sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział V. Wątpliwości


Sunami wrzuciła do szklanki z herbatą trzecią łyżeczkę cukru i zaczęła mieszać z zaangażowaniem graniczącym z furią. Noriko wyciągnęła rękę nad stolikiem i powstrzymała ją. Sunami najpierw popatrzyła na nią z zaskoczeniem, a potem odłożyła łyżkę i odsunęła szklankę na bok.
- Zawsze uważałam, że Temari to suka – oceniła Noriko, opierając się na krześle.

Siedziały w ulubionej kawiarni, przy stoliku tuż obok wejścia. I tak, ze względu na godziny przedpołudniowe, było całkiem pusto. Sunami miała przerwę po lekcji z dzieciakami w akademii. W południe miała zameldować się u Kankuro w sprawie jakiejś misji zwiadowczej. Noriko ostatnio pracowała w szklarni i nadzorowała budowę drugiej, co oprócz innych plusów, dawało jej możliwość pracy w takich godzinach, jakie jej się podobały. Nie odpowiadała już przed Kenzo – i to była nawet większa korzyść.
- Jeszcze nic nie powiedziałam, więc skąd ten wniosek – odpowiedziała Sunami niechętnie.
Noriko wzruszyła ramionami.
- Łatwo się domyślić, co ci powiedziała. Piekli się, bo nienawidzi kiedy coś dzieje się poza nią. No i jest zazdrosna, że wszyscy są lepiej poinformowani – oceniła.
Sunami przecząco pokręciła głową.
- Mylisz się. Powiedziała, że nie ma do mnie o to pretensji.
Jakoś trudno było w to uwierzyć.
- Ale jednak o coś ma. O co?
Sunami milczała dłuższą chwilę zanim udzieliła odpowiedzi.
- Ponieważ rozpraszam Gaarę. Odciągam jego uwagę od ważniejszych rzeczy.
Noriko nie wiedziała, jak powinna na to zareagować.
- To znaczy co, teraz niby gorzej zarządza wioską? – Nawet Temari nie wymyśliłaby takiego absurdalnego zarzutu. Tak, jakby Gaarę cokolwiek było w stanie odciągnąć od pracy.
Sunami pokręciła przecząco głową.
. Nie. Ponieważ on... – zacięła się przy mówieniu, chyba nie wiedząc, jakie dobrać słowa. Spojrzała bezpośrednio na Noriko, jakby nagle nabrała pewności w tym, co chce powiedzieć. – Przeszkadzam Temari w realizacji jej planów, bo ona uważa, że musi znaleźć dla niego żonę.
- Tu chyba akurat ma rację – powiedziała Noriko bez zastanowienia. – Kazekage nie będzie długo singlem, mówiłam ci. To kwestia polityczna. – Sunami nic na to nie odpowiedziała. A ona długo się wahała, czy coś do tego dodać, ale w końcu uzupełniła: - Powinnaś była dawno temu zażądać, żeby się zadeklarował. Wóz albo przewóz. Postawiłaś się na pozycji kochanki, a politycy nie żenią się z kochankami. Dowódcy wojskowi też nie.
Brzmiało to okrutnie, ale taka jest prawda.
Ona znała niejedną podobną sytuację. Do niedawna wydawało jej się, że Sunami się w takiej nie znajdzie, ale ostatnio zmieniła zdanie.
Co prawda, Gaara miał na jej punkcie lekką obsesję, bo tylko tak można zakwalifikować jego nietypowe zainteresowanie. Kankuro na jego zlecenie pilnował, żeby Sunami nie dostawała zbyt trudnych misji, aż do egzaminu na jounina. Zdaje się, że dopiero, gdy go zdała, uznał ją za wystarczająco dobrze wykwalifikowaną, żeby podołała obowiązkom kunoichi.
Noriko miała za zadanie trzymać się blisko Sunami i nieraz się zastanawiała, czy to aby na pewno był wymysł Gaary. Chwilami wydawało jej się, że Kankuro aż za bardzo się angażuje w dobre wykonanie tego zadania. Przychodziło jej do głowy, że może Kazekage nie ma z tym nic wspólnego, a Kankuro ściemnia, żeby nie była zazdrosna.
Łatwo było sobie wyobrazić, że Kankuro chciałby kogoś otoczyć opieką, ale Gaara? On zawsze sprawiał wrażenie, jakby zależało mu na wiosce, ale nie na jednostkach. Noriko była zupełnie przekonana, że jest typem człowieka, który przywiązuje się do abstrakcyjnych idei, ale nie do ludzi. Trudno było ocenić nawet to, czy Temari i Kankuro liczą się dla niego jako osoby czy też postrzega ich przez pryzmat roli społecznej, ewentualnie więzi krwi.
Jak się okazało, Kankuro przynajmniej w sprawie Sunami jej nie oszukał. Gaara jednak ma ludzkie uczucia. Ale...
Czy facet, który przez lata tak się troszczy o dziewczynę, nie powinien być bardziej zdecydowany? Sunami nie dostała od niego nic, oprócz złudnych nadziei. Nawet jeśli niczego jej nie obiecywał, i tak perfidnie ją oszukał.
Noriko wcale by się nie zdziwiła, gdyby poszedł na ten układ z daimyo. Kraj Wiatru mógł być słaby militarnie, ale mariaż z córką najważniejszego możnowładcy i tak przyniesie Sunagakure korzyści polityczne. I prestiż. Najwyżsi przywódcy wielkich krajów nie wydawali córek za przywódców wiosek, nawet tych potężnych. To by było tak, jakby uznali ich równymi sobie i znacznie podniosłoby znaczenie osady w relacjach międzynarodowych.
Noriko słabo znała Gaarę, ale dobrze wiedziała, co mówił o nim Kankuro. Poświęciłby życie dla wioski, więc trudno sobie wyobrazić, że odrzuciłby taką okazję na nobilitację.
Poza tym, w Sunagakure to normalne, że faceci bajerują jedne dziewczyny, a z innymi się żenią. Powtarzalny schemat, aż do znudzenia.
Noriko uświadomiła sobie, że powinna była pomyśleć o tym wszystkim wcześniej. Uświadamianie Sunami teraz to coś podłego.
I wciąż, lepsze to niż nic jej nie powiedzieć.
***

