czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 15.




                                                Fakty mogą być mylące, ale plotki,   
                                                                        prawdziwe czy nie,  
                                                                 zawsze coś odkrywają


***
Temari była zła na obu braci. Nie była pewna, na którego bardziej. Na Kankuro – bo wpędził ją w kłopoty. I na Gaarę, bo zbeształ ją, chociaż nic nie zrobiła.
Gaara był ostatnio wyjątkowo pobłażliwy dla brata, za to złość wyładował na niej. To ona musiała wysłuchać pouczeń, że zachowuje się głupio i nieodpowiedzialnie.
Była po pracy, do diabła. Sunami też była po pracy. A Gaara potraktował ją jakby demoralizowała podwładnych.

    Nie omieszkała mu przypomnieć, że Suni nie jest jej podwładną i może z nią pić, ile chce. Gaara wtedy przydzielił jej karną papierkową robotę i kazał wyjść.
Tak ją tym wkurzył, że postanowiła zrobić mu na przekór i w nocy wyciągnęła Sunami do baru. Tym razem w wiosce, bo na podróż nie było czasu. Rano czeka robota.
Czasami miała ochotę rzucić wszystko w diabły i wyemigrować. Nierozważnie powiedziała to na głos.
- Może wyemigrować do Konohy? – zapytała Sunami z wymuszenie niewinną miną.
Temari zmroziła ją spojrzeniem.
Siedziały przy stoliku w niemal opustoszałym lokalu. Zamówiły tylko likier, bo nie mogły się upić, chociaż obie miały ochotę odreagować. Sunami stresowała się lekcją w szkole, a Temari… Cóż, ona przeklinała los, który kazał jej urodzić się w tej rodzinie.
- Nie wkurzaj mnie i ty, Suni – powiedziała karcąco. – Bo ktoś w końcu oberwie. Oczywiście nie mogę tknąć Gaary, więc padnie na ciebie.
Sunami nic nie powiedziała. W końcu potrafiła czytać emocje, więc powinna wiedzieć, że nie należy przeciągać struny.
Jeśli ma jakiś instynkt samozachowawczy powinna milczeć i jako lojalna przyjaciółka wysłuchać jej frustracji.
- Jestem najstarsza i należy mi się szacunek – powiedziała z wściekłością. – Ale Gaarze woda sodowa uderzyła do głowy, ot co.
Sunami przytaknęła.
To dlatego była idealną rozmówczynią. W przeciwieństwie do Mats, która każde złe słowo o Gaarze traktowała jak obrazę majestatu, Suni nie była pozbawiona krytycyzmu. Wysłuchała, dorzuciła swoje trzy grosze i Temari od razu czuła się lepiej. Dobrze, że nie wszystkie jej przyjaciółki lecą na któregoś z jej braci. Życie byłoby jeszcze bardziej nie do zniesienia.
- Przeklinam dzień, w którym geniusze ze starszyzny dali mu stanowisko Kazekage – dodała blondynka.
Wcale nie dlatego, że nagle stał się egocentrycznym bucem. Zawsze taki był.
Po pewnym czasie zaczęła nienawidzić tego pomysłu, ale dlatego, że Gaara postanowił poświęcić życie wiosce. W przenośni i dosłownie.
Teraz nie chciała się nad tym zastanawiać.
- Pewnie mu się znacznie pogorszyło, gdy dowodził na wojnie – odpowiedziała Sunami.
Temari potrząsnęła głową.
- Wcale nie. Już wcześniej poczuł się ważny. Opowiadałam ci o szczycie Pięciu kage przed wojną z Madarą?
- Coś tam wspominałaś. Wiesz, słyszałam też z innych źródeł – odparła Sunami ironicznie.
Kompletnie nie zrozumiała, o co chodzi. A to było takie zabawne. Z perspektywy czasu Temari traktowała zachowanie wszystkich pięciu kage jako źródło anegdotek i brylowała dzięki temu w towarzystwie.
- Gaara był o wiele młodszy od całej reszty, więc traktowali go z góry. Ale on ma zero wyczucia i nawet mu nie przyszło do głowy, że powinien okazać starszym szacunek. Zaraz na wstępie naraził się Tsuchikage, uzurpując sobie prawo do pierwszeństwa wypowiedzi.
- To musiało być ciekawe – skomentowała Sunami. Chyba tylko z uprzejmości, chociaż powinna wiedzieć, jakim wkurzającym cynikiem jest były lider Iwagakure.
- Stary ramol tak się zaperzył, że byłam zdziwiona, że nie spadł z krzesła – oznajmiła Temari z satysfakcją. Ilekroć przypominała sobie jakie miny stroił ten starzec, poprawiał jej się humor. I teraz też przeszła jej złość. – Potem było jeszcze lepiej, bo Gaara oskarżył go o hipokryzję. I to w takich ładnych słowach, to jeden z moich ulubionych cytatów – zastanowiła się. – To było coś w rodzaju: „Kiedy przerośliście sami siebie”? Jakoś tak. Cud, że staruch nie dostał wtedy wylewu. Chyba wszystkich to ubawiło. Mei Terumi patrzyła na Gaarę jakby chciała go zjeść. – Temari wzdrygnęła się. – Ona nawet się nie kryje ze swoim zboczeniem. To, co zrobiła później, gdy pojawił się Uchiha… Co prawda z nim walczyła, ale miałam wrażenie, że wolałaby go przelecieć.
