Dorwała Sunami na rynku i chociaż dziewczyna próbowała się
wymówić brakiem czasu, wciągnęła ją do najbliższej kawiarni.
Przyjaciółka unikała jej przez pół dnia, i to z pewnością
nie dlatego, że nie chce rozmawiać o swoim byłym. Temari podejrzewała, że
chodzi o coś znacznie poważniejszego i wprost zapytała dziewczynę, czym ma się
teraz zajmować oprócz ochrony podróżujących przez pustynię. Szybko zorientowała
się, że nic z niej nie wydusi.
- Temari. Mało masz ludzi w oddziale? – zapytała Sunami
patrząc na nią oskarżycielsko. – Władza nie smakuje tak dobrze, jeśli nie
możesz wydawać rozkazów każdemu, kogo spotkasz?
- Ha, ha. Bardzo śmieszne – odpowiedziała Temari. Owszem,
była zła, ale postanowiła to ukryć.
Sunami gotowa naprawdę pomyśleć, że chciała ją mieć w swojej
jednostce z czystej złośliwości. I że teraz się piekli, bo nie może nią
dowodzić. Jednak to nie była prawda.
Temari była pewna, że Gaara znajdzie dla Sunami jakieś
zajęcie w ANBU, i wolałaby mieć na to wpływ. Nie zostawiałby jej w wiosce tylko
po to, by wsparła drużyny ochraniające podróżników. Z jakiegoś powodu nie
chciał zdradzić, do czego mu jest potrzebna telepatka, a Temari to strasznie
denerwowało. Przecież to ona była autorką pomysłu, żeby wprowadzić Sunami do
ANBU, i bynajmniej nie wymyśliła tego, żeby sprawić koleżance przyjemność.
Już jakiś czas temu stało się jasne, że Piraci Pustyni nie
są grupą zbuntowanych shinobi od czasu do czasu napadających na konwoje, lecz
zorganizowaną grupą przestępczą o nieznanej liczbie członków i mglistych
celach. Wiadomo było, że ich wysłannicy pojawiają się w różnych krajach, a
ostatnio próbowali dogadać się z technikami z wioski Śniegu.
Przygotowywali coś dużego i gromadzili środki finansowe na
realizację. Mimo wielu działań w kierunku ich wytropienia, bojówki działające
na pustyni wciąż pozostawały
nieuchwytne. Nikogo nie udało się złapać żywcem. Dobrze znali teren. Musieli
też mieć sposoby, by zmylić drużyny shinobich z Suny.
Istniało podejrzenie, że terroryści dogadali się z tymi,
którzy pustynię zamieszkują od wieków i znakomicie potrafią ukryć swoją
obecność – Azurami. Nawet jeśli nie z całą grupą etniczną, to może z którymś
klanem. Jeśli ta teoria się sprawdzi trzeba będzie odnaleźć obozowiska Azurów,
żeby wytropić i wyeliminować Piratów.
Temari była przekonana, że Sunami mogłaby znaleźć Azurów na
pustyni. Prędzej lub później na nich trafi, więc powinna współpracować z
antyterrorystami. Skoro to ona, Temari, została dowódcą jednostki, powinna
decydować, do kogo ją przydzielić. Lecz z jakiegoś powodu, Gaara działa na
własną rękę.
- Jak ci się podoba twoje zadanie? – zapytała koleżankę.
To nie była z jej strony żadna prowokacja – wiedziała, że
Sunami i tak nie da się podejść. Ale była ciekawa, co przyjaciółka myśli o
składzie pierwszej drużyny, z którą będzie pracować po powrocie do wioski.
Sunami wzruszyła ramionami.
- Wiesz, że to nic takiego – odpowiedziała. – Mamy jedynie
zrobić zwiad w okolicy. Moim zdaniem, nawet jeśli terroryści tam byli, już
dawno ich nie ma. Poprzednia grupa by na coś wpadła.
Oczywiście, Temari o tym wiedziała. Gaara również nie mógł
oczekiwać cudów. W miejsca, w których doszło do starć, nie wysyłano zwykle ANBU,
tylko analityków i zwykłą drużynę.
Tym razem na zwiad mieli wyruszyć Amaya Sato, Hiro Azawa,
Ichida Tennou i Sunami – jako nowy tropiciel. Nie było w tym nic podejrzanego, chyba że
znało się ich działalność od podszewki. Azawa i Tennou od dawna służyli w ANBU,
bywali wybierani do najbardziej niebezpiecznych misji. Teraz byli w jednostce
antyterrorystycznej. To Temari jest ich przełożoną i powinna wiedzieć, co się
szykuje.
