Michiru
zajmowała się przygotowaniem lunchu. Jej uszu dobiegał szum wody z
prysznica. Gdy Kankuro wyszedł z łazienki, ubrany w służbowy
mundur, podała mu drugie śniadanie. Wziął je bez słowa i
skierował się do drzwi. Michiru nieruchomo stała w tym samym
miejscu, patrząc na jego plecy.
Wtedy
Kankuro jakby przez chwilę się zawahał. Podjął decyzję,
odwrócił się i podszedł do niej. Przymknęła oczy, próbując
zapanować nad drżeniem ciała, gdy składał na jej ustach długi
pocałunek.
-
Do zobaczenia wieczorem. Kocham cię – powiedział.
Michiru
uśmiechnęła się, ale też pochyliła lekko głowę, nie
dopuszczając, by zauważył łzy nabiegające jej do oczu.
Jeśli
mówił prawdę, dlaczego czuła, że się od niej
oddala?
***
Temari
zdecydowała, że nie będzie robić uników. Nie zakopie się w
stosie dokumentów w gabinecie, udając, że przegapiła datę
przyjazdu Ino i Shikamaru.
Wypadało,
żeby wyszła im naprzeciw, więc przywitała ich jak tylko pojawili
się w wiosce. Czekała na nich zaraz przy wejściu do osady.
Ino
przywitała się z nią wylewnie, jak zwykle, a potem powiedziała,
że chce zameldować swój powrót u Kankuro i szybko się ulotniła.
Temari w żaden sposób tego nie skomentowała.
-
Porozmawiajmy w jakimś spokojnym miejscu – zaproponował
Shikamaru.
Taa,
bo na pewno teraz on będzie dyktował warunki.
-
Nie mam czasu.
Przez
jego twarz przemknął cień, trochę zniecierpliwienia, trochę
irytacji.
-
Nie wygłupiaj się.
-
Mówię poważnie, nie mam czasu. Jak będę chciała z tobą
rozmawiać, to ci o tym powiem – odpowiedziała zimno.
Przez
chwilę myślała, że będzie z nią polemizować, ale wzruszył
ramionami.
-
Jak chcesz. Wiesz, gdzie mnie znaleźć.
I
tyle. Oddalił się w kierunku siedziby administracji.
Perfidny
drań. Powinien przepraszać ją na kolanach, a nie...
Zresztą,
czym ona się w ogóle przejmuje. Jego ryzyko i jego strata.
***
Sunami
próbowała wymyślonego wcześniej tricku – podskoczyć w
powietrze, odbijać się od skał, unikać dłuższego niż sekunda
zetknięcia z powierzchnią ziemi. Ale to działało tylko przez
minutę, bo Gaara wychwycił odpowiedni moment, i poczuła, że jej
stopy są jak przyklejone do gruntu. Potem, w kilka chwil, zaczął
ją otaczać piasek.
Starała
się nie panikować, mimo że czuła ciężar piasku wokół ciała,
ciężar, który mógłby ją zmiażdżyć. Zamknęła oczy, wzięła
głęboki oddech.
Ćwiczyła
to tyle razy, tylko w trochę innych okolicznościach. Musi jedynie
skoncentrować uwagę na naładowanych czakrą cząstkach, które ją
otaczają. Wyczuć energię, wchłonąć ją, uwolnić... To łatwe.
Zaczęło
jej się robić duszno. Rozpaczliwie powtarzała w myślach znany
schemat. Nagle poczuła jak czakra przez nią przepływa, a piasek
odrywa się od niej. Otworzyła oczy i zobaczyła, jak opada na
ziemię. Skierowała dłoń opuszkami palców do ziemi, by pozwolić
energii wniknąć w powietrze i grunt.
Zrobiła
to!
Pełna
samozadowolenia, spojrzała na Gaarę. Jednak on nie podzielał jej
entuzjazmu.
-
O wiele za wolno – powiedział krótko.
Żachnęła
się. Przecież odniosła sukces, dlaczego musiał ją strofować?
-
Jak to za wolno? Przecież...
-
Byłabyś już martwa. Trzykrotnie – odpowiedział bezwzględnie.
Dopiero
teraz spostrzegła, że nawet nie był rozczarowany – był na nią
wściekły i słabo to ukrywał.
Podeszła
do niego. On nie zrobił nawet kroku w jej kierunku, jakby wcale nie
miał ochoty się do niej zbliżać.
Na
dodatek świdrował ją krytycznym spojrzeniem.
-
Dlaczego nie reagujesz szybciej?
