niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział VI. Słowa

 
Ino siedziała po drugiej stronie biurka w gabinecie i patrzyła na Gaarę wyczekująco. Chciała usłyszeć jego komentarz dotyczący pomysłów na część teoretyczną egzaminu na chuunina, przygotowywaną przez Konohę – czyli w praktyce ją i Shikamaru. Było jeszcze dużo czasu, żeby wdrożyć wszystko w życie, ale Kazekage zgodnie z przewidywaniami chciał znać wszystkie ich plany w najdrobniejszych szczegółach już teraz.
Od zakończenia czwartej wojny egzamin przeszedł duże przeobrażenia i oznaczało to więcej pracy. Próbowano tak organizować wszystkie etapy, by uczestnicy mogli się wykazać, jednocześnie maksymalnie zwiększając bezpieczeństwo. W praktyce oznaczało to, że w ostatnich etapach banda wyrostków próbowała się pozabijać, a nadzorujący bezpieczeństwo mieli do tego za wszelką cenę nie dopuścić. Rok temu udało się uniknąć przypadków śmiertelnych, a nawet poważnych uszkodzeń ciała – ale ile wysiłku to kosztowało, wiedzieli tylko organizatorzy z Kirigakure.
Ino cieszyła się, że odpowiada za najmniej uciążliwą część egzaminu, ale nie spodziewała się, że Gaara z tego powodu potraktuje ją ulgowo, nie zmuszając do tłumaczenia się ze wszystkich nieścisłości, nawet na tym etapie.
- Akceptuję, pracujcie nad tym dalej – powiedział i spojrzał na zegarek.
Użył liczby mnogiej, chociaż większość obowiązków spoczywała na niej. Shikamaru wciąż był mózgiem operacji przeciwko terrorystom i korzystał z tego jako wymówki, żeby nie zagłębiać się w papierologię. Faceci.
- Czy mi się tylko wydaje czy tylko czekasz, aż sobie pójdę? – Ino sama była zaskoczona, że zdobyła się na taką bezczelność.
Gaara spojrzał na nią z pewnym zdziwieniem.
- Takie masz wrażenie? – zapytał zamiast udzielić odpowiedzi.
Nawet jeśli Ino odniosła wrażenie, że lekceważył jej słowa skoro nie zadał od razu tysiąca pytań o detale, myliła się. Gaara wychodził z założenia, że na razie może dać jej swobodę w pracy, bo temat egzaminu powróci jeszcze wiele razy. Teraz jego uwagę przyciągały raporty od licznych szpiegów porozsiewanych w Kraju Wiatru i poza nim – a dokładniej, brak istotnych informacji. Było oczywiste, że Piraci działają – nie zdołaliby przypuścić ataku na wioskę bez przygotowań – ale było o nich niezmiennie cicho, jakby zapadli się pod ziemię. Na pustyni zrobiło się wręcz podejrzanie spokojnie. Nie tylko zorganizowane grupy, ale nawet zbuntowani maruderzy nie dawali znaku życia. Wyglądało to tak, jakby chciano uśpić czujność.
Gaara przed chwilą rozmawiał na ten temat z Sezenem, kapitanem drużyny, która wróciła rano z misji przy ochronie konwoju. Jednak w tym momencie, patrząc na zegarek, myślał o czymś innym.
Sezen nie powiedział ani słowa o Sunami, która w ostatnich tygodniach albo zaczęła się zachowywać grzeczniej wobec dowódców, albo woleli nie zwracać jej uwagi. Gaara podejrzewał, że chodziło o obydwie te rzeczy w równym stopniu. W pewnym sensie wytrąciło mu to argument z ręki, bo nie miał powodu wzywać jej na rozmowę po powrocie z misji. Z drugiej strony nigdy nie musiał czekać do końca dnia, żeby się z nią zobaczyć, bo i tak wracając po zameldowaniu się u Kankuro przemykała do biura Kazekage, a pracownicy administracyjny udawali, że o tym nie wiedzą.
Tym razem nie przyszła, a Gaara czuł się tym dziwnie zaniepokojony.
- Mogę sobie pozwolić na osobistą uwagę? – odezwała się Ino dość niespodziewanie. Oczywiście nie czekała na odpowiedź. – Jeśli dziewczyna jest zła to, nieważne czy ma rację czy nie, najrozsądniej jest pokazać, że jest ci przykro.
- Nie rozumiem – odpowiedział zgodnie z prawdą.
Ino wzruszyła niedbale ramionami.
- Proszę, nie mów mi, że nie znasz prostych tricków. Kobiety lubią być zasypywane prezentami. Jeśli nie wiesz, co kupić, mogę ci podpowiedzieć. Znam najbardziej wyrafinowane marki.
Gaara przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć. Zastanawiał się, czy jeśli powie, że nie potrzebuje jej rad, poczuje się urażona. Jednak wbrew jej niewypowiedzianej sugestii, Gaara wiedział, co kupuje się kobietom. Perfumy, biżuteria i ubrania wydawały się oczywistym wyborem. Dowódców stać było na te z najwyższej półki, a kilka chuuninek zatrudnionych w siedzibie miało nieoficjalny obowiązek orientowania się w trendach. W zupełnie prywatnym zakresie i za dodatkowe pieniądze wykonywały zlecenia, które polegały na kupowaniu prezentów dla żon i kochanek. Wymagało to sporych umiejętności w zakresie researchu – obserwować kobietę tak, żeby się nie zorientowała, że ktoś bada jej gust i, co więcej, żeby się nie zorientowała, kto w rzeczywistości wybiera jej podarki.
Z pewnego punktu widzenia była to szara strefa, bo dziewczyny dostawały za tak zwaną „konsultację” wyjątkowo wysokie wynagrodzenie i nie wykazywały tego dochodu, ale Gaara przymykał na to oko tak samo, jak pracownicy działu finansowego. Sam nie mmógł korzystać z takiego ułatwienia, bo Reika była szpiegiem i musiała być poza jakimikolwiek podejrzeniami. Ale również nie musiał, bo wcale nie oczekiwała od niego szukania prezentów. Wybierała to, co jej się podobało i płaciła jego pieniędzmi, chociaż miała wystarczająco własnych.
Było to zupełnie naturalne, bo tak już się przyjęło w społeczeństwie – dobrze sytuowani mężczyźni zawsze obdarowywali kosztownymi prezentami żony i kochanki. Gaara uważał, że to w porządku, ale nigdy nawet nie przyszło mu do głowy, żeby robić tego typu prezenty Sunami.
Pomijając oczywisty fakt, że na Sunami pieniądze nie robiły wrażenia i drogie perfumy raczej nie przypadłyby jej do gustu, gdyby dawał jej typowe prezenty byłoby tak, jakby próbował jej przypisać jakąś rolę. Nie chciał, żeby czuła się jak jego kochanka, a przecież nie mógł się z nią ożenić.  
Z tego powodu pozostawił sugestię Ino bez komentarza.

***
Matsuri wróciła z misji w Kraju Ognia zmęczona, lecz z poczuciem dobrze spełnionego zadania. Od trzech miesięcy kierowała drużyną geninów, których poprzedni kapitan musiał zająć się innymi obowiązkami. Z początku nie rozumiała, dlaczego Gaara przydzielił jej takie zadanie, ale szybko odkryła, że podoba jej się praca z młodzieżą. Na dodatek jej podopieczni byli bardzo zdolni, wyróżniali się wśród innych drużyn wypełniających misje rangi B. Z tego powodu po zdaniu raportu powiedziała Gaarze, że chciałaby przygotować ich do egzaminu na chuunina.