Sunami wyjrzała przez okno. Z piątego piętra ludzie, przechadzający się alejkami wśród piasku, wydawali się bardzo mali.
Część mieszkalna w Sunagakure była gęsto zabudowana, budynki były położone tuż obok siebie, ale nie odczuwało się tego tutaj, w „lepszej” dzielnicy. Tutaj było kilka oddalonych od siebie wysokich budynków, a na placu między nimi ścieżki spacerowe, boisko i plac zabaw, na który przychodziły dzieci z całej wioski.
To osiedle, kiedyś tak obce, teraz stało się dla niej codziennym widokiem. Ale to nie zmieniało faktu, że tutaj nie należała.
- Sunami. Zbliż się do mnie.
Obejrzała się. Gaara postawił na niskim stoliku czajnik z herbatą i podszedł do niej, nie czekając na jej reakcję. Ogarnęło ją dobrze znane uczucie ciepła, gdy otoczył ją ramionami w talii i przyciągnął do siebie. Objęła go i przez chwilę trwała tak, prawie bez ruchu, z twarzą przytuloną do szyi Gaary, wchłaniając nozdrzami zapach jego skóry.
Wszystko wydawało się inne, gdy był blisko. I wszystko inne traciło znaczenie. Nawet słowa Temari, nawet jej – być może uzasadnione – wyrzuty i oburzenie. Nie wspominając już nawet o wszystkim, co powiedziała jej Noriko.
Każda z nich postępowała zgodnie z przekonaniem i każda miała dobre intencje. Temari kierowała się troską o Gaarę. Noriko próbowała być głosem rozsądku, wypunktowała rzeczy – jej zdaniem – oczywiste, ale też odsłoniła się przy okazji z własnymi zranionymi uczuciami. Widocznie ożenek Kankuro zabolał ją znacznie bardziej niż chciała przyznać.
Sunami była pewna, że żadna z dziewczyn nie próbowała jej rozmyślnie wrzucić w psychiczny dołek. Żadna te nie miała racji, przynajmniej nie w stu procentach.
Gaara ma zobowiązania wobec wioski, musi sprostać oczekiwaniom, ale z pewnością nie zgodzi się na aranżowane małżeństwo...... Gdyby choćby o tym myślał, powiedziałby coś na ten temat. Zresztą, musiał wiedzieć, że ona nie zaakceptowałaby, gdyby chciał sobie wziąć żonę, sprowadzając ją do roli kochanki.
Nie oczekiwała, że się z nią natychmiast ożeni. Nad dalszą przyszłością wcześniej się nie zastanawiała. Ale wiedziała, że Gaara nie postrzega jej przez pryzmat obcego pochodzenia albo pozycji w hierarchii społecznej - sam jej powiedział, że to dla niego bez znaczenia. Więc nie było powodu, żeby nie traktował jej jak jedyną kobietę, z którą się może związać.
Nigdy nie powiedział niczego, co sugerowałoby, że ma wobec niej poważne plany, ale ona też nie poruszała tematu.
- Jesteś dzisiaj bardzo zamyślona. Zdradzisz mi, o czym myślisz? – zapytał, lekko się odsuwając, żeby na nią spojrzeć.
- O wszystkim po trochu. O tym, że jesteś złośliwy i każesz mi pracować w szkole – odpowiedziała wymijająco.
- Uważasz, że złośliwie? Kilka lekcji tygodniowo to za dużo? – zapytał, sprawiając wrażenie zdziwionego.
- Nie, zastanawiam się tylko, czym te biedne dzieci zawiniły, żeby sobie na to zasłużyć.
- Może raczej, co pozytywnego zrobiły?
Sunami uśmiechnęła się z powątpiewaniem.
- Wiem, że nie przydzieliłeś mi pracy z nimi dlatego, że mnie lubią.
- Nie – potwierdził. – Ze względu na efekty. Należy wykorzystać fakt, że z tobą chcą się uczyć.
- To nie jest moja zasługa, tylko kwestia metody. Wystarczy zaangażować wyobraźnię, a zaczynają szczerze się interesować i wtedy wiedza sama wchodzi do głowy.
- Dobrze, ale to twoja metoda. Świetnie radzisz sobie z dziećmi.
- Przypadek – skomentowała przekornie. – Nigdy za nimi nawet nie przepadałam. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby mieć własne. Albo męża. Albo... W ogóle, jestem jak najdalsza od myślenia o małżeństwie. – Urwała, zdając sobie sprawę, że zaczyna pleść bzdury... Tylko po to, żeby poruszyć temat okrężną drogą.
Co też jej przyszło do głowy, żeby w podobny sposób nagabywać Gaarę, co on myśli o małżeństwie?
Nawet dla niej takie metody wydawały się zbyt pokrętne.
- Nie szkodzi. To żaden problem – odpowiedział Gaara.
Nie sądziła, że jego odpowiedź tak ją zmrozi. Nie oczekiwała od niego żadnej konkretnej reakcji, ale... Nawet, gdyby zlekceważył to, co powiedziała, nie czułaby się bardziej zaniepokojona niż tym, co teraz usłyszała.
I rzeczywiście, w tonie jego głosu nie było żadnego rozczarowania. Zupełnie jakby było dla niego obojętne, czy ona myślała o ślubie czy nie... Czy taka myśl w ogóle powstała w jej głowie. Zupełnie, jakby to nie miało dla niego znaczenia.
No tak, tylko że Gaara ma inną alternatywę i jej plany wcale nie muszą się dla niego liczyć.
Może mu nawet nie przyszło do głowy, że mogliby mieć jakąś wspólną przyszłość.

