Oto przedostatni rozdział. Będzie mi bardzo miło poznać Wasze zdanie na jego temat :)
Kankuro zawsze solidnie wykonywał obowiązki, nie dając przełożonym
powodów do narzekania. Fakt, że jedyną osobą w osadzie uprawnioną
do wydawania mu bezpośrednich rozkazów był jego młodszy brat,
dawał dodatkową motywację. Gaara co prawda był bardziej
powściągliwy od Temari w okazywaniu niezadowolenia, ale i tak nikt
nie miał ochoty się mu narażać.
Relacje Kankuro z młodszym bratem zawsze były skomplikowane.
Lalkarz od dzieciństwa dużo lepiej dogadywał się z Temari – do
trzymania sztamy zmusiła ich sytuacja, bo na co dzień musieli
radzić sobie z nieprzewidywalnym jinchuuriki. Jednak Gaara jako
dzieciak miał trochę szacunku do Temari, podczas gdy nie miał go
dla starszego brata. Dlatego nie wahał się go straszyć i w ciągu
kilku lat służenia w jednej drużynie z rodzeństwem Kankuro nieraz
musiał poważnie obawiać się o własne życie.
Nie wiedział dokładnie kiedy, ale nastąpił taki moment, w którym
przestał traktować Gaarę jak stukniętego i niebezpiecznego
dzieciaka. Przyszło mu to zadziwiająco łatwo. Od chwili, gdy Gaara
przeżył swoiste nawrócenie i zdecydował się przewartościować
swoje życie, Kankuro nawet przez moment nie miał wątpliwości, czy
można mu ufać jako dowódcy. Było to zdumiewające nawet dla
niego, bo zawsze uważał młodszego brata za niezrównoważonego
bachora, któremu na zbyt wiele pozwalano. A jednak Gaara, tak samo
jak kiedyś był nieprzewidywalny i kompletnie poza kontrolą, tak
teraz stał się wzorem odpowiedzialności. To bardzo motywowało
jego podwładnych do pracy. Jednak bywały momenty, gdy Kankuro
wolałby, żeby Gaara nie był aż takim służbistą.
Na przykład teraz, gdy dzień przed zasłużonym urlopem był
zmuszony zdać raport ze stanu wszystkich spraw, którymi się
ostatnio zajmował. Gaara był dobrze poinformowany, więc mógłby
już darować mu te sprawozdania. Jednak, jak się wydaje, młody
Kazekage lubił poddawać własną cierpliwość próbie. Kankuro
miał nawet wrażenie, że to jakiś skrzywiony sposób na
samoumartwianie.
Znał brata na tyle, by wiedzieć, kiedy ten jedynie udaje
zainteresowanego tematem rozmowy. Przyzwyczaił się już, że Gaara
nigdy nie wychodzi z roli skoncentrowanego na sprawach osady męża
stanu. Tym razem jednak Kankuro znalazł się w sytuacji, w której
nigdy nie spodziewał się znaleźć, i czuł narastające
zmieszanie. Gaara co prawda nie przerywał jego wywodu, ale nawet nie
próbował sprawiać wrażenia, że przywiązuje wagę do tematu
rozmowy. Zrezygnował z reguł aktywnego słuchania i, choć nie
okazywał lekceważenia rozmówcy, nie zadawał żadnych dodatkowych
pytań. Za to z niespotykaną u siebie nerwowością obracał w dłoni
długopis.
Kankuro pomyślał, że wobec tak niecodziennej sytuacji, może
ponieść ryzyko i liczyć, że wyjdzie z tego cało.
- To i tak strata czasu – powiedział odważnie. – Może po
prostu już dasz mi wolne na resztę dnia?
Nie rozpętała się burza, ziemia nie zatrzęsła się w posadach. O
dziwo, takie nierozważne słowa wypowiedziane w gabinecie kage
wioski Piasku nie sprowadziły na śmiertelników żadnej katastrofy
naturalnej.
Gaara nawet nie wydawał się zaskoczony zuchwałością rozmówcy.
- Dobrze. Jesteś wolny – odpowiedział.
