sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 6.



- Kankuro – przedstawił się i prostolinijnie i wyciągnął rękę na powitanie.
Spojrzała ze zdumieniem na wyciągniętą dłoń, a potem znów na twarz mężczyzny. Nigdy nie była w takiej sytuacji. Złożyła grzeczny ukłon.
Cofnęła się o krok i wbiła wzrok w swoje stopy.
Zapadła niezręczna cisza. Po kilku sekundach podniosła głowę.
Shinobi cofnął dłoń i przyglądał jej się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

    Przypomniała sobie, co mówiły o nim znajome cioci, gdy przyszły do niej z wizytą. Udawały, że chcą zobaczyć bliźniaki, ale jakoś w ogóle nie interesowały się dziećmi. Michiru zdawała sobie sprawę, że przyszły z ciekawości – to ją chciały zobaczyć i ocenić. Była do tego przyzwyczajona. Wciąż była przez kogoś oceniana pod względem wyglądu i manier. Choć zwykle przez mężczyzn. Pośród kobiet nie zdarzyło jej się nigdy wcześniej czuć jak małpka w klatce.
Wypytywały o wiele rzeczy, plotkowały i czyniły różne niewybredne uwagi. Ciocia Sui była tym trochę zażenowana, ale nie znalazła sposobu, by się ich pozbyć do momentu, gdy jej mąż wrócił do domu.
Ciocia powiedziała, że Baki zawsze wraca bardzo późno. To jedna z rzeczy, do których trzeba się przyzwyczaić. Michiru wydawało się, że to akurat łatwe do zaakceptowania.
- Przepraszam, że nie spotkałem się z tobą wcześniej – powiedział Kankuro. Wyglądało na to, że on także nie wie, co powinien mówić w tej sytuacji. Ciotka zadeklarowała, że przygotuje herbatę, a oni w tym czasie powinni porozmawiać. Tyle, że nie było o czym. – Zatrzymały mnie ważne obowiązki.
Michiru skinęła głową na znak, że rozumie.
- Jesteś niemową? – zapytał nagle mężczyzna.
Michiru podniosła wzrok i spojrzała mu w twarz. Świdrował ją wzrokiem.
Jej zachowanie mogło zostać uznane za niegrzeczne, więc natychmiast opuściła lekko głowę.
- Nie możesz na mnie patrzeć? – odezwał się wyraźnie poirytowanym tonem.
Rozzłościła go, choć nie miała takiego zamiaru.
- Takie są zasady – powiedziała, nie odrywając wzroku od podłogi.
Kankuuro poruszył się gwałtownie. Sądziła, że ze złości rozwali stół. Nie miała pojęcia, czym aż tak mogła go wytrącić z równowagi.
Zawsze słyszała od matki, że brak jej gracji i odpowiedniej ogłady, ale chyba aż tak nie zawiniła.
Mężczyzna sięgnął po krzesło, które stało pod ścianą. W tym pokoju nie było stołu, lecz nie wiedzieć po co z boku stały krzesła. Jakby ktoś je tu postawił przypadkiem i o nich zapomniał.
W domu jej ojca nie było żadnych krzeseł.
Shinobi usiadł na meblu okrakiem, kładąc ręce na oparciu.
- Rany – powiedział. Tym razem bez cienia złości. Sprawiał wrażenie człowieka w głębokim szoku. – Wiem, że jesteście tresowane, ale żeby do tego stopnia?
Nie wiedziała, jak powinna się zachować. Trudno było ocenić, czego ten człowiek od niej oczekuje. Odkąd go zobaczyła tego popołudnia, w czasie oficjalnego obiadu przygotowanego przez ciocię, starała się zachowywać bez zarzutu. A jednak on był wyraźnie niezadowolony.
- Sui powinna ci powiedzieć, że tutaj nie obowiązują takie zasady, jak we dworku jakiegoś tam prefekta – oznajmił Kankuro. – Nie powiedziała?
Na pytania należy odpowiadać krótko i wyczerpująco. Wiedziała to, więc odezwała się mimo narastającej paniki, że znów coś zrobi źle.
