sobota, 6 stycznia 2018

Rozdział XV.

Kenzo biegł jak gdyby spodziewał się pościgu. Miał poczucie porażki. Nie znosił popełniać błędów, a w tym przypadku dał się podejść jak dziecko. Po czasie uważał, że skoncentrowanie się na szturmie na świątynię i wysłanie Sunami z Noriko w drogę przez pustynię było głupotą z punktu widzenia strategicznego.
Chciał za wszelką cenę udowodnić, że potrafi to dobrze rozegrać, i że potrafi to zrobić po swojemu, nie trzymając się ściśle rozkazów Kazekage. Może tym razem przedobrzył.
Wcześniej nie przyszło mu do głowy, że mistrz Hakujou i jego ludzie mogą polować na Sunami. Ale teraz nabrał przekonania, że cała akcja z napaścią na sanktuarium była obliczona na schwytanie dziewczyny i to napełniło go złymi przeczuciami.
Piraci musieli zadać sobie wiele trudu, żeby obrać ten cel, zbadać przeszłość Sunami i odkryć, że będzie znała sposób na obejście zabezpieczeń przed obcymi w świątyni. Powinien być ostrożniejszy. Mistrz Hakujo zawsze wyjątkowo interesował się Azurami. Czy to takie dziwne, że postanowił wykorzystać obecność przedstawicielki tego ludu w wiosce Piasku?
Kenzo miał nieprzyjemne uczucie, że tym razem wykazał się bezmyślnością - ten scenariusz przyszedłby mu wcześniej do głowy, gdyby głębiej przeanalizował sytuację.
Skoro Hakujou postanowił posłużyć się Sunami, skończy się to dla niej źle. Zawsze tak się kończyło dla osób, które stary mistrz uważał za bardziej pożyteczne niż inne. Nie było trudno się domyślić, że do jakiegokolwiek celu Hakujou chce wykorzystać umiejętności kunoichi, wyjdzie z tego okaleczona.
Byle nie martwa. Kenzo nie potrafił powstrzymać myśli, że jeśli uda mu się to dobrze rozegrać, dziewczyna do niego wróci. Zrozumie, że Gaara nigdy nie będzie przy niej obecny, gdy naprawdę się to liczy. Ani fizycznie ani emocjonalnie.
Zaniepokoiło go, gdy dostrzegł nieruchome postaci w bieli, a wśród nich kogoś w kostiumie kunoichi. Nie był pewien, czego się spodziewać - jednak jak tylko się nieco zbliżył ocenił, że Piraci nie mogli zostawić za sobą zwłok.
Mniszki i Noriko klęczały na piasku, z obojętnymi wyrazami twarzy.
Bardziej naturalne byłoby, gdyby je zabili, pomyślał w pierwszym momencie. Hakujou dowodził bandą pozbawionych skrupułów degeneratów - tylko takich utrzymywał w najbliższym otoczeniu. Byli mniej podatni na działanie jego osobowości. Nie zaczynali wariować będąc długi czas w jego towarzystwie, bo i tak mieli przytępioną wrażliwość. Wypalenie emocji nie pozbawiało ich tak szybko instynktu niezbędnego u każdego żołnierza - pragnienia przetrwania.
Ale każdy w końcu stałby się bezwolnym narzędziem, które trzeba na każdym kroku trzeba kontrolować. Zbyt duża liczba takich ludzi mogła przytłoczyć nawet mistrza, nie mógł sterować wszystkim mając do dyspozycji samych bezwolnych podwładnych. Dlatego przybocznych żołnierzy cenił bardziej niż innych i starał się nie wyciszać ich emocji. Nie tłumił ich instynktu zabijania, ani innych, odrażających żądzy, dlaczego więc zrobił wyjątek i kazał im zostawić w spokoju łatwe ofiary? To nielogiczne.
A może przeciwnie.
Chcąc wykorzystać Sunami jako skuteczne narzędzie w manipulowaniu innymi musiał mieć świadomość, na jak niepewny grunt wkracza. Może nie chciał ryzykować bezpośredniego atakowania jej lub kogoś jej bliskiego, bo mógłby wyrządzić szkody nie do naprawienia. Hakujou potrzebował od Sunami tego, czego sam nie miał - emocji. Chyba jednak nie na wiele by się zdały, gdyby się załamała.
Kenzo zaczął się domyślać, jaka jest strategia starego mistrza, ale jeszcze nie był pewny, jak to może wykorzystać. Nie miał szans w pojedynkę wygrać z cała bandą najemników, ale też nie chciał się wycofać i przedwcześnie wciągać w sprawę armii. Chciał ugrać jak najwięcej dla siebie w tej sytuacji.
Tak czy inaczej armia nadejdzie, to było pewne. Hakujou z pewnością się tego nie spodziewa,  bo w jego przekonaniu Sunami dla wioski jest szeregowym najemnikiem, który nikogo nie obchodzi.
