Plan Sunami był bardzo prosty,
przynajmniej w teorii. Przekonać mistrza Piratów, że ma nad nią kontrolę. Uśpić
ich czujność. Jak tylko znajdą się w sprzyjającym terenie, pozwolić oprychom
odczuć emocje ich ofiar – i uciec, gdy zapanuje chaos.
Przebieg samej ucieczki było trudniej
określić. Sunami wiedziała, że nie może się cofnąć na pustynię – do której
wciąż było bardzo blisko – ponieważ tam przeciwnicy mieliby znaczną przewagę,
nie tylko liczebną. Trudniej byłoby jej się tam ukryć, wcale nie dlatego, że
pustynia była jednorodnie płaskim terenem – nie była. Wydmy i skały nadawały
się do wykorzystania. Ale Sunami miała świadomość, że Piraci znali tę pustynię
dużo lepiej niż ona. Większość misji w życiu wykonała poza Krajem Wiatru.
Lepiej znała lasy wokół Konohy i mokradła w pobliżu Wioski Mgły niż pustynię
otaczającą Sunagakure.
Musiała zostać w lesie. Nie miała
wątpliwości, że Hakujo zapanuje nad swoimi najemnikami, jak tylko ona się
trochę oddali, więc musiała być też przygotowana na konfrontację.
Świadomość, że będzie musiała zabijać,
żeby się pozbyć pościgu, w tej chwili nie robiła na niej żadnego wrażenia – i miała
nadzieję, że będzie tak samo, gdy uwolni się spod wpływu szalonego mistrza.
Ostatecznie, wszyscy nukenini byli mordercami i widziała, jak zabijają. To
powinno wystarczyć do tego, żeby w krytycznym momencie się nie zawahała.
W momencie, gdy podjęła decyzję, nie
wolno jej się wahać.
Okoliczności sprzyjały wykonaniu planu,
bo mistrz Hakujo, gdy tylko zyskał nad nią kontrolę – a przynajmniej wydawało
mu się, że ją kontroluje – przestał brać pod uwagę możliwość jakichkolwiek
problemów z jej strony. Pewnie nigdy nie spotkał się sprzeciwem kogoś, komu
wyciszył emocje.
Obawiał się za to, że duża grupa
shinobi przedzierających się przez las zwróci na siebie uwagę i że natkną się
na jakiś patrol albo drużynę wracającą z misji – dlatego podzielił swoich ludzi
na cztery grupy, które miały wybrać nieco różne trasy i spotkać się w jednym
miejscu. Sunami, uwolniona z krępujących ją wcześniej więzów, szła przez las w
grupie z mistrzem, jego przybocznym Minem i pięcioma innymi nukeninami. To
jednocześnie ułatwiało, ale i utrudniało ucieczkę – przy tak
niewielkiej grupie mistrz szybciej zorientuje się w tym, co zrobiła i pewnie
szybciej to opanuje. Ale Sunami nie miała czasu ani możliwości na opracowanie
alternatywnego planu.
W pewnym momencie uświadomiła sobie, że
chętnie by to zrobiła. Najemnicy rozdzielili się już ponad pół godziny temu, co
przy ich tempie poruszania się dawało znaczne odległości między grupami. Już od
dłuższego czasu przedzierali się przez las. A ona zwlekała, choć normalnie już
dawno straciłaby cierpliwość.
Do jej mózgu przebiła się świadomość:
to właśnie tak działa. Zobojętnienie na wszystko. Od momentu, kiedy pozwoliła
przywódcy nukeninów na wyciszenie jej emocji, nie czuła nic. Była spokojna jak
nigdy dotąd, ponieważ pierwszy raz w życiu nie napływały do niej cudze emocje,
nie docierały do niej własne, i działo się to naturalnie – nie kosztowało jej
żadnego wysiłku. Nic jej nie martwiło,
nic jej nie niepokoiło. To, że tuż obok niej był shinobi, który jej zagrażał i
którego uważała za wroga, nie miało teraz żadnego znaczenia – trudno było
uwierzyć, że kiedykolwiek myślała inaczej.
Czuła się, jakby płynęła w przestrzeni.
Wiatr owiewał jej twarz, skórę muskały rośliny, które porastały gęsto leśne ścieżki. Ptaki śpiewały, tuż obok przemknęła wiewiórka. Sunami nie musiała nawet wytężać zmysłów, by dostrzec i usłyszeć więcej leśnych zwierząt. Nie
absorbowały jej własne myśli ani uczucia i dzięki temu dużo wyraźniej, pełniej
odbierała otoczenie. Była częścią czegoś większego, nie ograniczało jej własne
ciało ani umysł.
Nirwana – wygaśnięcie cierpienia,
całkowita anihilacja uczuć. Stan, do którego dążyli wszyscy buddyści. Miałaby z
tego rezygnować?
Uświadomiła sobie jeszcze jeden
bodziec, który docierał do niej z zewnątrz, ale dotąd w ogóle nie zwracała na
niego uwagi, ponieważ była do niego tak przyzwyczajona, że uważała go za część
siebie. Wisiorek, który miała na szyi. Każde ziarenko piasku, które znajdowało
się wewnątrz niego, zdawało się emanować energią.
Od momentu, gdy do jej krwi dostał się
amalgamat, blokując wrażliwość na czakrę, Sunami wydawało się, że w tym wisiorku
znajduje się tylko piasek. Zwykły piasek, taki sam jak miliardy innych rozdrobnionych skał na pustyni.
A jednak było w nim coś jeszcze, coś,
czego nie potrafiła wyjaśnić inaczej niż obecnością czakry, której w tej chwili
nie powinna wyczuwać. Co to było, tak naprawdę nie było ważne. Wiedziała, co to
znaczy.
