Kankuro po
wieczornych przesłuchaniach Shihary i Azawy, które przeciągnęły
się do późnej nocy, wrócił do domu nad ranem. Nawet nie zażył
porządnej dawki snu, bo musiał wracać do pracy.
Zeznania obu
mężczyzn dostarczyły ogromnych rewelacji. Kankuro nie był
stuprocentowo pewny, czy można wierzyć w wersję Shihary, ale jeśli facet mówi prawdę – to oznacza ogromny przełom i
znacznie szybsze rozbicie struktur Piratów Pustyni niż ktokolwiek
mógł się spodziewać.
Wszystko wyjaśni
się dzisiaj, podczas przesłuchania z udziałem Ino i Sunami.
Kankuro normalnie byłby rozczarowany, że jego zwykłe metody
wydobywania informacji będą bezużyteczne, podobnie jak jego
zabawki – mimo wszystko to nie zaprzątało jego myśli. Z dwiema
kobietami o ponadprzeciętnych zdolnościach przesłuchanie też może
przybrać ciekawy obrót.
Mogłoby się
wydawać, że dwie specjalistki od badania umysłów to za dużo. Był
to rodzaj kompromisu – Gaara wyznaczył do tego zadania Ino, ale
Kankuro koniecznie chciał zaangażować Sunami. Skoro miała
pracować w jego zespole, musiał przetestować jej umiejętności i
teraz nadarzała się idealna okazja.
Uzgodnili więc, że
Ino będzie tylko asystować, choć Gaara na początku był bardzo
sceptyczny wobec tego pomysłu. Kankuro był jednak zmuszony upierać
się przy swoim, więc w końcu się dogadali – choć cała
dyskusja nie przebiegała w przyjaznej atmosferze.
Gaara miał pełne
prawo nadzorować pracę każdego z dowódców i często to robił.
Jednak Kankuro zawsze cieszył się daleko idącą swobodą. Dlatego
zaskoczyło go, że Gaara przydzielając do jego zespołu telepatkę
zażądał, żeby konsultować z nim każdą przydzieloną jej misję.
No i już przy pierwszym wybranym zadaniu miał zastrzeżenia.
To była intrygująca
sprawa, warta bliższego zbadania, gdy tylko będzie na to trochę
czasu. Kankuro wiedział, że przez najbliższe kilka dni będzie
miał pełne ręce roboty i nie znajdzie sposobności, by podzielić
uwagę na coś innego niż najważniejsze obowiązki.
Z informacjami
uzyskanymi od Shihary, w najbliższym czasie czekały go emocjonujące
rajdy na pustynię, by w końcu wykurzyć rebeliantów z ich
kryjówek. Jednak zanim to nastąpi, czekał go bardzo długi dzień
– jedno przesłuchanie za drugim i kilka tajnych narad. Nie liczył
na to, że będzie mógł wyjść z siedziby administracyjnej przed
nocą.
Przynajmniej jego
nieoceniona żona zadbała, żeby nie groziła mu śmierć głodowa.
- Nie wiem, czy będę
mieć czas to wszystko zjeść – powiedział, odkładając podaną
mu torebkę z bento na bok. Musiał mieć wolne ręce, by móc objąć
kobietę, która co rano wstawała by zrobić mu śniadanie,
niezależnie od tego, jak wcześnie zaczynał pracę.
- Będziesz musiał
znaleźć czas przed południem, potem przyniosę ci obiad –
odpowiedziała Michiru.
- Nie musisz się
fatygować – odpowiedział, obejmując ją w pasie i przyciągając
bliżej.
Wizja zobaczenia jej
choć na chwilę w ciągu dnia była kusząca, ale siedziba
administracyjna była położona daleko od ich domu – świadomie
wybrał kiedyś taką lokalizację, bo wolał mieszkać na obrzeżach
niż w centrum wioski. Jednak przekonał się, że nawet najlepsze
rozwiązanie z czasem okazuje się wadliwe.