- Ciocia powiedziała mi o tym.
Ciotka mówiła jej wiele rzeczy, których ona zupełnie nie rozumiała. Michiru zauważyła od razu, że w jej domu panują dziwne zasady. Mimo wszystko, jej mąż nie zachowywał się tak bezpośrednio jak człowiek, którego Michiru widziała teraz przed sobą. Człowiek, którego ona sama miała poślubić.
Michiru zdobyła się na odwagę, żeby spojrzeć na jego twarz.
Gdy zobaczyła go kilka dni temu, przypadkiem, bo akurat wrócił z jakiejś podróży, myślała, że zemdleje. Nie dlatego, że wyglądał jak obdartus – wszyscy w tej grupie tak wyglądali, podobno ostatnie dni spędzili na pustyni. Jednak człowiek, którego ciocia wskazała nazywając go imieniem Kankuro, bardzo wyróżniał się od reszty. Miał na sobie jakieś dziwne ciemne ciuchy, a twarz wymalowaną farbą. Nie wyglądał na wielką szychę, choć mówiono jej, że jest niemal najważniejszy w tej osadzie. Michiru pomyślała wtedy, że ktoś bardzo nieładnie sobie z niej zadrwił.
Teraz wyglądał zupełnie inaczej. Nie miał na twarzy tych dziwacznych barw wojennych. Był też oficjalnie ubrany, odpowiednio do okazji. Chociaż jego zachowanie nie było oficjalne. Ani podczas kolacji, ani teraz.
Czyżby więc oczekiwał, że także ona nie będzie zachowywać się oficjalnie?
Miała nakaz postępowania zgodnie z jego życzeniem, ale to ją stawiało w strasznie niezręcznej sytuacji. Co to znaczy zachowywać się nieoficjalnie w obecności mężczyzny?
Na samą myśl opanowało ją przerażenie.
- Usiądź – powiedział Kankuro, nagle podejmując jakąś decyzję. Wstał i wziął spod ściany drugie krzesło. Ustawił je dwa metry dalej, a potem zajął z powrotem swoje miejsce. – Usiądź zamiast się zastanawiać. Marnujesz mój czas.
Posłusznie usiadła na tym miejscu. Oczywiście, wiedziała jak należy siedzieć na krześle. Wyprostowała się. W takiej pozycji nie mogła pokłonić głowy tak, by wyszło naturalnie, więc w efekcie patrzyła wprost na Kankuro. Bała się poruszyć w którąkolwiek stronę.
- Zostałaś zmuszona, żeby tu przyjechać? – zapytał mężczyzna.
- Nie – odpowiedziała szybko.
- Na pewno?
Przez sekundę wpatrywała się w niego ze zdziwieniem. Posądzał ją o kłamstwo?
Kobiecie nie wolno okłamywać mężczyzny, chyba że na polecenie i dla dobra ojca albo męża.
- Jestem tu z własnej woli – powiedziała.
- A chciałabyś tu zostać?
Zawahała się przez chwilę. Po co padło takie pytanie? Czy to jakiś test?
Miała niejasne wrażenie, że jej rozmówcę odpowiedź naprawdę interesuje.
- Tak – potwierdziła.
Nie brała pod uwagę innej możliwości. Powiedziano jej, że ma zrobić dobre wrażenie, udowodnić, że nadaje się na żonę. To oczywiste, że w celu zamieszkania w Sunagakure na stałe.
Woli ojca nie można podważać.
- W takim razie nie możesz się tak zachowywać – zakomunikował Kankuro.
Zrozumiała, o co chodzi, ale to zwiastowało problemy. Jeśli nie ma się zachowywać tak, to jak powinna?
 Kankuro przyglądał jej się z bardzo zafrasowanym wyrazem twarzy.
