Kankuro wrócił do domu wieczorem, zmęczony.
Marzył tylko o tym, by wziąć gorącą kąpiel i wskoczyć do łóżka. Z chęcią
przespałby ze dwa dni. Misja średniej rangi, która miała polegać tylko na
zbieraniu informacji, przeciągnęła się niespodziewanie. Na dodatek w drodze
powrotnej natknęli się na dużą grupę rebeliantów. Niepokojące, że zaczynają
pojawiać się coraz bliżej Sunagakure.
Niestety, żadnego z terrorystów nie udało się
schwytać żywcem. Znowu porażka. Ranni zawsze połykali truciznę, by nie mogli
zostać przesłuchani. Było to irytujące, tym bardziej, że ostatnio stworzył nową
lalkę do tortur, specjalnie z myślą o Piratach. I nie miał okazji jej
wykorzystać.
Gdy Kankuro wyszedł z łazienki i przechodził przez kuchnię, by udać się wprost do sypialni, usłyszał łomotanie do drzwi.
Tylko jedna osoba mogła być tak niedelikatna.
Gdy drzwi się otworzyły wiedział doskonale, kto w nich stanie.
I nie mylił się. Temari wparowała do kuchni, nie
czekając aż zostanie zaproszona. Jak zwykle jej się spieszyło. Na dłuższą metę
jej sposób bycia był nie do zniesienia. Kankuro przeklinał w duchu jej
niecierpliwość. Była uciążliwa szczególnie wtedy, gdy gościł w domu kobietę.
Niestety, jego siostra należała do osób, które
nie zwracają uwagi na upomnienia. Na dodatek uważała, że wszystko jej ujdzie
płazem, bo jest starsza.
- Witaj, Kankuro – powiedziała. Bezceremonialnie
weszła do jego mieszkania i usiadła na krześle przy stole kuchennym. –
Słyszałam, że mieliście nieprzewidziane kłopoty. Czy mimo wszystko misja
okazała się sukcesem?
Kankuro skrzywił się. Nie mógł użyć słowa
„sukces” gdy zginęli dwaj jego podkomendni.
Usiadł przy stole.
- Zebrałem informacje, na których nam zależało –
odpowiedział oględnie. – Tak, jak myśleliśmy, Piraci zaczęli działać. Wychodzą
z ukrycia. Zrekrutowali sporo ludzi w sąsiednich krajach. U nas chyba skończyli
łowy.
Temari oparła łokcie o stół.
- Przestają dbać o dyskrecję. Do tej pory stawiali
na jakość, a nie ilość. Myślisz, że będą próbowali zorganizować większą akcję?
Kankuro wiedział, o co jej chodzi, ale trudno
było mu to sobie wyobrazić.
- Napad na wioskę? Wątpię, żeby mieli
wystarczającą siłę, by się na to porywać. Jeszcze długo jej nie będą mieli.
Jednak ewidentnie zbierają mięso armatnie. Może planują zdobycie jakiejś
mniejszej wioski, albo chcą okraść duży skarbiec. Obstawiałbym to drugie, od
początku widać, że chodzi im o pieniądze.
Było coś, co drażniło Kankuro jeszcze bardziej
niż to, że żadnego z rebeliantów nie udało się schwytać i przesłuchać. Tak
naprawdę nie wiadomo było, do czego dążą. To frustrujące.
Temari pokręciła powoli głową.
- Niektórzy sądzą, że chodzi im tylko o
pieniądze, ale nie byłabym taką optymistką. Kasa jest w tym przypadku środkiem,
a nie celem.
- Myślę, że za jakiś czas się przekonamy –
odparł Kankuro, nieco zniecierpliwiony. Naprawdę, był gotów omówić z nią ten
temat setny raz, ale nie dzisiaj. Teraz chciał tylko odpocząć.
Tymczasem ona, w gorącej wodzie kąpana, jak
zwykle chciała wiedzieć wszystko od razu.
- Więc opowiedz mi szczegóły – zażądała.