To
pytanie zbiło ją z tropu.
-
Przecież muszę się skoncentrować na celu... To nie jest
instynktowne...
-
A powinno – skomentował cierpko. – Musisz to poprawić. Tak, jak
teraz, być nie może.
Sunami
poczuła ucisk w klatce piersiowej. Gorszy niż wtedy, gdy
przygniatał ją piasek.
-
Nie odeślesz mnie do Konohy, prawda?
Gaara
nie odpowiedział na tę sugestię. Odwrócił się i odszedł w
kierunku wioski.
A
więc o tym myślał.
Nie
mógł tego zrobić... Przecież nie zrobi jej tego.
***
-
Sześćset pięćdziesiąt dwa.
Słysząc
za sobą głos Kenzo, Sunami obejrzała się za siebie, ale nie
ruszyła się z miejsca.
Siedziała
na kamieniu, wpatrując się w pusty plac treningowy, dopóki jej nie
zaczepił. Prześlizgnęła się wzrokiem po jego twarzy, a potem
wróciła do poprzedniej pozycji. Chciała okazać tym brak
zainteresowania dla jego osoby, ale albo źle zinterpretował, albo
wcale się nie przejął. Przeskoczył przez głaz i usiadł obok
niej.
-
Co: sześćset pięćdziesiąt dwa? – zapytała niechętnie. Może
powie, co ma do powiedzenia, i się odczepi.
Kątem
oka zobaczyła szeroki uśmiech na jego twarzy i zrozumiała, że
tylko czekał na to pytanie.
-
Sześćset pięćdziesiąt dwa trupy. To nowy rekord dzienny twojego
kochasia. – Odniósł sukces w przyciągnięciu jej uwagi.
Skierowała na niego zdziwione spojrzenie. – Chociaż, kto tam wie,
chyba nikt nie prowadzi statystyk. Skończyliśmy wstępne oględziny
zwłok, odjąłem nieszczęśników, którzy połamali sobie kości
spadając z klifów.
-
Których zrzuciliście z klifów – odpowiedziała, starając się
zachować trzeźwość umysłu.
To
była strasznie duża liczba. Przerażająca, gdy próbowała sobie
wyobrazić stojących za nią ludzi.
-
Ja tylko jedenastu – odpowiedział Kenzo swobodnie, jakby
rozprawiał o wczorajszej pogodzie. – Słabo wypadam w tym
zestawieniu, przyznaję. Ale Kazekage znany jest ze skuteczności,
pewnie to cię tak w nim pociąga? – Dopiero teraz zatrzymał na
niej spojrzenie.
Sunami
próbowała posłać mu zjadliwy uśmiech, ale wiedziała, że jej to
nie wyszło. Zabrakło jej pewności siebie.
-
O co ci chodzi? – zapytała.
Kenzo
wzruszył ramionami.
-
A o co chodzi tobie? Orientujesz się jeszcze? Bo odnoszę wrażenie,
że się zgubiłaś.
W
tych słowach brzmiała autentyczna troska. To już ją niemal
rozjuszyło.
-
Dawno nikt ci nie wpierniczył – skomentowała.
-
Proponujesz pojedynek? – Wydawał się rozbawiony tą myślą.
-
Nie jestem już słaba, jak kiedyś – odpowiedziała na utajoną w
jego pytaniu sugestię.
-
Mam nadzieję. Dawniej zwycięstwo nie było nawet w połowie tak
satysfakcjonujące, jak twoja radość, gdy pozwalałem ci wygrać.
Arogancki
palant.
***
Kankuro
miał własne zmartwienia. Może dlatego dylematy Gaary wydawały mu
się przesadzone.
-
Zaniż poprzeczkę. Z kimś na twoim poziomie raczej nie będzie
musiała nigdy walczyć.
-
Raczej nie. Dwa kluczowe słowa – skomentował Gaara lakonicznie.
Tym
razem nie rozmawiali w gabinecie kage, tylko na werandzie w
siedzibie, skąd rozciągał się ładny widok na wioskę. Dla
Kankuro była to odświeżająca zmiana scenerii. Kazekage nie
zwracał uwagi na otoczenie.
No,
dobrze. Trudno polemizować z punktem widzenia Gaary, skoro uważa,
że sama jego obecność sprowadza nieokreślone niebezpieczeństwo
na każdego, kto się znajdzie w pobliżu.
-
Powiem ci, co myślę. Trenując z tobą, Sunami nigdy nie osiągnie
optymalnych wyników – ocenił. – Bo nie chce zrobić ci krzywdy.
