niedziela, 25 lutego 2018

Rozdział XVI.

Witajcie.
Czekaliście długo, wiem. Męczyłam się trochę zaczynając ten rozdział, ale kiedy już "zatrybiło" rozpisałam się na ponad 6500 słów. Być może to za dużo, ale uważam ten rozdział za spójną całość (w przeciwieństwie do poprzedniego nieudanego) i nie chcę go już dzielić.
Rozdział zawiera wulgaryzmy i przemoc.
Są w nim odniesienia do retrospekcji. Pewnie już zbyt wiele z tego nie pamiętacie, były publikowane lata (!) temu. Sceny z Kenzo mają związek z ostatnimi fragmentami rozdziałów 13 i 19, te z Noriko odnoszą się do retrospekcji z ostatniej sceny rozdziału 17 i z rozdziału 2. w 2. serii.
Mam nadzieję, że wyszło dobrze. Wiadomość zwrotna jak zawsze będzie mile widziana ;)

Kolejny postój oddziału Piratów został zarządzony nagle. Sunami nie musiała zgadywać, dlaczego - już wcześniej zorientowała się, że w ich stronę zmierzają ludzie. Łatwo było się domyślić, że to konwój kupiecki. Nie wiedziała tylko, czy i jak bardzo mógł być chroniony. Przez amalgamat zawieszony na szyi nie potrafiła wyczuwać poziomu czakry.
Wizja zdobycia łatwych łupów przemówiła do wyobraźni najemników. Stary przywódca, którego nazywali mistrzem, najwyraźniej zastanawiał się, co dalej robić. Sunami miała nadzieję, że żadna duża grupa kupców nie byłaby tak głupia, by podróżować przez pustynię bez ochrony zapewnionej przez shinobi.
Kilku zwiadowców ruszyło przodem, reszta korzystała z odpoczynku. Sunami wyczuwała ich pobudzenie. Nie wiedziała, co raduje ich bardziej - perspektywa łatwego zarobku czy krwawej jatki.
Hakujo zacisnął jej więzy i zostawił pod strażą dwóch młodych shinobi.
Sprawiali wrażenie świeżego narybka w szeregach. Sunami liczyła, że to będzie oznaczać nie tylko niższy stopień demoralizacji, ale też większą podatność na manipulacje.
Chcąc się uwolnić, musiała znaleźć jakieś słabe ogniwo. I musiała to zrobić szybko. Wyczuwała obecność Kenzo, znacznie bliżej niż możnaby się spodziewać. I bardzo chciała wierzyć, że chłopak ma jakiś plan, ale wszystko świadczyło przeciwko temu. Nie miał wsparcia.
Sunami bardzo chciała odnaleźć w pobliżu ślad normalnych emocji, które świadczyłyby, że podąża za nimi jakaś grupa pościgowa, ale musiała spojrzeć prawdzie w oczy - Kenzo nawet nie zdążyłby takiej zorganizować. Zamiast się wycofać i spróbować zmobilizować żołnierzy, których zostawił pod świątynią, postanowił odegrać rolę bohatera.
Ciekawe, co sobie wyobraża, zostawiając swoich ludzi bez dowódcy. Może nawet się głębiej nie zastanawiał nad opracowaniem strategii. Jeśli dobrze interpretowała jego emocje, nie myślał racjonalnie.
Sunami musiała dobrze to rozegrać, jeśli chciała uciec i jednocześnie ratować Kenzo.
  - Wasz mistrz nie ma pojęcia, co robi, prawda? - odezwała się niby od niechcenia.
  Jeden z mężczyzn, wysoki blondyn, spojrzał na nią spode łba. Miał na ramieniu przewiązaną opaskę z symbolem wioski wodospadu, odwróconą górą do dołu. Wielu najemników w tej grupie nosiła uszkodzone lub odwrócone na opak symbole osad shinobi. Może zamysłem było wyrażenie pogardy wobec wiosek, którym kiedyś służyli. Zdaniem Sunami mogło to świadczyć o czymś zupełnie przeciwnym.
Niektórzy z nich nie wiedliby życia nukenina, gdyby nie zmusiła ich sytuacja.
Drugi z pilnujących ją najemników nie miał symbolu żadnej wioski. Był niższy, a na twarzy miał kilkudniowy zarost, który go postarzał. Spojrzał na Sunami z zaciekawieniem.
Obaj znaleźli się tutaj z przypadku, nie dlatego, że stanowili cenną część armii. Byli mięsem armatnim, z czego musieli zdawać sobie sprawę. Choć ich emocje były mocno przytępione, coś z nich zostało. Hakujo ich nie wyciszał, przynajmniej nie w tym momencie, a dla Sunami była to jedyna szansa - pokonać go jego własną bronią. Jeśli on mógł kontrolować ludzi zabierając im wszystkie emocje, ona może robić to samo przeciwnymi metodami.
Ale żeby to zrobić, musi być w stanie panować nad własnymi emocjami, mimo że w otoczeniu morderców zaczyna tracić jasność umysłu.
  - Mistrz Hakujo doskonale wie, co robi. Przekonasz się - odpowiedział blondyn agresywnym tonem.
 Było oczywiste, że sam wątpi w prawdziwość tego stwierdzenia. Sunami pomyślała, że może powinna wlać w niego więcej zwątpienia - teraz, póki jeszcze jest pewna, że potrafi przelać na kogoś wyizolowane, konkretne emocje - ale musiała z tego zrezygnować. Lepiej było nie dać im powodów podejrzeń, że są manipulowani - a przede wszystkim, nie pozwolić mistrzowi Hakujo domyślić się, że ktoś może przejąć kontrolę nad jego marionetkami.
Musiała czekać na odpowiedni moment. I wiedziała, że ten moment nadejdzie dopiero wtedy, gdy w idealnie uporządkowany oddział wkradnie się choć odrobina chaosu.
Nieważne, jak bardzo ta myśl była dla niej nieprzyjemna - chcąc uciec musiała liczyć, że Hakujo dla świętego spokoju i zachowania spokoju w szeregach powoli na zaatakowanie tych biednych kupców.
  - Skoro postanowiliście walczyć po jego stronie, musi mieć jakieś dobre strony - odpowiedziała Sunami prowokacyjnie. - Wybaczcie, że nie doceniam tego geniuszu. Jak na razie zauważyłam jedynie, że wasz szef lubi dużo gadać i ma obsesję na punkcie hinduskiej mitologii.
  - To akurat jest prawda - skomentował niższy i bardziej ugodowo nastawiony shinobi. Kolega spojrzał na niego ostrzegawczo. - No co, Jingu? Chyba nie bierzesz na poważnie tych bzdur o obudzeniu bogini Kali? On w koło gada tylko o tym. Brzmi śmiesznie.
  - Może - odpowiedział antypatyczny blondyn. - Ile w tym prawdy, przekonamy się wkrótce - oświadczył i spojrzał na Sunami ze złośliwą satysfakcją. - Podobno źle znosisz śmierć. Świrujesz, kiedy ktoś umiera. Jak zabawnie.
  Sunami uświadomiła sobie, dlaczego mówili o bogini Kali. I dlaczego jej Hakujo o tym nie opowiadał, chociaż dla utrzymania pozorów konwersacji - a może po prostu dlatego, że lubił słuchać własnego głosu - pół drogi zadręczał ją opowieściami o hinduskich bożkach.
Bogini Kali karmi się śmiercią i niesie śmierć.
  - Kto tak twierdzi? - zapytała, próbując udawać pewność siebie.
Jeśli wcześniej  żywiła do Jingu jakąś formę współczucia, teraz z niej ono wyparowało.
  Shinobi wzruszył ramionami.
  - Tak się mówi. Jesteś narzeczoną Kenzo, prawda? Nie znam faceta, ale możesz wierzyć mi na słowo, że nikt go tu nie lubi.
  - Nie jestem jego narzeczoną. - Sunami sama nie potrafiłaby powiedzieć, dlaczego taka sugestia w ogóle ją obeszła. Miała poważniejsze zmartwienia niż Kenzo.
 Jingu wzruszył ramionami.
  - Tak czy inaczej, chłopcy chcieli się z tobą obejść inaczej. Ale podobno najlepiej będzie cię złamać raniąc innych. Raniąc, a potem zabijając. Nawet obstawiane są zakłady, większość sądzi, że wystarczy wyrżnąć jedną wioskę, żebyś dostała do głowy. Ale mamy ich w planach dużo więcej.
  Mężczyzna uśmiechnął się okrutnie, a Sunami po raz pierwszy pomyślała, że mogłaby z radością poderżnąć mu gardło.
Nie wiedziała, czy to jej własna myśl czy nagromadzenie tych wszystkich negatywnych emocji wokół podsuwa jej drastyczne obrazy.
  - Zamknij się, Jingu - wtrącił się drugi shinobi. - Za dużo gadasz.
  - To już bez znaczenia, Kou. Wszystko idzie zgodnie z planem. Wkrótce będziemy w kraju ognia.
  - Na twoim miejscu nie chwaliłabym dnia dopóki nie wyjdziecie żywi z pustyni - skomentowała Sunami, chociaż jej pewność siebie stopniała.
  Uświadomiła sobie, że ma bardzo mało czasu na ucieczkę. A jeśli nie ucieknie, mieszając w ten sposób Piratom szyki, nikt nie przyjdzie jej na czas z odsieczą. Nie wiedziała nawet, czy Gaara wie, gdzie ją znaleźć. Naszyjnik z napełnionym czakrą piaskiem powinien w normalnych warunkach działać. Ale teraz, gdy miała na szyi amalgamat, który blokował jej czakrę - być może nie będzie można jej wytropić.
Nawet myśląc optymistycznie, że Gaara będzie potrafił określić, gdzie ją znaleźć, minęło zbyt wiele czasu i byli zbyt blisko granicy. Nawet oddział najszybszych shinobi nie dotarłby do niej zanim opuszczą pustynię. A dalej jest już bardzo wiele zamieszkałych osad.
Była zdana tylko na siebie i musiała liczyć, że uda jej się przechytrzyć mistrza Hakujou, a Kenzo szalonymi pomysłami nie pomiesza jej szyków.

