Przez korony drzew otaczających niewielką polanę w pobliżu wioski
Liścia z trudem przebijały się promienie słoneczne. Był wczesny
ranek, słońce niedawno wzeszło. W osadzie prawdopodobnie zaczął
się już zwykły poranny zgiełk, shinobi przebijali się przez
osadę z poleceniami – jednak tutaj, na skraju lasu, łatwo było
zapomnieć, że zaledwie pół godziny marszu stąd znajduje się
wioska pełna ludzi.
Wszechogarniająca cisza, zieleń, świergot
ptaków sprzyjały zjednoczeniu z naturą i wewnętrznej harmonii.
Sprzyjały pracy nad czerpaniem z natury czakry i zapewne to
sprowadziło w to ustronne miejsce dwoje ludzi siedzących na ziemi
ze skrzyżowanymi nogami i pogrążonych w medytacji.
Chłopak miał blond włosy i charakterystyczny, pomarańczowy
dres. Siedząca naprzeciw niego dziewczyna charakteryzowała się
ciemną karnacją. Była ubrana w zielone spodnie i jasną bluzkę
bez rękawów. Długie ciemne włosy związane niedbale w warkocz zarzuciła
na ramię.
Ludzie wydają się elementem niepożądanym w otoczeniu tak dalekim
od cywilizacji, ale para obecna na polanie pasowała do otoczenia.
Harmonizowali się z naturą, skoncentrowani na wewnętrznej
równowadze dążyli do metafizycznego zjednoczenia z czterema
elementami...
- Nie wytrzymam tego – powiedziała kunoichi. Otworzyła oczy i
zmieniła pozycję, siadając na trawie z nogami podciągniętymi pod
siebie. Na dźwięk jej słów shinobi
wzdrygnął się i popatrzył na nią z wyrzutem.
- Sunami! Co to za dywersja! Już tak dobrze nam szło, dattebayo.
Brunetka żachnęła się.
- Akurat – skomentowała.
Chłopak ściągnął brwi w wyrazie niezadowolenia.
- Jasne, że tak. Oczyściłem umysł ze wszelkich zbędnych myśli,
spróbuj zrobić to samo.
Sunami uśmiechnęła się złośliwie.
- Akurat – powtórzyła. – Nie ściemniaj, Naruto. Cały czas
myślisz o Hinacie.
Blondyn obruszył się.
- Co ty mi próbujesz... Skąd wiesz, o czym myślę? – wtrącił
pytanie w pół zdania, a na jego twarzy odmalowała się
podejrzliwość.
Sunami prychnęła, urażona zarzutami o nieczyste intencje.
- Nie zaglądam ci do umysłu, pajacu. Nie trzeba żadnych
specjalnych umiejętności, by wiedzieć, co masz w głowie.
- Próbujesz mnie obrazić, dattebayo?
Sunami wzruszyła ramionami.
Co prawda skłamała mówiąc, że nie poznała jego myśli dzięki
specjalnym zdolnościom, ale nie czuła się temu winna. Miała na
tyle taktu, by wiedzieć, że czasami lepiej nie mówić ludziom
prawdy, a Naruto nie chciałby wiedzieć, jak intensywne wylewają
się z niego emocje.
Sunami wolałaby ich nie odczuwać. Jednak problem polegał na tym,
że koncentrując się na medytacji i wyczuciu energii natury, żeby
pobrać czakrę z otoczenia i zapanować nad jej przepływem, nie
była w stanie jednocześnie blokować silnych emocji. Z tego powodu
trening z Naruto tylko na początku przynosił dobre efekty. Wiele
się nauczyła, umiała skoncentrować się na pobieraniu energii z
konkretnego obiektu i na tym, by pozwolić jej przez siebie
przepłynąć – wciąż nie umiała jej długo zatrzymać, ale
przynajmniej nie wysadzała okolicznych obiektów tylko wysyłała
czakrę z powrotem do otoczenia. Jej zdaniem to był bardzo duży
postęp.
Jednak Gaara oczekiwał, że nauczy się więcej i w tym tkwił
problem. Gdy widziała się z nim dwa dni temu, wbrew temu, czego się
spodziewała, rozkazał jej zostać dłużej w Konoha na treningu.
Miała ochotę mu uświadomić, że to zupełnie bez sensu, jednak
wiedziała, że jej argumenty zabrzmią jakby się
usprawiedliwiała... Plus, Gaara tego zupełnie nie zrozumie. Z
pewnością nie uwierzyłby, że trening w miarę upływu czasu
przynosi coraz mierniejsze efekty.
No tak, tylko że on nie odczuwał cudzych emocji... I nie miał
pojęcia, co dzieje się z emocjami Naruto, który im bliżej ślubu,
tym bardziej stawał się nerwowy. I pobudzony.
Nie było żadną tajemnicą, że w klanie Hyuuga istnieje absurdalne
– nawet jak na śmieszne tradycje Konoszan – przekonanie, że
kobieta powinna być dziewicą do ślubu. Sunami wiedziała, że
Hinata traktuje poważnie tę zasadę, wcale nie musząc jej o to
pytać – po prostu w czasie treningów odczuwała wzrastającą
frustrację pechowego narzeczonego.
To się stało nie do zniesienia zwłaszcza po tym, gdy Naruto i
Hinata zostali przyłapani na – zupełnie niewinnej, była o tym
przekonana – schadzce po zmroku. Wtedy starszyzna kategorycznie
zabroniła im widywania się aż do ceremonii. Sunami była pewna, że
dumni seniorzy rodu pożałują tej decyzji, kiedy Uzumaki zostanie
Hokage. Ale, póki co, musiał zastosować się do ich rozkazów.
Chodził nabuzowany, i tak ją rozpraszał, że nie potrafiła w
żaden sposób zapanować nad czakrą. Raz, gdy pobrała jej za dużo
z otoczenia, ścięła przypadkiem drzewo.
Drzewo, które było żywą istotą, ale jej współczucie dla niego
było jakieś przytępione. Nie potrafiła go żałować, bo bardziej
było jej żal nieszczęsnego oblubieńca, a jeszcze bardziej –
samej siebie.
W końcu od tygodni nie widziała Gaary, odczuwała jego brak każdym
włóknem ciała – a rozbicie emocjonalne Uzumakiego wcale nie
pomagało jej nad tym zapanować.