***

Temari nieraz czuła się źle we własnej skórze.
Nie była najlepszą osobą, wiedziała to. Nie była empatyczna, nie była dobra ani skłonna do poświęceń. I, przede wszystkim, nie była odważna.
Żałowała wielu momentów, gdy zabrakło jej odwagi, ale nic to nie zmieniało. Zawsze działała tak, jak było najlepiej dla niej. Dla jej bezpieczeństwa i względnie dobrego samopoczucia.
Nie czuła się dobrze z tym, co powiedziała Sunami, ale jednocześnie nie miała innego wyjścia. Suni, z tą swoją tendencją, żeby zawsze działać impulsywnie, nie zwracając uwagi na zasady... Posunęła się za daleko. I przy tym, całkowicie zapomniała o rzeczywistości.
Temari była daleka od myśli, że przyjaciółka uwiodłaby Gaarę dla osiągnięcia wymiernych korzyści, zapewnienia sobie wyższej pozycji w osadzie czy czegokolwiek innego. Na pewno nie powodowały nią płytkie motywy, ale to niczego nie zmieniało. Wprowadziła dodatkowe zamieszanie w życie jej brata, i Temari nie zamierzała szukać dla niej usprawiedliwienia.
Chciała dla Gaary łatwiejszego życia. Chciała, żeby miał dom i rodzinę, których nigdy nie miał. Potrzebował kobiety, która mu to zapewni. Takiej o silnym charakterze, która nie będzie traktować go, jakby był panem i władcą świata, która mu się przeciwstawi – tak, to też. Ale też takiej, która stworzy prawdziwy dom. Która wie, jak on wygląda.
Sunami sama była pokiereszowana życiowo. Nie tylko nie miała prawdziwej rodziny, na której mogłaby polegać, żadnego dobrego przykładu, na którym mogłaby się opierać. Nie miała też pewności siebie, ustalonych celów i panicznie bała się odrzucenia.
Gaara wciąż odpycha od siebie ludzi. To jedyna strategia obronna, jaką wypracował po porzuceniu pierwszej – czyli zabijania. Jak Suni zamierzała sobie z tym poradzić?
Bo że zamierzała zmierzyć się z problemem, to nie ulega wątpliwości. Nawet nie próbowała przed nią niczego udawać; powiedziała, że traktuje Gaarę poważnie. Ale chyba nie zdaje sobie sprawy, na co się decyduje. Zbliżyć się do niego to jedno, ale trwać przy nim to zupełnie coś innego.
Suni sama sobie zrobi tym krzywdę. Doświadczyła w swoim życiu jedynie odrzucenia, a teraz prosiła się o to samo.
Na dodatek namieszała Gaarze w głowie. Teraz już było jasne, jak należy traktować zmianę w jego zachowaniu. Oczywiście, że się w niej zakochał. Ale to mu mogło przysporzyć jedynie problemów.
Temari nie ceniła zbyt wysoko starszyzny ani jouninów zasiadających w radzie, wcale nie uważała, że należy zawsze działać zgodnie z ich wizją, ale uważała też, że wchodzenie z nimi w konflikt nie przyniosłoby żadnego pożytku. I o ile wcześniej ucieszyło ją, że Gaara jednoznacznie odrzucił propozycję mariażu z księżniczką z kraju Wiatru celem podniesienia znaczenia Sunagakure, o tyle teraz już nie była pewna, czy to dobrze.