***

Wcześniej, w wiosce Piasku

Kankuro był mocno poirytowany. Na ogół nie złościł się na to, że na jego stanowisku czas na życie prywatne był trudno dostępną - i łatwo przemijającą - przyjemnością. Tym razem jednak pomyślał, że Gaara zbyt lekko sobie poczyna traktując go jak lokaja, którego można odwołać i wezwać o dowolnej porze.
Miał zamiar nawet dać temu wyraz, ale nietrudno było zorientować się, że Gaara nie był w nastroju do żartów. Gdy Kankuro wszedł do jego gabinetu miał wrażenie, że nawet nic nie mówiąc wystarczająco się naraził. Napotkał zimny gniew Gaary i wściekłą furię Temari - ta druga nigdy nie wyrażała się milczeniem.
  - Wreszcie raczyłeś się zjawić, mości książę! - wykrzyknęła na jego widok. - Skoro już jesteś wyjaśnij młodszemu bratu, że nie jest alfą i omegą i nie może sam podejmować wszystkich decyzji!
  - A więc wpadli w zasadzkę? - wymamrotał Kankuro, bardziej do siebie niż do kogokolwiek z rodzeństwa. Zresztą żadne z nich nie przywiązał do jego słów uwagi. Pierwszy raz widział, żeby Temari naprawdę wściekła się na Gaarę. I brat ewidentnie był wściekły na nią.
  - Przyjmij do wiadomości, Temari. Jestem dowódcą, nawet dla ciebie. I ja podejmuję decyzje, choćby były błędne. Wykonuj rozkazy albo odejdź.
  Temari nabrała powietrza, ale nic nie powiedziała. Chyba nie znalazła słów odpowiednich dla takiego postawienia sytuacji.
Kankuro starał się w tej sytuacji zachować zimną krew i podejść do sprawy praktycznie.
  - Co robimy?
  - Mapa - powiedział Gaara ze zniecierpliwieniem, najwyraźniej niezadowolony, że musi się powtarzać. Kankuro podszedł do biurka, na którym był rozłożony plan okolicy. - Idę po Sunami, w tym kierunku - powiódł palcem po mapie w linii prostej w kierunku kraju Ognia. - Ty weźmiesz grupę ludzi, żeby poszukać Noriko i całej reszty oddziału Shihary. Gdzieś na trasie do świątyni. Temari dowodzi w wiosce. - Podniósł wzrok znad mapy i spojrzał na kunoichi wyczekująco.
  - Dlatego, że inaczej będę zawadzać? - żachnęła się dziewczyna.
  - Nie. Muszę wiedzieć, że osada jest bezpieczna. Potrafisz ją ochronić, póki nie wrócę.
 Temari z pewnością miała na końcu języka kolejne gorzkie uwagi, ale - zamierzone lub nie - słowa podbudowujące jej ego zbiły dziewczynę z pantałyku. Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć.
  - Wiesz, że mogłabym ci się przydać. Ja też potrafię szybko przeprawić się przez pustynię.
  - Jesteś potrzebna na miejscu. A ja nie mam czasu na jałowe dyskusje - uciął Gaara. - Zgadzasz się czy nie?
Temari skinęła głową.
  - Świetnie. Trzymaj się planu.
  Temari sprawiała wrażenie jakby chciała coś na to odpowiedzieć, ale Gaara już na to nie czekał. Wyszedł z gabinetu.
  - Nie dostanę szczegółowych instrukcji? - Zdziwił się Kankuro głośno. - Spójrz na jasną stronę sytuacji. W chwili kryzysu okazuje się, że Gaara ma do nas zaufanie.
  Temari być może usłyszała, co powiedział, ale była bardziej zajęta własnymi myślami.
  - Sunami sobie poradzi - powiedziała, takim tonem, jakby chciała przekonać samą siebie. - Opowiem ci krótko, jak wygląda sytuacja. Potem ty wymyślisz, jak pomóc ludziom Shihary, jeśli też mają kłopoty. Ja muszę jakoś odwrócić uwagę rady starszych od faktu, że Gaara właśnie złamał kilka punktów kontraktu.
 - Myślisz, że jeszcze nie wiedzą? - odparł Kankuro z powątpiewaniem.
- No, cóż. Mam nadzieję, że nie - odpowiedziała dziewczyna. - Za bardzo lubią się wtrącać. Co znaczy ta twoja mina?
     Kankuro udał zdziwienie.
      - Jaka mina?
     - Wisielcza.
     Kankuro nie chciał psuć siostrze humoru. Jednak nie mógł udawać, że plan, który - jak ona miała nadzieję - pójdzie gładko - nie ma co najmniej kilku luk. 
     - Nie złość się, Temari, ale wiesz jak to wygląda. Ktoś powinien pójść z Gaarą, choćby po to, żeby go uspokoić jeśli nie zdąży. - Wytrzymał miażdżące spojrzenie siostry. - Wiesz, w jakiej odległości stąd jest sanktuarium. Sunami jest tam albo nawet dalej. Ktokolwiek ją uprowadził, nie będzie statycznie czekał aż go przywitamy.
     - Gaara ma dużą przewagę, o ile tylko oni nie potrafią latać - odparła Temari.
     Kankuro wiedział, że takie podejście jest co najmniej bardzo optymistyczne. Nawet zakładając, że Gaara wiedział, gdzie szukać - a co do tego Kankuro nie był przekonany - to szybkość, jaką dawała możliwość poruszania się w powietrzu dzięki platformie  z piasku wciąż mogła nie być wystarczająca.
     Oczywiście zdawał sobie sprawę, że wysyłanie armii nie byłoby w niczym lepsze, a Gaara musiałby sam się tym zająć nawet gdyby przestudiował dziesięć różnych taktyk. Działał jednak ponad wszelką wątpliwość emocjonalnie, nie zawracając sobie głowy nawet tak kurtuazyjnym gestem jak powiadomienie starszyzny. Mniejsza z tym, jak bardzo będą wściekli. Prawdziwy problem polegał na tym, że Sunami może już być nie do uratowania, a reakcji Gaary nie sposób przewidzieć.


