sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 3.



Dorwała Sunami na rynku i chociaż dziewczyna próbowała się wymówić brakiem czasu, wciągnęła ją do najbliższej kawiarni.
Przyjaciółka unikała jej przez pół dnia, i to z pewnością nie dlatego, że nie chce rozmawiać o swoim byłym. Temari podejrzewała, że chodzi o coś znacznie poważniejszego i wprost zapytała dziewczynę, czym ma się teraz zajmować oprócz ochrony podróżujących przez pustynię. Szybko zorientowała się, że nic z niej nie wydusi.
- Temari. Mało masz ludzi w oddziale? – zapytała Sunami patrząc na nią oskarżycielsko. – Władza nie smakuje tak dobrze, jeśli nie możesz wydawać rozkazów każdemu, kogo spotkasz?

    Próbowała ją pokonać sarkazmem.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne – odpowiedziała Temari. Owszem, była zła, ale postanowiła to ukryć.
Sunami gotowa naprawdę pomyśleć, że chciała ją mieć w swojej jednostce z czystej złośliwości. I że teraz się piekli, bo nie może nią dowodzić. Jednak to nie była prawda.
Temari była pewna, że Gaara znajdzie dla Sunami jakieś zajęcie w ANBU, i wolałaby mieć na to wpływ. Nie zostawiałby jej w wiosce tylko po to, by wsparła drużyny ochraniające podróżników. Z jakiegoś powodu nie chciał zdradzić, do czego mu jest potrzebna telepatka, a Temari to strasznie denerwowało. Przecież to ona była autorką pomysłu, żeby wprowadzić Sunami do ANBU, i bynajmniej nie wymyśliła tego, żeby sprawić koleżance przyjemność.
Już jakiś czas temu stało się jasne, że Piraci Pustyni nie są grupą zbuntowanych shinobi od czasu do czasu napadających na konwoje, lecz zorganizowaną grupą przestępczą o nieznanej liczbie członków i mglistych celach. Wiadomo było, że ich wysłannicy pojawiają się w różnych krajach, a ostatnio próbowali dogadać się z technikami z wioski Śniegu.
Przygotowywali coś dużego i gromadzili środki finansowe na realizację. Mimo wielu działań w kierunku ich wytropienia, bojówki działające na pustyni  wciąż pozostawały nieuchwytne. Nikogo nie udało się złapać żywcem. Dobrze znali teren. Musieli też mieć sposoby, by zmylić drużyny shinobich z Suny.
Istniało podejrzenie, że terroryści dogadali się z tymi, którzy pustynię zamieszkują od wieków i znakomicie potrafią ukryć swoją obecność – Azurami. Nawet jeśli nie z całą grupą etniczną, to może z którymś klanem. Jeśli ta teoria się sprawdzi trzeba będzie odnaleźć obozowiska Azurów, żeby wytropić i wyeliminować Piratów.
Temari była przekonana, że Sunami mogłaby znaleźć Azurów na pustyni. Prędzej lub później na nich trafi, więc powinna współpracować z antyterrorystami. Skoro to ona, Temari, została dowódcą jednostki, powinna decydować, do kogo ją przydzielić. Lecz z jakiegoś powodu, Gaara działa na własną rękę.
- Jak ci się podoba twoje zadanie? – zapytała koleżankę.
To nie była z jej strony żadna prowokacja – wiedziała, że Sunami i tak nie da się podejść. Ale była ciekawa, co przyjaciółka myśli o składzie pierwszej drużyny, z którą będzie pracować po powrocie do wioski.
Sunami wzruszyła ramionami.
- Wiesz, że to nic takiego – odpowiedziała. – Mamy jedynie zrobić zwiad w okolicy. Moim zdaniem, nawet jeśli terroryści tam byli, już dawno ich nie ma. Poprzednia grupa by na coś wpadła.
Oczywiście, Temari o tym wiedziała. Gaara również nie mógł oczekiwać cudów. W miejsca, w których doszło do starć, nie wysyłano zwykle ANBU, tylko analityków i zwykłą drużynę.
Tym razem na zwiad mieli wyruszyć Amaya Sato, Hiro Azawa, Ichida Tennou i Sunami – jako nowy tropiciel.  Nie było w tym nic podejrzanego, chyba że znało się ich działalność od podszewki. Azawa i Tennou od dawna służyli w ANBU, bywali wybierani do najbardziej niebezpiecznych misji. Teraz byli w jednostce antyterrorystycznej. To Temari jest ich przełożoną i powinna wiedzieć, co się szykuje.
