niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział X.

Sunami umówiła się z Noriko na wspólne śniadanie przed pracą. Koleżanka wykazała poprzedniego dnia tak wiele entuzjazmu dla propozycji, że wzbudziła w niej lekkie poczucie winy. Nie tyle z powodu zaniedbań towarzyskich, co faktu, że pomysł na spotkanie nie był bezinteresowny. Sunami nie mogła dłużej milczeć i była pewna, że Noriko nie zareaguje spokojnie na to, co miała jej do powiedzenia.

Umówiły się w kafejce nieopodal punktu medycznego. Lokal słynął z dań mlecznych i kanapek, dlatego rano było tam sporo ludzi. Sunami postanowiła zająć stolik. Zostawiając na nim torebkę, przez szybę zauważyła Nori rozmawiającą na zewnątrz z Kenzo. Postanowiła nie tracić czasu i poszła zamówić pieczywo i sałatkę. 
Gdy odchodziła od okienka, zaczepiła ją dziewczyna z zafarbowanymi na blond długimi włosami. Suni potrzebowała chwili zastanowienia, by ją skojarzyć. Dziewczyna miała na imię Mariko. Sunami widywała ją niekiedy w wiosce, ale nie przypominała sobie, by kiedykolwiek została przez nią bezpośrednio zagadnięta. Wiele lat temu, gdy zaczynała szkolić się na kunoichi, często widywała Mariko, która z była tego samego rocznika co Kenzo i służyła w tej samej sekcji. 
Dziewczyna zawsze ją ignorowała. Traktowała ją jak dzieciaka, co z początku nie wydawało się dziwne. Później, gdy zaczęła dostawać pierwsze poważne misje, a Mariko dalej wolała w jej obecności mówić o niej w trzeciej osobie jakby była opóźniona umysłowo, zrozumiała, że chodziło o jej pochodzenie z „ludu pustyni”.
Tym dziwniejsze wydało jej się, że teraz nagle Mariko potraktowała ją jak kogoś, kto przynajmniej rozumie język ludzi cywilizowanych.
- Sunami Harada – powiedziała jadowitym tonem, chyba świadomie na tyle głośno, by zwrócić uwagę siedzących w lokalu ludzi. - Kto by pomyślał, że stołujesz się w lokalu dla pospólstwa.
Sunami zatrzymała się i popatrzyła na nią z nieukrywanym zdziwieniem. Ani jej specjalnie nie zdziwiło, ani nie uraziło, że dziewczyna chce jej dogryźć, jednak nie od razu skojarzyła, o co chodzi.
Po sekundzie uświadomiła sobie, że siostra Mariko pracuje w jednej z restauracji w centrum. Najwyraźniej dziewczyna w domu uskarżała się na wybredną klientelę, bo ostatnio Gaara zamówił dla niej wegetariańskie sushi, którego nawet nie było w menu. Temari powiedziałaby, że to najlepszy dowód, że niektórzy zawsze znajdą powód do narzekania na pracę, nawet jeśli dostaną wysoki napiwek.
Sunami zauważyła, że na dźwięk jej nazwiska wiele osób zaczęło oglądać się w jej stronę – zapewne zgodnie z intencją rozmówczyni – i pomyślała, że jej niechęć do renomowanych miejsc tylko się zwiększy. Wychodząc na niewinną kolację, bezwiednie można przysporzyć sobie wrogów. W barze sałatkowym to by się nie zdarzyło.
- Mają tutaj bardzo dobrą sałatkę z rukoli, polecam – powiedziała do kunoichi, mając nadzieję, że ją spławi. Zdała sobie jednak sprawę, że sałatki są drogie – może właśnie to dziewczynę rozjuszyło?
Bez względu na powód, Mariko dążyła do konfrontacji.
- Domyślam się, że zarabiasz teraz więcej niż kiedykolwiek ci się śniło – powiedziała, ściszając głos, żeby nie dosłyszał jej ktoś z postronnych świadków. – Na dodatek pracując na leżąco. Żyć nie umierać.
Sunami nawet nie powinna być zdziwiona, że kunoichi próbuje ją obrazić, na dodatek w mało pomysłowy sposób. Była jak chodząca chmura gradowa i widać szukała łatwej ofiary, żeby się wyżyć.
- Rozumiem, że przemawia przez ciebie zazdrość. Dam ci znać, jeśli zwolni się wakat – odpowiedziała, uśmiechając się z taką samą fałszywą uprzejmością, z jaką zwróciła się do niej Mariko.
Dziewczyna nie spodziewała się riposty. Wyglądało, że ma na końcu języka jakąś odpowiedź, ale zanim się odezwała podeszła do nich Noriko.
- Hej, Suni, zajęłaś nam miejsca? Świetnie. - Mówiąc te słowa patrzyła na Mariko, jakby chciała jej rzucić wyzwanie. Dziewczyna odeszła bez pożegnania. Gdy one siadały przy stoliku, widziały zza szyby, że podchodzi do Kenzo.
- Robi się tłok – skonstatowała Nori, mrużąc oczy z irytacją.
- Macie ze sobą na pieńku? - zapytała Sunami, próbując odgadnąć, o co właściwie chodziło.
Koleżanka popatrzyła na nią ze zdziwieniem.
- Ja z nią? Bo z Shiharą już na ulicy nie można porozmawiać? - Wzruszyła lekceważąco ramionami. - Wszystkie sfrustrowane panny na wydaniu zlecą się teraz jak hieny. Jednak myślę, że Mariko ciebie bardziej nienawidzi. Wiesz chyba, że kiedyś się umawiali.
Sunami założyła z góry, że nadal głównym tematem rozmowy jest Kenzo.
- Nie wiem. Z kilkoma dziewczynami się umawiał, nigdy mnie to bliżej nie interesowało – odparła.
- Masz na myśli, zanim skradłaś mu serce – odparowała Noriko, z zamierzoną złośliwością. - Mari na pewno należy do rozczarowanych. Taki dobry materiał na męża, a ktoś jej go podebrał, tylko po to, żeby rzucić.
