niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział I. Wróg u bram


Przez korony drzew otaczających niewielką polanę w pobliżu wioski Liścia z trudem przebijały się promienie słoneczne. Był wczesny ranek, słońce niedawno wzeszło. W osadzie prawdopodobnie zaczął się już zwykły poranny zgiełk, shinobi przebijali się przez osadę z poleceniami – jednak tutaj, na skraju lasu, łatwo było zapomnieć, że zaledwie pół godziny marszu stąd znajduje się wioska pełna ludzi.


Wszechogarniająca cisza, zieleń, świergot ptaków sprzyjały zjednoczeniu z naturą i wewnętrznej harmonii. Sprzyjały pracy nad czerpaniem z natury czakry i zapewne to sprowadziło w to ustronne miejsce dwoje ludzi siedzących na ziemi ze skrzyżowanymi nogami i pogrążonych w medytacji. 
Chłopak miał blond włosy i charakterystyczny, pomarańczowy dres. Siedząca naprzeciw niego dziewczyna charakteryzowała się ciemną karnacją. Była ubrana w zielone spodnie i jasną bluzkę bez rękawów. Długie ciemne włosy związane niedbale w warkocz zarzuciła na ramię.
Ludzie wydają się elementem niepożądanym w otoczeniu tak dalekim od cywilizacji, ale para obecna na polanie pasowała do otoczenia. Harmonizowali się z naturą, skoncentrowani na wewnętrznej równowadze dążyli do metafizycznego zjednoczenia z czterema elementami...
- Nie wytrzymam tego – powiedziała kunoichi. Otworzyła oczy i zmieniła pozycję, siadając na trawie z nogami podciągniętymi pod siebie. Na dźwięk jej słów shinobi wzdrygnął się i popatrzył na nią z wyrzutem.
- Sunami! Co to za dywersja! Już tak dobrze nam szło, dattebayo.
Brunetka żachnęła się.
- Akurat – skomentowała.
Chłopak ściągnął brwi w wyrazie niezadowolenia.
- Jasne, że tak. Oczyściłem umysł ze wszelkich zbędnych myśli, spróbuj zrobić to samo.
Sunami uśmiechnęła się złośliwie.
- Akurat – powtórzyła. – Nie ściemniaj, Naruto. Cały czas myślisz o Hinacie.
Blondyn obruszył się.
- Co ty mi próbujesz... Skąd wiesz, o czym myślę? – wtrącił pytanie w pół zdania, a na jego twarzy odmalowała się podejrzliwość.
Sunami prychnęła, urażona zarzutami o nieczyste intencje.
- Nie zaglądam ci do umysłu, pajacu. Nie trzeba żadnych specjalnych umiejętności, by wiedzieć, co masz w głowie.
- Próbujesz mnie obrazić, dattebayo?
Sunami wzruszyła ramionami.
Co prawda skłamała mówiąc, że nie poznała jego myśli dzięki specjalnym zdolnościom, ale nie czuła się temu winna. Miała na tyle taktu, by wiedzieć, że czasami lepiej nie mówić ludziom prawdy, a Naruto nie chciałby wiedzieć, jak intensywne wylewają się z niego emocje.
Sunami wolałaby ich nie odczuwać. Jednak problem polegał na tym, że koncentrując się na medytacji i wyczuciu energii natury, żeby pobrać czakrę z otoczenia i zapanować nad jej przepływem, nie była w stanie jednocześnie blokować silnych emocji. Z tego powodu trening z Naruto tylko na początku przynosił dobre efekty. Wiele się nauczyła, umiała skoncentrować się na pobieraniu energii z konkretnego obiektu i na tym, by pozwolić jej przez siebie przepłynąć – wciąż nie umiała jej długo zatrzymać, ale przynajmniej nie wysadzała okolicznych obiektów tylko wysyłała czakrę z powrotem do otoczenia. Jej zdaniem to był bardzo duży postęp.
Jednak Gaara oczekiwał, że nauczy się więcej i w tym tkwił problem. Gdy widziała się z nim dwa dni temu, wbrew temu, czego się spodziewała, rozkazał jej zostać dłużej w Konoha na treningu. Miała ochotę mu uświadomić, że to zupełnie bez sensu, jednak wiedziała, że jej argumenty zabrzmią jakby się usprawiedliwiała... Plus, Gaara tego zupełnie nie zrozumie. Z pewnością nie uwierzyłby, że trening w miarę upływu czasu przynosi coraz mierniejsze efekty.
No tak, tylko że on nie odczuwał cudzych emocji... I nie miał pojęcia, co dzieje się z emocjami Naruto, który im bliżej ślubu, tym bardziej stawał się nerwowy. I pobudzony.
Nie było żadną tajemnicą, że w klanie Hyuuga istnieje absurdalne – nawet jak na śmieszne tradycje Konoszan – przekonanie, że kobieta powinna być dziewicą do ślubu. Sunami wiedziała, że Hinata traktuje poważnie tę zasadę, wcale nie musząc jej o to pytać – po prostu w czasie treningów odczuwała wzrastającą frustrację pechowego narzeczonego.
To się stało nie do zniesienia zwłaszcza po tym, gdy Naruto i Hinata zostali przyłapani na – zupełnie niewinnej, była o tym przekonana – schadzce po zmroku. Wtedy starszyzna kategorycznie zabroniła im widywania się aż do ceremonii. Sunami była pewna, że dumni seniorzy rodu pożałują tej decyzji, kiedy Uzumaki zostanie Hokage. Ale, póki co, musiał zastosować się do ich rozkazów. Chodził nabuzowany, i tak ją rozpraszał, że nie potrafiła w żaden sposób zapanować nad czakrą. Raz, gdy pobrała jej za dużo z otoczenia, ścięła przypadkiem drzewo.
Drzewo, które było żywą istotą, ale jej współczucie dla niego było jakieś przytępione. Nie potrafiła go żałować, bo bardziej było jej żal nieszczęsnego oblubieńca, a jeszcze bardziej – samej siebie.
W końcu od tygodni nie widziała Gaary, odczuwała jego brak każdym włóknem ciała – a rozbicie emocjonalne Uzumakiego wcale nie pomagało jej nad tym zapanować.
Dzień ślubu miał być końcem jej katorgi, ale wcale nie było lepiej, wręcz gorzej. Naruto był chyba jeszcze bardziej nabuzowany niż wcześniej, tyle że w inny sposób. Wcale się mu nie dziwiła – po tak długo wyczekiwanym ślubie, skoro musiał pozostać w wiosce z powodu obowiązków zawodowych i nie mógł wyjechać z Hinatą na miodowy miesiąc, z pewnością chciałby przynajmniej wyzyskać do maksimum... miodowe noce. Zamiast tego musiał zrywać się jeszcze przed świtem, żeby z nią trenować.
Chociaż Naruto był znany z lojalności wobec przyjaciół, Sunami i tak nie mogła się nadziwić, że nie powiedział Gaarze, żeby się wypchał ze swoimi oczekiwaniami koleżeńskiej pomocy. Plus, była piekielnie wściekła. Na Gaarę, że podjął decyzję, by przedłużyć jej trening. Na Naruto, że nie zaprotestował. Znowu na Gaarę, za to, że zamiast jak normalny człowiek uczestniczyć w dwudniowym weselu, przybył na samą tylko ceremonię na kilka godzin i wrócił do swoich jakże-ważnych obowiązków. Jak zwykle, najważniejsza praca. Nie poświęcił jej uwagi, zakomunikował jedynie, że przy takich efektach treningu musi jeszcze zostać... Nawet z nią zbyt długo nie rozmawiał. Miała wręcz wrażenie, że chciał się jak najszybciej uwolnić od jej towarzystwa.
Właściwie, to ona powinna trzymać się od niego z dala. Z trudem opanowała chęć, żeby go przytulić, gdy tylko go zobaczyła. Od dawna czekała na dzień wesela Naruto z Hinatą, żeby zobaczyć Gaarę i jeśli tylko znajdzie się sposobność sam na sam przytulić, pocałować... I nawet taka sposobność się trafiła, ale ona nie zrobiła żadnej z rzeczy, na które miała ochotę, bo wiedziała, że na jednym pocałunku by się nie skończyło. Nie, gdyby cokolwiek od niej zależało. Gdyby Gaara ją odepchnął, poczułaby się jeszcze gorzej.
I tak ją chłodno potraktował. Wiedziała, że tak powinien się zachowywać i racjonalnie próbowała sobie wytłumaczyć, że to nic nie znaczy... To nie znaczy, że coś się zmieniło. Jednak racjonalne tłumaczenie sobie, że Gaara był w wiosce oficjalnie, że się spieszył i musiał uczestniczyć w uroczystościach zamiast wymykać się na spotkania, na nic się nie zdało. Czuła się tak bardzo dotknięta jego chłodnym zachowaniem, że nie potrafiła pozbyć się uporczywej i przerażającej myśli... że Gaara już jej nie chce.
Naruto, z tą swoją próbą robienia dobrej miny do złej gry i udawania zapału do treningu, jeszcze bardziej szargał jej nerwy.
Zerwała się z miejsca i strzepnęła źdźbła trawy z ciuchów. Naruto poderwał się za nią, zdezorientowany.
- Nie powinno mnie tu być – powiedziała, a prawdziwość tej myśli uderzyła ją podwójnie, gdy wypowiedziała ją na głos.
Jest tu o wiele za długo, to nie jest jej miejsce...
- Nie mów, że koniec treningu na dzisiaj. To wbrew ustaleniom, dattebayo – powiedział Naruto i rozczochrał sobie włosy, niby z zafrasowaną miną.
Jej to jednak nie oszukało. Dobrze wiedziała, że zatliła się w nim iskierka nadziei. Przed rozpoczęciem codziennej zmiany w pracy zdąży pójść do domu, do świeżo poślubionej żony.
- Koniec treningu. Dość tego terroru – powiedziała z werwą, przekonana o słuszności swojej decyzji.
- Więc idziesz do domu? – spytał Naruto z rezygnacją.
- Tak, wracam do domu. Do Sunagakure.

