Kelnerka
przyniosła do stolika herbatę. Mimo popołudniowej pory, kawiarnia
była prawie pusta. Przy stolikach na zewnątrz siedziało sporo
ludzi, ale Noriko wolała rozmawiać z Sunami w zaciszu budynku.
-
Jest jakiś powód, dla którego mi się tak przyglądasz? –
zapytała Sunami.
Noriko
wzruszyła ramionami.
-
Jeszcze nie wiem. Próbuję ogarnąć rzeczywistość, całkiem
straciłam rozeznanie w sprawach wioski.
-
Znam to. Szybko minie, zapewniam – odpowiedziała Sunami swobodnie.
Noriko
zrobiła minę, jakby poczuła się dotknięta. Przesadzona mimika
twarzy była dobrą metodą, gdy rozmawiało się z Sunami – gdy
uzna, że ona świadomie przesadza, trudniej jej będzie zauważyć,
że rzeczywiście coś jest na rzeczy.
Nie
to, żeby zamierzała ją oszukać. Ale nie chciała współczucia.
-
Lekceważysz moje uczucia. A ja naprawdę jeszcze nie wyszłam z
szoku – zadeklarowała przedramatyzowanym tonem.
Sunami
przyjrzała jej się badawczo. Jednak, cokolwiek pomyślała, nie
potraktowała jej jak osobę, nad którą należy się użalać.
-
A co, wolałabyś, żeby się tobie oświadczył? – zapytała
żartobliwie.
Noriko
była jej wdzięczna za wyczucie sytuacji. Uśmiechnęła się
szeroko.
-
Mógł przynajmniej zapytać, dla zachowania kurtuazji, prawda? –
odrzekła. – Oczywiście, że tanio skóry nie sprzedam. Jeśli już
mam dać sobie nałożyć kajdany to przynajmniej dla kogoś, kto ma
prawdziwą władzę.
-
Nawet o tym nie myśl – powiedziała Sunami ostrzegawczym tonem.
Noriko
nie powstrzymała złośliwego uśmiechu.
-
A co to, zmiana taktyki? Już nie idziesz ścieżką
samozaprzeczenia?
Sunami
przymrużyła powieki, co miało wyglądać groźnie, ale dla Noriko
było komiczne. Jak zwykle, gdy pozwalała sobie z niej zakpić, a
Sunami udawała, że jej to nie rusza.
-
Nie wiem, o czym mówisz.
Noriko
popatrzyła na nią przez chwilę z wahaniem. Jakoś przyszło jej do
głowy, że może pozwolić sobie pójść nieco dalej w swoich
sugestiach.
Dawniej
by nie przeginała, bo nie było jej intencją sprawić przyjaciółce
przykrości. Ale wszystkie znaki na niebie i ziemi – zaczynając od
tego, że Sunami tryskała radością, której nigdy u niej nie
widziała, na zwracającym uwagę, uprzejmym zachowaniu chuuninów
kończąc – podpowiadały jej, że tym razem może drążyć temat,
bo jest o czym mówić.
Przyjęła
bardzo poważny wyraz twarzy i posłała brunetce wymowne spojrzenie.
-
Żadnych uczuć. Zero uczuć – powiedziała, modulując głos. –
To sprawa obowiązku. To kwestia od-po-wie-dzial-no-ści –
przesylabizowała, powstrzymując się przed wybuchem śmiechu na
widok zażenowanej miny Sunami. – To racja stanu. Mam mówić
dalej? Mogę tak jeszcze długo, ale czy trzeba ci przypominać twoje
własne słowa?
Sunami
przygryzła wargi, jakby się nad czymś poważnie zastanawiała.
-
Nic mi nie trzeba przypominać, dziękuję za twoją uczynność –
odpowiedziała przesłodzonym głosem.
Noriko
napiła się herbaty i odłożyła filiżankę na spodek. Potem
spojrzała na koleżankę wyczekująco, ale ona jakoś nie kwapiła
się rozwijać tematu.
-
Nie bądź taka. Dobrze wiesz, że umieram z ciekawości.
Pracowaliście razem. Nieszkodliwie iskrzy, czy może – uniosła
znacząco brwi – roznieciliście już pożar?
Sunami
nie odpowiedziała wprost, zamiast tego pozwoliła sobie na osobistą
uwagę pod jej adresem.