***

Mistrz Yagami był już starym człowiekiem, który swoje dla wioski odsłużył i chciał resztę życia przeżyć we względnym spokoju. Niestety, gdy zasiadało się w radzie starszyzny, spełnienie tego życzenia graniczyło z niemożliwością. Tylko dlatego, że chociaż wiele osób znało swoją rolę, część nie mogła się pogodzić z upływającym czasem i przyznać, że należy pozwolić młodszemu pokoleniu przejąć stery.
Szczególnie nie potrafił tego zrozumieć jego niegdysiejszy kompan z drużyny, a obecnie wiceprezes rady, Kitarou. Yagami czuł się poniekąd odpowiedzialny za jego poczynania.
Dlatego teraz przyjął rolę kompletnie nielicującą z jego wiekiem ani powagą sprawowanego urzędu. I czekał wraz z nim przy bramie wioski, niczym pies wartowniczy, który powinien powstrzymywać niepożądane elementy przed dostaniem się na teren posesji.
Absurd sytuacji był tym większy, że Kitarou postawił sobie odwrotny cel - nie dopuszczenie, żeby ktoś wyszedł z wioski. Konsekwencje mogły być dla niego przykre.
Kitarou zdawał się nie być świadom swojej słabej pozycji negocjacyjnej.
  - Kazekage-sama. Nie możesz wychodzić z wioski kiedy ci się podoba.
  Kazekage sprawiał wrażenie zaskoczonego, chociaż regulamin był mu znany.
  - Ty mi tego zabronisz? - zapytał, nie używając nawet formy grzecznościowej.
  - Według kontraktu, dwutygodniowe wyprzedzenie, a w wyjątkowych sytuacjach... - Kitarou kontynuował niezrażony, ale nie dokończył zdania.
  - Czcigodny - przerwał mu Godaime, co samo w sobie było wyrazem braku szacunku. - Kontrakt przewiduje konsekwencje dyscyplinarne. Proszę je wdrożyć. Ale nie radzę zajmować choćby minuty więcej mojego czasu.
  Kitarou się wycofał. Yagami do tej pory nie powiedział nic i zakładał, że tak pozostanie. Nie zamierzał wdawać się w czcze pyskówki, a Kazekage, mijając go, nawet na niego nie spojrzał.
  - Słyszałeś. Dzieciak sam chce, żebyśmy go zwolnili dyscyplinarnie - zaperzył się Kitarou.
  - Taa - odparł Yagami. - Powodzenia z pozyskiwaniem głosów za. Zbiera je dyskretnie. Jak będziesz miał pecha, nim Piąty wróci do wioski, jego siostra urwie ci jaja.

***

  Kenzo śledził Piratów i nie został przez nich zauważony. Polepszyło mu to samopoczucie, chociaż nie miał dobrego planu.
Musiał czekać na zamieszanie w ich szeregach, przede wszystkim na nieuwagę mistrza Hakujou, który - gdyby zorientował się, że ktoś podąża ich tropem - mógłby go po prostu unieruchomić.
Kenzo musiał więc czekać aż stary dowódca puści swoich żołnierzy luzem i pozwoli im robić to, co wychodziło im najlepiej - niszczyć, grabić i mordować. Najprawdopodobniej wtedy staruch spuści Sunami z oczu. Chciał, żeby oglądała krwawy spektakl, ale on sam nigdy nie patrzył na akty morderstw i gwałtów, których dokonywali jego ludzie. Z pewnością nie dlatego, że budziłoby to w nim jakieś emocje - Kenzo wierzył, że nie ma żadnych - ale dlatego, że bezmyślną i niczym nie umotywowaną przemoc uważał za uwłaczającą ludzkiej godności. Właściwie robienie czegokolwiek bez określonego celu uważał za niegodne.
Kenzo musiał liczyć na to, że Hakujo będzie trzymać się nieco z boku wydarzeń i że zostawi Sunami pod obcym nadzorem. Nie sposób było z nim walczyć, skoro każdemu w swoim otoczeniu potrafił odebrać jakąkolwiek motywację do działania.
Jednocześnie młody shinobi w myślach przekonywał sam siebie, że posuwa się do takiego rozwiązania tylko dlatego, że musi. Że postąpiłby zupełnie inaczej gdyby istniało lepsze wyjście i że wtedy ważniejsze byłoby dla niego dobro Sunami niż własne korzyści.
Powiedział jednak sobie, że wykorzystuje jedyny możliwy sposób i nie obciąży tym swojego sumienia. Nie będzie też czuł się winny czerpiąc profity w sytuacji, gdy Sunami będzie kompletnie rozbita emocjonalnie - i jak dobrze wiedział, będzie mogła wtedy liczyć tylko na niego. 