- Nie ma mowy – odpowiedział Kankuro. – Złożyłem
szczegółowy raport Gaarze. Jutro pewnie będzie spotkanie w tej sprawie. Dowiesz
się wszystkiego, co powinnaś wiedzieć.
Niestety, choć Gaara z charakteru nie był
podobny do siostry, mieli cechę wspólną – on też nie odwlekał spraw na później.
Od razu żądał informacji, sprawozdań, wyników, nie bacząc na to, że niektórym
należy się odpoczynek. Pewnie było tak dlatego, że nie męczył się tak szybko,
jak normalny człowiek. I wystarczały mu ze cztery godziny snu na dobę.
Temari chciała, by w tej chwili Kankuro
zdawał jej sprawozdanie. Na szczęście, o ile Gaara ma nad nim władzę, Temari
zawsze może wyrzucić za drzwi.
Być może będzie musiał to zrobić, bo siostra nie
sprawiała wrażenia, jakby zamierzała wyjść.
- Zamierzam iść spać – poinformował sugestywnie.
Niestety, ta kobieta nie ma żadnego wyczucia i nie wie, że człowiek może mieć
inne plany niż spełnianie jej zachcianek.
- Tak wcześnie? – zapytała niewinnym tonem.
Zupełnie jakby sama nigdy nie wróciła z misji po nieprzespanych dwóch dobach. –
Może chcesz odpocząć przed jutrzejszym spotkaniem z narzeczoną?
Kankuro zmarszczył brwi. W pierwszym momencie
nie zrozumiał, o co jej chodzi. Przecież nie ma narzeczonej.
- Ach, ona już przyjechała? – zapytał. W ogóle
nie myślał o tym, że córka zarządcy prefektury Akita ma w najbliższym czasie
przybyć do Suny. Miał za dużo spraw zawodowych, by myśleć o prywatnych.
Uznawszy, że najwyższy czas zacząć myśleć o
małżeństwie, wymienił kilka listów z prefektem Saigawą i ustalił, że pozna jego
córkę, która przyjedzie do Sunagakure w odwiedziny do krewnej. Było to
najprostsze rozwiązanie, bo nie zamierzał aranżować małżeństwa z panną, której
nigdy nie widział na oczy, ale jakieś kroki należało już powziąć.
Dziewczyna jest siostrzenicą żony Bakiego, Sui,
i przez jakiś czas będzie jej pomagać w opiece nad nowo urodzonymi bliźniakami.
Kankuro poczynił ustalenia z prefektem, zbyt wiele się nad tym nie
zastanawiając, i nie myślał o tym aż do dzisiaj.
Temari przewróciła oczami.
- Tak, mój drogi. Twoja prawie- narzeczona –
włożyła w te słowa tyle jadu, ile tylko zdołała. – Czy ty wiesz chociaż, jak ma
na imię?
Kankuro próbował sięgnąć do zakamarków pamięci,
ale przy tak zmęczonym umyśle nie przypomniał sobie. Trudno, Temari będzie
miała satysfakcję.
- Nie pamiętam, czy to ważne?
Temari uśmiechnęła się szyderczo.
- Naturalnie, wcale nieważne – odpowiedziała. –
Ważniejsze, jak wygląda. Będziesz zachwycony.
Kankuro przyjrzał jej się podejrzliwie. Mówiła
to z dziwną satysfakcją. Czyżby córka Saigawy okazała się brzydka?
Poczuwał się do obowiązku ożenku - w końcu ktoś
musi zadbać o przyszłość klanu, a na Gaarę w tej sprawie nie ma co liczyć.
Jednak on także nie pozwoli sobie wcisnąć byle paszteta.
- Prawdziwa yamato nadeshiko – wyjaśniła
dziewczyna. – Urocza buźka, nienaganne maniery. Przywiozła ze sobą dwa kufry
pełne ubrań, ale to raczej dopiero początek, bo jej rzeczy mają zostać dowiezione.