Gaara jest blisko.
Zatrzymała się, chociaż nie
przypominała sobie momentu, w którym postanowiła się zatrzymać. To nie była
świadoma decyzja. Jej towarzysze dopiero po chwili zdali sobie sprawę, że
została z tyłu i odwrócili się. W tym momencie była zdemaskowana, zrobiła coś z
własnej woli nie czekając na rozkaz i mistrz Hakujo musiał zdać sobie sprawę,
że nie jest w stanie kontrolować jej tak, jak innych.
Zorientował się też zdrajca Wioski Mgły
nazywany przez wszystkich Minem, jeden z tych, których szef nie musiał
„wyciszać”, żeby mieć pewność jego posłuszeństwa. Na jego twarzy pojawił się
grymas złości.
Miał taki sam wyraz twarzy kiedy
zorientował się, że Kenzo nie żyje – że umarł zbyt szybko, by poczuć na sobie
zemstę dawnych towarzyszy. Sunami przypomniała sobie zdziwienie na twarzy
Kenzo, gdy shuriken przebił mu gardło. Zdziwienie, które zastygło na twarzy
chłopaka, gdy w jego ciało wbijały się kolejne ostrza.
Przypomniała sobie przerażenie kobiety,
którą kilka minut przed przybyciem Kenzo ochroniła przed gwałtem, zabijając
napastników. I co się stało z tą kobietą potem.
Przypomniała sobie ból i przez chwilę
to uczucie było tak dojmujące, że z trudem utrzymała się na nogach.
- Co się, kurwa, tak krzywo patrzysz? –
ryknął nukenin, jeden z tych, którzy znajdowali się najbliżej niej. Podszedł do
stojącego obok niego kolegi i popchnął go.
Sunami wskoczyła na najbliższe drzewo
jeszcze zanim w ruch poszły ostrza. Słyszała odgłosy szamotaniny, gdy najemnicy na dole zaczęli nawzajem skakać sobie do gardeł. Ich głosy ledwie one do niej docierały. Czuła się przytłoczona emocjami, które napływały
do niej z wewnątrz, zupełnie bez kontroli i w takim natężeniu, że czuła, jakby
coś uciskało jej klatkę piersiową do tego stopnia, że utrudniało jej
oddychanie.
Jej pierwotny plan wziął w łeb, nie
zabiła żadnego z potencjalnej grupy pościgowej i nikomu nie odebrała broni. Nie
była w stanie jasno myśleć. Mogła tylko biec przed siebie, jakby chciała uciec
przed falą niechcianych, toksycznych, przytłaczających emocji, które jednak
dościgną ją gdziekolwiek pójdzie. Skakała z drzewa na drzewo. Ledwie zauważyła
olbrzymią chmarę ptaków, które wzleciały nad korony drzew i zaczęły krążyć w
panice, bez żadnego celu. Zwierzęta żyjące na drzewach i w leśnym poszyciu
opuściły kryjówki i rozbiegły się w popłochu.
Sunami czuła się zdezorientowana jak te
zwierzęta, nie miała żadnego planu, żadnego upatrzonego celu, była pewna
jedynie kierunku, w którym powinna zmierzać – z powrotem, na pustynię.
***
Satoru, młody nukenin z wioski Mgły,
był w grupie sześciu mężczyzn obozujących w pobliżu granicy między pustynią a
zieleńszym, bardziej przyjaznym ludziom terenem. Ich zadaniem było pozostawanie
z tyłu pozostałych grup i ściągnięcie na siebie uwagi, w wypadku, gdyby
Kenzo-zdrajca-Shihara nie był na tyle głupi, by nie poinformować nikogo, w
jakim kierunku zmierzał. Nie ulegało wątpliwości, że jakaś ekipa z Wioski
Piasku będzie szukać zaginionego wojownika wysokiej rangi.
Nukenini mieli zlikwidować ewentualny
pościg lub ewentualnie go opóźnić za cenę życia. Hakujo świadomie wybrał do
tego zadania grupę ludzi, którzy służyli pod jego dowództwem od dawna. Nie
musiał bezpośrednio ich kontrolować, żeby robili dokładnie to, co chciał.
Przebywali w jego towarzystwie wystarczająco długo, by nie zostało w nich zbyt
wiele emocji, nie bardzo bali się śmierci i nie powstawały w ich głowach myśli
o możliwości ucieczki w sytuacji zagrożenia życia.
Stali na czatach dokładnie w tym
miejscu, w którym im kazano, w palącym słońcu, choć mogli pokonać kilkaset
metrów, by znaleźć się w cieniu drzew. Niewzruszeni jak skały.
Jednak w pewnym momencie dosięgnął ich
niepokój. Satoru odczuł to dokładnie w ten sposób – jakby coś, co było na
zewnątrz, dostało się do jego trzewii i spowodowało, że jego organizm poczuł
się zagrożony, na elementarnym, fizycznym poziomie. Bez udziału myśli, bez
zidentyfikowania źródła zagrożenia.
- Zobaczcie – odezwał się jego kolega,
facet, który nigdy nie ujawnił z jakiej zbiegł wioski i kazał siebie nazywać
„Szogunem”, co wszystkich śmieszyło - w czasach, w których jeszcze mieli poczucie
humoru.
Satoru, tak jak pozostali, spojrzał we
wskazanym kierunku. Wysoko nad drzewami krążyła ogromna, ciemna chmura złożona
z punkcików. Zachodziłby w głowę, co to może być, gdyby nie przeraźliwe
skrzeczenie. Wiele kilometrów dalej, nad lasem, musiały być tysiące ptaków, tak że było je widać i słychać z dużej odległości.
