Temari
od lat koncentrowała się na rozwijaniu zaawansowanych technik,
zdecydowanie mniej czasu spędzając na treningach fizycznych. Teraz tego żałowała, bo chcąc dostać się do broni musiała
najpierw przemierzyć kilka znaczących metrów. Zajęłoby to sekundy,
gdyby na drodze nie stało kilkunastu wrogo nastawionych shinobi.
Sunami
rzuciła jej nóż i uzbroiła się w kunaie. Temari w tym momencie
była bardzo wdzięczna losowi, że przyjaciółka nauczona
doświadczeniami misji w terenie nigdzie nie rusza się bez broni.
Zastosowała jedyną możliwą taktykę w tej sytuacji – rozpraszanie uwagi wroga, unikanie bezpośredniej konfontacji przez parowanie ataków i omijanie przeciwnika. Suni wzięła na siebie ciężar walki, podczas gdy Temari była skoncentrowana na jak najszybszym dostaniu się do celu przy drzwiach.
Gdy zacisnęła dłonie na wachlarzu wiedziała, że wygrały.
Kretyni
z Kiri sądzili, że szukała drogi ucieczki i widziała ich
rozbawione spojrzenia – dopadliby ją na ulicy. Jednak to
nie był ich dobry dzień. Zadarli z niewłaściwą osobą.
-
Su! - krzyknęła ostrzegawczo.
Brunetka
była daleko od niej i nie mogła przedostać się na jej stronę,
więc zrobiła najrozsądniejszą rzecz w tej sytuacji – skoczyła
ponad głowami przeciwników i pobiegła na drugi koniec koniec sali,
chowając się za ladą przy kredensie z trunkami.
Kilka
sekund później była to jedyna nienaruszona część
budynku. W pozostałych ścianach nie została ani jedna szyba.
Wojownicy z Kiri wylecieli na ulicę wraz z odłamkami szkła i
kawałkami desek pochodzącymi z miejsc, w których napór powietrza
zrobił dziurę w ścianie. Wyposażenie baru poszło w drzazgi.
Suni
podeszła do niej, by popatrzeć, jak shinobi z wioski Mgły
wygrzebują się spod połamanych desek i wycofują się na z góry
upatrzone pozycje – we wszystkich możliwych kierunkach.
-
Mamy przechlapane – zauważyła.
Temari
musiała w myślach przyznać jej rację. Sytuacja nieco wymknęła
się spod kontroli. Dobrze przynajmniej, że alkohol ocalał. Pewnie
był więcej warty niż cała ta buda.
***
Temari
czuła się jak dziecko, które coś przeskrobało. Było jej głupio,
że wpakowała się w kłopoty i nawet nie miała ochoty polemizować.
Małomówność
Gaary była w takich sytuacjach pozytywną cechą. Patrzył na nie z
potępieniem i wypowiedział kilka cierpkich uwag na temat ich
nieodpowiedzialności. Bywało gorzej.
-
Rekompensata za zniszczenia zostanie ci potrącona z kwartalnego
wynagrodzenia – poinformował.
Temari
zacisnęła wargi w wąską kreskę. Spodziewała się, że każe jej
zwrócić pieniądze, ale mógłby wyznaczyć jakiś dłuższy termin
spłaty. Teraz będzie musiała obciąć swoje miesięczne wydatki.
Może nawet ograniczyć zakupy.
Jednak
nic nie powiedziała. Im będzie grzeczniejsza, tym prędzej wyjdzie z gabinetu.
Razem
z Sunami stały bardzo blisko drzwi. Gaara siedział za biurkiem i
sztyletował je tym swoim krytycznym spojrzeniem.
Myślała,
że już zakończył temat, jednak on dodał jeszcze jedno zdanie.
-
Obie macie zakaz wychodzenia poza bramy wioski. Do odwołania.
Prychnęła
z oburzeniem. No, to jest chyba za dużo. Spojrzała na Suni,
spodziewając się, że ona potwierdzi słuszność jej reakcji, ale
przyjaciółka nawet na nią nie spojrzała. Z zaciętym wyrazem
twarzy wpatrywała się w ścianę gdzieś ponad głową Gaary.
Wyglądała jakby powstrzymywała się przed powiedzeniem czegoś
niegrzecznego.
Cóż,
przynajmniej miała dość rozumu, żeby nie okazywać otwartego
nieposłuszeństwa. Jednak Temari mogła pozwolić sobie na
komentarz.
-
Nie traktuj mnie jakbym była szeregowym pracownikiem. Nie możesz
nałożyć zakazu na kogoś na stanowisku dowódczym – powiedziała
ze złością.
-
Mogę – odpowiedział Gaara beznamiętnym tonem. - Doceń, że
jestem wobec ciebie tak łagodny, powinienem cię zdegradować.
Temari
żachnęła się.
-
Powiedz jeszcze, że robimy czarny pi-ar osadzie wszczynając
pijackie awantury. - Była zdziwiona, że dotąd niczego takiego nie
usłyszała.
-
Chyba nie muszę wam tego uświadamiać.
