sobota, 7 listopada 2015

Rozdział III. Neiri no jutsu

Michiru zajmowała się przygotowaniem lunchu. Jej uszu dobiegał szum wody z prysznica. Gdy Kankuro wyszedł z łazienki, ubrany w służbowy mundur, podała mu drugie śniadanie. Wziął je bez słowa i skierował się do drzwi. Michiru nieruchomo stała w tym samym miejscu, patrząc na jego plecy.
Wtedy Kankuro jakby przez chwilę się zawahał. Podjął decyzję, odwrócił się i podszedł do niej. Przymknęła oczy, próbując zapanować nad drżeniem ciała, gdy składał na jej ustach długi pocałunek.

- Do zobaczenia wieczorem. Kocham cię – powiedział.
Michiru uśmiechnęła się, ale też pochyliła lekko głowę, nie dopuszczając, by zauważył łzy nabiegające jej do oczu.
Jeśli mówił prawdę, dlaczego czuła, że się od niej oddala?

***
Temari zdecydowała, że nie będzie robić uników. Nie zakopie się w stosie dokumentów w gabinecie, udając, że przegapiła datę przyjazdu Ino i Shikamaru.
Wypadało, żeby wyszła im naprzeciw, więc przywitała ich jak tylko pojawili się w wiosce. Czekała na nich zaraz przy wejściu do osady.
Ino przywitała się z nią wylewnie, jak zwykle, a potem powiedziała, że chce zameldować swój powrót u Kankuro i szybko się ulotniła. Temari w żaden sposób tego nie skomentowała.
- Porozmawiajmy w jakimś spokojnym miejscu – zaproponował Shikamaru.
Taa, bo na pewno teraz on będzie dyktował warunki.
- Nie mam czasu.
Przez jego twarz przemknął cień, trochę zniecierpliwienia, trochę irytacji.
- Nie wygłupiaj się.
- Mówię poważnie, nie mam czasu. Jak będę chciała z tobą rozmawiać, to ci o tym powiem – odpowiedziała zimno.
Przez chwilę myślała, że będzie z nią polemizować, ale wzruszył ramionami.
- Jak chcesz. Wiesz, gdzie mnie znaleźć.
I tyle. Oddalił się w kierunku siedziby administracji.
Perfidny drań. Powinien przepraszać ją na kolanach, a nie...
Zresztą, czym ona się w ogóle przejmuje. Jego ryzyko i jego strata.

***
Sunami próbowała wymyślonego wcześniej tricku – podskoczyć w powietrze, odbijać się od skał, unikać dłuższego niż sekunda zetknięcia z powierzchnią ziemi. Ale to działało tylko przez minutę, bo Gaara wychwycił odpowiedni moment, i poczuła, że jej stopy są jak przyklejone do gruntu. Potem, w kilka chwil, zaczął ją otaczać piasek.
Starała się nie panikować, mimo że czuła ciężar piasku wokół ciała, ciężar, który mógłby ją zmiażdżyć. Zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech.
Ćwiczyła to tyle razy, tylko w trochę innych okolicznościach. Musi jedynie skoncentrować uwagę na naładowanych czakrą cząstkach, które ją otaczają. Wyczuć energię, wchłonąć ją, uwolnić... To łatwe.
Zaczęło jej się robić duszno. Rozpaczliwie powtarzała w myślach znany schemat. Nagle poczuła jak czakra przez nią przepływa, a piasek odrywa się od niej. Otworzyła oczy i zobaczyła, jak opada na ziemię. Skierowała dłoń opuszkami palców do ziemi, by pozwolić energii wniknąć w powietrze i grunt.
Zrobiła to!
Pełna samozadowolenia, spojrzała na Gaarę. Jednak on nie podzielał jej entuzjazmu.
- O wiele za wolno – powiedział krótko.
Żachnęła się. Przecież odniosła sukces, dlaczego musiał ją strofować?
- Jak to za wolno? Przecież...
- Byłabyś już martwa. Trzykrotnie – odpowiedział bezwzględnie.
Dopiero teraz spostrzegła, że nawet nie był rozczarowany – był na nią wściekły i słabo to ukrywał.
Podeszła do niego. On nie zrobił nawet kroku w jej kierunku, jakby wcale nie miał ochoty się do niej zbliżać.
Na dodatek świdrował ją krytycznym spojrzeniem.
- Dlaczego nie reagujesz szybciej?
To pytanie zbiło ją z tropu.
- Przecież muszę się skoncentrować na celu... To nie jest instynktowne...
- A powinno – skomentował cierpko. – Musisz to poprawić. Tak, jak teraz, być nie może.
Sunami poczuła ucisk w klatce piersiowej. Gorszy niż wtedy, gdy przygniatał ją piasek.
- Nie odeślesz mnie do Konohy, prawda?
Gaara nie odpowiedział na tę sugestię. Odwrócił się i odszedł w kierunku wioski.
A więc o tym myślał.
Nie mógł tego zrobić... Przecież nie zrobi jej tego.