***
Wysoka, opalona dziewczyna w szarym stroju, z ochraniaczem shinobi zawiązanym jak opaska na długich kasztanowych włosach, szybkim krokiem przemierzała korytarze siedziby administracyjnej. Mijani chuunini zerkali na nią bez zainteresowania, chociaż zmierzała do gabinetu Kazekage, do którego prawie nikt nie mógł wchodzić bez wezwania.
No, ale Kazekage był teraz gdzieś w drodze między Konohą a Suną, to zmieniało sytuację.
Kunoichi wtargnęła do gabinetu bez pukania. Kankuro odwrócił się w kierunku drzwi, zapewne z założeniem zbesztania tego, kto przejawia tak obcesowe zachowanie – ale zanim zdążył skomentować, dziewczyna wybuchła śmiechem.
- Nie za bardzo wczuwasz się w rolę? – zapytała.
Lalkarz przypomniał sobie, że ma na głowie czapkę Kazekage. Natychmiast ją zdjął i odłożył na biurko.
- Z nudów chwytam się rożnych zajęć – powiedział tonem usprawiedliwienia. – Co tu robisz, Noriko?
Kunoichi przestała się śmiać i popatrzyła na niego z urazą.
- No, wiesz. Możnaby pomyśleć, że liczyłeś, że moja delegacja w kraju Błyskawic potrwa wiecznie. Może powinnam oczekiwać takiego powitania, biorąc pod uwagę, że pod moją nieobecność się ożeniłeś – dodała kąśliwie.
- Kiedyś musiałem się zdecydować – odparł Kankuro swobodnie. – Co ciebie konkretnie tutaj sprowadza?
- Chciałam się przywitać – oznajmiła Noriko ze zdumionym wyrazem twarzy.
- Pewnie – odrzekł Kankuro krótko, sprawiając wrażenie, jakby był myślami gdzieś indziej.
Kunoichi podeszła i uścisnęła go. Była rozczarowana, że tak szybko się od niej odsunął.
- Nowe zadanie nie spełnia twoich oczekiwań? – zapytała z ciekawością.
Kankuro wzruszył ramionami.
- Czy ja wiem. Trudno mi cokolwiek ocenić, sytuacja jest zbyt nietypowa... Ludzie przychodzą do mnie i są niezwykle rozczarowani, gdy przypomną sobie, że nie jestem Gaarą. Nie, żebym polował na to stanowisko, ale czuję się osobiście... urażony. Mam na myśli, jestem pierwszym generałem w armii, dlaczego więc wszyscy traktują mnie mniej poważnie, gdy pracuję w gabinecie kage?
Noriko uśmiechnęła się.
- Nie traktują ciebie poważnie? Niemożliwe.
Kankuro nie zdążył odpowiedzieć. Ktoś, kto biegł korytarzem, zatrzymał się teraz przed drzwiami i zapukał trzykrotnie, a potem wpadł do gabinetu jakby się paliło.
Jak widać, w pośpiechu nie zapomniał o dobrych manierach, do czasu, gdy połapał się w sytuacji.
- Lordzie Kazekage – wychrypiał, stając na baczność mimo trudności ze złapaniem oddechu. W tym momencie zdał sobie sprawę z obecności Kankuro. – Niech to szlag.
Noriko wpatrywała się w niego z uniesionymi w zdumieniu brwiami. Kankuro powstrzymał się od ciętego komentarza. Nowo przybyły, Shingo, był jego dobrym kolegą. Mimo wszystko mógł się powstrzymać przed tak oczywistym okazaniem niedopasowania zastępcy kage do pełnionych obowiązków.
- Też się cieszę, że cię widzę – odpowiedział Kankuro, czując narastającą irytację. Pomyśleć, że kilka dni temu spodziewał się po tym kilkudniowym zastępstwie dobrej zabawy. Teraz już myślał o wzniesieniu ofiary w intencji jak najszybszego powrotu Gaary, jak widać – jedynego prawowitego dowódcy w oczach pospólstwa. – Jaka pilna sprawa cię tu przygnała?
Shingo głośno przełknął ślinę.
- Wróg u bram.

