piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 19.


Temari od lat koncentrowała się na rozwijaniu zaawansowanych technik, zdecydowanie mniej czasu spędzając na treningach fizycznych. Teraz tego żałowała, bo chcąc dostać się do broni musiała najpierw przemierzyć kilka znaczących metrów. Zajęłoby to sekundy, gdyby na drodze nie stało kilkunastu wrogo nastawionych shinobi.
Sunami rzuciła jej nóż i uzbroiła się w kunaie. Temari w tym momencie była bardzo wdzięczna losowi, że przyjaciółka nauczona doświadczeniami misji w terenie nigdzie nie rusza się bez broni.

   Zastosowała jedyną możliwą taktykę w tej sytuacji – rozpraszanie uwagi wroga, unikanie bezpośredniej konfontacji przez parowanie ataków i omijanie przeciwnika. Suni wzięła na siebie ciężar walki, podczas gdy Temari była skoncentrowana na jak najszybszym dostaniu się do celu przy drzwiach.
Gdy zacisnęła dłonie na wachlarzu wiedziała, że wygrały.
Kretyni z Kiri sądzili, że szukała drogi ucieczki i widziała ich rozbawione spojrzenia – dopadliby ją na ulicy. Jednak to nie był ich dobry dzień. Zadarli z niewłaściwą osobą.
- Su! - krzyknęła ostrzegawczo.
Brunetka była daleko od niej i nie mogła przedostać się na jej stronę, więc zrobiła najrozsądniejszą rzecz w tej sytuacji – skoczyła ponad głowami przeciwników i pobiegła na drugi koniec koniec sali, chowając się za ladą przy kredensie z trunkami.
Kilka sekund później była to jedyna nienaruszona część budynku. W pozostałych ścianach nie została ani jedna szyba. Wojownicy z Kiri wylecieli na ulicę wraz z odłamkami szkła i kawałkami desek pochodzącymi z miejsc, w których napór powietrza zrobił dziurę w ścianie. Wyposażenie baru poszło w drzazgi.
Suni podeszła do niej, by popatrzeć, jak shinobi z wioski Mgły wygrzebują się spod połamanych desek i wycofują się na z góry upatrzone pozycje – we wszystkich możliwych kierunkach.
- Mamy przechlapane – zauważyła.
Temari musiała w myślach przyznać jej rację. Sytuacja nieco wymknęła się spod kontroli. Dobrze przynajmniej, że alkohol ocalał. Pewnie był więcej warty niż cała ta buda.

***

Temari czuła się jak dziecko, które coś przeskrobało. Było jej głupio, że wpakowała się w kłopoty i nawet nie miała ochoty polemizować.
Małomówność Gaary była w takich sytuacjach pozytywną cechą. Patrzył na nie z potępieniem i wypowiedział kilka cierpkich uwag na temat ich nieodpowiedzialności. Bywało gorzej.
- Rekompensata za zniszczenia zostanie ci potrącona z kwartalnego wynagrodzenia – poinformował.
Temari zacisnęła wargi w wąską kreskę. Spodziewała się, że każe jej zwrócić pieniądze, ale mógłby wyznaczyć jakiś dłuższy termin spłaty. Teraz będzie musiała obciąć swoje miesięczne wydatki. Może nawet ograniczyć zakupy.
Jednak nic nie powiedziała. Im będzie grzeczniejsza, tym prędzej wyjdzie z gabinetu.
Razem z Sunami stały bardzo blisko drzwi. Gaara siedział za biurkiem i sztyletował je tym swoim krytycznym spojrzeniem.
Myślała, że już zakończył temat, jednak on dodał jeszcze jedno zdanie.
- Obie macie zakaz wychodzenia poza bramy wioski. Do odwołania.
Prychnęła z oburzeniem. No, to jest chyba za dużo. Spojrzała na Suni, spodziewając się, że ona potwierdzi słuszność jej reakcji, ale przyjaciółka nawet na nią nie spojrzała. Z zaciętym wyrazem twarzy wpatrywała się w ścianę gdzieś ponad głową Gaary. Wyglądała jakby powstrzymywała się przed powiedzeniem czegoś niegrzecznego.
Cóż, przynajmniej miała dość rozumu, żeby nie okazywać otwartego nieposłuszeństwa. Jednak Temari mogła pozwolić sobie na komentarz.
- Nie traktuj mnie jakbym była szeregowym pracownikiem. Nie możesz nałożyć zakazu na kogoś na stanowisku dowódczym – powiedziała ze złością.
- Mogę – odpowiedział Gaara beznamiętnym tonem. - Doceń, że jestem wobec ciebie tak łagodny, powinienem cię zdegradować.
Temari żachnęła się.
- Powiedz jeszcze, że robimy czarny pi-ar osadzie wszczynając pijackie awantury. - Była zdziwiona, że dotąd niczego takiego nie usłyszała.
- Chyba nie muszę wam tego uświadamiać.
Oj, bez przesady. W dzielnicy rozrywki nie ma wieczoru, żeby ktoś nie wszczął burdy. Nie każda kończy się rozwaleniem baru z przyległościami, ale jak już coś robić to z rozmachem.
- Ja to widzę inaczej. Na drugi raz prymitywy z Kirigakure będą wiedzieć, kogo nie zaczepiać. Ciepło będą wspominać wycieczkę na pustynię, to na pewno.
- Gratuluję, że dobrze się bawiłaś – skomentował Gaara. Miała wrażenie, że na chwilę zatrzymał wzrok na Sunami i nagle poczuła się głupio. Suni, w przeciwieństwie do niej, nie wyszła z konfrontacji bez poważnych zranień i miała obandażowane lewe przedramię.
Przygryzła nerwowo wargi.
- Możemy już iść? - zapytała.
- Oczywiście. Sugeruję, żebyście dla odmiany zajęły się pracą.
Temari z ulgą skierowała się do wyjścia, ale Gaara miał do niej jeszcze jedną uwagę.
- Pójdź do gabinetu Kankuro i przekaż mu, że chcę go widzieć.
Zaklęła w myślach. Od tego są chuunini pełniący dyżur w siedzibie, a nie ona. Mimo wszystko nie zaprotestowała. Wolała go nie prowokować.