W siedzibie
serwowano całkiem niezłe obiady, chociaż nie miały one żadnego
porównania z rarytasami, które przyrządzała Michiru.
- Proszę, chcę cię
dzisiaj zobaczyć choć przez chwilę. Nie będę przeszkadzać.
Na ogół na nic nie
nalegała, tym bardziej nie mógł jej odmówić.
Właściwie, z
każdym dniem czuł coraz bardziej, że nie mógłby odmówić jej
niczego.
***
Kankuro spojrzał
przez szklaną szybę na Shiharę siedzącego przy stole w sąsiednim
pomieszczeniu. Potem przeniósł wzrok na Sunami, która z jakiegoś
powodu zwlekała z odpowiedzią na zadane przez Gaarę pytanie.
- Tak, mówi prawdę.
Nie wydaje mi się, by cokolwiek zataił.
- Nie wydaje ci się?
– powtórzył Gaara zniecierpliwionym tonem.
Sunami popatrzyła
na niego z konsternacją.
- O ile nie znalazł
jakiegoś sposobu, żeby mnie oszukać, mówi prawdę.
Kankuro prychnął
ze zniecierpliwieniem. Nie pojmował, na czym polega ich problem.
Jego zdaniem,
wszystko układało się nadzwyczaj pomyślnie. Shihara podał im
terrorystów na tacy. Znał ich położenie, najbliższe plany, system
maskowania siedzib. Znał ich metody walki. Był wtajemniczony w
szczegóły prowadzonych przez nich eksperymentów na ludziach i
pomieszał im szyki. Trzeba było przyznać, że wykonał kawał
dobrej roboty.
Oczywiście, to że
działał na własną rękę nie konsultując się z nikim, znacznie
go obciążało. Pobudki, dla których opuścił po wojnie wioskę –
mówiąc wprost, zdezerterował – też stawiały go w złym
świetle, bo to była zwykła prywata. Takie rzeczy nie uchodzą
płazem, zwłaszcza w Sunagakure. Ale wykradając wyniki badań i
wchodząc w posiadanie ważnej strategicznej wiedzy, Kenzo zapewnił
sobie mocne punkty przetargowe i z pewnością z czasem wróci do
łask starszyzny.
Gaara to co innego.
On zawsze darzył Shiharę antypatią.
- Czy tylko ja
dostrzegam jasne strony sytuacji? – postanowił zapytać na
głos, ale nie doczekał się odpowiedzi. Postanowił skierować rozmowę na bardziej konkretne tory. – Więc co teraz, na razie odstawić
Shiharę do aresztu?
Oczekiwał
odpowiedzi od Gaary, ale niespodziewanie Sunami się wtrąciła.
- W tych
okolicznościach, skoro zarzuty wobec niego... będą mniej poważne,
czy może przyjmować wizyty? Jego matka chciałaby się z nim
zobaczyć.
To było bezczelne
pytanie i Kankuro wcale nie był zdziwiony reakcją Gaary, który nie
ukrywał irytacji.
- Do czasu
oficjalnego wycofania zarzutów o zdradę stanu, oskarżony nie
przyjmuje żadnych prywatnych wizyt. Nie będzie żadnej taryfy
ulgowej.
- Ale... – Sunami
próbowała polemizować. Dla Kankuro to było szokujące, bo decyzji
Gaary nikt nie podważał, nawet on nie próbowałby tego robić.
Dziewczyna nie na darmo miała opinię najbardziej niepokornej
kunoichi w wiosce.
- Nie dyskutuj ze
mną – uciął Gaara. – Chciałaś prawdziwej pracy, więc się
nią zajmij. Do południa chcę mieć szczegółową mapę z
kryjówkami terrorystów na pustyni. – Wtedy przeniósł spojrzenie
na Kankuro. – Zmobilizuj grupy szturmowe, do wieczora wszyscy mają
być gotowi do działania.