Sunami skrzywiła się z niesmakiem.
- Za takie upodobania powinno się zamykać – oceniła Temari. – Może z wiekiem jej przeszło.
Sunami pokręciła głową.
- Ochota na młodych chłopców? Obawiam się, że nie. Jak myślisz, dlaczego oba jej małżeństwa skończyły się błyskawicznymi rozwodami?
Temari popatrzyła na nią z niedowierzaniem.
- No co ty. O tym się tak oficjalnie mówi?
Sunami wzruszyła ramionami.
- To nie jest niezgodne z prawem. Podobno gustuje w takich od piętnastu lat wzwyż. W Kiri uważają to za zabawne.
Tym razem Temari nie powstrzymała grymasu obrzydzenia.
- Przecież ona jest stara. Nawet nie chcę o tym myśleć – podsumowała. – Ale, schodząc na temat ploteczek. Mam ich całą garść.
- Domyślam się. Ostatnio zacieśniasz znajomość z Matsuri – odpowiedziała Sunami niechętnie.
Prawdą było, że Matsuri była świetnym źródłem informacji.
Ale tym razem nie ona dostarczyła tematów do pogawędek.
- Tu ciebie zdziwię. Rozmawiałam ostatnio z moją bratową.
Sunami popatrzyła na nią z konsternacją.
- Z Michiru? Czyżbyś się do niej przekonała?
Temari nie widziała potrzeby odpowiadania na to pytanie.
Nie tyle się do niej przekonała, co jej potrzebowała. Wpadła na genialny pomysł wykorzystania obecnej sytuacji i postanowiła zorganizować odświętny obiad dla nowożeńców. Oczywiście, oficjalne świętowanie odbyło się jak tylko przyjechali. Był bankiet, a na nim wszystkie szychy z wioski. Ale ona potrzebowała stworzyć inne okoliczności.
Przekonała Michiru,żeby przyszła z Kankuro. Przekonała Gaarę. Musiała uciec się do drobnego szantażu odwołując się do jego poczucia solidarności rodzinnej. Podejrzewała, że wcale jej nie miał, ale był zobowiązany udawać, bo przecież chodzi o pozytywną przyszłość jego brata. 
Od momentu, gdy Gaara skończył z bezsensownym zabijaniem, coraz lepiej dogadywał się z Kankuro. Mieli tak dobry kontakt, że czasami w ich towarzystwie czuła się jak intruz.
Całe szczęście, że rozmawiała z nim zanim jeszcze nowożeńcy wrócili. Teraz nie mógł się już wycofać, mimo że Kankuro mu się naraził. Kolacja odwlecze się w czasie, ale musi dojść do skutku.
Jedynym problemem było to, jak wytłumaczyć obecność Matsuri. Dlatego postanowiła być miła dla Michiru i tak pokierowała rozmową, by sama zaproponowała zaproszenie przyjaciółek. Sunami pewnie znajdzie sobie wymówkę, żeby nie przyjść, bo nie znosi Kankuro. Ale Mats przyjdzie na pewno.
Temari miała nadzieję, że Sunami nie domyśli się, że to była jej inicjatywa, bo będzie suszyć jej głowę. I tak coraz bardziej krytykowała plan wyswatania Gaary i okazywała na każdym kroku oburzenie.
Dlatego trzeba zbyć temat Michiru, żeby nie budzić podejrzeń. Nie dość, że musi być przekonująca to jeszcze ująć wszystko w takich słowach, żeby nie skłamać. Przyjaźń z empatką jest piekielnie trudna.
- Jeszcze nie wiem, ale dam jej szansę, w końcu teraz to rodzina – powiedziała swobodnie. No, to było neutralne. Jednak trzeba prędko zmienić temat. – Ale jakim podzieliła się ze mną hitem. Domyśliłabyś się, że Yuji jest gejem?
To było bardzo celne zagranie. Sunami była zszokowana i zrezygnowała z dopytywania się o jej relacje z Michiru.
- Ten Yuji? Wielka szycha w radzie jouninów?
Temari pokiwała z entuzjazmem głową.
- Tak, dokładnie ten. Ten sam, który próbuje podważyć mój autorytet odkąd dostałam awans. Tak sobie myślę, że nie będzie już pupilkiem starszyzny, jeśli ktoś go wsypie. Może powinnam go zaszantażować?
- To może być tylko plotka – oceniła Sunami sceptycznie.
Temari uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- Otóż nie, moja droga, to jest pewna informacja. Michiru wie to od jego żony. On jest całkiem… No wiesz, całkiem niezdolny do tego z kobietą. Jarają go tylko faceci. Dzieci z tego nie będzie.