Jednak Gaara twierdził, że wysyła ich do standardowej pracy
zwiadowczej tylko dlatego, że muszą czasem zajmować się czymś „oficjalnie”.
Uwierzyłaby mu, gdyby nie to, że przydzielił Suni do tej drużyny. Dla niej
wyglądało to tak, jakby przygotowywał pole pod przyszłe misje. Chce znaleźć dla
Sunami współpracowników, więc sprawdza, jak się z nimi dogada.
Tylko, że to jej podlegają ludzie z oddziału do walki z
terrorem, i powinien się z nią skonsultować. Od razu powiedziałaby mu, żeby
znalazł jakiś inny zespół.
- Wiesz, że nie o to pytam – odparła. – Zamówię kawę.
Chcesz?
Sunami potrząsnęła głową.
- Za kilka godzin ruszam na zwiad, więc naprawdę cię
przepraszam, ale pogadamy kiedyś indziej
- odpowiedziała brunetka.
Temari złapała ją za rękę, nie pozwalając wstać od stolika.
- Masz jeszcze mnóstwo czasu, i żadnych pilnych rzeczy do
zrobienia – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Nie wywiniesz się.
Sunami nic nie odpowiedziała. Nie miała żadnych argumentów.
Siedziała przy stoliku ze smętną miną. Słusznie
podejrzewała, że skoro ma jej nie być w wiosce przez kilka dni, Temari dzisiaj
skorzysta z okazji, żeby dokończyć ostatnią rozmowę.
Jouninka przyniosła dwie kawy i usiadła naprzeciwko.
- Na początek powiem ci, że gdybym ja tobą dowodziła, nigdy
nie przydzieliłabym cię do z grupy z Tennou i Azawą – oświadczyła Temari.
Chciała zaprezentować się jako wspaniałomyślna liderka, żeby Sunami nie
myślała, że dręczy podwładnych. – I w tym aspekcie bycie w mojej grupie by ci
się opłaciło. Wiesz, że oni gardzą każdym, kto nie pochodzi z wybitnego klanu.
Sunami nie przywiązywała do jej słów żadnej wagi. Niedbale
zamieszała łyżeczką w filiżance z kawą.
- Czyli tego „każdego” traktują mniej więcej tak, jak ty
ludzi z rangą poniżej jounina – skomentowała.
Temari przymrużyła oczy ze złości. Też znalazła sobie powód
do żartów, boki zrywać.
- Suni, mówię całkowicie poważnie. Mogą zatruć ci życie,
więc niepotrzebnie im się nie narażaj – poradziła. – Sytuacja się zmieniła,
chyba nie muszę ci o tym przypominać. Kenzou opuścił wioskę, już ciebie nie
ochroni. A ty masz niewyparzony język.
- Okej, rozumiem. Mam nie wdawać się z nimi w dyskusję, a
jeśli będą mnie zaczepiać, układnie milczeć. Da się zrobić – odpowiedziała
Sunami. – Nie powinnaś się tak stresować. Skoro teraz mam pracować w wiosce,
nie zamierzam zaraz na wstępie zyskiwać wrogów.
- Super – odpowiedziała Temari. – Nie mów nic, co może
zabrzmieć wywrotowo, wtedy ludzie nie będą się ciebie czepiać.
Miała nadzieję, że to wystarczy.
- Co masz na myśli? – zapytała Sunami.
Temari pochyliła się do niej nad stolikiem.
- Mam na myśli uwagi w rodzaju: „ludzie nie są własnością
wioski” albo „na jego miejscu poszukałabym sobie innego pracodawcy” – odparła.
– Dobrze wiesz, jak jesteś postrzegana. Nie pogarszaj sytuacji głupimi słowami.
Azawa jest na takie rzeczy wyczulony, a ciebie będzie obserwował, zwłaszcza po
tym, jak twój chłopak wbił mu nóż w plecy.
- Takie metafory mogłabyś sobie darować – odpowiedziała
Sunami z niechęcią.
Temari przygryzła wargi. Nie będzie z nią przecież
dyskutować o niuansach językowych, chociaż to porównanie uważała za trafne.
Hiro Azawę od zawsze uważała za wrednego frajera, ale jedno
mu trzeba przyznać – lojalność wobec wioski ceni ponad wszystko. Przyjaźnił się
z Kenzou, który pozornie wyznawał te same wartości. Z pewnością poczuł się
zdradzony. Temari nie zdziwiłaby się, gdyby myślał o prywatnej zemście. Gdyby
chciał jakoś dotrzeć do dawnego kumpla, mógłby posłużyć się Sunami.