Oj,
bez przesady. W dzielnicy rozrywki nie ma wieczoru, żeby ktoś nie
wszczął burdy. Nie każda kończy się rozwaleniem baru z
przyległościami, ale jak już coś robić to z rozmachem.
-
Ja to widzę inaczej. Na drugi raz prymitywy z Kirigakure będą
wiedzieć, kogo nie zaczepiać. Ciepło będą wspominać wycieczkę
na pustynię, to na pewno.
-
Gratuluję, że dobrze się bawiłaś – skomentował Gaara. Miała
wrażenie, że na chwilę zatrzymał wzrok na Sunami i nagle poczuła
się głupio. Suni, w przeciwieństwie do niej, nie wyszła z
konfrontacji bez poważnych zranień i miała obandażowane lewe
przedramię.
Przygryzła
nerwowo wargi.
-
Możemy już iść? - zapytała.
-
Oczywiście. Sugeruję, żebyście dla odmiany zajęły się pracą.
Temari
z ulgą skierowała się do wyjścia, ale Gaara miał do niej jeszcze
jedną uwagę.
-
Pójdź do gabinetu Kankuro i przekaż mu, że chcę go widzieć.
Zaklęła
w myślach. Od tego są chuunini pełniący dyżur w siedzibie, a nie
ona. Mimo wszystko nie zaprotestowała. Wolała go nie prowokować.
***
Gaara
był w pierwszej chwili zaskoczony, gdy
zaanonsowanym petentem z Kiri okazał się Chojuro. Zaufany
ochroniarz Mizukage powinien mieć inne obowiązki niż dowodzenie
misjami w terenie. Przynajmniej w teorii.
W takich okolicznościach dobrze się składa, że Chojuro nie
nadąża za własnymi podwładnymi. Mei z pewnością byłaby
wściekła, gdyby na misji wywiadowczej straciła najwyżej cenionych
ludzi. Chojuro był jedną z ważniejszych osób w wiosce Mgły,
typowano go nawet jako kandydata na przyszłego kage.
Gaara sądził, że predyspozycje na przywódcę są przypisywane
szermierzowi na wyrost. Shinobi zdawał się nie rozumieć prostych
zasad obowiązujących w polityce. I nie zauważył, że nie ma
żadnych argumentów na poparcie żądań.
- Postawmy sprawę jasno. Nieudolność twoich żołnierzy nie jest
moim problemem. Jeśli coś zgubiłeś, sam tego szukaj.
- Lordzie Kazekage – powiedział shinobi, a napięcie na jego
twarzy sugerowało, że z trudem hamuje emocje. - To oddział
specjalnie wyszkolonych ludzi. Zaginęli w pobliżu Sunagakure. Nie
mogli rozpłynąć się w powietrzu.
- W piasku – poprawił go Gaara. - Na pustyni wystarczy jeden
nieostrożny ruch i można zostać pogrzebanym przez piasek.
Powinniście lepiej szkolić swoich ludzi - Zlekceważył
nienaturalną bladość na twarzy rozmówcy. - Przekaż Mizukage, że
oczekuję pisemnego wyjaśnienia, co wasz oddział robił tak blisko
wioski. To naruszenie obowiązującej umowy o współpracy.
Po tym oświadczeniu Chojuro zbladł
nawet bardziej. Chyba dopiero teraz dotarło do niego, że ma
znacznie poważniejszy problem niż martwienie się zniknięciem
kilkunastu ludzi. Myśl o wytłumaczeniu Mei, dlaczego pozwolił
żołnierzom na tajnej misji zboczyć z wyznaczonej trasy z pewnością
przemówiła mu do wyobraźni. Gaarze przyszło do głowy, że może
powinien mu współczuć.
Ten człowiek z całą pewnością nie ma pojęcia o polityce.
***
Wioska
Piasku nie jest najciekawszym miejscem na ziemi. Na
dłuższą metę można się tu zanudzić na śmierć. Ino
obawiała się, że to jej grozi jeśli zostanie tu przez dłuższy
czas. Nie bawiły jej treningi, które – tak się przynajmniej
wydawało – stanowiły ulubioną rozrywkę shinobi w Sunagakure.
Nie bawiła jej tak zwana kultura wysoka przemycana przez szlachetnie
urodzone małżonki z importu.
Wolała
taniec i alkohol, ale obie te rzeczy były w wiosce Piasku towarem
deficytowym. Oczywiście, w Sunie jest kilka lokali rozrywkowych,
ale otwierane są tylko w określonych godzinach w niektóre dni
tygodnia.Gaara dbał, żeby jego żołnierze nie mieli na miejscu
zbyt wielu pokus, które odrywałyby ich od codziennych zajęć.
Najnudniejszym
miejscem w wiosce jest prawdopodobnie archiwum. I właśnie tam Ino
była zmuszona się udać. Sunami ślęczała przy biurku nad jakimiś
aktami.
-
Dobrze widzieć, że nie marnujesz talentu – powiedziała Ino,
siadając naprzeciw niej. Dopiero gdy kunoichi na nią spojrzała
uświadomiła sobie, że powinna powstrzymać się od złośliwości.