  - Noriko! - Dziewczyna ledwie na niego spojrzała, gdy przyklęknął przy niej i potrząsnął jej ramieniem. Patrzyła na niego pustym wzrokiem.
  To dobrze, bo skoro Hakujou wciąż miał wpływ na nią i na mniszki, znaczyło to, że wraz ze swoimi zbirami jest niedaleko.
  Kłopot w tym, że Kenzo teraz potrzebował współpracy Noriko, a możliwości wpłynięcia na nią miał ograniczone.
Z drugiej strony, może łatwiej będzie się z nią dogadać, gdy jest jej wszystko jedno.
  - Jakie dostałaś polecenie? - zapytał. - Co masz robić?
  Noriko wzruszyła ramionami.
Cała nadzieja w tym, że nie dostała żadnego. Hakujou nigdy nie robił rzeczy, które nie dałyby korzyści - pozbawiony emocji kierował się wyłącznie kalkulacją, by dotrzeć najkrótszą drogą do celu.
Skoro więc nie pozwolił żołnierzom poużywać sobie ze względu na obecność Sunami, nie miał powodu nakazywać kobietom późniejszego samobójstwa. Nawet Noriko - chociaż zadbałby o śmierć kunoichi, gdyby spodziewał się pościgu. Wynika z tego, że nawet kogoś tak wyrachowanego może zgubić ignorancja, gdy zlekceważy pozornie nieistotny szczegół.
 - Co wiesz? Dokąd zmierzają? - zapytał.
  - Kto? - spytała brunetka głucho.
  Kenzo przypomniał sobie, jak irytujące jest rozmawianie z wypranymi z uczuć ludzkimi marionetkami.
  -  Banda wyjętych spod prawa nukeninów uprowadziła Sunami - powiedział z przekąsem. Jakoś nie mógł się powstrzymać przed sarkazmem, chociaż wiedział, że gdy oddziaływanie mistrza ustąpi i Noriko zacznie odczuwać cokolwiek, będzie wyrzucać sobie każdą minutę z tego zdarzenia - włącznie z własną reakcją na to, co powiedział.
 Czy też brakiem reakcji, to już zależy od interpretacji.
  - Dwadzieścia kilometrów na zachód stąd jest wioska. Tam ją zabrali - poinformowała obojętnie, ewidentnie powtarzając coś, co usłyszała.
  Dranie. A więc planowali zrobić rajd przez osady. Hakujou zawsze trzymał swoich bojowników z dala od osiedli ludzkich, w których można było kraść, gwałcić i rabować. Pozwalał na to tylko w głębi krajów Wiatru i Rzeki, gdzie nie trzeba było liczyć się z bliskością oddziałów shinobi, a więc zwrócenie na siebie uwagi nie było tak ryzykowne jak w najbliższym otoczeniu pustyni.
Teraz mistrz najwyraźniej postanowił działać bezceremonialnie i szybko.
Gdyby poszli w przeciwnym kierunku, szybciej trafiliby na ludzkie osiedla. Było więc jasne, że opuszczają pustynię kierując się do Kraju Ognia. Po drodze pokazując - i tak naprawdę przekazując - Sunami ból i strach, jakich dotąd nie doświadczyła.
Hakujou liczył, że po czymś takim kunoichi będzie dla niego użyteczna?
Kenzo wiedział, że to ją zniszczy i że musi działać najszybciej jak się da. Nawet, jeśli ma zrezygnować z roli wybawcy.
  - Na zachodzie uwolnią boginię Kali - dorzuciła Noriko, już niepytana. W tej chwili uczynienie z jej przyjaciółki narzędzia zniszczenia nie robiło na niej wrażenia.
 Kenzo nie miał czasu jej współczuć ani analizować sensu jej słów. Nie był zdziwiony. Mistrz Hakujou oprawiał swoje działania w poetycki czy wręcz mitologiczny kontekst, po to żeby nadać im pozory głębi. Chyba próbował sam siebie przekonać, że jego chore działania mają sens.
  - Ilu jest najemników? - zapytał.
  - Dwudziestukilku - odparła Noriko.
  Kenzo liczył, że zobojętnienie uczyni ją tak samo uległą w działaniach jak w słowach.
  - Pobiegniesz teraz, najszybciej jak potrafisz, do świątyni, i przekażesz wiadomość mojemu zastępcy, A potem to samo w Sunagakure - powiedział. Gdy znajdzie się wystarczająco daleko, nie będzie potrzebowała instrukcji. - Przekażesz, że Piraci zmierzają w linii prostej na granicę z Krajem Ognia, możliwe że zbaczając z drogi do osad. Zostawią za sobą tyle trupów, ile się tylko da. Musisz to podkreślić, jak tylko dotrzesz do wioski: trzeba natychmiast sformować niezbyt duży, szybki oddział. Przywódcę Piratów trzeba zabić zanim się zorientuje, że ktokolwiek go ściga. Może mieć w zanadrzu więcej niż zgraję potencjalnych samobójców.

