środa, 4 listopada 2015

Rozdział II. Wystarczy iskra, by wzniecić ogień


Kelnerka przyniosła do stolika herbatę. Mimo popołudniowej pory, kawiarnia była prawie pusta. Przy stolikach na zewnątrz siedziało sporo ludzi, ale Noriko wolała rozmawiać z Sunami w zaciszu budynku.
- Jest jakiś powód, dla którego mi się tak przyglądasz? – zapytała Sunami.
Noriko wzruszyła ramionami.
- Jeszcze nie wiem. Próbuję ogarnąć rzeczywistość, całkiem straciłam rozeznanie w sprawach wioski.
- Znam to. Szybko minie, zapewniam – odpowiedziała Sunami swobodnie.
Noriko zrobiła minę, jakby poczuła się dotknięta. Przesadzona mimika twarzy była dobrą metodą, gdy rozmawiało się z Sunami – gdy uzna, że ona świadomie przesadza, trudniej jej będzie zauważyć, że rzeczywiście coś jest na rzeczy.
Nie to, żeby zamierzała ją oszukać. Ale nie chciała współczucia.
- Lekceważysz moje uczucia. A ja naprawdę jeszcze nie wyszłam z szoku – zadeklarowała przedramatyzowanym tonem.
Sunami przyjrzała jej się badawczo. Jednak, cokolwiek pomyślała, nie potraktowała jej jak osobę, nad którą należy się użalać.
- A co, wolałabyś, żeby się tobie oświadczył? – zapytała żartobliwie.
Noriko była jej wdzięczna za wyczucie sytuacji. Uśmiechnęła się szeroko.
- Mógł przynajmniej zapytać, dla zachowania kurtuazji, prawda? – odrzekła. – Oczywiście, że tanio skóry nie sprzedam. Jeśli już mam dać sobie nałożyć kajdany to przynajmniej dla kogoś, kto ma prawdziwą władzę.
- Nawet o tym nie myśl – powiedziała Sunami ostrzegawczym tonem.
Noriko nie powstrzymała złośliwego uśmiechu.
- A co to, zmiana taktyki? Już nie idziesz ścieżką samozaprzeczenia?
Sunami przymrużyła powieki, co miało wyglądać groźnie, ale dla Noriko było komiczne. Jak zwykle, gdy pozwalała sobie z niej zakpić, a Sunami udawała, że jej to nie rusza.
- Nie wiem, o czym mówisz.
Noriko popatrzyła na nią przez chwilę z wahaniem. Jakoś przyszło jej do głowy, że może pozwolić sobie pójść nieco dalej w swoich sugestiach.
Dawniej by nie przeginała, bo nie było jej intencją sprawić przyjaciółce przykrości. Ale wszystkie znaki na niebie i ziemi – zaczynając od tego, że Sunami tryskała radością, której nigdy u niej nie widziała, na zwracającym uwagę, uprzejmym zachowaniu chuuninów kończąc – podpowiadały jej, że tym razem może drążyć temat, bo jest o czym mówić.
Przyjęła bardzo poważny wyraz twarzy i posłała brunetce wymowne spojrzenie.
- Żadnych uczuć. Zero uczuć – powiedziała, modulując głos. – To sprawa obowiązku. To kwestia od-po-wie-dzial-no-ści – przesylabizowała, powstrzymując się przed wybuchem śmiechu na widok zażenowanej miny Sunami. – To racja stanu. Mam mówić dalej? Mogę tak jeszcze długo, ale czy trzeba ci przypominać twoje własne słowa?
Sunami przygryzła wargi, jakby się nad czymś poważnie zastanawiała.
- Nic mi nie trzeba przypominać, dziękuję za twoją uczynność – odpowiedziała przesłodzonym głosem.
Noriko napiła się herbaty i odłożyła filiżankę na spodek. Potem spojrzała na koleżankę wyczekująco, ale ona jakoś nie kwapiła się rozwijać tematu.
- Nie bądź taka. Dobrze wiesz, że umieram z ciekawości. Pracowaliście razem. Nieszkodliwie iskrzy, czy może – uniosła znacząco brwi – roznieciliście już pożar?
Sunami nie odpowiedziała wprost, zamiast tego pozwoliła sobie na osobistą uwagę pod jej adresem.
- Czy nie jesteś zbyt pewna siebie? Wydaje ci się, że zawsze masz rację, prawda?
Noriko uśmiechnęła się arogancko. Wymijanie odpowiedzi było dla niej wystarczająco klarowne.
- Nie jestem emocjonalnie nadwrażliwa, jak ty; może dlatego ufam temu, co widzę, i nie dorabiam sobie teorii. To już oficjalne?
Sunami rzuciła jej zdezorientowane spojrzenie znad filiżanki z herbatę. Tym razem jej zdziwienie było szczere.
- Co jest oficjalne?
Noriko przewróciła ze zniecierpliwieniem oczami.
- Wasz związek.
Brunetka odjęła od ust filiżankę, nie upiwszy ani łyka herbaty. I całe szczęście, bo z wrażenia mogłaby się udławić.
- Że co?
Noriko udawała, że nie zauważyła jej konfuzji.
- Pomyślałam, że oficjalne, bo twoje notowania wzrosły. Nie zauważyłam, żeby pozwalali sobie traktować cię poniżej rangi.
Było jasne, że Sunami nie za dobrze wie, o czym ona mówi. Jakoś nigdy nie zwracała specjalnej uwagi na drobne przejawy braku szacunku ze strony niższych stanowiskiem. Może dlatego, że za mało przebywała w osadzie, żeby orientować się w zasadach okazywania respektu wyżej postawionym w hierarchii. Jounini na ogół nie pozwalali chuuninom na zbyt poufałe traktowanie, a że mieli prawo ich karać za uchybienia w etykiecie, ci drudzy przestrzegali zasad dobrego wychowania.
Noriko zawsze uważała, że chuunini to bardzo problematyczna grupa, szczególnie ci świeżo po egzaminie. Taki delikwent często zaczynał czuć się ważny i przesadnie się panoszył, dopóki ktoś nie zrobił z nim porządku.
Odkąd zdała egzamin na jounina, wyłapywanie uchybień w etykiecie stało się jej hobby, ale wcale nie z czystej złośliwości. Uważała, że shinobi na pewnym etapie rozwoju potrzebują lekcji pokory, inaczej ich ego urasta do niebotycznych rozmiarów. Jak w przypadku Kenzo. Ten to już przypadek nie do uratowania.
- Pewnie boisz się reakcji Temari, co mnie osobiście nie dziwi – oceniła, - ale na twoim miejscu bym się nie ukrywała. Kazekage nie pozostanie długo singlem, radę to kłuje w oczy. Źle wygląda z punktu widzenia dyplomatycznego.
- Straszne – skomentowała Sunami cierpko.
Zdaje się, że ostatnie zdanie ją zirytowało. Noriko postanowiła odpuścić sobie temat, żeby jej nie drażnić, chociaż, jeśli w zasłyszanych plotkach było ziarno prawdy... Wkrótce Sunami będzie miała powód do zmartwienia.
Przekazywanie niesprawdzonych informacji byłoby w tym przypadku perfidne. Noriko postanowiła, że najpierw dowie się czegoś pewnego, zanim powie Sunami o domniemanych planach starszyzny.
Ciekawe, czy Kankuro coś wie, a jeśli tak – czy w ogóle zechce się z nią tą wiedzą podzielić. 