Wiedziała, że brzmi złośliwie i wrednie, ale dupek sobie zasłużył. Nie za to, że jest gejem tylko za to, że jest mizoginem i robi, co może, żeby ambitne kobiety miały pod górkę.
Teraz będzie miała nad nim przewagę i musi dobrze przemyśleć, jak to wykorzystać.
 Ciekawe, czy Sunami myślała o tym samym. Sprawiała wrażenie zaaferowanej.
- Temari, to jest to, czego szukaliśmy – powiedziała.
Na pewno to, czego Temari szukała.
- Pamiętasz o czym rozmawiałyśmy, gdy wróciłaś z Konohy? – zapytała Sunami. – Gdy widziałyśmy się pierwszy raz po mojej misji w kraju Śniegu?
Temari popatrzyła na nią, nieco skonfundowana.
- To było bardzo dawno. Nie wydaje mi się, żebyśmy rozmawiały o czymś ważnym, same plotki.
- Właśnie. Plotki – powtórzyła dziewczyna z naciskiem. – Daiki został oddelegowany do pracy z dzieciakami, bo pożarł się z Yujim.
No tak, łamanie praw pracowniczych i protekcja. Teraz było jasne, dlaczego Sunami to dobrze pamięta.
Jednak nadal trudno powiedzieć, do czego zmierza.
- A o co poszło? – kontynuowała Sunami widocznie rozczarowana brakiem reakcji ze strony przyjaciółki. – Daiki się wygadał, że poszli na dziwki.
Temari wciąż nie rozumiała.
- Poszli do onsenu. Jak sobie przypomnisz, co powiedział Hiro, uświadomisz sobie, że to jest miejsce spotkań Seijiro ze zleceniodawcą z zewnątrz. A skoro bywają tam rebelianci…
- Mamy kreta – Temari dokończyła za nią zdanie.
Sunami uśmiechnęła się triumfalnie.
Temari z wrażenia opróżniła pół szklanki likieru.
- No to teraz Gaara odszczeka to, co powiedział o marnowaniu przez nas czasu – stwierdziła.
Sunami prychnęła.
- Bądź poważna, tu nie chodzi o twoją zranioną dumę. Zdajesz sobie sprawę, że to jest idealny moment? Trzeba pozbawić Yujiego możliwości kontaktu z rebeliantami zanim pojawi się tutaj Hiro, niezależnie od efektu jego misji. Dlatego nie drocz się z Gaarą tylko…
Temari uciszyła ją gestem ręki.
- Spokojnie, Suni, nie jestem głupia. Idę z nim pogadać. A ty lepiej się wyśpij, bo coś mi mówi, że jutro będziesz miała dużo pracy. Prawdziwej pracy.
Sunami skinęła ze zrozumieniem głową.
- A Gaara i tak będzie musiał przyznać, że jesteśmy niezastąpione – zakończyła Temari z satysfakcją.
Jak się okazuje, alkohol i plotki czasem równają się ciężkiej pracy wywiadowczej.
W każdym razie, ona tak to przedstawi.

***
W siedzibie władz wioski od rana panowała nerwowa atmosfera. To nic, w porównaniu ze skandalem, który wybuchnie, gdy wiadomość o aresztowaniu dwóch szanowanych obywateli rozprzestrzeni się w osadzie. A rozprzestrzeni się na pewno, mimo teoretycznie ostrożnych działań.
Temari, chociaż podekscytowana i zadowolona z siebie, sprawiała wrażenie nerwowej. Niepokoiła się reakcją rady jouninów. O ile oskarżenie o zdradę Seijiro nie wywoła skandalu, bo mimo ważnego stanowiska nie ma wielu osób, które mogłyby się za nim wstawić, o tyle aresztowanie członka rady jouninów cieszącego się zaufaniem starszyzny było ryzykowne.
Temari była niezdecydowana, jak należy to przeprowadzić. Kankuro radził kilka dni poczekać. Każde z nich uważało, że prowokowanie konfliktu z radą jest zbyt pospiesznym posunięciem.
Ale Gaara nie zamierzał kluczyć i dawać Yujiemu szansy, by się wymknął. Nie martwiła go myśl o rozzłoszczeniu kilku wysoko postawionych notabli. Przeciwnie, był zadowolony, że wreszcie coś zaczyna się dziać.
Kierowanie sprawami wioski było czymś, do czego dążył od momentu, gdy postanowił nadać swojemu życiu wartościowy cel, inny niż bezmyślna destrukcja. Chociaż przez większość czasu zajęcie to było porażająco nudne. Niemal w ogóle nie mógł opuszczać osady, a większość pracy stanowiła papierkowa robota, której nie znosił. Wykonywał ją skrupulatnie i niczego nie odwlekał na później właśnie dlatego, że była uciążliwym obowiązkiem, który i tak musiał codziennie odbębnić i nie chciał piętrzyć zaległości.
Myślał o codziennych zajęciach jako o pewnym rodzaju ascezy. Nie mógł rozpatrywać nudnej pracy w biurze jako pokuty, bo prawdopodobnie nie wystarczyłoby mu życia, żeby odpokutować. Asceza – to było dobre określenie. Przez większość czasu nic się nie działo.