***
Wioska Piasku dzięki ukształtowaniu terenu jest niezwykle trudna do zdobycia. Klify skalne, otaczające osadę, chronią ją nie tylko przed burzami piaskowymi i morderczym gorącym powietrzem, ale także uniemożliwiają dostanie się do osady inaczej niż drogą powietrzną.
Kankuro być może miał zbyt słabą wyobraźnię, ale nie potrafił się domyślić, co kieruje ludźmi, którzy postanowili karkołomnie zaatakować wioskę.
Nie od strony jedynego wejścia, czyli wąskiego przejścia między klifami, o którym wiadomo było, że jest pilnie strzeżone i nie daje szans na przebicie się... Chyba, że ktoś dysponuje siłą porównywalną do jinchuuriki.
Ten, kto dowodził atakiem, kimkolwiek był, nie miał takiej siły. Posiadał inną... Setki żołnierzy - a może tysiące, biorąc pod uwagę, że byli eliminowani jeden po drugim, lecz po nich wciąż szli następni.
Podejmowali się karkołomnej wspinaczki po klifach, przy użyciu lin i haków, co było tak samo odważne jak i głupie – nie mieli szans się przebić.
A jednak szli w górę, spadali ranni lub martwi trafieni przez broń rzucaną na nich z góry... I pięli się w górę ponownie, aż do wyczerpania lub śmierci, a z pustyni wyłaniali się następni na ich miejsce.
- To jest jakieś szaleństwo. Zachowują się jak ludzkie marionetki – powiedział Shngo w głębokim szoku.
Przybył na dach siedziby, najwyższego punktu w wiosce, by zdać Kankuro sprawozdanie z obrony.
Armia Sunagakure zwyciężała, to oczywiste. Jednak Kankuro zdawał sobie sprawę, że żołnierze broniący klifów są więcej niż zdezorientowani. Ogromne zdziwienie to była początkowa reakcja – zupełnie normalna, bo ta wspinaczka na klify była samobójczym, skazanym na niepowodzenie działaniem. Niektórzy żołnierze byli rozbawieni głupotą szturmujących.
Ale to było wcześniej. Teraz wśród żołnierzy narastał niepokój. Determinacja, konsekwencja, całkowita niewrażliwość wpinających się – i ginących żołnierzy – na jakiekolwiek bodźce sprawiła, że broniący zastanawiali się, co kieruje tą niekończącą się masą ludzi.
Skąd oni się wzięli? Ilu ich jest? Czy nie znają strachu?
Kankuro zdawał sobie sprawę, że racjonalnie patrząc na sytuację, biorąc pod uwagę warunki i uzbrojenie militarne, nie ma szansy, by nie obronić wioski przed nacierającymi. Ale zdawał sobie też sprawę, że morale obrońców spada. Coraz głośniej szeptano o niszczycielskiej armii demonów, nacierających na osadę w szale. O nieskończonej armii, której nie można zatrzymać.
To głupie, próbował sam siebie przekonać. Zdawał sobie sprawę, że to nie nacierający na wioskę, lecz te naiwne plotki i łatwowierność szeregowych żołnierzy, są zagrożeniem.
Kankuro, jako doświadczony dowódca wiedział, że najważniejsze dla sukcesu armii jest wysokie morale żołnierzy. W ferworze walki trudno jednak odwoływać się do ich zdrowego rozsądku. Zdawał sobie sprawę, że jeśli nie zadziała sprawnie, wkrótce może wybuchnąć panika. Cholera, tylko czy na jego przemowy ktoś w ogóle zwróci uwagę w tym chaosie?
Nigdy wcześniej tak bardzo jak w tym momencie, nie żałował, że nie posiada charyzmy Gaary. Gdyby on był w osadzie nikomu nie przyszłoby do głowy głośno powtarzać bzdur o armii mścicieli.
Jednak, skoro najwyższego przywódcy nie było w wiosce, Kankuro sam musiał zapanować nad sytuacją. Wysłał kilku podwładnych na strategiczne punkty obrony na klifach i sam udał się do punktu najbliżej wejścia wioski. Miał zamiar zaangażować marionetki i dać dobry przykład żołnierzom, ale najpierw powinien jakoś wesprzeć ich słowami – jednak szybko zdał sobie sprawę, że w ferworze walki nie ma na to szans.
Niech to szlag, pomyślał, widząc że żołnierze zaczynają działać w coraz bardziej nieskoordynowany sposób, a na ich twarzach pojawia się przerażenie.
Chyba będzie musiał każdego po kolei zdzielić w łeb i przypomnieć im. po co tutaj są. Żeby przestali powtarzać te dyrdymały...
- To zemsta przodków...
- Oni są nieśmiertelni...
- Nigdy ich nie powstrzymamy...
- Patrzcie! Piasek!
W oddali, na pustyni, pojawiła się ściana piasku i niczym fala rozbijająca się o brzeg dotarła pod krawędzie klifów porywając ze sobą tłumy ludzi – a może demonów? – czekających na swoją kolej we wspinaczce po śmierć.
Atmosfera wśród obrońców zmieniła się diametralnie.
- To odsiecz! To Kazekage!
- Pozer – mruknął Kankuro z irytacją.
W samą porę.