Sunami postanowiła zignorować drugie dno kryjące się w jej wypowiedzi i udawać, że traktuje ją żartobliwie.
- Materiał na męża – powtórzyła z kpiną.
Noriko uśmiechnęła się złośliwie, ale nie odpowiedziała od razu, bo dziewczyna w niebieskim fartuszku przyniosła im zamówienie. Gdy kelnerka odeszła, wyjaśniła:
- W rodzinie Mariko dziewczyny raczej nie robią kariery, wolą wcześnie wyjść za mąż. Chyba nie z własnego wyboru wyłamała się z tradycji. Pewnie uważa, że jej coś zabrałaś. Na mnie też rzuca krzywe spojrzenia, jak widzisz.
- Więc myślisz, że będzie próbowała odstraszyć każdą, której Kenzo okaże zainteresowanie? Strzeż się – odpowiedziała Sunami. Miała nadzieję szybko zejść z tematu Mariko, która jej za bardzo nie interesowała.
Noriko uśmiechnęła się lekceważąco.
- Jakbym się bała. - Potem nagle spojrzała na nią badawczo. - Więc nie przeszkadzałoby ci gdybym umówiła się z Kenzo?
Sunami była trochę zaskoczona tym pytaniem. Nie mogła udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
- To zależy.
Noriko uniosła brwi z zainteresowaniem.
- Od czego?
- Od tego, czy zamierzasz go wykorzystać i porzucić, żeby poprawić sobie nastrój – odpowiedziała z powagą.
Nie żartowała i chciała, żeby Noriko miała tego świadomość. Dziewczyna lekko się spłoszyła.
- Wyglądam na femme fatale? Zresztą, Kenzo jest dużym chłopcem.
Sunami uważała, że koleżanka próbuje odwrócić jej uwagę.
- Nie mówię, że nie jest. I nie mówię, że ci czegoś nie wolno. Ale pytasz, czy bym miała coś przeciwko, więc szczerze mówię, że w takim przypadku bym miała. Nie wyładowuj na innych swojej frustracji.
To mógł być wstęp do tematu, o którym chciała z nią porozmawiać. Jednak Noriko próbowała ją rozproszyć.
- Nie martw się, nie mam niecnych celów. Zresztą, jeśli nie zauważyłaś to ci uświadomię, że Kenzo zagaduje do mnie tylko kiedy jesteś w pobliżu. Próbuje wzbudzić w tobie zazdrość. Udało mu się, chociaż troszeczkę?
Sunami zastanawiała się, czemu ma służyć ta wypowiedź. Noriko chyba zorientowała się, w jakim kierunku zmierza rozmowa i za wszelką cenę chciała ją sprowadzić na tematy poboczne.
- Bo jeśli tobie to nie przeszkadza, może się z nim umówię. Nigdzie mnie nie zaprosił, gwoli ścisłości – mówiła brunetka, uważnie dobierając słowa. - Ale jemu też się przyda trochę rozrywki. - Zawahała się zanim dodała: - Pewnie myślałaś, że skoro z własnej woli wypisał się z twojego życia na dwa lata, przejdzie nad wszystkim do porządku dziennego i pójdzie dalej równie łatwo, jak ty. Nie każdy tak potrafi. Ma to jakiś wpływ na twoje samopoczucie? - Zanim Sunami zdążyła udzielić odpowiedzi, zrobiła to za nią, nie kryjąc ironicznego tonu: - Oczywiście, że ma. Jesteś empatką. Chyba jednak mało cię to obchodzi.
Sunami słuchała jej ze wzrastającą irytacją, ale nie chciała mówić niczego pochopnie. Wiedziała, że choć Noriko rzuca oskarżenia pod jej adresem, to tylko pretekst. Tak naprawdę chodziło jej o Kankuro.
Sunami przez długi czas liczyła, że przyjaciółce z czasem przejdzie, ale było wręcz odwrotnie. Z upływem czasu wydawała się coraz bardziej zła i rozgoryczona.
Chyba faktycznie wracała do wioski pełna oczekiwań i nawet wiedząc, że Kankuro się ożenił, nie wierzyła, że traktuje swoją żonę poważnie. Teraz zaczęło to do niej docierać. Coraz bardziej emanowała żalem, coraz mniej jej zależało, żeby to ukryć. Sunami poważnie się o nią martwiła. Powinna była zwrócić na to uwagę wcześniej – ale za bardzo była zajęta własnymi rozterkami, gniewem Temari, brakiem zdecydowania Gaary. A teraz, gdy mniej więcej uporządkowała swoje sprawy, zaczęła się martwić, bo zupełnie nie miała pomysłu jak pomóc koleżance.
- Nie roztkliwiaj się tak nad Kenzo. Poradzi sobie – odpowiedziała, nie wiedząc za bardzo, jak prowadzić tę rozmowę. Nie chciała drążyć tego tematu. I nie wiedziała jak pokierować rozmową, nie wzbudzając w Nori agresji.
- Oczywiście, nie mówię nic innego. Dlatego też ty się nie martw, że zabawię się jego kosztem. Nie mogę mu nic złego zrobić. - Sunami była pewna, że w domyśle chciała przekazać: „Bo ty zrobiłaś wystarczająco dużo”. - Jeszcze nie spotkałam faceta, który by się uskarżał, że został wykorzystany do seksu. A jemu też się coś od życia należy, prawda? - Choc brunetka starała się mówić w sposób opanowany, Sunami mogła wyczuć niemal namacalnie, jak wzbierają w niej negatywne emocje. - Ile czasu się koło ciebie kręcił? Ile z tego próbował cię zdobyć na poważnie, a ty nie pozwalałaś mu się zbliżyć? Miał z tego chociaż jakąś korzyść? - Stawało się jasne, do czego dziewczyna zmierza. Sunami zaczęła myśleć, że świadomie próbuje ją rozzłościć, inaczej nie posuwałaby się do takich niskich metod. I zaczynała odnosić sukces; Sunami miała ochotę wymierzyć jej policzek, żeby oprzytomniała. - Założę się, że żadnej. Kiepsko, miałby przynajmniej satysfakcję, że zaliczył i nie zmarnował całkiem czasu.