***

Sunagakure, kilka dni po wyciągnięciu Shukaku z Piątego Kazekage

Kenzo wpadł do ośrodka medycznego w gniewie. Medic nini usuwali się z drogi. Większość z nich była dla niego grzeczna, nawet jeśli traktował ich opryskliwie. Wiedzieli, komu nie powinni się narażać.
Gdy jednak bez ceregieli otworzył drzwi do laboratorium, powitał go gniewny okrzyk.
  - Shihara, ludzie tu pracują. Przynajmniej nie trzaskałbyś drzwiami! - Noriko wydarła się na niego zupełnie jakby była mu równa rangą.
  Ona i dwie inne dziewczyny pracowały przy stole laboratoryjnym, odmierzając różnokolorowe płyny w probówkach. Noriko zmierzyła go wściekłym spojrzeniem, ale potem odwróciła wzrok i wróciła do pracy, jakby nie zamierzała zawracać sobie nim głowy.
Dla Kenzo ten brak respektu był tylko kolejnym powodem, żeby niczego nie puścić jej płazem.
  - Wyjść. - Spojrzał kolejno na laborantki. Dziewczyny wymieniły między sobą niepewne spojrzenia, a potem popatrzyły na Noriko jakby oczekiwały na to, co ona powie.
  - Natychmiast - warknął. Medyczki mogły sobie podlegać Noriko, ale tutaj on miał najwyższą rangę i nie pozwoli na to, żeby jakaś dziewczynka podważała jego autorytet.
 Dwie kunoichi odłożyły przyrządy laboratoryjne i wyszły, zamykając otwarte do tej pory drzwi. Noriko powoli, jakby chciała podkreślić, że jej się nie spieszy, odłożyła trzymaną w dłoniach probówkę i zwróciła się w jego stronę.
  - Przyszedłeś do mnie? - zapytała, jakby była zaskoczona.
 Zaledwie dwa razy byli zmuszeni pracować razem. Na co dzień się ignorowali. Antypatia działała na zasadzie wzajemności. Kenzo nie potrafił wprost ścierpieć tej dziewczyny, ponieważ zadzierała nosa i zdawała się nie respektować jego wyższej pozycji wśród medic ninów, mimo że była od niego młodsza.
  - To dla ciebie takie nieoczekiwane? - odparł sarkastycznie. - Nie powinno, w końcu weszłaś z butami na moje terytorium.
 - O, wybacz. Nie wiedziałam, że interesują cię małe, nic nie znaczące wymiany naukowe. - Jeśli nawet nie treść, to już ton tej wypowiedzi jednoznacznie wskazywał, że dziewczyna doskonale wie, co miał na myśli i jedynie sobie z nim pogrywa. Popatrzyła mu wyzywająco w oczy. - Wiem, że im więcej masz wokół siebie ludzi, którym możesz wydawać polecenia, tym jesteś szczęśliwszy. Powinieneś więc być zadowolony. Kaori zostanie w wiosce, będziesz miał jeszcze jedną laborantkę do pomiatania. A ja na te kilka tygodni zniknę ci z oczu, wymieniając się wiedzą z kolegami po fachu w Kumogakure.
Kenzo zmełł w ustach przekleństwo.
  - Jedź, szerokiej drogi. Sunami z tobą nie pojedzie.
  Wyraz twarzy Noriko pozostał niewzruszony.
  - Ty o tym nie decydujesz. Sunami nie jest twoją podwładną, ani nawet już jej nie szkolisz. Nie masz nad nią żadnej władzy. Przynajmniej dopóki nie jesteście zaręczeni. - Wydawało się, że to wszystko, co ma do powiedzenia, ale po chwili dodała: - Zresztą, czy znasz swoje miejsce w hierarchii? Ja nie przyjmuję od ciebie poleceń, a jak masz problem, poskarż się u dowództwa.
  Kenzo przypatrywał jej się przez chwilę bez słowa.
Rzeczywiście, na chwilę go zatkało. Miała dziewczyna tupet.
Prawdą jednak było, że nie mógł jej zmusić do ustąpienia, musiał więc przemówić jej do rozsądku.
  - O ile wiem, widziałaś się z nią. Nie zauważyłaś, w jakim jest stanie? Nie może teraz opuścić wioski.
  Szczerze mówiąc, Kenzo był zdumiony, że Noriko ni stąd ni zowąd postanowiła współpracować z Su. Medyczka nie miała z Sunami nic wspólnego. Pojawiła się nagle, gdy on był z chłopakami na pustyni udając - we własnych myślach nie bał się tego słowa - że ruszają z odsieczą Gaarze.
I nie chciała się odczepić, krążąc wokół Su i udając, że się o nią troszczy. Dla Kenzo intencje Noriko były zagadką.
Zdawał sobie sprawę, że stan psychiczny Sunami jest co najmniej niepokojący. Było to dla niego zaskakujące, bo spodziewał się, że skoro Gaara wyszedł żywy z konfrontacji z Akatsuki, Su będzie szczęśliwa. Świadomość, że ktoś inny - nie on - ma na nią aż taki wpływ - łamała mu serce.
To, że w swoich przewidywaniach co do reakcji Sunami się pomylił, nie było specjalnie pocieszające. Dziewczyna starała się zachowywać normalnie, ale tak naprawdę była rozbita. Przez większość czasu zachowywała się, jakby nie docierały do niej żadne emocje - ani cudze ani własne - ale momentami przestawała panować nad sobą i wtedy Kenzo czuł, jak wiele negatywnych uczuć w sobie tłumiła.
Były zbyt silne, żeby mogła je zabsorbować i wyciszyć, i zbyt destrukcyjne, żeby mogła je uwolnić lub choćby spróbować odreagować treningiem. Tak naprawdę, pierwszy raz w życiu Kenzo nie wiedział, co powinien zrobić, żeby jej pomóc. Sunami wydawała się równie zdezorientowana. Ale również coraz bardziej zamykała się w sobie i nie chciała mu powiedzieć, co ją dręczy.
  - Wiem, w jakim Sunami jest stanie - odpowiedziała Noriko. - Widzę. I będę szczera, nie wiem co z tym zrobić. Ty też nie. Ale mylisz się twierdząc, że musi zostać w wiosce. Przeciwnie, nie może tu zostać. I nie chce. Jeśli wolno mi zaryzykować medyczną diagnozę, zatruły ją jej własne negatywne emocje. A tutaj zbyt wiele czynników może pogorszyć sytuację. Jeśli nie zauważyłeś, wiedz, że ty również pogarszasz sytuację.
  Kenzo powstrzymał się przed szyderczym śmiechem. Dziewczyna miała zerowe pojęcie o czymkolwiek, a jednak postanowiła udawać znawcę i go pouczać.
  -  Nie wiesz o czym mówisz, Noriko. Nie znasz Su i nie masz pojęcia, co potrafi ani jak sobie z nią radzić. Poza tym, co to ciebie obchodzi?
  Noriko prychnęła gniewnie.
  - Jak sobie z nią radzić? To nie zwierzątko, które ty oswoiłeś i teraz prowadzasz na krótkiej smyczy. - Potrząsnęła głową. - Masz poważny problem ze sobą, Kenzo. Wybrałeś sobie dziewczynę, która nie ma tutaj nikogo i uzależniłeś ją od siebie. Nie masz lepszego pomysłu, jak podbudować sobie ego?
  Kenzo zacisnął dłonie w pięści. Nie mógł jej powiedzieć w niewybrednych słowach, żeby po prostu się odwaliła, więc próbował zachować nad sobą panowanie, mimo że robiła, co mogła, żeby go obrazić.
  - Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. Pewnego dnia będę twoim dowódcą, a wtedy możesz pożałować niewyparzonego języka.
  Kunoichi wytrzymała jego spojrzenie nie odwrócając wzroku.
  - Mam w nosie twoje prywatne sprawy, kretynie. I nie interesuje mnie Sunami. Ale mylisz się, sądząc, że ona nikogo w tej wiosce nie obchodzi.Wpakujesz się przez nią w kłopoty i, co gorsza, mnie też w to wciągniesz. Kankuro kazał mi jej pilnować.
Kenzo uniósł brwi. Imię Kankuro w tym kontekście go niepokoiło. Co Noriko próbowała mu przez to powiedzieć?
  - A co on ma do Sunami? - zapytał, starając się nie brzmieć opryskliwie.
 Kenzo uznawał Kankuro za najbardziej zrównoważonego spośród piekielnego rodzeństwa. Wolał pracować z nim niż z Temari, która wyjątkowo go irytowała. Jednak zawsze postrzegał lalkarza negatywnie, przez pryzmat sytuacji sprzed lat, gdy Sunami była małą, wystraszoną dziewczynką, a Kankuro ją sterroryzował.
Nie było w tym nic dziwnego, w tamtych czasach wyżywał się na wszystkich, nie mogąc postawić się młodszemu bratu. Jednak Sunami nie powinien był zaczepiać. Kenzo był zdeterminowany, by pewnego dnia mu za to odpłacić.
Chociaż tak naprawdę chciałby policzyć się z Godaime. Przyglądając się z boku spotkaniu Sunami z dziećmi Czwartego, Kenzo widział, że mały, dziesięcioletni psychopatyczny morderca patrzył na Sunami jakby była intrygującym okazem egzotycznego zwierzątka. Przypominał sobie o tym za każdym razem, gdy Su pytała go o Kazekage. Jeśli zagadywała go bez zastanowienia, używała imienia Gaary jakby uważała, że go zna.
Kenzo często miał ochotę powiedzieć jej, żeby przestała zachowywać się jakby Piąty był jej znajomym, albo jakby był normalnym, takim jak inni człowiekiem.
Noriko musiała zdać sobie sprawę, że powiedziała coś dwuznacznego. Zreflektowała się.
  - Chodzi o to, że Sunami jest Azurką, ma specyficzne umiejętności i niektórzy w wiosce się jej boją. Więc oczywiście trzeba mieć ją na oku, bo będąc w złym humorze może nam zaburzyć idealnie działający harmonogram pracy. Ktoś się bez powodu wda w bójkę, ktoś inny wpadnie w depresję. - Podała przykłady lekkim tonem. Jednak spoważniała. - Shihara, nie wiem jak inaczej mam ci to powiedzieć. Sunami jest na skraju załamania nerwowego i jak będzie tkwić w wiosce, która wcale nie jest dla niej przyjaznym otoczeniem, ktoś to w końcu zauważy. Chcesz, żeby Kazekage się nią zainteresował?
      Może tego nie wiedziała, ale tym razem z argumentem trafiła celnie.