Wydawali się za młodzi, zwykle nie dopuszczano do egzaminu osób poniżej czternastu lat. Po reorganizacji egzaminu trzynastolatkowie mieli prawo uczestnictwa tylko w wyjątkowych sytuacjach. Matsuri osobiście była zwolenniczką zaostrzenia wymogów bezpieczeństwa do egzaminu, ale tym razem była przekonana, że zrobienie wyjątku jest uzasadnione.
Gaara wysłuchał jej argumentów, widocznie skłonny do kompromisu.
- Zobaczymy, jak poradzą sobie w turnieju wewnętrznym – powiedział w końcu. – Ale mam zaufanie do twojej oceny, więc jestem przekonany, że się wykażą.
Matsuri o mało nie pękła z dumy, ale zachowała neutralny wyraz twarzy.
Jakiś czas temu wydawało jej się, że nie będzie potrafiła normalnie rozmawiać z Gaarą, wiedząc, że on jest z Sunami, i starała się go unikać. Ale potem odkryła, że lubi z nim współpracować. Gaara już jej nie trenował, ale od momentu, gdy dostała własnych uczniów, często jej doradzał w sprawach szkolenia. Matsuri nagle odkryła, że wbrew temu co jej się kiedyś wydawało, Kazekage nie traktował jej protekcjonalnie, rozmawiał z nią jak z doświadczonym żołnierzem, którym – i to też zauważyła z pewnym zdziwieniem – najwyraźniej była.
Nagle zaczęła zupełnie inaczej postrzegać własną osobę. W tym wydaniu lubiła siebie bardziej. Przestała obawiać się przed wyrażaniem własnego zdania.
To chyba też był powód, dla którego pozwalała sobie czasami w towarzystwie Gaary na uwagi osobiste, jakby ich znajomość miała też charakter prywatny. To akurat była całkowicie zasługa Sunami, która uświadomiła jej, że Kazekage nie jest żadnym półbogiem, ale człowiekiem i on też czasami nawiązuje towarzyskie rozmowy.
Matsuri była daleka od prób ingerowania w jego sprawy, ale wciąż była przyjaciółką Sunami i Gaara doskonale o tym wiedział. Mimo to zaskoczyło ją, że po skończeniu omawiania ostatniej misji i przygotowań do egzaminu, poprosił ją prywatnie o radę. Była do tego stopnia zaskoczona, że w pierwszej chwili nie była pewna, czy dobrze zrozumiała pytanie. Jednak brzmiało ono jasno.
- Sunami lubi białe róże, ale – zawahała się, ponieważ zgodnie z żołnierskim wychowaniem przywykła do udzielania przełożonym odpowiedzi bez dodawania własnych uwag, nawet gdy je miała – to chyba nie jest najlepszy pomysł, bo nawet jeśli sprowadzisz żywe kwiaty nie utrzymają się w naszym klimacie ani dnia. Spróbuj z czekoladkami.
Nie musiała pytać, skąd pytanie o to, jakie Sunami lubi kwiaty. Chociaż przyjaciółka się jej nie zwierzała – ostatnio chyba bardziej ufała Noriko – to jednak łatwo było się domyślić, że wciąż wynikają jakieś nieporozumienia. Skoro Gaara postanowił ją przeprosić, należało to uznać za znaczny krok do przodu, dający dobre rokowania na przyszłość.
Matsuri miała wrażenie, że faceci, szczególnie ci przywiązani do własnego wizerunku jako silnego mężczyzny, mają bardzo poważny problem z przyznaniem się do błędu, o proszeniu o wybaczenie nie wspominając. Spotykała się z Kibą dopiero od niedawna, na dodatek w ciągu ostatnich kilku tygodni tylko sporadycznie, bo wrócił do Konohy, a mimo to nawet w jego przypadku to zauważyła.
- Nie – Gaara zaoponował, ku jej najwyższemu zdziwieniu. - Czekoladki są zbyt...
- Tanie? – Nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
Chociaż Sunami unikała rozmawiania z nią o Gaarze, prawdopodobnie nie chcąc wystawiać na próbę jej uczuć, raz jej się wyżaliła i była wtedy autentycznie wściekła. Było to tuż zanim pojechała trenować z Uzumakim w wiosce Liścia, a Gaara powiedział, że jej mieszkanie jest zbyt ciasne i nieodpowiednie, że może jej znaleźć coś wygodniejszego. W domyśle, oczywiście również za to płacić.
Zdaje się, że od razu zrozumiał jaki popełnił nietakt i potraktował to jako nauczkę na przyszłość. Matsuri sądziła, że trwale, biorąc pod uwagę, że wisiorek, który Sunami dostała od niego w prezencie nie wyglądał na biżuterię z najwyższej półki.
- Zbyt banalne – skomentował.
Pod pewnym względem racja, ale nie miała pomysłu, co może być jednocześnie nie-banalne i nie-snobistyczne.
- Odradzam zbyt wyrafinowane pomysły. Sunami będzie miała wrażenie, że chcesz ją przekupić - ostrzegła.
Albo nawet gorzej, że chce ją sprowadzić do parteru manifestując wysoką pozycję społeczną. Sunami bywała przewrażliwiona na tym punkcie, chociaż się do tego nie przyznawała.
- Nie jestem zbyt pomocna – zauważyła z rezygnacją.
- Przeciwnie – odparł Gaara, chociaż widać było, że czuje się raczej zagubiony. – Wymyślę coś.

***
Noriko wpadła do Sunami bez zapowiedzi. Zwykle umawiały się w mieście i szły coś zjeść, ale tym razem nie zamierzała czekać, aż koleżanka odpowie na nadesłaną notkę.
Było wczesne popołudnie, Noriko właśnie skończyła pracę. Sunami także powinna mieć wolne, bo tego dnia rano wróciła z dwudniowego zwiadu. Pewnie na wieczór była umówiona, więc brunetka skorzystała z jedynej okazji w ciągu dnia, by się z nią zobaczyć.
- Odpisałabym. Jutro – zapewniła Sunami, gdy ją przywitała. – Ale skoro już jesteś, może pójdziemy coś zjeść? Jesteś po obiedzie?
- Nie – przyznała Noriko. Nie myślała o jedzeniu, gdy spieszyła się na spotkanie z przyjaciółką w potrzebie.
Co prawda Sunami udawała, że nic się nie dzieje, ale niemożliwe było, by rzeczywiście tak myślała skoro ona i Temari ze sobą nie rozmawiały. To i fakt, że Matsuri dopiero wróciła z misji poza wioską i miała do uzupełnienia raporty na temat pracy swojej drużyny powodowało, że Sunami nie miałaby z kim szczerze porozmawiać. Trudno, żeby dostała wsparcie od faceta. Na mężczyznach nie można polegać, a już pewien typ jest szczególnie bezużyteczny.
Pozostawała jeszcze żona Kankuro, z którą podobno Sunami bardzo się przyjaźniła, ale o niej Noriko starała się nie myśleć.
- W takim razie chodźmy na odon. Nie mam w domu nic do jedzenia. – Ta deklaracja ze strony Sunami w ogóle jej nie zaskoczyła.
Po pięciu minutach szły przez wioskę do ulubionej makaronarni. Noriko nie dotykała drażliwego tematu Temari, za to próbowała podpytać Sunami w innych kwestiach. Ostatnio temat unii z krajem Wiatru nagle przestał być tematem plotek, ale ona miała wątpliwości – czy to rada sobie odpuściła, czy to raczej Kankuro postarał się, żeby źródła przecieku milczały. Spodziewała się dowiedzieć czegoś od Sunami.