Sunami, nie chcąc wybuchnąć złością, wbiła paznokcie we wnętrze własnej dłoni. Nie chodziło tylko o to, że Noriko próbowała ją sprowokować słownie. Frustracja dosłownie z niej się wylewała i przenikała przez barierę, którą Sunami stosowała do chronienia się przed cudzymi emocjami.
- Daruj sobie ten temat - powiedziała, siląc się na spokój. - Nie mówisz o Kenzo, mówisz o sobie i Kankuro. Przynajmniej otwarcie to przyznaj.
Brunetka zlekceważyła ją.
- Chociaż z drugiej strony miał farta, prawda? Mnie się wydaje, że gdyby się do ciebie dobrał, twój Gaara prędzej lub później zrobiłby z niego mielonkę.
- Noriko! - Sunami nawet nie zdawała sobie sprawy, że podniosła głos, póki sama siebie nie usłyszała. Speszył ją własny brak opanowania, ale przynajmniej odniosła sukces w uciszeniu koleżanki. - Nie nakręcaj się tak. Pielęgnując w sobie złość, zniszczysz sama siebie. Choć wydaje ci się, że komuś innemu zaszkodzisz, szkodzisz tylko sobie. Powinnaś sobie pomóc, porozmawiać z kimś otwarcie, przyznać się do własnych uczuć.
Brunetka uniosła brwi, trochę zaintrygowana, ale przede wszystkim rozdrażniona.
- Szukasz klientów? - zapytała jadowicie. - Chcesz mnie wciągnąć w swój projekt... jak to było... psychologicznego leczenia, który sobie wymyśliłaś tylko po to, żeby się czymś zająć? Bezużyteczne tkwienie w wiosce w charakterze materaca zaczęło ci doskwierać? Tym lepiej dla ciebie, życzę powodzenia.
Sunami przygryzła dolną wargę, mocno, prawie do krwi, próbując się opanować. Noriko była już w takim nastroju, że potrafiła tylko rzucać złośliwością i oskarżeniami. Nawet coś, co wcześniej poparła i uważała za twórcze, teraz próbowała wdeptać w ziemię.
A przecież pomysł na to, by w oddziale medic ninów stworzyć sekcję pomocy psychologicznej, uzyskał jasne kształty także dzięki niej. Pomysł jako taki wysunęła Sunami, bo od dawna dostrzegała, że shinobi wracając z ciężkich misji, na których ginęli ich towarzysze i przyjaciele, zostają z problemami sami. Było oczywiste, że przydałoby się w osadzie profesjonalne wsparcie psychologiczne, ale nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że mogłaby zająć się organizacją takiej jednostki, gdyby Noriko jej nie zachęciła. To ona przekonywała, że warto spróbować. Pomysł pewnie na początku spotka się z nieufnością. Sunami doskonale zdawała sobie sprawę, że zdolność czytania cudzych emocji budzi w ludziach lęk. Ale z czasem powinni zrozumieć, że do do rozpoznania i opanowania własnych problemów przyda się pomoc z zewnątrz.
Oczywiście, że determinacja do realizacji tego pomysłu teraz, a nie w jakiejś nieokreślonej przyszłości, wzięła się z tego, że czuła się bezużyteczna. Kankuro przyznał jej podwyżkę, która miała łączyć się z większą ilością obowiązków, ale nie miał skąd ich wziąć. W okresie takim jak teraz, gdy nie było kogo przesłuchiwać, jej jedynym zajęciem nie będącym zapychaczem czasu było uczenie w szkole. A to nie kosztowało tyle czasu ani zaangażowanai, by mogła czuć się jak pełnowartościowy pracownik.
Kankuro od miesięcy kluczył przy przyznawaniu jej jakichkolwiek misji związanych z ochroną konwojów, tak żeby były jak najkrótsze i jak najbliższe. W końcu po prostu z nich zrezygnował. Mimo, że zła z tego powodu, rozumiała jego sytuację. Wysłanie jej gdziekolwiek nastręczało więcej kłopotów niż pożytku. Nie było co z nią zrobić. Formalnie była pracownikiem siatki szpiegowskiej i powinna jeździć na misje, a jednocześnie należała do osób, których nigdzie nie powinno się wysyłać bez obstawy.
I od dawna nigdzie jej nie wysyłano bez ochrony. W konwojach, w których była, skład była taki, jakby za każdym razem przewozili cały skarbiec. Nie od razu się w tym zorientowała, bo nie znała uprawnień wszystkich ludzi, z którymi pracowała, ale w końcu to do niej dotarło. To dlatego nawet nie próbowała polemizować, gdy Kankuro wyciął ją z grafika.
Tak naprawdę nie powinna się nawet złościć, gdy ktoś sugerował, że została utrzymanką. Na dłuższą metę nie mogła ścierpieć tej sytuacji, wymyśliła więc stworzenie czegoś, co będzie pracochłonne i potrzebne, czegoś co – taką miała nadzieję – z czasem posłuży za przykład dla innych osad. Na każdym kroku spotykała ludzi, którzy dźwigali powojenne traumy, i którzy bez profesjonalnej pomocy nie mieli szans się ich pozbyć do końca życia.
Noriko w swoim zacietrzewieniu nawet to próbowała jej obrzydzić. Mocno przesadzała, mimo to Sunami wciąż próbowała znaleźć dla niej rozwiązanie zamiast ją oceniać.
- Czy ty teraz na wszystkich w taki sposób wylewasz swoje żale? Na Michiru, na przykład? - zapytała. Chciała przejść do konkretów, bo dotychczasowa rozmowa do nikąd nie prowadziła.
