Czekaliście długo, wiem. Męczyłam się trochę zaczynając ten rozdział, ale kiedy już "zatrybiło" rozpisałam się na ponad 6500 słów. Być może to za dużo, ale uważam ten rozdział za spójną całość (w przeciwieństwie do poprzedniego nieudanego) i nie chcę go już dzielić.
Rozdział zawiera wulgaryzmy i przemoc.
Są w nim odniesienia do retrospekcji. Pewnie już zbyt wiele z tego nie pamiętacie, były publikowane lata (!) temu. Sceny z Kenzo mają związek z ostatnimi fragmentami rozdziałów 13 i 19, te z Noriko odnoszą się do retrospekcji z ostatniej sceny rozdziału 17 i z rozdziału 2. w 2. serii.
Rozdział zawiera wulgaryzmy i przemoc.
Są w nim odniesienia do retrospekcji. Pewnie już zbyt wiele z tego nie pamiętacie, były publikowane lata (!) temu. Sceny z Kenzo mają związek z ostatnimi fragmentami rozdziałów 13 i 19, te z Noriko odnoszą się do retrospekcji z ostatniej sceny rozdziału 17 i z rozdziału 2. w 2. serii.
Kolejny
postój oddziału Piratów został zarządzony nagle. Sunami nie musiała zgadywać,
dlaczego - już wcześniej zorientowała się, że w ich stronę zmierzają ludzie.
Łatwo było się domyślić, że to konwój kupiecki. Nie wiedziała tylko, czy i jak
bardzo mógł być chroniony. Przez amalgamat zawieszony na szyi nie potrafiła
wyczuwać poziomu czakry.
Wizja zdobycia łatwych łupów przemówiła do
wyobraźni najemników. Stary przywódca, którego nazywali mistrzem, najwyraźniej
zastanawiał się, co dalej robić. Sunami miała nadzieję, że żadna duża grupa kupców nie byłaby tak głupia, by podróżować przez pustynię bez ochrony zapewnionej przez shinobi.
Kilku
zwiadowców ruszyło przodem, reszta korzystała z odpoczynku. Sunami wyczuwała
ich pobudzenie. Nie wiedziała, co raduje ich bardziej - perspektywa łatwego
zarobku czy krwawej jatki.
Hakujo
zacisnął jej więzy i zostawił pod strażą dwóch młodych shinobi.
Sprawiali
wrażenie świeżego narybka w szeregach. Sunami liczyła, że to będzie oznaczać nie
tylko niższy stopień demoralizacji, ale też większą podatność na manipulacje.
Chcąc
się uwolnić, musiała znaleźć jakieś słabe ogniwo. I musiała to zrobić szybko.
Wyczuwała obecność Kenzo, znacznie bliżej niż możnaby się spodziewać. I bardzo
chciała wierzyć, że chłopak ma jakiś plan, ale wszystko świadczyło przeciwko
temu. Nie miał wsparcia.
Sunami
bardzo chciała odnaleźć w pobliżu ślad normalnych emocji, które
świadczyłyby, że podąża za nimi jakaś grupa pościgowa, ale musiała spojrzeć
prawdzie w oczy - Kenzo nawet nie zdążyłby takiej zorganizować. Zamiast się
wycofać i spróbować zmobilizować żołnierzy, których zostawił pod świątynią,
postanowił odegrać rolę bohatera.
Ciekawe, co sobie wyobraża, zostawiając swoich ludzi bez dowódcy. Może nawet się głębiej
nie zastanawiał nad opracowaniem strategii. Jeśli dobrze interpretowała jego
emocje, nie myślał racjonalnie.
Sunami
musiała dobrze to rozegrać, jeśli chciała uciec i jednocześnie ratować Kenzo.
- Wasz mistrz nie ma pojęcia, co robi,
prawda? - odezwała się niby od niechcenia.
Jeden z mężczyzn, wysoki blondyn, spojrzał
na nią spode łba. Miał na ramieniu przewiązaną opaskę z symbolem wioski wodospadu,
odwróconą górą do dołu. Wielu najemników w tej grupie nosiła uszkodzone lub
odwrócone na opak symbole osad shinobi. Może zamysłem było wyrażenie pogardy
wobec wiosek, którym kiedyś służyli. Zdaniem Sunami mogło to świadczyć o czymś
zupełnie przeciwnym.
Niektórzy
z nich nie wiedliby życia nukenina, gdyby nie zmusiła ich sytuacja.
Drugi
z pilnujących ją najemników nie miał symbolu żadnej wioski. Był niższy, a na
twarzy miał kilkudniowy zarost, który go postarzał. Spojrzał na Sunami z
zaciekawieniem.
Obaj
znaleźli się tutaj z przypadku, nie dlatego, że stanowili cenną część armii.
Byli mięsem armatnim, z czego musieli zdawać sobie sprawę. Choć ich
emocje były mocno przytępione, coś z nich zostało. Hakujo ich nie
wyciszał, przynajmniej nie w tym momencie, a dla Sunami była to jedyna szansa -
pokonać go jego własną bronią. Jeśli on mógł kontrolować ludzi zabierając im
wszystkie emocje, ona może robić to samo przeciwnymi metodami.
Ale
żeby to zrobić, musi być w stanie panować nad własnymi emocjami, mimo że w
otoczeniu morderców zaczyna tracić jasność umysłu.
- Mistrz Hakujo doskonale wie, co robi.
Przekonasz się - odpowiedział blondyn agresywnym tonem.
Było oczywiste, że sam wątpi w prawdziwość
tego stwierdzenia. Sunami pomyślała, że może powinna wlać w niego więcej
zwątpienia - teraz, póki jeszcze jest pewna, że potrafi przelać na kogoś
wyizolowane, konkretne emocje - ale musiała z tego zrezygnować. Lepiej było nie
dać im powodów podejrzeń, że są manipulowani - a przede wszystkim, nie pozwolić
mistrzowi Hakujo domyślić się, że ktoś może przejąć kontrolę nad jego
marionetkami.
Musiała
czekać na odpowiedni moment. I wiedziała, że ten moment nadejdzie dopiero
wtedy, gdy w idealnie uporządkowany oddział wkradnie się choć odrobina chaosu.
Nieważne,
jak bardzo ta myśl była dla niej nieprzyjemna - chcąc uciec musiała liczyć, że
Hakujo dla świętego spokoju i zachowania spokoju w szeregach powoli na
zaatakowanie tych biednych kupców.
- Skoro postanowiliście walczyć po jego
stronie, musi mieć jakieś dobre strony - odpowiedziała Sunami prowokacyjnie. -
Wybaczcie, że nie doceniam tego geniuszu. Jak na razie zauważyłam jedynie, że
wasz szef lubi dużo gadać i ma obsesję na punkcie hinduskiej mitologii.
- To akurat jest prawda - skomentował niższy
i bardziej ugodowo nastawiony shinobi. Kolega spojrzał na niego ostrzegawczo. -
No co, Jingu? Chyba nie bierzesz na poważnie tych bzdur o obudzeniu bogini
Kali? On w koło gada tylko o tym. Brzmi śmiesznie.
- Może - odpowiedział antypatyczny blondyn. -
Ile w tym prawdy, przekonamy się wkrótce - oświadczył i spojrzał na Sunami ze
złośliwą satysfakcją. - Podobno źle znosisz śmierć. Świrujesz, kiedy ktoś umiera. Jak zabawnie.
Sunami uświadomiła sobie, dlaczego mówili o
bogini Kali. I dlaczego jej Hakujo o tym nie opowiadał, chociaż dla utrzymania
pozorów konwersacji - a może po prostu dlatego, że lubił słuchać własnego głosu
- pół drogi zadręczał ją opowieściami o hinduskich bożkach.