- Mniejsza z tym – skwitowała Temari, uznając, że nie ma
sensu wdawać się w dyskusję. – Pamiętaj, że kumple twojego eks to frajerzy.
- Czym zasłużyli sobie u ciebie na taką opinię? – zapytała
jouninka z ciekawością.
Temari popatrzyła na nią z dezaprobatą.
- A ciebie to dziwi, że elitarne klany naszej wioski wydają
na świat same aroganckie gnidy? – odpowiedziała pytaniem. – Wolę już pracować z
geninami niż co poniektórymi potomkami potężnych rodów. Twój Kenzou wcale nie
był lepszy. Nienawidziłam wypełniać z nim misji. Zresztą, widać gdzie
doprowadziło go zadzieranie nosa.
Sunami nic nie odpowiedziała.
Temari uważała, że jej zachowanie jest nienaturalne. Dupek
nie tylko zdradził wioskę, ale również ją zostawił, więc dlaczego milczała, gdy
wspominano o nim w rozmowie? Byłoby normalne, gdyby wylała z siebie żal i
frustrację.
- Chyba już o nim nie myślisz? – zapytała.
Brunetka wydawała się zaskoczona tym pytaniem.
- W jakim sensie?
Temari popatrzyła na nią wymownie.
- W takim, że do ciebie wróci – sprecyzowała.
Sunami potrząsnęła głową.
- Nie liczę na to - powiedziała. – Postawiłam na nim
krzyżyk. Wybrał inne życie, ze mną to nie ma nic wspólnego.
Temari przyjęła tę odpowiedź z zadowoleniem. Kenzou okazał
się podłym zdrajcą, więc nie ma mowy, żeby Suni mogła jeszcze coś do niego
czuć.
Minęły dwa lata odkąd zdradził wioskę. Po wojnie uznał, że
ma inne priorytety niż jego zasłużeni przodkowie.
- Więc wróćmy do tematu, który ostatnio nam przerwano-
podjęła swobodnie. – Faceci. Z wioski Śniegu. Podobno działają rozgrzewająco w
mroźne noce – popatrzyła na Sunami wyczekująco.
Dziewczyna nie okazała oczekiwanego entuzjazmu.
- Nie chcę cię rozczarować, ale są jak wszyscy inni. Może
bardziej małomówni , w większości ponurzy. Owszem, przystojni – poprawnie
odczytała pytające spojrzenie koleżanki. – Jest „coś” w tym północnym typie
urody, ale to tak samo dotyczy kobiet.
Temari potrząsnęła energicznie głową.
- Dzięki, kobiety mnie nie interesują. Tylko mężczyźni.
Poznałaś jakiegoś bliżej?
Sunami uśmiechnęła się kpiąco.
- Wiesz, właściwie wykonywałam misję, a nie polowałam na
facetów – odparła. Temari wbiła w nią świdrujące spojrzenie. – W jeden wieczór
raczej nikogo tam nie poderwiesz, są dokładnie tak nietowarzyscy jak się o nich
mówi. Trudno kogoś wciągnąć w rozmowę.
Temari pokręciła z politowaniem głową.
- Jesteś beznadziejna. Nie wiesz, o co pytam, czy tylko
udajesz? Rozmawianie jest absolutnie zbędne.
Sunami popatrzyła na nią wymownie.
- Nie słyszałam, żebyś wygłaszała takie rzeczy, odkąd jesteś
w związku – zauważyła.
Temari nachmurzyła się. Teraz to Sunami próbuje ją podejść,
nie pierwszy raz od powrotu z misji.
- Nie jestem w związku – poinformowała.
- Nieważne, jak to nazwiesz…
- Nie jestem, nie byłam, nie będę. Skończyłam z Narą –
oświadczyła. Najlepiej wyjaśnić tę kwestię od razu.
Sunami przypatrywała jej się przez chwilę, wyraźnie
zszokowana.
- Jak to? – zapytała.
Temari rozzłościła się.
- Tak to. Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy. Szczególnie to, że
mamy do siebie nie po drodze. I nie bądź taka rozczarowana. Nic nas nie łączyło
z wyjątkiem okazjonalnego seksu.
- Nie powiedziałabym – odparowała Sunami.
Temari przygryzła wargi. Nie musi jej niczego udowadniać.
Sunami sprawiała wrażenie, jakby sądziła, że oni mają razem
jakąś przyszłość… Co od początku było mrzonką. Odległość między nimi jest zbyt
duża, zaczynając od tej geograficznej, na światopoglądowej kończąc.