Sunami była jej potrzebna, a drażnienie jej nie jest dobrą metodą
na złapanie kontaktu. - Co robisz? - zapytała, udając
zaciekawienie.
Sunami
uśmiechnęła się sztucznie, udając że ujął ją ten przejaw
zainteresowania.
-
Przygotowuję kolejną lekcję poglądową dla dzieciarni. Jakby
cokolwiek zrozumieli z pierwszej.
Ino
zupełnie nie rozumiała, skąd ten jad w jej głosie. Ona sama
uwielbiała dzieci.
-
Dzieci mają chłonne umysły i można je wiele nauczyć, wystarczy
odwołać się do ich wyobraźni – zauważyła.
-
Tak uważasz? - odparła brunetka bez przekonania.
-
Oczywiście, a ty nie powinnaś mieć z tym problemu – powiedziała,
starając się włożyć w wypowiedź jak najwięcej sympatii.
Nie
przepadała za Sunami i miała wrażenie, że działa to w dwie
strony. Nie miało to nic wspólnego z rywalizacją, chociaż ilekroć
się spotykały w pewnym sensie wchodziły sobie w drogę. Zawodowo i
prywatnie. Sunami też zajmowała się badaniem umysłów, ale z
perspektywy, której Ino nie rozumiała. No i miała otwarte
usposobienie, przez co odnajdywała się w towarzystwie. Sai
powiedział kiedyś wprost, że niechęć Ino do kunoichi z wioski
Piasku wynika z obawy przed zejściem na dalszy plan. Jednak Ino,
która potrafiła dość dobrze wejrzeć we własne intencje,
uważała, że to tylko wierzchnia warstwa.
Tak
naprawdę nie miała do Sunami zaufania. Dziewczyna z pozoru była impulsywną
ekstrawertyczką, a tacy ludzie zwykle świetnie odnajdują się w
roli duszy towarzystwa. Sunami szybko wzbudzała sympatię, o ile
ktoś nie był do niej uprzedzony.
We
własnej wiosce nie była zbyt lubiana, ale w Konoha wszyscy za nią
przepadali. Uważali, że jest zabawna i szczera, dlatego nie bali
się jej manipulacyjnych umiejętności. Jednak Ino sądziła, że
pod tą wierzchnią warstwą bezpośredniości Sunami jest bardzo
skrytą osobą. Sprawiała wrażenie kogoś, kto wiele zachowuje dla siebie.
Ale
była osobą, która dużo wie i dlatego Ino musiała liczyć na jej
życzliwość.
-
Wiesz, mogłabym się za tobą wstawić u Kazekage, żeby wypuścił
cię z tego karceru – zaproponowała.
Pożałowała
tych słów, bo Sunami popatrzyła na nią, jakby doświadczyła
osobistej obrazy.
-
Nie, dziękuję – powiedziała siląc się na uprzejmość.
Sprawiała wrażenie, jakby zamierzała ją następnie zlekceważyć.
Znów skoncentrowała wzrok na stosie dokumentów przed sobą. Jednak
po chwili podniosła głowę i spojrzała na nią jakby z
zaciekawieniem. - Wyduś to z siebie. Wiem, że przyszłaś do mnie w
jakimś celu.
Ino
zaklęła w myślach. No tak, nawet gdyby Sunami nie uważała za
podejrzane jej nagłego pojawienia się w tym miejscu, musiała
wyczuć jej emocje. Ino sama nie wiedziała, jakie uczucie jest w
niej w tej chwili dominujące i w jaki sposób Sunami potrafi z tej
plątaniny cokolwiek wyłowić.
To
było frustrujące. Tkwiła w martwym punkcie swojego życia i nie
wiedziała, jak ocenić własną sytuację. Tym bardziej nie
wiedziała, co powinna zrobić. I jedyną osobą, która mogła
udzielić jej wskazówki była dziewczyna, której nie znosiła.
Na
dodatek ta dziewczyna łatwo może przejrzeć jej intencje i wykryć
kłamstwo. Nie ma sensu udawać dla niej miłej skoro wie, że
to pozory. Nie ma sensu kluczyć wokół tematu.
-
Co myślisz o Saiu? - zapytała.
Sunami
zmierzyła ją wyzywającym spojrzeniem, wcale nie zaskoczona
pytaniem.
- Atrakcyjny, ale
nie w moim typie – oświadczyła bezczelnie. Ino zacisnęła zęby,
maskując irytację. - Po co te podchody. Powiedz wprost, co cię
interesuje.
Ino
postanowiła zrezygnować z tej gierki. I tak się odsłoniła.
-
Czy twoim zdaniem on w ogóle ma jakieś emocje?
Sunami
odłożyła na biurko trzymany w ręce długopis i spojrzała wprost
na nią, jakby z zastanowieniem.
-
Na bardzo ograniczonym poziomie, coś tam do niego dociera. Ale nie
potrafi ich rozpoznać. - Ino czuła na sobie jej badawczy wzrok. -
Nie uważam, że to znaczy, że nie ma żadnych uczuć. Ma, pewnie
tak samo przytłumione i trudne do zinterpretowania. Nie powinnaś
być zdziwiona. Od początku wiedziałać, że to typ człowieka, do
którego trudno dotrzeć.