- Nie wiem, jakie Gaara ma plany – przyznała, starając się brzmieć neutralnie.
- I nie zapytasz? – Noriko była tym zaskoczona.
To, co powiedziała przyjaciółce parę dni temu musiało na nią zadziałać demotywująco, ale chyba dziewczyna nie zamierzała się poddać i czekać na rozwój wypadków. To było bardzo nie w jej stylu i całkiem wbrew intencjom Noriko.
Żaden facet nie jest doskonały, ale to nie znaczy, że nie warto zawalczyć.
- Jeszcze nie wiem, czy w ogóle poruszać ten temat – odpowiedziała Sunami z napięciem. – To jest chyba obszar, w który nie powinnam ingerować.
- Nie rozumiem – przyznała Noriko, kompletnie zbita z tropu.
Były już blisko restauracji. Sunami zatrzymała się i spojrzała na nią z widocznym wzburzeniem.
- Co tu jest do rozumienia? Gaara nie myśli o mnie poważnie... Nie do tego stopnia poważnie. Zresztą on nigdy nie dał mi powodu do myślenia, że będziemy mieć kiedyś wspólne życie. On jest Kazekage i musi dbać o prestiż. Byłam głupia, że w ogóle mi to przyszło do głowy.
Noriko nie potrafiła zbić tego argumentu, choćby chciała.
Sama zachęcała Sunami, żeby przestała patrzeć na rzeczywistość przez różowe okulary, ale teraz strasznie źle się z tym czuła.
- Może to nawet lepiej – odezwała się niepewnie. Skuliła się wewnętrznie pod wpływem spojrzenia, które posłała jej przyjaciółka. – Sama pomyśl, w jakiej znalazłabyś się sytuacji. Zawsze zależało ci na wolności, niezależnych misjach i... – Zdawała sobie sprawę, że chociaż wszystko, co mówi, jest prawdą, zaledwie ślizga się po powierzchni. – Zrezygnowałabyś dla niego ze swojego życia?
Spodziewała się, że Sunami zaprzeczy, chociaż nawet wtedy by jej nie uwierzyła. Mimo wszystko w takiej sytuacji spodziewała się wykrętów, bo Sunami nie znosiła okazywać słabości. Na ogół ludzie nie przyjaźnią się z tymi, którzy przejrzeli ich słabości.
Z tego powodu ich przyjaźń była nieco dziwna, zbudowana na kruchych podstawach. Noriko wiedziała to od początku i czuła, że postępuje nie fair. Znała tajemnicę Sunami, chociaż nie wiedziała, o co tak naprawdę chodzi. Zresztą, czy Sunami miała choćby blade pojęcie, o co chodzi? Jak to było w ogóle możliwe, że potrafiła z odległości tysięcy kilometrów określić położenie Gaary?
Kiedyś Sunami przyznała, że zanim Gaara został Kazekage potrafiła z dużą dokładnością określić jego położenie, kiedy był na misjach. Wyglądało na to, że stało się to dla niej naturalne i nie zadawała sobie pytania, dlaczego tak jest. Wtedy absorbowało ją inne pytanie – dlaczego z czasem straciła tę umiejętność. Ponieważ wydawała się tym zmartwiona Noriko podsunęła jej najbardziej oczywiste wyjaśnienie, jakie przyszło jej do głowy – lokalizowała czakrę Shukaku, a nie Gaarę. Sunami strasznie się wtedy oburzyła, wysuwając niepodważalny argument, że nie jest sensorem.
Noriko próbowała wtedy znaleźć inne rozwiązanie zagadki i wpadła na pomysł przetestowania, jakie ograniczenia ma jej zdolność określenia położenia innych ludzi. Dla Sunami okazało się to bardzo wyczerpującym testem, bo – jak sama przyznała – śledzenie kogoś po emocjach, które są tylko chwilowe i zmienne przypominało odczytywanie wiadomości, w których co słowo zmienia się szyfr. Mimo wszystko doszły do dwóch przewidywalnych wniosków – te umiejętności były ograniczone odległością, ale jeśli śledziła kogoś z kim miała bliską relację, odległość mogła być większa. Kiedy próbowała znaleźć kogoś z drużyny, mogła szukać tylko w granicach wioski. Kenzo potrafiła zlokalizować w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Temari, być może, odnalazłaby w dowolnym miejscu w granicach pustyni. Nie miały okazji dokładnie tego sprawdzić.
Noriko była zadowolona z wyniku tego eksperymentu. Od dawna miała podstawy sądzić, że Sunami jest beznadziejnie zakochana w facecie, z którym nigdy nawet nie rozmawiała. I który jest nią zainteresowany, ale trudno było dostrzec w tym jakieś pozytywy. Być obiektem zainteresowania kogoś z wysokiego rodu jak Azawa albo Shihara to coś, z czego się można cieszyć. Ale w przypadku kage? To już było co najmniej problematyczne, nawet gdyby nie chodziło o dowódcę, którego życiorys jest wyścielony trupami.
Po tamtym teście Noriko uznała, że może i Sunami była w jakiś pokrętny sposób zafascynowana Gaarą, ale widocznie jej przeszło.
Oczywiście, bardzo się myliła.
- Zrobisz ogromny błąd pozwalając, żeby mężczyzna rozdawał karty. – To był dopiero początek tego, co miała do powiedzenia, ale musiała przerwać, bo przed restauracją podeszła do nich starsza kobieta, wylewnie witając się z Sunami. Noriko zdecydowała nie przeszkadzać i poszła zająć stolik i złożyć zamówienie. Starsze matrony niestety są gadatliwe.
Słusznie oceniła sytuację. Odon zdążył już lekko przestygnąć nim Sunami pojawiła się przy stoliku, z bardzo zafrasowanym wyrazem twarzy.
- Kto to był? – zapytała Noriko, chwilowo zapominając, że miała przedstawić jej swój punkt widzenia na osiąganie równowagi w relacjach damsko-męskich.
- Matka Kenzo – odpowiedziała brunetka grobowym tonem.
Noriko otworzyła usta z niedowierzaniem, a potem wyjrzała z okna za oddalającą się kobietą. Pani Shihara miała około pięćdziesiątki, ale poruszała się ociężale, jakby była co najmniej dziesięć lat starsza.
- Matka... – powtórzyła, przenosząc spojrzenie na Sunami. – Nigdy bym jej nie poznała. Strasznie się postarzała.
- Dziwisz się, po tym co przeżyła? – odpowiedziała Sunami z posępną miną.
Trudno było znaleźć na te słowa odpowiedni komentarz. Z pięciorga dzieci tej kobiety wojnę przeżyła tylko córka i najmłodszy syn, który przysporzył jej jedynie zmartwień.
- Czego chciała od ciebie?
Sunami zawahała się.
- Zaprosiła mnie na obiad – powiedziała, wyglądając jakby sama nie dowierzała w to, co mówi.
Noriko uniosła brwi ze zdziwieniem i przyglądała się dziewczynie przez chwilę. Sunami nic więcej nie powiedziała.
- Hm, więc... Skorzystasz? – zapytała, nie wiedząc, co innego mogłaby powiedzieć.
- Jasne, że nie – odparła Sunami ze zniecierpliwieniem. – Odmówiłam najuprzejmiej jak potrafię. Żal mi jej, ale... To jest zbyt podejrzane.
