piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 23.


Kankuro po wieczornych przesłuchaniach Shihary i Azawy, które przeciągnęły się do późnej nocy, wrócił do domu nad ranem. Nawet nie zażył porządnej dawki snu, bo musiał wracać do pracy.
Zeznania obu mężczyzn dostarczyły ogromnych rewelacji. Kankuro nie był stuprocentowo pewny, czy można wierzyć w wersję Shihary, ale jeśli facet mówi prawdę – to oznacza ogromny przełom i znacznie szybsze rozbicie struktur Piratów Pustyni niż ktokolwiek mógł się spodziewać.
Wszystko wyjaśni się dzisiaj, podczas przesłuchania z udziałem Ino i Sunami. Kankuro normalnie byłby rozczarowany, że jego zwykłe metody wydobywania informacji będą bezużyteczne, podobnie jak jego zabawki – mimo wszystko to nie zaprzątało jego myśli. Z dwiema kobietami o ponadprzeciętnych zdolnościach przesłuchanie też może przybrać ciekawy obrót.
Mogłoby się wydawać, że dwie specjalistki od badania umysłów to za dużo. Był to rodzaj kompromisu – Gaara wyznaczył do tego zadania Ino, ale Kankuro koniecznie chciał zaangażować Sunami. Skoro miała pracować w jego zespole, musiał przetestować jej umiejętności i teraz nadarzała się idealna okazja.
Uzgodnili więc, że Ino będzie tylko asystować, choć Gaara na początku był bardzo sceptyczny wobec tego pomysłu. Kankuro był jednak zmuszony upierać się przy swoim, więc w końcu się dogadali – choć cała dyskusja nie przebiegała w przyjaznej atmosferze.
Gaara miał pełne prawo nadzorować pracę każdego z dowódców i często to robił. Jednak Kankuro zawsze cieszył się daleko idącą swobodą. Dlatego zaskoczyło go, że Gaara przydzielając do jego zespołu telepatkę zażądał, żeby konsultować z nim każdą przydzieloną jej misję. No i już przy pierwszym wybranym zadaniu miał zastrzeżenia.
To była intrygująca sprawa, warta bliższego zbadania, gdy tylko będzie na to trochę czasu. Kankuro wiedział, że przez najbliższe kilka dni będzie miał pełne ręce roboty i nie znajdzie sposobności, by podzielić uwagę na coś innego niż najważniejsze obowiązki.
Z informacjami uzyskanymi od Shihary, w najbliższym czasie czekały go emocjonujące rajdy na pustynię, by w końcu wykurzyć rebeliantów z ich kryjówek. Jednak zanim to nastąpi, czekał go bardzo długi dzień – jedno przesłuchanie za drugim i kilka tajnych narad. Nie liczył na to, że będzie mógł wyjść z siedziby administracyjnej przed nocą.
Przynajmniej jego nieoceniona żona zadbała, żeby nie groziła mu śmierć głodowa.
- Nie wiem, czy będę mieć czas to wszystko zjeść – powiedział, odkładając podaną mu torebkę z bento na bok. Musiał mieć wolne ręce, by móc objąć kobietę, która co rano wstawała by zrobić mu śniadanie, niezależnie od tego, jak wcześnie zaczynał pracę.
- Będziesz musiał znaleźć czas przed południem, potem przyniosę ci obiad – odpowiedziała Michiru.
- Nie musisz się fatygować – odpowiedział, obejmując ją w pasie i przyciągając bliżej.
Wizja zobaczenia jej choć na chwilę w ciągu dnia była kusząca, ale siedziba administracyjna była położona daleko od ich domu – świadomie wybrał kiedyś taką lokalizację, bo wolał mieszkać na obrzeżach niż w centrum wioski. Jednak przekonał się, że nawet najlepsze rozwiązanie z czasem okazuje się wadliwe.
W siedzibie serwowano całkiem niezłe obiady, chociaż nie miały one żadnego porównania z rarytasami, które przyrządzała Michiru.
- Proszę, chcę cię dzisiaj zobaczyć choć przez chwilę. Nie będę przeszkadzać.
Na ogół na nic nie nalegała, tym bardziej nie mógł jej odmówić.
Właściwie, z każdym dniem czuł coraz bardziej, że nie mógłby odmówić jej niczego.