Bogini
Kali karmi się śmiercią i niesie śmierć.
- Kto tak twierdzi? - zapytała, próbując
udawać pewność siebie.
Jeśli
wcześniej żywiła do Jingu jakąś formę
współczucia, teraz z niej ono wyparowało.
Shinobi wzruszył ramionami.
- Tak się mówi. Jesteś narzeczoną Kenzo,
prawda? Nie znam faceta, ale możesz wierzyć mi na słowo, że nikt go tu nie lubi.
- Nie jestem jego narzeczoną. - Sunami sama
nie potrafiłaby powiedzieć, dlaczego taka sugestia w ogóle ją obeszła. Miała
poważniejsze zmartwienia niż Kenzo.
Jingu wzruszył ramionami.
- Tak czy inaczej, chłopcy chcieli się z tobą
obejść inaczej. Ale podobno najlepiej będzie cię złamać raniąc innych. Raniąc,
a potem zabijając. Nawet obstawiane są zakłady, większość sądzi, że wystarczy
wyrżnąć jedną wioskę, żebyś dostała do głowy. Ale mamy ich w planach dużo
więcej.
Mężczyzna uśmiechnął się okrutnie, a Sunami
po raz pierwszy pomyślała, że mogłaby z radością poderżnąć mu gardło.
Nie wiedziała, czy to jej własna myśl czy nagromadzenie
tych wszystkich negatywnych emocji wokół podsuwa jej drastyczne obrazy.
- Zamknij się, Jingu - wtrącił się drugi
shinobi. - Za dużo gadasz.
- To już bez znaczenia, Kou. Wszystko idzie
zgodnie z planem. Wkrótce będziemy w kraju ognia.
- Na twoim miejscu nie chwaliłabym dnia
dopóki nie wyjdziecie żywi z pustyni - skomentowała Sunami, chociaż jej pewność
siebie stopniała.
Uświadomiła sobie, że ma bardzo mało czasu na
ucieczkę. A jeśli nie ucieknie, mieszając w ten sposób Piratom szyki, nikt nie
przyjdzie jej na czas z odsieczą. Nie wiedziała nawet, czy Gaara wie, gdzie ją
znaleźć. Naszyjnik z napełnionym czakrą piaskiem powinien w normalnych
warunkach działać. Ale teraz, gdy miała na szyi amalgamat, który blokował jej
czakrę - być może nie będzie można jej wytropić.
Nawet
myśląc optymistycznie, że Gaara będzie potrafił określić, gdzie ją znaleźć,
minęło zbyt wiele czasu i byli zbyt blisko granicy. Nawet oddział najszybszych
shinobi nie dotarłby do niej zanim opuszczą pustynię. A dalej jest już bardzo
wiele zamieszkałych osad.
Była
zdana tylko na siebie i musiała liczyć, że uda jej się przechytrzyć mistrza
Hakujou, a Kenzo szalonymi pomysłami nie pomiesza jej szyków.
***
Wcześniej,
w wiosce Piasku
Kankuro
był mocno poirytowany. Na ogół nie złościł się na to, że na jego stanowisku
czas na życie prywatne był trudno dostępną - i łatwo przemijającą -
przyjemnością. Tym razem jednak pomyślał, że Gaara zbyt lekko sobie poczyna
traktując go jak lokaja, którego można odwołać i wezwać o dowolnej porze.
Miał
zamiar nawet dać temu wyraz, ale nietrudno było zorientować się, że Gaara nie
był w nastroju do żartów. Gdy Kankuro wszedł do jego gabinetu miał wrażenie, że
nawet nic nie mówiąc wystarczająco się naraził. Napotkał zimny gniew Gaary i
wściekłą furię Temari - ta druga nigdy nie wyrażała się milczeniem.
- Wreszcie raczyłeś się zjawić, mości książę!
- wykrzyknęła na jego widok. - Skoro już jesteś wyjaśnij młodszemu bratu, że
nie jest alfą i omegą i nie może sam podejmować wszystkich decyzji!
- A więc wpadli w zasadzkę? - wymamrotał
Kankuro, bardziej do siebie niż do kogokolwiek z rodzeństwa. Zresztą żadne z
nich nie przywiązał do jego słów uwagi. Pierwszy raz widział, żeby Temari naprawdę wściekła się
na Gaarę. I brat ewidentnie był wściekły na nią.
- Przyjmij do wiadomości, Temari. Jestem
dowódcą, nawet dla ciebie. I ja podejmuję decyzje, choćby były błędne. Wykonuj
rozkazy albo odejdź.
Temari nabrała powietrza, ale nic nie
powiedziała. Chyba nie znalazła słów odpowiednich dla takiego postawienia
sytuacji.
Kankuro
starał się w tej sytuacji zachować zimną krew i podejść do sprawy praktycznie.
- Co robimy?
- Mapa - powiedział Gaara ze
zniecierpliwieniem, najwyraźniej niezadowolony, że musi się powtarzać. Kankuro
podszedł do biurka, na którym był rozłożony plan okolicy. - Idę po Sunami, w
tym kierunku - powiódł palcem po mapie w linii prostej w kierunku kraju Ognia.
- Ty weźmiesz grupę ludzi, żeby poszukać Noriko i całej reszty oddziału
Shihary. Gdzieś na trasie do świątyni. Temari dowodzi w wiosce. - Podniósł
wzrok znad mapy i spojrzał na kunoichi wyczekująco.
- Dlatego, że inaczej będę zawadzać? -
żachnęła się dziewczyna.
- Nie. Muszę wiedzieć, że osada jest
bezpieczna. Potrafisz ją ochronić, póki nie wrócę.
Temari z pewnością miała na końcu języka
kolejne gorzkie uwagi, ale - zamierzone lub nie - słowa podbudowujące jej ego
zbiły dziewczynę z pantałyku. Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć.
- Wiesz, że mogłabym ci się przydać. Ja też
potrafię szybko przeprawić się przez pustynię.
- Jesteś potrzebna na miejscu. A ja nie mam
czasu na jałowe dyskusje - uciął Gaara. - Zgadzasz się czy nie?
Temari
skinęła głową.
- Świetnie. Trzymaj się planu.
Temari sprawiała wrażenie jakby chciała coś
na to odpowiedzieć, ale Gaara już na to nie czekał. Wyszedł z gabinetu.
- Nie dostanę szczegółowych instrukcji? -
Zdziwił się Kankuro głośno. - Spójrz na jasną stronę sytuacji. W chwili kryzysu
okazuje się, że Gaara ma do nas zaufanie.
Temari być może usłyszała, co powiedział, ale
była bardziej zajęta własnymi myślami.
- Sunami sobie poradzi - powiedziała, takim
tonem, jakby chciała przekonać samą siebie. - Opowiem ci krótko, jak wygląda sytuacja. Potem ty
wymyślisz, jak pomóc ludziom Shihary, jeśli też mają kłopoty. Ja muszę jakoś
odwrócić uwagę rady starszych od faktu, że Gaara właśnie złamał kilka punktów
kontraktu.
- Myślisz, że jeszcze nie wiedzą? - odparł
Kankuro z powątpiewaniem.
- No, cóż. Mam nadzieję, że nie - odpowiedziała dziewczyna. - Za bardzo lubią się wtrącać. Co znaczy ta twoja mina?
Kankuro udał zdziwienie.
- Jaka mina?
- Wisielcza.