***
Sunami naprawdę wysoko ceniła przyjaźń. I wiedziała, że kilka osób będzie miało do niej żal, gdy opuści Konohę bez uprzedzenia. Jednak każde z nich próbowałoby ją przekonać, że nie może tak samowolnie wyruszać w podróż. Zakładała, że nikt nie doniósłby o tym Kakashiemu – bo wtedy musiałby ją zatrzymać – ale i tak straciłaby mnóstwo czasu. A narastało w niej uczucie, że jest w niewłaściwym miejscu.
Gaara będzie wściekły, oczywiście. Jakoś to przeżyje.
W wiosce Liścia, mimo zwykłego tygodnia pracy, wciąż panowała atmosfera świętowania. Chociaż było już po weselu, na przyszły weekend przewidziano jeszcze kilka ważnych uroczystości.
Ślub zorganizowano z rozmachem i zdaje się, że jeszcze przez miesiąc Konoszanie będą się bawić w weekendy. Nawet nie dlatego, że Naruto jest taki ważny w wiosce, ale dlatego, że klan Hyuuga chciał uroczystości z pompą. Podobno taka tradycja.
Temari, Shikamaru i Ino planowali ruszyć do Sunagakure dopiero po weekendzie. Dlatego była bardzo zdziwiona, gdy przy bramie wyjściowej z wioski spotkała przyjaciółkę.
Wściekłą jak diabli. Stan emocjonalny Temari oscylował między złością, żądzą zemsty i rozpaczą. Szczególnie to ostatnie sprawiło, iż Sunami domyśliła się, że nie powinna zadawać pytań.
Po weselu doszło do jakiejś scysji z Shikamaru, widocznie znacznie poważniejszej niż myślała.
- Reflektujesz na towarzystwo w podróży? – spytała.
Temari nic nie odpowiedziała, tylko wzruszyła ramionami, pochłonięta własnymi myślami.
Nawet nie zainteresowała się, dlaczego Sunami tak wcześnie opuszcza Konohę. Całe szczęście, bo gdyby się zainteresowała, przy jej służbowym podejściu do rozkazów, gotowa byłaby przykuć ją do drzewa w piekielnej wiosce Liścia.
Akurat drzew tutaj nie brakowało. Może ta obfitość zieleni tak działała Sunami na nerwy. Zdecydowanie wolała piasek.

***
Gaara bębnił palcami w blat biurka. Kankuro siedział naprzeciw niego z chmurną miną.
Chciałby sobie wmówić, że zarządzone przez Gaarę przeszukanie w wiosce jest przejawem jego paranoi, ale niemal od pierwszego momentu wiedział, że tak nie jest.
Straceńcza akcja musiała być przykrywką dla czegoś innego, dlatego powinien był pomyśleć o zwiększeniu ochrony przy wejściu do osady. Nie zrobił tego, jednak wciąż, wioska była chroniona, więc miał nadzieję, że nikt się nie prześlizgnął. Że przez niedopatrzenie nie wpuścił do wioski szpiega.
W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi i kiedy Gaara na nie odpowiedział, do gabinetu wbiegła zdyszana Matsuri. Z trudem łapiąc oddech, podeszła do biurka i podała Gaarze zwinięty pergamin.
- Złapany w tunelach podziemnych – wydyszała, gdy Gaara czytał. – Połknął truciznę.
Ta wiadomość tak zelektryzowała Kankuro, że przez chwilę zapomniał o samokrytyce.
- Ta sama metoda, co zawsze? – odezwał się mimowolnie.
Matsuri skinęła głową.
Pierdoleni Piraci. Jak zrekrutowali tysiąc ludzi w tak krótkim czasie?
Powtórzył tę myśl na głos.
- Ważniejsze pytanie: jak zrekrutowali tysiąc bezwolnych marionetek? – podchwycił Gaara, posyłając mu badawcze spojrzenie.
Kankuro potrząsnął głową.
- Nikt nimi nie sterował. Oni byli tylko...
- Ślepo nakierowani na cel, wiem – odpowiedział Gaara i przeniósł wzrok na Matsuri. – Akcja ma trwać, nie ma pewności, że był tylko jeden. Wezwij Shiharę.
Matsuri skinęła głową na znak, że zrozumiała. Gdy Gaara nie wydał więcej poleceń, wyszła w pośpiechu.
- Wpuściłem ciula do osady – odezwał się Kankuro mimowolnie.
- To było dobrze zaplanowane. Zdarza się – odpowiedział Gaara. Nagle stał się wyrozumiały. Kankuro wolałby nie doświadczać tego na własnej osobie. - Dowiemy się, którędy się prześlizgnął. Istotniejsze jest, dlaczego chcieli zinfiltrować wioskę. Dlaczego teraz.
To było dobrze postawione pytanie. Kankuro przychodziło do głowy tylko to, że może rebelianci mieli w planach sabotować egzamin na chuunina i chcieli kogoś wprowadzić, by zebrać informacje.
Ale tak wcześnie? Egzamin miał być dopiero za kilka miesięcy, przygotowania nawet nie ruszyły.
Gaara chyba nie łączył tych dwóch spraw. Kankuro też miał przeczucie, że chodzi o coś innego.
Tak czy inaczej, jedna rzecz nie ulegała wątpliwości: Piraci dążą do konfrontacji. Cokolwiek planowali, właśnie się zaczęło.

