterę obok i teoretycznie nie powinna naruszać czyjejś prywatności, ale nie zamierzała bawić się w uprzejmości.
Shikamaru, zobaczywszy jej minę, domyślił się, że nie spławi jej łatwo. Usiadł naprzeciw niej przy stole.
- Czy ty nie musisz się na jutro wyspać? – zapytał niechętnie.
Ino wzruszyła ramionami.
- Na twoje nieszczęście, nie. Chyba, że chcielibyście mnie zaprosić na wasze obrady. Jednak wydaje mi się, że Gaara nie lubi, gdy zbyt wiele osób dostaje szansę wypowiadania opinii.
Shikamaru nie skomentował. Ziewnął przeciągle, eksponując zmęczenie.
Ino kontynuowała, niezrażona.
- Myślałam, że wyciągnę więcej z tego kolesia. On był niby zaufaną osobą i miał dobry kamuflaż, a jednak niewiele wie. Chyba nie doceniliśmy tych bojówkarzy.
Shikamaru skinął głową, patrząc na nią półprzytomnie.
- Zdecydowanie są lepiej przygotowani i lepiej się kryją niż sądziliśmy. Ale wykorzystamy te kilka wskazówek. Możliwe, że w którymś z miejsc, które wskazałaś, jest jeszcze obozowisko. A jeśli nie, może trafimy na jakieś ślady ich działalności.
Dobrze powiedziane. Może.
Gaara był niezadowolony z efektów jej pracy i trudno mu się dziwić. Ale ona zrobiła, co mogła. Terroryści byli bardzo ostrożni, dbając o to, by nikt wewnątrz wioski nie miał o nich dokładnych informacji.
- Może się też okazać, że zabrnęliśmy w ślepą uliczkę – powiedziała.
- Suna ma na pustyni swojego człowieka, który ma przeniknąć w szeregi bojówkarzy i zrobić zwiad. Nie ma powodu się niecierpliwić, w końcu ich dopadniemy – ocenił. – Jeśli to wszystko, co do mnie masz, to chciałbym już iść spać.
Ino pokręciła głową. Nie miała dla niego żadnej litości.
 - Jak układają się sprawy z Temari? Mogłabym z nią porozmawiać, jeśli chcesz.
Shikamaru zmarszczył brwi.
- Zajmij się własnym rozpadającym się związkiem, zamiast wtrącać się do mojego.
Ino uśmiechnęła się złośliwie.
- Sądziłam, że nie jesteście już razem. I nie tylko ja. Yuki jest przekonana, że do siebie wrócicie. Czy przypadkiem jej nie zwodzisz?
Shikamaru nie pozwolił się sprowokować. Wstał od stołu i poszedł w kierunku sypialni. Ino, urażona, chciała pójść za nim.
- Nie pakuj mi się do łóżka. Dobranoc – powiedział shinobi, zamykając jej drzwi przed nosem.
Ino westchnęła z rozczarowaniem.
Spławił ją, a chciała jeszcze o kilka rzeczy spytać. Przede wszystkim o to, jak długo jego zdaniem potrwa ta delegacja. Nie miała nic przeciwko wizycie w Sunie, ale wolałaby nie spędzać tutaj kolejnych tygodni. A na to się zanosiło.

 

3 komentarze:

  1. Siedemnastoletnia Rei(jap. dusza) jest zwykłą nastolatką dorabiającą w jednym z barów. Jednak jeden dzień zmienia całą przyszłość dziewczyny tym samym zakłócając Jej przyszłość. Zostaje uratowana przez Hidana z rąk gwałcicieli a za to musi spełnić przysługę związaną z byłymi członkami Akatsuki oraz innymi osobami. Musi bowiem odnaleźć ich zagubione dusze. Ponadto pozna swoją przeszłość, która wcześniej spowijała się mgłą tajemnicy.

    stracone-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam od jakiegoś czasu Twoje opowiadanie, ale po raz pierwszy komentuję.

    Twoja historia Wioski Piasku po wielkiej wojnie, bardzo mnie zaintrygowała. Każde z rodzeństwa jest na swój sposób oschłe i nieczułe, a mimo to naprawdę ich polubiłam i kibicuję każdemu z nich.
    W tym rozdziale najbardziej podobała mi się rozmowa Shikamaru z Temari - taka bezpośrednia, niby nieromantyczna a jednak. I bardzo w stylu Nara. Mam nadzieję, że będzie się on pojawiać częściej;).
    Ostatnio coś mało wątków poświęcanych jest Kankuro i jego świeżo poślubionej małżonce. Biedak, coś mu źle robi małżeństwo, skoro taki nerwowy.
    Nie spodziewałam się po Matsuri takiego zachowania. Niby taka niewinna, nieśmiała, ale podłożyła taką świnię Sunami. Ciekawe czy przyjaciółka się dowie.

    Piszę krótko i chaotycznie - w sumie dlatego nie lubię komentować. Dlatego kończę i życzę weny, aby kolejne rozdziały były jeszcze lepsze:)

    PS Ach, ta Temari, szuka idealnej kandydatki, a jedna z przyjaciółek doskonale spełnia jej wygórowane wymagania...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale nie chaotycznie, zresztą każdy komentarz jest w cenie, bo dobrze jest poznać myśli czytelników, są plusy do motywacji :)
    Ano, ktoś musiał podrzucić Sunami ten nadajnik sprzed paru rozdziałów i po krótkim wahaniu wybrałam Matsuri. To też daje ważną informację na jej temat :P Nie oceniałabym jej może tak surowo jak Temcia, ale ona trudno wybacza, zwłaszcza sobie :P
    Obiecuję, Kankuro dostanie swoje pięć minut w 18. lub 19. rozdziale. Może więcej niż 5, bo czas pchnąć jego wątek do przodu.

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)