sobota, 10 października 2015

Rozdział 26.

 Oto przedostatni rozdział. Będzie mi bardzo miło poznać Wasze zdanie na jego temat :)


Kankuro zawsze solidnie wykonywał obowiązki, nie dając przełożonym powodów do narzekania. Fakt, że jedyną osobą w osadzie uprawnioną do wydawania mu bezpośrednich rozkazów był jego młodszy brat, dawał dodatkową motywację. Gaara co prawda był bardziej powściągliwy od Temari w okazywaniu niezadowolenia, ale i tak nikt nie miał ochoty się mu narażać.
Relacje Kankuro z młodszym bratem zawsze były skomplikowane. Lalkarz od dzieciństwa dużo lepiej dogadywał się z Temari – do trzymania sztamy zmusiła ich sytuacja, bo na co dzień musieli radzić sobie z nieprzewidywalnym jinchuuriki. Jednak Gaara jako dzieciak miał trochę szacunku do Temari, podczas gdy nie miał go dla starszego brata. Dlatego nie wahał się go straszyć i w ciągu kilku lat służenia w jednej drużynie z rodzeństwem Kankuro nieraz musiał poważnie obawiać się o własne życie.
Nie wiedział dokładnie kiedy, ale nastąpił taki moment, w którym przestał traktować Gaarę jak stukniętego i niebezpiecznego dzieciaka. Przyszło mu to zadziwiająco łatwo. Od chwili, gdy Gaara przeżył swoiste nawrócenie i zdecydował się przewartościować swoje życie, Kankuro nawet przez moment nie miał wątpliwości, czy można mu ufać jako dowódcy. Było to zdumiewające nawet dla niego, bo zawsze uważał młodszego brata za niezrównoważonego bachora, któremu na zbyt wiele pozwalano. A jednak Gaara, tak samo jak kiedyś był nieprzewidywalny i kompletnie poza kontrolą, tak teraz stał się wzorem odpowiedzialności. To bardzo motywowało jego podwładnych do pracy. Jednak bywały momenty, gdy Kankuro wolałby, żeby Gaara nie był aż takim służbistą.
Na przykład teraz, gdy dzień przed zasłużonym urlopem był zmuszony zdać raport ze stanu wszystkich spraw, którymi się ostatnio zajmował. Gaara był dobrze poinformowany, więc mógłby już darować mu te sprawozdania. Jednak, jak się wydaje, młody Kazekage lubił poddawać własną cierpliwość próbie. Kankuro miał nawet wrażenie, że to jakiś skrzywiony sposób na samoumartwianie.
Znał brata na tyle, by wiedzieć, kiedy ten jedynie udaje zainteresowanego tematem rozmowy. Przyzwyczaił się już, że Gaara nigdy nie wychodzi z roli skoncentrowanego na sprawach osady męża stanu. Tym razem jednak Kankuro znalazł się w sytuacji, w której nigdy nie spodziewał się znaleźć, i czuł narastające zmieszanie. Gaara co prawda nie przerywał jego wywodu, ale nawet nie próbował sprawiać wrażenia, że przywiązuje wagę do tematu rozmowy. Zrezygnował z reguł aktywnego słuchania i, choć nie okazywał lekceważenia rozmówcy, nie zadawał żadnych dodatkowych pytań. Za to z niespotykaną u siebie nerwowością obracał w dłoni długopis.
Kankuro pomyślał, że wobec tak niecodziennej sytuacji, może ponieść ryzyko i liczyć, że wyjdzie z tego cało.
- To i tak strata czasu – powiedział odważnie. – Może po prostu już dasz mi wolne na resztę dnia?
Nie rozpętała się burza, ziemia nie zatrzęsła się w posadach. O dziwo, takie nierozważne słowa wypowiedziane w gabinecie kage wioski Piasku nie sprowadziły na śmiertelników żadnej katastrofy naturalnej.
Gaara nawet nie wydawał się zaskoczony zuchwałością rozmówcy.
- Dobrze. Jesteś wolny – odpowiedział.
Kankuro przypatrywał mu się chwilę w niemym zdumieniu. Potem, tknięty myślą, że siedząc tu bezczynnie kusi los, poderwał się z krzesła. Lepiej było wycofać się zanim Gaara zmieni zdanie.
Pomyślał o tym w złą godzinę.
- Kankuro. – Głos Gaary zatrzymał go, gdy był już przy drzwiach.
Odwrócił się, przeklinając w myślach własną ślamazarność.
- Mam do ciebie jedno pytanie, pozazawodowe – oznajmił Gaara.
Kankuro miał już ochotę znaleźć się poza tym gabinetem, poza przeklętą siedzibą administracji i myślami jak najdalej od pracy. Był jednak bardzo zaintrygowany, co w tym momencie interesuje Gaarę bardziej niż sprawozdanie z tropienia zbiegłych Piratów, którzy rozpierzchli się chyba po wszystkich pięciu wielkich krajach.
- Słucham – odparł z pewną dozą niecierpliwości.
Gaara sprawiał wrażenie jakby nie bardzo wiedział, co chce powiedzieć, a to także nigdy mu się nie zdarzało. Gdy się odezwał Kankuro pomyślał, że brat próbuje sobie z niego zakpić, być może wytykając mu błędy młodości. Jednak zawoalowane przytyki nie były w stylu Gaary. Na dodatek, wypowiedziane przez niego, nawet takie pytanie zabrzmiało bardzo poważnie.
- Co to jest harem?