Kankuro nie chciał psuć siostrze humoru. Jednak nie mógł udawać, że plan, który - jak ona miała nadzieję - pójdzie gładko - nie ma co najmniej kilku luk.
- Nie złość się, Temari, ale wiesz jak to wygląda. Ktoś powinien pójść z Gaarą, choćby po to, żeby go uspokoić jeśli nie zdąży. - Wytrzymał miażdżące spojrzenie siostry. - Wiesz, w jakiej odległości stąd jest sanktuarium. Sunami jest tam albo nawet dalej. Ktokolwiek ją uprowadził, nie będzie statycznie czekał aż go przywitamy.
- Gaara ma dużą przewagę, o ile tylko oni nie potrafią latać - odparła Temari.
Kankuro wiedział, że takie podejście jest co najmniej bardzo optymistyczne. Nawet zakładając, że Gaara wiedział, gdzie szukać - a co do tego Kankuro nie był przekonany - to szybkość, jaką dawała możliwość poruszania się w powietrzu dzięki platformie z piasku wciąż mogła nie być wystarczająca.
Oczywiście zdawał sobie sprawę, że wysyłanie armii nie byłoby w niczym lepsze, a Gaara musiałby sam się tym zająć nawet gdyby przestudiował dziesięć różnych taktyk. Działał jednak ponad wszelką wątpliwość emocjonalnie, nie zawracając sobie głowy nawet tak kurtuazyjnym gestem jak powiadomienie starszyzny. Mniejsza z tym, jak bardzo będą wściekli. Prawdziwy problem polegał na tym, że Sunami może już być nie do uratowania, a reakcji Gaary nie sposób przewidzieć.
- No, cóż. Mam nadzieję, że nie - odpowiedziała dziewczyna. - Za bardzo lubią się wtrącać. Co znaczy ta twoja mina?
Kankuro udał zdziwienie.
- Jaka mina?
- Wisielcza.
Kankuro nie chciał psuć siostrze humoru. Jednak nie mógł udawać, że plan, który - jak ona miała nadzieję - pójdzie gładko - nie ma co najmniej kilku luk.
- Nie złość się, Temari, ale wiesz jak to wygląda. Ktoś powinien pójść z Gaarą, choćby po to, żeby go uspokoić jeśli nie zdąży. - Wytrzymał miażdżące spojrzenie siostry. - Wiesz, w jakiej odległości stąd jest sanktuarium. Sunami jest tam albo nawet dalej. Ktokolwiek ją uprowadził, nie będzie statycznie czekał aż go przywitamy.
- Gaara ma dużą przewagę, o ile tylko oni nie potrafią latać - odparła Temari.
Kankuro wiedział, że takie podejście jest co najmniej bardzo optymistyczne. Nawet zakładając, że Gaara wiedział, gdzie szukać - a co do tego Kankuro nie był przekonany - to szybkość, jaką dawała możliwość poruszania się w powietrzu dzięki platformie z piasku wciąż mogła nie być wystarczająca.
Oczywiście zdawał sobie sprawę, że wysyłanie armii nie byłoby w niczym lepsze, a Gaara musiałby sam się tym zająć nawet gdyby przestudiował dziesięć różnych taktyk. Działał jednak ponad wszelką wątpliwość emocjonalnie, nie zawracając sobie głowy nawet tak kurtuazyjnym gestem jak powiadomienie starszyzny. Mniejsza z tym, jak bardzo będą wściekli. Prawdziwy problem polegał na tym, że Sunami może już być nie do uratowania, a reakcji Gaary nie sposób przewidzieć.
***
Mistrz
Yagami był już starym człowiekiem, który swoje dla wioski odsłużył i chciał
resztę życia przeżyć we względnym spokoju. Niestety, gdy zasiadało się w radzie
starszyzny, spełnienie tego życzenia graniczyło z niemożliwością. Tylko dlatego,
że chociaż wiele osób znało swoją rolę, część nie mogła się pogodzić z
upływającym czasem i przyznać, że należy pozwolić młodszemu pokoleniu przejąć
stery.
Szczególnie
nie potrafił tego zrozumieć jego niegdysiejszy kompan z drużyny, a obecnie
wiceprezes rady, Kitarou. Yagami czuł się poniekąd odpowiedzialny za jego
poczynania.
Dlatego
teraz przyjął rolę kompletnie nielicującą z jego wiekiem ani powagą
sprawowanego urzędu. I czekał wraz z nim przy bramie wioski, niczym pies
wartowniczy, który powinien powstrzymywać niepożądane elementy przed dostaniem
się na teren posesji.
Absurd
sytuacji był tym większy, że Kitarou postawił sobie odwrotny cel - nie
dopuszczenie, żeby ktoś wyszedł z wioski. Konsekwencje mogły być dla niego
przykre.
Kitarou
zdawał się nie być świadom swojej słabej pozycji negocjacyjnej.
- Kazekage-sama. Nie możesz wychodzić z
wioski kiedy ci się podoba.
Kazekage sprawiał wrażenie zaskoczonego, chociaż
regulamin był mu znany.
- Ty mi tego zabronisz? -
zapytał, nie używając nawet formy grzecznościowej.
- Według kontraktu, dwutygodniowe
wyprzedzenie, a w wyjątkowych sytuacjach... - Kitarou kontynuował niezrażony,
ale nie dokończył zdania.
- Czcigodny - przerwał mu Godaime, co samo w
sobie było wyrazem braku szacunku. - Kontrakt przewiduje konsekwencje dyscyplinarne. Proszę je wdrożyć. Ale nie radzę zajmować
choćby minuty więcej mojego czasu.
Kitarou się wycofał. Yagami do tej pory nie
powiedział nic i zakładał, że tak pozostanie. Nie zamierzał wdawać się w czcze
pyskówki, a Kazekage, mijając go, nawet na niego nie spojrzał.
- Słyszałeś. Dzieciak sam chce, żebyśmy go
zwolnili dyscyplinarnie - zaperzył się Kitarou.
- Taa - odparł Yagami. - Powodzenia z
pozyskiwaniem głosów za. Zbiera je dyskretnie. Jak będziesz miał pecha, nim Piąty wróci
do wioski, jego siostra urwie ci jaja.
***
Kenzo śledził Piratów i nie został przez nich
zauważony. Polepszyło mu to samopoczucie, chociaż nie miał dobrego planu.
Musiał
czekać na zamieszanie w ich szeregach, przede wszystkim na nieuwagę mistrza
Hakujou, który - gdyby zorientował się, że ktoś podąża ich tropem - mógłby go po
prostu unieruchomić.
Kenzo
musiał więc czekać aż stary dowódca puści swoich żołnierzy luzem i pozwoli im
robić to, co wychodziło im najlepiej - niszczyć, grabić i mordować.
Najprawdopodobniej wtedy staruch spuści Sunami z oczu. Chciał, żeby oglądała
krwawy spektakl, ale on sam nigdy nie patrzył na akty morderstw i gwałtów,
których dokonywali jego ludzie. Z pewnością nie dlatego, że budziłoby to w nim
jakieś emocje - Kenzo wierzył, że nie ma żadnych - ale dlatego, że bezmyślną i
niczym nie umotywowaną przemoc uważał za uwłaczającą ludzkiej godności.
Właściwie robienie czegokolwiek bez określonego celu uważał za niegodne.
Kenzo
musiał liczyć na to, że Hakujo będzie trzymać się nieco z boku wydarzeń i że
zostawi Sunami pod obcym nadzorem. Nie sposób było z nim walczyć, skoro każdemu
w swoim otoczeniu potrafił odebrać jakąkolwiek motywację do działania.