***
Kankuro spojrzał przez szklaną szybę na Shiharę siedzącego przy stole w sąsiednim pomieszczeniu. Potem przeniósł wzrok na Sunami, która z jakiegoś powodu zwlekała z odpowiedzią na zadane przez Gaarę pytanie.
- Tak, mówi prawdę. Nie wydaje mi się, by cokolwiek zataił.
- Nie wydaje ci się? – powtórzył Gaara zniecierpliwionym tonem.
Sunami popatrzyła na niego z konsternacją.
- O ile nie znalazł jakiegoś sposobu, żeby mnie oszukać, mówi prawdę.
Kankuro prychnął ze zniecierpliwieniem. Nie pojmował, na czym polega ich problem.
Jego zdaniem, wszystko układało się nadzwyczaj pomyślnie. Shihara podał im terrorystów na tacy. Znał ich położenie, najbliższe plany, system maskowania siedzib. Znał ich metody walki. Był wtajemniczony w szczegóły prowadzonych przez nich eksperymentów na ludziach i pomieszał im szyki. Trzeba było przyznać, że wykonał kawał dobrej roboty.
Oczywiście, to że działał na własną rękę nie konsultując się z nikim, znacznie go obciążało. Pobudki, dla których opuścił po wojnie wioskę – mówiąc wprost, zdezerterował – też stawiały go w złym świetle, bo to była zwykła prywata. Takie rzeczy nie uchodzą płazem, zwłaszcza w Sunagakure. Ale wykradając wyniki badań i wchodząc w posiadanie ważnej strategicznej wiedzy, Kenzo zapewnił sobie mocne punkty przetargowe i z pewnością z czasem wróci do łask starszyzny.
Gaara to co innego. On zawsze darzył Shiharę antypatią.
- Czy tylko ja dostrzegam jasne strony sytuacji? – postanowił zapytać na głos, ale nie doczekał się odpowiedzi. Postanowił skierować rozmowę na bardziej konkretne tory. – Więc co teraz, na razie odstawić Shiharę do aresztu?
Oczekiwał odpowiedzi od Gaary, ale niespodziewanie Sunami się wtrąciła.
- W tych okolicznościach, skoro zarzuty wobec niego... będą mniej poważne, czy może przyjmować wizyty? Jego matka chciałaby się z nim zobaczyć.
To było bezczelne pytanie i Kankuro wcale nie był zdziwiony reakcją Gaary, który nie ukrywał irytacji.
- Do czasu oficjalnego wycofania zarzutów o zdradę stanu, oskarżony nie przyjmuje żadnych prywatnych wizyt. Nie będzie żadnej taryfy ulgowej.
- Ale... – Sunami próbowała polemizować. Dla Kankuro to było szokujące, bo decyzji Gaary nikt nie podważał, nawet on nie próbowałby tego robić. Dziewczyna nie na darmo miała opinię najbardziej niepokornej kunoichi w wiosce.
- Nie dyskutuj ze mną – uciął Gaara. – Chciałaś prawdziwej pracy, więc się nią zajmij. Do południa chcę mieć szczegółową mapę z kryjówkami terrorystów na pustyni. – Wtedy przeniósł spojrzenie na Kankuro. – Zmobilizuj grupy szturmowe, do wieczora wszyscy mają być gotowi do działania.
No i bardzo dobrze, że działania zaczną od razu. Kankuro od dawna miał poczucie, że zbyt długo tkwili w miejscu.