***
Sunami napiła się wody z menażki, którą podał jej szalony starzec. Niewiele brakowało, by wypuściła ją  dłoni, które miała skrępowane sznurem.
Grupa zrobiła krótki postój w cieniu wydmy. Szli przez pustynię w środku dnia, w pełnym słońcu, w dziwacznym korowodzie podzielonym na trzy grupy. Hakujou i Sunami w środku, w pewnej odległości od innych.
Na początku, kiedy Sunami odzyskała przytomność - jak tylko zgodziła się poddać w zamian za życie mniszek została potraktowana przez jednego z żołnierzy ciosem w potylicę - sądziła, że Hakujo utworzył ten dziwny układ marszu, bo miał jakiś chory pomysł stworzenia złudzenia towarzyskiego spaceru. Ale potem zrozumiała, że raczej wolał izolować ją od swoich najemników.
Może liczył, że kilkadziesiąt metrów wystarczy, żeby nie odczuwała emocji blisko trzydziestki mężczyzn, ale bardzo się mylił. Najemnicy byli obrzydliwie wyposzczeni, także w żądzy zabijania. Było jej niedobrze i z trudem opanowała chęć odcięcia się od wszystkich emocji. Nie mogła jednak tego zrobić, musiała być zdolna do oceny, czy gdzieś w pobliżu są jacyś ludzie.
Przynajmniej wiedziała, że staruch nie kłamał mówiąc, że nie skrzywdzili mniszek ani Noriko.    Mężczyzna, do którego wszyscy zwracali się bardziej ze strachem niż szacunkiem "mistrzu", był tak wyzuty z emocji, że nie sprawiał wrażenia człowieka. Sunami nie potrafiłaby wykryć, czy kłamie. Ale rozbudzenie najemników nie kłamało. Pałali mieszanką niezaspokojonych żądzy. Dlatego Hakujou stłumił emocje ich wszystkich, gdy w pobliżu były mniszki.
Załowała, że teraz sobie to darował, bo czuła się jak w klatce otoczonej przez drapieżniki.
Posłusznie szła we wskazanym kierunku - zdaje się, że priorytetem było teraz wyjście z pustyni, ale dokąd ta grupa zmierzała Sunami jeszcze nie wiedziała, zaś próby namówienia starucha do ujawnienia zamiarów na razie spełzły na niczym. Starała się opóźniać marsz, ale na tyle, żeby nie było to zbyt oczywiste. Hakujo zagroził, iż jeśli nie pójdzie sama, poleci jednemu z podwładnych nieść ją na plecach. Każdy z nich napawał ją obrzydzeniem, jakiego buddysta nie powinien czuć wobec żadnej żywej istoty.
Byli brudni, każdy z nich miała na sumieniu wiele żyć. Dla Sunami ich emocje - mimo że docierały do niej jak zza szyby, bo wszyscy musieli często bywać "wyciszani" przez przywódcę - były czymś, z czym się nigdy nie spotkała. Większość wojowników z jej wioski kogoś zabiła, zabijanie było częścią ich pracy. Gaara zabił więcej ludzi niż potrafiła sobie wyobrazić. Ale dopiero teraz poczuła, jakie są emocje bezwzględnego mordercy - kogoś, kto zabija dla przyjemności - i była w szoku.
Nie była pewna, czy zdołałaby się na długo od tego odciąć, nawet gdyby była tak zdesperowana, by próbować to zrobić - nawet gdyby postanowiła wbrew rozsądkowi przytępić zmysły na obecność innych ludzi i przestać szukać pomocy.
Wyczuwała w pobliżu obecność Kenzo i ludzi z jego drużyny. Martwiło ją, że nie dociera do niej nic od Noriko. Zastanawiała się, jak daleko w przestrzeni sięgają zdolności mistrza. Miała nadzieję, że były dużo bardziej ograniczone niż jej zdolność wyczuwania emocji.
Kurczowo trzymała się myśli, że musi zachować jasność umysłu, bo wkrótce wykryje obecność Gaary.