No i bardzo dobrze,
że działania zaczną od razu. Kankuro od dawna miał poczucie, że
zbyt długo tkwili w miejscu.
***
Gaara układał plan
ataku na rozsiane na pustyni kryjówki terrorystów i, jak zwykle w
takich sytuacjach, żałował, że jego powinnością jest sterowanie wszystkim z wioski.
Żałował bardziej
niż zwykle. Miał wyjątkową ochotę zrobić z kogoś miazgę.
Niestety, Kenzo
Shihara był nie do ruszenia. Miał zbyt wiele cennych informacji i –
jak zwykle – grono obrońców w radzie. Dysponował wiedzą na
temat planów utworzenia armii z ludzi o prawie nieograniczonych
zasobach czakry – i Sunagakure nie mogła zlekceważyć tej wiedzy,
chociaż nie można jej było również wykorzystać. Zawsze lepiej
jest wiedzieć, co jest do odkrycia, na wypadek gdyby ktoś z
zewnątrz chciał się tym posłużyć.
Jednocześnie
informacje, które zdobył Shihara, nie były bezużyteczne. Facet
prowadził badania, żeby odkryć możliwości Ązurów w
manipulowaniu czakrą, więc wiedza, którą zdobył, mogła
przynajmniej pomóc Sunami.
Z pewnej
perspektywy, osiągnięcia Shihary były imponujące. Azurowie byli
hermetyczną grupą plemion, o których umiejętnościach niewiele
było wiadomo. Poza tym, że mają zdolności telepatyczne, a
niektóre grupy mogą dysponować jeszcze innymi zdolnościami –
niewiele było wiadomo. Nikomu nie przyszło do głowy, że Azurowie
mogą mieć jakiekolwiek znaczące zdolności manipulowania czakrą.
Uważano, że tego w najmniejszym stopniu nie potrafią i dlatego ich
pozycja względem shinobi jest przegrana.
Sunami nigdy o tym
nie wspomniała. Nie zdradziła, że przywódcy plemion potrafią
czerpać energię z natury i przetwarzać ją na własną. Nie
zdradziła, że podczas egzaminu na jounina wykorzystała energię
przeciwnika, żeby go pokonać. Nie zdradziła, że powodem, dla
którego tak się wzbrania przed zaawansowanymi technikami jest brak
umiejętności kontroli nad tym z kogo – i do jakiego stopnia –
wysysa energię.
Gaara byłby
zadowolony mogąc sobie wmówić, że brak szczerości z jej strony
przeszkadza mu tylko dlatego, że miała obowiązek poinformować o
wszystkim dowódcę. W rzeczywistości, nie miała takiego obowiązku.
Wywiązywała się ze zobowiązań wobec wioski i nie musiała nikogo
informować, jakich technik mogła się nauczyć. Manipulacja czakrą
nie była jej potrzebna do wywiązywania się z wyznaczonych zadań.
Gaara próbował
skoncentrować się na tej kwestii – że Sunami nie popełniła
żadnego wykroczenia i jej lojalność wobec Sunagakure nadal nie
budzi zastrzeżeń. Jednak nie sposób było zapomnieć o urażonej
dumie.
Prawdopodobnie jej
nieszczerość nie obchodziłaby go tak bardzo, gdyby nie fakt, że
Kenzo – w odróżnieniu od niego – wszystko wiedział.
Shihara był
prawdopodobnie jedyną osobą w osadzie, która od zawsze działała
Gaarze na nerwy i budziła w nim silne negatywne uczucia. Do tego
stopnia, że czasami zastanawiał się nad wysłaniem go na jakąś
straceńczą misję, z której nie miałby prawa wrócić.
Oczywiście nigdy
tego nie zrealizował. Shihara był wartościowym żołnierzem, na
dodatek naukowcem, a tacy ludzie stanowili cenne zasoby dla wioski.