Kankuro przypatrywał mu się chwilę w niemym zdumieniu. Potem,
tknięty myślą, że siedząc tu bezczynnie kusi los, poderwał się
z krzesła. Lepiej było wycofać się zanim Gaara zmieni zdanie.
Pomyślał o tym w złą godzinę.
- Kankuro. – Głos Gaary zatrzymał go, gdy był już przy
drzwiach.
Odwrócił się, przeklinając w myślach własną ślamazarność.
- Mam do ciebie jedno pytanie, pozazawodowe – oznajmił Gaara.
Kankuro miał już ochotę znaleźć się poza tym gabinetem, poza
przeklętą siedzibą administracji i myślami jak najdalej od pracy.
Był jednak bardzo zaintrygowany, co w tym momencie interesuje Gaarę
bardziej niż sprawozdanie z tropienia zbiegłych Piratów, którzy
rozpierzchli się chyba po wszystkich pięciu wielkich krajach.
- Słucham – odparł z pewną dozą niecierpliwości.
Gaara sprawiał wrażenie jakby nie bardzo wiedział, co chce
powiedzieć, a to także nigdy mu się nie zdarzało. Gdy się
odezwał Kankuro pomyślał, że brat próbuje sobie z niego zakpić,
być może wytykając mu błędy młodości. Jednak zawoalowane
przytyki nie były w stylu Gaary. Na dodatek, wypowiedziane przez
niego, nawet takie pytanie zabrzmiało bardzo poważnie.
- Co to jest harem?
***
Michiru była w trakcie pakowania przed wieczorną podróżą.
Usłyszała że ktoś otwiera drzwi i z zaskoczeniem pomyślała, że
może Kankuro wcześniej wrócił z pracy. Właściwie nigdy nie był
punktualny, bo często pracował dłużej niż powinien.
Wyszła do salonu, by go przywitać. Miała złe przeczucia, ale jej
zaniepokojenie ustąpiło, gdy spostrzegła, że jej mąż jest w
wyjątkowo dobrym humorze.
Gdy Kankuro wracał z pracy szybko wyłapywała jego nastrój. Często
bywał zmęczony, czasem poirytowany, ale jeszcze nie zdarzyło się,
by dostrzegła rozbawienie.
Gdy do niego podeszła objął ją w talii i pocałował w usta, by
po dłuższej chwili oderwać się i spojrzeć jej w oczy.
- Jak twoje przygotowanie do podróży? Dostałem wolne, możemy
wyjechać wcześniej.
Zdumiał ją ten pośpiech.
- Właściwie dopiero zaczęłam się pakować, nie posprzątałam
i...
Kankuro wzruszył ramionami, nie wypuszczając jej z objęć.
- To nieważne. Kupię ci wszystko, czego będziesz potrzebować.
Michiru widziała w tym przesadną rozrzutność, ale nawet nie
polemizowała.
- Skąd ten nagły pośpiech? - zapytała podejrzliwie.
- Uświadomiłem sobie, że to będzie bardzo krótki urlop. Lepiej
wykorzystajmy z niego ile się da, po powrocie będę musiał się
zająć wieloma sprawami. - Zastanowił się, po czym dodał: -
Niewykluczone, że będzie mi potrzebna twoja pomoc.
- Ale w czym? - zdziwiła się.
- W zrobieniu porządku z dzieciakami. Błądzą jak we mgle, więc
pewnie będę się musiał wtrącić. - Musiał zauważyć po jej
minie, że nie nadąża za jego tokiem myślenia, bo dodał: - Wybacz
bezpośrednią ocenę, ale wy kobiety macie wyjątkowy talent do
komplikowania rzeczy prostych.
Michiru uśmiechnęła się kpiąco.
- Tak, a mężczyźni wręcz przeciwnie – odparła z
powątpiewaniem.
- Zwykle rozumujemy prosto i dzięki temu unikamy wyciągania
pochopnych wniosków – powiedział z przekonaniem. - Ale nie myśl,
że nie dostrzegam złożoności sytuacji. Sunami jest odrobinę
niestabilna emocjonalnie, ale wina leży po obu stronach. Gaara jest
błyskotliwym dowódcą, jednak w innych sprawach przejawia
ociężałość umysłową.