-
Czy nie jesteś zbyt pewna siebie? Wydaje ci się, że zawsze masz
rację, prawda?
Noriko
uśmiechnęła się arogancko. Wymijanie odpowiedzi było dla niej
wystarczająco klarowne.
-
Nie jestem emocjonalnie nadwrażliwa, jak ty; może dlatego ufam
temu, co widzę, i nie dorabiam sobie teorii. To już oficjalne?
Sunami
rzuciła jej zdezorientowane spojrzenie znad filiżanki z herbatę.
Tym razem jej zdziwienie było szczere.
-
Co jest oficjalne?
Noriko
przewróciła ze zniecierpliwieniem oczami.
-
Wasz związek.
Brunetka odjęła od ust filiżankę, nie upiwszy ani łyka herbaty. I całe
szczęście, bo z wrażenia mogłaby się udławić.
- Że co?
Noriko
udawała, że nie zauważyła jej konfuzji.
-
Pomyślałam, że oficjalne, bo twoje notowania wzrosły. Nie
zauważyłam, żeby pozwalali sobie traktować cię poniżej rangi.
Było
jasne, że Sunami nie za dobrze wie, o czym ona mówi. Jakoś nigdy
nie zwracała specjalnej uwagi na drobne przejawy braku szacunku ze
strony niższych stanowiskiem. Może dlatego, że za mało przebywała
w osadzie, żeby orientować się w zasadach okazywania respektu
wyżej postawionym w hierarchii. Jounini na ogół nie pozwalali
chuuninom na zbyt poufałe traktowanie, a że mieli prawo ich karać
za uchybienia w etykiecie, ci drudzy przestrzegali zasad dobrego
wychowania.
Noriko
zawsze uważała, że chuunini to bardzo problematyczna grupa,
szczególnie ci świeżo po egzaminie. Taki delikwent często
zaczynał czuć się ważny i przesadnie się panoszył, dopóki ktoś
nie zrobił z nim porządku.
Odkąd
zdała egzamin na jounina, wyłapywanie uchybień w etykiecie stało
się jej hobby, ale wcale nie z czystej złośliwości. Uważała, że
shinobi na pewnym etapie rozwoju potrzebują lekcji pokory, inaczej
ich ego urasta do niebotycznych rozmiarów. Jak w przypadku Kenzo.
Ten to już przypadek nie do uratowania.
-
Pewnie boisz się reakcji Temari, co mnie osobiście nie dziwi –
oceniła, - ale na twoim miejscu bym się nie ukrywała. Kazekage nie
pozostanie długo singlem, radę to kłuje w oczy. Źle wygląda z
punktu widzenia dyplomatycznego.
-
Straszne – skomentowała Sunami cierpko.
Zdaje
się, że ostatnie zdanie ją zirytowało. Noriko postanowiła
odpuścić sobie temat, żeby jej nie drażnić, chociaż, jeśli w
zasłyszanych plotkach było ziarno prawdy... Wkrótce Sunami będzie
miała powód do zmartwienia.
Przekazywanie
niesprawdzonych informacji byłoby w tym przypadku perfidne. Noriko
postanowiła, że najpierw dowie się czegoś pewnego, zanim powie
Sunami o domniemanych planach starszyzny.
Ciekawe,
czy Kankuro coś wie, a jeśli tak – czy w ogóle zechce się z nią
tą wiedzą podzielić.
***
-
Obecność Noriko w osadzie jest dla ciebie niewygodna? – spytał
Gaara.
Kankuro
żachnął się. Nic takiego nie sugerował... No, może gdzieś to
przebijało z jego wypowiedzi. Od kiedy to Gaara zwraca uwagę na
szczegóły ukryte między wierszami?
-
Nie – powiedział. – Ale wydaje mi się, że tutaj będzie marnować czas.
Gaara
oparł się wygodniej w krześle, przyglądając mu się może trochę zbyt uważnie.
-
W obecnej sytuacji nie możemy sobie pozwolić, by najlepsi medycy
wypełniali długoterminowe misje poza osadą. Ponadto, Noriko
zaproponowała system nawadniania roślin, który jest wart
wypróbowania. – Kankuro zdał sobie sprawę, że brak przekonania
musiał być zbyt wyraźnie widoczny w jego twarzy, skoro Gaara uznał
za słuszne dodać: - Egzamin w nowej formule zakłada unikanie ofiar
w ludziach, a to wymaga lepszej jakości opieki medycznej. Jeśli
współpraca z nią przy przygotowaniach będzie dla ciebie
uciążliwa... Przykro mi, ale tego wymaga sytuacja.