***
- Sześćset pięćdziesiąt dwa.
Słysząc za sobą głos Kenzo, Sunami obejrzała się za siebie, ale nie ruszyła się z miejsca.
Siedziała na kamieniu, wpatrując się w pusty plac treningowy, dopóki jej nie zaczepił. Prześlizgnęła się wzrokiem po jego twarzy, a potem wróciła do poprzedniej pozycji. Chciała okazać tym brak zainteresowania dla jego osoby, ale albo źle zinterpretował, albo wcale się nie przejął. Przeskoczył przez głaz i usiadł obok niej.
- Co: sześćset pięćdziesiąt dwa? – zapytała niechętnie. Może powie, co ma do powiedzenia, i się odczepi.
Kątem oka zobaczyła szeroki uśmiech na jego twarzy i zrozumiała, że tylko czekał na to pytanie.
- Sześćset pięćdziesiąt dwa trupy. To nowy rekord dzienny twojego kochasia. – Odniósł sukces w przyciągnięciu jej uwagi. Skierowała na niego zdziwione spojrzenie. – Chociaż, kto tam wie, chyba nikt nie prowadzi statystyk. Skończyliśmy wstępne oględziny zwłok, odjąłem nieszczęśników, którzy połamali sobie kości spadając z klifów.
- Których zrzuciliście z klifów – odpowiedziała, starając się zachować trzeźwość umysłu.
To była strasznie duża liczba. Przerażająca, gdy próbowała sobie wyobrazić stojących za nią ludzi.
- Ja tylko jedenastu – odpowiedział Kenzo swobodnie, jakby rozprawiał o wczorajszej pogodzie. – Słabo wypadam w tym zestawieniu, przyznaję. Ale Kazekage znany jest ze skuteczności, pewnie to cię tak w nim pociąga? – Dopiero teraz zatrzymał na niej spojrzenie.
Sunami próbowała posłać mu zjadliwy uśmiech, ale wiedziała, że jej to nie wyszło. Zabrakło jej pewności siebie.
- O co ci chodzi? – zapytała.
Kenzo wzruszył ramionami.
- A o co chodzi tobie? Orientujesz się jeszcze? Bo odnoszę wrażenie, że się zgubiłaś.
W tych słowach brzmiała autentyczna troska. To już ją niemal rozjuszyło.
- Dawno nikt ci nie wpierniczył – skomentowała.
- Proponujesz pojedynek? – Wydawał się rozbawiony tą myślą.
- Nie jestem już słaba, jak kiedyś – odpowiedziała na utajoną w jego pytaniu sugestię.
- Mam nadzieję. Dawniej zwycięstwo nie było nawet w połowie tak satysfakcjonujące, jak twoja radość, gdy pozwalałem ci wygrać.
Arogancki palant.