***
Dwóch mężczyzn siedziało przy stole w zaciemnionym pomieszczeniu. Dwóch znacznie młodszych stało po drugiej stronie, pochylając nisko głowy.
Mistrz Rodan był wściekły. Mistrz Hakujou, jak zwykle, do przesady opanowany.
- Za to spadną głowy – wycedził ten pierwszy przez zaciśnięte zęby. – To było proste zadanie. Już widzę waszą skuteczność, gdyby chodziło o porwanie kogoś ważnego.
Satoru zacisnął zęby, nic nie mówiąc. Tylko ten nadęty dziad mógł nazwać atak na wioskę, angażujący setki ludzi, prostym zadaniem.
- Uspokój się. Niepowodzenia to integralna część każdego planu.
Rodan spojrzał na siedzącego obok niego mężczyznę z mieszaniną wściekłości i odrazy.
- Co ty chrzanisz! – ryknął. – Takich okazji się nie marnuje!
Stojący obok Satoru Tarou odchrząknąl lekko słyszalnie.
- To nie kwestia naszego błędu. Celu nie było w wiosce, mieliśmy złe...
Mężczyzna skierował na niego wściekłe spojrzenie. Satoru widział, jak sięgnął po nóż i był pewien, że źle się to skończy dla jego towarzysza.
Jednak Rodan, choć wyciągał broń, nagle zrezygnował. Wyprostował się sztywno, a jego twarz, przed chwilą wykrzywiona wściekłością, straciła jakikolwiek wyraz.
Satoru głośno przełknął ślinę. Miał nadzieję, że nie było tego słychać.
- Jesteś zbyt nerwowy, towarzyszu – powiedział Hakujou obojętnie zerkając na siedzącego obok niego mężczyznę.
Mistrz Rodan skinął głową, jakby się z tym zgadzał.
Satoru wiedział, że ta dziwna technika nie jest trwała – mówiono, że mistrz Hakujou potrafi stłumić czyjeś emocje i odblokować je w dowolnym momencie. Skoro nie była trwała, nie była też chyba szkodliwa.
Jednak on miał nadzieję, że nigdy nie zostanie na nim wykorzystana. Przerażało go, że ludzie mogą stać się tak kompletnie zobojętniali na cokolwiek. Bezwolni. Był przekonany, że coś takiego zostawia trwałe uszkodzenia w mózgu.
Trudno byłoby zweryfikować to podejrzenie. Mistrz Hakujou zwykle nie używał tego na wysokich rangą czy współpracownikach, jedynie na żołnierzach wykorzystywanych jako przynęta. Nie mogło to służyć stworzeniu wartościowej armii, bo delikwenci tracili wolę walki, bez zaangażowania wypełniali rozkazy.
- Zakładam, że opracujecie nowy plan. - Mistrz zwrócił się do Satoru, lekceważąc pozostałych dwóch mężczyzn.
To źle wróżyło. Oznaczało, że właśnie teraz wyznaczył go jako odpowiedzialnego za to zadanie.
- Oczywiście. Ale to nie będzie łatwe.
- To banalnie proste – odpowiedział mistrz bezbarwnym głosem. – W najgorszym wypadku, zaczekamy do egzaminu na chuunina. Uruchom znajomości w Kiri. Oczywiście, jeśli przeprowadzisz akcję wcześniej, zostanie to docenione.
Satoru ukłonił się nisko, nic nie mówiąc.
Tutaj nie było o czym dyskutować. Hakujou nigdy nie zadawał pytań, wydawał polecenia i oczekiwał efektów.