***

Teraźniejszość, gdzieś na pustyni

Noriko czuła się jakby ktoś walnął ją w głowę, tak że aż zadzwoniło w uszach. Przez ostatnie kilka godzin była jak w amoku, biegła do świątyni - tylko dlatego, że Shihara to jej zlecił - i nic, absolutnie nic do niej nie docierało.
Ale teraz dotarło. Zostawiła Sunami, tylko dlatego, że ktoś tak powiedział. I to bez żadnych wątpliwości, bez refleksji. Dobrze wiedząc z rozmów bezwolnych żołnierzyków starego popaprańca, że ów postanowił zrobić z jej przyjaciółki broń masowego rażenia.
Noriko nie miała pojęcia, skąd stary Hakujo wiedział, że Sunami może chłonąć cudzy ból i strach, i że tych emocji można potem użyć. Tak samo nie wiedziała, jak moogła na to pozwolić.
Ani jak mogła bezrefleksyjnie posłuchać Kenzo, który kazał jej powiadomić o sytuacji oddział żołnierzy, którzy po odbiciu z rąk terrorystów opuszczonej świątyni czekali na jego rozkazy.
Gdyby Noriko myślała logicznie nie zbaczałaby do sanktuarium, tylko kierowałaby się do wioski.
Miała przykre wrażenie graniczące z pewnością, że Kenzo postanowił grać na czas, żeby nie stracić okazji do odegrania roli bohatera. Noriko była wściekła, że chłopak nawet w takiej sytuacji myśli w pierwszej kolejności o sobie.