***
Gaara układał plan ataku na rozsiane na pustyni kryjówki terrorystów i, jak zwykle w takich sytuacjach, żałował, że jego powinnością jest sterowanie wszystkim z wioski.
Żałował bardziej niż zwykle. Miał wyjątkową ochotę zrobić z kogoś miazgę.
Niestety, Kenzo Shihara był nie do ruszenia. Miał zbyt wiele cennych informacji i – jak zwykle – grono obrońców w radzie. Dysponował wiedzą na temat planów utworzenia armii z ludzi o prawie nieograniczonych zasobach czakry – i Sunagakure nie mogła zlekceważyć tej wiedzy, chociaż nie można jej było również wykorzystać. Zawsze lepiej jest wiedzieć, co jest do odkrycia, na wypadek gdyby ktoś z zewnątrz chciał się tym posłużyć.
Jednocześnie informacje, które zdobył Shihara, nie były bezużyteczne. Facet prowadził badania, żeby odkryć możliwości Ązurów w manipulowaniu czakrą, więc wiedza, którą zdobył, mogła przynajmniej pomóc Sunami.
Z pewnej perspektywy, osiągnięcia Shihary były imponujące. Azurowie byli hermetyczną grupą plemion, o których umiejętnościach niewiele było wiadomo. Poza tym, że mają zdolności telepatyczne, a niektóre grupy mogą dysponować jeszcze innymi zdolnościami – niewiele było wiadomo. Nikomu nie przyszło do głowy, że Azurowie mogą mieć jakiekolwiek znaczące zdolności manipulowania czakrą. Uważano, że tego w najmniejszym stopniu nie potrafią i dlatego ich pozycja względem shinobi jest przegrana.
Sunami nigdy o tym nie wspomniała. Nie zdradziła, że przywódcy plemion potrafią czerpać energię z natury i przetwarzać ją na własną. Nie zdradziła, że podczas egzaminu na jounina wykorzystała energię przeciwnika, żeby go pokonać. Nie zdradziła, że powodem, dla którego tak się wzbrania przed zaawansowanymi technikami jest brak umiejętności kontroli nad tym z kogo – i do jakiego stopnia – wysysa energię.
Gaara byłby zadowolony mogąc sobie wmówić, że brak szczerości z jej strony przeszkadza mu tylko dlatego, że miała obowiązek poinformować o wszystkim dowódcę. W rzeczywistości, nie miała takiego obowiązku. Wywiązywała się ze zobowiązań wobec wioski i nie musiała nikogo informować, jakich technik mogła się nauczyć. Manipulacja czakrą nie była jej potrzebna do wywiązywania się z wyznaczonych zadań.
Gaara próbował skoncentrować się na tej kwestii – że Sunami nie popełniła żadnego wykroczenia i jej lojalność wobec Sunagakure nadal nie budzi zastrzeżeń. Jednak nie sposób było zapomnieć o urażonej dumie.
Prawdopodobnie jej nieszczerość nie obchodziłaby go tak bardzo, gdyby nie fakt, że Kenzo – w odróżnieniu od niego – wszystko wiedział.
Shihara był prawdopodobnie jedyną osobą w osadzie, która od zawsze działała Gaarze na nerwy i budziła w nim silne negatywne uczucia. Do tego stopnia, że czasami zastanawiał się nad wysłaniem go na jakąś straceńczą misję, z której nie miałby prawa wrócić.
Oczywiście nigdy tego nie zrealizował. Shihara był wartościowym żołnierzem, na dodatek naukowcem, a tacy ludzie stanowili cenne zasoby dla wioski. Tak się składało, że mimo tych pozytywnych cech był również hardy, przekonany o własnej nieomylności i niepokorny. Jednym słowem – problematyczny. Ale to nie był powód, dla którego Gaara go nienawidził i najchętniej widziałby go martwym.
Powodem jego niesłabnącej niechęci była nieznośna, nie dająca się podważyć świadomość, że Shihara moralnie jest znacznie wyżej od niego. Nawet gdyby zdradził osadę z jak najgorszymi intencjami, nie był socjopatycznym mordercą. Prawdopodobnie była mu obca myśl o pozbawieniu kogoś życia tylko po to, by zaspokoić mordercze instynkty.
W głowie Gaary ta myśl przewijała się dzisiaj przez cały dzień, od momentu, gdy zobaczył, w jaki sposób Shihara patrzył na Sunami. To także wywołało w nim zrozumiały gniew – już raz mu ją odebrał i wrócił, by zrobić to ponownie.
Jednak prawda była taka, że nie można odebrać komuś czegoś, co do niego nie należy.