Tak się składało, że mimo tych pozytywnych cech był również
hardy, przekonany o własnej nieomylności i niepokorny. Jednym
słowem – problematyczny. Ale to nie był powód, dla którego
Gaara go nienawidził i najchętniej widziałby go martwym.
Powodem jego
niesłabnącej niechęci była nieznośna, nie dająca się podważyć
świadomość, że Shihara moralnie jest znacznie wyżej od niego.
Nawet gdyby zdradził osadę z jak najgorszymi intencjami, nie był
socjopatycznym mordercą. Prawdopodobnie była mu obca myśl o
pozbawieniu kogoś życia tylko po to, by zaspokoić mordercze
instynkty.
W głowie Gaary ta
myśl przewijała się dzisiaj przez cały dzień, od momentu, gdy
zobaczył, w jaki sposób Shihara patrzył na Sunami. To także
wywołało w nim zrozumiały gniew – już raz mu ją odebrał i
wrócił, by zrobić to ponownie.
Jednak prawda była
taka, że nie można odebrać komuś czegoś, co do niego nie należy.
***
Sunami sądziła, że
najgorszym co przytrafi jej się w najbliższych dniach, jest
konieczność trenowania z Temari. Od momentu, gdy przegrała z Gaarą
zastanawiała się, jaką przyjąć strategię, żeby wyglądało
jakby przykładała się do treningów, jednocześnie nie robiąc Temari krzywdy.
Sunami nie była
pewna, jak Gaara zareagowałby gdyby wiedział, że potrafi
czerpać czakrę z otoczenia. Mogła jednak zakładać, że podobnie
jak Kenzo, który uważał, że takie umiejętnośći trzeba rozwijać,
nawet ryzykując życiem przypadkowych ofiar.
Z jakiegoś powodu
zdolność do pozyskiwania czakry z zewnętrznych źródeł była
wysoko ceniona wśród shinobi. Sunami wiele słyszała o trybie
mędrca, o legendarnym sanninie i o zdolnościach Naruto Uzumakiego
do czerpania czakry z natury. Podobno czyniło go to kimś
wyjątkowym, podobno takie umiejętności chcieliby mieć wszyscy.
Dla Sunami było to niezrozumiałe, bo wykorzystywanie obcej energii
dla własnych celów wydawało się gwałtem na prawach natury.
Co gorsza, ona w
przeciwieństwie do Uzumakiego nie pozyskiwała energii w wyniku
medytacji, nie potrzebowała do tego przygotowań, ale również nie
potrafiła tego kontrolować. Próbując wykonać jakąkolwiek
technikę wymagającą większej ilości czakry wysysała ją z
najbliższego silnego źródła. Zwykle oznaczało to człowieka. I
potencjalnie mogło skończyć się źle, jak na egzaminie na
jounina, gdy niemal zabiła przeciwnika nawet nie mając takiej
intencji.
Kenzo był
podekscytowany zdolnością Azurów do czerpania czakry z otoczenia,
jakby to była cenna umiejętność. Ją te zdolności napawały
obrzydzeniem, bo opierały się na pasożytnictwie.
Może powinna
przedstawić Gaarze problem z kontrolą czakry, bo wtedy nie kazałby
jej trenować z Temari. Jednak ona nie chciała wciągać w to osób
trzecich, a z Temari miała szansę się jakoś dogadać. Ona
przynajmniej by jej nie wsypała.
Teraz ta sprawa
zeszła na dalszy plan, bo po pojawieniu się Kenzo w wiosce i
uzyskaniu od niego informacji o obozowiskach rebeliantów wszyscy
zostali postawieni w stan najwyższej gotowości. Nie było czasu na
trening. Powinno jej to być na rękę, lecz było
odwrotnie.
Wcześniej sądziła,
że powrót Kenzo do Sunagakure nie będzie mieć dla niej znaczenia.
Obojętnie jak on miał zostać potraktowany, wydawało jej się, ze
na jej życie to nie będzie miało wpływu.