Michiru przymrużyła oczy.
- Nie możesz mówić w ten sposób o Kazekage – oceniła.
- Mogę, tak się składa że jest także moim młodszym bratem.
- W każdym razie, mnie nie wypada tego słuchać – zauważyła
przytomnie.
- Dlaczego nie? Czy ci się to podoba czy nie, należysz teraz do
rodziny – przypomniał. Miała wrażenie, że zawahał się, nim
dodał: - Jakie jest twoje zdanie o dzieciach?
Wywołał w niej konsternację tym pytaniem.
- Ale w jakim sensie?
- Nastawienie pozytywne, negatywne, neutralne? Wolałabyś nie mieć
z nimi zbyt wiele do czynienia?
Michiru żachnęła się z rozbawieniem.
- Od zawsze mam z nimi do czynienia, u nas góruje rozbudowany model
rodziny. Musiałam się opiekować kuzynkami i bratankiem. Ty podobno
nie lubisz dzieci.
- Nie cierpię ich, zazwyczaj – przyznał Kankuro bez ogródek. -
Ale pomyśl tylko – dodał i zbliżył usta do jej twarzy. Czuła
na policzku jego ciepły oddech gdy mówił jej do ucha: – Nasze
dzieci będą miały mój intelekt i siłę woli, a po tobie
odziedziczą urodę i wdzięk. - Odsunął się kilka centymetrów i
popatrzył na nią szelmowsko. - Mamy moralny obowiązek wobec świata
wychować całą gromadkę, nie uważasz?
Michiru nie mogła się nie roześmiać na to stwierdzenie. Zdaje się
jednak, że Kankuro mówił całkiem poważnie.
- To będą bardzo pracowite lata – skonstatował.
***
- Wyłaź, wiem że tam jesteś. Twoje emocje cię zdradzają.
Kenzou wyszedł zza wielkiego głazu, unosząc ręce w obronnym
geście.
- Nie mam złych intencji – zapewnił.
Sunami żachnęła się z irytacją. Wyglądała uroczo, zmęczona po
treningu. Jej oczy błyszczały, choć trudno było zawyrokować, czy
to efekt wysiłku fizycznego czy złości.
- Pożałujesz, jeśli będziesz mnie śledzić – poinformowała.
Kenzou powstrzymał się od śmiechu.
- Wolałem zaczekać aż wyładujesz się na tej nieszczęsnej kukle
treningowej. Lepsza ona niż ja – poinformował.
Sunami przymrużyła powieki.
- Czyżby? A ja mam wrażenie, że marzysz o tym, by ktoś skopał ci
tyłek.
- Jeśli poprawi ci to humor możesz zrobić ze mną co zechcesz,
skarbie. Tylko bez trwałych uszkodzeń.
Sunami popatrzyła na niego z udawanym zniecierpliwieniem, ale potem
uśmiechnęła się lekko. Odwróciła się i usiadła na głazie, na
którym kiedyś mieli zwyczaj odpoczywać po treningach. Kenzou po
chwili wahania usiadł obok, chociaż pamiętał o zachowaniu
kilkunastocentymetrowej odległości, by jej nie dotykać.
- Nie możesz wiecznie mnie unikać – zauważył.
- Czego właściwie ode mnie oczekujesz? – odezwała się Su,
zwracając ku niemu wzrok.
Zawsze zadawała trudne pytania wprost.
- Wiem, że masz prawo się złościć – odpowiedział wymijająco.
Sunami potrząsnęła głową.
- Nie złoszczę się.
- Nie? Dla mnie to wygląda inaczej.
- Jestem rozczarowana.
Kenzou zawahał się zanim jej na to odpowiedział.
- Wiem, że oczekujesz szczerości, ale to nie zawsze jest wykonalne.
Nie mogłem ci powiedzieć o moich planach, storpedowałabyś je.
- Oczywiście – odparła dziewczyna wprost. – Nie podważam
twojej taktyki. To twój wybór. Takiego dokonałeś, więc ponosisz
jego konsekwencje. Wykazałeś się odwagą, temu nie można
zaprzeczyć.