Jednak Gaara twierdził, że wysyła ich do standardowej pracy zwiadowczej tylko dlatego, że muszą czasem zajmować się czymś „oficjalnie”. Uwierzyłaby mu, gdyby nie to, że przydzielił Suni do tej drużyny. Dla niej wyglądało to tak, jakby przygotowywał pole pod przyszłe misje. Chce znaleźć dla Sunami współpracowników, więc sprawdza, jak się z nimi dogada.
Tylko, że to jej podlegają ludzie z oddziału do walki z terrorem, i powinien się z nią skonsultować. Od razu powiedziałaby mu, żeby znalazł jakiś inny zespół.
- Wiesz, że nie o to pytam – odparła. – Zamówię kawę. Chcesz?
Sunami potrząsnęła głową.
- Za kilka godzin ruszam na zwiad, więc naprawdę cię przepraszam, ale pogadamy kiedyś indziej  - odpowiedziała brunetka.
Temari złapała ją za rękę, nie pozwalając wstać od stolika.
- Masz jeszcze mnóstwo czasu, i żadnych pilnych rzeczy do zrobienia – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Nie wywiniesz się.
Sunami nic nie odpowiedziała. Nie miała żadnych argumentów.
Siedziała przy stoliku ze smętną miną. Słusznie podejrzewała, że skoro ma jej nie być w wiosce przez kilka dni, Temari dzisiaj skorzysta z okazji, żeby dokończyć ostatnią rozmowę.
Jouninka przyniosła dwie kawy i usiadła naprzeciwko.
- Na początek powiem ci, że gdybym ja tobą dowodziła, nigdy nie przydzieliłabym cię do z grupy z Tennou i Azawą – oświadczyła Temari. Chciała zaprezentować się jako wspaniałomyślna liderka, żeby Sunami nie myślała, że dręczy podwładnych. – I w tym aspekcie bycie w mojej grupie by ci się opłaciło. Wiesz, że oni gardzą każdym, kto nie pochodzi z wybitnego klanu.
Sunami nie przywiązywała do jej słów żadnej wagi. Niedbale zamieszała łyżeczką w filiżance z kawą.
- Czyli tego „każdego” traktują mniej więcej tak, jak ty ludzi z rangą poniżej jounina – skomentowała.
Temari przymrużyła oczy ze złości. Też znalazła sobie powód do żartów, boki zrywać.
- Suni, mówię całkowicie poważnie. Mogą zatruć ci życie, więc niepotrzebnie im się nie narażaj – poradziła. – Sytuacja się zmieniła, chyba nie muszę ci o tym przypominać. Kenzou opuścił wioskę, już ciebie nie ochroni. A ty masz niewyparzony język.
- Okej, rozumiem. Mam nie wdawać się z nimi w dyskusję, a jeśli będą mnie zaczepiać, układnie milczeć. Da się zrobić – odpowiedziała Sunami. – Nie powinnaś się tak stresować. Skoro teraz mam pracować w wiosce, nie zamierzam zaraz na wstępie zyskiwać wrogów.
- Super – odpowiedziała Temari. – Nie mów nic, co może zabrzmieć wywrotowo, wtedy ludzie nie będą się ciebie czepiać.
Miała nadzieję, że to wystarczy.
- Co masz na myśli? – zapytała Sunami.
Temari pochyliła się do niej nad stolikiem.
- Mam na myśli uwagi w rodzaju: „ludzie nie są własnością wioski” albo „na jego miejscu poszukałabym sobie innego pracodawcy” – odparła. – Dobrze wiesz, jak jesteś postrzegana. Nie pogarszaj sytuacji głupimi słowami. Azawa jest na takie rzeczy wyczulony, a ciebie będzie obserwował, zwłaszcza po tym, jak twój chłopak wbił mu nóż w plecy.
- Takie metafory mogłabyś sobie darować – odpowiedziała Sunami z niechęcią.
Temari przygryzła wargi. Nie będzie z nią przecież dyskutować o niuansach językowych, chociaż to porównanie uważała za trafne.
Hiro Azawę od zawsze uważała za wrednego frajera, ale jedno mu trzeba przyznać – lojalność wobec wioski ceni ponad wszystko. Przyjaźnił się z Kenzou, który pozornie wyznawał te same wartości. Z pewnością poczuł się zdradzony. Temari nie zdziwiłaby się, gdyby myślał o prywatnej zemście. Gdyby chciał jakoś dotrzeć do dawnego kumpla, mógłby posłużyć się Sunami.