***

Gaara był w pierwszej chwili zaskoczony, gdy zaanonsowanym petentem z Kiri okazał się Chojuro. Zaufany ochroniarz Mizukage powinien mieć inne obowiązki niż dowodzenie misjami w terenie. Przynajmniej w teorii.
W takich okolicznościach dobrze się składa, że Chojuro nie nadąża za własnymi podwładnymi. Mei z pewnością byłaby wściekła, gdyby na misji wywiadowczej straciła najwyżej cenionych ludzi. Chojuro był jedną z ważniejszych osób w wiosce Mgły, typowano go nawet jako kandydata na przyszłego kage.
Gaara sądził, że predyspozycje na przywódcę są przypisywane szermierzowi na wyrost. Shinobi zdawał się nie rozumieć prostych zasad obowiązujących w polityce. I nie zauważył, że nie ma żadnych argumentów na poparcie żądań.
- Postawmy sprawę jasno. Nieudolność twoich żołnierzy nie jest moim problemem. Jeśli coś zgubiłeś, sam tego szukaj.
- Lordzie Kazekage – powiedział shinobi, a napięcie na jego twarzy sugerowało, że z trudem hamuje emocje. - To oddział specjalnie wyszkolonych ludzi. Zaginęli w pobliżu Sunagakure. Nie mogli rozpłynąć się w powietrzu.
- W piasku – poprawił go Gaara. - Na pustyni wystarczy jeden nieostrożny ruch i można zostać pogrzebanym przez piasek. Powinniście lepiej szkolić swoich ludzi - Zlekceważył nienaturalną bladość na twarzy rozmówcy. - Przekaż Mizukage, że oczekuję pisemnego wyjaśnienia, co wasz oddział robił tak blisko wioski. To naruszenie obowiązującej umowy o współpracy.
Po tym oświadczeniu Chojuro zbladł nawet bardziej. Chyba dopiero teraz dotarło do niego, że ma znacznie poważniejszy problem niż martwienie się zniknięciem kilkunastu ludzi. Myśl o wytłumaczeniu Mei, dlaczego pozwolił żołnierzom na tajnej misji zboczyć z wyznaczonej trasy z pewnością przemówiła mu do wyobraźni. Gaarze przyszło do głowy, że może powinien mu współczuć.
Ten człowiek z całą pewnością nie ma pojęcia o polityce.