Jednocześnie
młody shinobi w myślach przekonywał sam siebie, że posuwa się do takiego
rozwiązania tylko dlatego, że musi. Że postąpiłby zupełnie inaczej gdyby
istniało lepsze wyjście i że wtedy ważniejsze byłoby dla niego dobro Sunami niż
własne korzyści.
Powiedział
jednak sobie, że wykorzystuje jedyny możliwy sposób i nie obciąży tym swojego
sumienia. Nie będzie też czuł się winny czerpiąc profity w sytuacji, gdy Sunami
będzie kompletnie rozbita emocjonalnie - i jak dobrze wiedział, będzie mogła
wtedy liczyć tylko na niego.
***
Sunagakure,
kilka dni po wyciągnięciu Shukaku z Piątego Kazekage
Kenzo
wpadł do ośrodka medycznego w gniewie. Medic nini usuwali się z drogi.
Większość z nich była dla niego grzeczna, nawet jeśli traktował ich
opryskliwie. Wiedzieli, komu nie powinni się narażać.
Gdy
jednak bez ceregieli otworzył drzwi do laboratorium, powitał go gniewny okrzyk.
- Shihara, ludzie tu pracują. Przynajmniej
nie trzaskałbyś drzwiami! - Noriko wydarła się na niego zupełnie jakby była mu
równa rangą.
Ona i dwie inne dziewczyny pracowały przy
stole laboratoryjnym, odmierzając różnokolorowe płyny w probówkach. Noriko zmierzyła
go wściekłym spojrzeniem, ale potem odwróciła wzrok i wróciła do pracy, jakby
nie zamierzała zawracać sobie nim głowy.
Dla
Kenzo ten brak respektu był tylko kolejnym powodem, żeby niczego nie puścić jej
płazem.
- Wyjść. - Spojrzał kolejno na laborantki.
Dziewczyny wymieniły między sobą niepewne spojrzenia, a potem popatrzyły na
Noriko jakby oczekiwały na to, co ona powie.
- Natychmiast - warknął. Medyczki mogły sobie
podlegać Noriko, ale tutaj on miał najwyższą rangę i nie pozwoli na to, żeby
jakaś dziewczynka podważała jego autorytet.
Dwie kunoichi odłożyły przyrządy laboratoryjne
i wyszły, zamykając otwarte do tej pory drzwi. Noriko powoli, jakby chciała
podkreślić, że jej się nie spieszy, odłożyła trzymaną w dłoniach probówkę i
zwróciła się w jego stronę.
- Przyszedłeś do mnie? - zapytała, jakby była
zaskoczona.
Zaledwie dwa razy byli zmuszeni pracować
razem. Na co dzień się ignorowali. Antypatia działała na zasadzie wzajemności.
Kenzo nie potrafił wprost ścierpieć tej dziewczyny, ponieważ zadzierała nosa i
zdawała się nie respektować jego wyższej pozycji wśród medic ninów, mimo że
była od niego młodsza.
- To dla ciebie takie nieoczekiwane? - odparł
sarkastycznie. - Nie powinno, w końcu weszłaś z butami na moje terytorium.
- O, wybacz. Nie wiedziałam, że interesują cię
małe, nic nie znaczące wymiany naukowe. - Jeśli nawet nie treść, to już ton tej
wypowiedzi jednoznacznie wskazywał, że dziewczyna doskonale wie, co miał na
myśli i jedynie sobie z nim pogrywa. Popatrzyła mu wyzywająco w oczy. - Wiem,
że im więcej masz wokół siebie ludzi, którym możesz wydawać polecenia, tym
jesteś szczęśliwszy. Powinieneś więc być zadowolony. Kaori zostanie w wiosce,
będziesz miał jeszcze jedną laborantkę do pomiatania. A ja na te kilka tygodni
zniknę ci z oczu, wymieniając się wiedzą z kolegami po fachu w Kumogakure.
Kenzo
zmełł w ustach przekleństwo.
- Jedź, szerokiej drogi. Sunami z tobą nie
pojedzie.
Wyraz twarzy Noriko pozostał niewzruszony.
- Ty o tym nie decydujesz. Sunami nie jest
twoją podwładną, ani nawet już jej nie szkolisz. Nie masz nad nią żadnej
władzy. Przynajmniej dopóki nie jesteście zaręczeni. - Wydawało się, że to
wszystko, co ma do powiedzenia, ale po chwili dodała: - Zresztą, czy znasz
swoje miejsce w hierarchii? Ja nie przyjmuję od ciebie poleceń, a jak masz
problem, poskarż się u dowództwa.
Kenzo przypatrywał jej się przez chwilę bez
słowa.
Rzeczywiście,
na chwilę go zatkało. Miała dziewczyna tupet.
Prawdą
jednak było, że nie mógł jej zmusić do ustąpienia, musiał więc przemówić jej do
rozsądku.
- O ile wiem, widziałaś się z nią. Nie
zauważyłaś, w jakim jest stanie? Nie może teraz opuścić wioski.
Szczerze mówiąc, Kenzo był zdumiony, że
Noriko ni stąd ni zowąd postanowiła współpracować z Su. Medyczka nie miała z
Sunami nic wspólnego. Pojawiła się nagle, gdy on był z chłopakami na pustyni
udając - we własnych myślach nie bał się tego słowa - że ruszają z odsieczą
Gaarze.
I
nie chciała się odczepić, krążąc wokół Su i udając, że się o nią troszczy. Dla
Kenzo intencje Noriko były zagadką.
Zdawał
sobie sprawę, że stan psychiczny Sunami jest co najmniej niepokojący. Było to
dla niego zaskakujące, bo spodziewał się, że skoro Gaara wyszedł żywy z
konfrontacji z Akatsuki, Su będzie szczęśliwa. Świadomość, że ktoś inny - nie
on - ma na nią aż taki wpływ - łamała mu serce.
To,
że w swoich przewidywaniach co do reakcji Sunami się pomylił, nie było
specjalnie pocieszające. Dziewczyna starała się zachowywać normalnie, ale tak
naprawdę była rozbita. Przez większość czasu zachowywała się, jakby nie
docierały do niej żadne emocje - ani cudze ani własne - ale momentami
przestawała panować nad sobą i wtedy Kenzo czuł, jak wiele negatywnych uczuć w
sobie tłumiła.
Były
zbyt silne, żeby mogła je zabsorbować i wyciszyć, i zbyt destrukcyjne, żeby
mogła je uwolnić lub choćby spróbować odreagować treningiem. Tak naprawdę,
pierwszy raz w życiu Kenzo nie wiedział, co powinien zrobić, żeby jej pomóc.
Sunami wydawała się równie zdezorientowana. Ale również coraz bardziej zamykała
się w sobie i nie chciała mu powiedzieć, co ją dręczy.
- Wiem, w jakim Sunami jest stanie -
odpowiedziała Noriko. - Widzę. I będę szczera, nie wiem co z tym zrobić. Ty też
nie. Ale mylisz się twierdząc, że musi zostać w wiosce. Przeciwnie, nie może tu
zostać. I nie chce. Jeśli wolno mi zaryzykować medyczną diagnozę, zatruły ją jej własne
negatywne emocje. A tutaj zbyt wiele czynników może pogorszyć sytuację. Jeśli
nie zauważyłeś, wiedz, że ty również pogarszasz sytuację.
Kenzo powstrzymał się przed szyderczym
śmiechem. Dziewczyna miała zerowe pojęcie o czymkolwiek, a jednak postanowiła
udawać znawcę i go pouczać.
- Nie
wiesz o czym mówisz, Noriko. Nie znasz Su i nie masz pojęcia, co potrafi ani
jak sobie z nią radzić. Poza tym, co to ciebie obchodzi?