Ino
uśmiechnęła się z goryczą.
-
O, tak. Wiedziałam. Widocznie ze mną też jest coś nie tak. Nigdy
nie zwracałam uwagi na normalnych mężczyzn. Wyłącznie na takich,
którzy są zaburzeni emocjonalnie. - Nie miała pojęcia, dlaczego
powiedziała to na głos. Powinna ten wniosek zostawić dla siebie.
-
Ino – powiedziała Sunami, nagle bardzo poważnym tonem. - Zastanów
się, czego chcesz. Zaangażowania? Bo z moich obserwacji wynika, że
Sai jest zaangażowany w ten związek. Tyle że... inaczej niż się
to powszechnie przyjmuje. To nie jest tak, że jesteś mu obojętna.
Wiem, że traktuje ciebie inaczej niż kogokolwiek innego. Przy tobie
nie zakłada tych wystudiowanych masek. Może właśnie to ci
przeszkadza? Że przy tobie nie udaje emocji, żeby zostać
zaakceptowanym? To dowodzi, że ci ufa.
-
Ale nie znaczy, że mnie kocha. Albo że kiedykolwiek mógłby... -
zawiesiła głos i popatrzyła na rozmówczynię z nadzieją, jakby
ta mogła rozwiać jej wątpliwości.
-
Nie znaczy – przyznała Sunami. - To tylko znaczy, że cię
potrzebuje, ale czy tobie to wystarcza?
Ino
nie znała odpowiedzi na to pytanie i to było najbardziej
frustrujące.
Była
przekonana, że kocha Saia, ale czy wystarczająco? Może jej uczucie
nie było tak silne, by chciała przy nim trwać wiedząc, że zawsze
będzie musiała wkładać w ten związek więcej niż może
otrzymać. To nierówny układ.
-
Podobno miłość nigdy nie jest sprawiedliwa – zauważyła Sunami.
- Nigdy nie wiesz czy druga osoba poświęciłaby dla ciebie tyle, co
ty dla niej. Ale jeśli ci na kimś zależy, jakie to ma znaczenie? Naprawdę potrzebujesz czegoś w zamian?
Dla
niej to ma znaczenie. Nie widziała się w roli osoby poświęcającej życie
dla mężczyzny, który nie potrafi odwzajemnić uczuć.
Skoro
już znalazły nić porozumienia, chętnie porozmawiałaby z Sunami
dłużej, może uzyskałaby od niej jakąś budującą radę.
Dziewczyna sprawiała wrażenie jakby wiedziała, o czym mówi.
Jednak nie mogła lepiej wyzyskać tej okazji, bo drzwi otworzyły się
i do pomieszczenia wszedł młody chuunin. Skinął grzecznie głową,
ale Ino miała wrażenie, że ten gest był skierowany tylko do niej,
nie do Sunami.
-
Harada, wzywana do gabinetu Kazekage – zameldował.
Ino
przymrużyła oczy z irytacją. Gdyby jakiś młodszy rangą shinobi
odezwał się do niej tak lekceważącym tonem, zmusiłaby go do
okrążenia całej wioski. Na kolanach.
***
Sunami
zdawała sobie sprawę, że chcąc zachować resztki godności,
powinna rzucić tę niewdzięczną robotę i wynieść się z wioski Piasku. Im prędzej, tym lepiej. Ale wciąż nie potrafiła się
na to zdecydować.
Byłoby
dla niej najwygodniejsze gdyby przydzielono jej jakąkolwiek, choćby
najdrobniejszą, misję poza granicami osady. Wtedy zachowałaby
symbol Piasku na ochraniaczu i miałaby prawo powrotu, gdyby coś się
wydarzyło. Funkcjonowała w ten sposób przez ostatnie dwa lata i
dobrze jej to wychodziło.
Zadaniem
shinobi jest chronić wioskę i Kazekage. Ona nie potrafiła tego
robić z bliska. Potrzebowała od niego dystansu.
Zawsze
najlepiej wykonywała swoje zadania, gdy był w pewnej odległości.
Gdy był blisko, wszystko zaczynało się chrzanić. Wiele lat temu
musiała chronić się przed jego emocjami. Nauczyła się tego i
było w porządku. Ale teraz... Teraz to nie Gaara był problemem.
On trzymał emocje na wodzy, opanował tę sztukę do perfekcji. A
ona potrafiła się zamykać na emocje napływające z zewnątrz.
Znacznie
trudniej było stłumić własne uczucia. Szczególnie wtedy, gdy był
blisko. Napięcie, niepokój, złość – to ostatnie w szczególnie
dużym natężeniu – wszystkie te emocje mieszały się i nie
dawały się ani rozróżnić, ani stłumić. Wszystkie wydawały się
silne, ale nagle zbladły i zniknęły pod naporem zupełnie innego,
gwałtownego uczucia, kiedy jej dotknął.
Ekscytacja.
Popłoch. Panika. W kontakcie z jego ciałem, poczuła mrowienie na skórze, a krew zawrzała jej w żyłach.