Dzień ślubu miał być końcem jej katorgi, ale wcale nie było
lepiej, wręcz gorzej. Naruto był chyba jeszcze bardziej nabuzowany
niż wcześniej, tyle że w inny sposób. Wcale się mu nie dziwiła
– po tak długo wyczekiwanym ślubie, skoro musiał pozostać w
wiosce z powodu obowiązków zawodowych i nie mógł wyjechać z
Hinatą na miodowy miesiąc, z pewnością chciałby przynajmniej
wyzyskać do maksimum... miodowe noce. Zamiast tego musiał zrywać
się jeszcze przed świtem, żeby z nią trenować.
Chociaż Naruto był znany z lojalności wobec przyjaciół, Sunami i
tak nie mogła się nadziwić, że nie powiedział Gaarze, żeby się
wypchał ze swoimi oczekiwaniami koleżeńskiej pomocy. Plus, była
piekielnie wściekła. Na Gaarę, że podjął decyzję, by
przedłużyć jej trening. Na Naruto, że nie zaprotestował. Znowu
na Gaarę, za to, że zamiast jak normalny człowiek uczestniczyć w
dwudniowym weselu, przybył na samą tylko ceremonię na kilka godzin
i wrócił do swoich jakże-ważnych obowiązków. Jak zwykle,
najważniejsza praca. Nie poświęcił jej uwagi, zakomunikował
jedynie, że przy takich efektach treningu musi jeszcze zostać...
Nawet z nią zbyt długo nie rozmawiał. Miała wręcz wrażenie, że
chciał się jak najszybciej uwolnić od jej towarzystwa.
Właściwie, to ona powinna trzymać się od niego z dala. Z trudem
opanowała chęć, żeby go przytulić, gdy tylko go zobaczyła. Od
dawna czekała na dzień wesela Naruto z Hinatą, żeby zobaczyć
Gaarę i jeśli tylko znajdzie się sposobność sam na sam
przytulić, pocałować... I nawet taka sposobność się trafiła,
ale ona nie zrobiła żadnej z rzeczy, na które miała ochotę, bo
wiedziała, że na jednym pocałunku by się nie skończyło. Nie,
gdyby cokolwiek od niej zależało. Gdyby Gaara ją odepchnął,
poczułaby się jeszcze gorzej.
I tak ją chłodno potraktował. Wiedziała, że tak powinien się
zachowywać i racjonalnie próbowała sobie wytłumaczyć, że to nic
nie znaczy... To nie znaczy, że coś się zmieniło. Jednak
racjonalne tłumaczenie sobie, że Gaara był w wiosce oficjalnie, że
się spieszył i musiał uczestniczyć w uroczystościach zamiast
wymykać się na spotkania, na nic się nie zdało. Czuła się tak
bardzo dotknięta jego chłodnym zachowaniem, że nie potrafiła
pozbyć się uporczywej i przerażającej myśli... że Gaara już
jej nie chce.
Naruto, z tą swoją próbą robienia dobrej miny do złej gry i
udawania zapału do treningu, jeszcze bardziej szargał jej nerwy.
Zerwała się z miejsca i strzepnęła źdźbła trawy z ciuchów.
Naruto poderwał się za nią, zdezorientowany.
- Nie powinno mnie tu być – powiedziała, a prawdziwość tej
myśli uderzyła ją podwójnie, gdy wypowiedziała ją na głos.
Jest tu o wiele za długo, to nie jest jej miejsce...
- Nie mów, że koniec treningu na dzisiaj. To wbrew ustaleniom,
dattebayo – powiedział Naruto i rozczochrał sobie włosy, niby z
zafrasowaną miną.
Jej to jednak nie oszukało. Dobrze wiedziała, że zatliła się w
nim iskierka nadziei. Przed rozpoczęciem codziennej zmiany w pracy
zdąży pójść do domu, do świeżo poślubionej żony.
- Koniec treningu. Dość tego terroru – powiedziała z werwą,
przekonana o słuszności swojej decyzji.
- Więc idziesz do domu? – spytał Naruto z rezygnacją.
- Tak, wracam do domu. Do Sunagakure.
***
Wysoka, opalona dziewczyna w szarym stroju, z ochraniaczem shinobi
zawiązanym jak opaska na długich kasztanowych włosach, szybkim
krokiem przemierzała korytarze siedziby administracyjnej. Mijani
chuunini zerkali na nią bez zainteresowania, chociaż zmierzała do
gabinetu Kazekage, do którego prawie nikt nie mógł wchodzić bez
wezwania.
No, ale Kazekage był teraz gdzieś w drodze między Konohą a Suną,
to zmieniało sytuację.
Kunoichi wtargnęła do gabinetu bez pukania. Kankuro odwrócił się
w kierunku drzwi, zapewne z założeniem zbesztania tego, kto
przejawia tak obcesowe zachowanie – ale zanim zdążył
skomentować, dziewczyna wybuchła śmiechem.
- Nie za bardzo wczuwasz się w rolę? – zapytała.
Lalkarz przypomniał sobie, że ma na głowie czapkę Kazekage.
Natychmiast ją zdjął i odłożył na biurko.
- Z nudów chwytam się rożnych zajęć – powiedział tonem
usprawiedliwienia. – Co tu robisz, Noriko?
Kunoichi przestała się śmiać i popatrzyła na niego z urazą.
- No, wiesz. Możnaby pomyśleć, że liczyłeś, że moja delegacja
w kraju Błyskawic potrwa wiecznie. Może powinnam oczekiwać takiego
powitania, biorąc pod uwagę, że pod moją nieobecność się
ożeniłeś – dodała kąśliwie.
- Kiedyś musiałem się zdecydować – odparł Kankuro swobodnie. –
Co ciebie konkretnie tutaj sprowadza?
- Chciałam się przywitać – oznajmiła Noriko ze zdumionym
wyrazem twarzy.
- Pewnie – odrzekł Kankuro krótko, sprawiając wrażenie, jakby
był myślami gdzieś indziej.
Kunoichi podeszła i uścisnęła go. Była rozczarowana, że tak
szybko się od niej odsunął.
- Nowe zadanie nie spełnia twoich oczekiwań? – zapytała z
ciekawością.