- To jest oczywista sytuacja – skomentowała Noriko, wiedząc dobrze, że Sunami waha się przed nazwaniem okoliczności wprost. – Kobieta cię nie znosi, ale przeprowadziła proste rozumowanie dedukcyjne i uznała, że jesteś najpewniejszym sposobem na zatrzymanie Kenzo w wiosce. Może i zasługuje na współczucie, ale jest śliska niczym wąż.
Sunami przygryzła wargi i uparcie milczała. Oczywiście, że myślała o tym samym.
- Możesz na tym skorzystać – zauważyła Noriko. W jej głowie powstał plan doskonały i mimo głodu zapomniała o stygnącym odonie.
- O czym mówisz? – zapytała Sunami, w pierwszej chwili nie rozumiejąc jej intencji.
Ale szybko uchwyci ideę. Rozwiązanie nasuwało się samo.
- Skorzystaj z propozycji. To, że ją odwiedzisz kilka razy nie znaczy, że musisz od razu wrócić do Kenzo.
- Ale ona po to mnie nagabuje – skomentowała Sunami z widoczną niechęcią.- Żebym spotkała się z nim w rodzinnej atmosferze, powspominać złote czasy. Kenzo nie lubi przegrywać, więc łatwo przewidzieć jak to się skończy. Na katastrofalnych oświadczynach.
Noriko wzruszyła ramionami.
- Co ci szkodzi? Nie jesteś w żadnym poważnym związku, jeśli chce niech się oświadcza.
Sunami patrzyła na nią w osłupieniu. Dopiero teraz dotarło do niej, co koleżanka miała na myśli.
- Naprawdę uważasz, że będę grać w takie gierki? To byłoby... Nielojalne. Nieuczciwe. Zwyczajnie podłe wobec wszystkich.
- Jakich wszystkich? Wobec Kenzo? Należy mu się. Jego matka sama chce cię wykorzystać. A Gaara? – Tutaj już nawet nie próbowała pohamować złości. – Oddałaś mu wszystko, a on nawet tego nie doceni. Jesteś jego kłopotliwą tajemnicą, a przynajmniej tak cię traktuje.
- Mylisz się. – Sunami wycedziła te słowa z widocznym rozdrażnieniem. – On nawet... To mnie zależało na dyskrecji.
- I słusznie, bo on niczym nie ryzykuje. Gdy zdecyduje się ułożyć sobie życie ty zostaniesz ze statusem kochanki porzuconej dla wyższej społecznie żony. – Zdawała sobie sprawę, że to ostre słowa, ale Sunami choćby nawet chciała, nie mogła im zaprzeczyć. Sama już doszła do wniosku, że Gaara nie traktuje jej jak kobiety na całe życie. Powinna coś zrobić dopóki może to zmienić. – On zachowuje się jak dzieciak, który chce zjeść ciastko i mieć ciastko. A ty zamierzasz cieszyć się z jego zainteresowania i dać mu szansę, żeby cię zostawił kiedy sytuacja przestanie mu odpowiadać? Zdajesz sobie sprawę, że potem będziesz tego żałować?
Sunami była rozzłoszczona, ale gdy się odezwała, mówiła spokojnie.
- Nieważne co zrobię, i tak będę żałować.
- Zastanów się, czego pożałujesz bardziej.
Sunami przypatrywała jej się przez chwilę. Poruszyła temat, który był z pozoru zupełnie oderwany od ich rozmowy.
- Nori, na pewno dobrze wiesz, że Piraci przygotowują się, żeby zniszczyć unię. Żeby zaatakować ukryte wioski. Zniszczyć naszą osadę. Nie chcę więcej stać z boku, patrzeć jak inni ryzykują życie i liczyć, że ktoś zrobi coś za mnie. Nie chcę wiedzieć, że inni biorą na siebie ciężar, a ja jestem za daleko, żeby pomóc. – Chociaż Noriko chciała się wtrącić, nie znalazła odpowiednich słów, więc jej nie przerywała. Wiedziała, do jakiej sytuacji Sunami się odnosi i nie sposób jej było z tym polemizować. - Jeśli Gaara zostawi mnie to się z tym pogodzę. Ale nie chcę nigdy myśleć, że to ja go zostawiłam.
- Stawiasz się na przegranej pozycji – skomentowała Noriko, wiedząc dobrze, że i tak na nią nie wpłynie. – Zawsze przegrywa osoba, której bardziej zależy.

***
Kankuro był zaskoczony, gdy wychodził z biura, a przez uchylone drzwi gabinetu kage sączyło się światło.
Po pierwsze, Gaara zazwyczaj pracował przy zamkniętych drzwiach, co było wystarczająco dobitnym sygnałem, że jest zajęty i każdy ewentualny gość powinien się zapowiedzieć. Urzędnicy wiedzieli, że nie wolno im wpadać do biura przywódcy z dokumentami tylko dlatego, że akurat przechodzili korytarzem.
Po drugie, było już grubo po siedemnastej, a czasy, gdy Gaara przesiadywał w biurze po godzinach pracy się skończyły. Kankuro liczył, że bezpowrotnie, co oczywiście było naiwnym myśleniem. Ale przynajmniej do czasu, gdy pojawi się konieczność pracy nad poważnym problemem, Gaara nie powinien wracać do irytującego pracoholizmu.
Mogło być tak, że pojawiły się jakieś nowe informacje, nad którymi teraz trzeba popracować, ale Kankuro bardzo w to wątpił.
Po krótkim wahaniu zapukał i wszedł do gabinetu Kazekage. Gaara przeglądał raport bez specjalnego zaangażowania. Wyglądało jednak na to, że nie jest zadowolony z wizyty brata. Wskazał mu miejsce naprzeciw siebie.
Kankuro rzucił okiem na dokument, wiedząc z góry, że to nic pilnego.
Może będzie tego żałował, ale postanowił się z bratem podroczyć.
- Dziewczyna cię rzuciła, że nie masz co robić z czasem? – zapytał.
Gaara rzucił mu spojrzenie, które spowodowało, że natychmiast spoważniał.
- Z tego, co wiem, w ostatnim tygodniu codziennie zostajesz po godzinach – zauważył chłodno.
Kankuro zmarszczył brwi. Czyżby pracownicy administracyjni rozsiewali plotki o kondycji jego małżeństwa?
Postanowił później się tym zainteresować.
- Kobiety są zbyt skomplikowane, żeby za nimi nadążyć – powiedział i machnął ręką teatralnym gestem. W rzeczywistości nie uważał tematu za zabawny. Ostatnio rzeczywiście lepiej się czuł w pracy niż w domu. Nie potrafił określić, dlaczego, ale Michiru traktowała go z dystansem, miał wrażenie, że rzuca mu podejrzliwe spojrzenia. – Sztuka polega na tym, żeby umieć załagodzić konfliktowe sytuacje. Przyzwyczajaj się. Co więc jest zarzewiem konfliktu?
Gaarze to pytanie wydawało się chyba całkiem na miejscu, w każdym razie w jego spojrzeniu nie było już wrogości.
- Nie wiem.
Kankuro na razie poruszał się po omacku i próbował znaleźć punkt zaczepienia.
- Mieliście jakąś utarczkę słowną? – zapytał, pewny, że trudno będzie cokolwiek wydusić z Gaary, ale powinien przynajmniej spróbować.