- Znormalniej – powiedział rozpaczliwym tonem. To oczywiste, że nie wie, jak ma z nią rozmawiać. Michiru poczuła się, jakby była niepełnosprawna intelektualnie. Przynajmniej on musiał sądzić, że rozmawia z kimś takim. – Nie zniosę twojego towarzystwa jeśli będziesz się zachowywać jak zastraszone zwierzątko – nagle pstryknął palcami. – Wiem. Masz dużo wolnego czasu, prawda? Pochodź trochę po wiosce, obserwuj. Tutaj kobiety nie czekają aż się im pozwoli mówić, nie kłaniają się każdemu i nie uciekają wzrokiem – zamilkł na chwilę, po czym uzupełnił z zadowoleniem: - Tak, to najważniejsze. Na początek wystarczy. Poznaj tutejsze dziewczyny, poznaj wioskę. Za kilka dni pogadamy.
Wstał z krzesła i ona także natychmiast wstała. Skinął tylko głową i pospiesznie wyszedł, jakby dusił się w tym pomieszczeniu.
Gdy tylko zamknęły się drzwi, Michiru opadła bezsilnie na podłogę.
Nie miała żadnych wyobrażeń dotyczących tego spotkania, ale z pewnością nie mogło przebiec gorzej.
A może jest tak rozczarowany jej osobą, że natychmiast napisze list do ojca, w którym poinformuje, że jej nie chce?

***

Temari rozglądała się dookoła znudzonym wzrokiem. Sunami nie powstrzymała się od złośliwego uśmiechu.
- Trzeba było wybrać jakiś inny termin. Wkrótce będzie festiwal, wtedy ściągną tutaj ludzie z różnych wiosek – powiedziała.
Były w najpopularniejszym klubie w dzielnicy rozrywki.
„Dzielnica” to nawet nieodpowiednie słowo. Była to odrębna osada, umiejscowiona na pustyni, dwie godziny drogi od Sunagakure.
Parę lat wcześniej inwestor spoza krainy Wiatru postanowił otworzyć tutaj gorące źródła. Wydał mnóstwo pieniędzy na budowę i odwierty, by dostać się do wód wiele kilometrów dalej, w kraju Rzeki, oraz doprowadzić je podziemnymi kanałami na środek pustyni. Było to jednak świadome działanie. Wiedział, że w promieniu wielu kilometrów niczego tutaj nie ma, z wyjątkiem piasku i ludzi, podróżujących w wielu kierunkach.
Podobno interes przyniósł duże zyski. Mała osada była jak oaza, ale to nie gorące źródła stanowiły o jej atrakcyjności. Onsen słynął z dodatkowych usług świadczonych przez masażystki. Wokół niego rozwinęło się całe osiedle lokali rozrywkowych, które także przynosiły dochody. Wielu mieszkańców Sunagakure było tu stałymi klientami. Mężczyźni zostawiali pieniądze w onsenie, a kobiety we wszystkich pozostałych miejscach. Polowały na podróżników spragnionych wrażeń.
- Dobrze, spróbujemy następnym razem – zgodziła się Temari. – Matsuri się spóźnia, dlaczego? Mówiłam, że lepiej było wyruszyć z wioski razem, a nie umawiać się na miejscu.
Sunami spojrzała na nią niechętnie. I tak była zła na Temari, że musiała tu przez nią przyjść, a teraz jeszcze wysłuchuje jej pretensji.
- Poważnie traktuje szkolenie medyczne i nie mogła go skrócić. Ale skoro obiecała, że się pojawi, to tak będzie – odpowiedziała.
Temari nagle szturchnęła ją w ramię. Sunami myślała, że dostrzegła przedzierającą się przez salę Matsuri, ale myliła się. Do ich stolika podszedł Inuzuka z wioski Liścia, wyjątkowo pozbawiony towarzystwa jakiegokolwiek psa.
- Joł – powiedział, bez pytania siadając na jednym z wolnych krzeseł. – Nudzicie się, dziewczyny?
Temari posłała Sunami porozumiewawcze spojrzenie.
- Nie aż tak bardzo, żebyśmy ciebie potrzebowały do szczęścia – odpowiedziała. – Jestem pewna, że zabłądziłeś.