-
A ja chcę wyrządzić jej krzywdę? – Gaara odpowiedział pytaniem
retorycznym. W każdym razie, brzmiało to na pytanie retoryczne.
-
To co innego. Jest kobietą – powiedział Kankuro, zdziwiony, że
musi tłumaczyć rzeczy tak oczywiste. – Kieruje się sentymentami,
a nie myśleniem racjonalnym. Pewnie jej się wydaje, że tragedią
byłoby ukraść ci trochę czakry.
-
Ale to jest cel treningu – odpowiedział Gaara. Trudno było
powiedzieć, czy jest bardziej zdezorientowany czy zniecierpliwiony.
-
Toteż mówię, że nie zrobi postępów. Poza tym, strofując ją,
zranisz jej uczucia. Kobiety są delikatne. – Z niepewnego wyrazu
twarzy brata wywnioskował, że nie zrozumiał, co mu chce przez to
powiedzieć. – Nie potrafią oddzielić spraw zawodowych i
prywatnych. Wiele ryzykujesz, mieszając jedno z drugim. Mówię z
doświadczenia.
-
Zostaje Konoha i Uzumaki – ocenił Gaara z głęboką niechęcią.
Zdaje
się, że Naruto zaczął budzić wyłącznie negatywne skojarzenia,
skoro teraz już był sprowadzany do nazwiska.
-
Poszukałbym kogoś na miejscu – zaoponował Kankuro. – Wystarczy
ktoś z wysokim zasobem czakry i kilkoma mocnymi technikami...
Gdy
zaczął szukać w myślach, zdał sobie sprawę, że mimo pozornie
wysokiej liczby osób spełniających podane kryteria, znalezienie
odpowiedniego kandydata zakrawa na niemożliwość. Ze względu na
trzeci warunek: to musiałby być ktoś, kto nie zawaha się
przycisnąć Sunami, zmuszając ją do użycia środków
ostatecznych. Kilka miesięcy temu, tak, ale teraz nie znajdzie się
taki odważny, bo nikt nie będzie ryzykować gniewu Gaary.
Temari,
niestety, odpadła na samym początku. Ze względu na rodzaj
używanych technik, była prawie idealna, ale Gaara uważał, że w
starciu Sunami – Temari żadna nie zmobilizowałaby się na
poważnie. Kankuro bez żadnych wątpliwości się z tym zgadzał.
Kobiety.
We wszystko muszą angażować emocje.
-
Tylko jedna osoba się nadaje – powiedział Gaara grobowym tonem.
Bez żadnego przekonania, jakby odrzucał go sam pomysł.
Kankuro
nie zdążył zapytać o szczegóły. Usłyszał dźwięk
przesuwanych drzwi i na werandzie pojawiła się Temari, z bardzo
zafrasowaną miną.
Sprawiała
wrażenie bardziej rozbawionej niż rozzłoszczonej, ale starała się
to ukryć pod maską surowości.
-
Pewnie się ucieszycie. Jeden z obiektów treningowych wymaga
odgruzowania. Będzie dodatkowa robota dla niepokornych.
***
Temari
przeszła przez pokój i usiadła na zabutonie przy niskim stoliku,
stawiając na blacie butelkę sake. Sunami popatrzyła na nią bez
zainteresowania.
Zaprosiła
ją do siebie, bo chciała ją pociągnąć za język w sprawie
zdewastowania placu treningowego. Była bardzo ciekawa, czym Kenzo
tak jej się naraził.
I
zachwycona rozwojem wypadków. Każda interakcja jest lepsza niż
lekceważenie, które sugerowałoby, że Suni rzeczywiście nie jest
już nim zainteresowana.
Ale
Sunami, jak się wydawało, przyjęła zaproszenie tylko dlatego, że
chciała ją wypytać o Shikamaru. Temari nie chciała z nią o tym
rozmawiać. Jeszcze nie teraz.
Tym
sposobem rozmowa utknęła w impasie. Żadna z nich nie stała
ustąpić, a każda chciała coś ugrać.
Zresztą,
Sunami była jakaś oderwana od rzeczywistości. Wcale nie
poczęstowała się alkoholem; Temari sama wypiła jedną butelkę, a
teraz przyniosła drugą.
-
Temari – odezwała się brunetka i popatrzyła na nią znad
stolika, widocznie spięta. – To prawda, że podczas szturmu na
wioskę Gaara sam zabił sześćset osób?