Jakie
to żałosne, pomyślała w momencie, gdy gwałtownie cofnęła rękę.
Żałowała, że nie nosi już bandaża na przedramieniu. Nacięcia
na ręce były dość głębokie, ale dzięki specjalnej maści od
Matsuri zagoiły się w dwa dni. Zostały tylko dwie wąskie linie,
które też wkrótce znikną. Większość rodzajów broni
konwencjonalnej nie zostawia trwałych uszkodzeń.
-
Nie udawaj. Nic ci nie jest – powiedział Gaara ze
zniecierpliwieniem.
Nie
tylko usłyszała, ale nawet odczuła tę emocję. Chyba zapomniał
o swojej tarczy ochronnej.
Pomyślał,
że próbuje robić z siebie ofiarę? Chyba ofiarę własnej
bezmyślności.
Cofnął
się do okna i była mu za to wdzięczna, bo im był bliżej, tym
mniej pewnie się czuła.
Przez
chwilę wyglądał na zewnątrz, a potem odwrócił się i spojrzał na
nią.
-
Od jutra zaczniesz treningi z Temari.
Przez
chwilę nie wiedziała, co ma na to odpowiedzieć. Od dawna ten temat
nie istniał. Gaara odesłał ją do pracy w archiwum i czekał aż ulegnie presji. Zaczęła myśleć, że zostawi ją w spokoju jeśli spełni swoje zadania i nie będzie rzucać się w oczy.
Czy
to nie o to mu chodziło? Żeby zeszła mu z pola widzenia?
-
Dziękuję, zostanę przy moich obecnych obowiązkach –
powiedziała.
Zmierzył
ją spojrzeniem, które większość ludzi uznałaby za przerażające.
-
To nie jest propozycja, to polecenie - podkreślił.
Ale
ona nie pozwoli się zastraszyć. Zastosował wobec niej gorsze
sposoby, jak degradacja i udowodnienie, że do
niczego się nie nadaje – właściwie, to był klasyczny mobbing –
i ona nie uległa jego naciskom. I teraz też tak nie będzie. Jeśli
chce się jej pozbyć, musi ją wyrzucić zamiast zmuszać, żeby sama
zrezygnowała.
Właściwie,
teraz już była pewna, że tylko o to mu chodzi. Dlaczego nie zagrać
w otwarte karty.
-
Lordzie Kazekage – powiedziała, starając się, żeby te słowa
zabrzmiały jadowicie. Nie chciała ujawniać rozgoryczenia. -
Przysługuje ci prawo zwalniania pracowników. Dlaczego nie zrobisz
tego od razu zamiast udowadniać mi niekompetencję?
Patrzył
na nią jakby nie rozumiał, o co chodzi.
-
Jestem kompetentna, mam kwalifikacje do zadań, nad którymi zawsze
pracowałam – powiedziała, nagle czując większą pewność
siebie. - Dotąd robiłam to, co do mnie należało i wywiązywałam
się z tego zadowalająco. Teraz nagle jestem gorsza, moje
kwalifikacje spadły, bo się z tobą przespałam?
Tego
ostatniego nie było w planach. Nie powinna była do tego wracać.
Dlaczego nigdy nie potrafi ugryźć się w język?
Ale
raz wypowiedzianych słów nie można cofnąć.
-
Nie uwiodłam cię, do niczego nie zmusiłam, więc nie zachowuj się,
jakby to była wyłącznie moja wina. Zmuszenie mnie do rezygnacji niczego nie zmieni.
Gaara
nie zwrócił uwagi na jej ostatnie słowa.
-
To poza tematem obecnej rozmowy. Wezwałem cię służbowo.
Sunami
zerknęła na wiszący za biurkiem zegar. Były dwie minuty po
siedemnastej.
-
To wielka szkoda, bo jestem po godzinach pracy. Jeśli się nie mylę,
ty także. Wezwij mnie jutro.
Odwróciła
się do drzwi zamierzając wyjść, ale Gaara stanął na jej drodze.
Cholera,
ledwie zauważyła jak się przemieszcza. Jest bardzo szybki,
szczególnie jak na kogoś, kto nie wykorzystuje na co dzień
taijutsu.
-
Sądzisz, że ktoś, kto zechce cię zaatakować, zapyta o twoje
godziny pracy?
Naprawdę
jest bezczelny. Naruszył jej przestrzeń osobistą podchodząc tak
blisko i śmie do niej przemawiać tym chłodnym, nie znoszącym
sprzeciwu tonem. Jej nerwy były napięte do granic i miała ochotę
krzyczeć ze złości. Wymusić na nim, żeby zostawił ją w spokoju.
Przecież
nie może wpadać w histerię.
-
Dlaczego mnie dręczysz? - zapytała, zdając sobie sprawę, że nie
potrafi opanować drżenia głosu. - Wyślij mnie... gdziekolwiek.
Nawet na diabelską pustynię albo do jakiejś zapyziałej wiochy,
żebym pilnowała przed złodziejami pól ryżowych. - Poczuła, że do oczu napływają
jej łzy upokorzenia. - Proszę.