***
- Obecność Noriko w osadzie jest dla ciebie niewygodna? – spytał Gaara.
Kankuro żachnął się. Nic takiego nie sugerował... No, może gdzieś to przebijało z jego wypowiedzi. Od kiedy to Gaara zwraca uwagę na szczegóły ukryte między wierszami?
- Nie – powiedział. – Ale wydaje mi się, że tutaj będzie marnować czas.
Gaara oparł się wygodniej w krześle, przyglądając mu się może trochę zbyt uważnie.
- W obecnej sytuacji nie możemy sobie pozwolić, by najlepsi medycy wypełniali długoterminowe misje poza osadą. Ponadto, Noriko zaproponowała system nawadniania roślin, który jest wart wypróbowania. – Kankuro zdał sobie sprawę, że brak przekonania musiał być zbyt wyraźnie widoczny w jego twarzy, skoro Gaara uznał za słuszne dodać: - Egzamin w nowej formule zakłada unikanie ofiar w ludziach, a to wymaga lepszej jakości opieki medycznej. Jeśli współpraca z nią przy przygotowaniach będzie dla ciebie uciążliwa... Przykro mi, ale tego wymaga sytuacja.
- Jasne – skomentował Kankuro.
Gaara tym razem sprawiał wrażenie zniecierpliwionego.
- Nie każę ci z nią pracować ze złośliwości. Cokolwiek myślisz, nigdy nie przydzielam ci zadań złośliwie.
Kankuro skinął głową ze zrozumieniem, choć niechętnie.
- Tak, wiem.