Noriko przymrużyła oczy i wyprostowała się w krześle.
- A co, kobieta ci się poskarżyła? Co mi konkretnie zarzuca? Bo to akurat nie jest nielegalne, robić zakupy w tym samym miejscu.
Sunami przygryzła wargi. Michiru często bywała wytrącona z równowagi i Sunami miała przeczucie, że ma to coś wspólnego z Noriko. Teraz miała na to potwierdzenie.
- Nie poskarżyła się – odpowiedziała, przypatrując się koleżance badawczo. - A więc nagabujesz ją? Po co to robisz? Jak tylko Kankuro się o tym dowie wylecisz stąd na długą misję, a po powrocie na następną.
Noriko popatrzyła na nią podejrzliwie, jakby coś analizowała.
- A dowie się?
Sunami tego właśnie chciała uniknąć – opowiedzenia się po którejś ze stron. Ale znalazła się w punkcie, w którym zachowanie neutralności było niemożliwe.
- Dowie się. Jeśli tobie nie wróci rozsądek, jeśli nie skończysz z tymi podchodami, możesz być pewna, że się dowie.
Noriko poczuła się zdradzona, ale to był tylko kolejny dowód, że straciła wszelką miarę, skoncentrowana na własnym bólu. Sunami nie mogła pozwolić sobie na poczucie winy. Próbowała znaleźć rozwiązanie, zanim Nori straci zdolność racjonalnej oceny sytuacji i zrobi komuś – pewnie sobie – poważną krzywdę.
- Nie wciągaj w to Michiru. Porozmawiaj z Kankuro, widocznie powinniście sobie coś wyjaśnić – próbowała przemówić koleżance do rozsądku. Noriko automatycznie potrząsnęła głową w geście zaprzeczenia. - Porozmawiaj z nim o tym, co cię boli, pozwól mu się wytłumaczyć, zanim rozpacz pożre cię od środka. Znajdziesz jakieś rozwiązanie. Potrzebujesz dystansu, może na jakiś czas wyjedziesz...
Noriko zaśmiała się bez wesołości, gorzko.
- Jasne, mam się usunąć, podczas gdy wy wszyscy cieszycie się happy endem – odpowiedziała szyderczo. Jej rysy twarzy wyostrzyły się, gdy popatrzyła na Sunami z powagą. - Zastanawiam się, Sunami, czy ty nie wiesz... Z twoim wyostrzonym szóstym zmysłem czy jak to nazwiesz, musisz wiedzieć... Dobrze wiesz, że nie zaprzyjaźniłam się z tobą, bo chciałam. Szczerze cię nie cierpiałam, ale Kankuro kazał mi mieć na ciebie oko... Oczywiście to nie był jego pomysł, to był pomysł Gaary... Nie mogłaś wiedzieć dlaczego, ale na pewno zdawałaś sobie sprawę, że nie zadaję się z tobą dla przyjemności.
Sunami nie spodziewała się, że Noriko będzie tak sfrustrowana, by posunąć się do kwestionowania ich przyjaźni, ale nie myślała o tym, by jej przerywać. Problemem Noriko, zresztą nie tylko jej, było to, że zbyt wiele tłumiła w sobie. Skoro chciała mówić, ona mogła przynajmniej jej wysłuchać.
Zakładała, że nie dowie się niczego, czego już by nie wiedziała. Zdawała sobie sprawę, że gdy Noriko znalazła się w jej otoczeniu, nie przestawała z nią, bo miała na to ochotę. Dawniej sądziła, że może to było jakieś zacięcie medic nina, że zawodowy obowiązek kazał jej być gdzieś na bliskiej orbicie. Że chodziło o polecenie służbowe dowiedziała się dopiero niedawno od Gaary. Nie wprowadzało to aż takiej różnicy.
W końcu w pewnym momencie jednak się zaprzyjaźniły.
Widać Noriko miała mimo wszystko wyrzuty sumienia.
- Wiesz, na samym początku myślałam, że Kankuro na ciebie leci i pocisnął mi bajeczkę, bo... Nie wiem, szukał sposobu, żeby cię odbić Kenzo? To nie były jeszcze czasy, gdy podbijał śmiało do każdej laski, jaka wpadła mu w oko, sądziłam więc, że kombinuje. Jakoś tak to sobie tłumaczyłam. Szczerze cię wtedy nie cierpiałam. - Noriko szybko wyrzucała z siebie zdania, jakby bała się, że jeśli na chwilę przerwie, już nie będzie w stanie kontynuować. - Potem się zorientowałam, że to jednak Gaara, i zastanawiałam się jakim rodzajem eksperymentu jesteś. Postrzegałam cię jako jego maskotkę, znalazł sobie obiekt zainteresowania, żeby czymkolwiek wypełnić swoją pustą egzystencję... Nawet do tego pasowałaś, musisz przyznać. - Tutaj na chwilę przerwała, posłała jej wnikliwe spojrzenie jak oskarżyciel, który ocenia reakcję na własne zarzuty. - Uważałam, że jesteś egzaltowaną egoistką, skupioną na wydumanych problemach. Nie możesz powiedzieć, że nie miałam podstaw. Wydaje ci się, że masz jakiś... wyjątkowy wgląd w otoczenie, bo czytasz cudze emocje. Domyślam się, że tobie nie jest łatwo, ale czasami samo przebywanie obok ciebie było koszmarem. Wystarczyło, żebyś miała słabszy dzień, a chłonęłaś wszystko jak gąbka i dawałaś to odczuć wszystkim wokół... Albo wpadałaś w te stany emocjonalne, czasem wcale nie było z tobą kontaktu, przez jakiś czas myślałam, że udajesz, żeby ściągnąć na siebie uwagę. 
 Noriko urwała na chwilę, chyba po to by zaczerpnąć powietrza, po tym jak niemal nieprzerwanie wyrzucała z siebie słowa. Sunami nie miała odwagi się wtrącić. Wiedziała, że koleżanką kieruje rozgoryczenie i żal, ale wiedziała też, że jej zarzuty były szczere. Sunami miała świadomość, że nie zawsze panowała nad sobą tak dobrze jak teraz. Ciekawe, co Noriko powiedziałaby gdyby poznała ją zanim Gaara uwolnił się od Shukaku. Nikt nie potrafił jej wtedy znieść. Tylko Kenzo przy niej trwał. I nigdy tego nie wypomniał. 