-
Jasne – skomentował Kankuro.
Gaara
tym razem sprawiał wrażenie zniecierpliwionego.
-
Nie każę ci z nią pracować ze złośliwości. Cokolwiek myślisz,
nigdy nie przydzielam ci zadań złośliwie.
Kankuro
skinął głową ze zrozumieniem, choć niechętnie.
-
Tak, wiem.
**********************************************************
Sunagakure,
wkrótce po zaprzysiężeniu Piątego Kazekage
Kankuro
odłożył kufel z piwem na stół.
Pub
był pełen ludzi, gdyż była to pora wieczorna, mało kto o tej
porze pracował. Był piątek, a w piątki ograniczenia związane ze
spożywaniem alkoholu na terenie osady szły w dużej mierze w
niepamięć. Przynajmniej dla tych, którzy nie pełnili dyżurów w
weekend.
-
Co on sobie wyobraża? To jest zadanie poniżej mojego stanowiska.
Dużo poniżej – powiedział lalkarz z niechęcią.
Nie powstrzymał się od
głośnego komentarza, chociaż zwykle był powściągliwy w ocenianiu rozkazów.
Nie
podważałby decyzji Gaary w obecności któregokolwiek z kolegów,
ale jedyną osobą dotrzymującą mu towarzystwa była Noriko.
Oceniając
sytuację przez pryzmat jej stanowiska w wiosce – była tylko
medykiem o randze chuunina – nie powinna pewnych rzeczy słyszeć.
Jednak była jedną z niewielu osób, którym ufał, nawet gdyby na
szali miał postawić własne życie.
-
Oj, przestań – powiedziała. – Koordynowanie drużynami to
prestiżowa robota. Zobacz, ilu chuuninów musi cię słuchać.
Kankuro
popatrzył na nią z nieskrywanym potępieniem.
-
I tak musieliby mnie słuchać – zauważył tonem upomnienia. Po
czym dodał: – Gaara nie bez przyczyny przydzielił mi najniższą
sekcję.
-
Wcale nie najniższą – zaoponowała natychmiast dziewczyna.
Kankuro
machnął ręką.
-
Słusznie, gdyby chciał mnie bardziej pognębić mógł mi
przydzielić nadzór nad misjami rangi D. Dzięki za przypomnienie –
powiedział opryskliwie.
Noriko
pokręciła głową z dezaprobatą.
-
Nie rozumiem, czym się tak złościsz. To tylko jedna sekcja, kilka
drużyn, koordynacja działań nie zabierze ci dużo czasu –
zauważyła zdroworozsądkowo. – Jeśli Kazekage robi komuś na
złość, to Shiharze. Zależało mu, żeby utrzymać nadzór nad
sekcją 3 B.
-
A dlaczegóż to? – spytał Kankuro nieuważnie. Był za bardzo
skoncentrowany na własnym poczuciu porażki, żeby samemu dotrzeć
do pewnych wniosków.
-
Drużyna jego dziewczyny należy do tej sekcji – odpowiedziała
Noriko, jakby to wszystko wyjaśniało.
-
Rewelacja. Musisz mnie oświecić, która to, zapewnię im
najciekawsze misje – powiedział z ironią. Zdumione spojrzenie
Noriko nie uszło jego uwagi. – Nie jestem panną na wydaniu, nie
ciekawi mnie, kogo ten laluś bzyka.
Noriko
żachnęła się. Nie był pewien, co ją tak zirytowało – jego
niewyszukane poczucie humoru czy ignorancja wobec tematów, które
obecnie są „na topie”.
-
Drużyna trzecia. Sunami Harada – powiedziała, z taką miną,
jakby chciała podkreślić, że uważa go za przypadek beznadziejny.
-
No, tak – skonstatował.
Złość
momentalnie z niego wyparowała, choć, z drugiej strony, za takie
manewry powinien był Gaarze przyłożyć.
Tyle
by go kosztowało, powiedzieć wprost, że ma pilnować dziewczyny?