***
Sunami sądziła, że najgorszym co przytrafi jej się w najbliższych dniach, jest konieczność trenowania z Temari. Od momentu, gdy przegrała z Gaarą zastanawiała się, jaką przyjąć strategię, żeby wyglądało jakby przykładała się do treningów, jednocześnie nie robiąc Temari krzywdy.
Sunami nie była pewna, jak Gaara zareagowałby gdyby wiedział, że potrafi czerpać czakrę z otoczenia. Mogła jednak zakładać, że podobnie jak Kenzo, który uważał, że takie umiejętnośći trzeba rozwijać, nawet ryzykując życiem przypadkowych ofiar.
Z jakiegoś powodu zdolność do pozyskiwania czakry z zewnętrznych źródeł była wysoko ceniona wśród shinobi. Sunami wiele słyszała o trybie mędrca, o legendarnym sanninie i o zdolnościach Naruto Uzumakiego do czerpania czakry z natury. Podobno czyniło go to kimś wyjątkowym, podobno takie umiejętności chcieliby mieć wszyscy. Dla Sunami było to niezrozumiałe, bo wykorzystywanie obcej energii dla własnych celów wydawało się gwałtem na prawach natury.
Co gorsza, ona w przeciwieństwie do Uzumakiego nie pozyskiwała energii w wyniku medytacji, nie potrzebowała do tego przygotowań, ale również nie potrafiła tego kontrolować. Próbując wykonać jakąkolwiek technikę wymagającą większej ilości czakry wysysała ją z najbliższego silnego źródła. Zwykle oznaczało to człowieka. I potencjalnie mogło skończyć się źle, jak na egzaminie na jounina, gdy niemal zabiła przeciwnika nawet nie mając takiej intencji.
Kenzo był podekscytowany zdolnością Azurów do czerpania czakry z otoczenia, jakby to była cenna umiejętność. Ją te zdolności napawały obrzydzeniem, bo opierały się na pasożytnictwie.
Może powinna przedstawić Gaarze problem z kontrolą czakry, bo wtedy nie kazałby jej trenować z Temari. Jednak ona nie chciała wciągać w to osób trzecich, a z Temari miała szansę się jakoś dogadać. Ona przynajmniej by jej nie wsypała.
Teraz ta sprawa zeszła na dalszy plan, bo po pojawieniu się Kenzo w wiosce i uzyskaniu od niego informacji o obozowiskach rebeliantów wszyscy zostali postawieni w stan najwyższej gotowości. Nie było czasu na trening. Powinno jej to być na rękę, lecz było odwrotnie.
Wcześniej sądziła, że powrót Kenzo do Sunagakure nie będzie mieć dla niej znaczenia. Obojętnie jak on miał zostać potraktowany, wydawało jej się, ze na jej życie to nie będzie miało wpływu.
Bardzo się myliła. Powrót Kenzo do osady zmieniał wszystko. Wbrew oczekiwaniom, on nie miał być teraz osądzony jako zdrajca. W rzeczywistości przysłużył się Sunagakure uzyskując cenne informacje i, jeśli uda się rozbić struktury organizacyjne Piratów, jego zasługi będą ważniejsze niż metody, którymi się posłużył.
Sunami z jednej strony cieszyła się z takiego obrotu sprawy. Kenzo nie zdradził, nie knuł przeciw własnej społeczności i nie spotka go surowa kara. Cieszyło ją to ze względu na niego i ze względu na jego matkę, która była na tyle zdesperowana, by się do niej zwrócić.
Pani Shihara nigdy jej nie lubiła, a po ucieczce Kenzo z wioski konsekwentnie ją ignorowała, odwracając wzrok w przeciwnym kierunku jeśli ją spotkała. Sunami nawet nie miała o to do niej żalu. Widziała złamaną życiem kobietę, która w kilka tygodni straciła trzech synów, i nie czuła wobec niej nic poza współczuciem.
Teraz, kiedy Kenzo się pojawił i ujawnił rzeczywiste motywy dezercji, pierwszym o czym Sunami pomyślała, była właśnie jego matka i co dla niej oznaczał jego powrót – nie w roli zdrajcy, ale kogoś, kto ryzykował życiem, żeby zdobyć ważne informacje. Masako Shihara znowu będzie mogła dumnie unieść głowę, bo nie była matką zdrajcy, za którą wszyscy ją uważali.
Sunami miała ochotę powiedzieć jej, że sytuacja się zmieniła, lecz oczywiście nie mogła tego zrobić, bo wyniki przesłuchania były tajne. Na tę chwilę Kenzo był jeszcze uważany za zdrajcę i przez kilka najbliższych dni będzie miał status podejrzanego – dopóki nie okaże się, na ile przydatne są przekazane przez niego informacje.
Kenzo zasłużył sobie na te kilka dni w areszcie, co do tego nie było wątpliwości. Sunami była nawet zdania, że powinien dostać od kogoś solidne manto. Nie za samowolne działania, ale za ignorancję – bo jego zachowanie po powrocie dobitnie świadczyło, że nie zdaje sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządził swojej matce.