- Co to może być? – odezwał się Szogun.
Dwaj nukenini odpowiedzieli
jednocześnie.
- Wrony.
- Kruki.
- Tam może być wszystko, nie o to pytam
– parsknął mężczyzna rozdrażniony. – Co je tak wkurwiło?
Mężczyźni spojrzeli po sobie. Satoru
miał wrażenie, że wszyscy myślą to samo. Jakiś drapieżnik idzie przez las.
Duży. Groźny. Natychmiast przyszły mu do głowy bijuu.
Nie czuł strachu. Raczej wydawało mu się,
że powinien odczuwać strach. Nie chciał uciekać. Ale uważał, że powinien.
- Może cofnijmy się na pustynię –
odezwał się niepewnie jeden z mężczyzn.
- Dlaczego na pustynię? – Towarzysz,
który mu odpowiedział, był rozdrażniony i sprawiał wrażenie gotowego do bitki.
- No… Tam nie ma drapieżników –
odpowiedział tamten niepewnie.
- Debilu! – Wtrącił się Jon, który
dotąd był milczący. Satoru znał go od dwóch lat i nigdy nie słyszał, by facet
podniósł głos. – Skorpiony, węże, jastrzębie… Mam wymieniać dalej?
Satoru pomyślał, że on chyba żartuje.
Kim oni byli, żeby obawiać się węży i jastrzębi? Na pustyni nie było ani
jednego drapieżnika, który mógł im zagrozić.
Nukenin ponownie spojrzał na czarną
chmurę ptaków na niebie. Czy coś groźnego było w lesie?
- Na świętą Wolę Ognia, co to jest? – Gdyby Satoru nie wiedział
lepiej, pomyślałby, że w głosie Jona brzmi panika.
Satoru skierował wzrok na pustynię i
dostrzegł to – falę piasku
przemieszczającą się z niewyobrażalną szybkością. Ściana w momencie dostrzeżenia
znajdowała się w dali, a po kilkunastu sekundach była już tak blisko, że mogłaby ich
zmiażdżyć. Satoru dopiero po długiej chwili zdał sobie sprawę, że na szczycie
tej konstrukcji stoi człowiek. W tym samym momencie poczuł, jakby ziemia
osunęła mu się spod stóp i zaczęła oplatać ciało.
Nadal nie czuł strachu przed śmiercią.
Raczej zdziwienie.
***
Sunami biegła od dawna, czuła zmęczenie
i przytłaczający ból w płucach, ale wiedziała, że nie wolno jej się zatrzymać –
nawet nie oglądając się wiedziała, że ścigający ją nukenini są blisko. Nieczuły
na jakiekolwiek emocje mistrz błyskawicznie zapanował nad chaosem i wysłał za
nią opanowanych, zdyscyplinowanych żołnierzy. Ona była kierowana głównie
strachem. Nie potrafiła opanować tego uczucia, może dlatego, że nigdy wcześniej
go nie doświadczyła w takim natężeniu. Czuła, jakby zatrzymanie się było
najgorszym, co może się jej przytrafić, ale nie brała w ogóle pod uwagę
ucieczki w głąb lasu – tylko przed siebie, a tam zobaczyła już przerzedzającą
się linię drzew. Dalej była niższa roślinność, ciągnąca się przez kilka
kilometrów, aż do piasków pustyni. Musiała zmienić kierunek albo zmienić
strategię i zamiast ucieczki wybrać obronę, bo poza linią gęstego lasu dosięgną ją
kunaie wroga.
Jednak nie mogła się cofnąć i zacząć
kluczyć. Nie tylko dlatego, że w lesie były trzy grupy nukeninów,
rozproszonych, którzy mogli wyskoczyć na nią zza drzew niezależnie od kierunku,
jaki by wybrała. Nie chciała kryć się w lesie - wbrew wszelkiej logice i
wszystkim poznanym strategiom czuła, że tylko na pustyni będzie bezpieczna.
Poza tym nie zamierzała wiecznie kryć
się wśród drzew i uciekać jak zraniona zwierzyna.
Nie jesteś zwierzęciem, pomyśl,
przemknęło jej przez myśl. Zatrzymała się wśród wysokich krzewów i zaczęła
rozglądać się za bronią. Znalazła kamień o ostrych krawędziach i użyła go, by
zaostrzyć ułamaną gałąź. Jednak zdała sobie sprawę, że to beznadziejna broń przeciwko wyszkolonemu ninja.
Włosy miała spięte dwiema ostrymi
szpilkami, których mogła użyć zamiast kunia – wyciągnęła je i włożyła do
kieszonki zaszytej w bluzce. Jedną ze szpilek po namyśle wyjęła, choć tak naprawdę
nie miała nic przeciwko zabijaniu gołymi rękami.
Tak czy inaczej, musiała liczyć, że któryś najemnik wysunie się przed szereg, dopaść
go i zdobyć prawdziwą broń. Ukryła się za krzewem ożyny, upatrując to
miejsce na dobry punkt obserwacyjny. Wiedziała, skąd mniej więcej przyjdą. I że
rozproszyli się.
Wiedziała, że ich przywódca Hakujo
będzie zaraz za nimi, a to on jej najbardziej zagrażał. Była dokładnie w takim
stanie jakiego chciał – rozbita emocjonalnie, bez żadnej samokontroli i tym
razem mógł wyciszyć jej emocje tak, by nad nią zapanować.