Bardzo się myliła.
Powrót Kenzo do osady zmieniał wszystko. Wbrew oczekiwaniom, on
nie miał być teraz osądzony jako zdrajca. W
rzeczywistości przysłużył się Sunagakure uzyskując cenne
informacje i, jeśli uda się rozbić struktury organizacyjne
Piratów, jego zasługi będą ważniejsze niż metody, którymi się
posłużył.
Sunami z jednej
strony cieszyła się z takiego obrotu sprawy. Kenzo nie zdradził,
nie knuł przeciw własnej społeczności i nie spotka go surowa
kara. Cieszyło ją to ze względu na niego i ze względu na jego
matkę, która była na tyle zdesperowana, by się do niej zwrócić.
Pani Shihara nigdy
jej nie lubiła, a po ucieczce Kenzo z wioski konsekwentnie ją
ignorowała, odwracając wzrok w przeciwnym kierunku jeśli ją
spotkała. Sunami nawet nie miała o to do niej żalu. Widziała
złamaną życiem kobietę, która w kilka tygodni straciła trzech
synów, i nie czuła wobec niej nic poza współczuciem.
Teraz, kiedy Kenzo
się pojawił i ujawnił rzeczywiste motywy dezercji, pierwszym o
czym Sunami pomyślała, była właśnie jego matka i co dla niej
oznaczał jego powrót – nie w roli zdrajcy, ale kogoś, kto
ryzykował życiem, żeby zdobyć ważne informacje. Masako Shihara
znowu będzie mogła dumnie unieść głowę, bo nie była matką
zdrajcy, za którą wszyscy ją uważali.
Sunami miała ochotę
powiedzieć jej, że sytuacja się zmieniła, lecz oczywiście nie
mogła tego zrobić, bo wyniki przesłuchania były tajne. Na tę
chwilę Kenzo był jeszcze uważany za zdrajcę i przez kilka
najbliższych dni będzie miał status podejrzanego – dopóki nie
okaże się, na ile przydatne są przekazane przez niego informacje.
Kenzo zasłużył
sobie na te kilka dni w areszcie, co do tego nie było wątpliwości.
Sunami była nawet zdania, że powinien dostać od kogoś solidne
manto. Nie za samowolne działania, ale za ignorancję – bo jego
zachowanie po powrocie dobitnie świadczyło, że nie zdaje sobie
sprawy, jaką krzywdę wyrządził swojej matce.
Pani Shihara była
wdową po zasłużonym wojowniku, więc była darzona estymą, a
jednak była też obiektem krzywych spojrzeń. Ucieczka Kenzo musiała
mocno nadszarpnąć jej pozycję w osadzie skoro zamiast skorzystać
ze swoich – teoretycznie silnych – wpływów u starszyzny –
przyszła do Sunami, żeby zapytać o możliwość zobaczenia się z
synem.
Kobieta musiała być
rzeczywiście zdesperowana skoro zignorowała osobistą niechęć i
przyszła do niej tylko dlatego, że pracowała przy przesłuchaniach.
Sunami była głęboko wstrząśnięta zmianą, jaka zaszła w tej
dumnej kiedyś kobiecie i szczerze chciała jej pomóc.
Oczywiście, od
początku spodziewała się, że sprawa jest przegrana i nie zdziwiło
jej, że Gaara tak stanowczo odrzucił prośbę Masako o widzenie z
synem.
Pani Shihara lepiej
by zrobiła gdyby zwróciła się z tym do niego osobiście. Sunami
nie miała wątpliwości, że Gaara nie pozostałby obojętny na
prośbę zrozpaczonej matki. Jednak wyglądało na to, że matka
Kenzo teraz nie jest już mile widziana w siedzibie administracji
osady.
Szacunek i uznanie
trudno zdobyć, za to bardzo łatwo stracić.