- Nie. – Odpowiedź brata nie wzbudziła w nim zaskoczenia. – Jednak... Nie potrafię tego określić, mam wrażenie, że czymś się naraziłem i nie potrafię rozgryźć, czym.
Kankuro uśmiechnął się krzywo.
- Doskonale wiem, o czym mówisz – stwierdził kwaśno.
Sprawa nie mogła być trudna do rozwikłania. Własny przypadek uważał za bardziej skomplikowany. Wiedział, że kobiety rejestrują szczegóły i czasami łączą je w zbyt daleko idące wnioski. Michiru mogła być zła, że zrobił to czy tamto, nie wyrazić swoich żalów, aż w końcu wszystko się skumulowało i teraz miała do niego żal, być może nie wiedząc precyzyjnie, o co. Z pewnością rozdrażniła ją wieczorna wizyta Noriko i, chociaż próbował jej to wyjaśnić, raczej nie przeszła nad tematem do porządku dziennego. Jednak Noriko jedynie dolała oliwy do ognia, bo problem pojawił się już wcześniej.
Kankuro nie miał całkiem czystego sumienia, dlatego Michiru mogła mieć powody, żeby się pieklić, a że nie chciała przyznać niczego wprost postanowił czekać aż w końcu zdecyduje się nawiązać rozmowę. Jednak co Sunami mogła mieć Gaarze do zarzucenia? Poza tym, że jest apodyktycznym introwertykiem, ale w tym zakresie raczej nie miała złudzeń, że go zmieni.
Gaara nigdy nie oglądał się za spódniczkami, nieważne, jak atrakcyjne nogi owe spódniczki odsłaniały. Na pewnym etapie życia Kankuro wręcz się o niego martwił, ale szybko zrozumiał, że jego brat jest rzadko spotykanym przypadkiem faceta zapatrzonego w jedną kobietę. Cóż, zdarzają się gorsze rzeczy.
Sunami pewnie się nie zorientowała, że Gaara interesował się nią na długo przed tym nim mieli okazję porozmawiać, ale i tak powinna czuć się pewnie, bo nie było szans, by przyłapała Gaarę na przyglądaniu się cudzym wdziękom.
A jednak nie sprawiała wrażenia kobiety, która czuje się pewnie, to nawet Kankuro mógł zauważyć.
- Powinieneś zaprosić Sunami na rodzinną kolację, Michiru od dawna sugeruje, żebyśmy się spotkali – powiedział. Właściwie, to on uważał, że spotkania towarzyskie byłyby dobrym wstępem, żeby wprowadzić Sunami do rodziny, ale czekał aż Temari przestanie się wściekać, a poza tym liczył, że wcześniej wyjaśni sprawy z Michiru, co pozwoliłoby uniknąć napiętej atmosfery przy stole. – Ta atmosfera tajemnicy mogła już ją poważnie zmęczyć.
Prawdopodobnie jeszcze bardziej działały jej na nerwy szerzące się w wiosce plotki, a że takie powstały wiedział od momentu rozmowy z Noriko. Starszyźnie najwyraźniej nie zależało na utrzymaniu ich pomysłów w tajemnicy. Widocznie zakładali, że Gaara zmieni zdanie.
Kankuro sądził, że Sunami musiała się mocno zirytować słysząc o księżniczce, ale nie zamierzał nawet podejmować tego tematu. Gaara uważał pomysł unii z krajem Wiatru za tak wydumany, że nie zasługujący na jego uwagę. Kankuro przekazał tę informację Noriko i zakładał, że to wystarczająco jasny przekaz dla Sunami.
- To nie jest najlepszy pomysł. Nie wydaje mi się, żeby Sunami chciała być traktowana jakby należała do tej rodziny – odpowiedział Gaara, nagle nachmurzony.
Kankuro poczuł, że traci rozeznanie w sytuacji. Do tej pory wydawało mu się, że ma jej dość jasny obraz.
- Dlaczego nie?
Gaara popatrzył na niego ostro.
- Może dlatego, że jej własna wystarczająco odbiegała od normy.
Kankuro nie widział żadnej logiki w tej wypowiedzi, ale Gaara był nadwrażliwy gdy chodziło o takie tematy, więc postanowił nie ciągnąć wątku i nie dawać do zrozumienia, że czuje się osobiście urażony. Nie zamierzał też zadawać zbędnych pytań, chociaż zaciekawiło go, kogo właściwie Gaara miał na myśli. Mogło chodzić mu o rodzinę, która zostawiła Sunami na pustyni, ale równie dobrze o ludzi, którzy ją adoptowali. Wiedziano powszechnie, że traktowali ją jak obciążenie, bo chociaż Harada chciał podnieść swoją pozycję w wiosce szkoląc wyjątkowo przydatnego wojownika, mocno się zawiódł. Zaczął być postrzegany jako człowiek, który głupią decyzją wprowadza do osady obce elementy. Co prawda zrekompensował to wiernym służeniem wiosce i w ostatnich latach życia był już inaczej oceniany. On i jego żona wyróżnili się podczas walk z wojskami Madary i byli postrzegani jak bohaterzy wojenni. Istniała opinia, że Harada zasłużył na wyższą pozycję w armii, ale Gaara nie przyznał mu awansu.
Nikomu w osadzie pewnie nie przyszłoby do głowy, że Kazekage kieruje się w niektórych decyzjach osobistymi antypatiami, przede wszystkim dlatego, że wydawał się całkowicie neutralny i trudno było ocenić, kogo z żołnierzy lubi, a kogo nie. Jednak Kankuro znał swojego brata lepiej niż jego podwładni. Lubił też myśleć, że zna go lepiej niż Temari.
Teraz przeanalizował to, co usłyszał i wcale nie podobały mu się wnioski.
- Ale zamierzasz się z nią ożenić?
Zadał pytanie w ten sposób, bo nawet nie przeszło mu przez myśl, że odpowiedź mogłaby być przecząca. Jednak Gaara wyglądał na mocno zaskoczonego takim postawieniem sprawy.
Mimo, że pytanie wytrąciło go ze zwykłej równowagi, odpowiedź brzmiała bardzo rzeczowo.
- Nie biorę takiej możliwości pod uwagę. Pomijając wszystko inne, Sunami nie jest zainteresowana małżeństwem.
Kankuro nie dociekał, czym są te wszystkie inne okoliczności, bo coś innego zwróciło jego uwagę.
- Skąd wiesz, że nie jest zainteresowana? Pytałeś?
Gaara popatrzył na niego, jakby bredził wyjątkowe bzdury.
- Oczywiście, że nie.
Kankuro wpatrywał się w niego przez chwilę, ze świadomością, że może prezentować się w tej chwili jak ktoś ociężale myślący. W rzeczywistości jego umysł pracował na pełnych obrotach.
- Jeśli dobrze rozumiem, dziewczyna ni stąd ni zowąd oświadczyła, że nie ma w planach małżeństwa – powiedział w końcu i poczuł, że ta sytuacja zaczyna go bawić. Przecież to dziecinnie prosta zagrywka. – Bracie, padłeś ofiarą słabej prowokacji. Sunami w najprostszy przystępny sposób sprawdziła, czy jesteś skłonny do deklaracji.
Gaara nie oburzył się na jego impertynencki ton, ale był sceptycznie nastawiony.
- W jakim celu?
To było bardzo naiwne pytanie, ale Kankuro rzecz jasna mu tego nie wytknął.
- Aby przekonać się, czy traktujesz ją poważnie. Wnosząc z rezultatu, schrzaniłeś sprawę.