Temari
zatrzymała na niej osłupiały wzrok. Skąd to nagłe
zainteresowanie liczbami?
-
Ponad sześćset? – powtórzyła Sunami, jeszcze zanim otrzymała
odpowiedź. Jakby chciała podkreślić, że ta liczba ją szokuje.
-
Na wojnie tak bywa – odpowiedziała Temari wymijająco.
Nie
pojmowała, po co Suni w ogóle zawraca sobie tym głowę. Chyba
nawet obstając przy ideałach buddyzmu i praw człowieka nie będzie
użalać się nad tymi istnieniami. Byłaby to przesada nawet jak na
nią, w końcu „niewinność” ofiar w ogóle nie wchodziła w
grę.
-
Dobrze, ale jak to zrobił?
No,
to dopiero intrygujące. Naprawdę ją to ciekawi, jak w kilka minut
ubić pół tysiąca żołnierzy?
Dla
Temari to nie był zabawny temat, przeciwnie, ale przynajmniej w
kwestiach technicznych czuła się pewnie.
-
Oblężenie było z czterech stron, jednak żadna grupa nie próbowała
uciekać, więc to było proste, systematyczne działanie –
odpowiedziała. – Atak z ziemi, potem z powietrza, cel musi być w
zasięgu wzroku. Dla Gaary to nie jest żaden problem, zmieść z
powierzchni ziemi coś, co się zbyt szybko nie porusza.
-
A dokładniej?
Uporczywość
tych pytań już jej zaczęła działać na nerwy. Wcale nie miała
ochoty dokładnie analizować głupoty Gaary.
-
Kilkadziesiąt ton piasku podniesionych z ziemi – powiedziała
niechętnie. – Może kontrolować go wzrokiem, ale z użyciem rąk
jest chyba szybciej. Robisz tak – uniosła dłonie do góry. –
Masz ścianę piasku. Potem tak – obniżyła ręce prostopadle w
dół. – Fala. Waży tyle, że zniszczy wszystko na swojej drodze.
Opowiadając
o tym, nie mogła nie pomyśleć o ataku Akatsuki na Sunagakure.
Pieprzonym sekciarzom sprzyjało szczęście,
bo Gaara musiał wykorzystać resztki czakry na usunięcie ton piasku
znad wioski. Niczego go to nie nauczyło.
Spodziewała
się po Sunami wyrazów zachwytu, bo ludzie zwykle tak o tym
opowiadali. Jakby mieli do czynienia z fascynującym spektaklem albo
zjawiskiem atmosferycznym.
-
Wygląda banalnie – powiedziała Sunami z zastanowieniem. Nie było
w tym nic odkrywczego. – Ale musi kosztować straszne ilości
czakry.
Temari
uniosła brwi.
-
Geniuszu! – skomentowała.
Dopiero
po chwili zdała sobie sprawę, że Sunami mogła to uznać za
stwierdzenie ironiczne. Całkowicie odwrotnie do jej intencji, bo
wcale nie zamierzała jej dopiec.
Ktoś,
kto nie wykorzystuje technik dalekodystansowych na taką skalę , nie
jest w stanie sobie nawet wyobrazić poziomu wykorzystanej energii.
Dlatego Temari z pogardą myślała o świadkach, którzy zachowywali
się jak zachwyceni widzowie. Banda ignorantów, nic więcej.
Mile
ją zaskoczyło, że przynajmniej Sunami jest rozmówcą na poziomie.
Dla Kankuro, na przykład, temat był zbyt abstrakcyjny. Zbyt odległy
od tematu sterowania marionetkami. Pewnie dlatego nigdy jej nie
wsparł, gdy próbowała wytłumaczyć Gaarze, że powinien się
pohamować i starać się być bardziej dowódcą, a mniej bohaterem.
Bohaterowie
żyją najkrócej.
Wypadało
wytłumaczyć to Suni do końca, żeby zatrzeć przykre wrażenie, że
z niej zakpiła. Chociaż dziewczyna nie sprawiała wrażenia
dotkniętej, raczej zszokowanej.