***

Michiru była w trakcie pakowania przed wieczorną podróżą. Usłyszała że ktoś otwiera drzwi i z zaskoczeniem pomyślała, że może Kankuro wcześniej wrócił z pracy. Właściwie nigdy nie był punktualny, bo często pracował dłużej niż powinien.
Wyszła do salonu, by go przywitać. Miała złe przeczucia, ale jej zaniepokojenie ustąpiło, gdy spostrzegła, że jej mąż jest w wyjątkowo dobrym humorze.
Gdy Kankuro wracał z pracy szybko wyłapywała jego nastrój. Często bywał zmęczony, czasem poirytowany, ale jeszcze nie zdarzyło się, by dostrzegła rozbawienie.
Gdy do niego podeszła objął ją w talii i pocałował w usta, by po dłuższej chwili oderwać się i spojrzeć jej w oczy.
- Jak twoje przygotowanie do podróży? Dostałem wolne, możemy wyjechać wcześniej.
Zdumiał ją ten pośpiech.
- Właściwie dopiero zaczęłam się pakować, nie posprzątałam i...
Kankuro wzruszył ramionami, nie wypuszczając jej z objęć.
- To nieważne. Kupię ci wszystko, czego będziesz potrzebować.
Michiru widziała w tym przesadną rozrzutność, ale nawet nie polemizowała.
- Skąd ten nagły pośpiech? - zapytała podejrzliwie.
- Uświadomiłem sobie, że to będzie bardzo krótki urlop. Lepiej wykorzystajmy z niego ile się da, po powrocie będę musiał się zająć wieloma sprawami. - Zastanowił się, po czym dodał: - Niewykluczone, że będzie mi potrzebna twoja pomoc.
- Ale w czym? - zdziwiła się.
- W zrobieniu porządku z dzieciakami. Błądzą jak we mgle, więc pewnie będę się musiał wtrącić. - Musiał zauważyć po jej minie, że nie nadąża za jego tokiem myślenia, bo dodał: - Wybacz bezpośrednią ocenę, ale wy kobiety macie wyjątkowy talent do komplikowania rzeczy prostych.
Michiru uśmiechnęła się kpiąco.
- Tak, a mężczyźni wręcz przeciwnie – odparła z powątpiewaniem.
- Zwykle rozumujemy prosto i dzięki temu unikamy wyciągania pochopnych wniosków – powiedział z przekonaniem. - Ale nie myśl, że nie dostrzegam złożoności sytuacji. Sunami jest odrobinę niestabilna emocjonalnie, ale wina leży po obu stronach. Gaara jest błyskotliwym dowódcą, jednak w innych sprawach przejawia ociężałość umysłową.
Michiru przymrużyła oczy.
- Nie możesz mówić w ten sposób o Kazekage – oceniła.
- Mogę, tak się składa że jest także moim młodszym bratem.
- W każdym razie, mnie nie wypada tego słuchać – zauważyła przytomnie.
- Dlaczego nie? Czy ci się to podoba czy nie, należysz teraz do rodziny – przypomniał. Miała wrażenie, że zawahał się, nim dodał: - Jakie jest twoje zdanie o dzieciach?
Wywołał w niej konsternację tym pytaniem.
- Ale w jakim sensie?
- Nastawienie pozytywne, negatywne, neutralne? Wolałabyś nie mieć z nimi zbyt wiele do czynienia?
Michiru żachnęła się z rozbawieniem.
- Od zawsze mam z nimi do czynienia, u nas góruje rozbudowany model rodziny. Musiałam się opiekować kuzynkami i bratankiem. Ty podobno nie lubisz dzieci.
- Nie cierpię ich, zazwyczaj – przyznał Kankuro bez ogródek. - Ale pomyśl tylko – dodał i zbliżył usta do jej twarzy. Czuła na policzku jego ciepły oddech gdy mówił jej do ucha: – Nasze dzieci będą miały mój intelekt i siłę woli, a po tobie odziedziczą urodę i wdzięk. - Odsunął się kilka centymetrów i popatrzył na nią szelmowsko. - Mamy moralny obowiązek wobec świata wychować całą gromadkę, nie uważasz?
Michiru nie mogła się nie roześmiać na to stwierdzenie. Zdaje się jednak, że Kankuro mówił całkiem poważnie.
- To będą bardzo pracowite lata – skonstatował.