Sunami spotykała Kibę przy różnych okazjach. Gdy bywała w Konosze, często zapraszano ją na różne spotkania towarzyskie, a Kiba bywał na nich niemal zawsze. Był nieszkodliwym wesołkiem mile widzianym na imprezach. Potrafił rozruszać towarzystwo, jeśli zaczynało być nudno. Sunami uważała, że bywał zabawny, i nie żywiła do niego żadnej niechęci, czego nie można było powiedzieć o Temari. Ona brała serio niewybredne żarty Inuzuki pod adresem kobiet.
- Jak ci się podoba oaza rozpusty? – zapytała Temari z niewinną miną.
Kiba popatrzył na nią w sposób, który miał wyrażać, że nic sobie nie robi z jej ciętych uwag. Sunami wiedziała jednak, że jest rozdrażniony tym pytaniem.
- Owszem, zajrzałem tam, ale tylko z ciekawości. Nie urodziła się jeszcze na tym świecie kobieta, która żądałaby ode mnie zapłaty za zrobienie jej dobrze. A tutaj, w tym miejscu zapomnianym przez cywilizację, to byłaby strata pieniędzy – powiedział ze złośliwym wyrazem twarzy. – Jestem tu od kilku dni i mam wrażenie, że onsen utrzymuje się tylko dzięki twemu bratu i jego kolegom, Temciu. Kobietki z Suny są w nieustannej potrzebie, zwłaszcza te spotykane w tym centrum… rozrywki. Co druga chętna.
Temari przymrużyła oczy. Szukała jakiejś odpowiedniej riposty. Sunami nie uznała za stosowne się wtrącić. Tym razem Inuzuka triumfował. Jednak Temari nie mogła poddać się bez walki.
- Znam pewną bajkę o psie. Pozwól, że zacytuję puentę. „I tak stoi aż do rana, a od rana do wieczora; aż nareszcie przyszła pora, że psina pośród jadła z głodu padła”. Bardzo pasuje do twojej sytuacji.
Tym razem Sunami odezwała się, zanim zdążyła ugryźć się w język.
- To był osioł – poprawiła.
- Słuszna uwaga – poparł ją Kiba, rozbawiony i zadowolony, że nie musiał zadawać ostatecznego ciosu, bo przeciwniczki same się pogrążyły.
Temari prychnęła sarkastycznie.
- Doprawdy? Mnie się to nieodparcie kojarzy z psem – powiedziała z niezachwianą pewnością siebie, mierząc rozmówcę wzrokiem.
Kiba poczuł się zbity z tropu.
- Jakaś ty zgryźliwa. Współczuję…
Sunami trzepnęła go w ramię.
- Nie mów tego – doradziła.
Kiba potrząsnął czupryną, jakby chciał się opędzić od złych myśli.
- Chciałem być uprzejmy i dotrzymać towarzystwa pięknym damom. Widzę jednak, żeście nie w humorze – powiedział i wstał od stolika. – Poszukam sobie…
Urwał w pół zdania. Sunami spojrzała na salę, by zobaczyć, co przyciągnęło jego wzrok.
Była to Matsuri, która zbliżała się do ich stolika. Pomachała ręką na znak, że je zauważyła. Wyglądała bardzo atrakcyjnie - zadbała o makijaż i ładną niebieską sukienkę. Zwykle nie przejmowała się dbaniem o wygląd, była zbyt zajęta treningami.
Temari stuknęła Kibe palcem w ramię.
- Spocznij, żołnierzu. To nasza koleżanka – ostrzegła.
Sunami zasłoniła twarz dłonią, żeby ukryć uśmiech. Gdy tych dwoje się spotka wszystkim wokół jest do śmiechu z wyjątkiem nich samych.
- Cześć, dziewczyny – powiedziała Matsuri uśmiechając się szeroko. Była w świetnym humorze. Sunami pomyślała z zadowoleniem, że chyba ma w tym swój udział. Niewiele trzeba, by ją podbudować. Matsuri przeniosła wzrok na Kibe. – Cześć, chłopaku – dodała niepewnie. – Skądś cię kojarzę.
- Kiba Inuzuka. Nie raz i nie dwa spotkaliśmy się na froncie.
Kiba wyciągnął rękę, którą Matsuri uścisnęła.
- Tak, teraz pamiętam.