***

Wioska Piasku nie jest najciekawszym miejscem na ziemi. Na dłuższą metę można się tu zanudzić na śmierć. Ino obawiała się, że to jej grozi jeśli zostanie tu przez dłuższy czas. Nie bawiły jej treningi, które – tak się przynajmniej wydawało – stanowiły ulubioną rozrywkę shinobi w Sunagakure. Nie bawiła jej tak zwana kultura wysoka przemycana przez szlachetnie urodzone małżonki z importu.
Wolała taniec i alkohol, ale obie te rzeczy były w wiosce Piasku towarem deficytowym. Oczywiście, w Sunie jest kilka lokali rozrywkowych, ale otwierane są tylko w określonych godzinach w niektóre dni tygodnia.Gaara dbał, żeby jego żołnierze nie mieli na miejscu zbyt wielu pokus, które odrywałyby ich od codziennych zajęć.
Najnudniejszym miejscem w wiosce jest prawdopodobnie archiwum. I właśnie tam Ino była zmuszona się udać. Sunami ślęczała przy biurku nad jakimiś aktami.
- Dobrze widzieć, że nie marnujesz talentu – powiedziała Ino, siadając naprzeciw niej. Dopiero gdy kunoichi na nią spojrzała uświadomiła sobie, że powinna powstrzymać się od złośliwości. Sunami była jej potrzebna, a drażnienie jej nie jest dobrą metodą na złapanie kontaktu. - Co robisz? - zapytała, udając zaciekawienie.
Sunami uśmiechnęła się sztucznie, udając że ujął ją ten przejaw zainteresowania.
- Przygotowuję kolejną lekcję poglądową dla dzieciarni. Jakby cokolwiek zrozumieli z pierwszej.
Ino zupełnie nie rozumiała, skąd ten jad w jej głosie. Ona sama uwielbiała dzieci.
- Dzieci mają chłonne umysły i można je wiele nauczyć, wystarczy odwołać się do ich wyobraźni – zauważyła.
- Tak uważasz? - odparła brunetka bez przekonania.
- Oczywiście, a ty nie powinnaś mieć z tym problemu – powiedziała, starając się włożyć w wypowiedź jak najwięcej sympatii.
Nie przepadała za Sunami i miała wrażenie, że działa to w dwie strony. Nie miało to nic wspólnego z rywalizacją, chociaż ilekroć się spotykały w pewnym sensie wchodziły sobie w drogę. Zawodowo i prywatnie. Sunami też zajmowała się badaniem umysłów, ale z perspektywy, której Ino nie rozumiała. No i miała otwarte usposobienie, przez co odnajdywała się w towarzystwie. Sai powiedział kiedyś wprost, że niechęć Ino do kunoichi z wioski Piasku wynika z obawy przed zejściem na dalszy plan. Jednak Ino, która potrafiła dość dobrze wejrzeć we własne intencje, uważała, że to tylko wierzchnia warstwa.
Tak naprawdę nie miała do Sunami zaufania. Dziewczyna z pozoru była impulsywną ekstrawertyczką, a tacy ludzie zwykle świetnie odnajdują się w roli duszy towarzystwa. Sunami szybko wzbudzała sympatię, o ile ktoś nie był do niej uprzedzony.
We własnej wiosce nie była zbyt lubiana, ale w Konoha wszyscy za nią przepadali. Uważali, że jest zabawna i szczera, dlatego nie bali się jej manipulacyjnych umiejętności. Jednak Ino sądziła, że pod tą wierzchnią warstwą bezpośredniości Sunami jest bardzo skrytą osobą. Sprawiała wrażenie kogoś, kto wiele zachowuje dla siebie.
Ale była osobą, która dużo wie i dlatego Ino musiała liczyć na jej życzliwość.
- Wiesz, mogłabym się za tobą wstawić u Kazekage, żeby wypuścił cię z tego karceru – zaproponowała.
Pożałowała tych słów, bo Sunami popatrzyła na nią, jakby doświadczyła osobistej obrazy.
- Nie, dziękuję – powiedziała siląc się na uprzejmość. Sprawiała wrażenie, jakby zamierzała ją następnie zlekceważyć. Znów skoncentrowała wzrok na stosie dokumentów przed sobą. Jednak po chwili podniosła głowę i spojrzała na nią jakby z zaciekawieniem. - Wyduś to z siebie. Wiem, że przyszłaś do mnie w jakimś celu.
Ino zaklęła w myślach. No tak, nawet gdyby Sunami nie uważała za podejrzane jej nagłego pojawienia się w tym miejscu, musiała wyczuć jej emocje. Ino sama nie wiedziała, jakie uczucie jest w niej w tej chwili dominujące i w jaki sposób Sunami potrafi z tej plątaniny cokolwiek wyłowić.