Kankuro wzruszył ramionami. Temari mówiła takim
tonem, jakby miała dziewczynie coś do zarzucenia. Czego innego spodziewała się
po szlachciance, córce samuraja? Oni dbają o takie głupoty, nawet gdy nie są
majętni.
Kobiety, które przybywały do Sunagakure, by
zostać żonami shinobi, nie różniły się za bardzo od siebie. Pochodziły zwykle
ze zubożałych rodów szlacheckich, rzadko z rodzin bogatych posiadaczy
ziemskich.
Ważni samurajowie powierzali córki innym ważnym
i bogatym klanom samurajów. Ubożsi też wychowywali kobiety z myślą o tym, by
były dobrymi żonami, ale już znaleźć dla nich odpowiednią partię nie było tak
łatwo. Szczególnie, jeśli ktoś miał kilka córek i z
małżeństwa każdej chciał mieć jakąś korzyść.
Shinobi z Sunagakure chyba od zawsze zawierali
małżeństwa, które były transakcjami wiązanymi. Mężczyzna dostawał gwarancję, że
o jego dom i dzieci będzie dbać osoba przygotowana do roli żony, usłużna i
znająca tradycję oraz mająca szacunek do przodków. Taka, która wie, że jej rolą
jest troska o męża i zapewnienie ciągłości rodu. Nie kobieta, która od małego
biegała z bronią i żyła w przekonaniu, że jest stworzona do innych rzeczy niż
założenie rodziny.
Ojciec panny młodej zapewniał sobie
bezpieczeństwo, dzięki powinowactwu z klasą wojowników. Prefekci wiedzieli
oczywiście, że to nie zapewni im nietykalności, ale niejeden wolał mieć zięcia
shinobi niż ubogiego samuraja, który częściej dzierżył w dłoniach kosę pracując
w polu, niż miecz.
Wielu wydając córkę za mąż pozbywało się problemu,
nie oczekując wiele w zamian oprócz obietnicy ochrony. Zwykle mieli więcej
córek niż mogli sobie na to pozwolić.
Chociaż w pokoleniu jego ojca zaczęła się już
moda na małżeństwa z miłości, aranżowane wciąż miały przewagę, a Kankuro od
małego był przyzwyczajony do widoku eleganckich pań w kimonach. Były zbyt ciche
i nieśmiałe, ale w większości bardzo ładne. Dlatego uważał, że wioska nic nie
traci w porównaniu do innych, w których nie praktykuje się tak częstego
sprowadzania kobiet z zewnątrz, by wypełniały role strażniczek ogniska
domowego.
- Jest z pewnością dobrze wykształcona, zna się
na sztuce i poezji. Powiedz więc, o czym z nią będziesz rozmawiać? –
kontynuowała Temari ze złośliwym uśmiechem.
Kankuro nie pozwolił się zbić z tropu.
- Siostrzyczko – powiedział, wiedząc, że nie
cierpi gdy się do niej zwraca, jakby to on był starszy. - Żona nie jest po to,
żeby z nią rozmawiać. Jest po to, żebym sam nie musiał zawracać sobie głowy
sprzątaniem, i żebym po pracy zastał na stole gorący obiad. Jeśli jest wykształcona
i piękna, tym lepiej. To kwestia prestiżu.
Temari skrzywiła się z odrazą.
- Ty szowinistyczna świnio – powiedziała z
niechęcią. – Chyba ktoś cię podrzucił pod nasz dom w koszu na śmieci. Nie
możesz być moim bratem.
Kankuro wstał od stołu i wskazał jej drzwi.
- Też jestem tego zdania. Zachowaj epitety na
inną okazję, bo uderzam w kimono i nie ma mnie dla nikogo przez dwanaście
godzin.
Temari przymrużyła ze złością oczy. Zadarłszy
wysoko głowę, by wyeksponować oburzenie dla jego prostackiego zachowania,
wymaszerowała dumnie tą sama drogą, którą przyszła.