Czapka urzędowa chyba by mu z głowy nie spadła.
***
Sunagakure, trzy dni po ataku Akatsuki i porwaniu Kazekage
Noriko wtargnęła do pokoju szpitalnego, nie zważając na konwenanse.
Noriko wtargnęła do pokoju szpitalnego, nie zważając na konwenanse.
Kankuro
był kompletnie ubrany, poniżej rękawa koszuli można było
dostrzec kawałek bandaża.
-
Można wiedzieć, dokąd się wybierasz, kretynie? – zapytała
napastliwie.
Kankuro,
zwrócony do niej plecami, odwrócił się i popatrzył na nią
niechętnie.
-
Nie za bardzo się wczułaś w rolę pielęgniarki? – zapytał
oschle.
Noriko
potrząsnęła głową.
-
Jak wyruszysz w drogę w tym stanie, nie będziesz potrzebował
pielęgniarki tylko grabarza – zakomunikowała. – Plus, masz się
stawić na zebraniu rady.
-
Wystarczy mi to, co usłyszałem na pierwszym – odpowiedział
Kankuro i pozwolił sobie na nie nadającą się do powtórzenia
wiązankę słów, zawierającą instrukcje, czym szanowna starszyzna
płci obojga powinna się zajmować na oficjalnej naradzie. W parach
lub grupowo.
Noriko
miała ochotę krzyczeć z frustracji.
Dlaczego
mężczyźni są tacy zapalczywi? A już ten szczególnie.
-
Włącz myślenie, Kankuro. Masz trzy dni opóźnienia. Nic nie
zrobisz, choćbyś zamontował sobie skrzydła – warknęła,
próbując opanować złość. – Poza tym, akcja ratunkowa jest
zakrojona na szeroką skalę.
Kankuro
wykrzywił wargi z niesmakiem.
-
Czyżby? A ktoś, oprócz szlachetnych rycerzy z Konohy, ma odwagę
rzeczywiście walczyć z Akatsuki?
-
Dream Team Shihary – odpowiedziała natychmiast. – I Temari
zabrała kilkunastu ludzi. A potem ruszyły następne oddziały,
dadzą sobie radę jeśli tylko... – Nie dokończyła zdania,
bo miała wątpliwości przed zwerbalizowaniem tego, co chciała w
nim zawrzeć.
-
Jasne – skomentował Kankuro. Usiadł na materacu szpitalnego
łóżka, co stanowiło dowód na to, że naprawdę odczuwał skutki
podanych lekarstw, tylko wcześniej nie pozwalał sobie tego okazać.
– Dowódcy wyrazili na to zgodę?
-
Wystraszyli się groźby buntu. Zrobiło się gorąco, gdy poszła
plotka, że chcą wybierać następcę – przyznała. Usiadła obok
Kankuro i położyła mu rękę na ramieniu. – Będzie dobrze.
Powiedziała
to, chociaż wiedziała, że na pozytywne zakończenie trudno jest
liczyć. Kankuro też to wiedział.
Dwie
drużyny z Konohy to za mało przeciwko Akatsuki. A oni strasznie
długo zwlekali z wysłaniem posiłków.
Jedyna
nadzieja – na uratowanie Konoszan - leżała w tym, że Kenzo i
jego koledzy powinni szybko dotrzeć na miejsce. Wyruszyli zaraz za
Konohą, a przecież są dobrzy... Znacznie lepiej wyszkoleni niż
dzieciaki z wioski Liścia. Drużyna Temari prawdopodobnie ma już
zbyt duże opóźnienie. Zdążą co najwyżej pochować ciała zanim
dopadną je sępy.
Widząc
wyraz twarzy Kankuro wiedziała, że prawdopodobnie jego myśli szły
w podobnym kierunku. Powinien się czymś zająć, inaczej zwariuje
od czekania na wiadomości.
-
Powinieneś pójść na to zebranie i doprowadzić jouninów do
porządku – zasugerowała.
Zdaje
się, że do niego też dotarło, że to najlepsze, co może teraz
zrobić.
-
Gdzie dziewczyna? – zapytał.
Popatrzył
na nią wyczekująco, jakby pilnowanie chuuninów było jej
oczywistym obowiązkiem.
Nie
było, i miała tyle ważniejszych spraw na głowie... Jednak nie
udawała, że nie wie, o co chodzi.