To było frustrujące. Tkwiła w martwym punkcie swojego życia i nie wiedziała, jak ocenić własną sytuację. Tym bardziej nie wiedziała, co powinna zrobić. I jedyną osobą, która mogła udzielić jej wskazówki była dziewczyna, której nie znosiła.
Na dodatek ta dziewczyna łatwo może przejrzeć jej intencje i wykryć kłamstwo. Nie ma sensu udawać dla niej miłej skoro wie, że to pozory. Nie ma sensu kluczyć wokół tematu.
- Co myślisz o Saiu? - zapytała.
Sunami zmierzyła ją wyzywającym spojrzeniem, wcale nie zaskoczona pytaniem.
- Atrakcyjny, ale nie w moim typie – oświadczyła bezczelnie. Ino zacisnęła zęby, maskując irytację. - Po co te podchody. Powiedz wprost, co cię interesuje.
Ino postanowiła zrezygnować z tej gierki. I tak się odsłoniła.
- Czy twoim zdaniem on w ogóle ma jakieś emocje?
Sunami odłożyła na biurko trzymany w ręce długopis i spojrzała wprost na nią, jakby z zastanowieniem.
- Na bardzo ograniczonym poziomie, coś tam do niego dociera. Ale nie potrafi ich rozpoznać. - Ino czuła na sobie jej badawczy wzrok. - Nie uważam, że to znaczy, że nie ma żadnych uczuć. Ma, pewnie tak samo przytłumione i trudne do zinterpretowania. Nie powinnaś być zdziwiona. Od początku wiedziałać, że to typ człowieka, do którego trudno dotrzeć.
Ino uśmiechnęła się z goryczą.
- O, tak. Wiedziałam. Widocznie ze mną też jest coś nie tak. Nigdy nie zwracałam uwagi na normalnych mężczyzn. Wyłącznie na takich, którzy są zaburzeni emocjonalnie. - Nie miała pojęcia, dlaczego powiedziała to na głos. Powinna ten wniosek zostawić dla siebie.
- Ino – powiedziała Sunami, nagle bardzo poważnym tonem. - Zastanów się, czego chcesz. Zaangażowania? Bo z moich obserwacji wynika, że Sai jest zaangażowany w ten związek. Tyle że... inaczej niż się to powszechnie przyjmuje. To nie jest tak, że jesteś mu obojętna. Wiem, że traktuje ciebie inaczej niż kogokolwiek innego. Przy tobie nie zakłada tych wystudiowanych masek. Może właśnie to ci przeszkadza? Że przy tobie nie udaje emocji, żeby zostać zaakceptowanym? To dowodzi, że ci ufa.
- Ale nie znaczy, że mnie kocha. Albo że kiedykolwiek mógłby... - zawiesiła głos i popatrzyła na rozmówczynię z nadzieją, jakby ta mogła rozwiać jej wątpliwości.
- Nie znaczy – przyznała Sunami. - To tylko znaczy, że cię potrzebuje, ale czy tobie to wystarcza?
Ino nie znała odpowiedzi na to pytanie i to było najbardziej frustrujące.
Była przekonana, że kocha Saia, ale czy wystarczająco? Może jej uczucie nie było tak silne, by chciała przy nim trwać wiedząc, że zawsze będzie musiała wkładać w ten związek więcej niż może otrzymać. To nierówny układ.
- Podobno miłość nigdy nie jest sprawiedliwa – zauważyła Sunami. - Nigdy nie wiesz czy druga osoba poświęciłaby dla ciebie tyle, co ty dla niej. Ale jeśli ci na kimś zależy, jakie to ma znaczenie? Naprawdę potrzebujesz czegoś w zamian?
Dla niej to ma znaczenie. Nie widziała się w roli osoby poświęcającej życie dla mężczyzny, który nie potrafi odwzajemnić uczuć.
Skoro już znalazły nić porozumienia, chętnie porozmawiałaby z Sunami dłużej, może uzyskałaby od niej jakąś budującą radę. Dziewczyna sprawiała wrażenie jakby wiedziała, o czym mówi.
Jednak nie mogła lepiej wyzyskać tej okazji, bo drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł młody chuunin. Skinął grzecznie głową, ale Ino miała wrażenie, że ten gest był skierowany tylko do niej, nie do Sunami.
- Harada, wzywana do gabinetu Kazekage – zameldował.
Ino przymrużyła oczy z irytacją. Gdyby jakiś młodszy rangą shinobi odezwał się do niej tak lekceważącym tonem, zmusiłaby go do okrążenia całej wioski. Na kolanach.