Noriko, być może rozdrażniona jej brakiem odpowiedzi, prychnęła ze złością. 
- Wydaje ci się, że jesteś wyjątkowa, czyż nie? Że oboje jesteście wyjątkowi, wy i wasze epickie love story, wasze dwie dusze połączone złotą nicią...
- Zagalopowałaś się. - Sunami postanowiła jednak się wtrącić, bo traciła już rozeznanie w całym tym wywodzie. Nie sposób było domyślić się, do czego Noriko zmierza. Czy w ogóle wie, dlaczego wyrzuca z siebie ten potok słów. - Przez większość życia myślałam, że Gaara nawet nie wie o moim istnieniu.
Noriko uśmiechnęła się triumfalnie, jakby to tylko potwierdzało prawdziwość jej oceny.
- Ale ty o nim zawsze myślałaś, prawda? Wiedziałaś gdzie jest, kiedy się wścieka, kiedy zabija, kiedy fizycznie cierpi... I czy nie było w tobie przeświadczenia, że to wszystko jest po coś? - To znowu nie było pytanie, tylko stwierdzenie ubrane w pytajnik. - Od dnia, kiedy wyciągnęli z niego Shukaku, ty chciałaś ocalić mu życie... W ten czy inny sposób. W twoich planach na przyszłość był tylko jeden stały punkt, chciałaś dla niego zaistnieć i proszę... Masz, czego chciałaś. Jak za dotknięciem różdżki okazuje się, że Gaara chce ciebie tak samo, jak ty jego. Przeznaczenie. Jak romantycznie.
Noriko przerwała, zupełnie, jakby uszło z niej powietrze. Sunami przyglądała jej się sceptycznie. Teraz już nie musiała zgadywać, do czego zmierza ta tyrada. I kompletnie nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć, żeby nie zabrzmiało płytko i fałszywie.
Zarzut był nie do podważenia. Ona miała swój happy end. Kosztem Kenzo.
- Są takie chwile, gdy czuję, że cię za to nienawidzę – Noriko wypowiadała te słowa tonem, jakby zaraz miała się rozpłakać. - Ja też myślałam, że mam swoje przeznaczenie, że coś dobrego na mnie czeka. Nie widziałam przyszłości bez Kankuro i dalej jej nie widzę. Dlaczego jestem dla niego nikim? Dlaczego dostałaś wszystko, a ja nic? Czy jestem złym człowiekiem, czy zrobiłam komuś coś złego? To nie jest sprawiedliwe.
Sunami wzięła głęboki wdech. Nie potrafiła wypowiedzieć ani słowa. Wyciągnęła rękę nad stołem, by ująć dłoń Noriko. Dziewczyna się nie cofnęła. Siedziała ze spuszczoną głową, ze wzrokiem wbitym w blat i walczyła ze łzami. Sunami czekała aż się uspokoi i rozpaczliwie szukała słów, które nie zabrzmiałyby pusto i banalnie.
Nie dane było im skończyć tej konwersacji. Do lokalu wszedł Hiro i podszedł wprost do ich stolika.
- Czego chcesz, Azawa? - zapytała Noriko, już opanowana, ale rozdrażniona ponad miarę.
Chłopak spłoszył się niechętnym przywitaniem. Sunami zauważyła, że rzucił jej szybkie spojrzenie, ale zwrócił się do Noriko.
- Cóż, mam cię wezwać, bo... Jakieś nadzwyczajne spotkanie medic ninów, coś w ten deseń – wymamrotał.
Sunami zdumiało, że wymyślając kłamstwo na poczekaniu, nie potrafił sprawić, by zabrzmiało wiarygodniej. Łatwo było się domyślić, że chociaż mówił do Noriko, ta bajeczka była przeznaczona dla niej.
- W porządku. - Wydawało się, że dla dziewczyny takie rozwiązanie jest nawet na rękę. Teraz, gdy wyrzuciła z siebie pretensje, zaczęła żałować, że powiedziała za dużo. - Do zobaczenia.
Sunami skinęła jej głową w geście pożegnania.
- Zaczekaj – powiedziała, zanim Hiro zdążył pójść w ślady Noriko i zniknąć za drzwiami.
Shinobi, zwrócony do niej plecami, odwrócił się i spojrzał na nią ze zniecierpliwieniem pomieszanym z... lękiem?
- Zachowujesz się jak pani na włościach, mówił ci to już ktoś? - zapytał próbując przykryć zmieszanie.
Postanowiła to zignorować. I tak wiedziała, że nie powiedział tego, żeby jej dopiec, więc nie będzie się z nim przekomarzać. Był wyjątkowo poważny, i wyjątkowo spięty.
- Co to za specjalne zebranie?
Rozłożył ręce.
- Zastrzel mnie. Mam zakaz mówienia ci czegokolwiek.
- A kto wydał ten zakaz? - spytała, żeby zyskać na czasie. Wiedziała, że powinna dać Azawie spokój, ale jego zachowanie było zbyt podejrzane.
Jednak odpowiedzi na to pytanie mogła się domyślić sama.
-Twój szef – oświadczył Hiro z satysfakcją, jakby to kończyło temat.
- Mój jeszcze-szef – sprecyzowała. Kankuro ostatnio szukał sposobu, żeby przenieść ją do innej jednostki. Coraz wyraźniej widziała zalety takiego rozwiązania.
- Nieważne. Ja przed nim odpowiadam – odparł Hiro, ale zupełnie bez przekonania. Usiadł na krześle naprzeciw. - Włamiesz mi się do głowy? - zapytał z rezygnacją.
Jego zachowanie wydało jej się tym bardziej niepokojące.
- A powinnam?
Hiro zawahał się przez ułamek sekundy.
- Masz prawo wiedzieć.
- Może więc po prostu mi powiedz? Kankuro się o tym nie dowie.