Kankuro wzruszył ramionami.
- Czy ja wiem. Trudno mi cokolwiek ocenić, sytuacja jest zbyt
nietypowa... Ludzie przychodzą do mnie i są niezwykle rozczarowani,
gdy przypomną sobie, że nie jestem Gaarą. Nie, żebym polował na
to stanowisko, ale czuję się osobiście... urażony. Mam na myśli,
jestem pierwszym generałem w armii, dlaczego więc wszyscy traktują
mnie mniej poważnie, gdy pracuję w gabinecie kage?
Noriko uśmiechnęła się.
- Nie traktują ciebie poważnie? Niemożliwe.
Kankuro nie zdążył odpowiedzieć. Ktoś, kto biegł korytarzem,
zatrzymał się teraz przed drzwiami i zapukał trzykrotnie, a potem
wpadł do gabinetu jakby się paliło.
Jak widać, w pośpiechu nie zapomniał o dobrych manierach, do
czasu, gdy połapał się w sytuacji.
- Lordzie Kazekage – wychrypiał, stając na baczność mimo
trudności ze złapaniem oddechu. W tym momencie zdał sobie sprawę
z obecności Kankuro. – Niech to szlag.
Noriko wpatrywała się w niego z uniesionymi w zdumieniu brwiami.
Kankuro powstrzymał się od ciętego komentarza. Nowo przybyły,
Shingo, był jego dobrym kolegą. Mimo wszystko mógł się
powstrzymać przed tak oczywistym okazaniem niedopasowania zastępcy
kage do pełnionych obowiązków.
- Też się cieszę, że cię widzę – odpowiedział Kankuro,
czując narastającą irytację. Pomyśleć, że kilka dni temu
spodziewał się po tym kilkudniowym zastępstwie dobrej zabawy.
Teraz już myślał o wzniesieniu ofiary w intencji jak najszybszego
powrotu Gaary, jak widać – jedynego prawowitego dowódcy w oczach
pospólstwa. – Jaka pilna sprawa cię tu przygnała?
Shingo głośno przełknął ślinę.
- Wróg u bram.
***
Wioska Piasku dzięki ukształtowaniu terenu jest niezwykle trudna do
zdobycia. Klify skalne, otaczające osadę, chronią ją nie tylko
przed burzami piaskowymi i morderczym gorącym powietrzem, ale także
uniemożliwiają dostanie się do osady inaczej niż drogą
powietrzną.
Kankuro być może miał zbyt słabą wyobraźnię, ale nie potrafił
się domyślić, co kieruje ludźmi, którzy postanowili karkołomnie
zaatakować wioskę.
Nie od strony jedynego wejścia, czyli wąskiego przejścia między
klifami, o którym wiadomo było, że jest pilnie strzeżone i nie
daje szans na przebicie się... Chyba, że ktoś dysponuje siłą
porównywalną do jinchuuriki.
Ten, kto dowodził atakiem, kimkolwiek był, nie miał takiej siły.
Posiadał inną... Setki żołnierzy - a może tysiące, biorąc pod
uwagę, że byli eliminowani jeden po drugim, lecz po nich wciąż
szli następni.
Podejmowali się karkołomnej wspinaczki po klifach, przy użyciu lin
i haków, co było tak samo odważne jak i głupie – nie mieli
szans się przebić.
A jednak szli w górę, spadali ranni lub martwi trafieni przez broń
rzucaną na nich z góry... I pięli się w górę ponownie, aż do
wyczerpania lub śmierci, a z pustyni wyłaniali się następni na ich miejsce.
- To jest jakieś szaleństwo. Zachowują się jak ludzkie marionetki
– powiedział Shngo w głębokim szoku.
Przybył na dach siedziby, najwyższego punktu w wiosce, by zdać
Kankuro sprawozdanie z obrony.
Armia Sunagakure zwyciężała, to oczywiste. Jednak Kankuro zdawał
sobie sprawę, że żołnierze broniący klifów są więcej niż
zdezorientowani. Ogromne zdziwienie to była początkowa reakcja –
zupełnie normalna, bo ta wspinaczka na klify była samobójczym,
skazanym na niepowodzenie działaniem. Niektórzy żołnierze byli
rozbawieni głupotą szturmujących.
Ale to było wcześniej. Teraz wśród żołnierzy narastał
niepokój. Determinacja, konsekwencja, całkowita niewrażliwość
wpinających się – i ginących żołnierzy – na jakiekolwiek
bodźce sprawiła, że broniący zastanawiali się, co kieruje tą
niekończącą się masą ludzi.
Skąd oni się wzięli? Ilu ich jest? Czy nie znają strachu?
Kankuro zdawał sobie sprawę, że racjonalnie patrząc na sytuację,
biorąc pod uwagę warunki i uzbrojenie militarne, nie ma szansy, by
nie obronić wioski przed nacierającymi. Ale zdawał sobie też
sprawę, że morale obrońców spada. Coraz głośniej
szeptano o niszczycielskiej armii demonów, nacierających na osadę
w szale. O nieskończonej armii, której nie można zatrzymać.
To głupie, próbował sam siebie przekonać. Zdawał sobie sprawę,
że to nie nacierający na wioskę, lecz te naiwne plotki i
łatwowierność szeregowych żołnierzy, są zagrożeniem.
Kankuro, jako doświadczony dowódca wiedział, że najważniejsze
dla sukcesu armii jest wysokie morale żołnierzy. W ferworze walki
trudno jednak odwoływać się do ich zdrowego rozsądku. Zdawał
sobie sprawę, że jeśli nie zadziała sprawnie, wkrótce może
wybuchnąć panika. Cholera, tylko czy na jego przemowy ktoś w ogóle
zwróci uwagę w tym chaosie?
Nigdy wcześniej tak bardzo jak w tym momencie, nie żałował, że
nie posiada charyzmy Gaary. Gdyby on był w osadzie nikomu nie
przyszłoby do głowy głośno powtarzać bzdur o armii
mścicieli.
Jednak, skoro najwyższego przywódcy nie było w wiosce, Kankuro sam
musiał zapanować nad sytuacją. Wysłał kilku podwładnych na
strategiczne punkty obrony na klifach i sam udał się do punktu
najbliżej wejścia wioski. Miał zamiar zaangażować marionetki i
dać dobry przykład żołnierzom, ale najpierw powinien jakoś
wesprzeć ich słowami – jednak szybko zdał sobie sprawę, że w
ferworze walki nie ma na to szans.