*****************************************************
*****************************************************

Drogę z Konohy do Sunagakure pokonały w niemal całkowitym milczeniu.
Sunami była zaniepokojona tą nietypową skrytością przyjaciółki. Lepiej było nie drażnić Temari pytaniami, gdy była w takim stanie, ale ona z czasem sama powinna zacząć mówić. Tłumienie negatywnych emocji było dla niej nienaturalne.
Gdy były już prawie u kresu podróży i w oddali widoczne były obwarowania wokół wioski Piasku, Sunami postanowiła zaryzykować i pociągnąć ją za język. Ostatecznie, w tej sytuacji niewiele ryzykowała – pewnie dostanie burę i jakieś piekielnie nudne, rozwlekłe zadanie, więc i tak nie będzie miała okazji w najbliższym czasie rozmawiać z Temari. Ona z kolei nie będzie miała kiedy się na niej wyżyć, nawet jeśli będzie na nią zła.
- Co się stało? Czyżby Shikamaru miał czelność ci się oświadczyć? – zapytała, uważając, że to byłaby najbardziej prawdopodobna przyczyna gniewu przyjaciółki.
Temari prychnęła ze złością.
- Oświadczyć. Dobre sobie – odpowiedziała z irytacją.
A więc jednak nie. Teraz Sunami uznała, że rzeczywiście ma powód do zmartwienia.
- A więc? W czym problem?
Temari przystanęła i spojrzała na nią z powagą na twarzy.
- Faceci to podłe szuje, żadnemu nie można ufać. W tym problem – oświadczyła.
Sunami miała wrażenie, że Temari zamierza powiedzieć coś więcej, ale wtedy jej uwagę przyciągnęło nietypowe poruszenie pod murami osady.
Były jeszcze w zbyt dużej odległości, by widzieć dokładnie, jednak ewidentnie coś było nie tak, jak powinno. Ukształtowanie terenu było inne, osadę otaczały dodatkowe warstwy piasku.
To znaczyło, że przeczucie jej nie myliło.
- Co tam się stało? – odezwała się, bardziej do siebie niż do Temari, ale wtedy przyjaciółka też zwróciła na to uwagę.
Resztę trasy pokonały biegiem. Dostrzegły, że pod murami uwijały się dziesiątki ludzi z łopatami.
Zatrzymały się, szukając wzrokiem kogoś kompetentnego, kto mógłby im udzielić informacji. Wtedy Sunami dostrzegła znajomą sylwetkę dziewczyny w szarym stroju treningowym. Miała charakterystyczne kasztanowe włosy opadające na ramiona, dlatego Sunami była prawie pewna, że to ona, choć była zwrócona do niej plecami.
Mało wyszukany sposób, w który motywowała ludzi do pracy, rozwiał resztki wątpliwości.
- Nie jesteście na wakacjach. Dzieci uwinęłyby się szybciej od was.
- Nori?
Kunoichi odwróciła się. Na jej twarzy zagościł wyraz zdumienia, które natychmiast ustąpiło miejsca nieskrywanej radości.
- Su! A jednak! – wykrzyknęła zanim uścisnęła ją na przywitanie.
- A jednak? – powtórzyła Sunami, gdy już wyzwoliła się z uścisku.
- Podobno zagościłaś na dłużej w wiosce, przyjeżdżam, a ciebie nie ma. Już myślałam, że ktoś mi naściemniał – odpowiedziała Noriko z entuzjazmem. Skierowała wzrok na Temari, która patrzyła na nią krytycznie. – Cześć, Tem.
Blondynka przymrużyła oczy.
- Nie mów tak do mnie. Cześć – odpowiedziała. – Zostałaś wezwana? Co się stało? – zapytała, rozglądając się dookoła z niepokojem.
Parę metrów od nich dwaj shinobi wyciągali z ziemi zwłoki. Sunami natychmiast odwróciła wzrok od tej scenki i próbowała skoncentrować uwagę na rozmowie.
Noriko machnęła ręką.
- Ale że co, awaryjna sytuacja i nagle potrzebujecie więcej medic ninów? Chyba widać, że tym delikwentom pomoc medyczna już się nie przyda – odpowiedziała obojętnie. – Nie rób takiej miny, Sunami. Gdybyś widziała tyle trupów co ja, też byś się uodporniła. – Skierowała wzrok z powrotem na Temari, która wyglądała na zniecierpliwioną tą dygresją. – Spokojnie. Po naszej stronie nie ma ofiar, nie ma nawet rannych. To był najbardziej kuriozalny atak z jakim się spotkałam w życiu. Pogadaj z twoimi braćmi, to się dowiesz, o co chodzi, bo ja chyba jestem za głupia, żeby to ogarnąć.
Temari uśmiechnęła się złośliwie.
- Kankuro cię nie wtajemniczył?
Noriko odpowiedziała najbardziej jadowitym uśmiechem, na jaki było ją stać.
- Kankuro, w przeciwieństwie do ciebie, oddziela sprawy zawodowe od prywatnych.
Temari żachnęła się ze złością.
- Więc wracasz do Suny na stałe? – spytała szybko Sunami.
Noriko i Temari nigdy za sobą nie przepadały, lepiej było nie pozwolić im na bezpośrednią konfrontację.
- Jasne. Delegacja niby miała trwać dłużej, ale Gaara pozytywnie rozpatrzył mój wniosek. Dużo się nauczyłam, czas to wykorzystać. Większość ziół możemy hodować u nas, przyjechałam tutaj pełna zapału, żeby zacząć budowę nowej szklarni... I widzisz, trafiłam jak śliwka w kompot. – Wykonała zamaszysty gest ręką, jakby dokonując prezentacji otoczenia. – Przez najbliższe tygodnie będę robić sekcje zwłok, jak w starych dobrych czasach. Na dodatek muszę pracować z Shiharą – dodała z kwaśną miną.
Temari wydała z siebie dźwięk, jakby powstrzymywała się od śmiechu.
- Kenzo cię musztruje? W takim razie pogadaj z twoją serdeczną przyjaciółką. – Posłała w kierunku Sunami znaczące spojrzenie. – Jak będzie dla niego miła, spojrzy na ciebie łaskawszym okiem. Na razie jest sfrustrowany i wyżywa się na otoczeniu.
Sunami pokręciła niechętnie głową.
- Daruj sobie, Temari.
- Jakoś sobie z nim poradzę. Najwyżej się doigra i dostanie w mordę – odpowiedziała Noriko, po czym spojrzała na Sunami. – Dobrze, że skończyłaś z tym palantem. Musisz mnie wprowadzić w szczegóły, jestem całkiem poza obiegiem.
- Hola – wtrąciła się Temari i popatrzyła groźnie na Sunami. – Później sobie pogadasz z psiapsiółką, teraz musimy się zameldować. I tak będziesz miała przegwizdane.
- Skąd wiesz, że nie zostałam wezwana? – zapytała brunetka ze zdziwieniem.
Temari wydawała się oderwana od rzeczywistości. Sunami była przekonana, że gdyby posądzała ją o nieposłuszeństwo wobec rozkazów, zwróciłaby jej na to uwagę wcześniej.
- Kankuro jest twoim szefem – odpowiedziała dziewczyna, jakby musiała jej o tym przypominać. – Wysłałby mi wiadomość, gdyby coś uległo zmianie.
Sunami popatrzyła na nią podejrzliwie.
- I tak po prostu milczałaś? Gdzie twoje poczucie obowiązku?
Temari wzruszyła ramionami.
- A czy ja jestem od pilnowania jego podwładnych? Teraz to ty masz problem – zauważyła. Po chwili wahania dodała: - Mam tylko nadzieję, że cię nie odeśle z powrotem.