- Mniejsza z tym – skwitowała Temari, uznając, że nie ma sensu wdawać się w dyskusję. – Pamiętaj, że kumple twojego eks to frajerzy.
- Czym zasłużyli sobie u ciebie na taką opinię? – zapytała jouninka z ciekawością.
Temari popatrzyła na nią z dezaprobatą.
- A ciebie to dziwi, że elitarne klany naszej wioski wydają na świat same aroganckie gnidy? – odpowiedziała pytaniem. – Wolę już pracować z geninami niż co poniektórymi potomkami potężnych rodów. Twój Kenzou wcale nie był lepszy. Nienawidziłam wypełniać z nim misji. Zresztą, widać gdzie doprowadziło go zadzieranie nosa.
Sunami nic nie odpowiedziała.
Temari uważała, że jej zachowanie jest nienaturalne. Dupek nie tylko zdradził wioskę, ale również ją zostawił, więc dlaczego milczała, gdy wspominano o nim w rozmowie? Byłoby normalne, gdyby wylała z siebie żal i frustrację.
- Chyba już o nim nie myślisz? – zapytała.
Brunetka wydawała się zaskoczona tym pytaniem.
- W jakim sensie?
Temari popatrzyła na nią wymownie.
- W takim, że do ciebie wróci – sprecyzowała.
Sunami potrząsnęła głową.
- Nie liczę na to - powiedziała. – Postawiłam na nim krzyżyk. Wybrał inne życie, ze mną to nie ma nic wspólnego.
Temari przyjęła tę odpowiedź z zadowoleniem. Kenzou okazał się podłym zdrajcą, więc nie ma mowy, żeby Suni mogła jeszcze coś do niego czuć.
Minęły dwa lata odkąd zdradził wioskę. Po wojnie uznał, że ma inne priorytety niż jego zasłużeni przodkowie.
- Więc wróćmy do tematu, który ostatnio nam przerwano- podjęła swobodnie. – Faceci. Z wioski Śniegu. Podobno działają rozgrzewająco w mroźne noce – popatrzyła na Sunami wyczekująco.
Dziewczyna nie okazała oczekiwanego entuzjazmu.
- Nie chcę cię rozczarować, ale są jak wszyscy inni. Może bardziej małomówni , w większości ponurzy. Owszem, przystojni – poprawnie odczytała pytające spojrzenie koleżanki. – Jest „coś” w tym północnym typie urody, ale to tak samo dotyczy kobiet.
Temari potrząsnęła energicznie głową.
- Dzięki, kobiety mnie nie interesują. Tylko mężczyźni. Poznałaś jakiegoś bliżej?
Sunami uśmiechnęła się kpiąco.
- Wiesz, właściwie wykonywałam misję, a nie polowałam na facetów – odparła. Temari wbiła w nią świdrujące spojrzenie. – W jeden wieczór raczej nikogo tam nie poderwiesz, są dokładnie tak nietowarzyscy jak się o nich mówi. Trudno kogoś wciągnąć w rozmowę.
Temari pokręciła z politowaniem głową.
- Jesteś beznadziejna. Nie wiesz, o co pytam, czy tylko udajesz? Rozmawianie jest absolutnie zbędne.
Sunami popatrzyła na nią wymownie.
- Nie słyszałam, żebyś wygłaszała takie rzeczy, odkąd jesteś w związku – zauważyła.
Temari nachmurzyła się. Teraz to Sunami próbuje ją podejść, nie pierwszy raz od powrotu z misji.
- Nie jestem w związku – poinformowała.
- Nieważne, jak to nazwiesz…
- Nie jestem, nie byłam, nie będę. Skończyłam z Narą – oświadczyła. Najlepiej wyjaśnić tę kwestię od razu.
Sunami przypatrywała jej się przez chwilę, wyraźnie zszokowana.
- Jak to? – zapytała.
Temari rozzłościła się.
- Tak to. Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy. Szczególnie to, że mamy do siebie nie po drodze. I nie bądź taka rozczarowana. Nic nas nie łączyło z wyjątkiem okazjonalnego seksu.
- Nie powiedziałabym – odparowała Sunami.
Temari przygryzła wargi. Nie musi jej niczego udowadniać.
Sunami sprawiała wrażenie, jakby sądziła, że oni mają razem jakąś przyszłość… Co od początku było mrzonką. Odległość między nimi jest zbyt duża, zaczynając od tej geograficznej, na światopoglądowej kończąc.