-
Jak się domyślasz, wachlarz mam po to, by pełnił funkcję
katalizatora. Nie jest mi niezbędny, ale gdybym chciała atakować bez broni każda nieco bardziej skomplikowana technika
wystarczyłaby, żebym padła z wyczerpania. Mam bezwzględny nakaz
używania wachlarza, bo dzięki szerokiej powierzchni zużywam mniej
energii. Gaara kiedyś miał czakrę Shukaku i chyba za bardzo się
do tego przyzwyczaił, skoro bezmyślnie używa technik na taką
skalę. Cztery razy. Z powietrza, żeby mieć widok na całą
okolicę, gdzie trzeba doliczyć zużycie energii na utrzymanie
platformy z piasku. – Doskonale zdawała sobie sprawę, że
ostatnie zdania są już zupełnie zbędne. Pozwoliła sobie dać
upust goryczy skoro już znalazł się ktoś, kto chciał jej
słuchać. – Dziwne, że po tej akcji jeszcze się trzymał na
nogach. Ale, oczywiście, musi sprawiać wrażenie jakby było łatwo.
To kwestia prestiżu.
Sunami
wzięła butelkę ze stołu i odkręciła korek.
-
Jednak się napiję – powiedziała.
-
Tak. Ja też.
***
Gaara
umówił się na wieczór z Sunami, ale wchodząc do mieszkania, nie
był pewny, czy ją zastanie.
Nie
byłby zdziwiony, gdyby nie przyszła. Teraz już zdawał sobie
sprawę, że podczas treningu potraktował ją zbyt surowo. A i potem był dla niej nieuprzejmy, bo wdała się w bójkę z Shiharą –
chociaż zły był przede wszystkim na siebie. I na sytuację, w
której drań zaczął mu być potrzebny.
Mimo
wszystko liczył, że Sunami nie czuje się urażona i że będzie na
niego czekać. W przeciwnym wypadku musiałby wymyślić, jak ją
przeprosić, a w tym nie miał żadnego doświadczenia. Żadnego
pomysłu, co powinien zrobić, żeby wyszło jak należy.
Może
dlatego, zastawszy ją we własnej kuchni, uznał to za jedną z
najlepszych rzeczy, jakie widział w życiu. To mógłby być dowód
na to, że nie jest na niego zła – ale nie odwróciła się, gdy
wszedł do pomieszczenia, chociaż musiała go usłyszeć. Ubrana w
szary strój treningowy, stała przy blacie kuchennym, zwrócona
plecami do niego.
Podszedł
bliżej, zastanawiając się gorączkowo, co powinien powiedzieć,
żeby załagodzić sytuację.
To
mogło być trudne. Zawsze wiedział, co powiedzieć żołnierzom na
polu walki i jak zmotywować podwładnych. Często jednak nie
wiedział, jakich słów powinien użyć, gdy rozmawiał z Sunami.
Jego słowa nieraz wywoływały reakcję przeciwną do oczekiwanej.
-
Sunami – odezwał się w końcu.
Odwróciła
się do niego i natychmiast uderzył go wyraz jej twarzy. Oczekiwał,
że będzie zła, ewentualnie będzie udawać neutralną. Nie
spodziewał się wymuszonego uśmiechu i podejrzanie zaczerwienionych
oczu.
-
Płaczesz?
-
Nie – odpowiedziała natychmiast.
Może
źle zadał pytanie. Chyba nie liczyła na to, że uwierzy w tak
ewidentnie niezgodną z faktami odpowiedź.
-
A więc, płakałaś? – spytał jeszcze raz. Nie był pewny, co
powinien zrobić w takiej sytuacji, jednak postanowił zaryzykować.
Podszedł bliżej i objął ją ramionami w pasie. Przylgnęła do
niego tak ochoczo, że przestał doszukiwać się we własnych
słowach przyczyny jej zachowania. – Shihara cię obraził?
Być
może bydlak poczuł się pewnie, bo ostatnio wykonywał ważne
zadania, ale jeśli sądził, że to mu da immunitet...
-
Nie – odpowiedziała Sunami i uniosła twarz, żeby na niego
spojrzeć. Z jakiegoś powodu wydawała się rozbawiona pytaniem. –
Przypaliłam ryż.
Trudno
było uchwycić związek przyczynowo-skutkowy w tym wyjaśnieniu.
Chyba,
że buddyści użalają się nawet nad nieszczęsnym losem ziarenek
ryżu. To już był dla niego zbyt wysoki poziom abstrakcji.
-
Przysięgam, nigdy wcześniej nie przypaliłam ryżu. A teraz się
zagapiłam i nie mam dla ciebie kolacji.
-
Nie szkodzi, nie jestem głodny – odpowiedział natychmiast.
Myślał,
że to rozwiąże jej problem. Ale chyba wykryła kłamstwo –
chociaż wydawało mu się, że zaledwie nieznacznie mija się z
prawdą – bo w efekcie miała jeszcze bardziej nieszczęśliwą
minę.