- Proponuję, żebyś się tak nie interesowała moim życiem, a
zamiast tego zajęła własnym – oznajmiła. – Ja wiem czego potrzebujesz, żeby się
odstresować i wrócić na właściwe tory. Niezobowiązującego romansu – nie
pozwoliła sobie przerwać, chociaż Sunami już otworzyła usta, żeby
zaprotestować. – Na szczęście do tego nasi faceci się nadają, więc ja też nie
pogardzę. Jak już wrócisz z tego zwiadu, musimy pójść się zabawić. I nie rób
takiej miny, bo to ty podsunęłaś mi ten pomysł.
- Ja? – zdziwiła się dziewczyna.
Temari skinęła głową. Co prawda musiała skłamać, ale
przedstawienie sprawy z właściwej perspektywy powinno poskutkować.
- Tak, poprzednim razem. Mówiłaś, że twojej przyjaciółce
należy poszerzyć horyzonty. Zabierzemy ją ze sobą.
Sunami popatrzyła na nią podejrzliwie.
- Chcesz wybrać się do dzielnicy rozrywki, i zabrać Matsuri? Myślałam, że działa
ci na nerwy.
- Trochę tak, ale chodzi o wyższe dobro – odpowiedziała
Temari. Miała nadzieję, że brzmi wiarygodnie. Zapraszając Mats, miała zupełnie
inne intencje. To, co powiedziała ostatnio Sunami na jej temat, dawało do
myślenia. I było wypowiedziane w dobrą godzinę. Temari nie miała jeszcze
żadnego planu, ale pewien pomysł zaczynał kiełkować w jej głowie. – Upewnij się
tylko, że nie przyjdzie z nią Sari, bo obie naraz są nie do wytrzymania.
Wystarczy, że muszę się użerać z Gaarą w pracy. Nie potrzebuję w wolne wieczory
wysłuchiwać peanów na jego cześć.
***
Temari wodziła palcami po nagim torsie mężczyzny, kreśląc
fantazyjne linie. Nie wynikało to z nagłej wizji artystycznej. Lubiła dotykać
jego skóry, wciąż rozpalonej po miłosnym akcie.
Siedziała mu na kolanach. Na ramiona narzuciła cienki
szlafroczek, ale pod nim była naga. Shikamaru miał na sobie szare spodnie.
Opierał głowę o oparcie fotela. Gdy pocałowała go w czoło, otworzył oczy.
- Co tam kreślisz? – zapytał.
- Podpisuję cię – oświadczyła. – Na wypadek, gdybyś
zapomniał do kogo należysz, gdy mnie tu nie będzie.
Shikamaru uśmiechnął się lekko.
- Zostań jeszcze kilka dni. Nie możesz wymyślić jakiegoś
pretekstu?
Potrząsnęła lekko głową.
- To nie takie proste – powiedziała.
Oczywiście, nie musiałaby się wysilać. Gaara dałby jej kilka
dni wolnego po skończonej misji, zanim wróci i obejmie nowe obowiązki. Trochę
ją kusiło takie rozwiązanie.
Jednak nie lubiła przebywać z dala od Sunagakure. Zawsze jej
się wydawało, że jeśli będzie zwlekać z powrotem, pod jej nieobecność wydarzy
się coś ważnego.
- Tobie się moja wioska nie podoba, co? – zapytała
mimochodem.
I tak znała odpowiedź. Za gorąco, za wysokie słońce, z
trudem można znaleźć skrawek cienia. Shikamaru nawet nie musiał jej tego
tłumaczyć, bo takie było zdanie większości przyjezdnych.
- Do czego zmierzasz?
Kluczenie wokół tematu byłoby bez sensu.
- Za jakiś czas mógłbyś wziąć urlop i dla odmiany odwiedzić
mnie – rzekła.
Powinno to zabrzmieć jak zwyczajna propozycja. Ostatecznie,
nie wymagała od niego, żeby podjął się wyprawy na księżyc.
- Za jakiś czas – potwierdził Shikamaru, tonem, którym
równie dobrze mógłby powiedzieć „nigdy”. – Sama wiesz, że na moim stanowisku
urlop jest trudno osiągalny.
Zwykłe wymówki. Myślałby kto, że doradca Hokage jest
potrzebny wiosce Liścia bardziej niż sam przywódca.
W ciągu ostatniego roku, czyli od czasu, gdy zaczęli się
spotykać, Shikamaru był w wiosce Piasku tylko raz. Przy okazji misji. Ona
odwiedzała go tak często, jak pozwalałby jej obowiązki. Wiedziała, że Nara
wzbrania się przed podróżami do Suny nie z wygody, tylko z powodu swoich
oczekiwań. Spodziewał się, że powinna przyjechać do Konohy na stałe. Zupełnie
lekceważąc to, że ona też ma obowiązki względem swojej ojczyzny i rodziny.