- Proponuję, żebyś się tak nie interesowała moim życiem, a zamiast tego zajęła własnym – oznajmiła. – Ja wiem czego potrzebujesz, żeby się odstresować i wrócić na właściwe tory. Niezobowiązującego romansu – nie pozwoliła sobie przerwać, chociaż Sunami już otworzyła usta, żeby zaprotestować. – Na szczęście do tego nasi faceci się nadają, więc ja też nie pogardzę. Jak już wrócisz z tego zwiadu, musimy pójść się zabawić. I nie rób takiej miny, bo to ty podsunęłaś mi ten pomysł.
- Ja? – zdziwiła się dziewczyna.
Temari skinęła głową. Co prawda musiała skłamać, ale przedstawienie sprawy z właściwej perspektywy powinno poskutkować.
- Tak, poprzednim razem. Mówiłaś, że twojej przyjaciółce należy poszerzyć horyzonty. Zabierzemy ją ze sobą.
Sunami popatrzyła na nią podejrzliwie.
- Chcesz wybrać się do dzielnicy rozrywki, i zabrać Matsuri? Myślałam, że działa ci na nerwy.
- Trochę tak, ale chodzi o wyższe dobro – odpowiedziała Temari. Miała nadzieję, że brzmi wiarygodnie. Zapraszając Mats, miała zupełnie inne intencje. To, co powiedziała ostatnio Sunami na jej temat, dawało do myślenia. I było wypowiedziane w dobrą godzinę. Temari nie miała jeszcze żadnego planu, ale pewien pomysł zaczynał kiełkować w jej głowie. – Upewnij się tylko, że nie przyjdzie z nią Sari, bo obie naraz są nie do wytrzymania. Wystarczy, że muszę się użerać z Gaarą w pracy. Nie potrzebuję w wolne wieczory wysłuchiwać peanów na jego cześć.

***
Temari wodziła palcami po nagim torsie mężczyzny, kreśląc fantazyjne linie. Nie wynikało to z nagłej wizji artystycznej. Lubiła dotykać jego skóry, wciąż rozpalonej po miłosnym akcie.
Siedziała mu na kolanach. Na ramiona narzuciła cienki szlafroczek, ale pod nim była naga. Shikamaru miał na sobie szare spodnie. Opierał głowę o oparcie fotela. Gdy pocałowała go w czoło, otworzył oczy.
- Co tam kreślisz? – zapytał.
- Podpisuję cię – oświadczyła. – Na wypadek, gdybyś zapomniał do kogo należysz, gdy mnie tu nie będzie.
Shikamaru uśmiechnął się lekko.
- Zostań jeszcze kilka dni. Nie możesz wymyślić jakiegoś pretekstu?
Potrząsnęła lekko głową.
- To nie takie proste – powiedziała.
Oczywiście, nie musiałaby się wysilać. Gaara dałby jej kilka dni wolnego po skończonej misji, zanim wróci i obejmie nowe obowiązki. Trochę ją kusiło takie rozwiązanie.
Jednak nie lubiła przebywać z dala od Sunagakure. Zawsze jej się wydawało, że jeśli będzie zwlekać z powrotem, pod jej nieobecność wydarzy się coś ważnego.
- Tobie się moja wioska nie podoba, co? – zapytała mimochodem.
I tak znała odpowiedź. Za gorąco, za wysokie słońce, z trudem można znaleźć skrawek cienia. Shikamaru nawet nie musiał jej tego tłumaczyć, bo takie było zdanie większości przyjezdnych.
- Do czego zmierzasz?
Kluczenie wokół tematu byłoby bez sensu.
- Za jakiś czas mógłbyś wziąć urlop i dla odmiany odwiedzić mnie – rzekła.
Powinno to zabrzmieć jak zwyczajna propozycja. Ostatecznie, nie wymagała od niego, żeby podjął się wyprawy na księżyc.
- Za jakiś czas – potwierdził Shikamaru, tonem, którym równie dobrze mógłby powiedzieć „nigdy”. – Sama wiesz, że na moim stanowisku urlop jest trudno osiągalny.
Zwykłe wymówki. Myślałby kto, że doradca Hokage jest potrzebny wiosce Liścia bardziej niż sam przywódca.
W ciągu ostatniego roku, czyli od czasu, gdy zaczęli się spotykać, Shikamaru był w wiosce Piasku tylko raz. Przy okazji misji. Ona odwiedzała go tak często, jak pozwalałby jej obowiązki. Wiedziała, że Nara wzbrania się przed podróżami do Suny nie z wygody, tylko z powodu swoich oczekiwań. Spodziewał się, że powinna przyjechać do Konohy na stałe. Zupełnie lekceważąc to, że ona też ma obowiązki względem swojej ojczyzny i rodziny.