Czuła się jakby od wewnątrz rozdzierała
ją wielka, krwawiąca rana. Gdyby mistrz Piratów zamknął tę ranę, ona nawet nie
próbowałaby się uwolnić. Nie chciałaby znów czuć choć części tego, co czuła
teraz.
Ale wtedy stałaby się narzędziem w jego
rękach. Środkiem do zniszczenia życia Naruto i zapanowania nad Kuramą. Środkiem do terroryzowania całych osad. Nie
mogła pozwolić się schwytać.
Miała ochotę krzyczeć, ale musiała
zdobyć się na chłodne myślenie. Musiała na chłodno wyeliminować choć kilku z
nich. I znów się ukryć, żeby przetrwać.
Dłonią sięgnęła do wisiorka, który
miała na szyi. Dotknięcie palcami chłodnego metalu pomogło jej się trochę
uspokoić. Uczepiła się irracjonalnej, pozbawionej logiki myśli, że Gaara po nią
przyjdzie. Że już gdzieś tu jest i dzięki temu nie będzie musiała się zmierzyć
z mistrzem Hakujo, którego nie czuła się na siłach pokonać.
Ale muszę pokonać jego żołnierzy,
powiedziała sobie, starając się uporządkować myśli. Dwudziestu chłopa. W lesie,
w którym potrafiła się poruszać nawet z zawiązanymi oczami, miała jakieś szanse. Byłyby dużo większe, gdyby nie była tak roztrzęsiona.
W końcu pojawił się nukenin.
Korzystając z efektu zaskoczenia, rzuciła w niego szpilką i trafiła idealnie –
w klatkę piersiową. Dopadła do niego, żeby zabrać mu broń.
Nie odpowiedział na atak, choć rana nie była głęboka - był zszokowany obrotem wydarzeń. Nie dała mu czasu do namysłu.
Ale nie zachowała się tak, jak
powinna.
Nukenin był uzbrojony w dwa krótkie i
poręczne miecze. Sunami jedną sztukę broni odrzuciła, a drugą chwyciła w dłoń i
wbiła w brzuch nukenina, aż po rękojeść. Mężczyzna wbił w nią zaskoczone spojrzenie. Wciąż był żywy, Sunami nie celowała tak, by spowodować jak najszybszy
zgon.
Chciała, żeby cierpiał.
- Teraz czujesz, że umierasz. – Była
tego pewna, choć nie docierało do niej nic z uczuć śmiertelnie rannego
wojownika. Strach, szok, niedowierzanie – mogła podejrzewać, co czuł, ale nic z
tego jej nie dosięgało. Nie przebijało się przez gąszcz emocji, które wchłonęła
wcześniej i które nie chciały jej opuścić.
Potrzebowała więcej trupów, żeby poczuć
ich cierpienie - strach, śmierć bezwzględnych morderców; coś, co zagłuszy emocje
kobiet i dzieci, które utkwiły w jej głowie.
Wyciągnęła miecz i wstała, zostawiając
mężczyznę na ziemi – liczyła, że z takimi ranami będzie długo umierał. Sunami
rozejrzała się dookoła. Z ostrza, a także z jej ubrań sączyła się krew ofiary i
kapała na leśne poszycie.
Gdzie jesteście?
Po chwili dostrzegła ruch z lewej
strony. Dwaj mężczyźni dobrze ją widzieli i zaatakowali jednocześnie – to
było ich błędem. Odskoczyła i przygotowała się na ponowny atak, z wyciągniętym
mieczem.
Jednym z nich był Min. Dwie godziny
temu przemierzała las w jego towarzystwie niemal ramię w ramię, nie czując nic,
i ta świadomość potęgowała jej wściekłość. Żywo pamiętała, z jaką satysfakcją
Min mówił o śmierci Kenzo. O amalgamacie, którym zatruł jej żyły. Pamiętała,
jakich słów i gestów używał, by ją zastraszyć. Czuła jego palce na swojej
skórze. Ręce, którymi obłapiał ciała innych kobiet, by z polecenia przywódcy
przed śmiercią czuły paraliżujący strach i ból.
Sunami postanowiła odciąć Minowi po kolei
wszystkie członki ciała, nawet gdyby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi w
życiu.
Wściekłość jest złym doradcą i dlatego
popełniła błąd. Rzuciła się z impetem na przeciwnika, on bez trudu odparował jej atak.
Sunami cofnęła się.
Nukenin odrzucił miecz, który miał w
rękach i uśmiechnął się złowieszczo. Chciał przekazać, że nie potrzebuje na nią
broni. Udało mu się wytrącić ją z równowagi. Niewiele brakowało, a trafiłby ją
ten drugi shinobi, który w tym momencie skoczył do niej ze sztyletem.
Zaskoczona, Sunami uchyliła się przed nim, a mężczyzna przekoziołkował nad nią.
Udało jej się wykonać proste cięcie mieczem tuż nad jego kolanem. Ostrze wbiło
się głęboko, Sunami musiała wypuścić je z rąk. I choć mogła być pewna, że
przeciwnik przestał być problemem, bo nie stanie już na nogi, została bez broni.
A przecież potrzebowała ostrza, żeby
poszatkować tę gnidę na kawałki. Straciła czas na rozglądanie się za bronią,
Min w tym czasie doskoczył do niej i próbował kopniakiem podciąć jej nogi.
Odskoczyła, wykorzystała kilka typowych sztuczek taijutsu. I mimo, że walka
wręcz była jej specjalnością, przeciwnik miał przewagę. To on atakował, Sunami
musiała się bronić. Uderzyła go w twarz, jednak nie zrobiło to na nim wrażenia.
Sparował kilka jej uderzeń.