***
Kankuro był już po godzinach pracy, podobnie jak Gaara. Rozmawiali w gabinecie kage, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Ostatnio wszyscy mieli nie cierpiące zwłoki sprawy.
- Wejść – polecił Gaara.
Ton jego głosu nie wróżył nic dobrego.
Zdaje się, że podwładni już się zorientowali, że nie należy nadużywać jego cierpliwości. Gaara przez ostatnie dni był nerwowy. Chociaż większość ludzi musiała to kojarzyć z nieudanym atakiem na wioskę i ponownym ujawnieniem się Piratów, Kankuro winił ciemnowłosą ślicznotkę, która wbrew założeniom musiała zostać w wiosce Liścia.
W sprawie Piratów mieli przynajmniej opracowany plan działania i odzyskiwali kontrolę nad sytuacją.
Yaoki, który wszedł do pomieszczenia, na pewno nie był zadowolony, że musi absorbować Kazekage po godzinach urzędowania. Chyba, że nienaturalna bladość na jego twarzy wynikała ze złych wiadomości. Kankuro miał szczerą nadzieję, że tak nie jest.
- Pani Temari wróciła do osady i prosi, żeby ją zapowiedzieć – poinformował chuunin.
Kankuro wymienił z Gaarą znaczące spojrzenia.
Nieważne, jaki był powód jej wcześniejszego powrotu, dobrze się złożyło.
- Niech wejdzie – odpowiedział Gaara. Gdy Yaoki nadal stał przy drzwiach, jakby nie mógł się na nic zdecydować, spojrzał na niego ze zniecierpliwieniem. – Coś jeszcze?
- Sunami Harada także się zameldowała.
Kankuro nie opanował drwiącego uśmiechu. Spodziewał się jakiegoś komentarza, w rodzaju „... wbrew poleceniom”, ale Yaoki milczał.
Dobrze, że jego podwładni, nawet jeśli nie wiedzą o co chodzi, szybko uczą się, kiedy należy milczeć. Kankuro miał sporo sympatii dla żołnierzy ze swojej sekcji i w wielu rzeczach im pobłażał, ale nie odważyłby się polemizować z Gaarą, gdyby ten postanowił przeczołgać dookoła wioski kolejnego chuunina za brak  respektu dla wyższych rangą.
Miał wrażenie, że Yaoki z prawdziwą ulgą opuścił gabinet, gdy Gaara pozwolił mu odejść.
- Jaka będzie kara? – zapytał, nie czekając aż Kazekage pierwszy się odezwie.
- To twoja podwładna i twój problem – odpowiedział Gaara.
Chociaż w jego głosie nie było żadnych emocji, Kankuro był pewien, że jego brat jest zadowolony mogąc zrzucić na niego ten ciężar.
- Świetnie – ocenił. – Miesiąc w karcerze będzie w sam raz.
Gaara tym razem popatrzył na niego z potępieniem.
- Nie przesadzaj. Dwie karne lekcje w akademii wystarczą.
Kankuro nie zapytał, dla kogo to ma być kara.
Dzieciaki na pewno będą zachwycone.

***
Temari wyszła na korytarz, zamykając za sobą drzwi biura Kazekage. Miała bardzo nietęgi wyraz twarzy.
- Proszę? Dziękuję? Czy mogłabyś się tym zająć? – powtórzyła niemal bezgłośnym szeptem.
Była tak zaskoczona, że przez chwilę zapomniała o wściekłości - a była wściekła na brata, który jak zwykle przeszarżował, zapominając - albo nie chcąc pamiętać - że nie jest już jinchuuriki i dysponuje ograniczoną ilością czakry. Miała przykre wrażenie, że jeśli Gaara nie przestanie zachowywać się jak jednoosobowa armia, za którymś razem się przeliczy.
Jednak teraz jej myśli poszły w innym kierunku.
Gdyby nie miała tak niezachwianej wiary w skuteczność własnych podwładnych z jednostki bezpieczeństwa wewnętrznego pomyślałaby, że jednak jakiś niepożądany osobnik kręci się po wiosce i podrzucił Gaarze truciznę. Coś, co powoduje trwałe zmiany w mózgu.
Wszystko ma swoje dobre strony. Skoro jest w tak nietypowo dobrym humorze, może przynajmniej nie będzie wyżywać się na Suni. Byłoby przykro, gdyby za nieposłuszeństwo – uzasadnione – przyjaciółka miała teraz spędzać tygodnie w archiwum.
Albo gdyby miała zostać odesłana do Konohy. Temari chciała, by Suni była w pobliżu, i chociaż jej pobudki były egoistyczne, była gotowa wykłócać się o to z Gaarą.
Nie miała dobrych argumentów, więc liczyła, że kage będzie za bardzo zajęty innymi rzeczami, żeby przejmować się karaniem nieposłuszeństwa, obojętnie czy z przekonania, czy dla przykładu.
Oby tylko Sunami nie prowokowała hardym zachowaniem, jak zwykle, bo w końcu się doigra.