***
Kankuro miał własne zmartwienia. Może dlatego dylematy Gaary wydawały mu się przesadzone.
- Zaniż poprzeczkę. Z kimś na twoim poziomie raczej nie będzie musiała nigdy walczyć.
- Raczej nie. Dwa kluczowe słowa – skomentował Gaara lakonicznie.
Tym razem nie rozmawiali w gabinecie kage, tylko na werandzie w siedzibie, skąd rozciągał się ładny widok na wioskę. Dla Kankuro była to odświeżająca zmiana scenerii. Kazekage nie zwracał uwagi na otoczenie.
No, dobrze. Trudno polemizować z punktem widzenia Gaary, skoro uważa, że sama jego obecność sprowadza nieokreślone niebezpieczeństwo na każdego, kto się znajdzie w pobliżu.
- Powiem ci, co myślę. Trenując z tobą, Sunami nigdy nie osiągnie optymalnych wyników – ocenił. – Bo nie chce zrobić ci krzywdy.
- A ja chcę wyrządzić jej krzywdę? – Gaara odpowiedział pytaniem retorycznym. W każdym razie, brzmiało to na pytanie retoryczne.
- To co innego. Jest kobietą – powiedział Kankuro, zdziwiony, że musi tłumaczyć rzeczy tak oczywiste. – Kieruje się sentymentami, a nie myśleniem racjonalnym. Pewnie jej się wydaje, że tragedią byłoby ukraść ci trochę czakry.
- Ale to jest cel treningu – odpowiedział Gaara. Trudno było powiedzieć, czy jest bardziej zdezorientowany czy zniecierpliwiony.
- Toteż mówię, że nie zrobi postępów. Poza tym, strofując ją, zranisz jej uczucia. Kobiety są delikatne. – Z niepewnego wyrazu twarzy brata wywnioskował, że nie zrozumiał, co mu chce przez to powiedzieć. – Nie potrafią oddzielić spraw zawodowych i prywatnych. Wiele ryzykujesz, mieszając jedno z drugim. Mówię z doświadczenia.
- Zostaje Konoha i Uzumaki – ocenił Gaara z głęboką niechęcią.
Zdaje się, że Naruto zaczął budzić wyłącznie negatywne skojarzenia, skoro teraz już był sprowadzany do nazwiska.
- Poszukałbym kogoś na miejscu – zaoponował Kankuro. – Wystarczy ktoś z wysokim zasobem czakry i kilkoma mocnymi technikami...
Gdy zaczął szukać w myślach, zdał sobie sprawę, że mimo pozornie wysokiej liczby osób spełniających podane kryteria, znalezienie odpowiedniego kandydata zakrawa na niemożliwość. Ze względu na trzeci warunek: to musiałby być ktoś, kto nie zawaha się przycisnąć Sunami, zmuszając ją do użycia środków ostatecznych. Kilka miesięcy temu, tak, ale teraz nie znajdzie się taki odważny, bo nikt nie będzie ryzykować gniewu Gaary.
Temari, niestety, odpadła na samym początku. Ze względu na rodzaj używanych technik, była prawie idealna, ale Gaara uważał, że w starciu Sunami – Temari żadna nie zmobilizowałaby się na poważnie. Kankuro bez żadnych wątpliwości się z tym zgadzał.
Kobiety. We wszystko muszą angażować emocje.
- Tylko jedna osoba się nadaje – powiedział Gaara grobowym tonem. Bez żadnego przekonania, jakby odrzucał go sam pomysł.
Kankuro nie zdążył zapytać o szczegóły. Usłyszał dźwięk przesuwanych drzwi i na werandzie pojawiła się Temari, z bardzo zafrasowaną miną.
Sprawiała wrażenie bardziej rozbawionej niż rozzłoszczonej, ale starała się to ukryć pod maską surowości.
- Pewnie się ucieszycie. Jeden z obiektów treningowych wymaga odgruzowania. Będzie dodatkowa robota dla niepokornych.