**********************************************************
Sunagakure, wkrótce po zaprzysiężeniu Piątego Kazekage

Kankuro odłożył kufel z piwem na stół.
Pub był pełen ludzi, gdyż była to pora wieczorna, mało kto o tej porze pracował. Był piątek, a w piątki ograniczenia związane ze spożywaniem alkoholu na terenie osady szły w dużej mierze w niepamięć. Przynajmniej dla tych, którzy nie pełnili dyżurów w weekend.
- Co on sobie wyobraża? To jest zadanie poniżej mojego stanowiska. Dużo poniżej – powiedział lalkarz z niechęcią.
Nie powstrzymał się od głośnego komentarza, chociaż zwykle był powściągliwy w ocenianiu rozkazów.
Nie podważałby decyzji Gaary w obecności któregokolwiek z kolegów, ale jedyną osobą dotrzymującą mu towarzystwa była Noriko.
Oceniając sytuację przez pryzmat jej stanowiska w wiosce – była tylko medykiem o randze chuunina – nie powinna pewnych rzeczy słyszeć. Jednak była jedną z niewielu osób, którym ufał, nawet gdyby na szali miał postawić własne życie.
- Oj, przestań – powiedziała. – Koordynowanie drużynami to prestiżowa robota. Zobacz, ilu chuuninów musi cię słuchać.
Kankuro popatrzył na nią z nieskrywanym potępieniem.
- I tak musieliby mnie słuchać – zauważył tonem upomnienia. Po czym dodał: – Gaara nie bez przyczyny przydzielił mi najniższą sekcję.
- Wcale nie najniższą – zaoponowała natychmiast dziewczyna.
Kankuro machnął ręką.
- Słusznie, gdyby chciał mnie bardziej pognębić mógł mi przydzielić nadzór nad misjami rangi D. Dzięki za przypomnienie – powiedział opryskliwie.
Noriko pokręciła głową z dezaprobatą.
- Nie rozumiem, czym się tak złościsz. To tylko jedna sekcja, kilka drużyn, koordynacja działań nie zabierze ci dużo czasu – zauważyła zdroworozsądkowo. – Jeśli Kazekage robi komuś na złość, to Shiharze. Zależało mu, żeby utrzymać nadzór nad sekcją 3 B.
- A dlaczegóż to? – spytał Kankuro nieuważnie. Był za bardzo skoncentrowany na własnym poczuciu porażki, żeby samemu dotrzeć do pewnych wniosków.
- Drużyna jego dziewczyny należy do tej sekcji – odpowiedziała Noriko, jakby to wszystko wyjaśniało.
- Rewelacja. Musisz mnie oświecić, która to, zapewnię im najciekawsze misje – powiedział z ironią. Zdumione spojrzenie Noriko nie uszło jego uwagi. – Nie jestem panną na wydaniu, nie ciekawi mnie, kogo ten laluś bzyka.
Noriko żachnęła się. Nie był pewien, co ją tak zirytowało – jego niewyszukane poczucie humoru czy ignorancja wobec tematów, które obecnie są „na topie”.
- Drużyna trzecia. Sunami Harada – powiedziała, z taką miną, jakby chciała podkreślić, że uważa go za przypadek beznadziejny.
- No, tak – skonstatował.
Złość momentalnie z niego wyparowała, choć, z drugiej strony, za takie manewry powinien był Gaarze przyłożyć.
Tyle by go kosztowało, powiedzieć wprost, że ma pilnować dziewczyny? Czapka urzędowa chyba by mu z głowy nie spadła.