***

- Wyłaź, wiem że tam jesteś. Twoje emocje cię zdradzają.
Kenzou wyszedł zza wielkiego głazu, unosząc ręce w obronnym geście.
- Nie mam złych intencji – zapewnił.
Sunami żachnęła się z irytacją. Wyglądała uroczo, zmęczona po treningu. Jej oczy błyszczały, choć trudno było zawyrokować, czy to efekt wysiłku fizycznego czy złości.
- Pożałujesz, jeśli będziesz mnie śledzić – poinformowała.
Kenzou powstrzymał się od śmiechu.
- Wolałem zaczekać aż wyładujesz się na tej nieszczęsnej kukle treningowej. Lepsza ona niż ja – poinformował.
Sunami przymrużyła powieki.
- Czyżby? A ja mam wrażenie, że marzysz o tym, by ktoś skopał ci tyłek.
- Jeśli poprawi ci to humor możesz zrobić ze mną co zechcesz, skarbie. Tylko bez trwałych uszkodzeń.
Sunami popatrzyła na niego z udawanym zniecierpliwieniem, ale potem uśmiechnęła się lekko. Odwróciła się i usiadła na głazie, na którym kiedyś mieli zwyczaj odpoczywać po treningach. Kenzou po chwili wahania usiadł obok, chociaż pamiętał o zachowaniu kilkunastocentymetrowej odległości, by jej nie dotykać.
- Nie możesz wiecznie mnie unikać – zauważył.
- Czego właściwie ode mnie oczekujesz? – odezwała się Su, zwracając ku niemu wzrok.
Zawsze zadawała trudne pytania wprost.
- Wiem, że masz prawo się złościć – odpowiedział wymijająco.
Sunami potrząsnęła głową.
- Nie złoszczę się.
- Nie? Dla mnie to wygląda inaczej.
- Jestem rozczarowana.
Kenzou zawahał się zanim jej na to odpowiedział.
- Wiem, że oczekujesz szczerości, ale to nie zawsze jest wykonalne. Nie mogłem ci powiedzieć o moich planach, storpedowałabyś je.
- Oczywiście – odparła dziewczyna wprost. – Nie podważam twojej taktyki. To twój wybór. Takiego dokonałeś, więc ponosisz jego konsekwencje. Wykazałeś się odwagą, temu nie można zaprzeczyć.
Przypatrywał jej się uważnie, próbując uchwycić, co chodzi jej po głowie. Kiedy zadał jej pytanie, odwróciła wzrok i zawahała się, jakby trudno było jej ująć odpowiedź w słowa.
- A więc czym cię rozczarowałem?
- Wracasz tutaj po dwóch latach – zaczęła – i spodziewasz się, że będę pod wrażeniem twojego poświęcenia. Uważasz, że ja, osobiście, powinnam być poruszona tym co zrobiłeś.
Spojrzała na niego przenikliwie, jakby to był zarzut. Chciała upewnić się, że nie będzie ściemniać z odpowiedzią, ale on i tak nie miał intencji niczego taić.
- Zrobiłem to dla ciebie.
Twarz Sunami stężała w napięciu. Nie było już na niej śladu rozbawienia.
Spodziewał się, że wytoczy teraz przeciw niemu najpoważniejsze zarzuty – że poświęcił dwie osoby po to, żeby opracować dla niej strategię treningu – ale w tym momencie mu tego nie wytknęła.
- To znaczy co? Sprecyzuj. Wymknąłeś się z wioski dla mnie? Przyłączyłeś się do wroga.
- Znalazłem twoje plemię. Zebrałem informacje. Zdobyłem wiedzę, której potrzebujesz, żeby zapanować nad twoim darem.
Sunami skrzywiła się lekko, gdy nazwał darem umiejętności, które ona uważała za przekleństwo. Ale nie skomentowała tego.
- Po to, żebym była lepszą kunoichi? Czy po to, żebym była tobie wdzięczna, za to, że ryzykujesz dla mnie życie? – zapytała.
Kenzou nie spodziewał się, że zarzuci mu wprost manipulację – a może raczej próbę szantażu. Ale nie pozwolił się zbić z tropu.
- Nie, Su. Nie jestem głupi. Tylko idioci powtarzają wciąż to samo działanie i oczekują innego efektu.
Dziewczyna popatrzyła na niego oczami zwężonymi z irytacji. Kenzou nie czekał, aż coś odpowie.
- Nie oczekuję, że zrobi to na tobie wrażenie. Nieważne ile ryzykowałem, to nigdy nie wystarczało.

***********************************
Plac treningowy na obrzeżach Sunagakure, około cztery lata wcześniej, dzień po porwaniu Piątego Kazekage