***
Sunagakure, kilka dni po wyciągnięciu demona z Godaime 

Noriko wybrała się do Sunami, kolejny raz w ciągu kilku dni, i kolejny raz czuła się niemile widziana.
Brunetka zaprosiła ją do kuchni i usiadła przy stole, ale nie zaproponowała jej herbaty. Do tej pory starała się być przynajmniej uprzejma, chociaż ewidentnie towarzystwo sprawiało jej przykrość. Można było odnieść wrażenie, że ma ochotę zawinąć się w koc i czekać, aż to co trawiło ją od środka - cokolwiek to było - samo przejdzie.
Noriko usiadła naprzeciwko, nie czekając na zaproszenie. Sunami szalenie ją irytowała. Noriko najchętniej by tutaj nie przychodziła, niech Shihara się martwi. Ale shinobi mógł tylko pogorszyć sytuację, narzucając się ze swoim towarzystwem kiedy dziewczyna wcale tego nie chciała. W końcu Sunami, która była jak chodząca bomba zegarowa ze wszystkimi swoimi tłumionymi uczuciami, wybuchnie. I nawet jeśli nie spowoduje to jakichś poważnych konsekwencji, jak niczym nie motywowane zamieszki, Noriko i tak za to oberwie. Kankuro jej nie wybaczy, że nie dość że nie zainteresowała się sprawą wystarczająco wcześnie, to jeszcze ukryła przed nim fakt, że Sunami na ostatnie wydarzenia w wiosce zareagowała w taki sposób.
Oczywiście Kankuro nie mógł się domyślić, że dziewczyna po ataku Akatsuki się załamie. I nie mógł wymagać umiejętności jasnowidzenia od Noriko. Ale i tak będzie wściekły. A biorąc pod uwagę, że lalkarz cały czas chodzi podminowany - choć nie aż tak jak Temari, która nie przepuszcza żadnej okazji, żeby na kogoś nakrzyczeć - lepiej było nie dawać mu powodu do złości.
Zresztą Noriko nie potrafiła ocenić, w którą stronę to działa. Czy mieszkańcy osady są tacy przybici niedawną porażką i wizją straty kolejnego kage w tak krótkim czasie po śmierci Czwartego, że nie potrafią cieszyć się z pozytywnego zakończenia? Może po prostu boją się, że Piąty, pozbawiony mocy Ichibiego, już nie zapewni takiej ochrony jak wcześniej? Byli załamani, bo nawet mając moc demona okazał się możliwy do pokonania, a teraz może być już tylko gorzej?
Może po prostu bali się tak radykalnej zmiany, bo nie wiedzieli czego się spodziewać. Wielu lękaliło się demona i bało się kage, który dysponował mocą Ichibiego, niemal nieograniczonym poziomem czakry i nieprzewidywalnym temperamentem. Ale ci sami ludzie wiedzieli, że dzięki demonowi osada jest niemal nie do ruszenia. Może więc woleli poprzednią, podszytą dozą niepewności stabilną sytuację niż obecną, trudną do przewidzenia przyszłość.
Może to obecna napięta sytuacja i podświadome lęki mieszkańców tak działały na Sunami. A może odwrotnie, to jej obecność zaogniała sytuację i potęgowała w ludziach obawy.
Bo że Sunami wpływa na otoczenie, było oczywiste. Noriko zdawała sobie sprawę, że dziewczyna odcina się, żeby zachować dla siebie wypełniające ją emocje, ale chwilami jej się to po prostu nie udawało. Noriko odczuła to na własnej skórze. Czuła się w towarzystwie Sunami niezręcznie, tak jak można czuć się w towarzystwie kogoś w żałobie; męcząc się, bo nie wiadomo co powiedzieć. Sunami była wtedy jakby nieobecna myślami. Ale potem jej niewidzialny pancerz na chwilę pękał, a Noriko bez powodu odczuwała rozpacz. Albo strach. Albo kilka zmiksowanych emocji, z których nie wszystkie były negatywne, ale które całkowicie wytrącały ją z równowagi, bo nie były jej.
Jeśli Sunami cały czas w taki sposób odczuwała obecność innych ludzi to jej sytuacja była nie do pozazdroszczenia.
Noriko starała się za wszelką cenę o tym nie myśleć. Za to musiała znaleźć sposób, żeby jakoś dotrzeć do empatki i przekonać ją do swojego pomysłu.
  - Wizyta Temari tak cię rozzłościła? - zagadnęła. Widziała kunoichi parę ulic stąd i mogła zaryzykować zgadywanie. Córka Czwartego nie miała czego szukać w tej części osady. - Bo zakładam, że tu wpadła. Nie wiedziałam, że się znacie.
  Sunami patrzyła na nią wzrokiem pozbawionym wyrazu.
  - Udawała, że przyszła towarzysko. Ale nie znamy się.
  Noriko wzruszyła ramionami. Za wszelką cenę próbowała wciągnąć Sunami w normalną rozmowę.
  - Cóż, może zapragnęła zawrzeć jakieś nowe przyjaźnie. Ludzie miewają różne dziwne pomysły, gdy uświadomią sobie, że życie jest krótsze niż się zdaje - palnęła bezmyślnie.
  Przecież wiedziała, że nie powinna grać empatce na emocjach. Wymuszony spokój Sunami znikał, kiedy wspominało się o Kazekage.
Empatka kilka dni temu wpadła w stan katatonii, który utrzymywał się przez kilkanaście godzin, i Noriko myślała na początku, że panika w wiosce tak na nią wpłynęła. Ale to nie mogła być przyczyna, a na pewno nie jedyna. Sunami poczuła się o wiele lepiej i oświadczyła, że Gaara żyje, kiedy w odciętej od bieżących informacji wiosce wciąż narastał strach o to, co przyniesie przyszłość.
I Noriko nie była zdziwiona, gdy okazało się, że Kazekage rzeczywiście przeżył.
  - Temari byłaby pierwszą osobą, która zapragnęła się zaprzyjaźnić z kimś, kto zdzielił ją w łeb - skomentowała Sunami. Spojrzała na Noriko jakby dopiero teraz ją zauważyła. Ta dziewczyna chwilami była przerażająca. - Bo tak to można nazwać. Nakrzyczałam na nią, bo wolała wypełniać rozkazy zamiast... Zamiast zrobić wszystko, co mogła, żeby ratować brata. A ona teraz nie może sobie wybaczyć, że czekała tak długo. Szuka kogoś, kto jej powie, że postąpiła słusznie, ale zwraca się do niewłaściwej osoby. Kim ja jestem, żeby ją oceniać?
Noriko nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Nawet nie wiedziała, czy powinna się odzywać. Sunami wreszcie przestała uparcie milczeć i odpowiadać półsłówkami. Może należało wziąć to za dobrą monetę i pozwolić jej się wygadać.
Sunami wpatrywała się w Noriko oczami błyszczącymi jak w gorączce i przez chwilę milczała, ale było jasne, że to nie jest wszystko, co ma do powiedzenia.
- Przyszła mnie zapytać, czy wiedziałam, że Gaara umiera.
Noriko tego też nie skomentowała. Sunami patrzyła na nią, jakby oceniała, czy może jej powiedzieć więcej. I dopiero po chwili kontynuowała.