Gaara zlekceważył ten komentarz, być może w ogóle nie przywiązując do niego uwagi.
- Co ma wspólnego małżeństwo z poważnym traktowaniem?
Tym razem pytanie nie należało już do naiwnych. Kankuro był przekonany, że wielu mężczyzn, szczególnie tych porzuconych, zadaje sobie to pytanie.
- W niektórych przypadkach ma – odpowiedział bez specjalnego zainteresowania. – Ale nie o to w tym momencie chodzi. Widzę, że zupełnie nie rozumiesz podstawowych mechanizmów. Zdobycie dziewczyny to nie jest jedna bitwa, którą wygrywasz, a potem czerpiesz profity ze zwycięstwa. Kobietę zdobywa się etapami. Najgorsze, co możesz zrobić, to przestać o nią zabiegać. Jeśli jej nie adorujesz ona ma wątpliwości, czy jest dla ciebie atrakcyjna. Tak czy inaczej, zrobiłeś błąd. Jeśli dziewczyna powiedziała, że nie jest zainteresowana małżeństwem najgorsze, co możesz zrobić, to zaakceptować to bez zastrzeżeń. - Skonsternowana mina Gaary była wystarczającym potwierdzeniem jego najgorszych przypuszczeń. – A ty dokładnie to jej powiedziałeś.
Zdał sobie sprawę, że powinien zmienić ton na nieco mniej oceniający, bo jego brat nie ukrywał zniecierpliwienia. Wyprowadzanie Gaary z równowagi to nigdy nie był dobry pomysł.
- Uważasz, że jeśli dziewczyna mówi: nie, należy wywierać na nią presję? – zapytał niechętnie.
Kankuro odkrył, że niełatwo będzie wytłumaczyć, co miał na myśli.
- W przypadku kobiet są dwa typy odmowy. Jeden kiedy nie znaczy nie i raczej trudno się pomylić z interpretacją. Ale wyobraź sobie taką sytuację: jakiś Akira czy inny Shiromaru upatrzył sobie dziewczynę, która daje mu do zrozumienia, że właściwie mogłaby się z nim umówić, ale nie jest przekonana. Czy reakcją powinno być: okej, żaden problem? Absolutnie nie, bo jak chce już się z nią umówić, powinno mu zależeć. Ty i tylko ty, a jeśli nie, umrę prawiczkiem. Rozumiesz?
Gaara wyglądał na zniesmaczonego.
- To jest twoja technika uwodzenia?
Kankuro postanowił zignorować osobisty przytyk, nie dlatego, że nie czuł się urażony, ale dlatego, że przemówienie Gaarze do rozumu miało teraz wyższy priorytet.
- Mówię o sytuacji jeśli delikwentowi zależy na dziewczynie, a nie na tym, żeby zaliczyć – odpowiedział, ukrywając irytację. – Dobra, zapomnij, bo widzę, że brakuje ci wyobraźni. Wracając do meritum: dziewczyna, żeby czuła się pewna w związku, musi wiedzieć, że ci zależy. Oświadczenie, że jej życiowe plany ciebie nie interesują, raczej o tym nie świadczy. – Zdał sobie sprawę, że dobrnął do szalenie trudnego punktu. Jakoś nie potrafił wyobrazić sobie Gaary wyznającego dziewczynie miłość. – Spójrz na to jak na zadanie do wykonania. Przekonałeś zbieraninę najemników ze skonfliktowanych wiosek, że są armią świetnych żołnierzy. Po twoich przemowach motywacyjnych ludzie z entuzjazmem idą na spotkanie śmierci. Na pewno potrafisz oczarować dziewczynę.
Gadanie o żołnierzach nie było dobrym wyborem, ale z tego Kankuro zdał sobie sprawę dopiero teraz.
- To manipulacja – ocenił Gaara. – Słowa nic nie kosztują.
Kankuro wzruszył ramionami.
- Co nie zmienia faktu, że kobiety chcą być adorowane i uwielbiają piękne słowa – zauważył. – Poza tym, nie znam lepszego sposobu na okazanie, że ci zależy. Efekt jest pewny. To zawsze mniej zachodu niż podbić i dać w prezencie zamek.
Gaara po raz pierwszy okazał żywe zainteresowanie.
- Masz na myśli jakiś konkretny zamek?

***
Sunami poszła do Gaary jak tylko zorientowała się, że wyszedł z pracy.
W ciągu kilku ostatnich miesięcy Gaara przestał tłumić w sobie emocje z uporem, z jakim robił to wcześniej, a ona była z tego znacznie bardziej zadowolona niż się spodziewała. Nie przyznała wprost, że potrafi dokładnie zlokalizować jego położenie, ale Gaara i tak musiał się tego domyślić. Nawet o to nie pytał, a skoro tak, widocznie mu nie przeszkadzało, że stosuje wobec niego te same metody, które stosowała gdy chciała kogoś szybko znaleźć.
Tym razem Gaara sprawiał wrażenie zaskoczonego, gdy ją zobaczył. Przez chwilę nawet miała wrażenie, że jest niezadowolony.
Stała przy drzwiach w salonie nie za bardzo wiedząc, co powiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że Gaara musiał uważać jej zachowanie za dziwne. Przez trzy dni była poza osadą i zupełnie naturalne byłoby, gdyby przyszła się przywitać. Bardzo chciała tak zrobić, ale pierwszy raz uświadomiła sobie, że nie powinna wchodzić do jego gabinetu w godzinach pracy. Od dawna nie wykonywała zadań, które wymagałyby meldowania się bezpośrednio u Gaary, poza tym nigdy nie zapowiadała się, tak jak wymagały reguły. Nie mogła przecież powiedzieć dyżurującemu chuuninowi, że przyszła dać Kazekage całusa.
W swojej naiwności uważała, że nie robi nic zdrożnego i że nikt nawet nie zwrócił na to uwagi. W końcu bywała w siedzibie administracyjnej najzupełniej legalnie, a biuro Kankuro było na tym samym piętrze. W bezszelestnym poruszaniu się zawsze była dobra i chyba zbytnia pewność siebie sprawiła, że powstało w niej przekonanie, iż może łamać powszechnie obowiązujące zasady bezkarnie.
Drobna i być może wcale nieumyślnie złośliwa uwaga koleżanki podczas wspólnego patrolu uświadomiła jej, że takie rzeczy nie mają szansy się ukryć. Nie w tej zaściankowej wiosce, gdzie nie można nawet zmienić fryzury bez wywołania lawiny komentarzy.
Nagle uświadomiła sobie coś, co pewnie dotarłoby do niej znacznie wcześniej, gdyby po powrocie ze szkolenia u Naruto nie zachłysnęła się tak bardzo radością z odzyskanej możliwości spędzania czasu z Gaarą, a potem nie skoncentrowała myśli na konflikcie z Temari. Bo że może z tego wyniknąć poważny konflikt teraz już nie miała wątpliwości. Temari uparcie ją ignorowała, chociaż wobec Gaary zachowywała neutralną uprzejmość. On może się nie przejmował, że siostra ma do niego ukryte pretensje, ale Sunami przejmowała się tym bardzo.
A teraz jeszcze okazuje się, że są tematem plotek. Miała powody zakładać, że dla pracowników administracji jej związek z Gaarą nie jest żadną tajemnicą, a to oznaczało, że wkrótce znajdzie się na językach wszystkich cywilnych mieszkańców wioski.