***

Sunami zdawała sobie sprawę, że chcąc zachować resztki godności, powinna rzucić tę niewdzięczną robotę i wynieść się z wioski Piasku. Im prędzej, tym lepiej. Ale wciąż nie potrafiła się na to zdecydować.
Byłoby dla niej najwygodniejsze gdyby przydzielono jej jakąkolwiek, choćby najdrobniejszą, misję poza granicami osady. Wtedy zachowałaby symbol Piasku na ochraniaczu i miałaby prawo powrotu, gdyby coś się wydarzyło. Funkcjonowała w ten sposób przez ostatnie dwa lata i dobrze jej to wychodziło.
Zadaniem shinobi jest chronić wioskę i Kazekage. Ona nie potrafiła tego robić z bliska. Potrzebowała od niego dystansu.
Zawsze najlepiej wykonywała swoje zadania, gdy był w pewnej odległości. Gdy był blisko, wszystko zaczynało się chrzanić. Wiele lat temu musiała chronić się przed jego emocjami. Nauczyła się tego i było w porządku. Ale teraz... Teraz to nie Gaara był problemem. On trzymał emocje na wodzy, opanował tę sztukę do perfekcji. A ona potrafiła się zamykać na emocje napływające z zewnątrz.
Znacznie trudniej było stłumić własne uczucia. Szczególnie wtedy, gdy był blisko. Napięcie, niepokój, złość – to ostatnie w szczególnie dużym natężeniu – wszystkie te emocje mieszały się i nie dawały się ani rozróżnić, ani stłumić. Wszystkie wydawały się silne, ale nagle zbladły i zniknęły pod naporem zupełnie innego, gwałtownego uczucia, kiedy jej dotknął.
Ekscytacja. Popłoch. Panika. W kontakcie z jego ciałem, poczuła mrowienie na skórze, a krew zawrzała jej w żyłach.
Jakie to żałosne, pomyślała w momencie, gdy gwałtownie cofnęła rękę. Żałowała, że nie nosi już bandaża na przedramieniu. Nacięcia na ręce były dość głębokie, ale dzięki specjalnej maści od Matsuri zagoiły się w dwa dni. Zostały tylko dwie wąskie linie, które też wkrótce znikną. Większość rodzajów broni konwencjonalnej nie zostawia trwałych uszkodzeń.
- Nie udawaj. Nic ci nie jest – powiedział Gaara ze zniecierpliwieniem.
Nie tylko usłyszała, ale nawet odczuła tę emocję. Chyba zapomniał o swojej tarczy ochronnej.
Pomyślał, że próbuje robić z siebie ofiarę? Chyba ofiarę własnej bezmyślności.
Cofnął się do okna i była mu za to wdzięczna, bo im był bliżej, tym mniej pewnie się czuła.
Przez chwilę wyglądał na zewnątrz, a potem odwrócił się i spojrzał na nią.
- Od jutra zaczniesz treningi z Temari.
Przez chwilę nie wiedziała, co ma na to odpowiedzieć. Od dawna ten temat nie istniał. Gaara odesłał ją do pracy w archiwum i czekał aż ulegnie presji. Zaczęła myśleć, że zostawi ją w spokoju jeśli spełni swoje zadania i nie będzie rzucać się w oczy.
Czy to nie o to mu chodziło? Żeby zeszła mu z pola widzenia?
- Dziękuję, zostanę przy moich obecnych obowiązkach – powiedziała.
Zmierzył ją spojrzeniem, które większość ludzi uznałaby za przerażające.
- To nie jest propozycja, to polecenie - podkreślił.
Ale ona nie pozwoli się zastraszyć. Zastosował wobec niej gorsze sposoby, jak degradacja i udowodnienie, że do niczego się nie nadaje – właściwie, to był klasyczny mobbing – i ona nie uległa jego naciskom. I teraz też tak nie będzie. Jeśli chce się jej pozbyć, musi ją wyrzucić zamiast zmuszać, żeby sama zrezygnowała.
Właściwie, teraz już była pewna, że tylko o to mu chodzi. Dlaczego nie zagrać w otwarte karty.
- Lordzie Kazekage – powiedziała, starając się, żeby te słowa zabrzmiały jadowicie. Nie chciała ujawniać rozgoryczenia. - Przysługuje ci prawo zwalniania pracowników. Dlaczego nie zrobisz tego od razu zamiast udowadniać mi niekompetencję?
Patrzył na nią jakby nie rozumiał, o co chodzi.
- Jestem kompetentna, mam kwalifikacje do zadań, nad którymi zawsze pracowałam – powiedziała, nagle czując większą pewność siebie. - Dotąd robiłam to, co do mnie należało i wywiązywałam się z tego zadowalająco. Teraz nagle jestem gorsza, moje kwalifikacje spadły, bo się z tobą przespałam?
Tego ostatniego nie było w planach. Nie powinna była do tego wracać. Dlaczego nigdy nie potrafi ugryźć się w język?
Ale raz wypowiedzianych słów nie można cofnąć.
- Nie uwiodłam cię, do niczego nie zmusiłam, więc nie zachowuj się, jakby to była wyłącznie moja wina. Zmuszenie mnie do rezygnacji niczego nie zmieni.
Gaara nie zwrócił uwagi na jej ostatnie słowa.
- To poza tematem obecnej rozmowy. Wezwałem cię służbowo.
Sunami zerknęła na wiszący za biurkiem zegar. Były dwie minuty po siedemnastej.