-
Nie wiem. Musi być gdzieś w wiosce – powiedziała.
Skuliła
się wewnętrznie pod wpływem jego krytycznego spojrzenia.
-
To na co czekasz? Znajdź ją. Jeśli wpakuje się w kłopoty, ja za to oberwę.
Uchwycił
się tej myśli, chyba tylko dlatego, żeby wmówić sobie, że to
jeszcze będzie miało znaczenie. Że dla jego brata istnieje jakieś
„potem”.
Noriko pamiętała wszystko, co kiedykolwiek powiedziała jej pani
Chiyo. Kobieta posiadała mądrość wielu pokoleń, która pewnie
przyniosłaby wiele korzyści wiosce, gdyby tylko chciano jej
słuchać.
Znając
te fakty nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że
Akatsuki chce zagarnąć dla siebie moc Ichibi.
Nie
trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że Kazekage nie przeżyje.
Na
szczęście, ani Kankuro ani Temari jeszcze o tym nie wiedzą.
***
Noriko
wpakowała się do mieszkania Sunami Harady bez pukania.
To
znaczy, raz zapukała do drzwi. Ale nawet nie myślała czekać na
odpowiedź. Widziała dziewczynę wczoraj i musiała przyznać, że
nie wyglądała ona najlepiej. Jednak Noriko była zbyt przejęta
stanem Kankuro, żeby jeszcze tym się zajmować.
Państwo
Harada byli na misji, więc nie musiała się nimi martwić, choćby
musiała przetrząsnąć ich dom.
Nie
było takiej konieczności. Sunami siedziała w przejściu między
przedpokojem a kuchnią, jakby niedawno wróciła do domu i
zatrzymała się tuż za progiem, może zbyt wyczerpana, żeby
przejść dalej. Opierała się plecami o framugę drzwi, zwinięta w
kłębek. Noriko, jeszcze zanim do niej podeszła, domyśliła się,
że chuuninka ma typowe objawy katatonii.
Gdy
przy niej przyklękła i przyłożyła dłoń do jej czoła, okazało
się, że ma też wysoką gorączkę.
Do
diabła. Powinna była się tym zainteresować wcześniej.
-
Sunami. Słyszysz mnie?
Dziewczyna patrzyła na nią, jednak nie wyglądała na świadomą.
Była bliska utraty przytomności.
Noriko
trochę jej żałowała, ale bardziej martwiła się o siebie, jeśli
Kankuro kiedykolwiek się o tym dowie.
-
Nie martw się. Odpowiednia mieszanka ziół załatwi sprawę –
powiedziała na głos. Wcale nie liczyła na to, że Sunami ją
usłyszy. Bardziej chciała dodać otuchy sobie.
Jednak,
kiedy miała wstać i odejść, żeby poszukać apteczki, Sunami
nagle wyciągnęła rękę i złapała ją za łokieć.
-
Jest bardzo ciemno – wyszeptała tak cicho, że Noriko nawet z
tak bliskiej odległości ledwie mogła ją usłyszeć. – Strasznie
ciemno. Ale on przeżyje.
-
Tak – potwierdziła Noriko, chociaż to nawet nie było pytanie, i
na pewno nie skierowane do niej.
To
nie był pierwszy ani ostatni raz tego dnia, gdy musiała kłamać.
Usnął mi się poprzedni komentarz ;///
OdpowiedzUsuńNie pisze go po raz kolejny więc pod kolejnym rozdziałem za pewno napisze więcej. bardzo fajny rozdział i zaintrygowała mnie ta dziewczyna Odpowiedziałam ci też na komentarz na moim blogu. Przepraszam ze taki krótki, ale się wkurzyłam na te komentarze. Pozdrawiam i weny :*
Kurcze lecisz jak burza (co jest oczywiście super :)) :D
OdpowiedzUsuńHmm wyczuwam intrygę starszyzny, ale mam nadzieję, że nie będą próbować zeswatać Gaary z kimś innym niż Sunami :P No i że ogólnie nie będą się bardzo wtrącać :)
Noriko bardzo mi przypadła do gustu ^^ Ciekawa postać i bardzo ciekawy motyw powrotu do tego co było wcześniej :)
Czekam zatem do ósmego na ciąg dalszy ^.^