Sunami czuła narastająca frustrację, bo w tej chwili zależało jej tylko na jednym - zadaniu mu bolesnej śmierci, a on się wymykał. Na dodatek słyszała trzask łamanych gałęzi, a to oznaczało, że z różnych stron
zbiegają się ludzie. Przeszkodzą jej zanim zabije nukenina z Wioski Mgły.
Rzuciła się w bok, żeby zdobyć leżący
miecz nieżyjącego najemnika. Zanim dosięgła broni,
Min natarł na nią całym ciałem i przewrócił ją na ziemię. Potoczyli się po
trawie. Mężczyzna chwycił ją za gardło i przycisnął do ziemi, podduszając.
Wielu kobietom zrobił wcześniej to samo.
Sunami widziała jego triumfujące
spojrzenie. Nie mogła pozwolić mu wygrać. Na oślep przesuwała rękami po ziemi,
aż trafiła na jakiś płaski kształt – kamień. Próbowała go chwycić.
Nukenin zbliżył twarz do jej twarzy.
- Spójrz na siebie – wydyszał. – Osiągnęliśmy
cel, zrobisz cokolwiek rozkażemy.
Sunami zdołała podnieść kamień i
uderzyć napastnika w bok głowy. Nie tak mocno, jak chciała, ale wystarczająco,
by stracił orientację w tym, co się dzieje. Zrzuciła mężczyznę z siebie, usiadła na
nim i zaczęła uderzać kamieniem w jego głowę, aż krew zbryzgała jej twarz.
I chociaż był już martwy uderzała
dalej, mimo że powinna zerwać się do ucieczki, bo dokoła było więcej nukeninów.
W końcu wstała i zamierzała zaatakować tym samym zakrwawionym kamieniem
następnego z mężczyzn. Nie wiedziała jednak, którego, bo tuż obok niej było trzech
– mieli ją na tacy, ale chyba żaden nie chciał wyrywać się przed szereg i
atakować pierwszy.
Zanim zdecydowała, któremu powinna
roztrzaskać głowę, dosłownie zatrzęsła się ziemia i wszyscy trzej nukenini
zaczęli się w nią zapadać. Wrzeszczeli, nie wiedząc, co się dzieje.
Sunami w pierwszej chwili też tego nie
pojęła. Kiedy zorientowała się, że podłoże zamienia się w ruchome piaski,
odsunęła się o kilka metrów. Usłyszała huk, jakby ktoś wyrywał drzewa z
korzeniami i w odległości kilkudziesięciu metrów zobaczyła ogromną ilość piachu i skał wznoszących się pionowo nad ziemią. Skały rozpadały się na
maleńkie kawałki i wraz z warstwami gleby stworzyły wir z piasku, który w kilka
sekund pokonał kilkadziesiąt metrów przestrzeni i zaczął otaczać ją jak mur.
Uświadomiła sobie, że Gaara buduje dla
niej tarczę z piasku. Nigdzie nie mogła go dostrzec, przez panujący hałas nie
mogła też nic usłyszeć. Chciała za wszelką cenę odnaleźć Gaarę, krzyknąć, żeby
tego nie robił – żeby jej nie odcinał. Pragnęła go zobaczyć i frustrowało ją,
że nie potrafi się przebić wzrokiem, nie wie, gdzie Gaara się znajduje.
Frustrowało ją też, że izolował ją,
otaczał barierą ochronną, której nie chciała.
Chciała zabijać, podbiec do kilku
kolejnych najemnych morderców i tłuc ich głowami o kamienie tak długo, aż
zobaczyłaby wypływające mózgi. Nie mogła jednak uciec z miejsca, w którym się
znajdowała, bo ze wszech stron otaczały ją wysokie ściany czarnego piasku. Nad
nimi widziała niebo, samo w sobie błękitne, ale przesłonięte ciemną chmurą
skrzeczących ptaków.
Była zamknięta, odizolowana. Dlaczego Gaara jej to
zrobił? Łzy bezsilności napłynęły jej do oczu. Upadła na kolana i zaczęła rozpaczliwie
krzyczeć.
W końcu jest!!! Lecę czytać!!!
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że miałaś mój zachwyt w momencie, w którym Gaara pojawił się niczym okrutny bóg śmierci w tym lesie.
OdpowiedzUsuńO jednym dość interesującym mnie wątku nie wspomniałam w poprzednich komentarzach. Intryguje mnie jak wygląda ten brak emocji u Hakujo. Bo z jednej strony jest wyprany z nich, a z drugiej strony robi rzeczy nielogiczne (porównywanie Sunami do bogini - religia sama w sobie jest mało logiczna, racjonalna i przeczytałam gdzieś, że socjopaci odrzucają ją). Używane są też w kontekście niego emocje, jak choćby w tym rozdziale: "Obawiał się za to, że duża grupa shinobi przedzierających się przez las zwróci na siebie uwagę(..)" Moje przypuszczenie jest takie, że on nie "bał się", "obawiał", tylko nie chciał, aby zostali wykryci, więc wybrał najbardziej pasujące do sytuacji rozwiązanie. Ale mogę się mylić ;)
Sunami świetnie sobie poradziła, jak na okoliczności, ale nie do przesady i dzięki temu nie ma się wrażenia, że "Kurcze, czemu wcześniej tego nie zrobiła, skoro to tak proste?" Czekam aż opadną z niej te obce emocje.