- To wielka szkoda, bo jestem po godzinach pracy. Jeśli się nie mylę, ty także. Wezwij mnie jutro.
Odwróciła się do drzwi zamierzając wyjść, ale Gaara stanął na jej drodze.
Cholera, ledwie zauważyła jak się przemieszcza. Jest bardzo szybki, szczególnie jak na kogoś, kto nie wykorzystuje na co dzień taijutsu.
- Sądzisz, że ktoś, kto zechce cię zaatakować, zapyta o twoje godziny pracy?
Naprawdę jest bezczelny. Naruszył jej przestrzeń osobistą podchodząc tak blisko i śmie do niej przemawiać tym chłodnym, nie znoszącym sprzeciwu tonem. Jej nerwy były napięte do granic i miała ochotę krzyczeć ze złości. Wymusić na nim, żeby zostawił ją w spokoju.
Przecież nie może wpadać w histerię.
- Dlaczego mnie dręczysz? - zapytała, zdając sobie sprawę, że nie potrafi opanować drżenia głosu. - Wyślij mnie... gdziekolwiek. Nawet na diabelską pustynię albo do jakiejś zapyziałej wiochy, żebym pilnowała przed złodziejami pól ryżowych. - Poczuła, że do oczu napływają jej łzy upokorzenia. - Proszę.
Rozgniewała go tym. Nie widziała tego w wyrazie jego twarzy, ale widocznie miał kłopot z takim idealnym panowaniem nad emocjami jak zwykle.
- Dostaniesz misję poza wioską, ale dopiero wtedy, gdy opanujesz niezbędne techniki. Nie pozwolę ci się stąd ruszyć dopóki nie nauczysz się bronić.
Sunami żachnęła się. Co on chciał jej udowodnić, że jest jakąś żałosną karykaturą kunoichi?
- Potrafię się bronić. Dotąd świetnie sobie radziłam.
Przez jego twarz przebiegł cień. Gdy się odezwał, mówił znacznie łagodniejszym tonem, nietypowym dla niego.
- Miałaś dużo szczęścia. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile razy mogłaś zginąć. Jesteś łatwym celem.
Sunami potrząsnęła głową. Zaniżał jej umiejętności, powinien to wiedzieć. Nie była jakąś pierwszą lepszą amatorką.
Była przekonana, że większośc kunoichi z wioski nie poradziłaby sobie z bandą uzbrojonych najemników. Nie była najgorsza, co on wciąż próbował jej wmówić.
- Jestem wystarczająco dobrze wyszkolona.
Gaara złapał ją za nadgarstek lewej ręki i uniósł ją wyżej. Przed oczami miała nacięcia na przedramieniu. Nie musiał jej tego uświadamiać, wiedziała przecież o zranieniach na własnej skórze. One znikną.
Miała jednak wrażenie, że ciepło, które czuła w miejscu, w którym jej dotknął, nie zniknie nigdy. To uczucie rozchodziło się po całym ciele. Mimo wszystko tym razem nie wyszarpnęła ręki z jego uścisku.
- Nie jesteś nietykalna – powiedział ściszonym głosem.
Mimo bezsilności, którą czuła pod wpływem kontaktu, spojrzała mu wyzywająco w oczy.
- Nikt nie jest. Żaden trening nie wyeliminuje ryzyka. - Głos jej się załamał, ale nie dbała o to. - Taka jest nasza rola, walczyć i ginąć, takie jest przeznaczenie, ja...
Nie pozwolił jej dokończyć. Wciąż trzymając ją jedną ręką za nadgarstek, drugą dłonią zasłonił jej usta.
- Nie możesz umrzeć. Jesteś mi potrzebna.
Wpatrywała się w jego twarz, oszołomiona. Przez chwilę zapomniała o oddychaniu.
Gaara wodził opuszkami palców po jej wargach badając ich fakturę. Nie spuszczał z niej wzroku, a jego spojrzenie było tak intensywne jakby mogło przeszyć ją na wskroś. Wpatrywała się w jego oczy, niezdolna do wykonania żadnego ruchu. Nie wiedziała nawet, co chciałaby zrobić. W jej głowie powstała myśl, że powinna uciekać – cofnąć się, odwrócić, znaleźć się jak najdalej od niego. Jednak dominująca część jej umysłu chciała zostać. Pragnęła zostać i przekonać się, co się stanie, niezależnie od tego, że potem mogłaby tego żałować.
Wpatrywali się w siebie przez kilkadziesiąt znaczących sekund. I nagle on zerwał kontakt, cofnął ręce. Poczuła nagły chłód w miejscach, gdzie wcześniej czuła jego dotyk.
- Powinnaś wyjść – powiedział, wracając do zwykłego służbowego tonu.
Poczuła się jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Nie była w stanie nic powiedzieć, więc odwróciła się do drzwi i chwyciła za klamkę. Korytarz był pusty, wyszła na zewnątrz, ale nie zamknęła za sobą drzwi. Zamiast tego odwróciła się i wróciła do gabinetu.
Gaara stał już przy biurku, patrzył na rozłożoną na blacie mapę. Widocznie dla niego powrót do obowiązków nie stanowił żadnego problemu.
Odwrócił się i spojrzał na nią ze zdziwieniem, gdy zatrzasnęła drzwi.
- Nie – powiedziała.
- Nie?
- Nie. Tak nie będziemy się bawić.