Przypatrywał jej się uważnie, próbując uchwycić, co chodzi jej
po głowie. Kiedy zadał jej pytanie, odwróciła wzrok i zawahała
się, jakby trudno było jej ująć odpowiedź w słowa.
- A więc czym cię rozczarowałem?
- Wracasz tutaj po dwóch latach – zaczęła – i spodziewasz się,
że będę pod wrażeniem twojego poświęcenia. Uważasz, że ja,
osobiście, powinnam być poruszona tym co zrobiłeś.
Spojrzała na niego przenikliwie, jakby to był zarzut. Chciała
upewnić się, że nie będzie ściemniać z odpowiedzią, ale on i
tak nie miał intencji niczego taić.
- Zrobiłem to dla ciebie.
Twarz Sunami stężała w napięciu. Nie było już na niej śladu
rozbawienia.
Spodziewał się, że wytoczy teraz przeciw niemu najpoważniejsze
zarzuty – że poświęcił dwie osoby po to, żeby opracować dla
niej strategię treningu – ale w tym momencie mu tego nie wytknęła.
- To znaczy co? Sprecyzuj. Wymknąłeś się z wioski dla mnie?
Przyłączyłeś się do wroga.
- Znalazłem twoje plemię. Zebrałem informacje. Zdobyłem wiedzę,
której potrzebujesz, żeby zapanować nad twoim darem.
Sunami skrzywiła się lekko, gdy nazwał darem umiejętności, które
ona uważała za przekleństwo. Ale nie skomentowała tego.
- Po to, żebym była lepszą kunoichi? Czy po to, żebym była tobie
wdzięczna, za to, że ryzykujesz dla mnie życie? – zapytała.
Kenzou nie spodziewał się, że zarzuci mu wprost manipulację – a
może raczej próbę szantażu. Ale nie pozwolił się zbić z tropu.
- Nie, Su. Nie jestem głupi. Tylko idioci powtarzają wciąż to
samo działanie i oczekują innego efektu.
Dziewczyna popatrzyła na niego oczami zwężonymi z irytacji. Kenzou
nie czekał, aż coś odpowie.
- Nie oczekuję, że zrobi to na tobie wrażenie. Nieważne ile
ryzykowałem, to nigdy nie wystarczało.
***********************************
Plac treningowy na obrzeżach Sunagakure, około cztery lata
wcześniej, dzień po porwaniu Piątego Kazekage
- Jak to, będziecie bronić granic?
Kenzou wolałby nie patrzeć na zszokowany wyraz jej twarzy. Sunami
sprawiała wrażenie jakby nie rozumiała, co tak naprawdę się
dzieje. Nie chciał być tym, kto jej to uświadomi.
Jednak bardzo trudno było cokolwiek przed nią zataić. Dopiero
starał się tego nauczyć – jak oscylować na granicy półprawdy,
by nie wykryła kłamstwa. Niemożliwością było ją oszukać, gdy
drążyła temat.
- Takie są rozkazy rady, Su. Starszyzna przyjmuje najrozsądniejszą
strategię w tej sytuacji.
Wbrew temu, czego oczekiwał, nie wybuchła złością. Popatrzyła
na niego przenikliwie.
- Bzdura. Starszyzna przyjmuje najlepszą dla siebie strategię, bo
boją się o własne głowy. – Zamilkła na chwilę, po czym dodała
z widoczną goryczą: - Tyle gadania o kodeksie i zasadach, ale jak
przyjdzie co do czego każdy patrzy tylko na to, by utrzymać się na
stołku.
Spodziewał się jakiejś dłuższej tyrady na temat kiepsko
sprawowanej władzy w Sunagakure, ale Sunami sprawiała wrażenie,
jakby nie miała nic więcej do powiedzenia. Odwróciła się do
niego plecami. Zastąpił jej drogę i złapał ją za ramiona.
- Dokąd się wybierasz?
Cofnęła się gwałtownie, odpychając go od siebie. Kenzou cały
czas był zdumiony jej spokojnym zachowaniem.