Pani Shihara była wdową po zasłużonym wojowniku, więc była darzona estymą, a jednak była też obiektem krzywych spojrzeń. Ucieczka Kenzo musiała mocno nadszarpnąć jej pozycję w osadzie skoro zamiast skorzystać ze swoich – teoretycznie silnych – wpływów u starszyzny – przyszła do Sunami, żeby zapytać o możliwość zobaczenia się z synem.
Kobieta musiała być rzeczywiście zdesperowana skoro zignorowała osobistą niechęć i przyszła do niej tylko dlatego, że pracowała przy przesłuchaniach. Sunami była głęboko wstrząśnięta zmianą, jaka zaszła w tej dumnej kiedyś kobiecie i szczerze chciała jej pomóc.
Oczywiście, od początku spodziewała się, że sprawa jest przegrana i nie zdziwiło jej, że Gaara tak stanowczo odrzucił prośbę Masako o widzenie z synem.
Pani Shihara lepiej by zrobiła gdyby zwróciła się z tym do niego osobiście. Sunami nie miała wątpliwości, że Gaara nie pozostałby obojętny na prośbę zrozpaczonej matki. Jednak wyglądało na to, że matka Kenzo teraz nie jest już mile widziana w siedzibie administracji osady.
Szacunek i uznanie trudno zdobyć, za to bardzo łatwo stracić.
Kenzo także wkrótce się o tym przekona i być może wtedy ta irytująca pewność siebie spełznie z jego twarzy. Być może, gdy przekona się, że odzyskanie szacunku w spoleczeństwie jest znacznie trudniejsze niż oczyszczenie się z oficjalnych zarzutów o zdradę, zrozumie, że głupotą było działać na własną rękę nie konsultując się z nikim. Z założeniem, że nagle wszyscy będą postrzegać go jak bohatera.
Nie będą, a już na pewno nie od razu. Sunami była pewna, że dawni towarzysze broni będą teraz traktować Kenzo podejrzliwie, i to nawet nie wiedząc, jakie intencje nim kierowały, gdy opuszczał wioskę. Gdyby wiedzieli, wyglądałoby to jeszcze gorzej. Ucieczka z wioski z prywatnych pobudek to jedna z najgorszych rzeczy, jakie może zrobić shinobi.
Co dziwne, Kenzo wydaje się być tego zupełnie nieświadomy. On chyba naprawdę spodziewał się uznania – ze strony dowódców i od niej osobiście.
Ona jednak czuła wobec niego głównie złość. Nawet większą niż wtedy gdy sądziła, że uciekł z wioski zupełnie ją lekceważąc, zostawiając ją samą.
Teraz wrócił, żeby poinformować, że oddalając się z wioski na pustynię miał początkowo tylko jeden cel – odkryć w jaki sposób Azurowie czerpią energię z natury i jak można to kontrolować. Nie ukrywał, że na samym początku, zanim obmyślił plan storpedowania zamiarów terrorystów i wykradzenia wyników ich badań, chodziło tylko o to, żeby zdobyć informacje dla własnych celów. Zdobyć informacje dla niej, po to, żeby nauczyła się panować nad zdolnościami, których nawet nie chciała.
Chyba spodziewał się, że będzie mu za to wdzięczna, jednak ona nie potrafiła nawet spojrzeć na niego z sympatią. Nawet gdyby nie zabił dwojga ludzi, żeby osiągnąć cel; nawet, gdyby nie był teraz tak denerwująco arogancki - wciąż miałaby do niego żal. Nie o to, że uciekł, tylko o to, że wrócił.
Wrócił i ujawnił, że tak naprawdę ona była motywem jego działań, więc nawet nie wiedząc o niczym, stała się mimowolnie współodpowiedzialna za wszystko, co zrobił.
Jakby tego było mało, Kenzo opowiedział o jej zdolnościach do manipulowania czakrą. O zdolnościach, które starała się utrzymać w tajemnicy, bo wiedziała, że ujawnianie ich jest błędem. Nie chciała ich wykorzystywać do walki dla dobra wioski.
Teraz, gdy sprawa się wysypała, starszyzna i dowódcy z pewnością uznają, że się co do niej nie mylili – jest kłopotliwa, a jej lojalność wobec osady budzi wątpliwości. To nic nowego, ich zdanie ją niewiele obchodziło.
Jednak Gaara również tak pomyślał. Fakt, że zataiła przed nim informacje ważne dla osady sprawił, że w jego oczach stała się podejrzana. Sunami była przekonana, że to z tego powodu dzisiaj przez cały dzień Gaara traktował ją z dystansem. Miała przykre wrażenie, że zaczął postrzegać ją inaczej.
Zaczynała myśleć, że Kenzo wrócił do Sunagakure tylko po to, żeby zniszczyć jej życie.