  - Nie mogłam jej powiedzieć prawdy, bo co dałaby jej prawda? Bałam się, że zacznie mnie o to dopytywać. Czy wiem, co czuł, kiedy umierał? Temari nie chciałaby tego wiedzieć. - Sunami potrząsnęła głową, jakby chciała od siebie odpędzić niepożądane wspomnienia. - Ja nie czułam tego samego, co on, to co do mnie dotarło było takie... Zniekształcone, jak odbicie, a i tak nie chcę o tym myśleć. Nie mieli prawa sprawić mu tyle bólu.
  Ponieważ Sunami drżała i sprawiała wrażenie, że zaraz się rozpłacze, Noriko przez stół uścisnęła jej rękę.
Wcale nie z sympatii. Bała się, że empatka straci nad sobą kontrolę i pozwoli jej poczuć swoje emocje. Należało za wszelką cenę zmienić temat. Ale ona miała pustkę w głowie i żadnego pomysłu, co powiedzieć.
  - Wszystko z nim w porządku? - zapytała nagle Sunami.
  Noriko patrzyła na nią w szoku. Nie spodziewała się takiego pytania. Miała wrażenie, że Sunami nawet nie do końca zdaje sobie sprawę z jej obecności. Przez chwilę się załamała, a potem nie będzie tego pamiętać. Z powrotem założy maskę uprzejmości i obojętności.
  - Kazekage zachowuje się jak zwykle  - powiedziała medyczka z przekonaniem. - Jest opanowany, chłodno uprzejmy i nie toleruje spóźnień. Wygląda w porządku.
  Sunami oparła się na krześle i spojrzała na nią krytycznie, jakby usłyszała od niej coś niewłaściwego.
  - To nic nie znaczy - stwierdziła z irytacją. - Gra, jak zwykle.
  Cóż, przynajmniej potrafiła poczuć jakąś emocję inną niż rozpacz, a na dodatek zachować te uczucia w sobie.
Nie jest z nią aż tak źle, pomyślała Noriko. I rozzłościla się na swoją rolę pośrednika.
  - Czy ty masz jakiś zakaz wchodzenia do siedziby władzy? Idź, sama zobaczysz. Mogę cię nawet zabrać, gdy będą mieli naradę z Kankuro, znajdę jakiś pretekst.
  Sunami wdrygnęła się.
  - Zwariowałaś? Nie chcę go widzieć.
  Noriko prymrużyła powieki. Doprawdy, gdyby nie wiedziała, że Sunami nie jest w pełni sobą, i że nie należy kusić losu, zbeształaby ją jak dzieciaka. Może i empatka nie jest jak inne kunoichi, nie wychowała się w Sunagakure i nic dla niej nie znaczy dyscyplina - ale nie powinna zachowywać się jak rozkapryszona panienka.
  - Jestem całkowicie zdezorientowana - oświadczyła Noriko szczerze, nie ukrywając frustracji. - Ciebie coś łączy z Kazekage? Nie wiedziałam, że on ma jakichś przyjaciół.
  - Nic mnie z nim nie łączy. Jestem nikim.
  Noriko miała ochotę potrząsnąć rozmówczynią z irytacji. Opanowała się. Nawet jeśli Sunami zna osobiście kage, i tak jej tego nie powie. Zresztą, dlaczego ją miałoby to obchodzić?
Oczywiście pewna część jej umysłu podpowiadała, że ma prawo się zainteresować. Ostatecznie, to ona poświęcała swój czas i pilnowała dziewczyny na zlecenie Kankuro. A Kankuro słuchał tylko poleceń brata.
Noriko myślała do tej pory, że Kazekage dostrzega w azurskiej empatce jakiś potencjał i każe mieć na nią oko, żeby wykorzystać ją w przyszłości dla dobra wioski. Ale teraz już sama nie wiedziała, co o tym myśleć.
Absurdem było sądzić, że Gaara z Piaskowego Wodospadu, do niedawna jinchuuriki, utrzymuje jakąś potajemną relację z kunoichi i ukrywa to przed całą wioską, a nawet przed bratem. Nawet gdyby dopuścić myśl, że Kazekage jest zainteresowany czymkolwiek innym poza swoją misją chronienia wioski - jest za młody, żeby utrzymywać relacje z dziewczynami.
Z drugiej strony, Czwarty Kazekage podobno wcześnie zaczął. Jego romanse budziły zgorszenie dowództwa, zwłaszcza, że podobno był bardzo zakochany w żonie.
Mówią, że niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Noriko zmierzyła Sunami podejrzliwym wzrokiem.
Niee, to nie może być to.
Westchnęła ciężko. Może pożałować zadania tego pytania, ale pragnęła wreszcie znaleźć jakiś punkt zaczepienia, przestać błądzić jak dziecko we mgle.
  - Dlaczego nie chcesz go widzieć? - zapytała zrezygnowanym tonem.
  Sunami wbiła w nią poważne spojrzenie.
  - Nie mogę go zobaczyć. Miesiące zajęło mi uodpornienie się na jego obecność i na jego emocje. Ja też mam uczucia. Nie chcę nic wiedzieć, rozumiesz? Nie rozumiesz - odpowiedziała dziewczyna sama sobie. Palce otwartej dłoni przyłożyła do skroni, jakby miała uporczywą migrenę. - Chciałam tylko go zlokalizować, nie chciałam wiedzieć, co czuje. Nikt na tym nie skorzystał. Gaara znienawidziłby mnie, gdyby wiedział, że włamałam mu się do głowy. Ale nie potrafiłam się uwolnić. A potem... - zawiesiła głos i przymrużyła oczy, jakby próbowała sobie coś przypomnieć. - A potem to się tak nagle urwało. Gaara umarł. Przez chwilę go nie było. - Sunami wyciągnęła przed siebie dłoń. Kilka razy zacisnęła ją powoli w pięść. Przyglądała się przy tym zginającym się i prostującym palcom jak gdyby widziała je pierwszy raz w życiu i jakby były zupełnie czymś innym. - Poczułam się jakby ktoś zmiażdżył mi serce. I to już były tylko moje uczucia. Gaara umarł i zostawił pustkę, rozumiesz?
 Szczerze powiedziawszy, Noriko nic z tego nie rozumiała.
Sunami opuściła wreszcie dłoń i popatrzyła na nią.
  - Wrócił. I wierz mi, że się cieszę. Ale nie chcę przerabiać drugi raz tego samego. Może tylko panikuję, może to wina Shukaku, może bijuu mają taki wpływ na empatów. Nie mogę przecież winić Gaary. Ale nie chcę go widzieć.
  Noriko przeanalizowała jej słowa w myślach. Starała się nie wyglądać na zszokowaną.
  - Powinnaś zmienić środowisko. Atmosfera w Sunagakure kiepsko na ciebie działa - powiedziała. Powinna być zadowolona: wcale nie będzie musiała namawiać Sunami na wyjazd, ona z radością wyjedzie z wioski. Trzeba tylko po znajomości znaleźć jej jakąś prostą, najlepiej samotną misję, żeby nikomu nie mogła zaszkodzić.
 Noriko nie była jednak do końca zadowolona. Zdawała sobie sprawę, że Sunami sama siebie okłamuje. Może nawet nie w pełni świadomie, próbuje zrzucić odpowiedzialność na demona.
Ale podświadomie na pewno dobrze wie, że ma poważny problem z Gaarą. I że nie ma to nic wspólnego z Shukaku.