Niech to szlag, pomyślał, widząc że żołnierze zaczynają
działać w coraz bardziej nieskoordynowany sposób, a na ich
twarzach pojawia się przerażenie.
Chyba będzie musiał każdego po kolei zdzielić w łeb i
przypomnieć im. po co tutaj są. Żeby przestali powtarzać te
dyrdymały...
- To zemsta przodków...
- Oni są nieśmiertelni...
- Nigdy ich nie powstrzymamy...
- Patrzcie! Piasek!
W oddali, na pustyni, pojawiła się ściana piasku i niczym fala
rozbijająca się o brzeg dotarła pod krawędzie klifów porywając
ze sobą tłumy ludzi – a może demonów? – czekających na swoją
kolej we wspinaczce po śmierć.
Atmosfera wśród obrońców zmieniła się diametralnie.
- To odsiecz! To Kazekage!
- Pozer – mruknął Kankuro z irytacją.
W samą porę.
***
Sunami naprawdę wysoko ceniła przyjaźń. I wiedziała, że kilka
osób będzie miało do niej żal, gdy opuści Konohę bez
uprzedzenia. Jednak każde z nich próbowałoby ją przekonać, że
nie może tak samowolnie wyruszać w podróż. Zakładała, że nikt
nie doniósłby o tym Kakashiemu – bo wtedy musiałby ją zatrzymać
– ale i tak straciłaby mnóstwo czasu. A narastało w niej
uczucie, że jest w niewłaściwym miejscu.
Gaara będzie wściekły, oczywiście. Jakoś to przeżyje.
W wiosce Liścia, mimo zwykłego tygodnia pracy, wciąż panowała
atmosfera świętowania. Chociaż było już po weselu, na przyszły
weekend przewidziano jeszcze kilka ważnych uroczystości.
Ślub zorganizowano z rozmachem i zdaje się, że jeszcze przez
miesiąc Konoszanie będą się bawić w weekendy. Nawet nie dlatego,
że Naruto jest taki ważny w wiosce, ale dlatego, że klan Hyuuga
chciał uroczystości z pompą. Podobno taka tradycja.
Temari, Shikamaru i Ino planowali ruszyć do Sunagakure dopiero po
weekendzie. Dlatego była bardzo zdziwiona, gdy przy bramie
wyjściowej z wioski spotkała przyjaciółkę.
Wściekłą jak diabli. Stan emocjonalny Temari oscylował między
złością, żądzą zemsty i rozpaczą. Szczególnie to ostatnie
sprawiło, iż Sunami domyśliła się, że nie powinna zadawać pytań.
Po weselu doszło do jakiejś scysji z Shikamaru, widocznie znacznie
poważniejszej niż myślała.
- Reflektujesz na towarzystwo w podróży? – spytała.
Temari nic nie odpowiedziała, tylko wzruszyła ramionami, pochłonięta własnymi myślami.
Nawet nie zainteresowała się, dlaczego Sunami tak wcześnie
opuszcza Konohę. Całe szczęście, bo gdyby się zainteresowała, przy jej służbowym podejściu do rozkazów, gotowa byłaby przykuć ją do drzewa w piekielnej wiosce Liścia.
Akurat drzew tutaj nie brakowało. Może ta obfitość zieleni tak działała Sunami na nerwy. Zdecydowanie wolała piasek.
***
Gaara bębnił palcami w blat biurka. Kankuro siedział naprzeciw
niego z chmurną miną.
Chciałby sobie wmówić, że zarządzone przez Gaarę przeszukanie w
wiosce jest przejawem jego paranoi, ale niemal od pierwszego momentu
wiedział, że tak nie jest.
Straceńcza akcja musiała być przykrywką dla czegoś innego,
dlatego powinien był pomyśleć o zwiększeniu ochrony przy wejściu do osady. Nie zrobił tego, jednak wciąż, wioska była chroniona,
więc miał nadzieję, że nikt się nie prześlizgnął. Że przez
niedopatrzenie nie wpuścił do wioski szpiega.
W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi i kiedy Gaara na
nie odpowiedział, do gabinetu wbiegła zdyszana Matsuri. Z trudem
łapiąc oddech, podeszła do biurka i podała Gaarze zwinięty
pergamin.
- Złapany w tunelach podziemnych – wydyszała, gdy Gaara czytał.
– Połknął truciznę.
Ta wiadomość tak zelektryzowała Kankuro, że przez chwilę
zapomniał o samokrytyce.
- Ta sama metoda, co zawsze? – odezwał się mimowolnie.
Matsuri skinęła głową.
Pierdoleni Piraci. Jak zrekrutowali tysiąc ludzi w tak krótkim
czasie?
Powtórzył tę myśl na głos.
- Ważniejsze pytanie: jak zrekrutowali tysiąc bezwolnych
marionetek? – podchwycił Gaara, posyłając mu badawcze
spojrzenie.
Kankuro potrząsnął głową.
- Nikt nimi nie sterował. Oni byli tylko...
- Ślepo nakierowani na cel, wiem – odpowiedział Gaara i przeniósł
wzrok na Matsuri. – Akcja ma trwać, nie ma pewności, że był
tylko jeden. Wezwij Shiharę.
Matsuri skinęła głową na znak, że zrozumiała. Gdy Gaara nie
wydał więcej poleceń, wyszła w pośpiechu.
- Wpuściłem ciula do osady – odezwał się Kankuro mimowolnie.
- To było dobrze zaplanowane. Zdarza się – odpowiedział Gaara.
Nagle stał się wyrozumiały. Kankuro wolałby nie doświadczać
tego na własnej osobie. - Dowiemy się, którędy się prześlizgnął.
Istotniejsze jest, dlaczego chcieli zinfiltrować wioskę.
Dlaczego teraz.
To było dobrze postawione pytanie. Kankuro przychodziło do głowy
tylko to, że może rebelianci mieli w planach sabotować egzamin na
chuunina i chcieli kogoś wprowadzić, by zebrać informacje.
Ale tak wcześnie? Egzamin miał być dopiero za kilka miesięcy,
przygotowania nawet nie ruszyły.