***
Michiru cofnęła się, uciekając z zasięgu jego dłoni. Wcale nie miała ochoty uciekać. Ale przyszła do gabinetu Kankuro w określonym celu.
- Proszę, zjedz obiad dopóki całkiem nie wystygł. 
Kankuro wyglądał na zawiedzionego, jednak usiadł przy biurku, na którym przed chwilą postawiła pojemniki z jedzeniem. 
- Jeśli muszę. Mam bardzo krótką przerwę i, jeśli to zależałoby ode mnie, wolałbym schrupać ciebie - powiedział przyglądając jej się bez zażenowania.
Michiru pochyliła lekko głowę, żeby ukryć rumieniec na twarzy.
- Musisz jeść. I na chwilę oderwać się od pracy - powiedziała niepewnie.
Nie chciała, żeby zabrzmiało to jakby próbowała wydawać mu polecenia.
- W porządku. Ja będę jadł, a ty mów - odpowiedział Kankuro.
Michiru usiadła na krześle naprzeciw niego.
- Ale co mam mówić?
- Cokolwiek. Lubię słuchać twojego głosu - odpowiedział. Zawahał się, po czym dodał: - Możesz podzielić się ze mną plotkami. Czy odnoszę słuszne wrażenie, że twoja przyjaciółka ma słabość do mojego brata?
- Matsuri? - zapytała mimowolnie.
Kankuro popatrzył na nią z oczywistym rozbawieniem.
- O lekkiej obsesji Matsuri na punkcie Gaary wiedzą wszyscy w osadzie. Z wyjątkiem Gaary - sprecyzował. Widząc jej skonfundowane spojrzenie, dodał: - Nie, chodzi mi o Sunami.
Michiru stropiła się, co nie uszło uwagi Kankuro.
Nie od dzisiaj uważała, że jej mąż jest wyjątkowo spostrzegawczy, jak na mężczyznę.
- Coś jest na rzeczy, prawda? - ponaglił.
- Cóż, Sunami, ona... Tak, jestem przekonana, że coś jest na rzeczy, ale ona chyba uważa, że nie jest go warta. 
- Jakoś mnie to nie dziwi - odpowiedział Kankuro.
Michiru popatrzyła na niego podejrzliwie.
- Ty też tak uważasz?
- Nie. Uważam, że los bywa przewrotny do tego stopnia, że czasem nie sposób nie wierzyć w przeznaczenie - odpowiedział tajemniczo.
Michiru nie była pewna, co Kankuro ma na myśli, ale w oparciu o własne doświadczenia, nie mogła się z nim nie zgodzić.