- Jak to, będziecie bronić granic?
Kenzou wolałby nie patrzeć na zszokowany wyraz jej twarzy. Sunami sprawiała wrażenie jakby nie rozumiała, co tak naprawdę się dzieje. Nie chciał być tym, kto jej to uświadomi.
Jednak bardzo trudno było cokolwiek przed nią zataić. Dopiero starał się tego nauczyć – jak oscylować na granicy półprawdy, by nie wykryła kłamstwa. Niemożliwością było ją oszukać, gdy drążyła temat.
- Takie są rozkazy rady, Su. Starszyzna przyjmuje najrozsądniejszą strategię w tej sytuacji.
Wbrew temu, czego oczekiwał, nie wybuchła złością. Popatrzyła na niego przenikliwie.
- Bzdura. Starszyzna przyjmuje najlepszą dla siebie strategię, bo boją się o własne głowy. – Zamilkła na chwilę, po czym dodała z widoczną goryczą: - Tyle gadania o kodeksie i zasadach, ale jak przyjdzie co do czego każdy patrzy tylko na to, by utrzymać się na stołku.
Spodziewał się jakiejś dłuższej tyrady na temat kiepsko sprawowanej władzy w Sunagakure, ale Sunami sprawiała wrażenie, jakby nie miała nic więcej do powiedzenia. Odwróciła się do niego plecami. Zastąpił jej drogę i złapał ją za ramiona.
- Dokąd się wybierasz?
Cofnęła się gwałtownie, odpychając go od siebie. Kenzou cały czas był zdumiony jej spokojnym zachowaniem.
Sunami prawdopodobnie nie zdawała sobie z tego sprawy, ale emanowała silnymi emocjami. Zdarzało się to niezmiernie rzadko, jednak w skrajnych sytuacjach nie tylko odbierała bodźce, lecz także je wysyłała. Kenzou czuł jej lęk i rozpacz i było to dla niego nie do zniesienia.
- Odmawiam wykonywania rozkazów tej bandy tchórzy – odparła.
Poczuł wściekłość na jej zacietrzewienie i upór. Także na to, że wydawała się zupełnie pewna swoich racji, podczas gdy on nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Czego powinien słuchać – rozsądku czy poczucia obowiązku. Czy może kierować się tym, co było opłacalne dla niego. Ochrona Kazekage nie leżała w jego interesie.
- Ta banda tchórzy nie bez powodu sprawuje władzę – wycedził przez zęby. – Czy ci się to podoba czy nie, trudniej jest odbudować wioskę niż ratować jednego człowieka. To dlatego wioski shinobi trwają, a ludzie na wysokich stanowiskach... – Przerwał, widząc jak zbladła.
To był jego najpoważniejszy problem – nawet gdy świadomie chciał sprawić jej przykrość, nie potrafił spokojnie się przyglądać, jak cierpi.
- Zostań na miejscu, wykonuj rozkazy. Zajmę się tym – powiedział, choć bardzo dobrze wiedział, że pożałuje tej decyzji.
- To znaczy co zrobisz? – odparła Sunami podejrzliwie.
- Zajmę się tym, masz moje słowo – odpowiedział wymijająco. – Potrzebuję godziny, żeby zmobilizować chłopaków. Ale nic za darmo. – Podszedł bliżej. - Bez względu na powodzenie akcji, weźmiesz się za poważne treningi. Przystąpisz do egzaminu na juunina i zdasz go – powiedział z naciskiem. Sunami pokiwała głową. - Zdasz, nawet jeśli będziesz musiała zabić.
Przygryzła nerwowo wargi, ale kolejny raz skinęła głową. Był pewny, że się zgodzi.