Gaara chyba nie łączył tych dwóch spraw. Kankuro też miał
przeczucie, że chodzi o coś innego.
Tak czy inaczej, jedna rzecz nie ulegała wątpliwości: Piraci dążą
do konfrontacji. Cokolwiek planowali, właśnie się zaczęło.
***
Dwóch mężczyzn siedziało przy stole w zaciemnionym pomieszczeniu.
Dwóch znacznie młodszych stało po drugiej stronie, pochylając
nisko głowy.
Mistrz Rodan był wściekły. Mistrz Hakujou, jak zwykle, do przesady
opanowany.
- Za to spadną głowy – wycedził ten pierwszy przez zaciśnięte
zęby. – To było proste zadanie. Już widzę waszą skuteczność,
gdyby chodziło o porwanie kogoś ważnego.
Satoru zacisnął zęby, nic nie mówiąc. Tylko ten nadęty dziad
mógł nazwać atak na wioskę, angażujący setki ludzi, prostym zadaniem.
- Uspokój się. Niepowodzenia to integralna część każdego planu.
Rodan spojrzał na siedzącego obok niego mężczyznę z mieszaniną
wściekłości i odrazy.
- Co ty chrzanisz! – ryknął. – Takich okazji się nie marnuje!
Stojący obok Satoru Tarou odchrząknąl lekko słyszalnie.
- To nie kwestia naszego błędu. Celu nie było w wiosce, mieliśmy
złe...
Mężczyzna skierował na niego wściekłe spojrzenie. Satoru
widział, jak sięgnął po nóż i był pewien, że źle się to
skończy dla jego towarzysza.
Jednak Rodan, choć wyciągał broń, nagle zrezygnował. Wyprostował
się sztywno, a jego twarz, przed chwilą wykrzywiona wściekłością,
straciła jakikolwiek wyraz.
Satoru głośno przełknął ślinę. Miał nadzieję, że nie było
tego słychać.
- Jesteś zbyt nerwowy, towarzyszu – powiedział Hakujou obojętnie
zerkając na siedzącego obok niego mężczyznę.
Mistrz Rodan skinął głową, jakby się z tym zgadzał.
Satoru wiedział, że ta dziwna technika nie jest trwała –
mówiono, że mistrz Hakujou potrafi stłumić czyjeś emocje i
odblokować je w dowolnym momencie. Skoro nie była trwała, nie była
też chyba szkodliwa.
Jednak on miał nadzieję, że nigdy nie zostanie na nim wykorzystana.
Przerażało go, że ludzie mogą stać się tak kompletnie
zobojętniali na cokolwiek. Bezwolni. Był przekonany, że coś
takiego zostawia trwałe uszkodzenia w mózgu.
Trudno byłoby zweryfikować to podejrzenie. Mistrz Hakujou zwykle nie używał
tego na wysokich rangą czy współpracownikach, jedynie na
żołnierzach wykorzystywanych jako przynęta. Nie mogło to służyć stworzeniu wartościowej armii, bo delikwenci tracili wolę walki, bez zaangażowania wypełniali rozkazy.
- Zakładam, że opracujecie nowy plan. - Mistrz zwrócił się do Satoru,
lekceważąc pozostałych dwóch mężczyzn.
To źle wróżyło. Oznaczało, że właśnie teraz wyznaczył go
jako odpowiedzialnego za to zadanie.
- Oczywiście. Ale to nie będzie łatwe.
- To banalnie proste – odpowiedział mistrz bezbarwnym głosem. –
W najgorszym wypadku, zaczekamy do egzaminu na chuunina. Uruchom
znajomości w Kiri. Oczywiście, jeśli przeprowadzisz akcję
wcześniej, zostanie to docenione.
Satoru ukłonił się nisko, nic nie mówiąc.
Tutaj nie było o czym dyskutować. Hakujou nigdy nie zadawał pytań,
wydawał polecenia i oczekiwał efektów.
*****************************************************
*****************************************************
Drogę z Konohy do Sunagakure pokonały w niemal całkowitym
milczeniu.
Sunami była zaniepokojona tą nietypową skrytością przyjaciółki.
Lepiej było nie drażnić Temari pytaniami, gdy była w takim
stanie, ale ona z czasem sama powinna zacząć mówić. Tłumienie
negatywnych emocji było dla niej nienaturalne.
Gdy były już prawie u kresu podróży i w oddali widoczne były
obwarowania wokół wioski Piasku, Sunami postanowiła zaryzykować i
pociągnąć ją za język. Ostatecznie, w tej sytuacji niewiele
ryzykowała – pewnie dostanie burę i jakieś piekielnie nudne,
rozwlekłe zadanie, więc i tak nie będzie miała okazji w
najbliższym czasie rozmawiać z Temari. Ona z kolei nie będzie miała kiedy się na niej wyżyć, nawet jeśli będzie na nią zła.
- Co się stało? Czyżby Shikamaru miał czelność ci się
oświadczyć? – zapytała, uważając, że to byłaby najbardziej
prawdopodobna przyczyna gniewu przyjaciółki.
Temari prychnęła ze złością.
- Oświadczyć. Dobre sobie – odpowiedziała z irytacją.
A więc jednak nie. Teraz Sunami uznała, że rzeczywiście ma powód
do zmartwienia.
- A więc? W czym problem?
Temari przystanęła i spojrzała na nią z powagą na twarzy.
- Faceci to podłe szuje, żadnemu nie można ufać. W tym problem –
oświadczyła.
Sunami miała wrażenie, że Temari zamierza powiedzieć coś więcej,
ale wtedy jej uwagę przyciągnęło nietypowe poruszenie pod murami
osady.
Były jeszcze w zbyt dużej odległości, by widzieć dokładnie, jednak
ewidentnie coś było nie tak, jak powinno. Ukształtowanie terenu
było inne, osadę otaczały dodatkowe warstwy piasku.
To znaczyło, że przeczucie jej nie myliło.
- Co tam się stało? – odezwała się, bardziej do siebie niż do
Temari, ale wtedy przyjaciółka też zwróciła na to uwagę.
Resztę trasy pokonały biegiem. Dostrzegły, że pod murami uwijały
się dziesiątki ludzi z łopatami.