Rozgniewała
go tym. Nie widziała tego w wyrazie jego twarzy, ale widocznie miał
kłopot z takim idealnym panowaniem nad emocjami jak zwykle.
-
Dostaniesz misję poza wioską, ale dopiero wtedy, gdy opanujesz
niezbędne techniki. Nie pozwolę ci się stąd ruszyć dopóki nie nauczysz się bronić.
Sunami
żachnęła się. Co on chciał jej udowodnić, że jest jakąś
żałosną karykaturą kunoichi?
-
Potrafię się bronić. Dotąd świetnie sobie radziłam.
Przez
jego twarz przebiegł cień. Gdy się odezwał, mówił znacznie
łagodniejszym tonem, nietypowym dla niego.
-
Miałaś dużo szczęścia. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile razy
mogłaś zginąć. Jesteś łatwym celem.
Sunami
potrząsnęła głową. Zaniżał jej umiejętności, powinien to
wiedzieć. Nie była jakąś pierwszą lepszą amatorką.
Była
przekonana, że większośc kunoichi z wioski nie poradziłaby sobie
z bandą uzbrojonych najemników. Nie była najgorsza, co on wciąż
próbował jej wmówić.
-
Jestem wystarczająco dobrze wyszkolona.
Gaara
złapał ją za nadgarstek lewej ręki i uniósł ją wyżej. Przed oczami miała nacięcia na przedramieniu. Nie musiał jej tego uświadamiać,
wiedziała przecież o zranieniach na własnej skórze. One znikną.
Miała
jednak wrażenie, że ciepło, które czuła w miejscu, w którym jej
dotknął, nie zniknie nigdy. To uczucie rozchodziło się po całym
ciele. Mimo wszystko tym razem nie wyszarpnęła ręki z jego
uścisku.
-
Nie jesteś nietykalna – powiedział ściszonym głosem.
Mimo
bezsilności, którą czuła pod wpływem kontaktu, spojrzała mu
wyzywająco w oczy.
-
Nikt nie jest. Żaden trening nie wyeliminuje ryzyka. - Głos jej się
załamał, ale nie dbała o to. - Taka jest nasza rola, walczyć i
ginąć, takie jest przeznaczenie, ja...
Nie
pozwolił jej dokończyć. Wciąż trzymając ją jedną ręką za
nadgarstek, drugą dłonią zasłonił jej usta.
-
Nie możesz umrzeć. Jesteś mi potrzebna.
Wpatrywała
się w jego twarz, oszołomiona. Przez chwilę zapomniała o
oddychaniu.
Gaara
wodził opuszkami palców po jej wargach badając ich fakturę. Nie
spuszczał z niej wzroku, a jego spojrzenie było tak intensywne
jakby mogło przeszyć ją na wskroś. Wpatrywała się w jego oczy,
niezdolna do wykonania żadnego ruchu. Nie wiedziała nawet, co
chciałaby zrobić. W jej głowie powstała myśl, że powinna
uciekać – cofnąć się, odwrócić, znaleźć się jak najdalej
od niego. Jednak dominująca część jej umysłu chciała zostać.
Pragnęła zostać i przekonać się, co się stanie, niezależnie od
tego, że potem mogłaby tego żałować.
Wpatrywali
się w siebie przez kilkadziesiąt znaczących sekund. I nagle on
zerwał kontakt, cofnął ręce. Poczuła nagły chłód w miejscach,
gdzie wcześniej czuła jego dotyk.
-
Powinnaś wyjść – powiedział, wracając do zwykłego służbowego
tonu.
Poczuła
się jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Nie była w
stanie nic powiedzieć, więc odwróciła się do drzwi i chwyciła
za klamkę. Korytarz był pusty, wyszła na zewnątrz, ale nie
zamknęła za sobą drzwi. Zamiast tego odwróciła się i wróciła
do gabinetu.
Gaara
stał już przy biurku, patrzył na rozłożoną na blacie mapę.
Widocznie dla niego powrót do obowiązków nie stanowił żadnego problemu.
Odwrócił
się i spojrzał na nią ze zdziwieniem, gdy zatrzasnęła drzwi.
-
Nie – powiedziała.
-
Nie?
-
Nie. Tak nie będziemy się bawić.
***
Podziemne
bunkry nie budziły zdziwienia. W Sunagakure od dawna panowało
przekonanie, że terroryści właśnie pod ziemią mają swoje
siedziby. Tajemnicą było jedynie, w jaki sposób aż tak dobrze je
ukrywają. Dla Hiro to nadal była niewyjaśniona kwestia.
Nie
zdziwiło go podziemne laboratorium. Ale pływające w słojach
ludzkie tkanki go zszokowały. Przywodziły na myśl
legendarnego świrusa, Orochimaru.
-
Przesadziłeś. I to bardzo – ocenił.
-
Ja tego nie zacząłem. Jedynie ulepszyłem to, nad czym już
pracowali – odpowiedział Kenzo swobodnie.
Był
autentycznie dumny mogąc mu zaprezentować to pomieszczenie, które
traktował jak własne królestwo.
Był
także dumny z wykonanej pracy, chociaż złamał postanowienia
konwencji praw człowieka, respektowanej przez wszystkie wioski.