***

- Uważasz, że cię wykorzystywałam? Przykro mi – odpowiedziała Sunami. – Byłam naiwnym dzieciakiem, dzisiaj działałabym inaczej.
Kenzou prychnął z lekceważeniem.
- Nie wątpię.
Złościło ją jego zachowanie. Wiedziała, że nie była wobec niego fair – ale on wobec niej także. Nie chciała teraz dochodzić do tego, kto ma większe prawo do pretensji.
Tak naprawdę, to już było bez znaczenia.
Zeskoczyła z głazu, chcąc mieć dla siebie więcej przestrzeni. Kenzou zrobił to samo i stanął naprzeciw niej.
- Odłóżmy na bok inne sprawy, to wszystko może poczekać. Teraz ważniejsze jest, żebyś zajęła się rozwojem umiejętności, które mogą ci być potrzebne. Pomogę ci.
Sunami zdecydowanie potrząsnęła głową.
- Nie ma mowy. Nie będę korzystać z twojej wiedzy.
- Dlaczego nie? – spytał Kenzou, widocznie zniecierpliwiony.
Zmusił ją do tego.
- Bo zebrałeś te informacje zabijając ludzi!
Kenzou w ogóle nie był zaskoczony, że wykrzyczała mu to w twarz.
- Tak. Ale ty możesz o tym zapomnieć, to nie jest twój problem.
Przez chwilę nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Potrząsnęła głową z niedowierzaniem.
- Oczywiście, że jest. A już na pewno byłby, gdybym to tak po prostu... zaakceptowała.
Kenzou patrzył na nią przez chwilę w milczeniu. Czuła, że się uspokoił. A jednak narastała w nim irytacja.
- To jest to, co robimy, Su. Zabijamy, czasem tylko po to, żeby uzyskać informacje. Na tym polega praca shinobi. Chyba nie zamierzasz mi tego do końca życia wypominać.
Sunami przymknęła oczy. Pewne rzeczy należało jasno powiedzieć, wiedziała to. Lepiej teraz niż później.
Spojrzała wprost na Kenzou.
- Nie będę ci niczego wypominać. Żyj według własnych zasad... Ja będę żyć według moich.
Chłopak zmrużył oczy, patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Rzucasz mnie.
- To ty mnie rzuciłeś, dwa lata temu – odpowiedziała przytomnie.
Kenzou zacisnął szczęki.
- Bzdura. Nigdy nie byłaś moja.
- A więc jednak. Miałam być, po twoim powrocie? Spodziewałeś się, że rzucę ci się na szyję, bo...
Kenzou wyciągnął rękę przed siebie, uciszając ją gestem.
- Spodziewałem się, że mnie dostrzeżesz. To coś innego.
Sunami milczała. Nie wiedziała, co miałaby na to odpowiedzieć.
W tej chwili chciała tylko, żeby Kenzou zostawił ją w spokoju, ale on drążył temat.
- Więc mówisz mi, że nie mam już u ciebie szans. Powiedz mi przynajmniej, dlaczego?
- Powinieneś to wiedzieć. Nie możesz mieć oczekiwań, po tym wszystkim, co zrobiłeś.
- Masz na myśli dwa niezawinione życia, które odebrałem? – Gdy to mówił, w jego głosie brzmiała wyraźna kpina. – Jesteś hipokrytką.
Sunami nie miała ochoty dyskutować z nim na ten temat. Odwróciła się, ale Kenzou złapał ją za przedramię i zwrócił twarzą do siebie.
- Porozmawiajmy o tym, Su. Dlaczego twoje wysokie zasady moralne nie obowiązują wszystkich? – Zbliżył usta do jej twarzy i dodał ciszej: - Kazekage, którego tak podziwiasz, zabił więcej ludzi niż ja choćby zraniłem. Tylko dla zaspokojenia żądzy krwi.
Sunami zacisnęła ze złości zęby. Chciała go odepchnąć, jednak mocno zaciskał rękę na jej przedramieniu.
- Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