***
 Sunagakure, trzy dni po ataku Akatsuki i porwaniu Kazekage

   Noriko wtargnęła do pokoju szpitalnego, nie zważając na konwenanse.
Kankuro był kompletnie ubrany, poniżej rękawa koszuli można było dostrzec kawałek bandaża.
- Można wiedzieć, dokąd się wybierasz, kretynie? – zapytała napastliwie.
Kankuro, zwrócony do niej plecami, odwrócił się i popatrzył na nią niechętnie.
- Nie za bardzo się wczułaś w rolę pielęgniarki? – zapytał oschle.
Noriko potrząsnęła głową.
- Jak wyruszysz w drogę w tym stanie, nie będziesz potrzebował pielęgniarki tylko grabarza – zakomunikowała. – Plus, masz się stawić na zebraniu rady.
- Wystarczy mi to, co usłyszałem na pierwszym – odpowiedział Kankuro i pozwolił sobie na nie nadającą się do powtórzenia wiązankę słów, zawierającą instrukcje, czym szanowna starszyzna płci obojga powinna się zajmować na oficjalnej naradzie. W parach lub grupowo.
Noriko miała ochotę krzyczeć z frustracji.
Dlaczego mężczyźni są tacy zapalczywi? A już ten szczególnie.
- Włącz myślenie, Kankuro. Masz trzy dni opóźnienia. Nic nie zrobisz, choćbyś zamontował sobie skrzydła – warknęła, próbując opanować złość. – Poza tym, akcja ratunkowa jest zakrojona na szeroką skalę.
Kankuro wykrzywił wargi z niesmakiem.
- Czyżby? A ktoś, oprócz szlachetnych rycerzy z Konohy, ma odwagę rzeczywiście walczyć z Akatsuki?
- Dream Team Shihary – odpowiedziała natychmiast. – I Temari zabrała kilkunastu ludzi. A potem ruszyły następne oddziały, dadzą sobie radę jeśli tylko... – Nie dokończyła zdania, bo miała wątpliwości przed zwerbalizowaniem tego, co chciała w nim zawrzeć.
- Jasne – skomentował Kankuro. Usiadł na materacu szpitalnego łóżka, co stanowiło dowód na to, że naprawdę odczuwał skutki podanych lekarstw, tylko wcześniej nie pozwalał sobie tego okazać. – Dowódcy wyrazili na to zgodę?
- Wystraszyli się groźby buntu. Zrobiło się gorąco, gdy poszła plotka, że chcą wybierać następcę – przyznała. Usiadła obok Kankuro i położyła mu rękę na ramieniu. – Będzie dobrze.
Powiedziała to, chociaż wiedziała, że na pozytywne zakończenie trudno jest liczyć. Kankuro też to wiedział.
Dwie drużyny z Konohy to za mało przeciwko Akatsuki. A oni strasznie długo zwlekali z wysłaniem posiłków.
Jedyna nadzieja – na uratowanie Konoszan - leżała w tym, że Kenzo i jego koledzy powinni szybko dotrzeć na miejsce. Wyruszyli zaraz za Konohą, a przecież są dobrzy... Znacznie lepiej wyszkoleni niż dzieciaki z wioski Liścia. Drużyna Temari prawdopodobnie ma już zbyt duże opóźnienie. Zdążą co najwyżej pochować ciała zanim dopadną je sępy.
Widząc wyraz twarzy Kankuro wiedziała, że prawdopodobnie jego myśli szły w podobnym kierunku. Powinien się czymś zająć, inaczej zwariuje od czekania na wiadomości.
- Powinieneś pójść na to zebranie i doprowadzić jouninów do porządku – zasugerowała.
Zdaje się, że do niego też dotarło, że to najlepsze, co może teraz zrobić.
- Gdzie dziewczyna? – zapytał.
Popatrzył na nią wyczekująco, jakby pilnowanie chuuninów było jej oczywistym obowiązkiem.
Nie było, i miała tyle ważniejszych spraw na głowie... Jednak nie udawała, że nie wie, o co chodzi.
- Nie wiem. Musi być gdzieś w wiosce – powiedziała.
Skuliła się wewnętrznie pod wpływem jego krytycznego spojrzenia.
- To na co czekasz? Znajdź ją. Jeśli wpakuje się w kłopoty, ja za to oberwę.
Uchwycił się tej myśli, chyba tylko dlatego, żeby wmówić sobie, że to jeszcze będzie miało znaczenie. Że dla jego brata istnieje jakieś „potem”.
Noriko pamiętała wszystko, co kiedykolwiek powiedziała jej pani Chiyo. Kobieta posiadała mądrość wielu pokoleń, która pewnie przyniosłaby wiele korzyści wiosce, gdyby tylko chciano jej słuchać.
Znając te fakty nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że Akatsuki chce zagarnąć dla siebie moc Ichibi.
Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że Kazekage nie przeżyje.
Na szczęście, ani Kankuro ani Temari jeszcze o tym nie wiedzą.