Kenzo także wkrótce się o tym przekona i być może
wtedy ta irytująca pewność siebie spełznie z jego twarzy. Być
może, gdy przekona się, że odzyskanie szacunku w spoleczeństwie
jest znacznie trudniejsze niż oczyszczenie się z oficjalnych
zarzutów o zdradę, zrozumie, że głupotą było działać na
własną rękę nie konsultując się z nikim. Z założeniem, że
nagle wszyscy będą postrzegać go jak bohatera.
Nie będą, a już
na pewno nie od razu. Sunami była pewna, że dawni towarzysze broni
będą teraz traktować Kenzo podejrzliwie, i to nawet nie wiedząc,
jakie intencje nim kierowały, gdy opuszczał wioskę. Gdyby
wiedzieli, wyglądałoby to jeszcze gorzej. Ucieczka z wioski z
prywatnych pobudek to jedna z najgorszych rzeczy, jakie może zrobić
shinobi.
Co dziwne, Kenzo
wydaje się być tego zupełnie nieświadomy. On chyba naprawdę
spodziewał się uznania – ze strony dowódców i od niej
osobiście.
Ona jednak czuła
wobec niego głównie złość. Nawet większą niż wtedy gdy
sądziła, że uciekł z wioski zupełnie ją lekceważąc,
zostawiając ją samą.
Teraz wrócił, żeby
poinformować, że oddalając się z wioski na pustynię miał
początkowo tylko jeden cel – odkryć w jaki sposób Azurowie
czerpią energię z natury i jak można to kontrolować. Nie ukrywał,
że na samym początku, zanim obmyślił plan storpedowania zamiarów
terrorystów i wykradzenia wyników ich badań, chodziło tylko o to,
żeby zdobyć informacje dla własnych celów. Zdobyć informacje dla
niej, po to, żeby nauczyła się panować nad zdolnościami, których
nawet nie chciała.
Chyba spodziewał
się, że będzie mu za to wdzięczna, jednak ona nie potrafiła
nawet spojrzeć na niego z sympatią. Nawet gdyby nie zabił dwojga
ludzi, żeby osiągnąć cel; nawet, gdyby nie był teraz tak
denerwująco arogancki - wciąż miałaby do niego żal. Nie o to, że
uciekł, tylko o to, że wrócił.
Wrócił i ujawnił,
że tak naprawdę ona była motywem jego działań, więc nawet nie
wiedząc o niczym, stała się mimowolnie współodpowiedzialna za
wszystko, co zrobił.
Jakby tego było
mało, Kenzo opowiedział o jej zdolnościach do manipulowania
czakrą. O zdolnościach, które starała się utrzymać w tajemnicy,
bo wiedziała, że ujawnianie ich jest błędem. Nie chciała ich
wykorzystywać do walki dla dobra wioski.
Teraz, gdy sprawa
się wysypała, starszyzna i dowódcy z pewnością uznają, że się
co do niej nie mylili – jest kłopotliwa, a jej lojalność wobec
osady budzi wątpliwości. To nic nowego, ich zdanie ją niewiele
obchodziło.
Jednak Gaara również
tak pomyślał. Fakt, że zataiła przed nim informacje ważne dla
osady sprawił, że w jego oczach stała się podejrzana. Sunami
była przekonana, że to z tego powodu dzisiaj przez cały dzień
Gaara traktował ją z dystansem. Miała przykre wrażenie, że
zaczął postrzegać ją inaczej.
Zaczynała myśleć,
że Kenzo wrócił do Sunagakure tylko po to, żeby zniszczyć jej
życie.
***
Michiru
cofnęła się, uciekając z zasięgu jego dłoni. Wcale nie miała
ochoty uciekać. Ale przyszła do gabinetu Kankuro w określonym
celu.
-
Proszę, zjedz obiad dopóki całkiem nie wystygł.
Kankuro
wyglądał na zawiedzionego, jednak usiadł przy biurku, na którym
przed chwilą postawiła pojemniki z jedzeniem.