Dla kogoś, dla kogo ulubionym zajęciem była walka, egzystencja możliwie najbardziej odległa od poprzedniego obfitującego w przygody życia, była ekstremalną formą umartwiania.
Gaara zwykle się nad tym nie zastanawiał, po prostu przyjął ten nudny tryb życia jako konsekwencję odpowiedzialności za wioskę. Był to też test silnej woli, bo prawie codziennie musiał rozmawiać z ludźmi, którzy działali mu na nerwy i których kiedyś by nie tolerował. Wystawiano na próbę jego cierpliwość, na przykład wtedy, gdy kończył przedzieranie się przez papierologię, a pomocnik kładł na biurko nowy stos raportów do przejrzenia. Nawet ktoś znacznie mniej drażliwy od niego mógłby wpaść w gniew.
Zdawał sobie sprawę, że zabijanie jest złe. Zarówno wtedy, gdy robił to na co dzień, jak i teraz. To nie mieści się w normach społecznych z oczywistego powodu – gdyby było dopuszczalne, szybko zabrakłoby jakiegokolwiek społeczeństwa. Oprócz problemów natury demograficznej były też moralne.
Jak każda istota ludzka wiedział, że pozbawienie życia drugiego człowieka, szczególnie z błahej przyczyny, jest naganne. Jest jedną z najgorszych rzeczy, które może zrobić człowiek. Zgadzał się z tym, nawet jako dziecko. Ale kiedy miał ochotę zabić, normy etyczne nie miały żadnego znaczenia. Było tylko pragnienie pozbawienie kogoś życia i przekonanie, że podstawowym prawem natury jest śmierć słabszych i przetrwanie silniejszych.
Rozpatrując to na chłodno także potrafił wyjaśnić swoje zachowanie, bo na tym polegała sprawiedliwość w swojej pierwotnej formie, starszej niż ludzka cywilizacja. Jesteś silny, więc zabijasz, do momentu, gdy znajdzie się silniejszy od ciebie.
Czasami zabijają słabi. Tak jak on zabił swoją matkę. Ale wciąż powinna mieć zastosowanie podstawowa zasada, według której zawsze znajdzie się silniejszy lub sprytniejszy. W jego przypadku też ktoś taki się znalazł. Ale wtedy pani Chiyo poświęciła swoje życie, wywierając tym większą presję, by postępował właściwie.
Gaara nie uważał się za jedyną osobę zdolną skutecznie chronić wioskę, ale za jedną z niewielu, które mogłyby to robić. Dążył do urzędu Kazekage, bo chciał, by wioska go potrzebowała. I dlatego, że on jej potrzebował. To osada stworzyła potwora i tylko ona mogła go opanować. Będąc przywódcą miał poważny powód, żeby nie wrócić do tego, do czego w innej sytuacji wróciłby, prędzej czy później.
Decydującym czynnikiem, przez który przyjął stanowisko, nie było pragnienie uznania. Był to ten sam powód, którym kierowała się rada powołując go – jako lider wioski podlegał społecznej kontroli i miał silną motywację, by sam siebie kontrolować. Znacznie pewniejszą niż wtedy, gdy wypełniał misje. Pracując w terenie miał zbyt wiele okazji, by złamać postanowienie nie zabijania bez uzasadnienia.
    Przelewanie krwi jest jak narkotyk. Gdy się w tym zasmakuje, zawsze znajdzie się jakiś powód.
Naruto Uzumaki zaszczepił w nim myśl, że może być kimś innym niż mordercą. Że może wybrać osławioną jasną stronę mocy. I to była kusząca perspektywa, bo gdy po jednej stronie mógł otrzymać od otoczenia jedynie wstręt i strach, które wciągały go coraz głębiej w otchłań samotności, wybierając drugą stronę mógł zawalczyć o uznanie.
Po latach wciąż uważał, że to dobra decyzja. Nie uwolniła go od samotności na pewnej płaszczyźnie, bo mając na sumieniu tyle istnień i zwichrowane poglądy na rzeczywistość nie mógł oczekiwać akceptacji. Nie ponad pewien powierzchowny poziom, na którym udawał, że jest normalny jak wszyscy inni. Ale stosując się do społecznych norm i – przynajmniej przez większość czasu - uznając je za własne, w jakiś sposób zredukował poczucie alienacji. Mógł rozmawiać z ludźmi. Z niektórymi lubił rozmawiać.
Uzumaki zmienił jego życie, dając powód do walki z instynktami. Ale jego oparciem, przyczyną, dla której wytrwał w tej decyzji, był ktoś inny.
I ten ktoś postanowił teraz o sobie przypomnieć, zaczepiając go na korytarzu w siedzibie administracyjnej.
Wtargnęła jak do siebie, jak zawsze łamiąc wszystkie normy. I nie bawiła się w uprzejmości.
- Czy możesz mi powiedzieć, co się do cholery dzieje? Dlaczego nie mam brać udziału w przesłuchaniach? To moje zadanie.
Gaara wziął głęboki wdech, siląc się na opanowanie.