Zatrzymały się, szukając wzrokiem kogoś kompetentnego, kto
mógłby im udzielić informacji. Wtedy Sunami dostrzegła znajomą
sylwetkę dziewczyny w szarym stroju treningowym. Miała
charakterystyczne kasztanowe włosy opadające na ramiona, dlatego
Sunami była prawie pewna, że to ona, choć była zwrócona do niej
plecami.
Mało wyszukany sposób, w który motywowała ludzi do pracy, rozwiał
resztki wątpliwości.
- Nie jesteście na wakacjach. Dzieci uwinęłyby się szybciej od
was.
- Nori?
Kunoichi odwróciła się. Na jej twarzy zagościł wyraz zdumienia,
które natychmiast ustąpiło miejsca nieskrywanej radości.
- Su! A jednak! – wykrzyknęła zanim uścisnęła ją na
przywitanie.
- A jednak? – powtórzyła Sunami, gdy już wyzwoliła się z
uścisku.
- Podobno zagościłaś na dłużej w wiosce, przyjeżdżam, a ciebie
nie ma. Już myślałam, że ktoś mi naściemniał – odpowiedziała
Noriko z entuzjazmem. Skierowała wzrok na Temari, która patrzyła
na nią krytycznie. – Cześć, Tem.
Blondynka przymrużyła oczy.
- Nie mów tak do mnie. Cześć – odpowiedziała. – Zostałaś
wezwana? Co się stało? – zapytała, rozglądając się dookoła z
niepokojem.
Parę metrów od nich dwaj shinobi wyciągali z ziemi zwłoki. Sunami
natychmiast odwróciła wzrok od tej scenki i próbowała
skoncentrować uwagę na rozmowie.
Noriko machnęła ręką.
- Ale że co, awaryjna sytuacja i nagle potrzebujecie więcej medic
ninów? Chyba widać, że tym delikwentom pomoc medyczna już się
nie przyda – odpowiedziała obojętnie. – Nie rób takiej miny,
Sunami. Gdybyś widziała tyle trupów co ja, też byś się
uodporniła. – Skierowała wzrok z powrotem na Temari, która
wyglądała na zniecierpliwioną tą dygresją. – Spokojnie. Po
naszej stronie nie ma ofiar, nie ma nawet rannych. To był
najbardziej kuriozalny atak z jakim się spotkałam w życiu. Pogadaj
z twoimi braćmi, to się dowiesz, o co chodzi, bo ja chyba jestem za
głupia, żeby to ogarnąć.
Temari uśmiechnęła się złośliwie.
- Kankuro cię nie wtajemniczył?
Noriko odpowiedziała najbardziej jadowitym uśmiechem, na jaki było
ją stać.
- Kankuro, w przeciwieństwie do ciebie, oddziela sprawy zawodowe od
prywatnych.
Temari żachnęła się ze złością.
- Więc wracasz do Suny na stałe? – spytała szybko Sunami.
Noriko i Temari nigdy za sobą nie przepadały, lepiej było nie
pozwolić im na bezpośrednią konfrontację.
- Jasne. Delegacja niby miała trwać dłużej, ale Gaara pozytywnie
rozpatrzył mój wniosek. Dużo się nauczyłam, czas to wykorzystać. Większość
ziół możemy hodować u nas, przyjechałam tutaj pełna
zapału, żeby zacząć budowę nowej szklarni... I widzisz, trafiłam
jak śliwka w kompot. – Wykonała zamaszysty gest ręką, jakby
dokonując prezentacji otoczenia. – Przez najbliższe tygodnie będę robić sekcje zwłok, jak w starych dobrych czasach. Na
dodatek muszę pracować z Shiharą – dodała z kwaśną miną.
Temari wydała z siebie dźwięk, jakby powstrzymywała się od
śmiechu.
- Kenzo cię musztruje? W takim razie pogadaj z twoją serdeczną
przyjaciółką. – Posłała w kierunku Sunami znaczące
spojrzenie. – Jak będzie dla niego miła, spojrzy na ciebie
łaskawszym okiem. Na razie jest sfrustrowany i wyżywa się na
otoczeniu.
Sunami pokręciła niechętnie głową.
- Daruj sobie, Temari.
- Jakoś sobie z nim poradzę. Najwyżej się doigra i dostanie w
mordę – odpowiedziała Noriko, po czym spojrzała na Sunami. –
Dobrze, że skończyłaś z tym palantem. Musisz mnie wprowadzić w
szczegóły, jestem całkiem poza obiegiem.
- Hola – wtrąciła się Temari i popatrzyła groźnie na Sunami. –
Później sobie pogadasz z psiapsiółką, teraz musimy się
zameldować. I tak będziesz miała przegwizdane.
- Skąd wiesz, że nie zostałam wezwana? – zapytała brunetka ze
zdziwieniem.
Temari wydawała się oderwana od rzeczywistości. Sunami była
przekonana, że gdyby posądzała ją o nieposłuszeństwo wobec
rozkazów, zwróciłaby jej na to uwagę wcześniej.
- Kankuro jest twoim szefem – odpowiedziała dziewczyna, jakby
musiała jej o tym przypominać. – Wysłałby mi wiadomość, gdyby coś uległo zmianie.
Sunami popatrzyła na nią podejrzliwie.
- I tak po prostu milczałaś? Gdzie twoje poczucie obowiązku?
Temari wzruszyła ramionami.
- A czy ja jestem od pilnowania jego podwładnych? Teraz to ty masz
problem – zauważyła. Po chwili wahania dodała: - Mam tylko
nadzieję, że cię nie odeśle z powrotem.
***
Kankuro był już po godzinach pracy, podobnie jak Gaara. Rozmawiali
w gabinecie kage, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Ostatnio wszyscy mieli nie cierpiące zwłoki sprawy.
- Wejść – polecił Gaara.
Ton jego głosu nie wróżył nic dobrego.
Zdaje się, że podwładni już się zorientowali, że nie należy
nadużywać jego cierpliwości. Gaara przez ostatnie dni był
nerwowy. Chociaż większość ludzi musiała to kojarzyć z
nieudanym atakiem na wioskę i ponownym ujawnieniem się Piratów,
Kankuro winił ciemnowłosą ślicznotkę, która wbrew założeniom
musiała zostać w wiosce Liścia.