-
Na twoim miejscu też bym nie była, jakbym miała szansę tylko na
curry z przypalonym ryżem. Wiem, że to beznadziejny pomysł.
Kankuro
miał rację. Kobiety to bardzo nadwrażliwe istoty. Popełnił błąd, gdy przyznał, że nie przepada za jej
popisowym daniem.
-
Jeśli chcesz, mogę codziennie jeść curry – powiedział. – To
będzie teraz moje ulubione danie.
Sunami
przymrużyła oczy.
-
Przypalone curry?
To
brzmiało jak pytanie - pułapka. Zawahał się nad odpowiedzią.
Na
szczęście, Sunami na nią nie czekała.
-
Wracasz tak późno z pracy, chciałam coś dla ciebie zrobić. I nie
wyszło.
Gaara
poczuł, że odzyskuje grunt pod nogami. Przynajmniej nadarzyła się
okazja, żeby odwrócić uwagę od tematu, który ewidentnie ją
przygnębiał.
-
Odpuśćmy sobie kolację. Jest wiele innych rzeczy, które możesz
dla mnie zrobić.
Nawet
nie spodziewał się takiego dobrego efektu. Sunami natychmiast się
rozpogodziła.
-
Może kąpiel? I masaż. Zrobić ci masaż? – zapytała z
entuzjazmem.
Ten
pomysł wydawał mu się kuriozalny. Usługiwanie mu miałoby
poprawić jej nastrój?
-
Nie miałem tego na myśli – odpowiedział sceptycznie.
-
Dlaczego nie? – Cofnęła się o krok, zmuszając go, by nieco
rozluźnił uścisk wokół jej talii. - Nie obrażę się, jeśli
zaśniesz. Wyglądasz, jakbyś desperacko potrzebował snu.
Nie
było sensu tłumaczyć jej, że akurat tego się nie obawia. Przez
całe życie, nie zdarzyło mu się tak po prostu zasnąć. Jeśli
już – jak to określiła – desperacko potrzebował snu, używał
techniki, którą kiedyś uwalniał Shukaku. Nienawidził tego
robić. Istniało w nim irracjonalne przekonanie, że ma duszę,
którą mógłby stracić.
Nie
chciałby się obudzić jako gorsza wersja samego siebie. Szczególnie
teraz, to byłoby za duże ryzyko.
Sunami
błędnie odczytała jego milczenie.
-
Nie daj się namawiać. Poczuję się lepiej, kiedy pozwolisz mi o
siebie zadbać. - Przysunęła się do niego i wtuliła twarz w jego
szyję.
Kobiety
to jednak przebiegłe istoty.
Delikatne,
ale przebiegłe.
***
Sunami
pocałowała Gaarę w policzek, najdelikatniej jak potrafiła, a
potem powróciła do poprzedniej pozycji, leżąc na boku z głową
opartą na ręce zgiętej w łokciu.
Naszła
ją refleksja, że Gaara we śnie wygląda wyjątkowo spokojnie.
Szkoda było jej go obudzić.
Problem
polegał na tym, że nigdzie w sypialni nie było budzika, więc
chyba przypadnie jej ta niewdzięczna rola, czy jej się to podoba
czy nie.
Byłaby
w poważnych tarapatach, gdyby z jej powodu Kazekage pierwszy raz w
karierze spóźnił się do pracy.
Ohayo !
OdpowiedzUsuńPrzyznam szczerze że pierwszy raz Gaara mnie zdenerwował ponieważ był niemiły w stosunku do Sunami jednak przebaczy.łam mu pod koniec rozdziału :D Szkoda mi jednak Temari te jej wszystkie przejścia z Shikararu... Masakra. Kankuś to jest normalnie rozwalający i go nie rozumiem xD Czekam na kolejny rozdział, weny życzę oraz pozdrawiam. Przy okazji u mnie pojawił się nowy rozdział :D Liczę na komentarz http://walcze-tylko-dla-siebie.blogspot.com/
Mam nadzieje, że Kanki nie oddala się od żony przez Noriko...
OdpowiedzUsuńUwielbiam braterskie rozmowy Kankiego i Gaary. Dwóch moich ulubieńców w jednej scenie *.* Jeszcze jak dochodzi do tego Tem to już tylko czytać.
Gaara nieładnie potraktował Sunami... Na szczęście za karę zaspał. ;p Karma! xD
Biedny Shika... Kochać tak skomplikowaną kobietę...
Rozdział cudny :D Czekam na next'a. Weny! ;*