Wszystko wydawało mu się proste, bo uważał, że Gaara weźmie
pod uwagę każdą jej prośbę. Rzeczywiście, dawał jej sporą swobodę. Ale teraz to
się skończy, bo mają naprawdę poważny problem, a ona zdecydowała, że chce mieć
wkład w jego rozwiązanie i przyjęła przywództwo oddziału antyterrorystycznego
ANBU.
- Dostałam awans – powiedziała. – Teraz już nie mogę pod
byle pretekstem wyjeżdżać z wioski.
Shikamaru zmarszczył brwi. Nie okazał złości, ale i tak
wiedziała, że jest niezadowolony.
- Powinienem ci pogratulować – ocenił. – Przemyślałaś to?
- To bardzo ważny krok dla mojej kariery – oświadczyła
pełnym przekonania głosem. Włożyła wiele wysiłku w to, by zabrzmieć jak osoba,
która nie ma wątpliwości.
Shikamaru wstał, zrzucając ją z kolan. Sięgnął po paczkę
papierosów, która leżała na szafce pod oknem. Temari oparła się plecami o
przeciwległą ścianę.
- Skoro kariera jest dla ciebie tak ważna – powiedział Shikamaru
z przekąsem. - Gratuluję.
Temari przygryzła wargi. Nie zamierzała mu się z niczego
tłumaczyć.
Trudno byłoby oczekiwać, że zrozumie ją ktoś, kto wszystko
osiągnął jakby przy okazji. Shikamaru nie miał wysokich ambicji, a i tak był
skazany na sukces dzięki ponadprzeciętnej inteligencji. Nie musiał się
specjalnie starać, żeby udowodnić swoją wartość.
Ona musiała ostro walczyć, żeby zdobyć sobie szacunek w
świecie zdominowanym przez mężczyzn. W pewnym sensie, uważała się za
ambasadorkę równouprawnienia kobiet. Robiła wszystko, żeby udowodnić, że
kunoichi nie są gorsze. Nie może teraz tego zaprzepaścić dla mężczyzny. Nie
może – jak Shikamaru jej wielokrotnie sugerował – wziąć sobie dłuższego urlopu
lub poselstwa do Konohy.
Jej miejsce jest w Sunagakure.
Nareszcie jest rozdział :) Fajnie że była ShikaTema bo to jedna z moich ulubonych par.Prosze daj więcej Gaary :) a do tego możesz jeszcze Matsuro dożucić xDD Ty wiesz jak ja go kocham.Ok nie przrdłżajac fajnie wyszedł ci ten rozdział i czekam na kolejny oraz weny.
OdpowiedzUsuńGdybym mogła pisałabym chyba wyłącznie o Gaarze, ale wtedy szybko zabrakłoby mi materiału na rozdziały :D Trudno mi sie pisze rozdziały z jego perspektywy, zarówno w tym jak i innych fickach (no dobra, trochę wróże z fusów, bo w tym jeszcze nie napisałam takiego rozdziału, ale już nad nim pracuję). Będzie Gaara, Matsuri też wkrótce, obiecuję.
UsuńShikamaru pls, nie bądź egoistycznym palantem. Chociaż, może bądź. Może dlatego tak Cię lubię.
OdpowiedzUsuńRozdział całkiem fajny, zwłaszcza końcówka w której działo się trochę więcej. Mam nadzieję, że jeszcze się zdążą pogodzić i zejść.
Co do Twojego komentarza- owszem, Gaara jest Kazekage, ale cały wątek jest jako takim fillerem, jeśli można to tak nazwać. Napisałam to poniekąd dla funu, nie będzie wpływał zbyt na fabułę (oprócz oczywiście Sakury, Saia i Ino, to było zamierzone. Reszta postaci dodatkowo). Więc mogłam trochę poszaleć :). I dziękuję za radę dotyczącą subskrypcji. Jestem jeszcze zielona jeśli chodzi o blogspot. Buziaki!
Z pewnością nie utnę na tym ShikaTema, to dopiero początek ich historii, chociaż ten paring nie jest głównym wątkiem i nie będzie zajmować dużo miejsca w porównaniu z innymi.
UsuńRozumiem kwestię fillera, wiele osób pisze takie wstawki z fajnym efektem.Chciałam mieć od razu jasność jakie Gaara ma stanowisko, bo to bardzo ważne w przypadku tej postaci :)