Gaara... wspomniany jedynie jako śmiercionośna siła i opiekun Sunami... Czuję niedosyt! Ale mam wrażenie, że w kolejnym rozdziale będzie już odrobinę bardziej zauważalną postacią. No dobrze - to nie wrażenie, tylko nadzieja ;)
Pozdrawiam :)
Hakujo jest trudny do opisania. Tutaj np. napisałam że "obawiał się", ale chodzi o to, że przeprowadził logiczne wnioskowanie - chcąc się wystrzegać kłopotów unikał zostania zauważonym. Twoje spostrzeżenie uzmysławia mi, jakim "emocjonalnym" językiem jest polski - mówi się np. że w obawie o coś albo z obawy przed czymś, ale niekoniecznie oznacza to strach, tylko ostrożność, która nie zawsze strachem jest spowodowana. To jest tak ciekawy temat że chyba zacznę szukać artykułów o emocjonalności i ekspresywności języka :D Swoją drogą w jednym z odcinków "polimatów", o języku migowym, Radek Kotarski zwraca tez uwagę na emocjonalność języka pisanego i mówionego. W każdym razie pisząc sceny z Hakujo miałam nieraz kłopot z doborem słów, bo wiele sugeruje emocje. Dlatego zredukowałam do minimum fragmenty z jego perspektywy. Jeśli zaś chodzi o niedosyt - ostatnio mało było Gaary i na koniec zamierzam to nadrobić. W 19. rozdziale będzie dużo jego perspektywy.
UsuńSkoro w sobotę o 7 (?!) upomniałaś mnie, że nie ma notki, to i ja pozwolę sobie na upomnienia ;)
OdpowiedzUsuńPrzypominam, że w obu Twoich ff zostały jeszcze tylko 3-4 rozdziały, które miały być dodane najlepiej do stycznia, bo wtedy rusza "Nakama 3".
To nie wszystko - zdradzając, że ostatnio Twoim hobby stały się zagadki kryminalne nieświadomie otworzyłaś puszkę Pandory. Kojarzy mi się jakiś zawieszony blog. Niech no przypomnę sobie nazwę... Ach tak! Konoha Crime Files! Czyżby jego autorką nie była niejaka Kareena Surabiku? Niemożliwe... skoro lubi takie klimaty, to na pewno "odwiesiłaby" bloga ;)
Będę o sobie przypominać i chyba zyskasz internetowego stalkera :P
Strach się bać :P I tak cały czas wisi nade mną kwestia skończenia blogów w tym miesiącu. Mam 1/3 tutejszego rozdziału i dzisiaj zamierzam wieczorem coś napisać, ale czy skończę tego nie wiem :P W przyszłym tygodniu będą rozdziały. Jeśli zaś chodzi o Konoha Crime, owszem myślałam nad reaktywowaniem tego bloga. Jednakże... po pierwsze mam tam dobrze opracowane jedynie wątki miłosne, co zakrawa na zbrodnię :P Po drugie, mogę pisać maks. 2 ff jednocześnie. A oprócz Nakamy mam zaplanowany jeszcze jeden ff z universum Naruto, z wioski Piasku, do którego nawet mam już kilka rozdziałów, więc KCF raczej z nim przegra. Jeśli kiedykolwiek wrócę do tej historii musi mieć naprawdę porządną warstwę kryminalną, zbieram inspiracje czytając o zbrodniach. Łatwo Tobie się mówi, masz już wszystko napisane :P Ale skoro wzięłaś się i napisałaś to objaśnienie do Odpowiedzialności, ja też się wezmę i coś dzisiaj napiszę na Sunę :D
UsuńCzekam na rozdziały, ale czy wytrzymam do przyszłego tygodnia? Może być ciężko ;) Na razie odpuszczam sobie aktywne prześladowanie i zaklepuje sobie miejsce uważnego obserwatora.
UsuńJa też ostatnio zrozumiałam błogosławieństwo posiadania tak dużego zaplecza rozdziałów. Dotarło do mnie, że straciłam blisko 2/3 jednego z ff, który chciałam opublikować (rada na przyszłość - nigdy nie rób nic na komputerze poza domowym i nie przekonuj się, że pendrive jest bezpieczny... Nie jest, jeśli wrzucisz go przez przypadek do gorącej kawy). Teraz muszę to odtworzyć i dostaję kurw... jestem nieco zdenerwowana. Poza tym od wielu lat chodzą za mną pomysły, ale to "Gosposia" jest dla mnie najbardziej pociągająca, bo tam mogłam stworzyć sobie swój świat, swoją idealną Sunę. Drugi raz nie będzie chyba aż tak ekscytujący.
Przyznam, że KCF zapowiadało się ciekawie. Ale nie do końca rozumiem Twoich obaw. Chciałaś, żeby wszyscy bohaterowie pracowali dookoła jednej sprawy i razem z nią rozwijały się ich wątki? Jeśli tak, to do pewnego stopnia mogę zrozumieć Twoje obawy. A nie myślałaś, żeby obejść to mnogością spraw? Bo sam pomysł jest niezwykły, ale chyba nawet jeśli przeczytasz tysiące książek ciężko będzie poznać pracę w policji od podszewki. Bo jedna sprawa co mówią przepisy i procedury, druga to rzeczywistość, a trzecia co piszą twórcy. Chyba, że szukasz inspiracji dotyczących samych zbrodni/kryminalistów. Tutaj poradziłabym raczej książki z pogranicza nauki. Kiedyś interesowałam się socjopatami i przyznam, że niektóre mechaniki ich umysłów wstrząsnęły mną. Trudno wyobrazić sobie osobę całkowicie pozbawioną empatii, więc tym trudniej było mi zagłębić się w te tematy.
To nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć Ci ogromu weny :) A zdradzisz rąbka tajemnicy o czym mniej-więcej jest ten ff, w którym masz już zapisane kilka rozdziałów?