***
Istniała jedna rzecz związana z urzędem Kazekage, której Gaara nienawidził bardziej niż papierologii.
Tą rzeczą była konieczność rozdzielania rodzin, wysyłania ludzi na pole bitwy, ze świadomością, że niektórzy z nich nie wrócą. Konieczność rozwiązywania problemów osady cudzymi rękami, sterując wszystkim zza biurka, tylko dlatego, że do tego zwykle sprowadza się rola dowódcy.
Tym razem też jego rolą było planowanie, ale do rozbicia obozów terrorystów na pustyni musiał posłużyć się innymi. Ludźmi, którzy wykonują misje, podczas gdy ich żony drżą z niepokoju o ich życie.
Teraz do grona wojowników obciążonych dodatkową odpowiedzialnością za rodzinę dołączył Kankuro.
Powierzanie mu najbardziej wymagających misji zawsze było oczywistością, ale teraz wydawało się niewłaściwe. Gaara nigdy nie miał aż takiej ochoty zamienić się z nim miejscami – tym bardziej, że teraz będąc na miejscu Kankuro miałby okazję do kilku uzasadnionych aktów przemocy, a przez ostatnie dwadzieściacztery godziny walczył z pragnieniem mordu.
Shihara budził w nim agresję, szczególnie wtedy, gdy znajdował się w zasięgu jego wzroku – sposób, w jaki patrzył na Sunami, był trudny do zniesienia. Gaara prawie żałował, że nie może go skazać za zdradę, ale z drugiej strony pozbawienie go życia cudzymi rękami nie przyniosłoby żadnej satysfakcji.
Nie mógł też wyzwać go na pojedynek, a to dlatego, że nie miał do tego podstaw – Shihara, jak zawsze, był tym, który działał ze szlachetnych pobudek. Zaryzykował wszystko dla kobiety – to było coś, na co Gaara nigdy nie mógłby sobie pozwolić. Jakkolwiek nienawidził tej świadomości, zdawał sobie sprawę, że Shihara znowu – i prawdopodobnie już na zawsze – był o krok przed nim. To on był osobą, której Sunami ufała – to jemu powiedziała o swoich problemach z panowaniem nad czakrą. Tylko jemu.
Gaara, chociaż bardzo chciał, nie mógł sobie wmówić, że to bez znaczenia. Do niego Sunami nie miała zaufania. Shihara znowu z nim wygrał.
Zabiłby go bez wahania, gdyby był cień szansy, że to rozwiąże problem. Nie był jednak tak naiwny, by na to liczyć. Prawie zawsze wygrywał w walce bezpośredniej, ale dziewczyny nie da się zdobyć przemocą. Trzeba reprezentować sobą coś więcej niż brutalną siłę i w tym tkwił problem.
Kankuro wyrwał go z zamyślenia.
- Czy ja dobrze słyszę? Dajesz mi wolne? – zapytał, wyglądając na zszokowanego.
Trochę przesadzał z reakcją.
- Nie. Przypominam, że masz zaległy urlop. Najlepiej odbierz go zaraz po powrocie z tej misji, bo spokój zyskamy prawdopodobnie tylko na jakiś czas.
Kankuro zignorował złowieszczą wymowę ostatniego zdania, nienaturalnie rozweselony.
- Odbiorę go, możesz być pewny. Jednak wracając do bardziej naglących spraw...
- Tak jak ustaliliśmy, twoja drużyna ruszy jutro z samego rana – odpowiedział Gaara.
Chociaż wszystko wydawało się jasne, Kankuro zmarszczył brwi, jakby zastanawiał się nad jakimś problemem.
- Jeden tropiciel mi nie wystarczy. Nie przy takim układzie sił.
Gaara pomyślał, że mógł się spodziewać podobnych wątpliwości. Jednak Kankuro doskonale wiedział, że w tej chwili w osadzie nie ma wystarczająco dużo tropicieli jak na tak poważną akcję. I był przyzwyczajony do radzenia sobie w nadzwyczajnych sytuacjach, do których należały braki kadrowe.
- Wiem, że bierzesz na siebie najtrudniejszy rejon, ale nie mogę ci przydzielić nikogo więcej. Inne drużyny też potrzebują tropicieli.
- W porządku. Wystarczy mi jedna osoba, ale tylko pod warunkiem, że to będzie Sunami – odpowiedział lalkarz ugodowo.
Kankuro wcześniej nie sprawiał wrażenia jakby chciał pracować z Sunami, raczej jakby pogodził się z koniecznością. I częściowo to było przyczyną zaskoczenia Gaary.
Jednocześnie ten pomysł wcale mu się nie podobał.
- Wiem, że zadanie jest niebezpieczne – powiedział Kankuro, zanim Gaara zdążył mu odpowiedzieć. - Ale Sunami odnajdzie się w tym terenie szybciej niż ktokolwiek inny, a tutaj czas gra kluczową rolę. Nie martw się, zaopiekuję się twoją damą jak własną.
- O czym ty mówisz, Kankuro?
Szatyn wyciągnął przed siebie ręce w obronnym geście.
- O niczym. Ja nic nie wiem. Co chciałem powiedzieć, to że tym razem nie będzie ofiar. Nie na drugiej linii frontu, masz moje słowo.
Gaara miał wrażenie, że Kankuro zwracał się do niego pobłażliwym tonem – jakby nagle przypomniał sobie, że jest starszy. Postanowił chwilowo to zignorować.
- Dobrze, Sunami może pracować w twojej drużynie.
Kankuro uśmiechnął się z zadowoleniem, zapominając o służbowym dystansie.
- Zadbam o nią, włos jej z głowy nie spadnie.
- Świetnie. Jednak, Kankuro...
- Tak? - Lalkarz spojrzał na niego pytająco.
- Nie wczuwaj się za bardzo w rolę. Jesteś żonaty.