Wydawał się przeknany, że ujdzie mu to płazem.
I
ujdzie. Jeśli samowolne działanie zostanie mu wybaczone,
kontrowersyjność postępowania według zasady "cel uświęca
środki" także zostanie pominięta. Ale tylko gdy udowodni
swoją przydatność dla wioski.
-
Dokonałem odkryć, które dadzą nam przewagę nawet nad Konohą z
ich ostatnim jinchuuriki – oznajmił Kenzo.
Z
perspektywy Hiro, w tym momencie brzmiał trochę jak szaleniec.
-
Naprawdę uważasz, że władze wioski zapomną w jaki sposób
dotarłeś do tej wiedzy?
-
Rozpoznałem zagrożenie i je zniwelowałem. Pomyśl, co by było,
gdybym nie wniknął w to środowisko. Badania, które
przeprowadziłem, to dodatkowa korzyść. I mocna karta przetargowa.
To
prawda. Chociaż przeniknięcie w szeregi wroga, żeby dotrzeć do
prowadzonych badań i je sabotować to jedno, a rozwijanie
nielegalnych eksperymentów to zupełnie co innego.
Hiro
wiedział, że takie działania przyniosą korzyść wiosce. Że
wiedza to broń nie do przecenienia, nawet jeśli nie od razu można
ją wykorzystać. Wiedział też, że Kenzo działał zgodnie z
zasadami, którym wspólnie od zawsze hołdowali – służyć wiosce
i budować jej potęgę. A jednak czuł odrazę do stosowanych przez
przyjaciela metod. Nawet przyszło mu do głowy, że Kenzo zwariował.
-
Stary. Zabijałeś cywilów. - Takie zachowanie było sprzeczne z
zasadami, jakie wpajano im od młodości.
Kenzo
popatrzył na niego jakby usłyszał coś absurdalnego.
-
Dwa odebrane życia nie mają znaczenia w obliczu takich korzyści.
Ponadto doskonale wiesz, że Azurowie nie są nieszkodliwi. Tyle
tylko, że nikt przede mną nie dostrzegł, jak mogą być użyteczni.
Mają takie zdolności manipulacji czakrą, o których my możemy co
najwyżej marzyć. Będą przydatnymi narzędziami.
-
Mówisz o niewinnych ludziach – powiedział Hiro z naciskiem.
Z
trudem mógł uwierzyć, że rozmawia z kumplem z dzieciństwa. A
jednak... Podskórnie czuł, że to ten sam człowiek. On się tak
radykalnie nie zmienił, to okoliczności uległy zmianie.
Kenzo
popatrzył na niego z potępieniem. Jakby powiedział coś
niewłaściwego.
-
Ci niewinni ludzie nie mają skrupułów przed porzucaniem dzieci na
pewną śmierć na pustyni – zauważył.
Hiro
pomyślał, że dopiero teraz wszystko jest jasne. Kenzo nie mógł
przewidzieć, jak daleko zabrnie w tych badaniach. Nie mógł od
początku zakładać, że pozna sposób na stworzenie potężnej
armii i przysłuży się wiosce. Jedynym, co przyświecało mu na
początku, było poznanie możliwości i ograniczeń rdzennych
mieszkańców pustyni.
-
Stary, ty chyba postradałeś rozum. Ryzykujesz głową dla kobiety.
- Nie, żeby go to jakoś specjalnie dziwiło. Słabość Shihary na
punkcie Sunami zawsze wykraczała poza jakiekolwiek zdroworozsądkowe
granice. I nieraz wplątał się przez to w kłopoty.
-
Tak było tylko na początku. Teraz wszyscy na tym skorzystamy.
***************************************************************
Sunagakure,
około cztery lata wcześniej
Hiro
przybiegł na pole treningowe wezwany przez Shiharę. Był
zaintrygowany. Po porwaniu Kazekage wyznaczono im rolę pilnowania
porządku wewnątrz wioski. Kenzo powinien wywiązywać się z obowiązków.
Zamiast tego siedział na głazie i próbował uspokoić Sunami.
Hiro
od zawsze uważał tę dziewczynę za świruskę. Zwykle była
uosobieniem łagodności i wygłaszała buddyjskie mądrości o nie
wyrządzaniu innym krzywdy. Jednak zdarzało się, że bez powodu
wpadała w złość, gdy była otoczona negatywnymi emocjami.
Zwykle rozpierała ją energia. Teraz sprawiała wrażenie otępiałej.
Siedziała zwinięta w kłębek i mocno zaciskała powieki.
Hiro
nie zdziwiłby się, gdyby jej nadwrażliwość pewnego dnia poskutkowała załamaniem nerwowym. Może podcięłaby sobie żyły, co rozwiązałoby większość jego problemów. Kenzo skończyłby z obsesją na punkcie
wyszkolenia dziewczyny na pełnowartościową kunoichi. Słabo mu to
dotąd wychodziło, bo ta mała nie miała zadatków na wojownika.
Właściwie, była straszliwym beztalenciem.
Spojrzał
na nią z niechęcią.
-
Co jej jest? - zapytał.