To właściwie nie powinno jej przerażać, bo wszystko co robiła zawsze budziło wścibskie komentarze. Potrafiła radzić sobie ze złośliwymi uwagami, obojętnie czy nazywano ją zdrajczynią czy czyjąś kochanką. Jednak w tym przypadku problem był znacznie większy.
Nie była pewna, czy Gaara zdawał sobie z tego sprawę, ale ta sytuacja mogła znacznie podważyć jego autorytet.
Romanse dowódców często bywały tematem plotek i dla nikogo nie miało to nieprzyjemnych konsekwencji, ale żaden z nich nie umawiałby się z osobą, której lojalność podważano. Dotychczas uważała, że to ona więcej ryzykuje, bo na jej głowę mogą posypać się gromy, ewentualnie kamienie, a Gaara jest nietykalny.
Ale Noemi, zauważając niby żartobliwie, że jej prywatne wycieczki po siedzibie administracyjnej mogą przysporzyć kilku nobliwym staruszkom ataku serca, otworzył jej oczy na inny aspekt całej sytuacji. Kilka osób się strasznie wścieknie, a członkom rady nie można ufać. Jedyne, o co dbali, to własna wygodna pozycja na właściwych stołkach i nie wahaliby się przed niczym, żeby zapewnić sobie większe wpływy. Mniejsze zaufanie społeczne wobec kage stwarzało dla takich elementów okazję, żeby się pokazać i przeforsować korzystne dla siebie zmiany.
To budziło niepokój i spowodowało, że musiała poruszyć w rozmowie z Gaarą temat, który omijała szerokim łukiem. Miała nadzieję, że się nie wścieknie.
Choć, z drugiej strony, i tak sprawiał wrażenie poważnie zirytowanego.
- Nie sądziłem, że będziesz chciała się ze mną zobaczyć – powiedział. – Unikasz mnie przez cały dzień.
Brzmiało to jak zarzut, ale ona to widziała inaczej.
- Cały dzień byłeś w pracy – zauważyła rozsądnie. – Nie jest mile widziane, żebym przeszkadzała ci w pracy.
Było oczywiste, że nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Przez chwilę wpatrywał się w nią jakby doszukiwał się drugiego dna w jej odpowiedzi.
- Nie jest mile widziane przez kogo?
Nagle zdała sobie sprawę, że dokonała złego wyboru słów.
- Po prostu – zaczęła jeszcze raz – wchodzenie do twojego biura bez wezwania jest wbrew zasadom i nie powinnam ich łamać.
Gaara przyglądał jej się przez chwilę, w czasie której przeszła mu cała złość. Sunami odniosła wrażenie, że jej słowa go rozbawiły.
I nie pomyliła się w tej ocenie. Gaara zbliżył się do niej z frywolnym uśmiechem, jaki nieczęsto gościł na jego twarzy. Zwykle to ona go uwodziła.
- To ja ustaliłem tę zasadę. Od dawna ciebie nie dotyczy – zauważył. Przymknęła oczy, gdy składał pocałunek na jej ustach, umieszczając dłonie na biodrach, żeby przyciągnąć ją bliżej. – Sunami – odezwał się po chwili. Otworzyła oczy, by zobaczyć, że Gaara przygląda jej się uważnie. Gdy uśmiechnął się dwuznacznie musiała zwalczyć odruch odwrócenia wzroku. Nagle poczuła się zażenowana, a przecież niewiele rzeczy mogło sprawić, by straciła rezon. – Zawsze lubiłaś postępować wbrew temu, co ci powiedziano. Jeśli teraz postanowiłaś stosować się do reguł, możemy wymyślić nowe. Co powiesz na tę. – Nagle zrobiło jej się gorąco, gdy Gaara wsunął dłoń pod jej bluzkę i poczuła jego palce na skórze wokół pępka. - Chcę, byś każdego dnia po pracy tu na mnie czekała. – Nachylił się do jej ucha, łaskocząc je strumieniem gorącego powietrza – Nago.
Zadrżała, nie będąc pewną, czy to wpływ jego dotyku czy słów, które wypowiedział głębokim, rozkazującym tonem. Zamierzała zapytać o plany wyswatania go ze szlachcianką, ale teraz wydało jej się to zupełnie nieistotne.
- Wydaje mi się, że tym żądaniem wykraczasz daleko poza swoje kompetencje – zauważyła, próbując zabrzmieć rzeczowo.
- Nie – zaprzeczył Gaara beztrosko. – Przeciwnie. To żądanie wpisuje się w moje kompetencje.
Nie miała nawet szansy odpowiedzieć, bo złapał ją za biodra i posadził na drewnianym stoliku stojącym pod ścianą, zrzucając przy okazji leżącą na nim książkę. Dotknął dłońmi jej kolan i przesunął je w górę ud, podwijając spódnicę. Jej tętno gwałtownie przyspieszyło. To był pierwszy raz, gdy nie zainicjowała sytuacji. Dotychczas zawsze, żeby Gaara jej dotknął, musiała dać choć jeden drobny sygnał, że tego oczekuje. On z łatwością przejmował kontrolę nad sytuacją, o ile sobie jej nie wywalczyła, ale Sunami jako pierwsza zdradzała się z pożądaniem.
Tym razem było inaczej. Jego stanowczy dotyk sprawił, że czuła się bezradna, niezdolna zaprotestować nawet, gdyby chciała. Nagle odkryła, że oczekiwanie na to, co Gaara zrobi w następnej chwili, zupełnie nie sprowokowany, jest nawet bardziej ekscytujące niż próby kontrolowania jego działań.
Patrzył na nią tak intensywnie, że mogłaby roztopić się pod wpływem jego spojrzenia. Bezceremonialnie rozchylił jej nogi i bez słowa ściągnął z niej bluzkę, a potem zbliżył się i wtulił twarz w jej szyję, obdarzając ją żarliwymi pocałunkami. Wolałaby, żeby już ściągnął z siebie służbowe ciuchy, chciała poczuć ciepło jego ciała, ale nawet tego nie zasugerowała. Nie mogła wypowiedzieć ani słowa, walcząc ze sobą, żeby przypadkiem nie pozwolić sobie na wydanie jęku rozkoszy, który niewątpliwie dostarczyłby Gaarze zbyt wiele satysfakcji.
Jego usta i język wędrujące po wrażliwej skórze szyi nie powinny przecież wywoływać w niej tak intensywnej reakcji. Nawet mimo dodatkowych bodźców, gdy czuła przez ubranie jego erekcję, dokładnie między swoimi nogami. Nawet gdy jedną dłonią głaskał wewnętrzną stronę jej uda, drugą ręką podpierając jej plecy, by zapobiec gwałtownym ruchom. Może miał w tym rację, bo drżała na całym ciele i nie potrafiła tego opanować.
On wciąż robił niewiele ponad pieszczenie skóry jej szyi, ale... Niech to diabli, kogo ona próbuje oszukać, doprowadzało ją to niemal do ekstazy. Gaara doskonale znał jej ciało, wiedział gdzie i jak całować, by wywołać pożądaną reakcję.
Głośno westchnęła, gdy przygryzł jej skórę i potrafiła wyobrazić sobie jego pełen samozadowolenia uśmiech.
Nie dbała o to. Postanowiła zrobić użytek z dłoni, które od dłuższej chwili zaciskała mocno na blacie stolika i po omacku rozpięła kamizelkę Gaary. Chciała jeszcze zdjąć z niego koszulkę, ale w rezultacie jedynie ją trochę podwinęła. Nawet nie myślał, by ułatwić jej zadanie, wciąż nie odrywając ust od jej szyi.