- Nie. Twoim zadaniem jest tłumaczenie dzieciom zawiłości pracy w terenie. Dzisiaj powinnaś być w akademii.
Może stawiał sprawę zbyt ostro, ale nie miał innego wyjścia.

************************************************************************
Około cztery lata wcześniej, pola treningowe w Sunagakure

To był ważny dzień. Ukoronowanie wszystkiego, do czego dążył przez ostatnie dwa lata.
Teraz mógł udowodnić swą wartość i stać się komuś potrzebny.
Temari i Kankuro byli pełni obaw, ale on nie miał wątpliwości. Może chronić wioskę i z czasem, być może, zdobyć uznanie.  Może ludzie przestaną go nienawidzić.
Zastanawiał się, z jakiego powodu rodzeństwo próbowało go odwieść od decyzji o przyjęciu funkcji Kazekage. Prawdopodobnie nie mają do niego zaufania. Nie był tym zdziwiony. Nie mógł ich za to potępiać, chociaż świadomość, że w niego nie wierzą, powodowała w nim dziwne uczucie. Czuł się zawiedziony. Podobno w rodzinie należy się wspierać i ufać sobie nawzajem.
Kankuro i Temari byliby naiwni, gdyby pokładali w nim zaufanie. Można wierzyć w młodszego brata, ale nie w młodszego brata – świra. Aż za dobrze rozumiał ich wątpliwości. Chociaż miał przed oczami cel, czasami pokusa zrobienia czegoś nieprzemyślanego, moralnie nagannego, lecz satysfakcjonującego, była bardzo silna.
Zabijanie wciąż przynosiło mu satysfakcję. Ten rodzaj udowadniania własnej wartości to coś, od czego łatwo można się uzależnić.
Gdyby był na ich miejscu, też by sobie nie ufał. Znając siebie, miewał wątpliwości. Nie był pewny, czy przez resztę życia zdoła powstrzymać ogarniające go czasami pragnienie zabijania. Pragnienie wyładowania frustracji w najbardziej prymitywny i społecznie nieakceptowany sposób. Nie był pewny, czy za każdym razem będzie w stanie zapanować nad wpływem Ichibiego. Nie był nawet pewny, czy tym, co podpowiada mu, że zabijanie jest dobrym sposobem na oczyszczenie się z negatywnych emocji, jest Shukaku. Może bez demona byłby takim samym potworem.
Jednak był zupełnie pewny, że niezależnie od tego, co wywołuje w nim żądzę zabijania, będzie w stanie nad nią zapanować tak długo, jak długo będzie w stanie przywołać wspomnienie dziewczyny, która uświadomiła mu, że wszystko jest kwestią wyboru.
Miał kilka okazji, żeby ją zabić i za każdym razem pragnął to zrobić. Ale podjął inną decyzję. Nie wiedział, dlaczego, ale to nie było ważne. Istotne było to, że nawet wtedy, gdy pożądał krwi, mógł wybrać inaczej.
Gdy to sobie uświadomił, nie od razu, ale po latach, mógł uczynić użytek z tej wiedzy. I bardzo mu się przydała, żeby przekonać innych – i siebie – że potrafi się kontrolować. Nie odbierał życia, gdy to nie było konieczne, chociaż przy wykonywaniu misji okazji było wiele. Setki osób, które spotkał i które nie były po jego stronie. Shukaku – a może on sam - pragnął ich krwi.
Wtedy przypominał sobie dziewczynkę z czarnym warkoczem przewiązanym idiotyczną białą wstążką. Dziewczynkę, której postanowił nie zabijać. I widząc innych obcych ludzi podejmował taką samą decyzję.
Uciszyć żądzę mordu i pozwolić innym żyć.
Dziewczynka wciąż mieszkała w wiosce i czasami ją widywał. Czasami, gdy wydawało mu się, że potrzeba zabijania rośnie, obserwował z odległości jej treningi.
Wciąż była słaba w walce, z pewnego punktu widzenia niepotrzebna. Ale nigdy więcej nie pragnął jej zabić. Z jakiegoś powodu obserowanie jej wyzwalało go od niepokoju i całej plątaniny różnych emocji, które sprawiały, że chciał coś – albo kogoś – zniszczyć. 
Miał wobec niej dług wdzięczności. Nigdy nie uświadamiał sobie tego tak wyraźnie, jak tego dnia, gdy został wybrany Kazekage. To był powód, dla którego pomyślał, że wypada z nią chociaż raz porozmawiać. Nie rozmawiał z nią nigdy, ale wykorzystywał ją, żeby uciszyć emocje. To wydawało się nie fair, dlatego teraz, na zakończenie pewnego etapu życia i rozpoczęcie innego, należało to naprawić.
Powinien jej podziękować. Będzie zdziwiona, bo nawet go nie znała, ale porozmawianie z nią wydawało się właściwą rzeczą do zrobienia. To kwestia dobrych manier.
Dziewczyna pewnie pomyśli, że jest szalony. Pozostawało mieć nadzieję, że się go nie wystraszy.