Noriko prychnęła gniewnie.
- Jak sobie z nią radzić? To nie zwierzątko,
które ty oswoiłeś i teraz prowadzasz na krótkiej smyczy. - Potrząsnęła
głową. - Masz poważny problem ze sobą, Kenzo. Wybrałeś sobie dziewczynę, która
nie ma tutaj nikogo i uzależniłeś ją od siebie. Nie masz lepszego pomysłu, jak
podbudować sobie ego?
Kenzo zacisnął dłonie w pięści. Nie mógł jej
powiedzieć w niewybrednych słowach, żeby po prostu się odwaliła, więc próbował
zachować nad sobą panowanie, mimo że robiła, co mogła, żeby go obrazić.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy.
Pewnego dnia będę twoim dowódcą, a wtedy możesz pożałować niewyparzonego
języka.
Kunoichi wytrzymała jego spojrzenie nie
odwrócając wzroku.
- Mam w nosie twoje prywatne sprawy,
kretynie. I nie interesuje mnie Sunami. Ale mylisz się, sądząc, że ona nikogo w
tej wiosce nie obchodzi.Wpakujesz się przez nią w kłopoty i, co gorsza, mnie
też w to wciągniesz. Kankuro kazał mi jej pilnować.
Kenzo
uniósł brwi. Imię Kankuro w tym kontekście go niepokoiło. Co Noriko próbowała
mu przez to powiedzieć?
- A co on ma do Sunami? - zapytał, starając
się nie brzmieć opryskliwie.
Kenzo uznawał Kankuro za najbardziej
zrównoważonego spośród piekielnego rodzeństwa. Wolał pracować z nim niż z
Temari, która wyjątkowo go irytowała. Jednak zawsze postrzegał lalkarza
negatywnie, przez pryzmat sytuacji sprzed lat, gdy Sunami była małą,
wystraszoną dziewczynką, a Kankuro ją sterroryzował.
Nie
było w tym nic dziwnego, w tamtych czasach wyżywał się na wszystkich, nie mogąc
postawić się młodszemu bratu. Jednak Sunami nie powinien był zaczepiać. Kenzo
był zdeterminowany, by pewnego dnia mu za to odpłacić.
Chociaż
tak naprawdę chciałby policzyć się z Godaime. Przyglądając się z boku spotkaniu
Sunami z dziećmi Czwartego, Kenzo widział, że mały, dziesięcioletni
psychopatyczny morderca patrzył na Sunami jakby była intrygującym okazem
egzotycznego zwierzątka. Przypominał sobie o tym za każdym razem, gdy Su pytała
go o Kazekage. Jeśli zagadywała go bez zastanowienia, używała imienia Gaary
jakby uważała, że go zna.
Kenzo
często miał ochotę powiedzieć jej, żeby przestała zachowywać się jakby Piąty
był jej znajomym, albo jakby był normalnym, takim jak inni człowiekiem.
Noriko
musiała zdać sobie sprawę, że powiedziała coś dwuznacznego. Zreflektowała się.
- Chodzi o to, że Sunami jest Azurką, ma
specyficzne umiejętności i niektórzy w wiosce się jej boją. Więc oczywiście
trzeba mieć ją na oku, bo będąc w złym humorze może nam zaburzyć idealnie
działający harmonogram pracy. Ktoś się bez powodu wda w bójkę, ktoś inny wpadnie w
depresję. - Podała przykłady lekkim tonem. Jednak spoważniała. - Shihara, nie wiem jak
inaczej mam ci to powiedzieć. Sunami jest na skraju załamania nerwowego i jak
będzie tkwić w wiosce, która wcale nie jest dla niej przyjaznym otoczeniem,
ktoś to w końcu zauważy. Chcesz, żeby Kazekage się nią zainteresował?
Może tego nie wiedziała, ale tym razem z argumentem trafiła celnie.
Może tego nie wiedziała, ale tym razem z argumentem trafiła celnie.
***
Teraźniejszość,
gdzieś na pustyni
Noriko
czuła się jakby ktoś walnął ją w głowę, tak że aż zadzwoniło w uszach. Przez
ostatnie kilka godzin była jak w amoku, biegła do świątyni - tylko dlatego, że
Shihara to jej zlecił - i nic, absolutnie nic do niej nie docierało.
Ale
teraz dotarło. Zostawiła Sunami, tylko dlatego, że ktoś tak powiedział. I to
bez żadnych wątpliwości, bez refleksji. Dobrze wiedząc z rozmów bezwolnych
żołnierzyków starego popaprańca, że ów postanowił zrobić z jej przyjaciółki
broń masowego rażenia.
Noriko
nie miała pojęcia, skąd stary Hakujo wiedział, że Sunami może chłonąć cudzy ból
i strach, i że tych emocji można potem użyć. Tak samo nie wiedziała, jak moogła
na to pozwolić.
Ani
jak mogła bezrefleksyjnie posłuchać Kenzo, który kazał jej powiadomić o
sytuacji oddział żołnierzy, którzy po odbiciu z rąk terrorystów opuszczonej świątyni czekali na jego
rozkazy.
Gdyby Noriko myślała logicznie nie zbaczałaby do sanktuarium, tylko kierowałaby się do
wioski.
Miała
przykre wrażenie graniczące z pewnością, że Kenzo postanowił grać na czas, żeby
nie stracić okazji do odegrania roli bohatera. Noriko była wściekła, że chłopak
nawet w takiej sytuacji myśli w pierwszej kolejności o sobie.
***
Sunagakure,
kilka dni po wyciągnięciu demona z Godaime
Noriko
wybrała się do Sunami, kolejny raz w ciągu kilku dni, i kolejny raz czuła się
niemile widziana.
Brunetka
zaprosiła ją do kuchni i usiadła przy stole, ale nie zaproponowała jej herbaty.
Do tej pory starała się być przynajmniej uprzejma, chociaż ewidentnie
towarzystwo sprawiało jej przykrość. Można było odnieść wrażenie, że ma ochotę
zawinąć się w koc i czekać, aż to co trawiło ją od środka - cokolwiek to było -
samo przejdzie.
Noriko
usiadła naprzeciwko, nie czekając na zaproszenie. Sunami szalenie ją irytowała.
Noriko najchętniej by tutaj nie przychodziła, niech Shihara się martwi. Ale
shinobi mógł tylko pogorszyć sytuację, narzucając się ze swoim towarzystwem kiedy
dziewczyna wcale tego nie chciała. W końcu Sunami, która była jak chodząca
bomba zegarowa ze wszystkimi swoimi tłumionymi uczuciami, wybuchnie. I nawet
jeśli nie spowoduje to jakichś poważnych konsekwencji, jak niczym nie
motywowane zamieszki, Noriko i tak za to oberwie. Kankuro jej nie wybaczy, że
nie dość że nie zainteresowała się sprawą wystarczająco wcześnie, to jeszcze
ukryła przed nim fakt, że Sunami na ostatnie wydarzenia w wiosce zareagowała
w taki sposób.
Oczywiście
Kankuro nie mógł się domyślić, że dziewczyna po ataku Akatsuki się załamie. I nie mógł wymagać umiejętności jasnowidzenia od Noriko. Ale i tak będzie wściekły. A
biorąc pod uwagę, że lalkarz cały czas chodzi podminowany - choć nie aż tak jak
Temari, która nie przepuszcza żadnej okazji, żeby na kogoś nakrzyczeć - lepiej
było nie dawać mu powodu do złości.