-
Jeśli muszę. Mam bardzo krótką przerwę i, jeśli to zależałoby
ode mnie, wolałbym schrupać ciebie - powiedział przyglądając jej
się bez zażenowania.
Michiru
pochyliła lekko głowę, żeby ukryć rumieniec na twarzy.
-
Musisz jeść. I na chwilę oderwać się od pracy - powiedziała
niepewnie.
Nie
chciała, żeby zabrzmiało to jakby próbowała wydawać mu
polecenia.
-
W porządku. Ja będę jadł, a ty mów - odpowiedział Kankuro.
Michiru
usiadła na krześle naprzeciw niego.
-
Ale co mam mówić?
-
Cokolwiek. Lubię słuchać twojego głosu - odpowiedział.
Zawahał się, po czym dodał: - Możesz podzielić się ze mną
plotkami. Czy odnoszę słuszne wrażenie, że twoja przyjaciółka
ma słabość do mojego brata?
-
Matsuri? - zapytała mimowolnie.
Kankuro
popatrzył na nią z oczywistym rozbawieniem.
-
O lekkiej obsesji Matsuri na punkcie Gaary wiedzą wszyscy w osadzie.
Z wyjątkiem Gaary - sprecyzował. Widząc jej skonfundowane
spojrzenie, dodał: - Nie, chodzi mi o Sunami.
Michiru
stropiła się, co nie uszło uwagi Kankuro.
Nie
od dzisiaj uważała, że jej mąż jest wyjątkowo spostrzegawczy,
jak na mężczyznę.
-
Coś jest na rzeczy, prawda? - ponaglił.
-
Cóż, Sunami, ona... Tak, jestem przekonana, że coś jest na
rzeczy, ale ona chyba uważa, że nie jest go warta.
-
Jakoś mnie to nie dziwi - odpowiedział Kankuro.
Michiru
popatrzyła na niego podejrzliwie.
-
Ty też tak uważasz?
-
Nie. Uważam, że los bywa przewrotny do tego stopnia, że czasem nie sposób nie wierzyć w przeznaczenie - odpowiedział tajemniczo.
Michiru
nie była pewna, co Kankuro ma na myśli, ale w oparciu o własne
doświadczenia, nie mogła się z nim nie zgodzić.
***
Istniała jedna
rzecz związana z urzędem Kazekage, której Gaara nienawidził
bardziej niż papierologii.
Tą rzeczą była
konieczność rozdzielania rodzin, wysyłania ludzi na pole bitwy, ze
świadomością, że niektórzy z nich nie wrócą. Konieczność
rozwiązywania problemów osady cudzymi rękami, sterując wszystkim
zza biurka, tylko dlatego, że do tego zwykle sprowadza się rola
dowódcy.
Tym razem też jego
rolą było planowanie, ale do rozbicia obozów terrorystów na
pustyni musiał posłużyć się innymi. Ludźmi, którzy wykonują
misje, podczas gdy ich żony drżą z niepokoju o ich życie.
Teraz do grona wojowników obciążonych dodatkową
odpowiedzialnością za rodzinę dołączył Kankuro.
Powierzanie mu
najbardziej wymagających misji zawsze było oczywistością, ale
teraz wydawało się niewłaściwe. Gaara nigdy nie miał aż takiej
ochoty zamienić się z nim miejscami – tym bardziej, że teraz
będąc na miejscu Kankuro miałby okazję do kilku uzasadnionych
aktów przemocy, a przez ostatnie dwadzieściacztery godziny walczył
z pragnieniem mordu.
Shihara budził w
nim agresję, szczególnie wtedy, gdy znajdował się w zasięgu jego
wzroku – sposób, w jaki patrzył na Sunami, był trudny do
zniesienia. Gaara prawie żałował, że nie może go skazać za
zdradę, ale z drugiej strony pozbawienie go życia cudzymi rękami
nie przyniosłoby żadnej satysfakcji.