- Nie? Psychopatów obowiązują inne zasady? – zapytał, rzucając jej wyzywające spojrzenie. – To nie ja, lecz Sabaku no Gaara jest bezwzględnym mordercą.
Zdawała sobie sprawę, że sprawi mu ból, ale przez chwilę w ogóle jej to nie obchodziło. Wolną, lewą dłonią złapała go za nadgarstek. Czuła, jak czakra przepływa jej przez palce. Kenzou syknął i rozluźnił uścisk. Wyrwała się wtedy i odepchnęła go.
Nie zrobiła tego dlatego, że chciała, tylko dlatego, że potrzebowała zewnętrznego bodźca do przerwania przepływu czakry. Nie potrafiła zatrzymać transmisji siłą woli.
Drugą strasznie uciążliwą cechą jej umiejętności była konieczność natychmiastowego wykorzystania pozyskanej energii. Skierowała strumień czakry w stronę głazu, na którym jeszcze przed chwilą siedzieli. Energia wniknęła w niego, powodując cienkie pęknięcie na powierzchni.
Odwróciła się do Kenzou. Chłopak, osłabiony utratą czakry zachwiał się i prawie upadł, gdy go odepchnęła, ale teraz wyprostował się i postąpił krok w jej stronę. Sunami zdała sobie sprawę, że wcale nie zamierza się od niej odczepić.
- Nie wystraszysz mnie, Su. Chcę odpowiedzi.
Ogarnęła ją panika, bo zdała sobie sprawę, że ktoś z tej potyczki słownej może wyjść poszkodowany. Nie chciała walczyć z Kenzou, tym bardziej nie chciała wysłuchiwać obelg pod adresem Gaary. Już raz straciła nad sobą panowanie.
Jednak Kenzou nie podszedł bliżej, bo nagle zachwiał się i upadł na kolana. Wyglądało to, jakby ziemia osunęła mu się spod nóg. Sunami dostrzegła drobne cząsteczki piasku, które błyskawicznie oplotły jego nogi, nie pozwalając mu się ruszyć z miejsca.
Dokładnie wiedziała, gdzie powinna spojrzeć. Gaara stał jakieś dwa metry za nią, ale wydawało się, że jej nie dostrzega. Utkwił w Kenzou zimne spojrzenie.
Sunami nie miała pojęcia, co powinna zrobić lub powiedzieć. Oderwała wzrok od Gaary i obejrzała się. Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że piasek pokrywał grubą warstwą prawie całe ciało Kenzou, aż do ramion.
Wydała z siebie zduszony okrzyk, gdy przypomniała sobie, co Temari mówiła o piaskowej trumnie.
Nie zdawała sobie sprawy, że piasek, jako broń, może działać tak szybko. O zdolnościach Gaary do kontrolowania piasku opowiadano legendy, Sunami zdawała sobie sprawę, że widziała niewielki ułamek jego umiejętności. Technik było wiele, ale wśród nich znajdowała się ta, o której ludzie w wiosce nie ważyli się wspominać. Technika, która błyskawicznie unieruchamiała ofiarę i czyniła ją niezdolną do obrony przed nieuchronnym. Ogarnęło ją paraliżujące przekonanie, że zanim zdąży cokolwiek zrobić lub powiedzieć, Kenzou będzie martwy.
Wtedy, zupełnie nagle, cała warstwa piasku okrywająca ciało Kenzou oderwała się i opadła na ziemię. Chłopak wstał na równe nogi, choć miała wrażenie, że kosztowało go to wiele wysiłku. Mimo to zwrócił się do Gaary, skłaniając głowę zgodnie z wymogami etykiety.
- Lordzie Kazekage – odezwał się ze sztuczną uprzejmością.
- Następnym razem cię zabiję.
Odwróciła się do Gaary, ale on nawet na nią nie spojrzał. Oddalił się w kierunku wioski, tak szybko, że nawet nie zdołała podjąć decyzji, co powinna zrobić.
Popatrzyła z pretensją na Kenzou. On, mimo przerażenia, wydawał się usatysfakcjonowany.
- O tym właśnie mówiłem, Su. O instynkcie zabijania.