***************************
Tydzień wcześniej, siedziba administracyjna wioski Piasku

Kankuro siedział za biurkiem, a Sunami zajęła miejsce naprzeciwko. Odsunęła sobie krzesło dalej od biurka, bo inaczej czułaby się jak na przesłuchaniu. Albo na rozmowie o pracę.
- Spójrz na to z tej perspektywy. Na razie będziesz podlegać Noriko. Ale jak sekcja się rozwinie można ją usamodzielnić i nikt nie będzie wydawać ci poleceń. Po co ci jeszcze jedno stanowisko i przełożony? Wiem, że jestem rewelacyjnym szefem...
Sunami przewróciła oczami. Jego intencje były dla niej aż zbyt oczywiste.
- Nie próbuj mnie omamić. Nie pozwolę się zepchnąć do służb cywilnych.
Kankuro nie mógł spodziewać się innej reakcji, ale i tak był lekko rozdrażniony jej odpowiedzią.
- Nie przesadzaj. To nie degradacja, jedynie zawężenie obowiązków. Których teraz będziesz miała mnóstwo, nawet nie zauważysz różnicy.
Sunami patrzyła na niego ze złością. Zaczynał ją irytować – nie wiedziała czy tylko się tak zgrywa, czy naprawdę sądzi, że ona nie dostrzeże, co próbuje zrobić. Albo że się na to zgodzi.
Poderwała się z krzesła i podeszła do biurka, opierając na nim dłonie. Kankuro też wstał, nie pozwalając, żeby patrzyła na niego z góry. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniem.
- Możesz mnie zdegradować, proszę bardzo, ale nie możesz mnie zwolnić ze służby. To nie jest twój obszar kompetencji, więc nie wysilaj się.
Kankuro zmarszczył brwi, wyraźnie wyprowadzony z równowagi. Było oczywiste, że nie odpuści tematu, a ona miała wrażenie, że nie zdzierży i strzeli go w twarz jeśli będzie się upierał. Dlatego odeszła od jego biurka i usiadła na stoliku kawowym pod ścianą. Metr więcej odległości między nimi mógł uratować sytuację.
  Lalkarz za bezczelność zasłużył sobie na cios w szczękę, ale wtedy miałby argument, żeby ją zawiesić dyscyplinarnie.
Kankuro nie zajął z powrotem swojego krzesła, nadal stał za biurkiem i, wyprostowany, patrzył na nią bardziej z rozbawieniem niż gniewem. Tym bardziej ją to rozzłościło. Zaczynał ją traktować jak młodszą siostrzyczkę, za którą może decydować, nawet jeśli jej się to nie podoba.
- Prawdopodobnie Gaara boi się bana na seks, dlatego ja muszę się wcielić w rolę złego wujka – oświadczył impertynencko.
Sunami prychnęła.
- Wcielasz się w rolę męskiego szowinisty, ale chwileczkę, czy musisz się w tym zakresie wysilać? Skąd ty się właściwie urwałeś, jeszcze nie spotkałam się z takim silnym przekonaniem, że kobiety należy rozstawiać po kątach.
- Chronić, Sunami. To pewna różnica.
Chciał ją wziąć pod włos, oczywiście. Potrząsnęła głową, bo nie zamierzała zgadzać się na taki poziom dyskursu.
- No tak, bo twoim zdaniem mężczyzna może sobie być obrońcą ojczyzny, a kobieta, co, ma być jego własnością? Twoja żona się na to zgadza, gratuluję wam jednomyślności światopoglądowej, ale nie próbuj rządzić mną.
Kankuro żachnął się z oburzeniem.
- Oczywiście, Sunami, a jak myślisz, dlaczego poszukałem sobie kobiety, która nie potrafi posłużyć się kunaiem? To jest zresztą osobna rzecz, o której powinnaś pamiętać, bo nie życzę sobie, żebyś namawiała Michiru do treningu.
Sunami nie mogła powstrzymać się przed ironiczną odpowiedzią.
- Nagle okazuje się, że kręcą cię tylko słabe kobiety? - Zanim Kankuro mógł odpowiedzieć na tę zaczepkę, co skończyłoby się pewnie jałową przegadywanką, dodała: - Masz ciekawy pogląd na sprawiedliwość społeczną, skoro ci się wydaje, że to uczciwe wybrać się na wojnę i nie zostawić kobiecie innej alternatywy niż obgryzanie z nerwów paznokci. To jest twoja prywatna sprawa, ale ja nie pozwolę się ustawić w jednym szeregu z cywilami, żebyś w razie czego ty miał wygodę w świadomości, że schowałam się w schronie.
Kankuro obszedł biurko wokół i usiadł na blacie, z miną człowieka, który na pustej drodze nagle trafił na ścianę.
- Ale jesteś uparta.
Była ciekawa, czy próbował ją tym urazić. Jeśli tak, słabo mu wyszło.
- Ty także, więc chyba nie mogę z tobą pracować. Znajdę sobie inny oddział, skoro moja obecność kłuje cię w oczy.
Kankuro wzruszył ramionami.
- Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Skoro tak się sprawy mają, wolę mieć na ciebie oko.
Oczywiście, to było do przewidzenia.
- Chcesz mnie kontrolować.
Kankuro uśmiechnął się z rezygnacją.
- Nie jestem tak naiwny, by sądzić, że ktokolwiek może cię kontrolować.