***
Temari przeszła przez pokój i usiadła na zabutonie przy niskim stoliku, stawiając na blacie butelkę sake. Sunami popatrzyła na nią bez zainteresowania.
Zaprosiła ją do siebie, bo chciała ją pociągnąć za język w sprawie zdewastowania placu treningowego. Była bardzo ciekawa, czym Kenzo tak jej się naraził.
I zachwycona rozwojem wypadków. Każda interakcja jest lepsza niż lekceważenie, które sugerowałoby, że Suni rzeczywiście nie jest już nim zainteresowana.
Ale Sunami, jak się wydawało, przyjęła zaproszenie tylko dlatego, że chciała ją wypytać o Shikamaru. Temari nie chciała z nią o tym rozmawiać. Jeszcze nie teraz.
Tym sposobem rozmowa utknęła w impasie. Żadna z nich nie stała ustąpić, a każda chciała coś ugrać.
Zresztą, Sunami była jakaś oderwana od rzeczywistości. Wcale nie poczęstowała się alkoholem; Temari sama wypiła jedną butelkę, a teraz przyniosła drugą.
- Temari – odezwała się brunetka i popatrzyła na nią znad stolika, widocznie spięta. – To prawda, że podczas szturmu na wioskę Gaara sam zabił sześćset osób?
Temari zatrzymała na niej osłupiały wzrok. Skąd to nagłe zainteresowanie liczbami?
- Ponad sześćset? – powtórzyła Sunami, jeszcze zanim otrzymała odpowiedź. Jakby chciała podkreślić, że ta liczba ją szokuje.
- Na wojnie tak bywa – odpowiedziała Temari wymijająco.
Nie pojmowała, po co Suni w ogóle zawraca sobie tym głowę. Chyba nawet obstając przy ideałach buddyzmu i praw człowieka nie będzie użalać się nad tymi istnieniami. Byłaby to przesada nawet jak na nią, w końcu „niewinność” ofiar w ogóle nie wchodziła w grę.
- Dobrze, ale jak to zrobił?
No, to dopiero intrygujące. Naprawdę ją to ciekawi, jak w kilka minut ubić pół tysiąca żołnierzy?
Dla Temari to nie był zabawny temat, przeciwnie, ale przynajmniej w kwestiach technicznych czuła się pewnie.
- Oblężenie było z czterech stron, jednak żadna grupa nie próbowała uciekać, więc to było proste, systematyczne działanie – odpowiedziała. – Atak z ziemi, potem z powietrza, cel musi być w zasięgu wzroku. Dla Gaary to nie jest żaden problem, zmieść z powierzchni ziemi coś, co się zbyt szybko nie porusza.
- A dokładniej? 
Uporczywość tych pytań już jej zaczęła działać na nerwy. Wcale nie miała ochoty dokładnie analizować głupoty Gaary.
- Kilkadziesiąt ton piasku podniesionych z ziemi – powiedziała niechętnie. – Może kontrolować go wzrokiem, ale z użyciem rąk jest chyba szybciej. Robisz tak – uniosła dłonie do góry. – Masz ścianę piasku. Potem tak – obniżyła ręce prostopadle w dół. – Fala. Waży tyle, że zniszczy wszystko na swojej drodze.
Opowiadając o tym, nie mogła nie pomyśleć o ataku Akatsuki na Sunagakure. Pieprzonym sekciarzom sprzyjało szczęście, bo Gaara musiał wykorzystać resztki czakry na usunięcie ton piasku znad wioski. Niczego go to nie nauczyło.
Spodziewała się po Sunami wyrazów zachwytu, bo ludzie zwykle tak o tym opowiadali. Jakby mieli do czynienia z fascynującym spektaklem albo zjawiskiem atmosferycznym.
- Wygląda banalnie – powiedziała Sunami z zastanowieniem. Nie było w tym nic odkrywczego. – Ale musi kosztować straszne ilości czakry.
Temari uniosła brwi.
- Geniuszu! – skomentowała.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że Sunami mogła to uznać za stwierdzenie ironiczne. Całkowicie odwrotnie do jej intencji, bo wcale nie zamierzała jej dopiec.
Ktoś, kto nie wykorzystuje technik dalekodystansowych na taką skalę , nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić poziomu wykorzystanej energii. Dlatego Temari z pogardą myślała o świadkach, którzy zachowywali się jak zachwyceni widzowie. Banda ignorantów, nic więcej.
Mile ją zaskoczyło, że przynajmniej Sunami jest rozmówcą na poziomie. Dla Kankuro, na przykład, temat był zbyt abstrakcyjny. Zbyt odległy od tematu sterowania marionetkami. Pewnie dlatego nigdy jej nie wsparł, gdy próbowała wytłumaczyć Gaarze, że powinien się pohamować i starać się być bardziej dowódcą, a mniej bohaterem.
Bohaterowie żyją najkrócej.
Wypadało wytłumaczyć to Suni do końca, żeby zatrzeć przykre wrażenie, że z niej zakpiła. Chociaż dziewczyna nie sprawiała wrażenia dotkniętej, raczej zszokowanej.
- Jak się domyślasz, wachlarz mam po to, by pełnił funkcję katalizatora. Nie jest mi niezbędny, ale gdybym chciała atakować bez broni każda nieco bardziej skomplikowana technika wystarczyłaby, żebym padła z wyczerpania. Mam bezwzględny nakaz używania wachlarza, bo dzięki szerokiej powierzchni zużywam mniej energii. Gaara kiedyś miał czakrę Shukaku i chyba za bardzo się do tego przyzwyczaił, skoro bezmyślnie używa technik na taką skalę. Cztery razy. Z powietrza, żeby mieć widok na całą okolicę, gdzie trzeba doliczyć zużycie energii na utrzymanie platformy z piasku. – Doskonale zdawała sobie sprawę, że ostatnie zdania są już zupełnie zbędne. Pozwoliła sobie dać upust goryczy skoro już znalazł się ktoś, kto chciał jej słuchać. – Dziwne, że po tej akcji jeszcze się trzymał na nogach. Ale, oczywiście, musi sprawiać wrażenie jakby było łatwo. To kwestia prestiżu.
Sunami wzięła butelkę ze stołu i odkręciła korek.
- Jednak się napiję – powiedziała.
- Tak. Ja też.