Zresztą
Noriko nie potrafiła ocenić, w którą stronę to działa. Czy mieszkańcy osady są
tacy przybici niedawną porażką i wizją straty kolejnego kage w tak krótkim
czasie po śmierci Czwartego, że nie potrafią cieszyć się z pozytywnego
zakończenia? Może po prostu boją się, że Piąty, pozbawiony mocy Ichibiego, już
nie zapewni takiej ochrony jak wcześniej? Byli załamani, bo nawet mając moc
demona okazał się możliwy do pokonania, a teraz może być już tylko gorzej?
Może
po prostu bali się tak radykalnej zmiany, bo nie wiedzieli czego się
spodziewać. Wielu lękaliło się demona i bało się kage, który dysponował
mocą Ichibiego, niemal nieograniczonym poziomem czakry i nieprzewidywalnym
temperamentem. Ale ci sami ludzie wiedzieli, że dzięki demonowi osada jest niemal nie do ruszenia. Może więc woleli poprzednią, podszytą dozą niepewności stabilną sytuację niż
obecną, trudną do przewidzenia przyszłość.
Może
to obecna napięta sytuacja i podświadome lęki mieszkańców tak działały na
Sunami. A może odwrotnie, to jej obecność zaogniała sytuację i potęgowała w
ludziach obawy.
Bo
że Sunami wpływa na otoczenie, było oczywiste. Noriko zdawała sobie sprawę, że
dziewczyna odcina się, żeby zachować dla siebie wypełniające ją emocje, ale
chwilami jej się to po prostu nie udawało. Noriko odczuła to na własnej skórze.
Czuła się w towarzystwie Sunami niezręcznie, tak jak można czuć się w
towarzystwie kogoś w żałobie; męcząc się, bo nie wiadomo co powiedzieć. Sunami
była wtedy jakby nieobecna myślami. Ale potem jej niewidzialny pancerz na
chwilę pękał, a Noriko bez powodu odczuwała rozpacz. Albo strach. Albo kilka zmiksowanych emocji, z których nie wszystkie były negatywne, ale które
całkowicie wytrącały ją z równowagi, bo nie były jej.
Jeśli
Sunami cały czas w taki sposób odczuwała obecność innych ludzi to jej sytuacja
była nie do pozazdroszczenia.
Noriko
starała się za wszelką cenę o tym nie myśleć. Za to musiała znaleźć sposób,
żeby jakoś dotrzeć do empatki i przekonać ją do swojego pomysłu.
- Wizyta Temari tak cię rozzłościła? -
zagadnęła. Widziała kunoichi parę ulic stąd i mogła zaryzykować zgadywanie.
Córka Czwartego nie miała czego szukać w tej części osady. - Bo zakładam, że tu
wpadła. Nie wiedziałam, że się znacie.
Sunami patrzyła na nią wzrokiem pozbawionym
wyrazu.
- Udawała, że przyszła towarzysko. Ale nie
znamy się.
Noriko wzruszyła ramionami. Za wszelką cenę
próbowała wciągnąć Sunami w normalną rozmowę.
- Cóż, może zapragnęła zawrzeć jakieś nowe
przyjaźnie. Ludzie miewają różne dziwne pomysły, gdy uświadomią sobie, że życie
jest krótsze niż się zdaje - palnęła bezmyślnie.
Przecież wiedziała, że nie powinna grać
empatce na emocjach. Wymuszony spokój Sunami znikał, kiedy wspominało się o
Kazekage.
Empatka
kilka dni temu wpadła w stan katatonii, który utrzymywał się przez kilkanaście
godzin, i Noriko myślała na początku, że panika w wiosce tak na nią wpłynęła.
Ale to nie mogła być przyczyna, a na pewno nie jedyna. Sunami poczuła się o
wiele lepiej i oświadczyła, że Gaara żyje, kiedy w odciętej od bieżących
informacji wiosce wciąż narastał strach o to, co przyniesie przyszłość.
I
Noriko nie była zdziwiona, gdy okazało się, że Kazekage rzeczywiście przeżył.
- Temari byłaby pierwszą osobą, która
zapragnęła się zaprzyjaźnić z kimś, kto zdzielił ją w łeb - skomentowała
Sunami. Spojrzała na Noriko jakby dopiero teraz ją zauważyła. Ta dziewczyna
chwilami była przerażająca. - Bo tak to można nazwać. Nakrzyczałam na nią, bo
wolała wypełniać rozkazy zamiast... Zamiast zrobić wszystko, co mogła, żeby
ratować brata. A ona teraz nie może sobie wybaczyć, że czekała tak długo. Szuka kogoś, kto jej powie,
że postąpiła słusznie, ale zwraca się do niewłaściwej osoby. Kim ja jestem, żeby ją
oceniać?
Noriko
nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Nawet nie wiedziała, czy powinna się
odzywać. Sunami wreszcie przestała uparcie milczeć i odpowiadać półsłówkami. Może
należało wziąć to za dobrą monetę i pozwolić jej się wygadać.
Sunami
wpatrywała się w Noriko oczami błyszczącymi jak w gorączce i przez chwilę
milczała, ale było jasne, że to nie jest wszystko, co ma do powiedzenia.
-
Przyszła mnie zapytać, czy wiedziałam, że Gaara umiera.
Noriko
tego też nie skomentowała. Sunami patrzyła na nią, jakby oceniała, czy może jej
powiedzieć więcej. I dopiero po chwili kontynuowała.
- Nie mogłam jej powiedzieć prawdy, bo co
dałaby jej prawda? Bałam się, że zacznie mnie o to dopytywać. Czy wiem, co
czuł, kiedy umierał? Temari nie chciałaby tego wiedzieć. - Sunami potrząsnęła
głową, jakby chciała od siebie odpędzić niepożądane wspomnienia. - Ja nie
czułam tego samego, co on, to co do mnie dotarło było takie... Zniekształcone,
jak odbicie, a i tak nie chcę o tym myśleć. Nie mieli prawa sprawić mu tyle
bólu.
Ponieważ Sunami drżała i sprawiała wrażenie,
że zaraz się rozpłacze, Noriko przez stół uścisnęła jej rękę.
Wcale
nie z sympatii. Bała się, że empatka straci nad sobą kontrolę i pozwoli jej
poczuć swoje emocje. Należało za wszelką cenę zmienić temat. Ale ona miała
pustkę w głowie i żadnego pomysłu, co powiedzieć.
- Wszystko z nim w porządku? - zapytała nagle
Sunami.
Noriko patrzyła na nią w szoku. Nie
spodziewała się takiego pytania. Miała wrażenie, że Sunami nawet nie do końca
zdaje sobie sprawę z jej obecności. Przez chwilę się załamała, a potem nie
będzie tego pamiętać. Z powrotem założy maskę uprzejmości i obojętności.
- Kazekage zachowuje się jak zwykle - powiedziała medyczka z przekonaniem. - Jest
opanowany, chłodno uprzejmy i nie toleruje spóźnień. Wygląda w porządku.
Sunami oparła się na krześle i spojrzała na
nią krytycznie, jakby usłyszała od niej coś niewłaściwego.
- To nic nie znaczy - stwierdziła z irytacją.
- Gra, jak zwykle.
Cóż, przynajmniej potrafiła poczuć jakąś
emocję inną niż rozpacz, a na dodatek zachować te uczucia w sobie.
Nie
jest z nią aż tak źle, pomyślała Noriko. I rozzłościla się na swoją rolę
pośrednika.
- Czy ty masz jakiś zakaz wchodzenia do
siedziby władzy? Idź, sama zobaczysz. Mogę cię nawet zabrać, gdy będą mieli
naradę z Kankuro, znajdę jakiś pretekst.