################################
Będzie mi bardzo miło jeśli zdradzicie, co myślicie o rozdziale^^

9 komentarzy:

  1. Cudo *.* Ostatnie zdanie nie wiem czemu mnie rozbroiło xD Kanki miałby podrywać Sunami? Pff...
    Gaara zazdrosny, heh...
    Czekam na next'a i przesyłam dużo weny !:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesyłki z weną docierają, to dlatego mi się tak dobrze pisze :P

      Usuń
  2. Idk czemu, ale przy ostatnim zdaniu Gaary prawie wybuchłam śmiechem xD
    No bo... Kankuro i Suni? NOPE. Nigdy.
    Naaah... Niech Gaara zabije Kenzo albo sama to zrobię :-: Przez niego rozpada się Gaanami :<
    Czekam na następny rozdział i przesyłam tooony weno-żelek <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka miała być zabawna, cieszy mnie że się udało :P
      Kankuro i Sunami byliby absurdalną parką, ale... wiesz... Ponieważ Kank jest w tym opowiadaniu rasowym playboyem uważam, że obawy Gaary są uzasadnione :P

      Usuń
  3. Hmm czyżby dałoby się wyczuć "lekką" zazdrość Gaary? :P Awww cudownie ^^
    Końcówka rozbawiła mnie po całości, a czytając komentarze widzę, że nie tylko mnie :D
    No i jeszcze żeby nie pominąć Kankuro - jego relacje z Michiru rozkwitają ^^ <3
    Co do samego Kenzo... czuje, że namiesza i to ostro :P

    Widzę, że jest 100% rozdziału 24 i się ciesze bo pewnie już niedługo się pojawi :D

    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że zadrosny Gaara jest słodki, zwłaszcza gdy sam nie wie, że jest zazdrosny :P
      Tak, nowy rozdział wkrótce... Mam założenie, żeby najpierw chociaż zacząć 25. i nie powodować potem zbyt dużego przestoju :D

      Usuń
    2. Czekam cierpliwie :) :*

      Usuń
  4. hej dopiero trafiłam na to opowiadanie i jest świetne :)
    czekam cały czas na więcej
    Twoja nowa fanka,
    ps. czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa ;) miło widzieć nową duszę na pokładzie ;) w ten weekend
      dodam ch. 24.

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)