Przecież Gaara nie może tak jawnie lekceważyć rady, odrzucić ich – zdawałoby się, genialnego – pomysłu i ogłosić, że poślubi dziewczynę... No właśnie, nawet nie znikąd. Wywodzącą się z pustyni, spośród znienawidzonych przez starszyznę tubylców. Dla szlachetnych mędrców, którzy pamiętali jeszcze walki prowadzone z Azurami i samobójcze zamachy, to byłoby jak siarczysty policzek.
Oczywiście, Gaary ich reakcja wcale nie zainteresuje. Ale Temari sądziła, że skoro wypracowano reguły uczciwej współpracy, skoro jego przywództwo zostało zaakceptowane przez wszystkich, nawet największych sceptyków, nie powinien teraz przeginać udowadniając, że nie liczy się z niczyim zdaniem. I tak przez tendencję do podejmowania decyzji bez brania pod uwagę opinii doradców zapracował sobie na opinię kogoś dążącego do odsunięcia mędrców od wpływu na zarządzanie osadą.
Sunagakure niepotrzebne są takie zawirowania. Temari miała nadzieję, że Sunami będzie wystarczająco rozsądna, żeby to zrozumieć. Chociaż, w pierwszej chwili, oczywiście się oburzyła.
Gdy ktoś zapukał do gabinetu, sądziła, że to jej przyjaciółka przyszła z nią – tym razem na spokojnie – porozmawiać. Ale gdy drzwi się otworzyły zobaczyła jedną z osób, których wcale nie życzyła sobie oglądać – Noriko.
- Ale z ciebie cyniczna suka – powiedziała brunetka na powitanie. Zamknęła drzwi i stanęła naprzeciw jej biurka z miną sędziego.
Na Temari jej bezczelność nie zrobiła żadnego wrażenia. Chyba po prostu była przyzwyczajona do jej braku ogłady.
- Wiele mogę zrozumieć, ale jak ty, podobno najlepsza przyjaciółka, możesz wytykać Sunami, że jest za nisko urodzona, żeby być warta twojej patologicznej rodziny?
Cudownie. Dziewczyna jednego brata przyszła bronić kochanki drugiego.
Temari zawsze, ale to zawsze wiedziała – nie ma nic gorszego niż mieć w rodzinie samych mężczyzn, bo  trzeba radzić sobie z ich kobietami.
- To nie jest twoja sprawa. I nie interesuje mnie, jaką masz opinię.
Noriko wygięła pogardliwie wargi.
- Oczywiście, dlaczego miałoby. Ale i tak ci powiem, co mam do powiedzenia. Jesteś zwyczajnie zazdrosna.
- Tak? – odparła Temari buńczucznie.
- Tak. Jesteś zazdrosna, bo wszystko, czego dotkniesz, zamienia się w katastrofę. Nie sprawdzasz się jako siostra, dowódca, rozwaliłaś nawet swój dobrze zapowiadający się związek. Nie masz odwagi, żeby postępować zgodnie z przekonaniem i... zaczekaj, czy przypadkiem to tchórzostwo nie kosztowało życia twojego brata? Nigdy nie miałaś odwagi o nic zawalczyć i może dlatego cię razi, że inni to potrafią. Jesteś zazdrosna, bo mają więcej odwagi od ciebie.
Co za perfidna wywłoka.
Najgorsze, że w jakimś stopniu ma rację.