Sunami wdrygnęła się.
- Zwariowałaś? Nie chcę go widzieć.
Noriko prymrużyła powieki. Doprawdy, gdyby
nie wiedziała, że Sunami nie jest w pełni sobą, i że nie należy kusić losu,
zbeształaby ją jak dzieciaka. Może i empatka nie jest jak inne kunoichi, nie
wychowała się w Sunagakure i nic dla niej nie znaczy dyscyplina - ale nie
powinna zachowywać się jak rozkapryszona panienka.
- Jestem całkowicie zdezorientowana -
oświadczyła Noriko szczerze, nie ukrywając frustracji. - Ciebie coś łączy z
Kazekage? Nie wiedziałam, że on ma jakichś przyjaciół.
- Nic mnie z nim nie łączy. Jestem nikim.
Noriko miała ochotę potrząsnąć rozmówczynią z
irytacji. Opanowała się. Nawet jeśli Sunami zna osobiście kage, i tak jej tego
nie powie. Zresztą, dlaczego ją miałoby to obchodzić?
Oczywiście
pewna część jej umysłu podpowiadała, że ma prawo się zainteresować.
Ostatecznie, to ona poświęcała swój czas i pilnowała dziewczyny na zlecenie
Kankuro. A Kankuro słuchał tylko poleceń brata.
Noriko
myślała do tej pory, że Kazekage dostrzega w azurskiej empatce jakiś potencjał
i każe mieć na nią oko, żeby wykorzystać ją w przyszłości dla dobra wioski. Ale
teraz już sama nie wiedziała, co o tym myśleć.
Absurdem
było sądzić, że Gaara z Piaskowego Wodospadu, do niedawna jinchuuriki, utrzymuje
jakąś potajemną relację z kunoichi i ukrywa to przed całą wioską, a nawet przed
bratem. Nawet gdyby dopuścić myśl, że Kazekage jest zainteresowany czymkolwiek
innym poza swoją misją chronienia wioski - jest za młody, żeby utrzymywać relacje z dziewczynami.
Z
drugiej strony, Czwarty Kazekage podobno wcześnie zaczął. Jego romanse budziły
zgorszenie dowództwa, zwłaszcza, że podobno był bardzo zakochany w żonie.
Mówią,
że niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Noriko
zmierzyła Sunami podejrzliwym wzrokiem.
Niee,
to nie może być to.
Westchnęła
ciężko. Może pożałować zadania tego pytania, ale pragnęła wreszcie znaleźć
jakiś punkt zaczepienia, przestać błądzić jak dziecko we mgle.
- Dlaczego nie chcesz go widzieć? - zapytała
zrezygnowanym tonem.
Sunami wbiła w nią poważne spojrzenie.
- Nie mogę go zobaczyć. Miesiące zajęło mi
uodpornienie się na jego obecność i na jego emocje. Ja też mam uczucia. Nie
chcę nic wiedzieć, rozumiesz? Nie rozumiesz - odpowiedziała dziewczyna sama
sobie. Palce otwartej dłoni przyłożyła do skroni, jakby miała uporczywą
migrenę. - Chciałam tylko go zlokalizować, nie chciałam wiedzieć, co czuje. Nikt na tym nie skorzystał. Gaara znienawidziłby mnie, gdyby wiedział, że włamałam mu
się do głowy. Ale nie potrafiłam się uwolnić. A potem... - zawiesiła głos i
przymrużyła oczy, jakby próbowała sobie coś przypomnieć. - A potem to się tak
nagle urwało. Gaara umarł. Przez chwilę go nie było. - Sunami wyciągnęła przed
siebie dłoń. Kilka razy zacisnęła ją powoli w pięść. Przyglądała się przy tym
zginającym się i prostującym palcom jak gdyby widziała je pierwszy raz w życiu
i jakby były zupełnie czymś innym. - Poczułam się jakby ktoś zmiażdżył mi
serce. I to już były tylko moje uczucia. Gaara umarł i zostawił pustkę,
rozumiesz?
Szczerze powiedziawszy, Noriko nic z tego nie
rozumiała.
Sunami
opuściła wreszcie dłoń i popatrzyła na nią.
- Wrócił. I wierz mi, że się cieszę. Ale
nie chcę przerabiać drugi raz tego samego. Może tylko panikuję, może to wina
Shukaku, może bijuu mają taki wpływ na empatów. Nie mogę przecież winić Gaary.
Ale nie chcę go widzieć.
Noriko przeanalizowała jej słowa w myślach.
Starała się nie wyglądać na zszokowaną.
- Powinnaś zmienić środowisko. Atmosfera w
Sunagakure kiepsko na ciebie działa - powiedziała. Powinna być zadowolona:
wcale nie będzie musiała namawiać Sunami na wyjazd, ona z radością wyjedzie z wioski. Trzeba tylko po znajomości znaleźć jej jakąś prostą, najlepiej samotną misję, żeby nikomu nie mogła zaszkodzić.
Noriko nie była jednak do końca zadowolona. Zdawała
sobie sprawę, że Sunami sama siebie okłamuje. Może nawet nie w pełni świadomie,
próbuje zrzucić odpowiedzialność na demona.
Ale
podświadomie na pewno dobrze wie, że ma poważny problem z Gaarą. I że nie ma to
nic wspólnego z Shukaku.
***
Z
powrotem w teraźnieszości, na pustyni w kraju Wiatru
Sunami
przymknęła oczy. Próbowała się skoncentrować, chociaż w głowie miała chaos.
Próbowała
uodpornić się na wszystko, co słyszała i czuła. Sprawić, żeby dźwięki i emocje,
które do niej spływały, były jak przewijające się obok obrazy, które nie mają
na nią wpływu. Jeśli to osiągnie, nie będzie już miała kłopotu z rzeczywistymi
obrazami. Widziała już wiele trupów i przemocy, emocje stanowiły większy
problem. A ona musiała zapanować nad uczuciami, swoimi i cudzymi, żeby
zrealizować swój plan i zbiec.
Nie
miała jednak na to wiele czasu.
Otworzyła
oczy i nie było prawie żadnej różnicy - nie potrzebowała wzroku, żeby znać
skalę zniszczeń. Piraci napadli na konwój, przewrócili wozy. Niektóre konie
zostały ugodzone bronią i broczyły krwią, jeden zerwał się z uwięzi i uciekł.
To
był duży konwój, kilka dużych wozów, kilkunastu ludzi - zabicie ich mogłoby zająć chwilę gdyby napastnikom się spieszyło. Pierwszy zabity kupiec zdążył poczuć tylko zdziwienie, bo
pierwsze shurikeny zostały rzucone z zaskoczenia. Dopiero potem nukenini
dopadli resztę i ich nie zamierzali zabijać szybko. Mieli nakaz uśmiercania ofiar powoli.
Sunami czuła strach tych cywilów, ale nie mogła pozwolić sobie, żeby na nią wpłynął.
Spojrzała
prosto w oczy Kou, mniej odrażającego z pilnujących ją najemników. Postanowiła obrać go za cel jeszcze kiedy sądziła, że zadziała pozytywnymi emocjami - do
nich na pewno nie był przyzwyczajony. Sunami miałaby przewagę wykorzystując
efekt zaskoczenia.