Kankuro odetchnął z ulgą. Nie udałoby mu się jej
tak łatwo pozbyć, gdyby nie zaczęła gadać o małżeństwie. Jest strasznie
upierdliwa, nie sposób zgadnąć, co ten jej kochaś w niej widzi.
Z niecierpliwością wyczekiwał dnia, gdy ten
kretyn w końcu się oświadczy, a najbardziej męcząca z kobiet w Sunagakure
stanie się problemem Konohy. Kankuro był przekonany, że wraz z namolną siostrą
zniknie połowa jego problemów. Podbudowany tą myślą, rzucił się na niepościelone
łóżko i natychmiast zasnął.
***
Sunami siedziała przy obozowisku. Jak okiem
sięgnąć, wszędzie był piasek i nic poza tym. Rozbili obóz na terenie równiny,
więc pilnowanie, by nikt się nie zakradł, nie stanowiło żadnej trudności. Prawdopodobnie
nic im nie zagraża, ale nawet w takiej sytuacji, przy zwykłej wywiadowczej
misji, trzeba zachowywać ostrożność.
Jej towarzysze – dwaj shinobi i kunoichi – spali
nieopodal. Właściwie, tylko kobieta spała. Sunami wyczuwała aktywność umysłową
ludzi wokół siebie, więc wiedziała, że Azawa i Tennou czuwają.
W pewnym momencie Azawa przestał udawać. Wstał i
usiadł obok niej.
- Trzeba było już teraz
ruszyć w drogę powrotną zamiast tracić czas na nocleg – powiedział. – Nic nie
znaleźliśmy, straciliśmy dwa dni. Mnie by to wystarczyło.
Sunami nie odpowiedziała. Pamiętając o obietnicy
danej Temari, nie zamierzała krytykować dowódców. Decyzję o rozbiciu obozu
podjęła Amaya. Uznała, że rano należy jeszcze raz przeczesać teren walki i okolicę,
i dopiero potem mogą wracać do Sunagakure. Ciekawe, czy ta kobieta zawsze
trzyma się odgórnie ustalonych planów – nawet wtedy, gdy nie widzi w nich
sensu. Pewnie tak, dlatego to ona jest dowódcą.
Sunami nie darzyła Azawy sympatią, ale w tym
momencie się z nim zgadzała. Mogli wracać, ona też już niczego się nie dowie.
Oprócz oficjalnego celu, którym było szukanie śladów terrorystów i rozpoznanie
terenu, miała też nieoficjalne zadanie – obserwować Azawę i Tennou i ocenić ich
zachowanie.
Nie dziwiło jej, że Gaara chce ich
sprawdzić w pierwszej kolejności. Mógł ich podejrzewać, bo w przeszłości często
pracowali z Kenzou.
Jednak Sunami nie miała okazji zajrzeć im do
umysłów. Nie mogła zrobić tego, gdy są w pełni przytomni, bo zauważyliby od
razu. Wiedzieli, że jest telepatką. Pewnie dlatego w czasie misji w ogóle nie
spali. Starała się cały czas czuwać, by znaleźć odpowiednią okazję, ale na nią nie
natrafiła.
Niestety, akurat Azawa i Tennou mogą znać
ograniczenia jej zdolności telepatycznych. Widocznie nie chcieli, by zaglądała
im do umysłów.
To jeszcze nie znaczy, że są szpiegami, ale też
nie wyklucza ich z kręgu podejrzanych.
Sprawdzenie ich miało być w miarę proste. Co
prawda z umysłu kogoś pogrążonego we śnie niełatwo jest wydobyć pożądane
informacje, ale w czasie misji miała mieć na to wystarczająco dużo czasu. Teraz, gdy sama była zmęczona po dwóch dobach prawie bez snu, i tak juz nie mogłaby skutecznie użyć na nich telepatii. Nawet jeśli padną w końcu ze zmęczenia.
Skoro się nie udało, będzie musiała znaleźć na nich sposób po powrocie do wioski.
Skoro się nie udało, będzie musiała znaleźć na nich sposób po powrocie do wioski.