5 komentarzy:

  1. Awww no nie mogę się doczekać jak rozwikła się sprawa Gaary z Su :D Kankuro do dzieła! Pokaż dzieciakom jak trzeba ze sobą rozmawiać :P
    A co do samego Kankuro... widzę, że sielanka trwa i dzieci w planach :D
    Super opis konfrontacji Gaara - Kenzou, ale kurczę jak tak mógł ją zostawić z nim samą znowu? O.o
    Hmmm czyżby jest szansa na rozdział 27 już dzisiaj? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, poniedziałek to kiepski dzień na zamieszczanie rozdziałów. Może piątek? Może parę zdań dopieszczę ;
      Zgadzam się, głupio zrobił, że ją zostawił :P Ale wydaje mi się to najlogiczniejsze, musi chłopak ochłonąć :P

      Usuń
  2. Witam i o zdrowie pytam :D
    Kurczę mnie też ciekawi jak się potoczą losy Gaary i Sunami <3
    Kankuro mnie u ciebie zawsze rozwalam i tylko jedno mu w głowie... Gaara <3 Wstawiaj szybko kolejny rozdział ! : D Czekam niecierpliwie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam również, ja (już) zdrowa, mam nadzieję, że Ty także :D
      Finałowy rozdział powinien być wyczekiwany, tak więc wiesz... będzie szybko, ale nie za bardzo :D

      Usuń
  3. Szczerze liczyłam, że dokończysz rozmowe Kankuro z Gaarą. Chciałabym przeczytać o reakcji Gaary na wytłumaczenie haremu :D

    Kenzo najeżdża na Gaare?! Zginie z rąk fanek Gaary szybciej niż myśli ;p

    Czekam na next'a. Weny! ;*

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)