Sunami prawdopodobnie nie zdawała sobie z tego sprawy, ale emanowała
silnymi emocjami. Zdarzało się to niezmiernie rzadko, jednak w
skrajnych sytuacjach nie tylko odbierała bodźce, lecz także je
wysyłała. Kenzou czuł jej lęk i rozpacz i było to dla niego nie
do zniesienia.
- Odmawiam wykonywania rozkazów tej bandy tchórzy – odparła.
Poczuł wściekłość na jej zacietrzewienie i upór. Także na to,
że wydawała się zupełnie pewna swoich racji, podczas gdy on nie
miał pojęcia, co powinien zrobić. Czego powinien słuchać –
rozsądku czy poczucia obowiązku. Czy może kierować się tym, co
było opłacalne dla niego. Ochrona Kazekage nie leżała w jego
interesie.
- Ta banda tchórzy nie bez powodu sprawuje władzę – wycedził
przez zęby. – Czy ci się to podoba czy nie, trudniej jest
odbudować wioskę niż ratować jednego człowieka. To dlatego
wioski shinobi trwają, a ludzie na wysokich stanowiskach... –
Przerwał, widząc jak zbladła.
To był jego najpoważniejszy problem – nawet gdy świadomie chciał
sprawić jej przykrość, nie potrafił spokojnie się przyglądać,
jak cierpi.
- Zostań na miejscu, wykonuj rozkazy. Zajmę się tym –
powiedział, choć bardzo dobrze wiedział, że pożałuje tej
decyzji.
- To znaczy co zrobisz? – odparła Sunami podejrzliwie.
- Zajmę się tym, masz moje słowo – odpowiedział wymijająco. –
Potrzebuję godziny, żeby zmobilizować chłopaków. Ale nic za
darmo. – Podszedł bliżej. - Bez względu na powodzenie akcji,
weźmiesz się za poważne treningi. Przystąpisz do egzaminu na
juunina i zdasz go – powiedział z naciskiem. Sunami pokiwała
głową. - Zdasz, nawet jeśli będziesz musiała zabić.
Przygryzła nerwowo wargi, ale kolejny raz skinęła głową. Był
pewny, że się zgodzi.
***
- Uważasz, że cię wykorzystywałam? Przykro mi – odpowiedziała
Sunami. – Byłam naiwnym dzieciakiem, dzisiaj działałabym
inaczej.
Kenzou prychnął z lekceważeniem.
- Nie wątpię.
Złościło ją jego zachowanie. Wiedziała, że nie była wobec
niego fair – ale on wobec niej także. Nie chciała teraz dochodzić
do tego, kto ma większe prawo do pretensji.
Tak naprawdę, to już było bez znaczenia.
Zeskoczyła z głazu, chcąc mieć dla siebie więcej przestrzeni.
Kenzou zrobił to samo i stanął naprzeciw niej.
- Odłóżmy na bok inne sprawy, to wszystko może poczekać. Teraz
ważniejsze jest, żebyś zajęła się rozwojem umiejętności,
które mogą ci być potrzebne. Pomogę ci.
Sunami zdecydowanie potrząsnęła głową.
- Nie ma mowy. Nie będę korzystać z twojej wiedzy.
- Dlaczego nie? – spytał Kenzou, widocznie zniecierpliwiony.
Zmusił ją do tego.
- Bo zebrałeś te informacje zabijając ludzi!
Kenzou w ogóle nie był zaskoczony, że wykrzyczała mu to w twarz.
- Tak. Ale ty możesz o tym zapomnieć, to nie jest twój problem.
Przez chwilę nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Potrząsnęła
głową z niedowierzaniem.
- Oczywiście, że jest. A już na pewno byłby, gdybym to tak po
prostu... zaakceptowała.
Kenzou patrzył na nią przez chwilę w milczeniu. Czuła, że się
uspokoił. A jednak narastała w nim irytacja.
- To jest to, co robimy, Su. Zabijamy, czasem tylko po to, żeby
uzyskać informacje. Na tym polega praca shinobi. Chyba nie
zamierzasz mi tego do końca życia wypominać.