Temari uderzyła otwartą ręką w dłoń, którą Kiba wciąż ściskał rękę koleżanki.
- Zjeżdżaj. To babski wieczór.
Kiba spojrzał na nią spode łba. Mimo wszystko nie chciał się wykłócać. Uprzejmie ukłonił się w kierunku Matsuri, mrugnął łobuzersko do Sunami, po czym odszedł, bezczelnie ignorując Temari.
Matsuri położyła torebkę na stoliku i usiadła.
- Mamy gości z Konohy? – zapytała ze zdziwieniem.
Sunami spojrzała na Temari, która prawdopodobnie była lepiej poinformowana od niej.
- W ramach wymiany intelektualnej będzie szkolił nasze psy. Pewnie potrwa to kilka miesięcy – powiedziała z głębokim ubolewaniem. Spojrzała na Matsuri. – Zawiesił na tobie oko, dlatego uważaj. To kolekcjoner trofeów.
Sunami tym razem nie mogła się powstrzymać i prychnęła śmiechem.
- On?! Daj spokój.
Temari spojrzała na nią z potępieniem. Chyba oczekiwała od niej poparcia, a nie podważania jej wypowiedzi.
Sunami uznała za stosowne się wytłumaczyć.
- To zabawna historia. Kiedyś Tenten prosiła mnie o przysługę, bo Inuzuka próbował ją w coś wkręcić. Mam zasady i nie od razu się zgodziłam – wtrąciła wyjaśniająco, patrząc na Matsuri, bo dobrze pamiętała, co powiedziała jej dziś rano. – Jednak on się upił, ja wypiłam o jednego drinka za dużo i…
- Proszę, nie – odezwała się Temari tonem, jakby zrobiło jej się słabo. – Nie chcę tego słuchać.
Sunami powinna była się domyślić, że przyjaciółka nawet nie wysłucha jej do końca. Zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze. Popukała się wymownie w czoło.
- Temari. Za kogo mnie uważasz? Tenten chciała, żebym zweryfikowała fakty, gdy on ledwie kontaktował, a ja byłam wstawiona, więc się zgodziłam i zajrzałam mu do umysłu… Wierz mi, w jego imidżu nie ma krztyny prawdy. Jest łagodny jak baranek. Powiedziałabym nawet, że jest romantykiem… - zamilkła. Nie powinna tyle gadać.
- Słucham, słucham – zachęciła Temari nagle zainteresowana.
Sunami przygryzła wargi.
- To jedna z gorszych rzeczy, które zrobiłam w życiu. Nie wydusisz nic ze mnie – powiedziała z desperacją.
Spojrzała na Matsuri, która gotowa była jeszcze wziąć ją za psychopatkę.
- Jednak czasem korzystasz – powiedziała. Nie wydawała się rozzłoszczona, choć zaskoczona na pewno.
- Tylko czasami. Wyniknęło z tego coś dobrego. Kiba dostał od Tenten po nosie i myślę, że sobie zapamiętał, iż nieładnie jest tak kłamać – powiedziała. Miała nadzieję, że to zakończy temat.
- Skoro sytuacja tak się przedstawia to może powinnyśmy to wykorzystać. Czasami, do zweryfikowania…
- Temari, nie ma mowy – przerwała koleżance, zanim ta zdążyła się nakręcić. Nie ciekawiło jej, co to za propozycja. – Jest to po pierwsze nieetyczne, po drugie strasznie nieprzyjemne. Wykopanie jakiejkolwiek spójnej myśli z umysłu kogoś kompletnie pijanego to syzyfowa praca. Na drugi dzień czułam się, jakby ktoś mi wbijał do mózgu gwoździe. Nie ma porównania z najgorszym kacem.
Temari nie próbowała więcej dyskutować, i całe szczęście. Czytanie w bieżących myślach jakiejś osoby było względnie łatwe, odszukiwanie konkretnych informacji w umyśle dużo trudniejsze. Jednak przebijanie się przez myśli kogoś nieprzytomnego lub zamroczonego używkami było nie dosyć że uciążliwe dla umysłu i frustrujące, to jeszcze konsekwencje można było odczuć nawet na drugi dzień. I to niezależnie od ilości spożytego alkoholu.