Wszystko wydawało mu się proste, bo uważał, że Gaara weźmie pod uwagę każdą jej prośbę. Rzeczywiście, dawał jej sporą swobodę. Ale teraz to się skończy, bo mają naprawdę poważny problem, a ona zdecydowała, że chce mieć wkład w jego rozwiązanie i przyjęła przywództwo oddziału antyterrorystycznego ANBU.
- Dostałam awans – powiedziała. – Teraz już nie mogę pod byle pretekstem wyjeżdżać z wioski.
Shikamaru zmarszczył brwi. Nie okazał złości, ale i tak wiedziała, że jest niezadowolony.
- Powinienem ci pogratulować – ocenił. – Przemyślałaś to?
- To bardzo ważny krok dla mojej kariery – oświadczyła pełnym przekonania głosem. Włożyła wiele wysiłku w to, by zabrzmieć jak osoba, która nie ma wątpliwości.
Shikamaru wstał, zrzucając ją z kolan. Sięgnął po paczkę papierosów, która leżała na szafce pod oknem. Temari oparła się plecami o przeciwległą ścianę.
- Skoro kariera jest dla ciebie tak ważna – powiedział Shikamaru z przekąsem. - Gratuluję.
Temari przygryzła wargi. Nie zamierzała mu się z niczego tłumaczyć.
Trudno byłoby oczekiwać, że zrozumie ją ktoś, kto wszystko osiągnął jakby przy okazji. Shikamaru nie miał wysokich ambicji, a i tak był skazany na sukces dzięki ponadprzeciętnej inteligencji. Nie musiał się specjalnie starać, żeby udowodnić swoją wartość.
Ona musiała ostro walczyć, żeby zdobyć sobie szacunek w świecie zdominowanym przez mężczyzn. W pewnym sensie, uważała się za ambasadorkę równouprawnienia kobiet. Robiła wszystko, żeby udowodnić, że kunoichi nie są gorsze. Nie może teraz tego zaprzepaścić dla mężczyzny. Nie może – jak Shikamaru jej wielokrotnie sugerował – wziąć sobie dłuższego urlopu lub poselstwa do Konohy.
Jej miejsce jest w Sunagakure.

4 komentarze:

  1. Nareszcie jest rozdział :) Fajnie że była ShikaTema bo to jedna z moich ulubonych par.Prosze daj więcej Gaary :) a do tego możesz jeszcze Matsuro dożucić xDD Ty wiesz jak ja go kocham.Ok nie przrdłżajac fajnie wyszedł ci ten rozdział i czekam na kolejny oraz weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym mogła pisałabym chyba wyłącznie o Gaarze, ale wtedy szybko zabrakłoby mi materiału na rozdziały :D Trudno mi sie pisze rozdziały z jego perspektywy, zarówno w tym jak i innych fickach (no dobra, trochę wróże z fusów, bo w tym jeszcze nie napisałam takiego rozdziału, ale już nad nim pracuję). Będzie Gaara, Matsuri też wkrótce, obiecuję.

      Usuń
  2. Shikamaru pls, nie bądź egoistycznym palantem. Chociaż, może bądź. Może dlatego tak Cię lubię.
    Rozdział całkiem fajny, zwłaszcza końcówka w której działo się trochę więcej. Mam nadzieję, że jeszcze się zdążą pogodzić i zejść.
    Co do Twojego komentarza- owszem, Gaara jest Kazekage, ale cały wątek jest jako takim fillerem, jeśli można to tak nazwać. Napisałam to poniekąd dla funu, nie będzie wpływał zbyt na fabułę (oprócz oczywiście Sakury, Saia i Ino, to było zamierzone. Reszta postaci dodatkowo). Więc mogłam trochę poszaleć :). I dziękuję za radę dotyczącą subskrypcji. Jestem jeszcze zielona jeśli chodzi o blogspot. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością nie utnę na tym ShikaTema, to dopiero początek ich historii, chociaż ten paring nie jest głównym wątkiem i nie będzie zajmować dużo miejsca w porównaniu z innymi.
      Rozumiem kwestię fillera, wiele osób pisze takie wstawki z fajnym efektem.Chciałam mieć od razu jasność jakie Gaara ma stanowisko, bo to bardzo ważne w przypadku tej postaci :)

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)