Była sfrustrowana tą porażką nie tyle dlatego,
że Gaara będzie niezadowolony (a niech się udławi swoimi wygórowanymi
oczekiwaniami), ale dlatego, że sama była ciekawa, czy dawni przyjaciele wiedzą
coś o Kenzou. Może z nim nie spiskują, ale mogli spróbować zdobyć informacje o
miejscu jego pobytu.
Sunami w ciągu tych dwóch lat nie miała o Kenzou
żadnych wiadomości. Próbowała zebrać jakieś informacje, ale nie mogła
skoncentrować się na tym kosztem swoich misji, więc jej wysiłki spełzły na
niczym. Nie dziwiło jej, że na nic nie trafiła. Piraci działali w głębokiej
konspiracji, trudno byłoby znaleźć kogoś, kto cokolwiek wiedział o ich
działalności. Tam, gdzie się pojawiali, nie zostawiali żywych świadków.
Sunami już nie łudziła się, że stosując
półśrodki dotrze do jakichś ważnych faktów. Zaś jej pozycja w wiosce była zbyt
niska, by mogła liczyć, że zostanie dopuszczona do rzeczy, które ustalili
szpiedzy rozpracowujący działalność Piratów.
Już jakiś czas temu porzuciła plan
odnalezienia Kenzou. Zaczęła przyzwyczajać się do myśli, że jakkolwiek on
pokieruje swoim życiem, z nią się już nie spotka. Tak może byłoby najlepiej.
Jednak gdy Gaara zaproponował jej tę misję, znów zaczęła brać pod uwagę
możliwość, że go odnajdzie. Albo on sam wróci do wioski. Zaczęła się
zastanawiać, jak wtedy powinna się zachować.
Wielokrotnie zastanawiała się, jakimi motywami
się kierował, ale nie potrafiła tego rozgryźć. Nie chciała wierzyć, że zdradził
wartości, które były dla niego ważne, tylko dla osobistych korzyści. Wiedziała,
że śmierć braci na wojnie zachwiała podstawami wszystkiego, w co wierzył. Mimo
wszystko nie był człowiekiem, który zdradzi ojczyznę dla pieniędzy lub
zaszczytów we wrogiej organizacji.
Nie chciała uwierzyć, że mógłby to zrobić.
Gdy patrzyła teraz na Hiro Azawę, który kiedyś
był nieodłącznym przyjacielem Kenzou, zastanawiała się, czy on w to wierzy.
Zapytanie go wprost nie wchodziło w grę. Nigdy
jej nie lubił, a odkąd Kenzou uciekł, odnosił się do niej wręcz z wrogością.
Sprawiał wrażenie osoby, dla której wioska jest najważniejsza. Wioska i
bezpieczeństwo jej mieszkańców.
Ona w tej społeczności od zawsze była obcym
elementem, nieważne jak bardzo starała się to zmienić. Po odejściu Kenzou stało
się oczywiste, że już zawsze tak pozostanie. On był jedynym spoiwem, które
łączyło ją z Sunagakure.
Być może Azawa myślał tak samo. Wskazywałoby na
to pytanie, które nagle jej zadał.
- Dlaczego właściwie wciąż nie odeszłaś z naszej
wioski?
Mogła się spodziewać pytania tego rodzaju, ale i
tak poczuła się, jakby ktoś wylał jej kubeł zimnej wody na głowę.
- Może nie próbowali mnie zwerbować, bo nie
jestem użyteczna – powiedziała sarkastycznie.
Natychmiast skarciła się za to w myślach. Miała
nie prowokować nikogo do podejrzewania jej o nielojalność. Temari byłaby
wściekła, gdyby ją teraz usłyszała.
Miała jednak wrażenie, że to, co powie, nie ma
żadnego znaczenia. Dla mężczyzny, z którym teraz rozmawia, zawsze będzie
podejrzana.
- Nie o to pytam – odpowiedział spokojnie. Nie
sprawiał wrażenia rozdrażnionego. Właściwie, był dla niej niespodziewanie
uprzejmy.