***
Noriko wpakowała się do mieszkania Sunami Harady bez pukania.
To znaczy, raz zapukała do drzwi. Ale nawet nie myślała czekać na odpowiedź. Widziała dziewczynę wczoraj i musiała przyznać, że nie wyglądała ona najlepiej. Jednak Noriko była zbyt przejęta stanem Kankuro, żeby jeszcze tym się zajmować.
Państwo Harada byli na misji, więc nie musiała się nimi martwić, choćby musiała przetrząsnąć ich dom.
Nie było takiej konieczności. Sunami siedziała w przejściu między przedpokojem a kuchnią, jakby niedawno wróciła do domu i zatrzymała się tuż za progiem, może zbyt wyczerpana, żeby przejść dalej. Opierała się plecami o framugę drzwi, zwinięta w kłębek. Noriko, jeszcze zanim do niej podeszła, domyśliła się, że chuuninka ma typowe objawy katatonii.
Gdy przy niej przyklękła i przyłożyła dłoń do jej czoła, okazało się, że ma też wysoką gorączkę.
Do diabła. Powinna była się tym zainteresować wcześniej.
- Sunami. Słyszysz mnie?
Dziewczyna patrzyła na nią, jednak nie wyglądała na świadomą. Była bliska utraty przytomności.
Noriko trochę jej żałowała, ale bardziej martwiła się o siebie, jeśli Kankuro kiedykolwiek się o tym dowie.
- Nie martw się. Odpowiednia mieszanka ziół załatwi sprawę – powiedziała na głos. Wcale nie liczyła na to, że Sunami ją usłyszy. Bardziej chciała dodać otuchy sobie.
Jednak, kiedy miała wstać i odejść, żeby poszukać apteczki, Sunami nagle wyciągnęła rękę i złapała ją za łokieć.
- Jest bardzo ciemno – wyszeptała tak cicho, że Noriko nawet z tak bliskiej odległości ledwie mogła ją usłyszeć. – Strasznie ciemno. Ale on przeżyje.
- Tak – potwierdziła Noriko, chociaż to nawet nie było pytanie, i na pewno nie skierowane do niej.
To nie był pierwszy ani ostatni raz tego dnia, gdy musiała kłamać.

2 komentarze:

  1. Usnął mi się poprzedni komentarz ;///
    Nie pisze go po raz kolejny więc pod kolejnym rozdziałem za pewno napisze więcej. bardzo fajny rozdział i zaintrygowała mnie ta dziewczyna Odpowiedziałam ci też na komentarz na moim blogu. Przepraszam ze taki krótki, ale się wkurzyłam na te komentarze. Pozdrawiam i weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze lecisz jak burza (co jest oczywiście super :)) :D
    Hmm wyczuwam intrygę starszyzny, ale mam nadzieję, że nie będą próbować zeswatać Gaary z kimś innym niż Sunami :P No i że ogólnie nie będą się bardzo wtrącać :)
    Noriko bardzo mi przypadła do gustu ^^ Ciekawa postać i bardzo ciekawy motyw powrotu do tego co było wcześniej :)
    Czekam zatem do ósmego na ciąg dalszy ^.^

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)