 ####################
Wreszcie napisałam nowy rozdział. Jakoś ciężko mi się było do tego zabrać, ale jak zwykle - nawet jeden komentarz może czasem zadziałać mobilizująco :D Wiem, że długo trzeba było czekać. Postaram się poprawić :)
Z początku planowałam dłuższy rozdział, ale potem postanowiłam przenieść kilka scen do następnego. Jak widać, mamy zakłócenia komunikacyjne. Jak myślicie, ktoś uratuje sytuację? :D

12 komentarzy:

  1. Przeczytałam już rano, ale nie chciało mi się pisać komentarza, więc piszę go teraz :D
    Rozdział fajny, tylko wydaje mi się trochę krótki.
    Temari tchórzem?! Dla mnie to najlepsza i najodważniejsza dziewczyna w całym ,,Naruto'', no ale to Twoje opowiadanie, więc możesz sobie wszystko naginać wedle upodobań :3
    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że licząc standard z innych opowiadań bardzo krótki nie jest, ale od dłuższego czasu pisałam po 5 tys słów a tu jest tylko połowa z tego, więc miałaś prawo odnieść takie wrażenie ;) Co do Temari - tak, zgadzam się do tego, że jest odważną kunoichi, ale tutaj... No cóż, nie może sobie pewnych rzeczy wybaczyć, zresztą niedługo wyjawię na czym polega z jakiego powodu się tak obwinia. Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Troszkę mnie tu nie ma a tu tyle się dzieje. No to tak:
    Sunami powinna wreszcie kazać mu się określić bo nam umrze z nerwów
    Temari powinna wreszcie zajac sie sobą a nie niszczyć wszystkim życie bo sama jest nieszczesliwa
    I tak zgadzam sie ze jest w jakimś stopniu tchórzem
    No ale czekam niecierpliwie na rozwiniecie akcji i sie boje co się stanie
    Pozdrawiam i weny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja chciałabym się spytać gdzie podziała się Matsuri? Tyle jej nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo słuszne pytanie :) Matsuri jest na misji poza wioską. Z początku miałam ją wysłać do Konohy, ale zmieniłam zdanie z początkiem 2. serii. Nie miałam dla niej wątku, więc ją eksmitowałam, ale wróci :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, dlaczego usunęłaśkomentarz, ale dostałam go na mejla, więc i tak zajrzę na Twój blog :) Z tego co widzę dopiero zaczynasz pisać, jak najbardziej powinnaś się zareklamować.

      Usuń
    2. Sorry, ale jestem trochę (bardzo)nieśmiała i takie czekanie na odpowiedź czasem mnie wykańcza. Dzięki, że w ogóle znalazłaś czas na mojego bloga.

      Usuń
    3. Jestem zadowolona, że podałaś link, bo opowiadanie naprawdę godne uwagi :)

      Usuń
  8. Hoho byłam pewna że między Temari a Su wywiąże się walka. Miły zwrot akcji

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)