Straciłam kiedyś gotowy rozdział, 2/3 całego ff nawet sobie nie wyobrażam :D Strasznie jest to frustrujące gdy poświęciło się dużo czasu i trzeba drugi raz pisać od nowa. Prawie na pewno bym to porzuciła, piszesz? ;)Chodzi o kolejne opowiadanie, które zostanie opublikowane na blogu? Co do Konoha Crime: miałam od początku założenie, by było wiele różnych spraw kryminalnych, ale gdy sobie uświadomiłam, że napisałam dwa rozdziały, a dochodzenie nawet na dobre się nie zaczęło zwątpiłam w sensowność tego rozwiązania i zaczęłam myśleć o jakiejś jednej zagadce. Teraz już nie wiem, jak miałaby całość ff wyglądać. Nie zdecydowałam się też, czy możliwie jak najbardziej trzymać się prawdopodobieństwa czy zawsze wybierać na korzyść fikcji literackiej. Np. w pewnym momencie się zorientowałam, że bohaterowie są za młodzi, bo Sakura musiałaby mieć ponad 30 lat, żeby samodzielnie przeprowadzać sekcje, młodsza mogłaby tylko asystować. (W sumie może to okazja żeby dokoptować do historii Sasoriego, który na medyka sądowego pasuje idealnie). Na początku miałam ideę, żeby wszystko było jak najbardziej zgodne z faktami, ale potem czytałam o systemie karnym i prawie w Japonii i stwierdziłam, że aby napisać KCF musiałabym przeczytać dużo więcej, ale oprócz tego - trochę to karkołomne zadanie, ani nigdy nie byłam w Japonii ani nie mam nic wspólnego z kryminalistyką, więc i tak popełniłabym tysiąc uchybień, które obnażą groteskowość pomysłu pisania kryminalnego ff "zgodnie z rzeczywistością" kiedy się tej rzeczywistości z pierwszej ręki nie zna. Teraz myślę, że jeśli się za to zabiorę to popłynę na fali wyobraźni i nie będę udawała znawcy japońskich realiów, bo tylko bym się ośmieszyła. Też mnie ciekawią socjopaci i generalnie zbrodnie bardziej mnie interesują z perspektywy psychologicznej niż naukowej ;) Dlatego przeraziło mnie, gdy pod pierwszym rozdziałem KCF dostałam komentarz od fanki CSI, to mnie też trochę zgasiło, bo uświadomiłam sobie, że nie znam się na technikach policyjnych i tylko się zbłaźnię. Teraz może zbłaźniłabym się mniej, bo właśnie czytam autobiografię medyka sądowego, w którym on pisze o autopsjach i o tym, co pewne ślady i cechy zwłok mówią o okolicznościach zbrodni, co oczywiście podsunęło mi pewne pomysły. Niemniej KCF pomyślane było jako tasiemiec, a ja już nie chcę pisać długich historii, bo wiem, że nie podołam czasowo ani nawet weną twórczą. Ten FF, o który pytasz, to - jak zwykle - romans, GaaTen, który wymyśliłam jako odpowiedź na ostatni rozdział mangi, w którym w mojej opinii autor tragicznie skrzywdził te 2 postaci. Miałoby się trzymać kanonicznego uniwersum (nie do przesady, ale w ogólnym zarysie historii). Generalnie chciałam tam pokazać Gaarę z perspektywy moim zdaniem najbliższej jego mangowemu pierwowzorowi. We wszelkich ff, które napisałam, Gaara jest pewny siebie do granicy arogancji, mimo że wcale nie widzę tak tej postaci. Mangowy jest raczej chłodny i zdystansowany, co otoczenie może odbierać jako wyniosłość albo pewność siebie, jednak w rzeczywistości on musiałby mieć ogromne problemy z nawiązywaniem choćby podstawowych relacji z ludźmi, jako dziecko, którego nikt nie przytulał, i które zostało skrzywdzone przez jedyną osobą, jaka mu okazywała uczucie. A propo tego ff prowadziłam moje rozkminki z obroną absolutną Gaary. Notabene sprawdziłam to i masz 100% rację - on zakłada zbroję, której może po prostu nie założyć. Tak samo, jak może nie wziąć ze sobą gurdy i nie mieć pod ręką piasku, który chroniłby go przed kontaktem fizycznym z drugą osobą. W moim przekonaniu jednak on jest taką osobą, która zawsze założy zbroję i zawsze będzie chronić się piaskiem, dlatego, że boi się kontaktów z ludźmi. Tenten spróbuje się przebić przez tę ścianę :P
UsuńPisałam już, że lubię wyzwania, więc piszę... A właściwie wygląda to mniej-więcej tak, że wydrapuję sobie mózg, wyrywam włosy i powstrzymuję się przed wściekłym rykiem. Bo wiesz... zapisuję jedno zdanie i nachodzi mnie nagła myśl - to było inaczej! Zupełnie nie tak! Kasuję, piszę od nowa. I znowu powtórka z rozrywki. Udało mi się odtworzyć "aż" jedną stronę, a zajęło mi to tydzień. Ciężko wczuć się w sposób myślenia siebie sprzed kilku lat, zwłaszcza, że ten ff był takim moim oczkiem w głowie. Podjęłam się ukazania dzieciństwa Gaary, co od zawsze chodziło mi po głowie, ale... coś we mnie umarło jak to straciłam. Bo być może pod względem językowym było to tragiczne/mierne, to jednak czułam emocje pisząc to, przeżywałam całą sobą jego historię, a teraz... mechaniczne uderzenia w klawiaturę. Ale nie poddaję się. Muszę to zrobić, inaczej obawiam się, że młodsza wersja mnie dopadnie teraźniejszą mnie w jakieś ciemnej uliczce za zniszczenie czegoś tak wyjątkowego dla niej ;)
UsuńW sumie o takie podejście w KCF mi chodziło. Nie masz co oszukiwać się, że poznasz pracę w policji od podszewki (nawet polskiej, nie mówiąc już o japońskiej). Czy się zbłaźnisz? Nie wiem. W "Gosposi" będzie wątek otwarcia huty szkła, utworzenia linii produkcyjnej itd. Nie znam się na tym, więc obchodzę ten problem jak tylko się da, ale jeśli znajdzie się ktoś czytający mojego bloga, kto pracuje w hucie albo zna się na tym, to... No mam nadzieję, że spojrzy na to z pobłażaniem, a nie zamorduje mnie przez internet za tak naiwne opisy. Chociaż... może podpowie? Tak byłoby miło :P W Twoim przypadku byłoby trudniej, bo u mnie jednak Sayuri nie pracuje na samej linii. Twoi bohaterowie musieliby na co dzień borykać się z tysiącem spraw, ale wierzę, że jeśli miałabyś silną motywację, udałoby Ci się stworzyć coś naprawdę przyjemnego. W ostateczności można wykorzystać fortel, że każdy dostał pracę po znajomości i nie ma pojęcia co robi xD Biedne byłoby miasto chronione przez takich stróżów prawa!