Kenzo
nie odpowiedział na jego pytanie.
-
Zwołaj chłopaków. Weźcie tylko podręczną broń, musimy działać
szybko.
Hiro
nie musiał pytać o jego zamiary. Temat wyruszenia w drogę celem
odbicia Kazekage pojawił się już wcześniej, jak tylko wróg
dokonał odwrotu. Ale to były mrzonki. Nie było szans, by dali radę
komuś, kto pokonał jinchuuriki.
Rozkazy były jednoznaczne. Nie opuszczać wioski. Jeśli się
wyłamią i jakimś cudem przeżyją, po powrocie ojciec Shihary
zrobi z nich mielonkę.
-
Stary, mamy stan najwyższego zagrożenia – powiedział
niecierpliwie. - Nie możemy odwalać samowolki. Nie jesteś dowódcą
oddziału.
Kenzo
popatrzył na niego lekceważąco.
-
Nie ma przymusu. Jeśli wymiękasz, zostań, ale nam nie
przeszkadzaj.
Hiro
powstrzymał przekleństwo, które cisnęło mu się na usta.
Świetnie.
Kenzo jak zwykle zgrywa ważniaka, żeby popisać się przed laską.
Może on coś z tego będzie miał, ale chłopaki w najlepszym
wypadku zarobią kilka złamań.
Jednak
oni pójdą za Shiharą nawet w ogień. Hiro uważał, że ma
najwięcej rozumu w tej ekipie, mimo to nie widział innego wyjścia niż zaryzykować.
Zostać?
Nie ma takiej opcji. Jeśli ta straceńcza misja się uda, nie
pozwoli Kenzo zgarnąć całej chwały. Jeśli czeka ich zwycięstwo, wezmą je na siebie solidarnie. Tak samo, jeśli spotka ich śmierć.
####
4350 słów. Może dodacie chociaż dwa od siebie?
Podzielcie się wrażeniami.
####
Cudny rozdział :D Uwielbiam fragmenty Gaara&Sunami, więc nie moge sie doczekać dalszego ciągu :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że w następnym rozdziale będzie ShikaTema, bo ich wielbie jeszcze bardziej :D No i Kanki. Kanki musi być *.*
Powodzenia i weny :*
ShikaTema... Nie wiem, czy w następnym się zmieszczą, ale i tak będą wkrótce. Generalnie zbliżam się do końca (pierwszej serii), więc wszystkie trzy wątki miłosne muszą zostać w jakimś sensie zakończone. Czy będzie trzy razy happy end? Nie gwarantuję :P
UsuńIm więcej pisze o Kankuro tym bardziej go lubię ;]
No to się kobietom dostało za chodzenie do baru :P Z gruntu rzeczy działały w samoobronie, więc Gaara powinien to wziąć pod uwagę :D
OdpowiedzUsuńFragment Gaara + Sunami *.* Więcej, więcej :D
Ciekawi mnie też sprawa z Kenzo... co on knuje hmm?
Mega szybko mi się to przeczytało, ale również bardzo przyjemnie :)
Czekam z niecierpliwością na więcej i życzę weny ^.^
Komentarze wysyłają mi ładunek weny :P Wierz mi, Gaara wziął pod uwagę samoobronę, w końcu nie zdegradował Temci ani nie kazał jej uczyć dzieciarni w szkole... Gdyby to zrobił chyba zamknęłaby się w sobie :P Albo wzięłaby Shikamaru za fraki i wyemigrowała z nim do Konohy :D
UsuńScena GaaSu miała się skończyć inaczej, ale i tak mi wyszedł długi rozdział, więc ją ucięłam.
I Kenzo, co knuje... To się szybko wyjaśni, bo chłopak wraca do gry (albo inaczej: do piaskownicy :P)
Nie no oczywiście rozdział był długi i na długość nie narzekam :D Tylko tak się przyjemnie czytało, że aż nie zauważyłam, że na końcówce jestem :D
UsuńNie wiem jak inaczej miała skończyć się scena GaaSu, ale to zakończenie zdecydowanie należy do tych najlepszych ^^ Tajemnicze i pobudzające wyobraźnie "co będzie potem?" ^^
Aaa no i nie wspomniałam, że czekam również aż pojawi się Kankuro :D
Widzę, że aby zadowolić apetyty powinnam co rozdział dawać sceny z każdym z rodzeństwa. Chyba nie starczyłoby mi na nie pomysłów :D Też lubię tutaj Kankuro, w zasadzie im więcej o nim pisze tym bardziej lubię tę postać ;]
UsuńNo i bosko. W końcu jakaś scena z Sunami i Gaarą za która cie po prostu kocham. Jest jeszcze lepsza niż poprzednie sceny z tymi osobami. Licze ze kolejnu rozdzial pojawi sie szybciej i że bedzie z nimi wiecrj ciekawych scen. Pozdrawiam i weny życzę :*
OdpowiedzUsuńScen z Gaarą i Sunami na pewno będzie dużo, bo to w moim zamyśle wiodący paring. Nawet jeśli nie było tego widać do tej pory, odtąd sprawy się rozjaśnią. Dziękuję za komentarz :)
Usuń