Ale
nie mogła odwołać się do sympatii i zaufania, których nie potrafiła z siebie
wykrzesać. Wokół były tylko ból i strach. Słyszała niemal zwierzęcy krzyk mężczyzny,
któremu parę metrów dalej dwaj najemnicy odcinali palce. Jego przerażenie
wbijało jej się w głowę bardziej niż wrzask. Ale nie był jedyny, wszyscy kupcy
czuli paraliżujący lub motywujący strach - jeden z nich rzucił się pierwszy na
oprawców. Nie musiała widzieć, żeby wiedzieć. Tak jak nie musiała widzieć
kobiety, którą trzej Piraci dopadli za jedynym nieprzewróconym wozem.
- Tnij - rozkazała, nie zastanawiając się nad
tym, jak absurdalne jest oddziaływanie strachem na kogoś, kto jest uzbrojony,
podczas gdy ona była skrępowana tak ciasno, że czuła jakby krew miała przestać
jej dopływać do nadgarstków.
Kou wyciągnął sztylet i przeciął sznur.
Kątem
oka zobaczyła wściekłą minę jego towarzysza, Jingu, który stał obok i
przypatrywał się polu "bitwy".
-
Kurwa, co?! - ryknął i rzucił się w jej stronę, wyciągając nóż.
Ona jednak uskoczyła w bok, ułamek sekundy
wcześniej wyrywając sztylet z dłoni mimowolnego wyzwoliciela.
Jingu
odwrócił się w jej stronę. Zamiast zaatakować od razu, stracił chwilę na wyciągnięcie
drugiego noża. Dla Sunami zyskane ułamki sekund były wystarczające. Rzuciła się do
przodu i wbiła mężczyźnie sztylet w brzuch, cofnęła, wbiła drugi raz. Ciało jej
przeciwnika zwiotczało, broń wypadła mu z rąk, a on sam osunął się na ziemię.
Czuła
do niego taką nienawiść, że bez skrupułów pozwoliłaby mu się wykrwawić, ale nie chciała
chłonąć także jego cierpienia, więc poderżnęła mu gardło.
Przy
tym obryzgała się krwią, ale nie zauważyła tego - tak samo, jak nie zauważyła,
że pierwszy raz zabiła człowieka i że nie poczuła z tego powodu kompletnie nic.
Nic ponadto, co już ją wypełniało, bo jej emocje zaginęły gdzieś między
uczuciami innych - ofiar i morderców.
Kou
wykrzyknął coś, patrzył na nią w szoku. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że
pomógł jej w ucieczce.
Sunami nie miała w ręce broni,. Zamiast po nią sięgnąć, chwyciła sznureczek na swojej szyi i zerwała wisiorek z amalgamatu, który dotąd blokował jej umiejętność manipulowania czakrą.
Sunami nie miała w ręce broni,. Zamiast po nią sięgnąć, chwyciła sznureczek na swojej szyi i zerwała wisiorek z amalgamatu, który dotąd blokował jej umiejętność manipulowania czakrą.
Poczuła,
jak wiele było wokół energii, którą mogła wykorzystać. Skoncentrowała się na
odebraniu przeciwnikowi czakry, nie zastanawiając się nad ilością. Nukenin upadł na ziemię
bez przytomności, a ona zebraną energię wykorzystała do uformowania kuli, którą
rzuciła w kierunku dwóch ninja, opróżniających mosiężny kufer leżący przy
przewróconym wozie kilka metrów dalej.
Nie
patrzyła, jakie będą efekty, tylko chwyciła nóż leżący na ziemi, i pobiegła
przed siebie. Tak naprawdę powinna już uciekać, póki nie zwróciła na siebie
uwagi całej bandy, ale musiała pomóc kobiecie.
Dwaj
nukenini przytrzymywali obnażoną od pasa w dół handlarkę za ramiona, gdy trzeci
ściągał spodnie.
Nie
mogła wysysać czakry ze wszystkich, bo nie zdołałaby jej przetworzyć, ale mając
w najbliższym otoczeniu tylko trzech ninja, miała otwarte pole działania i
prostą drogę do pozbawienia ich kolejno przytomności.
Jednak nawet nie przyszło jej to do głowy. Przypadła do zaskoczonego mężczyzny. Był łatwym celem - nie wiedział, czy sięgnąć najpierw po spodnie czy chwytać broń - dopadła go więc zza pleców i wbiła nóż w dolny odcinek kręgosłupa, tak, że nie mógłby już się ruszyć. Wyciągnęła ostrze, a shinobi osunął się na ziemię.
Jednak nawet nie przyszło jej to do głowy. Przypadła do zaskoczonego mężczyzny. Był łatwym celem - nie wiedział, czy sięgnąć najpierw po spodnie czy chwytać broń - dopadła go więc zza pleców i wbiła nóż w dolny odcinek kręgosłupa, tak, że nie mógłby już się ruszyć. Wyciągnęła ostrze, a shinobi osunął się na ziemię.
Ten
umrze w męczarniach, ale ona nie myślała już o tym, by go dobijać, ani nie miała
na to czasu. Jego koledzy byli w o wiele lepszej sytuacji, mieli broń pod ręką.
Wypuścili swoją ofiarę i natarli na Sunami jednocześnie.
Kunoichi nie miała zbyt wiele czasu, by zareagować. Podskoczyła nad ich głowami, lądując zaledwie kawałek dalej. Zanim postawiła stopy na ziemi odwróciła się i z jednego przeciwnika wyciągnęła czakrę, utrzymując jedynie kontakt wzrokowy. Ninja stracił władzę nad swoim ciałem, nie był w tej chwili dla niej zagrożeniem. Złapała drugiego za rękę, w której trzymał wycelowany w nią miecz wakizashi. Przesunęła się wystarczająco, by jej nie drasnął.
Kunoichi nie miała zbyt wiele czasu, by zareagować. Podskoczyła nad ich głowami, lądując zaledwie kawałek dalej. Zanim postawiła stopy na ziemi odwróciła się i z jednego przeciwnika wyciągnęła czakrę, utrzymując jedynie kontakt wzrokowy. Ninja stracił władzę nad swoim ciałem, nie był w tej chwili dla niej zagrożeniem. Złapała drugiego za rękę, w której trzymał wycelowany w nią miecz wakizashi. Przesunęła się wystarczająco, by jej nie drasnął.
Uwolniła
odebraną jego koledze czakrę, skupiając ją w ręce. Nigdy nie stosowała tej
sztuczki bezpośrednio na żywe ciało. Chociaż wiedziała, czego się spodziewać i
nie zdziwił jej swąd spalonych tkanek, to zrobiło jej się niedobrze, gdy zobaczyła
jak głęboko energia wniknęła w mięśnie. Nadgarstek odpadł od reszty kończyny.
Nukenin ryczał z bólu. Sunami odskoczyła w tył, chociaż mogła zaatakować.
Jednak
nie była zdecydowana zabijać wszystkich jak leci, a ten osobnik już jej nie dogoni.
Spojrzała w bok, na nieco tylko starszą od niej dziewczynę, która trzęsącymi
się rękami zakładała spódnicę.
Przynajmniej
ją może zabrać ze sobą.
Kiedy
się wahała, ktoś podbiegł do nukenina pozbawionego dłoni od tyłu i skręcił mu kark.
Sunami
nawet nie czuła zdziwienia. Wiedziała, że Kenzo może się pojawić w każdej
chwili. Wykrywała jego obecność wcześniej. Potem przestała ją wyczuwać, bo była
przytłoczona innymi emocjami, od których próbowała się odciąć.
- Sunami! - Kenzo musiał krzyczeć, żeby
przedrzeć się przez zgiełk, mimo że stał dość blisko. - Musimy...
Nigdy nie dowiedziała się, co jego zdaniem
musieli zrobić. Nadlatujący shuriken wbił mu się w gardło.
Pierwsza!
OdpowiedzUsuń