    Chciał ją zaczepić w środku dnia, na polu treningowym, żeby nie spanikowała, mimo że miał opinię mordercy. I mimo tego, że przeraził ją kilka lat temu, gdy spotkali się po raz pierwszy – i, właściwie, jedyny.
Powinien pominąć informację, że czasami ją obserwował. Jeśli to zrobi, z pewnością ją przerazi.
Próbował uporządkować w myślach to, co ma powiedzieć i sformułował kilka prostych zdań. Nawet w jego głowie brzmiało to beznadziejnie, ale wiedział, że nic mądrzejszego nie wymyśli. Nie miał doświadczenia w rozmawianiu z ludźmi, szczególnie dziewczynami. Zwłaszcza z dziewczynami, które noszą wstążki we włosach.
W jego wyobraźni zawsze miała wstążkę.
Gdy zobaczył ją na polu treningowym, nie nosiła żadnych ozdób. Była ubrana w przepisowy strój kunoichi, żadnych błyskotek. Tak być powinno, bo przecież trenowała. A jednak czuł się zawiedziony.
Poczuł większe rozczarowanie, gdy zorientował się, że nie jest sama. Rozczarowanie i gniew. To drugie uczucie go zdezorientowało, bo dziewczyna ze wstążką nigdy nie wywoływała w nim takiej emocji – jednej z tych, które bał się odczuć, bo wiedział, jak może się to skończyć.
Towarzyszył jej Shihara, syn szefa jednostki specjalnej. I to jego winił za negatywne uczucie.
Harada i Shihara. Podobno ostatnio wywołali skandal. Temari, gdy z nim kiedyś rozmawiała i wpadła w to irytujące typowo dziewczyńskie gadanie – takie, które zawsze powodowało, że wyłączał uwagę i z uprzejmości udawał, że jej słucha – powiedziała coś o Shiharze, z którym była jakiś czas w drużynie. Podobno znalazł miłość i jest nią ta dziewczyna. Obca, niechętnie tolerowana w wiosce, dlatego wszyscy o tym mówili.
Nie mógł myśleć o Shiharze bez gniewu. Co to znaczy, że on ją znalazł. To tak, jakby chciał mu ją odebrać.
I rzeczywiście odebrał. Dotarło to do niego teraz, gdy zrozumiał, że nie dostanie szansy, by z nią porozmawiać. Dziewczyna jest zajęta treningiem. Z nim.
Poczuł pragnienie, żeby zabić. Było tak dojmujące, że niemal pozwolił mu sobą zawładnąć. Odzwyczaił się od zwalczania żądzy krwi – odkąd postanowił wybrać ścieżkę Uzumakiego, ścieżkę właściwych rzeczy do zrobienia, pragnienie mordu nigdy nie opanowało go w takim stopniu.
W takim momencie powinien myśleć o niej, ale to go wcale nie uspokajało, bo nie mógł jej zobaczyć. Nie samą. Tylko z nim.
Żeby było jak dawniej, musi wyeliminować drania.
Spodobała mu się ta myśl. To nie będzie tylko poddanie się żądzy mordu, to wybór. Shihara ją kocha. Jest przeszkodą.
Wuj Yashamaru mówił, że miłość to uczucie, które czyni ludzi silnymi. To uczucie, gdy jedna osoba potrzebuje drugiej. Dzieli z nią radości i smutki. Żadne nie jest samotne, bo są razem.
Jeśli Temari mówiła prawdę, Shihara potrzebuje dziewczyny ze wstążką. To bardzo dobry powód, żeby go zabić.
Shihara i Harada. On kocha ją, ona kocha jego. Głupia dziecinna rymowanka, którą niedawno śpiewały dzieciaki na ulicy.
Więc ona też go potrzebuje.
Gaara nie myślał wcześniej, że tego dnia zamiast podziękowania będzie musiał zdecydować się na pożegnanie. Ale to było jasne - jedyną właściwą rzeczą w tej sytuacji było zapomnieć o dziewczynie. Nie mógł dłużej wykorzystywać jej jako powodu swoich decyzji. 
Został Kazekage i musi zostawić tamto życie za sobą, także ją... Oby odeszło też pragnienie zabijania.

***
Sunagakure, czas teraźniejszy

Sunami raczej nie wpadała w gniew. Nikomu źle nie życzyła. Bywała wybuchowa, ale na palcach jednej ręki mogłaby policzyć sytuacje, gdy miała ochotę kogoś zaatakować. 
Brzydziła się przemocą. To wbrew wskazaniom buddyzmu. Wbrew ideałom ahimsy.
Mimo to czasami myślała, że poczułaby się lepiej, gdyby przyłożyła Gaarze.
Tym razem, gdyby nie zmusiła się do zebrania w sobie resztek silnej woli – i resztek godności – z pewnością skończyłaby w areszcie. Miała ochotę go uderzyć. Potem siebie, dla otrzeźwienia. Gdyby to nie poskutkowało pewnie trudno byłoby opanować chęć, żeby go przytulić.