Sunami przymknęła oczy. Pewne rzeczy należało jasno powiedzieć,
wiedziała to. Lepiej teraz niż później.
Spojrzała wprost na Kenzou.
- Nie będę ci niczego wypominać. Żyj według własnych zasad...
Ja będę żyć według moich.
Chłopak zmrużył oczy, patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Rzucasz mnie.
- To ty mnie rzuciłeś, dwa lata temu – odpowiedziała przytomnie.
Kenzou zacisnął szczęki.
- Bzdura. Nigdy nie byłaś moja.
- A więc jednak. Miałam być, po twoim powrocie? Spodziewałeś
się, że rzucę ci się na szyję, bo...
Kenzou wyciągnął rękę przed siebie, uciszając ją gestem.
- Spodziewałem się, że mnie dostrzeżesz. To coś innego.
Sunami milczała. Nie wiedziała, co miałaby na to odpowiedzieć.
W tej chwili chciała tylko, żeby Kenzou zostawił ją w spokoju,
ale on drążył temat.
- Więc mówisz mi, że nie mam już u ciebie szans. Powiedz mi
przynajmniej, dlaczego?
- Powinieneś to wiedzieć. Nie możesz mieć oczekiwań, po tym
wszystkim, co zrobiłeś.
- Masz na myśli dwa niezawinione życia, które odebrałem? – Gdy
to mówił, w jego głosie brzmiała wyraźna kpina. – Jesteś
hipokrytką.
Sunami nie miała ochoty dyskutować z nim na ten temat. Odwróciła
się, ale Kenzou złapał ją za przedramię i zwrócił twarzą do
siebie.
- Porozmawiajmy o tym, Su. Dlaczego twoje wysokie zasady moralne nie
obowiązują wszystkich? – Zbliżył usta do jej twarzy i dodał
ciszej: - Kazekage, którego tak podziwiasz, zabił więcej ludzi niż
ja choćby zraniłem. Tylko dla zaspokojenia żądzy krwi.
Sunami zacisnęła ze złości zęby. Chciała go odepchnąć, jednak
mocno zaciskał rękę na jej przedramieniu.
- Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
- Nie? Psychopatów obowiązują inne zasady? – zapytał, rzucając
jej wyzywające spojrzenie. – To nie ja, lecz Sabaku no Gaara jest
bezwzględnym mordercą.
Zdawała sobie sprawę, że sprawi mu ból, ale przez chwilę w ogóle
jej to nie obchodziło. Wolną, lewą dłonią złapała go za
nadgarstek. Czuła, jak czakra przepływa jej przez palce. Kenzou
syknął i rozluźnił uścisk. Wyrwała się wtedy i
odepchnęła go.
Nie zrobiła tego dlatego, że chciała, tylko dlatego, że
potrzebowała zewnętrznego bodźca do przerwania przepływu czakry.
Nie potrafiła zatrzymać transmisji siłą woli.
Drugą strasznie uciążliwą cechą jej umiejętności była
konieczność natychmiastowego wykorzystania pozyskanej energii.
Skierowała strumień czakry w stronę głazu, na którym jeszcze
przed chwilą siedzieli. Energia wniknęła w niego, powodując
cienkie pęknięcie na powierzchni.
Odwróciła się do Kenzou. Chłopak, osłabiony utratą czakry
zachwiał się i prawie upadł, gdy go odepchnęła, ale teraz
wyprostował się i postąpił krok w jej stronę. Sunami zdała
sobie sprawę, że wcale nie zamierza się od niej odczepić.
- Nie wystraszysz mnie, Su. Chcę odpowiedzi.
Ogarnęła ją panika, bo zdała sobie sprawę, że ktoś z tej
potyczki słownej może wyjść poszkodowany. Nie chciała walczyć z
Kenzou, tym bardziej nie chciała wysłuchiwać obelg pod adresem
Gaary. Już raz straciła nad sobą panowanie.
Jednak Kenzou nie podszedł bliżej, bo nagle zachwiał się i upadł
na kolana. Wyglądało to, jakby ziemia osunęła mu się spod nóg.