Wow! po raz pierwszy czytałabym GaaTen. Z przykrością nie mogę się zgodzić, że Gaara został skrzywdzony. Tak po prostu traktuje się każdą postać niepochodzącą z Konohy - ledwie skrawki informacji, rzadkie pojawianie się w mandze/anime to normalność. Poniekąd rozumiem to, bo wtedy ogromny tasiemiec ciągnąłby się przez kolejne kilkanaście lat ;) Ale z Ten-ten się zgodzę. Została skrzywdzona. Nie tylko mało jej, ale też nic o niej nie wiemy! To, że ma mało "ekranowego" czasu to jedno, ale o każdym bohaterze z Konohy COŚ wiadomo, o niej NIC.
W sumie podziwiam każdą osobę, która potrafi operować kanonicznymi postaciami jako głównymi. Ja nie mam takich zdolności. Może to dlatego, że żadnej postaci kobiecej nie lubiłam za bardzo w Naruto poza Temari, ale mimo wszystko związek kazirodczy jest nie na miejscu ;)
Z tym brakiem sympatii dla dziewczyn z kanonu nie jesteś sama. Ja też kiedyś lubiłam tylko Temari. Dlatego gdy zaczynałam nakamę miałam kłopot, ale postaci się same "wyrobiły" w trakcie opowieści. Tenten, przez to o czym piszesz, jest bardzo wdzięcznym materiałem do obróbki (a propo hali produkcyjnej, notabene bardzo mnie intryguje ten pomysł:P). Nie wiemy nic o jej rodzinie i prawie nic o charakterze - tylko tyle, że lubiła sobie ponarzekać, bo nie nadążała za dwoma geniuszami, i że wydzierała się na Lee w czym przypomina Sakurę (ale to chyba tylko w anime, więc się nie liczy). Jej związek z Nejim też prosi się o dookreślenie (w mandze go nie było, ale w świadomości fanów jest :D). Przez skrzywdzenie Gaary w ostatnim chapterze rozumiem głównie kreskę, bo naprawdę - mając taką buzię i czuprynę nie można się tak zestarzeć. Nie ma mojej zgody :P a Tenten została skrzywdzona podwójnie. Została starą panną w jakimś podupadającym sklepie, ona i Lee zostali na lodzie po tym, jak Neji zginął... Naprawdę głupią śmiercią. Nienawidzę tego co Masashi zrobił im obojgu, bo Nejiego wielbiłam zaraz po Gaarze, a tutaj... Rzucił się na pomoc, wiem to miało być wzruszające, ale trzeba było dać Hinacie umrzeć. Naruciakowi jej wyznanie miłości jakoś za wiele nie dało do myślenia, może teraz by ją zauważył. Lepiej już nie piszę w tym temacie, bo aż się we mnie gotuje. W każdym razie w ff będzie dużo Nejiego - może nie ciałem, ale duchem. Trzymam kciuki za powodzenie Twojej misji odtworzenia opowiadania. Jeśli Ci się to uda chylę czoła xP Spróbuj to napisać nie dokładnie tak, jak było, ale lepiej, będzie jakaś korzyść z tego nieszczęścia ;)
UsuńGdybym była stalkerem napisałabym coś w stylu "Zostały Ci tylko trzy dni." Ale spróbuję udawać normalną i napiszę jedynie, że z niecierpliwością czekam ;)
OdpowiedzUsuńWłaśnie się zastanawiałam, czy się usprawiedliwić, uwzględniasz L4 od lekarza? ;) Jestem chora i naprawdę ciężko mi się pisze, postępy w pisaniu są minimalne. Z nadzieją czekam na dzień jutrzejszy, ale nie będę się upominać o 7 rano :D
UsuńChoroba jest tylko wymówką, ale ją przyjmuję ;) Na okres świąteczny postaram się być odrobinę bardziej empatyczną osobą.
UsuńSkoro jesteś chora, to o 7 rano powinnaś spać i regenerować się, a nie myśleć o jakichś bzdurach! Jestem egoistyczna w tym "rozkazie", bo szybsze wyzdrowienie oznacza szybsze rozdziały xD Z drugiej strony oznacza to też szybsze zakończenie ff... Mam niezłą zagwozdkę, co jest lepszym rozwiązaniem ;)