Co by na to powiedział jego kolega Tennou,
przeciwny zadawaniu się z obcymi elementami. Pewnie nie jest zadowolony.
No tak, ale Azawa nie jest świadomy, że jego
kolega nie śpi.
Oczywiście, tylko przy założeniu, że nie są obaj
zdrajcami i nie prowadzą jakiejś gry, żeby ją pociągnąć za język.
Nie sądziła, że któryś z nich mógłby zdradzić
wioskę, ale musiała brać pod uwagę taką możliwość. W końcu jeszcze nie tak
dawno była pewna co do Kenzou, który stał się zdrajcą.
- Nie sprawiasz wrażenia, jakbyś lubiła tę
robotę – uściślił shinobi. – Lub tę wioskę. Co ciebie w niej trzyma?
Sunami zmierzyła go wzrokiem. Nie była pewna,
czy chce odpowiadać na to pytanie. Azawa jej nie lubi, ona za nim też nie
przepada. Nie ma więc powodu, by dzielić się z nim własnymi myślami.
Jednak z drugiej strony, wzbudzał jej zaufanie.
Tylko dlatego, że zapytał. Że go to zainteresowało, jakby jej zdanie miało
znaczenie.
- Lubię to, co robię – powiedziała. – Lubię być
przydatna. Może nie w takim stopniu co ty, ale jednak robię coś dla wioski.
- Nie podważam tego – odpowiedział shinobi. Przyglądał
jej się z nietypową uwagą.
Nigdy nie traktował jej poważnie. Zawsze uważał
ją za osobę niepewną tylko dlatego, że ma obce pochodzenie. Uważał też, że jej
zdolności są podejrzane. Wielu ludzi jej nie ufało, bo obawiali się tego, że
może czytać ludziom w myślach i nimi manipulować.
Tym razem shinobi sprawiał wrażenie, jakby
traktował ją jak równą sobie. Chociaż on też zapewne uważa ją za osobę, która
nie zasługuje na miano kunoichi.
- Nie będę ściemniał – powiedział jounin. –
Zawsze uważałem, że jesteś taką słabą stokrotką, która poleci tam, gdzie wiatr
zawieje. Pracowałaś dla wioski i zostałaś jouninką tylko dlatego, że Kenzou cię
do tego motywował.
- To prawda – przyznała cicho. Dopiero po chwili
uświadomiła sobie, że powiedziała to na głos.
Spodziewała się jakiejś gniewnej reakcji, ale
się takiej nie doczekała. Jej rozmówca nawet się nie rozzłościł. Nie wyczuwała
u niego żadnych negatywnych emocji.
- A teraz? Dlaczego dalej dla nas pracujesz?
- Bo chcę być potrzebna – odpowiedziała. – Poza
tym jestem coś winna tej wiosce, bo to tutaj wszystkiego się nauczyłam…
Wszystkiego, co uczyniło mnie do czegoś przydatną. Kiedyś chciałam ciężko
pracować tylko ze względu na Kenzou, ale już od dawna tak nie jest.
Azawa niespodziewanie klepnął ją w ramię.
Zupełnie jakby chciał dodać jej otuchy.
- Z tego Shihary jest niezły skurwiel, co?
Powinnaś nienawidzić go bardziej niż ja.
Sunami nic na to nie odpowiedziała.
Nie nienawidziła go. Było kilka rzeczy, których
nauczyła się jeszcze przed przybyciem do Sunagakure, i najważniejszą z nich
była zasada: nikogo nie nienawidzić. To wyniszczające uczucie sprawia, że
ludzie przestają być ludźmi. Stają się cierpiącymi duszami krzywdzącymi siebie
i innych.
Nigdy nie chciałaby tak skończyć. W klasztornym
sierocińcu wpajano dzieciom tę myśl tak jak każdą inną zasadę wiary, jednak ona
szybko zrozumiała, jak ta teoria wygląda w praktyce.