***
- Byłaś bardzo niegrzeczna - szepnął Gaara.
- Nawet nie wiesz, jak... - próbowała udzielić przekornej odpowiedzi, ale słowa uwiązły jej w gardle zastąpione przez głęboki jęk rozkoszy, gdy przygryzł jej sutek.
Jego dłonie, palce, usta przesuwały się po jej ciele wywołując przyjemne dreszcze w każdym miejscu, którego dotknął. Zamierzała się z nim podroczyć, ale zamiast tego poddawała się pieszczotom, a jej ciało ogarniało dziwne uczucie, mieszanka pobudzenia i słodkiego odrętwienia. Chłodna pościel kontrastowała z żarem jej skóry i jego rozpalonego ciała.
Gaara dotykał jej wszędzie, a pieszczoty stawały się coraz bardziej niecierpliwe i zachłanne, jakby nie potrafił się nią nasycić. Całkowicie to rozumiała - odczuwała własne i jego emocje, tak intensywne, że niemal namacalne i czuła, że jeśli nagle straciłaby jego bliskość, nie mogłaby oddychać. Pragnęła go każdą komórką ciała i chociaż był blisko, wciąż było jej mało. Jego pieszczoty były impulsywne, gwałtowne, prawie brutalne. Każdym ruchem potęgował doznania przyjemności, ale i tak czuła niedosyt.
- Gaara - szepnęła.
Nie przestając pieścić jej dłońmi, zbliżył twarz do jej twarzy, patrząc na nią pytająco.
Sunami cofnęła ręce, którymi oplatała jego ramiona i obróciła się na łóżku powodując, że znalazł się pod nią.
- Jesteś aż tak niecierpliwa? – wydyszał, z wysiłkiem łapiąc oddech.
- Nie tylko ja - zripostowała zaczepnie, osuwając się na jego ciało. Głośno westchnęła, gdy poczuła go w sobie. Wplotła palce w jego włosy i patrzyła mu głęboko w oczy, przesuwając się i pozwalając, by penetrował ją w środku. Gaara podchwycił jej rytm, poruszając się tak, że docierał głębiej niż byłaby w stanie go poprowadzić. Jego dłonie przesuwały się po jej plecach, biodrach i piersiach. Nie kontrolowała spazmatycznych westchnień, czując go w sobie, jego dotyk na swojej skórze, jego intensywny wzrok, świdrujący ją na wskroś, jakby mógł przeniknąć jej duszę.
Jej ciało przeszywały dreszcze rozkoszy. Odczuwała mieszankę skrajnych emocji, pożądanie, ekscytację, ekstazę - i wszystko było tak intensywne, że nie potrafiła odróżnić swoich uczuć od emocji Gaary. Nie potrafiła oddzielić siebie od niego - i nie było jej to do niczego potrzebne.
Zatraciła się w tym uczuciu, w jego bliskości, jego i swoich wrażeniach - i zupełnie straciła poczucie czasu. Nie była pewna, czy minęły krótkie chwile czy długie minuty do momentu, gdy przeniknął ją intensywny dreszcz rozkoszy. Poczuła jak Gaara osiąga ten sam punkt. Opadło z niej napięcie i poczuła się zrelaksowana, a także - kompletna, gdy położyła się na jego ciele i przylgnęła tak blisko, jak tylko mogła.
Gaara otaczał ją w talii ramionami, a ona w tym momencie nie potrzebowała niczego więcej, świat mógłby się zatrzymać... Mógłby zniknąć i zostawić jej Gaarę na własność.
Przez długą chwilę wtulała się w niego. W końcu rozluźniła uścisk i przesunęła się lekko, by spojrzeć w jego twarz.
- Kocham cię - powiedziała, bez wahania, chociaż z napięciem. Nie wiedziała, jakiej spodziewać się reakcji.
Nie spełniła się żadna z jej nadziei ani obaw - reakcja Gaary wymknęła się jakimkolwiek jej oczekiwaniom. Patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a jedyną emocją, którą potrafiła jednoznacznie zidentyfikować, było niedowierzanie.
- Nie masz tego na myśli - powiedział po chwili.
To było prawie jak odmowa przyjęcia do wiadomości jej wyznania. Nie wiedziała, czy powinna się na to oburzać czy raczej się martwić.
Jego reakcja jej nie złościła. Ale niepokoiło ją, że teraz, gdy po długich wahaniach wyznała mu uczucia, on nie chciał w nie wierzyć.
- Dokładnie to mam na myśli - odpowiedziała i przesunęła się, całując jego szyję i schodząc niżej. Chciała, żeby to poczuł. Składając na jego skórze pocałunki pozwoliła, by emanowały z niej emocje - by stopniowo przepływało do niego to, co do niego czuła. Gaara zacieśnił uścisk wokół jej talii.
- Kocham cię - wyszeptała muskając ustami jego skórę.
- Nie przestawaj. - Brzmiała desperacka odpowiedź.
Sunami uśmiechnęła się sama do siebie, między pocałunkami składanymi na jego ciele.
Dla Gaary może to nie było oczywiste, ale ona wiedziała to od dawna - bez względu na wszystko, nie potrafiłaby przestać go kochać. Nawet gdyby chciała, nawet gdyby on tego chciał nie wyrzuciłaby go z myśli, bo był głęboko, w niej, w sercu i w duszy i równie dobrze mogłaby przestać oddychać.
Zawsze tak było, nie musiała już z tym walczyć.


PS: ## Pragnę komentarzy, jak Naruto ramenu!##

7 komentarzy:

  1. O. Mój. Boże. *-*
    Początek części i już jest idealnie ♥
    Nie mogę się doczekać tych wszystkich pięknych rozdziałów :3
    NaruHina ♥
    Yaaay :*
    Pozdrawiam i ślę tooooony weny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohayo !
    Tutaj Wiktoria tylko że pod nową nazwą ! :D Myślę że cie to nie zmyli :P Bardzo fajny początek lubię NaruHina i czekam na więcej scen z nimi, albo ogólnie z samym Naruto bo on jest mega :D Oczywiście końcówka przebiła wszystko i wszystkich :D Mistrzostwo gdyż była Sunami i Gaara <# Kocham cię za to wiesz choć na początku myślałam że to jakaś nowa gejsza... xD Pozdrawiam , czekam na rozdział, weny życzę i zapraszam do siebie na bloga o GaaOC jest prolog i pierwszy rozdział także myślę że skomentujesz i zaobserwujesz jeśli ci się spodoba :D
    http://walcze-tylko-dla-siebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział przeczytany w ten sam dzień, w którym dodałaś, ale nadal się nad nim rozpływam dlatego dopiero teraz próbuję uklecić jakiś sensowny komentarz :D
    No końcówka to rozgromiła wszystko *.* i między innymi to jest powód mojego "rozpływania się" ^.^ Gaara i Suni... <3
    Całościowo rozdział bardzo mi się podoba, Kankuro w roli zastępcy Gaary mnie rozbawił :D Biednego nie biorą na poważnie :P
    Seria druga rozpoczęła się mocnym wejściem, ale coś mam obawy, że któryś z naszych ulubionych bohaterów zostanie porwany :P (Suni? Gaara? Hmm...) Lubię gdy opowiadanie nie jest z góry przewidywalne więc duży plus ^.^
    Mam nadzieję, że jakoś sensownie napisałam :D
    Dużo weny :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa i tutaj widzę 80%, więc może na weekendzik jakaś miła niespodzianka będzie? :D

      Usuń
    2. Nawet bardzo sensownie. Muszę przyznać, że mam dużo scen napisanych do nastęnych rozdziałów, więc na razie nowe notki będą często :)

      Usuń
  4. Dziękuję ;) Bardzo podoba mi się Twoje nowe pseudo. Zajrzę i przeczytam jeszcze dzisiaj :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko, jesteś wirtuozem słowa. Ciekawi mnie tylko konfrontacja Temari z Su... Jak to tak, jej młodszego braciszka

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)