***
Z powrotem w teraźniejszości, gabinet Kazekage

Kankuro wyraził swoją opinię wiedząc, że nikt mu nie przyklaśnie. Uznał jednak, że będzie bronić zdrowego rozsądku – nawet, jeśli miałoby mu to zostać poczytane za złe.
Gaara przyglądał mu się zza biurka z widoczną dezaprobatą, jednak ani razu mu nie przerwał.
- Nie mówię, że w tej sytuacji mamy umywać ręce, ale powinniśmy działać bardzo rozważnie. Próba wtargnięcia do świątyni byłaby tak samo głupia, jak bezsensowna.
- Czyli, jeśli dobrze rozumiem – wtrącił się Shikamaru, dając znak, że chce zabrać głos. - Klasztor jest na terytorium, które podlega waszej jurysdykcji, ale mniszki mają immunitet?
- Nie udawaj zdziwionego – odparł Kankuro z irytacją. Drażnił go brak reakcji ze strony Gaary, który sprawiał wrażenie jakby słuchając ich rozmowy z połowiczną uwagą i tak układał wszystko w głowie po swojemu. - Buddyści wszędzie wywalczyli sobie podobne prawa. Rzecz w tym – zwrócił się do Gaary, - że układ nie przewiduje żadnych odstępstw, shinobi nie może przestąpić progu ich świątyni. Pamiętam sytuację, kiedy pod bramą odmówiły przyjęcia rannych, więc nie mamy żadnego obowiązku interweniować.
- Jeśli wierzyć plotkom, i tak nie ma takiej możliwości. - W głosie Shikamaru brzmiała kpina. Widać było, że nie traktuje sytuacji poważnie, i trudno było go za to winić. - Magiczna aura chroni przed wniesieniem na teren świątyni broni?
- Jak widać, można to między bajki włożyć – przyznał lalkarz, domyślając się, do czego zmierza wysłannik z Konohy. Mógł sugerować, że wszystko co się mówiło o świątyni to wymysły, włącznie z informacjami, że tylko mniszki mogą otworzyć pieczęcie chroniące wejście. Jednak w czasie wojny specjaliści próbowali sforsować przejście, dlatego Kankuro akurat tę kwestię traktował poważnie. To tylko zwiększało jego podejrzliwość. - Ale to nie zmienia istoty sprawy. Ani nie możemy tam się przedrzeć, ani nie mamy do tego dobrego powodu.
- Doskonale wiesz, że musimy tam wejść. - Kiedy Gaara w końcu się odezwał brzmiał, jakby go karcił. - Piraci nie wpadli tam, żeby się pomodlić. Zyskali idealny punkt wypadowy do przyszłego ataku.
Kankuro spodziewał się takiej odpowiedzi. Ta opcja wcale go najbardziej nie martwiła. Nie podejrzewał, by terroryści chcieli sobie urządzić kryjówkę w miejscu, które z łatwością można otoczyć. Zresztą, Gaara też zdawał sobie z tego sprawę.
- Zmorzymy ich głodem – powiedział cierpko.
Gaara nie musiał na to odpowiadać, Shikamaru odezwał się pierwszy.
- I biedne służebnice Buddy? - wtrącił złośliwie. - Od kiedy jesteś taki bezduszny? - Wpadał w żartobliwy ton, bo oczywiście nie sądził, że ta opcja może być brana na poważnie.
Kankuro też nie, ale był przeciwnikiem akcji odbicia klasztoru w tych okolicznościach. Nie powinni działać pochopnie.
- Kankuro dopatruje się prowokacji – wyjaśnił Gaara, najwyraźniej z zamiarem przejęcia kontroli nad dyskusją. - Dlatego potrzebuję twojej obiektywnej  opinii, jako osoby z zewnątrz.
Lalkarz powstrzymał się przed okazaniem zniecierpliwienia. Jego brat próbował stosować chłodną analizę w sytuacji, gdy również dobrze wiedział, że sprawa jest zbyt podejrzana, by być dziełem przypadku.
- Mówcie, co chcecie, ale nieraz się spotkałem z tym, że w rzekomo ascetycznym klasztorze były stosy złota – odparł Shikamaru swobodnie. - Jeśli jednak jesteście tak pewni, że nie ma tam czego rabować, obstawiałbym czarny pijar. Piraci chcą skompromitować osadę, skoro znaleźli sposób, żeby wtargnąć do sanktuarium na waszym terenie i zaszlachtować kogokolwiek znajdą żywego. Odpłacenie im to kwestia prestiżu. Ale przecież nie ma na to sposobu, chyba że podłożenie ognia. - Zawahał się. - To wchodzi w grę? Prawdopodobnie i tak chodzi tylko o mury, do czego terrorystom potrzebni byliby jeńcy?
Kankuro pstryknął palcami.
- I tu akurat się zgadzamy. Tam już nie ma kogo ratować.
- Tego nie powiedziałem – odrzekł natychmiast Shikamaru, jakby nagle zdał sobie sprawę, że w razie jeśli bojówkarze nie zabili buddystek od razu przy wejściu, odpowiedzialność za trupy spadnie na niego.
- Żadne sierotki i tak już tam nie mieszkają – zripostował Kankuro, mówiąc teoretycznie w przestrzeń, choć w rzeczywistości do Gaary. - To sanktuarium jest na wymarciu, kilka starych kobiet. - Wyraz twarzy Gaary był potwierdzeniem, że zabrzmiał jak ktoś, kto mówi, że w uratowanie kilku osób nie warto inwestować środków. Gdyby chodziło tylko o to, sprawa byłaby znacznie prostsza.
Naprawdę chodziło jednak o to, że mogą wpakować się w coś, co wedle wielu przesłanek było pułapką. Jeśli mieli wysłać ludzi z misją, żeby rzeczywiście przedostać się na teren klasztoru, trzeba by liczyć na Sunami. O ile, oczywiście, fakt że mieszkała w sanktuarium trzy lata był wystarczający, żeby potrafiła otworzyć wejście. Kankuro był jednak pewien, że nawet jeśli dziewczyna nie ma pojęcia, jak dostać się do środka, i tak tego nie przyzna, tylko będzie improwizować. Sprowadzając niebezpieczeństwo nie tylko na siebie.
Wierzył w jej zdrowy rozsądek, domyślał się jednak, że w sytuacji gdy chodzi o życiu kilku osób, na dodatek w jakimś stopniu jej bliskich, umiejętność ważenia ryzyka może ją zawieść. 
Gaara powinien myśleć za nią. Zachowywał się jakby uważał, że Kankuro sieje niepotrzebną panikę, ale również musiał być świadomy, że wewnętrzne sprawy wioski prędzej czy później zostaną wywleczone poza nią, i wtedy robi się niebezpiecznie. Ktoś mógł chcieć wykorzystać Sunami, żeby ukręcić bat na Gaarę. Jej bezpieczeństwo stało się sprawą bezpieczeństwa osady.
No, chyba że Gaara nie byłby skłonny dla niej na żadne ustępstwa.
- Nie zburzymy klasztoru, w którym są niewinni ludzie. - Głos Gaary brzmiał jak cytat z kodeksu. - Znajdziemy sposób, by dostać się do środka.
Kankuro powstrzymał przekleństwo cisnące mu się na usta. Było jasne, że od tej decyzji nie ma odwołania, a on sam tylko niepotrzebnie strzępił sobie język, bo decyzja została podjęta poza nim i pewnie długo zanim w ogóle zaczęli nad tym debatować.
W obliczu takiej klęski nawet nie zdziwiło go, gdy drzwi do gabinetu nagle się otworzyły. Sunami bezceremonialnie wpadła do środka.
- Chyba nie myślisz, że będę tu bezczynnie siedzieć kiedy tam mogą ginąć ludzie? - odezwała się do Gaary z wyrzutem.
Jeszcze nie jest wściekła. Ale będzie.
- A mówiłem – odezwał się Kankuro w przestrzeń, - żeby ją prewencyjnie zamknąć w areszcie.