I to było oczywiście głupie, bo Gaara nie mógł opuścić samowolnie wioski, od rajdów na pustynię miał armię. Wiedziała to, ale myślała o nim i starała się skoncentrować na próbie wykrycia jego obecności, ponieważ potrzebowała nie tylko wiedzy, ale poczucia, że on tam jest - daleko, ale wciąz na tyle blisko, by mogła go odnaleźć. W normalnych warunkach nie miałaby z tym problemu, potrafiła go zlokalizować z większej odległości. Ale teraz, a tej gromadzie parszywych morderców, nie potrafiła zachować jasności umysłu.
Zdenerwowanie próbowała przykryć ironią.
  - Mógłby pan zabrać te błyskotki. Jest pan w wieku mojego dziadka albo lepiej, nie wypada mi nosić od pana biżuterii - powiedziała.
 Natychmiast też pomyślała, że musi bardziej się zastanowić zanim się odezwie. 
Ktoś powiesił jej na szyi szary amalgamat, który najwyraźniej neutralizował jej zdolność wchłaniania obcej czakry - i manipulacji czakrą w ogóle, bo nie potrafiła nic zrobić. Staruch dobrze się przygotował, skoro normalne środki ostrożności nie wystarczyłyby, żeby ją zatrzymać.
Poruszyła temat amalgamatu, bo liczyła, że stary shinobi powie coś na temat działania tego minerału. Ale zdała sobie sprawę, że ma na szyi również wisiorek z piaskiem od Gaary i nieopatrznie może zwrócić na niego uwagę.
Jednak mistrz nawet na nią nie spojrzał.
  - Kamyczek na pewno nie odpowiada twoim gustom, proszę o wybaczenie - powiedział. Potraktowałaby to jako aroganckie, albo jak próbę kpiny, ale doszukanie się jakichkolwiek intencji w wypowiedziach tego starego człowieka było niemożliwe przez bezbarwność jego głosu i statyczność mięśni twarzy. - Niestety nie po to go sprowadzałem, żebyś mimo to dostała możliwość ucieczki. Twój chłopak nie przewidział, że coś takiego znajdziemy: kiedy prowadził dla nas badania nie poświęcił dość uwagi na wykrycie rzeczy, która pozbawia Azurów zdolności manipulacji czakrą. Myślał, że nabiorę się na jego sztuczki i uwierzę, że nie ma takiego środka. Ale na wszystko jest jakaś metoda, natura skonstruowała świat na zasadzie przeciwieństw. Spójrz na nas. Ty i ja jesteśmy przeciwnymi stronami tego samego medalu. Lub, jeśli ująć to naukowo, efektami tej samej anomalii genetycznej, która poszła w różnych kierunkach.
  - Wątpię - odpowiedziała Sunami, nie kryjąc obrzydzenia.
  - Ależ tak. Nie powinno cię zaskoczyć, że pochodzę z tego samego ludu. Może nawet jesteśmy daleko spokrewnieni. Moja rodzina pozbyła się mnie z wioski, ponieważ nie miałem typowych dla Azurów zdolności empatycznych.
  - Empatia jest wyznacznikiem człowieczeństwa - wtrąciła się Sunami.
 Mężczyzny ta uwaga nie dotknęła, prawdopodobnie żadne słowa nie mogły go obrazić.
  - To prawda. A ty masz empatię nadmiernie rozwiniętą, nawet jak na nich. To nic nie zmienia: skończyłaś jak każdy odszczepieniec, jak ja, porzucona na pustyni. Teraz, za sprawą przewrotności losu, a może przeznaczenia, ty i ja przerośniemy ich wszystkich. Zdobędę potęgę, której nie ma nikt.
  - Jak na kogoś, kto uważa się za unikat, masz bardzo szablonowe zamierzenia - skomentowała. Darowała sobie zwroty grzecznościowe. Nie dostrzegła w tym osobniku nic, co mogłaby szanować. - I wszystko to po nic. Żadna siła nie sprawi, że zaczniesz żyć, będąc skorupą wyżartą od środka. Żal mi ciebie.
  - Zmienisz zdanie, dziecko. Wkrótce będziesz mi zazdrościć. Poznasz wszystkie rodzaje destrukcyjnych emocji, a ja zamknę je w tobie jak w butelce. Będziesz wdzięczna, że ktoś to potrafi.