W sprawie Piratów mieli przynajmniej opracowany plan działania i
odzyskiwali kontrolę nad sytuacją.
Yaoki, który wszedł do pomieszczenia, na pewno nie był zadowolony,
że musi absorbować Kazekage po godzinach urzędowania. Chyba, że
nienaturalna bladość na jego twarzy wynikała ze złych wiadomości.
Kankuro miał szczerą nadzieję, że tak nie jest.
- Pani Temari wróciła do osady i prosi, żeby ją zapowiedzieć –
poinformował chuunin.
Kankuro wymienił z Gaarą znaczące spojrzenia.
Nieważne, jaki był powód jej wcześniejszego powrotu, dobrze się
złożyło.
- Niech wejdzie – odpowiedział Gaara. Gdy Yaoki nadal stał przy
drzwiach, jakby nie mógł się na nic zdecydować, spojrzał na
niego ze zniecierpliwieniem. – Coś jeszcze?
- Sunami Harada także się zameldowała.
Kankuro nie opanował drwiącego uśmiechu. Spodziewał się jakiegoś
komentarza, w rodzaju „... wbrew poleceniom”, ale Yaoki milczał.
Dobrze, że jego podwładni, nawet jeśli nie wiedzą o co chodzi,
szybko uczą się, kiedy należy milczeć. Kankuro miał sporo
sympatii dla żołnierzy ze swojej sekcji i w wielu rzeczach im
pobłażał, ale nie odważyłby się polemizować z Gaarą, gdyby
ten postanowił przeczołgać dookoła wioski kolejnego chuunina za brak respektu dla wyższych rangą.
Miał wrażenie, że Yaoki z prawdziwą ulgą opuścił gabinet, gdy
Gaara pozwolił mu odejść.
- Jaka będzie kara? – zapytał, nie czekając aż Kazekage
pierwszy się odezwie.
- To twoja podwładna i twój problem – odpowiedział Gaara.
Chociaż w jego głosie nie było żadnych emocji, Kankuro był
pewien, że jego brat jest zadowolony mogąc zrzucić na niego ten
ciężar.
- Świetnie – ocenił. – Miesiąc w karcerze będzie w sam
raz.
Gaara tym razem popatrzył na niego z potępieniem.
- Nie przesadzaj. Dwie karne lekcje w akademii wystarczą.
Kankuro nie zapytał, dla kogo to ma być kara.
Dzieciaki na pewno będą zachwycone.
***
Temari wyszła na korytarz, zamykając za sobą drzwi biura Kazekage.
Miała bardzo nietęgi wyraz twarzy.
- Proszę? Dziękuję? Czy mogłabyś się tym zająć? –
powtórzyła niemal bezgłośnym szeptem.
Była tak zaskoczona, że przez chwilę zapomniała o wściekłości - a była wściekła na brata, który jak zwykle przeszarżował, zapominając - albo nie chcąc pamiętać - że nie jest już jinchuuriki i dysponuje ograniczoną ilością czakry. Miała przykre wrażenie, że jeśli Gaara nie przestanie zachowywać się jak jednoosobowa armia, za którymś razem się przeliczy.
Jednak teraz jej myśli poszły w innym kierunku.
Gdyby nie miała tak niezachwianej wiary w skuteczność własnych
podwładnych z jednostki bezpieczeństwa wewnętrznego pomyślałaby,
że jednak jakiś niepożądany osobnik kręci się po wiosce i podrzucił Gaarze truciznę. Coś, co powoduje trwałe zmiany w mózgu.
Wszystko ma swoje dobre strony. Skoro jest w tak nietypowo dobrym
humorze, może przynajmniej nie będzie wyżywać się na Suni.
Byłoby przykro, gdyby za nieposłuszeństwo – uzasadnione –
przyjaciółka miała teraz spędzać tygodnie w archiwum.
Albo gdyby miała zostać odesłana do Konohy. Temari chciała, by Suni była w pobliżu, i chociaż jej pobudki były
egoistyczne, była gotowa wykłócać się o to z Gaarą.
Nie miała dobrych argumentów, więc liczyła, że kage będzie
za bardzo zajęty innymi rzeczami, żeby przejmować się karaniem
nieposłuszeństwa, obojętnie czy z przekonania, czy dla przykładu.
Oby tylko Sunami nie prowokowała hardym zachowaniem, jak zwykle, bo
w końcu się doigra.
***
- Byłaś bardzo niegrzeczna - szepnął Gaara.
- Nawet nie wiesz, jak... - próbowała udzielić przekornej
odpowiedzi, ale słowa uwiązły jej w gardle zastąpione przez
głęboki jęk rozkoszy, gdy przygryzł jej sutek.
Jego dłonie, palce, usta przesuwały się po jej ciele wywołując
przyjemne dreszcze w każdym miejscu, którego dotknął. Zamierzała
się z nim podroczyć, ale zamiast tego poddawała się pieszczotom, a jej ciało ogarniało dziwne uczucie, mieszanka
pobudzenia i słodkiego odrętwienia. Chłodna pościel kontrastowała
z żarem jej skóry i jego rozpalonego ciała.
Gaara dotykał jej wszędzie, a pieszczoty stawały się coraz
bardziej niecierpliwe i zachłanne, jakby nie potrafił się nią
nasycić. Całkowicie to rozumiała - odczuwała własne i jego
emocje, tak intensywne, że niemal namacalne i czuła, że jeśli
nagle straciłaby jego bliskość, nie mogłaby oddychać. Pragnęła
go każdą komórką ciała i chociaż był blisko, wciąż było jej
mało. Jego pieszczoty były impulsywne, gwałtowne, prawie brutalne.
Każdym ruchem potęgował doznania przyjemności, ale i tak czuła
niedosyt.
- Gaara - szepnęła.
Nie przestając pieścić jej dłońmi, zbliżył twarz do jej
twarzy, patrząc na nią pytająco.
Sunami cofnęła ręce, którymi oplatała jego ramiona i obróciła
się na łóżku powodując, że znalazł się pod nią.
- Jesteś aż tak niecierpliwa? – wydyszał, z wysiłkiem łapiąc
oddech.