***

Podziemne bunkry nie budziły zdziwienia. W Sunagakure od dawna panowało przekonanie, że terroryści właśnie pod ziemią mają swoje siedziby. Tajemnicą było jedynie, w jaki sposób aż tak dobrze je ukrywają. Dla Hiro to nadal była niewyjaśniona kwestia.
Nie zdziwiło go podziemne laboratorium. Ale pływające w słojach ludzkie tkanki go zszokowały. Przywodziły na myśl legendarnego świrusa, Orochimaru.
- Przesadziłeś. I to bardzo – ocenił.
- Ja tego nie zacząłem. Jedynie ulepszyłem to, nad czym już pracowali – odpowiedział Kenzo swobodnie.
Był autentycznie dumny mogąc mu zaprezentować to pomieszczenie, które traktował jak własne królestwo.
Był także dumny z wykonanej pracy, chociaż złamał postanowienia konwencji praw człowieka, respektowanej przez wszystkie wioski. Wydawał się przeknany, że ujdzie mu to płazem.
I ujdzie. Jeśli samowolne działanie zostanie mu wybaczone, kontrowersyjność postępowania według zasady "cel uświęca środki" także zostanie pominięta. Ale tylko gdy udowodni swoją przydatność dla wioski.
- Dokonałem odkryć, które dadzą nam przewagę nawet nad Konohą z ich ostatnim jinchuuriki – oznajmił Kenzo.
Z perspektywy Hiro, w tym momencie brzmiał trochę jak szaleniec.
- Naprawdę uważasz, że władze wioski zapomną w jaki sposób dotarłeś do tej wiedzy?
- Rozpoznałem zagrożenie i je zniwelowałem. Pomyśl, co by było, gdybym nie wniknął w to środowisko. Badania, które przeprowadziłem, to dodatkowa korzyść. I mocna karta przetargowa.
To prawda. Chociaż przeniknięcie w szeregi wroga, żeby dotrzeć do prowadzonych badań i je sabotować to jedno, a rozwijanie nielegalnych eksperymentów to zupełnie co innego.
Hiro wiedział, że takie działania przyniosą korzyść wiosce. Że wiedza to broń nie do przecenienia, nawet jeśli nie od razu można ją wykorzystać. Wiedział też, że Kenzo działał zgodnie z zasadami, którym wspólnie od zawsze hołdowali – służyć wiosce i budować jej potęgę. A jednak czuł odrazę do stosowanych przez przyjaciela metod. Nawet przyszło mu do głowy, że Kenzo zwariował.
- Stary. Zabijałeś cywilów. - Takie zachowanie było sprzeczne z zasadami, jakie wpajano im od młodości.
Kenzo popatrzył na niego jakby usłyszał coś absurdalnego.
- Dwa odebrane życia nie mają znaczenia w obliczu takich korzyści. Ponadto doskonale wiesz, że Azurowie nie są nieszkodliwi. Tyle tylko, że nikt przede mną nie dostrzegł, jak mogą być użyteczni. Mają takie zdolności manipulacji czakrą, o których my możemy co najwyżej marzyć. Będą przydatnymi narzędziami.
- Mówisz o niewinnych ludziach – powiedział Hiro z naciskiem.
Z trudem mógł uwierzyć, że rozmawia z kumplem z dzieciństwa. A jednak... Podskórnie czuł, że to ten sam człowiek. On się tak radykalnie nie zmienił, to okoliczności uległy zmianie.
Kenzo popatrzył na niego z potępieniem. Jakby powiedział coś niewłaściwego.
- Ci niewinni ludzie nie mają skrupułów przed porzucaniem dzieci na pewną śmierć na pustyni – zauważył.
Hiro pomyślał, że dopiero teraz wszystko jest jasne. Kenzo nie mógł przewidzieć, jak daleko zabrnie w tych badaniach. Nie mógł od początku zakładać, że pozna sposób na stworzenie potężnej armii i przysłuży się wiosce. Jedynym, co przyświecało mu na początku, było poznanie możliwości i ograniczeń rdzennych mieszkańców pustyni.
- Stary, ty chyba postradałeś rozum. Ryzykujesz głową dla kobiety. - Nie, żeby go to jakoś specjalnie dziwiło. Słabość Shihary na punkcie Sunami zawsze wykraczała poza jakiekolwiek zdroworozsądkowe granice. I nieraz wplątał się przez to w kłopoty.
- Tak było tylko na początku. Teraz wszyscy na tym skorzystamy.