***
Gaara umówił się na wieczór z Sunami, ale wchodząc do mieszkania, nie był pewny, czy ją zastanie.
Nie byłby zdziwiony, gdyby nie przyszła. Teraz już zdawał sobie sprawę, że podczas treningu potraktował ją zbyt surowo. A i potem był dla niej nieuprzejmy, bo wdała się w bójkę z Shiharą – chociaż zły był przede wszystkim na siebie. I na sytuację, w której drań zaczął mu być potrzebny.
Mimo wszystko liczył, że Sunami nie czuje się urażona i że będzie na niego czekać. W przeciwnym wypadku musiałby wymyślić, jak ją przeprosić, a w tym nie miał żadnego doświadczenia. Żadnego pomysłu, co powinien zrobić, żeby wyszło jak należy.
Może dlatego, zastawszy ją we własnej kuchni, uznał to za jedną z najlepszych rzeczy, jakie widział w życiu. To mógłby być dowód na to, że nie jest na niego zła – ale nie odwróciła się, gdy wszedł do pomieszczenia, chociaż musiała go usłyszeć. Ubrana w szary strój treningowy, stała przy blacie kuchennym, zwrócona plecami do niego.
Podszedł bliżej, zastanawiając się gorączkowo, co powinien powiedzieć, żeby załagodzić sytuację.
To mogło być trudne. Zawsze wiedział, co powiedzieć żołnierzom na polu walki i jak zmotywować podwładnych. Często jednak nie wiedział, jakich słów powinien użyć, gdy rozmawiał z Sunami. Jego słowa nieraz wywoływały reakcję przeciwną do oczekiwanej.
- Sunami – odezwał się w końcu.
Odwróciła się do niego i natychmiast uderzył go wyraz jej twarzy. Oczekiwał, że będzie zła, ewentualnie będzie udawać neutralną. Nie spodziewał się wymuszonego uśmiechu i podejrzanie zaczerwienionych oczu.
- Płaczesz?
- Nie – odpowiedziała natychmiast.
Może źle zadał pytanie. Chyba nie liczyła na to, że uwierzy w tak ewidentnie niezgodną z faktami odpowiedź.
- A więc, płakałaś? – spytał jeszcze raz. Nie był pewny, co powinien zrobić w takiej sytuacji, jednak postanowił zaryzykować. Podszedł bliżej i objął ją ramionami w pasie. Przylgnęła do niego tak ochoczo, że przestał doszukiwać się we własnych słowach przyczyny jej zachowania. – Shihara cię obraził?
Być może bydlak poczuł się pewnie, bo ostatnio wykonywał ważne zadania, ale jeśli sądził, że to mu da immunitet...
- Nie – odpowiedziała Sunami i uniosła twarz, żeby na niego spojrzeć. Z jakiegoś powodu wydawała się rozbawiona pytaniem. – Przypaliłam ryż.
Trudno było uchwycić związek przyczynowo-skutkowy w tym wyjaśnieniu.
Chyba, że buddyści użalają się nawet nad nieszczęsnym losem ziarenek ryżu. To już był dla niego zbyt wysoki poziom abstrakcji.
- Przysięgam, nigdy wcześniej nie przypaliłam ryżu. A teraz się zagapiłam i nie mam dla ciebie kolacji.
- Nie szkodzi, nie jestem głodny – odpowiedział natychmiast.
Myślał, że to rozwiąże jej problem. Ale chyba wykryła kłamstwo – chociaż wydawało mu się, że zaledwie nieznacznie mija się z prawdą – bo w efekcie miała jeszcze bardziej nieszczęśliwą minę.
- Na twoim miejscu też bym nie była, jakbym miała szansę tylko na curry z przypalonym ryżem. Wiem, że to beznadziejny pomysł.
Kankuro miał rację. Kobiety to bardzo nadwrażliwe istoty. Popełnił błąd, gdy przyznał, że nie przepada za jej popisowym daniem.
- Jeśli chcesz, mogę codziennie jeść curry – powiedział. – To będzie teraz moje ulubione danie.
Sunami przymrużyła oczy.
- Przypalone curry?
To brzmiało jak pytanie - pułapka. Zawahał się nad odpowiedzią.
Na szczęście, Sunami na nią nie czekała.
- Wracasz tak późno z pracy, chciałam coś dla ciebie zrobić. I nie wyszło.
Gaara poczuł, że odzyskuje grunt pod nogami. Przynajmniej nadarzyła się okazja, żeby odwrócić uwagę od tematu, który ewidentnie ją przygnębiał.
- Odpuśćmy sobie kolację. Jest wiele innych rzeczy, które możesz dla mnie zrobić.
Nawet nie spodziewał się takiego dobrego efektu. Sunami natychmiast się rozpogodziła.
- Może kąpiel? I masaż. Zrobić ci masaż? – zapytała z entuzjazmem.
Ten pomysł wydawał mu się kuriozalny. Usługiwanie mu miałoby poprawić jej nastrój?
- Nie miałem tego na myśli – odpowiedział sceptycznie.
- Dlaczego nie? – Cofnęła się o krok, zmuszając go, by nieco rozluźnił uścisk wokół jej talii. - Nie obrażę się, jeśli zaśniesz. Wyglądasz, jakbyś desperacko potrzebował snu.
Nie było sensu tłumaczyć jej, że akurat tego się nie obawia. Przez całe życie, nie zdarzyło mu się tak po prostu zasnąć. Jeśli już – jak to określiła – desperacko potrzebował snu, używał techniki, którą kiedyś uwalniał Shukaku. Nienawidził tego robić. Istniało w nim irracjonalne przekonanie, że ma duszę, którą mógłby stracić.
Nie chciałby się obudzić jako gorsza wersja samego siebie. Szczególnie teraz, to byłoby za duże ryzyko.
Sunami błędnie odczytała jego milczenie.
- Nie daj się namawiać. Poczuję się lepiej, kiedy pozwolisz mi o siebie zadbać. - Przysunęła się do niego i wtuliła twarz w jego szyję.
Kobiety to jednak przebiegłe istoty.
Delikatne, ale przebiegłe.