- Gaara, rozbierz się. – W jej myślach brzmiało to jak rozkaz, ale zdołała wykrzesać z siebie jedynie szept.
Przynajmniej na to zareagował, odsuwając się od niej nieco i patrząc jej w twarz.
- Nawet jeszcze nie zacząłem – odpowiedział impertynencko.
Torturował ją od co najmniej pięciu minut, więc uznała to oświadczenie za bezczelne. Przynajmniej jego przyspieszony oddech świadczył, że jemu też nie jest łatwo zachować chłód myślenia.
Ściślej, jego oddech i ewidentnie rozbudzona, nisko położona część ciała.
- Droczysz się – skomentowała Sunami, pewna, że nawet bez specjalnych namów z jej strony Gaara szybko się ugnie pod presją i podzieli jej opinię o zbędności ubrań.
- Nie – zaprzeczył, o ile potrafiła ocenić, zupełnie szczerze. Zdecydowanym ruchem sięgnął obiema rękami za jej plecy, żeby rozpiąć stanik. Sunami bez zastanowienia oderwała dłonie od jego torsu, by ułatwić mu rozebranie jej. – Jesteś niezwykle piękna. Pozwól mi się tobą nacieszyć.
Sunami opanowała zaskoczenie, wynikające z faktu, że to był chyba pierwszy tak bezpośredni komplement z jego strony.
- Możesz zrobić ze mną, co zechcesz, ale wygodniej będzie jeśli się rozbierzesz – powiedziała.
Gaara postąpił krok do tyłu, sprawiając wrażenie jakby wcale nie miał ochoty się od niej odsuwać. W kilku szybkich ruchach zdjął kamizelkę, koszulkę i spodnie. Zauważywszy, że Sunami jest niewygodnie w podwiniętej wysoko spódnicy zsunął ją z niej, nie przejmując się wcale, że musiał złapać ją za tyłek, żeby lekko ją unieść. Ściągnięcie jej majtek tą samą metodą uznał widać za zbyt czasochłonne, więc rozerwał materiał z boku, żeby szybciej się ich pozbyć.
Przycisnął jej kolana do swoich bioder, zajmując poprzednio upatrzoną pozycję między jej udami.
- Myślałem, że jesteś na mnie zła – powiedział prowokująco, patrząc jej w oczy. Jego dłonie powędrowały w górę jej brzucha, by pieścić piersi. – Bardzo mnie cieszy, że jednak nie. – Sunami miała wrażenie, że do czegoś zmierza i nie pomyliła się. Gaara złożył kilka pocałunków na jej twarzy i przysunął usta do jej ucha. Podczas gdy lewą ręką pieścił jej sutek, prawą powiódł niżej wzdłuż talii. – Mam do ciebie drobną, ale bardzo ważną prośbę. Kiedy zrobię coś nie tak, po prostu mi o tym powiedz. Cokolwiek chcesz ode mnie dostać, możesz mówić wprost.
Wiedziała dlaczego tego od niej wymaga, chciał uniknąć niedomówień i wydało jej się to bardzo rozsądne, choć miała wątpliwości, czy potrafi się do tego zastosować. Bezwzględna szczerość wiele ułatwiała, ale jednocześnie wydawała jej się szalenie trudna. Mówić wszystko to nie to samo, co nie kłamać.
- Obiecasz mi to? – usłyszała szept Gaary tuż przy swoim uchu. Jego dłoń była tuż przy wrażliwym miejscu poniżej brzucha. Niemal zastygła w oczekiwaniu, kiedy jej dotknie. – Sunami. Nie zawsze potrafię się domyślić, o co ci chodzi i czego tak naprawdę ode mnie oczekujesz.
Ona skinęła lekko głową na znak, że rozumie. Nie miała wątpliwości, że teraz Gaara bardzo dobrze wiedział, czego od niego chce. To była perfidna zagrywka z jego strony i później tej nocy zamierzała się na nim odegrać.
Ale nie teraz. Teraz pragnęła, żeby był znacznie bliżej i miała wrażenie, że potrzebuje tego równie desperacko jak jej płuca potrzebują tlenu.
- Obiecuję. Będę mówić wprost – powiedziała w końcu.
Gaara przesunął się lekko i zobaczyła jego twarz nad swoją, jego zielone tęczówki w odległości ledwie kilku centymetrów od jej oczu.
- Grzeczna dziewczynka – powiedział z pełnym satysfakcji uśmiechem. Nie potrafiła nic na to odpowiedzieć, także dlatego, że nie była przyzwyczajona, by tak dużo się uśmiechał. Zdaje się, że tego wieczoru ustanowił swego rodzaju rekord.
Potem pomyślała, że zupełnie straci umiejętność spójnego formułowania myśli. Gaara najpierw delikatnie dotknął kciukiem clitoris, a potem zaczął pieścić jej wrażliwe punkty palcami. Cały czas na zewnątrz, co zwykle doceniała, ale teraz chciała czegoś innego.
Jego wyzywające spojrzenie stanowiło dowód, że bardzo dobrze o tym wiedział.
- Możesz zacząć spełnianie obietnicy teraz – zasugerował. – Potrzebny mi jest jasny komunikat. Powiedz, na co masz ochotę?
A więc zamierzał kontynuować gierkę. Miał ją w szachu i planował to wykorzystać.
W innej sytuacji może by na to poszła, ale jej cierpliwość już się skończyła.
Na twarzy Gaary odmalowało się zaskoczenie, gdy zdecydowanym ruchem złapała go za rękę i odepchnęła go od siebie. W tej chwili nie oczekiwała tego rodzaju pieszczot, jakie jej oferował.
- Dam ci jasny komunikat – powiedziała, zadowolona z własnej przebiegłości. – Zerżnij mnie, tak, żebym jutro na samo wspomnienie miała dreszcze.
Gaara przez chwilę patrzył na nią z dość zszokowaną miną. Jednak szybko ocenił sytuację.
- Tutaj, łóżko czy...
Sunami zsunęła się z biurka, a gdy jej stopy dotknęły podłoża wiedziała, że nie ma się nad czym zastanawiać.
- Podłoga – powiedziała i nie czekając na reakcję pociągnęła go za sobą na miękki dywan. – Zamierzam przetestować twoje kompetencje.

3 komentarze:

  1. "Zamierzam przetestować twoje kompetencje." - O jezu. Chyba umarłam x'D
    Nie no... Rozdział genialny *-* Bo dużo Gaary. I uśmiechu Gaary. A to nowość...
    No ale... Nie mam siły na nic więcej więc niestety.
    Pozdrawiam :*

    Su♥

    OdpowiedzUsuń
  2. "Chcę, byś każdego dnia po pracy tu na mnie czekała. Nago." kilka razy sobie to czytałam, bo nie wierzyłam, że akurat Gaara to powiedział. Ogółem rozdział świetny, szczególnie, że tym razem dużo było Gaary. I jego ociężałości umysłowej względem kobiecego myślenia.
    Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadrabiam zaległości w komentarzach! :D
    Bardzo Cię przepraszm, że dopiero go dodaję, chociaż rozdział przeczytany już daaaawno temu :)
    Biedy Gaara, kobiece zachowanie zupełnie go dezorientuje :D Czytając to zaczęłam się zastanawiać czy to na prawdę tak wygląda od ich (mężczyzn) strony i trochę zaczęłam im współczuć :P
    Rozdział świetny, wywoływał uśmiech na twarzy :)
    Lecę do następnego! :D

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)