Z perspektywy Sunami żadne korzyści nie były warte tej ceny.
Chyba, że…
Spojrzała na Temari. Miała ochotę ją wyściskać.
Blondynka była już zainteresowana zupełnie innym tematem. Zachwalała dobór koloru sukienki Matsuri i zaproponowała jej wspólne zakupy. Do świadomości Sunami ta informacja ledwie się przebiła.
- Jesteś genialna – powiedziała do koleżanki.
Temari spojrzała na nią bez zrozumienia.
- Wiem. W mojej rodzinie wszyscy lubimy niebieski – oznajmiła.
Niech więc omawiają temat ciuchów. Nawet dobrze, że nie będzie musiała brać udziału w konwersacji, bo musiała teraz coś przemyśleć.
Wiedziała już, co powinna zrobić, żeby utrzeć nosa temu wyniosłemu arogantowi, Sabaku no Gaarze, który wciąż był niezadowolony z efektów jej pracy.
Łatwo nie będzie, ale jeśli przygotuje dobry plan i będzie konsekwentna, spodziewała się dobrych efektów.

3 komentarze:

  1. No i jest rozdzialik :D Strasznie mi się podoba Kankuro w twojej wersji opowiadania jest taki boski :D Biedaczek z niego że trafiła mu się taka kobieta xDD Choć wydaje mi się że ona się zmieni,ale nwm bo to twój blog i tu tutaj opisujesz :) W ogóle to najbardziej podoba mi się pierwsza część opowiadania,ale druga też jest spoko,Myślę że rozdział siódmy pojawi się szybko i rozwiejesz moje wątpliwość co do zachowania tej laski ;D Życzę dużo czakry oraz pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga na którym pojawił się rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra naszła mnie ochota żeby skokentować też drugą część :) Jesten strasznie ciekawa cowymyśliła Sunami żeby utrzeć nos Gaarze.Szczerze powiem że jak to kiedyś przeczytałam to pierwsza myśl była taka że ona go pewnie rozkocha w sobie,a dziś jak przeczytałam yo jeszcze raz to przyszło mi fo głowy że ona zrobi coś Matsuti xxD (wolałabym te pierwszą obcje,ale co napiszesz to to przrczytam i skomentuje) i wogólr ciesze się że Kibuś też się pojawił i wydaje mi się że będzie miał romans z Temari xD Moja wyobraźni ie ma dziś granic xD Wogóle to wydawało mi się i do tej pory wydaje mi się że on może mieć też romans z Matsuri ;) Kurka nie było ShikaTema i coś czuje że na razie ich nie będzie może to i dobrze bo voraz bardziek mi się przestają podobać wątki o nich na blogach chiciaż poczytać to ja o nich lubie ;) Ehh czemu nie ma Gaary i Mats nawet takiej małej scrnki np. ich wspólnego treningu "-" choć wydaje mi się że Gaara bedzie z kimś innym xD ale to twój blog i twoje pomydł a ponieważ lubie go czytać przeczytam wszystko nawet gdyby mi się nie podobało.Ehh pisałam to wcześniej,ale strasznie jestem ciekawa Kankuro i tej laski i jak to się im wszyski poukłada gdyby taj skonczyli w łóżku... xDD dobra dziś mi odbija i przepraszam za ortografię,bo nie lubie pisać z fona.Jeszcze raz pozdrawiam i weny życzę :)

      Usuń
  2. Dziękuję :) Czuję się zaszczycona, choć mam też zagwozdkę, bo to już kolejna nominacja w krótkim czasie. Znajdę jakieś blogi do nominacji i wtedy wymyślę pytania :P W poprzednim komentarzu jest sporo przypuszczeń, w niektórych jesteś blisko dalszego rozwoju akcji, w niektórych nie. W każdym razie wątek KankuMichi rozwinę w najbliższych rozdziałach. I Twoja sugestia co do sceny Gaary i Matsu jest słuszna, więc postaram się też dodać do jednego z najbliższych rozdziałów, muszę jedynie dopracować mglistą koncepcję

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)