***
Sunami pocałowała Gaarę w policzek, najdelikatniej jak potrafiła, a potem powróciła do poprzedniej pozycji, leżąc na boku z głową opartą na ręce zgiętej w łokciu.
Naszła ją refleksja, że Gaara we śnie wygląda wyjątkowo spokojnie. Szkoda było jej go obudzić.
Problem polegał na tym, że nigdzie w sypialni nie było budzika, więc chyba przypadnie jej ta niewdzięczna rola, czy jej się to podoba czy nie.
Byłaby w poważnych tarapatach, gdyby z jej powodu Kazekage pierwszy raz w karierze spóźnił się do pracy.

2 komentarze:

  1. Ohayo !
    Przyznam szczerze że pierwszy raz Gaara mnie zdenerwował ponieważ był niemiły w stosunku do Sunami jednak przebaczy.łam mu pod koniec rozdziału :D Szkoda mi jednak Temari te jej wszystkie przejścia z Shikararu... Masakra. Kankuś to jest normalnie rozwalający i go nie rozumiem xD Czekam na kolejny rozdział, weny życzę oraz pozdrawiam. Przy okazji u mnie pojawił się nowy rozdział :D Liczę na komentarz http://walcze-tylko-dla-siebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieje, że Kanki nie oddala się od żony przez Noriko...
    Uwielbiam braterskie rozmowy Kankiego i Gaary. Dwóch moich ulubieńców w jednej scenie *.* Jeszcze jak dochodzi do tego Tem to już tylko czytać.

    Gaara nieładnie potraktował Sunami... Na szczęście za karę zaspał. ;p Karma! xD

    Biedny Shika... Kochać tak skomplikowaną kobietę...

    Rozdział cudny :D Czekam na next'a. Weny! ;*

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)