.............
Wreszcie udało mi się coś napisać. Mój pomysł na skrócenie historii nie spotkał się z aprobatą, a wręcz rozczarował. Napiszę więc więcej. Postaram się znaleźć złoty środek, nie będę nic skracać na siłę. Może po prostu będę publikować krótsze rozdziały.  



5 komentarzy:

  1. ok, treść tego rozdziału szczerze mnie rozczarowała. Strasznie długo na niego czekaliśmy, a prawie nic się w nim nie dzieje. Cieszę się że w końcu napisałaś, ale to trochę za mało, a na następny rozdział pewnie poczekamy z miesiąc. W ogóle nie ma tu mojego ukochanego Gaary, a mogłabyś przecież napisać trochę o jego emocjach. Lubię rozdziały z jego perspektywy. Temari albo Matsuri mogłyby trochę pomartwić się o koleżankę albo chociaż za nią zatęsknić czy coś. Właściwie to raczej 1/3 rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  2. O jaaaa... Co to się teraz dzieje? Niech Gaara przybędzie na swoim piaskowym rumaku, żeby uratować Sunami, proszę *robi maślane oczy* ;D
    Super, że udało Ci się coś napisać i pamietaj: nie śpiesz się :) Ja i myślę, że wiele innych czytelników będzie czekać z cierpliwością :*
    Trzymaj się i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że napisałaś, ale rozdział wydaje się jakiś taki niekompletny, jak w połowie urwane zdanie. Według mnie powinnaś zrezygnować z pomysłu skrócenia planowanej historii, o czym pisałaś wcześnie. My i tak z niecierpliwością czekamy, więc nie musisz się śpieszyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po przeczytaniu całości postanowiłam coś napisać. Czytając pierwszą serię i początek drugiej miałam wrażenie, że pisanie sprawia Ci radość. Świat, który stworzyłaś nie do końca mi odpowiadał, ale sama historia pochłonęła mnie bez reszty. Czytając dwa/trzy ostatnie rozdziały mam wrażenie, że robisz to z przymusu. Masz dobry (z czego zapewne zdajesz sobie sprawę) styl pisania, sama historia i bohaterowie są intrygujący, ale chyba brakuje Ci już cierpliwości i dlatego czytając ostatnie rozdziały odnosi się wrażenie, jakbyś chciała zakończyć bloga tylko po to, by nie zawieść czytelników. To ogólniki, teraz przejdę do konkretów, a znając mnie trochę się rozpiszę.

    Historia Gaary i Sunami jest bardzo dobrze przemyślana - zmusza czytelnika do przemyśleń. Nie wszystko jest podane jak na tacy, poznajemy ich losy wraz z rozwojem akcji i nadal pozostaje kilka niewyjaśnionych spraw, ale to dobrze. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze w tym roku je poznamy. Nie chciałabym się zanadto rozwodzić, bo moja fascynacja postacią Gaary, złożonością jego charakteru zasługuje na oddzielną rozprawkę, ale chciałam tylko zaznaczyć, że jest to jedno z nielicznych opowiadań, które nie spłyciło (w moich oczach) tej osobowości, a partnerka nie jest tylko wymuszonym dodatkiem, by powstał wątek romansu.

    Jeżeli chodzi o pozostałe postaci - przyznam bez bicia, że dla mnie są tylko dodatkiem. Ale o tyle dobrze poprowadziłaś ich wątki, że nie czytam ich z mniejszym zainteresowaniem.

    Podsumowując - jest to jedno z najlepszych polskojęzycznych opowiadań związanych z wątkiem Gaary (w mojej ocenie oczywiście). Z nieukrywaną ciekawością czekam na kontynuację i liczę, że dalsze rozdziały nie będą sprawiały Ci takiej przykrości, jak te dwa ostatnie. Mam nadzieję, że się nie wypaliłaś. Trzymam kciuki i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę z pochwał ;) Gaara jest w universum Naruto postacią, która mnie najbardziej intryguje i inspiruje, stąd starałam się go nie zepsuć. Sunagakure w pewnym momencie zaczęło mi stwarzać spore trudności, ponieważ główkowałam jak dodać wątki przygodowe. Niestety, moją specjalizacją są romanse, dialogi, przemyślenia wewnętrzna bohaterów. Gdy próbuję rozwijać wątki przygodowe coś się zaczyna sypać. Dlatego już dam sobie z tym spokój. Próbuję jakoś naprawić błędy i przywrócić opowiadaniu dawny czar na ostatnie rozdziały. Zobaczymy, jak wyjdzie. Na razie mam już dużą część kolejnego rozdziału. Brak czasu i fakt, że absorbuje mnie wiele innych rzeczy, a fanfiki piszę bardziej z konieczności ich zakończenia niż rzeczywistej chęci bardzo odbija się na jakości, wiem. Ale jeszcze próbuję się zmobilizować. Dziękuję za miłe słowa

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)