- Nie tylko ja - zripostowała zaczepnie, osuwając się na jego
ciało. Głośno westchnęła, gdy poczuła go w sobie. Wplotła
palce w jego włosy i patrzyła mu głęboko w oczy, przesuwając się
i pozwalając, by penetrował ją w środku. Gaara podchwycił jej
rytm, poruszając się tak, że docierał głębiej niż byłaby w
stanie go poprowadzić. Jego dłonie przesuwały się po jej
plecach, biodrach i piersiach. Nie kontrolowała spazmatycznych
westchnień, czując go w sobie, jego dotyk na swojej skórze, jego
intensywny wzrok, świdrujący ją na wskroś, jakby mógł
przeniknąć jej duszę.
Jej ciało przeszywały dreszcze rozkoszy. Odczuwała mieszankę
skrajnych emocji, pożądanie, ekscytację, ekstazę - i wszystko
było tak intensywne, że nie potrafiła odróżnić swoich uczuć od
emocji Gaary. Nie potrafiła oddzielić siebie od niego - i nie było
jej to do niczego potrzebne.
Zatraciła się w tym uczuciu, w jego bliskości, jego i swoich
wrażeniach - i zupełnie straciła poczucie czasu. Nie była pewna,
czy minęły krótkie chwile czy długie minuty do momentu, gdy
przeniknął ją intensywny dreszcz rozkoszy. Poczuła jak Gaara
osiąga ten sam punkt. Opadło z niej napięcie i poczuła się
zrelaksowana, a także - kompletna, gdy położyła się na jego
ciele i przylgnęła tak blisko, jak tylko mogła.
Gaara otaczał ją w talii ramionami, a ona w tym momencie nie
potrzebowała niczego więcej, świat mógłby się zatrzymać...
Mógłby zniknąć i zostawić jej Gaarę na własność.
Przez długą chwilę wtulała się w niego. W końcu rozluźniła
uścisk i przesunęła się lekko, by spojrzeć w jego twarz.
- Kocham cię - powiedziała, bez wahania, chociaż z napięciem. Nie
wiedziała, jakiej spodziewać się reakcji.
Nie spełniła się żadna z jej nadziei ani obaw - reakcja Gaary
wymknęła się jakimkolwiek jej oczekiwaniom. Patrzył na nią z
nieodgadnionym wyrazem twarzy, a jedyną emocją, którą potrafiła
jednoznacznie zidentyfikować, było niedowierzanie.
- Nie masz tego na myśli - powiedział po chwili.
To było prawie jak odmowa przyjęcia do wiadomości jej wyznania.
Nie wiedziała, czy powinna się na to oburzać czy raczej się
martwić.
Jego reakcja jej nie złościła. Ale niepokoiło ją, że teraz, gdy
po długich wahaniach wyznała mu uczucia, on nie chciał w nie
wierzyć.
- Dokładnie to mam na myśli - odpowiedziała i przesunęła się, całując jego szyję i schodząc niżej. Chciała, żeby to
poczuł. Składając na jego skórze pocałunki pozwoliła, by
emanowały z niej emocje - by stopniowo przepływało do niego to, co
do niego czuła. Gaara zacieśnił uścisk wokół jej talii.
- Kocham cię - wyszeptała muskając ustami jego skórę.
- Nie przestawaj. - Brzmiała desperacka odpowiedź.
Sunami uśmiechnęła się sama do siebie, między pocałunkami
składanymi na jego ciele.
Dla Gaary może to nie było oczywiste, ale ona wiedziała to od
dawna - bez względu na wszystko, nie potrafiłaby przestać go
kochać. Nawet gdyby chciała, nawet gdyby on tego chciał nie
wyrzuciłaby go z myśli, bo był głęboko, w niej, w sercu i w
duszy i równie dobrze mogłaby przestać oddychać.
PS: ## Pragnę komentarzy, jak Naruto ramenu!##
O. Mój. Boże. *-*
OdpowiedzUsuńPoczątek części i już jest idealnie ♥
Nie mogę się doczekać tych wszystkich pięknych rozdziałów :3
NaruHina ♥
Yaaay :*
Pozdrawiam i ślę tooooony weny <3
Ohayo !
OdpowiedzUsuńTutaj Wiktoria tylko że pod nową nazwą ! :D Myślę że cie to nie zmyli :P Bardzo fajny początek lubię NaruHina i czekam na więcej scen z nimi, albo ogólnie z samym Naruto bo on jest mega :D Oczywiście końcówka przebiła wszystko i wszystkich :D Mistrzostwo gdyż była Sunami i Gaara <# Kocham cię za to wiesz choć na początku myślałam że to jakaś nowa gejsza... xD Pozdrawiam , czekam na rozdział, weny życzę i zapraszam do siebie na bloga o GaaOC jest prolog i pierwszy rozdział także myślę że skomentujesz i zaobserwujesz jeśli ci się spodoba :D
http://walcze-tylko-dla-siebie.blogspot.com/
Rozdział przeczytany w ten sam dzień, w którym dodałaś, ale nadal się nad nim rozpływam dlatego dopiero teraz próbuję uklecić jakiś sensowny komentarz :D
OdpowiedzUsuńNo końcówka to rozgromiła wszystko *.* i między innymi to jest powód mojego "rozpływania się" ^.^ Gaara i Suni... <3
Całościowo rozdział bardzo mi się podoba, Kankuro w roli zastępcy Gaary mnie rozbawił :D Biednego nie biorą na poważnie :P
Seria druga rozpoczęła się mocnym wejściem, ale coś mam obawy, że któryś z naszych ulubionych bohaterów zostanie porwany :P (Suni? Gaara? Hmm...) Lubię gdy opowiadanie nie jest z góry przewidywalne więc duży plus ^.^
Mam nadzieję, że jakoś sensownie napisałam :D
Dużo weny :* :*
Aaa i tutaj widzę 80%, więc może na weekendzik jakaś miła niespodzianka będzie? :D
UsuńNawet bardzo sensownie. Muszę przyznać, że mam dużo scen napisanych do nastęnych rozdziałów, więc na razie nowe notki będą często :)
UsuńDziękuję ;) Bardzo podoba mi się Twoje nowe pseudo. Zajrzę i przeczytam jeszcze dzisiaj :D
OdpowiedzUsuńO matko, jesteś wirtuozem słowa. Ciekawi mnie tylko konfrontacja Temari z Su... Jak to tak, jej młodszego braciszka
OdpowiedzUsuń