12 komentarzy:

  1. Noriko mnie wkurzyła -,- Nie udało się z Kankim? Peszek. Daj żyć innym.

    Oczywiście ostatnie zdanie mnie rozbroiło xD Liczę na jeszcze więcej takich tekstów :D

    Pozdrawiam i ślę wiadro weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kankuro zawsze na warcie :) Dziękuję za wenę, łapię i przechowuję na wolny wieczór :D

      Usuń
  2. Kankuro taki mądry, a sam wziąłby Michiru chociażby na ławce w parku... w biały dzień.
    Rozwaliło mnie ostatnie zdanie.
    Mam jeszcze pytanie nieco niezwiązane z tematem, bo podczas tej dłuższej przerwy na twoim blogu zaczęłam czytać "Dumę shinobi" (ten blog też bardzo mi się podobał) i zauważyłam, że w tym i w tamtym opowiadaniu inaczej odnosisz się do pewnej postaci - Matsuri. Wiem, że niezwiązane z tematem, ale chciałabym cię spytać, jaki masz stosunek do tej postaci (w sensie czy ją lubisz, co myślisz o jej charakterze i zauroczeniu w Gaarze w anime... bo w mandze prawie jej nie było).
    Jak zawsze weny życzę i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe pytanie ;) Myślisz, że w Dumie ją skrzywdziłam? Na początku miała być czarnym charakterem. Kiedyś Matsuri irytowała mnie niezmiernie, zresztą nie tylko mnie, zauważyłam, że ma zaciekłych wrogów w internecie :D Teraz określiłabym mój stosunek do niej jako neutralny, trudno cokolwiek o niej powiedzieć, bo prawie się nie pojawia - jest postacią w dużej mierze ukształtowaną przez fanów. Ale rozwijając trochę jej postać na potrzeby ficka chyba ją mimowolnie trochę polubiłam. Ma ładne imię, nadaje się na bohaterkę romantyczną :D Chętnie przeczytałabym jakieś opowiadanko z nią, zobaczyłabym co mają do powiedzenia pisarze o tej postaci :)

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź. Nie uważam, że w Dumie została skrzywdzona, chodzi mi głównie o to, że w obu opowieściach została różnie przedstawiona. Chciałam też zasięgnąć odpowiedzi kogoś bardziej doświadczonego w kwestii anime "Naruto", bo u mnie w opowiadaniu też kiedyś Matsuri się pojawi i bardzo chciałabym przedstawić ją w wiarygodny sposób. Nie wiem czy tylko mi się wydaje, ale według mnie jej "miłość" do Gaary jest bardziej fascynacją siłą i władzą, którą posiada chłopak, w dodatku prawie jej rówieśnik. Wybacz, że jeszcze raz zawrócę ci tym głowę, ale jak ty myślisz?

      Usuń
    3. Zgadzam się z Tobą, że można tak interpretować - podziw i patrzenie na kogoś jakby był jakąś wyższą istotą trochę wyklucza miłość, a już na pewno partnerski związek ;) Ale prawda jest taka, że Matsuri - jako postać bardzo mało zaznaczona - ma ogromny potencjał i można zrobić z nią wszystko. Można np. napisać paring, w którym wystartowałaby z takiej pozycji naiwnego uwielbienia dla niego i nauczyłaby się traktować siebie jako jednak mu równą ;) Daje to duże możliwości do napisania GaaMatsu z perspektywy, z której jeszcze nikt nie pisał :D

      Usuń
    4. No, ale nie sądzę, żeby coś takiego faktycznie miało szansę. Z tego co widziałam raz w anime, ona interesuje się też Naruto. I serio, byłabym gotowa nawet napisać coś w stylu GaaMatsu, ale po tym odcinku straciła w moich oczach i na powrót zaczęła mnie irytować.

      Usuń
    5. Poza tym uważam, że ciekawiej stworzyć własną, oryginalną postać :)

      Usuń
    6. Ano, ja nie oglądam fillerów, więc nie miałam okazji zniechęcić się do Matsuri ;) I owszem, jestem za tworzeniem OC :D

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, hej :) Co tam słychać? :) Daj znać jak tam postępy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, od dawna miałam napisać notkę (wyjaśniającą), dobrze że mnie zmobilizowałaś.

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)