***************************************************************
Sunagakure, około cztery lata wcześniej

Hiro przybiegł na pole treningowe wezwany przez Shiharę. Był zaintrygowany. Po porwaniu Kazekage wyznaczono im rolę pilnowania porządku wewnątrz wioski. Kenzo powinien wywiązywać się z obowiązków.
Zamiast tego siedział na głazie i próbował uspokoić Sunami.
Hiro od zawsze uważał tę dziewczynę za świruskę. Zwykle była uosobieniem łagodności i wygłaszała buddyjskie mądrości o nie wyrządzaniu innym krzywdy. Jednak zdarzało się, że bez powodu wpadała w złość, gdy była otoczona negatywnymi emocjami.
Zwykle rozpierała ją energia. Teraz sprawiała wrażenie otępiałej. Siedziała zwinięta w kłębek i mocno zaciskała powieki.
Hiro nie zdziwiłby się, gdyby jej nadwrażliwość pewnego dnia poskutkowała załamaniem nerwowym. Może podcięłaby sobie żyły, co rozwiązałoby większość jego problemów. Kenzo skończyłby z obsesją na punkcie wyszkolenia dziewczyny na pełnowartościową kunoichi. Słabo mu to dotąd wychodziło, bo ta mała nie miała zadatków na wojownika. Właściwie, była straszliwym beztalenciem.
Spojrzał na nią z niechęcią.
- Co jej jest? - zapytał.
Kenzo nie odpowiedział na jego pytanie.
- Zwołaj chłopaków. Weźcie tylko podręczną broń, musimy działać szybko.
Hiro nie musiał pytać o jego zamiary. Temat wyruszenia w drogę celem odbicia Kazekage pojawił się już wcześniej, jak tylko wróg dokonał odwrotu. Ale to były mrzonki. Nie było szans, by dali radę komuś, kto pokonał jinchuuriki.
Rozkazy były jednoznaczne. Nie opuszczać wioski. Jeśli się wyłamią i jakimś cudem przeżyją, po powrocie ojciec Shihary zrobi z nich mielonkę.
- Stary, mamy stan najwyższego zagrożenia – powiedział niecierpliwie. - Nie możemy odwalać samowolki. Nie jesteś dowódcą oddziału.
Kenzo popatrzył na niego lekceważąco.
- Nie ma przymusu. Jeśli wymiękasz, zostań, ale nam nie przeszkadzaj.
Hiro powstrzymał przekleństwo, które cisnęło mu się na usta.
Świetnie. Kenzo jak zwykle zgrywa ważniaka, żeby popisać się przed laską. Może on coś z tego będzie miał, ale chłopaki w najlepszym wypadku zarobią kilka złamań.
Jednak oni pójdą za Shiharą nawet w ogień. Hiro uważał, że ma najwięcej rozumu w tej ekipie, mimo to nie widział innego wyjścia niż zaryzykować.
Zostać? Nie ma takiej opcji. Jeśli ta straceńcza misja się uda, nie pozwoli Kenzo zgarnąć całej chwały. Jeśli czeka ich zwycięstwo, wezmą je na siebie solidarnie. Tak samo, jeśli spotka ich śmierć.


 ####
 4350 słów. Może dodacie chociaż dwa od siebie?
Podzielcie się wrażeniami.
####

8 komentarzy:

  1. Cudny rozdział :D Uwielbiam fragmenty Gaara&Sunami, więc nie moge sie doczekać dalszego ciągu :D

    Mam nadzieje, że w następnym rozdziale będzie ShikaTema, bo ich wielbie jeszcze bardziej :D No i Kanki. Kanki musi być *.*

    Powodzenia i weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ShikaTema... Nie wiem, czy w następnym się zmieszczą, ale i tak będą wkrótce. Generalnie zbliżam się do końca (pierwszej serii), więc wszystkie trzy wątki miłosne muszą zostać w jakimś sensie zakończone. Czy będzie trzy razy happy end? Nie gwarantuję :P
      Im więcej pisze o Kankuro tym bardziej go lubię ;]

      Usuń
  2. No to się kobietom dostało za chodzenie do baru :P Z gruntu rzeczy działały w samoobronie, więc Gaara powinien to wziąć pod uwagę :D
    Fragment Gaara + Sunami *.* Więcej, więcej :D
    Ciekawi mnie też sprawa z Kenzo... co on knuje hmm?
    Mega szybko mi się to przeczytało, ale również bardzo przyjemnie :)

    Czekam z niecierpliwością na więcej i życzę weny ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarze wysyłają mi ładunek weny :P Wierz mi, Gaara wziął pod uwagę samoobronę, w końcu nie zdegradował Temci ani nie kazał jej uczyć dzieciarni w szkole... Gdyby to zrobił chyba zamknęłaby się w sobie :P Albo wzięłaby Shikamaru za fraki i wyemigrowała z nim do Konohy :D
      Scena GaaSu miała się skończyć inaczej, ale i tak mi wyszedł długi rozdział, więc ją ucięłam.
      I Kenzo, co knuje... To się szybko wyjaśni, bo chłopak wraca do gry (albo inaczej: do piaskownicy :P)

      Usuń
    2. Nie no oczywiście rozdział był długi i na długość nie narzekam :D Tylko tak się przyjemnie czytało, że aż nie zauważyłam, że na końcówce jestem :D
      Nie wiem jak inaczej miała skończyć się scena GaaSu, ale to zakończenie zdecydowanie należy do tych najlepszych ^^ Tajemnicze i pobudzające wyobraźnie "co będzie potem?" ^^
      Aaa no i nie wspomniałam, że czekam również aż pojawi się Kankuro :D

      Usuń
    3. Widzę, że aby zadowolić apetyty powinnam co rozdział dawać sceny z każdym z rodzeństwa. Chyba nie starczyłoby mi na nie pomysłów :D Też lubię tutaj Kankuro, w zasadzie im więcej o nim pisze tym bardziej lubię tę postać ;]

      Usuń
  3. No i bosko. W końcu jakaś scena z Sunami i Gaarą za która cie po prostu kocham. Jest jeszcze lepsza niż poprzednie sceny z tymi osobami. Licze ze kolejnu rozdzial pojawi sie szybciej i że bedzie z nimi wiecrj ciekawych scen. Pozdrawiam i weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scen z Gaarą i Sunami na pewno będzie dużo, bo to w moim zamyśle wiodący paring. Nawet jeśli nie było tego widać do tej pory, odtąd sprawy się rozjaśnią. Dziękuję za komentarz :)

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)