Nienawiść może się urzeczywistnić i przybrać
niemal namacalne kształty, gdy jest jej tak wiele, że nie mieści się w ciele
opętanej nią osoby.
Najgorzej jest nienawidzić samego siebie i
przelewać to uczucie na wszystkich dookoła.
***
Wiele kilometrów dalej, w pieczarze na terenie
Kraju Rzeki, znajdowało się dwóch ludzi. Jeden z nich, wysoki i dobrze
zbudowany, stał przy kamiennej półce, która wyglądała jak stolik. Na
powierzchni leżały równo ułożone narzędzia chirurgiczne, fiolki z preparatami i
notatnik.
Drugi człowiek siedział na krześle. Ręce i nogi
miał związane sznurem. Był to mężczyzna w podeszłym wieku, miał ciemną karnację
i siwe włosy. Był ubrany w jasną lnianą koszulę i spodnie z tego samego
materiału. Chociaż jego strój nie wskazywał na przynależność do stanu
duchownego, przywodził na myśl mnicha.
- Szybko odzyskałeś przytomność – odezwał się
młody mężczyzna, zwrócony do niego plecami. Wziął do rąk strzykawkę i napełnił
ją płynem z jednej z fiolek. - Przy takiej ilości środka usypiającego, nie
powinieneś. Ale nie jestem zdziwiony. Wy, Azurowie, jesteście silni.
Chociaż staracie się to przed wszystkimi ukryć,
dodał w myślach.
- Co ze mną zrobisz, młody człowieku? – odezwał
się staruszek mocnym głosem. Widocznie odzyskał już całkowicie zdolność jasnego
myślenia. Zadziwiające. Następnym razem trzeba będzie zastosować większą dawkę
środka usypiającego.
O ile będzie jakiś następny raz, upomniał się w
myślach shinobi. Musi zrobić wszystko, żeby kolejne ofiary nie były konieczne.
Nie przepadał za babraniem się w ludzkich wnętrznościach.
Odwrócił się i spojrzał na Azura, trzymając
strzykawkę w ręce.
Nigdy dotąd nie zabijał nieuzbrojonych ani
niewinnych.
Gdy przyłączył się do rebeliantów wiedział, że
może zajść taka konieczność, ale udało mu się tego uniknąć. Aż do teraz.
Mimo wszystko nie mógł się zawahać. Nie miał
czasu na obmyślanie innego planu. Dopiero teraz udało mu się schwytać
odpowiedniego człowieka. I jeszcze przez kilka dni mógł działać swobodnie.
Wszyscy myślą, że jest na zwiadzie w wiosce Śniegu. Nie będzie drugiej takiej
okazji, by przeprowadzić badania.
Poza tym liczenie na to, że zdobędzie zwłoki bez
konieczności zabijania, było naiwne. Przez długi czas na to czekał, ale okazja
się nie nadarzyła. Nawet żywy Azur jest trudny do odnalezienia. Chowają się na
tej pustyni tak skutecznie, jakby to była puszcza. Na pewno mają kryjówki pod
ziemią.
- Nie będziesz czuł bólu – powiedział. Głos mu nieznacznie
zadrżał. – To tylko małe ukłucie. Za kilka sekund będziesz martwy. Twoje ciało
przysłuży się nauce. Konkretnie przysłuży się shinobim, których tak
nienawidzicie.
Więzień spojrzał mu prosto w oczy. W pieczarze panował mrok, a shinobi stał w takim miejscu, że staruszek nie powinien widzieć jego twarzy. Wiedział jednak, że Azurowie w ciemnościach widzą prawie tak wyraźnie, jak przy świetle dziennym.
Przeszedł go dreszcz.
Mając do czynienia z człowiekiem z ludu pustyni
nie mógł nie myśleć o Su, bo całą wiedzę o ich umiejętnościach zaczerpnął od
niej. Miałby duży kłopot z tym staruchem po odzyskaniu przez niego
przytomności, gdyby nie wiedział, czego się spodziewać i jak zablokować jego
moce.