Wydarzenia ostatnich kilku dni to było dla niej za dużo. Od tamtej nocy go nie widywała, a teraz stanęła z nim twarzą w twarz i to spowodowało, że nogi się pod nią ugięły. A on, jak zawsze, był zimny – nawet pod płaszczykiem uprzejmości był szorstki i bezduszny, jakby chciał ją odepchnąć. Jak zawsze, zachowywał się i mówił jak człowiek, który nad nią góruje i chce pokazać, gdzie jest jej miejsce.
Z dzieciakami, w akademii.
Mimo to wciąż nie była pewna, czy wolałaby go objąć, czy spoliczkować.
Chyba jest szalona. Lata tłumienia uciążliwych umiejętności nie przeszły bez echa. Najpierw, jako dziecko, poświęciła wiele godzin medytacji, by zamknąć się na napływające z zewnątrz, próbujące się czasem do niej przedostać jego negatywne emocje. A teraz, za każdym razem, gdy go widziała, próbowała wychwycić cokolwiek, co by świadczyło, że Gaara jakieś emocje jeszcze ma. I nie wychwyciła prawie nic. Słabe refleksy, jakby prawie nic nie czuł, a jeśli już, to w stłumionej wersji. Tak efektywnie krył uczucia w sobie, że zastanawiała się, czy w ogóle jest ich świadomy. Czy cokolwiek jest w stanie go rozbawić lub rozgniewać.
A może jego umysł to wszystko lekceważy, odrzuca każdy emocjonalny bodziec jako niepotrzebny balast. To na pewno ułatwia traktowanie ludzi wokół, jakby mu przeszkadzali.
- Byłam dzisiaj w akademii. Przeprowadziłam lekcję – powiedziała, siląc się na spokój.
To drugie zdanie było powiedziane trochę na wyrost. Nie zrealizowała materiału, bo dzieciaki wcale jej nie słuchały. Przez to będzie musiała tam wrócić.
Myślała jednak, że to niepełne wykonanie zadania w niczym nie przeszkadza. Tak czy inaczej, zdrajcy muszą być przesłuchani. Zwłaszcza Yuji.
Gaara chyba nie będzie próbował jej wmawiać, że tak nie jest.
- Przecież liczy się czas. Naiwnością jest myśleć, że Yuji wszystko wyśpiewa, nieważne jakich środków użyjecie.
- Mamy wystarczające środki. Dzisiaj przesłuchanie prowadzi Kankuro, jutro przybędzie delegacja z Konohy – odparł Gaara, takim tonem, jakby tłumaczył coś rozkapryszonemu dziecku.
Cudownie. Geniusze z klanu Yamanaka. Może ta irytująca trzpiotka Ino.
Sunami nigdy wcześniej o niej w ten sposób nie myślała, ale teraz blond kunoichi z Konohy budziła w niej wyłącznie antypatię.
- Posłaliśmy po delegację z Konohy? – zapytała.
A więc Gaara naprawdę zamierzał ją odsunąć od sprawy i to sobie zaplanował jeszcze zanim udało się zdemaskować Yujiego. Jej, oczywiście, o niczym nie powiedziano, bo zamiast interesować się sprawami wioski powinna ograniczyć się do archiwum i akademii.
- Ja posłałem po delegację z Konohy. Ja podejmuję decyzje. Nie nadużywaj mojej cierpliwości i wróć do swoich obowiązków – odpowiedział Gaara lodowato.
Oczywiście, musi podkreślać, że to jego wioska, a ona jest w Sunagakure obca i niepotrzebna.
Problem w tym, że chciała być potrzebna tej osadzie.
- Idź do diabła – powiedziała i odwróciła się na pięcie.
To obraza majestatu, oczywiście. Nie dbała o to. Jeśli chce, niech wyciąga konsekwencje.
Miała już serdecznie dość Gaary i jego piekielnej wioski.


*************************************************************
Około cztery lata wcześniej, pola treningowe w Sunagakure

Kenzou usiadł na głazie i wziął do ręki butelkę z wodą. Sunami usiadła obok.
- Dlaczego się wściekasz? – zapytała.
Nie miała pojęcia, co robi źle, bo walka wręcz wychodziła jej coraz lepiej. Pewnie, że za nim nie nadążała. Ale on jest wybitnym shinobi, do cholery.
Ona może być przeciętna. Nie musiała się wyróżniać. Wypełniała średniej rangi misje, bezpieczne, takie, w czasie których nie musiała łamać zasad buddyzmu. Kenzou nawet zastrzegł jej w umowie, żeby nie musiała zabijać.
Ludzie, którzy się wyróżniali, brali udział w najważniejszych sprawach wioski. Byli bardziej potrzebni, ale wiedzieli też, że poważnie narażają życie. I czasami muszą je odbierać innym.
Brała udział w kilku starciach i widziała, jak się umiera. Od osób, które walczą o życie i tych, które je tracą, emocje emanują znacznie silniej. Nie potrafiła ich zablokować.
- Nie wściekam się – odpowiedział Kenzou.
- Kłamiesz – skomentowała.