Sunami dostrzegła drobne cząsteczki piasku, które błyskawicznie
oplotły jego nogi, nie pozwalając mu się ruszyć z miejsca.
Dokładnie wiedziała, gdzie powinna spojrzeć. Gaara stał jakieś
dwa metry za nią, ale wydawało się, że jej nie dostrzega. Utkwił w Kenzou
zimne spojrzenie.
Sunami nie miała pojęcia, co powinna zrobić lub powiedzieć.
Oderwała wzrok od Gaary i obejrzała się. Z przerażeniem
zdała sobie sprawę, że piasek pokrywał grubą
warstwą prawie całe ciało Kenzou, aż do ramion.
Wydała z siebie zduszony okrzyk, gdy przypomniała sobie, co
Temari mówiła o piaskowej trumnie.
Nie zdawała sobie sprawy, że piasek, jako broń, może
działać tak szybko. O zdolnościach Gaary do kontrolowania piasku opowiadano legendy, Sunami zdawała sobie sprawę, że widziała niewielki ułamek jego umiejętności. Technik było wiele, ale wśród nich znajdowała się ta, o której ludzie w wiosce nie ważyli się wspominać. Technika, która błyskawicznie unieruchamiała ofiarę i czyniła ją niezdolną do obrony przed nieuchronnym. Ogarnęło ją paraliżujące przekonanie, że
zanim zdąży cokolwiek zrobić lub powiedzieć, Kenzou będzie
martwy.
Wtedy, zupełnie nagle, cała warstwa piasku okrywająca ciało
Kenzou oderwała się i opadła na ziemię. Chłopak wstał na równe
nogi, choć miała wrażenie, że kosztowało go to wiele wysiłku.
Mimo to zwrócił się do Gaary, skłaniając głowę zgodnie z
wymogami etykiety.
- Lordzie Kazekage – odezwał się ze sztuczną uprzejmością.
- Następnym razem cię zabiję.
Odwróciła się do Gaary, ale on nawet na nią nie spojrzał.
Oddalił się w kierunku wioski, tak szybko, że nawet nie zdołała
podjąć decyzji, co powinna zrobić.
Popatrzyła z pretensją na Kenzou. On, mimo przerażenia, wydawał
się usatysfakcjonowany.
- O tym właśnie mówiłem, Su. O instynkcie zabijania.
Awww no nie mogę się doczekać jak rozwikła się sprawa Gaary z Su :D Kankuro do dzieła! Pokaż dzieciakom jak trzeba ze sobą rozmawiać :P
OdpowiedzUsuńA co do samego Kankuro... widzę, że sielanka trwa i dzieci w planach :D
Super opis konfrontacji Gaara - Kenzou, ale kurczę jak tak mógł ją zostawić z nim samą znowu? O.o
Hmmm czyżby jest szansa na rozdział 27 już dzisiaj? :>
Ojj, poniedziałek to kiepski dzień na zamieszczanie rozdziałów. Może piątek? Może parę zdań dopieszczę ;
UsuńZgadzam się, głupio zrobił, że ją zostawił :P Ale wydaje mi się to najlogiczniejsze, musi chłopak ochłonąć :P
Witam i o zdrowie pytam :D
OdpowiedzUsuńKurczę mnie też ciekawi jak się potoczą losy Gaary i Sunami <3
Kankuro mnie u ciebie zawsze rozwalam i tylko jedno mu w głowie... Gaara <3 Wstawiaj szybko kolejny rozdział ! : D Czekam niecierpliwie :P
Witam również, ja (już) zdrowa, mam nadzieję, że Ty także :D
UsuńFinałowy rozdział powinien być wyczekiwany, tak więc wiesz... będzie szybko, ale nie za bardzo :D
Szczerze liczyłam, że dokończysz rozmowe Kankuro z Gaarą. Chciałabym przeczytać o reakcji Gaary na wytłumaczenie haremu :D
OdpowiedzUsuńKenzo najeżdża na Gaare?! Zginie z rąk fanek Gaary szybciej niż myśli ;p
Czekam na next'a. Weny! ;*