Chyba, że oni faktycznie są oddani swoim
wierzeniom, i facet nawet nie spróbuje walczyć. W to jednak nie wierzył. Miał o
nich jak najgorszą opinię i jeśli będzie musiał wytłuc całe plemię, żeby
osiągnąć cel, zrobi to.
Oczywiście Su nigdy tego nie zrozumie, ale robił
to przede wszystkim dla niej.
- Nie nienawidzimy was. Nienawiść czyni z
człowieka coś gorszego od najlichszego robaka – odpowiedział Azur poważnie.
Shinobi poczuł, jak wzbiera w nim złość. Czy ten
staruch nie boi się śmierci? Czy naprawdę nie ma żadnych negatywnych emocji?
Podszedł bliżej i nachylił się nad nim.
- Dałem ci środek, który przytępia pracę mózgu.
Nie możesz użyć telekinezy – powiedział. Mężczyzna spojrzał na niego z pewnym
zdziwieniem. Czy jeszcze tego nie zauważył? Nawet bez tego środka
zapobiegawczego nie próbowałby się bronić? – Ale możesz użyć czakry. Dlaczego
tego nie zrobisz?
Na taką ewentualność też był przygotowany, choć
nie był pewien co do skuteczności zastosowanej metody w przypadku, gdy obiekt zamiast używać własnej czakry czerpie ją z otoczenia.
Wciąż liczył, że facet spróbuje uciec. To
głupie, poddawać się jak baranek idący na rzeź.
Więzień uśmiechnął się lekko, w sposób zupełnie
nie pasujący do jego dotychczasowego zachowania. W sposób cyniczny, nie
dobrotliwy.
Pod tą maska dobroci kryje się ktoś do szpiku
kości zły, pomyślał shinobi. Nie był tego pewien, ale chciał w to wierzyć.
- Masz się za mądrego naukowca, a nie wiesz, że
nie potrafimy kontrolować obiegu czakry?
Shinobi wyprostował się. Staruch kłamie w żywe
oczy. Nie zasługuje na współczucie.
Oni wszyscy są zakłamani. Udają pokojowo
nastawiony naród żyjący w zgodzie z przyrodą, ale potrafią zorganizować zamach
samobójczy. Nie mają skrupułów przed porzucaniem na pustyni dzieci.
- Wiem, że potraficie – odpowiedział lodowatym
tonem. – Macie większe zdolności kumulowania energii od większości z nas. Ale to
się zmieni.
Bez wahania wbił mężczyźnie igłę w ramię.
- Jak się nazywasz, chłopcze? Chcę się za ciebie
pomodlić – powiedział staruch.
Raczej rzucić klątwę, pomyślał shinobi. Ale
niech mu będzie. Wypada się przedstawić, choćby z szacunku dla wieku.
- Shihara. Kenzou Shihara – powiedział.
Za późno. Środek zadziałał zgodnie z
przewidywaniami. Facet umarł sekundę po wprowadzeniu substancji do krwiobiegu.
Pierwsza? Tak :) Sorka że dopiero dzisiaj komentuje,ale przez ostatnie dni nie miałam czasu żeby wejść nawet na kompa.Podoba mi się że pojawił się w tym rozdziale Kankuś.Tak jak powiedziała to Temari " Ty szowinistyczna świnio" się zgodzę czy on będzie wogóle dobrym mężem skoro tak myśli o kobietach i tak przy okazji obaj muszą wyjść że kobiety z szlacheckich rodów czy tylko jeden???Myślę że za niedługo pojawi się też ta "wybranka" Kankuro xDD Zaciekawiła mnie ta końcówka :) Czekam na kolejny i weny :)
OdpowiedzUsuńO matko.. Kenzou? Tego sie nie spodziewalam.. Wgl to Kankuro mnie rozwalil hahah zona nie jest do rozmawiania.. Ze co.. Boze co za idiota hahahahha jestem ciekawa jak będzie ją traktował jak przybędzie xd to powinno być interesujące hahahah
OdpowiedzUsuń