Zwykle w takich sytuacjach ignorował jej pytania. Ale teraz napił się wody, odłożył butelkęi spojrzał na nią poważnie.
- Zdajesz sobie sprawę, w jak trudnej jesteśmy sytuacji? – zapytał. – Lata zaniedbań, podporządkowywania się możnym z kraju Wiatru, nie przeszły bez echa. Nasz system szkoleń jest beznadziejny. Wojownicy spoczywają na laurach, są zadowoleni ze średniej jakości zadań, bo płaca jest wystarczająca. Konoha inkasuje wszystkie ważniejsze misje. To doprowadzi do upadku, bo shinobi musi całe życie podnosić umiejętności.
Nie pierwszy raz to słyszała. Kenzou tak strasznie przejmował się potęgą osady, że czasami sprawiał wrażenie, jakby miał obsesję.
Może do pewnego stopnia miał rację. Ale przecież nie od niej powinien oczekiwać reakcji. Ona jest tutaj przypadkiem i pewnego dnia może jej tu nie być. Suna nie jest jej domem.
Wolała mu o tym nie przypominać. Kenzou wściekłby się, gdyby użyła argumentu, że nie będzie dla nich zabijać. Nie chce się nauczyć, jak pozbawiać kogoś życia.
- Chyba przesadzasz, bo teraz wszystko będzie lepiej – odpowiedziała. Ostatnio w całej wiosce zapanowała atmosfera entuzjazmu. Podszytego wątpliwościami, ale jednak entuzjazmu. Tylko Kenzou jest jak zwykle sceptyczny. – Macie nowego Kazekage. On was ochroni.
Wydawało jej się to oczywiste. Przecież wszyscy twierdzą, że Gaara jest niepokonany i przywróci w wiosce porządek. Podskórnie wielu się obawia, że mógłby zawieść pokładane w nim zaufanie, ale na pewno z czasem się przekonają. Przestaną opowiadać bzdury o jednoogoniastej bestii.
Wczytywanie się w jego emocje byłoby nieuczciwe, a poza tym trudne do wykonania, bo od dzieciństwa widziała go tylko parę razy, przez chwilę. Ale sądziła, że nie musi znać jego emocji, żeby wiedzieć, że nie jest… tym, za co go uważano. Nigdy tym nie był. Był zagubionym dzieciakiem, który nie miał celu, a teraz dostał szansę.
Wioska na pewno będzie bezpieczna z nowym Kazekage.
Kenzou prychnął z irytacją.
- Uważasz, że tylko lider stanowi o sile wioski? Może o tym nie wiesz, ale dwóch ostatnich zamordowano. Bo najlepszym sposobem, żeby podbić wioskę, jest ją osłabić. I dopiero wtedy atakować. Istnieje powód, dla którego przysięgamy za cenę własnego życia chronić zarówno osadę, jak Kazekage.
Jego słowa były logiczne. I nie do zaakceptowania.
Przecież wszyscy wiedzieli, że Gaara jest niepokonany.
- Tak, ale…
- Każdego można zabić, to kwestia metody – uciął Kenzou, który już wpadł w ten swój nieznośny ton mentora. – Dlatego o sile wioski nie stanowi dowódca tylko każdy wojownik z osobna i wszyscy jako całość. Ale u nas już się tak utarło, że idzie się na łatwiznę. I ty również  idziesz na łatwiznę. Przede wszystkim ty. Egzamin na chuunina zdałaś tylko dzięki szczęściu i jesteś zadowolona. Jeśli nie zdecydujesz się na operowanie czakrą, nie masz co marzyć o zostaniu jouninem. Ani teraz, ani za dziesięć lat.
Stara śpiewka.
- Nie chcę zostać jouninem.
Tego egzaminu nie można zdać dzięki szczęściu. Trzeba zabijać albo przynajmniej być gotowym na to, by zabić.
Irytacja i gniew płynące od Kenzou stały się jeszcze intensywniejsze.
- Właśnie przez to nastawienie nigdy nie będziesz kunoichi. Jesteś tylko zatrutą pacyfistycznym myśleniem dziewczynką, której się wydaje, że jakimś cudem prześlizgnie się przez świat, do którego nie pasuje. Nie jesteś i nie będziesz pożyteczna. Gdy wróg zaatakuje wioskę, spróbuj go rozbroić empatią. Albo, jeszcze lepiej, wymódl dla nas łaskę u tego twojego bożka.
Rozumiała jego punkt widzenia. Wiedziała, że ma rację.
Ale nie chciała zapominać, kim jest, ani zmieniać się dla dobra sprawy, która jej nie dotyczy. To nie była jej walka.
   Wtedy sądziła, że nic nie skłoni jej do zmiany zdania.


2 komentarze:

  1. Więc Sunami jest jakąś sekretną miłością Gaary z dzieciństwa? Łoo... to ciekawy obrót sprawy.
    Może później pokuszę się o dłuższy komentarz.
    Powodzenia i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo. Coś tam było, ale czy to miłość? Gaara na pewno tak nie uważa :D
      Nie naciskam na komentarze, wiem, że sesja w toku :)

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)