***
 Z powrotem w teraźnieszości, na pustyni w kraju Wiatru

Sunami przymknęła oczy. Próbowała się skoncentrować, chociaż w głowie miała chaos.
Próbowała uodpornić się na wszystko, co słyszała i czuła. Sprawić, żeby dźwięki i emocje, które do niej spływały, były jak przewijające się obok obrazy, które nie mają na nią wpływu. Jeśli to osiągnie, nie będzie już miała kłopotu z rzeczywistymi obrazami. Widziała już wiele trupów i przemocy, emocje stanowiły większy problem. A ona musiała zapanować nad uczuciami, swoimi i cudzymi, żeby zrealizować swój plan i zbiec.
Nie miała jednak na to wiele czasu.
Otworzyła oczy i nie było prawie żadnej różnicy - nie potrzebowała wzroku, żeby znać skalę zniszczeń. Piraci napadli na konwój, przewrócili wozy. Niektóre konie zostały ugodzone bronią i broczyły krwią, jeden zerwał się z uwięzi i uciekł.
To był duży konwój, kilka dużych wozów, kilkunastu ludzi - zabicie ich mogłoby zająć chwilę gdyby napastnikom się spieszyło. Pierwszy zabity kupiec zdążył poczuć tylko zdziwienie, bo pierwsze shurikeny zostały rzucone z zaskoczenia. Dopiero potem nukenini dopadli resztę i ich nie zamierzali zabijać szybko. Mieli nakaz uśmiercania ofiar powoli.
Sunami czuła strach tych cywilów, ale nie mogła pozwolić sobie, żeby na nią wpłynął.
Spojrzała prosto w oczy Kou, mniej odrażającego z pilnujących ją najemników. Postanowiła obrać go za cel jeszcze kiedy sądziła, że zadziała pozytywnymi emocjami - do nich na pewno nie był przyzwyczajony. Sunami miałaby przewagę wykorzystując efekt zaskoczenia.
Ale nie mogła odwołać się do sympatii i zaufania, których nie potrafiła z siebie wykrzesać. Wokół były tylko ból i strach. Słyszała niemal zwierzęcy krzyk mężczyzny, któremu parę metrów dalej dwaj najemnicy odcinali palce. Jego przerażenie wbijało jej się w głowę bardziej niż wrzask. Ale nie był jedyny, wszyscy kupcy czuli paraliżujący lub motywujący strach - jeden z nich rzucił się pierwszy na oprawców. Nie musiała widzieć, żeby wiedzieć. Tak jak nie musiała widzieć kobiety, którą trzej Piraci dopadli za jedynym nieprzewróconym wozem.
  - Tnij - rozkazała, nie zastanawiając się nad tym, jak absurdalne jest oddziaływanie strachem na kogoś, kto jest uzbrojony, podczas gdy ona była skrępowana tak ciasno, że czuła jakby krew miała przestać jej dopływać do nadgarstków.
Kou wyciągnął sztylet i przeciął sznur.
Kątem oka zobaczyła wściekłą minę jego towarzysza, Jingu, który stał obok i przypatrywał się polu "bitwy".
  - Kurwa, co?! - ryknął i rzucił się w jej stronę, wyciągając nóż.
  Ona jednak uskoczyła w bok, ułamek sekundy wcześniej wyrywając sztylet z dłoni mimowolnego wyzwoliciela.
Jingu odwrócił się w jej stronę. Zamiast zaatakować od razu, stracił chwilę na wyciągnięcie drugiego noża. Dla Sunami zyskane ułamki sekund były wystarczające. Rzuciła się do przodu i wbiła mężczyźnie sztylet w brzuch, cofnęła, wbiła drugi raz. Ciało jej przeciwnika zwiotczało, broń wypadła mu z rąk, a on sam osunął się na ziemię.
Czuła do niego taką nienawiść, że bez skrupułów pozwoliłaby mu się wykrwawić, ale nie chciała chłonąć także jego cierpienia, więc poderżnęła mu gardło.
Przy tym obryzgała się krwią, ale nie zauważyła tego - tak samo, jak nie zauważyła, że pierwszy raz zabiła człowieka i że nie poczuła z tego powodu kompletnie nic. Nic ponadto, co już ją wypełniało, bo jej emocje zaginęły gdzieś między uczuciami innych - ofiar i morderców.
Kou wykrzyknął coś, patrzył na nią w szoku. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że pomógł jej w ucieczce. 
    Sunami nie miała w ręce broni,. Zamiast po nią sięgnąć, chwyciła sznureczek na swojej szyi i zerwała wisiorek z amalgamatu, który dotąd blokował jej umiejętność manipulowania czakrą.
Poczuła, jak wiele było wokół energii, którą mogła wykorzystać. Skoncentrowała się na odebraniu przeciwnikowi czakry, nie zastanawiając się nad ilością. Nukenin upadł na ziemię bez przytomności, a ona zebraną energię wykorzystała do uformowania kuli, którą rzuciła w kierunku dwóch ninja, opróżniających mosiężny kufer leżący przy przewróconym wozie kilka metrów dalej.
Nie patrzyła, jakie będą efekty, tylko chwyciła nóż leżący na ziemi, i pobiegła przed siebie. Tak naprawdę powinna już uciekać, póki nie zwróciła na siebie uwagi całej bandy, ale musiała pomóc kobiecie.
Dwaj nukenini przytrzymywali obnażoną od pasa w dół handlarkę za ramiona, gdy trzeci ściągał spodnie.
Nie mogła wysysać czakry ze wszystkich, bo nie zdołałaby jej przetworzyć, ale mając w najbliższym otoczeniu tylko trzech ninja, miała otwarte pole działania i prostą drogę do pozbawienia ich kolejno przytomności. 
     Jednak nawet nie przyszło jej to do głowy. Przypadła do zaskoczonego mężczyzny. Był łatwym celem - nie wiedział, czy sięgnąć najpierw po spodnie czy chwytać broń - dopadła go więc zza pleców i wbiła nóż w dolny odcinek kręgosłupa, tak, że nie mógłby już się ruszyć. Wyciągnęła ostrze, a shinobi osunął się na ziemię.
Ten umrze w męczarniach, ale ona nie myślała już o tym, by go dobijać, ani nie miała na to czasu. Jego koledzy byli w o wiele lepszej sytuacji, mieli broń pod ręką. Wypuścili swoją ofiarę i natarli na Sunami jednocześnie. 
     Kunoichi nie miała zbyt wiele czasu, by zareagować. Podskoczyła nad ich głowami, lądując zaledwie kawałek dalej. Zanim postawiła stopy na ziemi odwróciła się i z jednego przeciwnika wyciągnęła czakrę, utrzymując jedynie kontakt wzrokowy. Ninja stracił władzę nad swoim ciałem, nie był w tej chwili dla niej zagrożeniem. Złapała drugiego za rękę, w której trzymał wycelowany w nią miecz wakizashi. Przesunęła się wystarczająco, by jej nie drasnął.
Uwolniła odebraną jego koledze czakrę, skupiając ją w ręce. Nigdy nie stosowała tej sztuczki bezpośrednio na żywe ciało. Chociaż wiedziała, czego się spodziewać i nie zdziwił jej swąd spalonych tkanek, to zrobiło jej się niedobrze, gdy zobaczyła jak głęboko energia wniknęła w mięśnie. Nadgarstek odpadł od reszty kończyny. Nukenin ryczał z bólu. Sunami odskoczyła w tył, chociaż mogła zaatakować.
Jednak nie była zdecydowana zabijać wszystkich jak leci, a ten osobnik już jej nie dogoni. Spojrzała w bok, na nieco tylko starszą od niej dziewczynę, która trzęsącymi się rękami zakładała spódnicę.
Przynajmniej ją może zabrać ze sobą.
Kiedy się wahała, ktoś podbiegł do nukenina pozbawionego dłoni od tyłu i skręcił mu kark.
Sunami nawet nie czuła zdziwienia. Wiedziała, że Kenzo może się pojawić w każdej chwili. Wykrywała jego obecność wcześniej. Potem przestała ją wyczuwać, bo była przytłoczona innymi emocjami, od których próbowała się odciąć.
  - Sunami! - Kenzo musiał krzyczeć, żeby przedrzeć się przez zgiełk, mimo że stał dość blisko. - Musimy...
 Nigdy nie dowiedziała się, co jego zdaniem musieli zrobić. Nadlatujący shuriken wbił mu się w gardło.
     

1 komentarz:

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)