Nie mógł też
wyzwać go na pojedynek, a to dlatego, że nie
miał do tego podstaw – Shihara, jak zawsze, był tym, który
działał ze szlachetnych pobudek. Zaryzykował wszystko dla kobiety
– to było coś, na co Gaara nigdy nie mógłby sobie pozwolić.
Jakkolwiek nienawidził tej świadomości, zdawał sobie sprawę, że
Shihara znowu – i prawdopodobnie już na zawsze – był o krok
przed nim. To on był osobą, której Sunami ufała – to jemu
powiedziała o swoich problemach z panowaniem nad czakrą. Tylko
jemu.
Gaara, chociaż
bardzo chciał, nie mógł sobie wmówić, że to bez znaczenia. Do
niego Sunami nie miała zaufania. Shihara znowu z nim wygrał.
Zabiłby go bez
wahania, gdyby był cień szansy, że to rozwiąże problem. Nie był
jednak tak naiwny, by na to liczyć. Prawie zawsze wygrywał w walce
bezpośredniej, ale dziewczyny nie da się zdobyć przemocą. Trzeba
reprezentować sobą coś więcej niż brutalną siłę i w tym tkwił
problem.
Kankuro wyrwał go z
zamyślenia.
- Czy ja dobrze
słyszę? Dajesz mi wolne? – zapytał, wyglądając na
zszokowanego.
Trochę przesadzał
z reakcją.
- Nie. Przypominam,
że masz zaległy urlop. Najlepiej odbierz go zaraz po powrocie z tej
misji, bo spokój zyskamy prawdopodobnie tylko na jakiś czas.
Kankuro zignorował
złowieszczą wymowę ostatniego zdania, nienaturalnie rozweselony.
- Tak jak
ustaliliśmy, twoja drużyna ruszy jutro z samego rana –
odpowiedział Gaara.
Chociaż wszystko
wydawało się jasne, Kankuro zmarszczył brwi, jakby zastanawiał
się nad jakimś problemem.
- Jeden tropiciel mi
nie wystarczy. Nie przy takim układzie sił.
Gaara pomyślał, że
mógł się spodziewać podobnych wątpliwości. Jednak Kankuro
doskonale wiedział, że w tej chwili w osadzie nie ma wystarczająco
dużo tropicieli jak na tak poważną akcję. I był przyzwyczajony
do radzenia sobie w nadzwyczajnych sytuacjach, do których należały
braki kadrowe.
- Wiem, że bierzesz
na siebie najtrudniejszy rejon, ale nie mogę ci przydzielić nikogo
więcej. Inne drużyny też potrzebują tropicieli.
- W porządku.
Wystarczy mi jedna osoba, ale tylko pod warunkiem, że to będzie
Sunami – odpowiedział lalkarz ugodowo.
Kankuro wcześniej
nie sprawiał wrażenia jakby chciał pracować z Sunami, raczej jakby pogodził się z koniecznością. I częściowo to było przyczyną
zaskoczenia Gaary.
Jednocześnie ten
pomysł wcale mu się nie podobał.
- Wiem, że zadanie
jest niebezpieczne – powiedział Kankuro, zanim Gaara zdążył mu
odpowiedzieć. - Ale Sunami odnajdzie się w tym terenie szybciej
niż ktokolwiek inny, a tutaj czas gra kluczową rolę. Nie martw
się, zaopiekuję się twoją damą jak własną.
- O czym ty mówisz,
Kankuro?
Szatyn wyciągnął
przed siebie ręce w obronnym geście.
- O niczym. Ja nic
nie wiem. Co chciałem powiedzieć, to że tym razem nie będzie
ofiar. Nie na drugiej linii frontu, masz moje słowo.
Gaara miał
wrażenie, że Kankuro zwracał się do niego pobłażliwym tonem –
jakby nagle przypomniał sobie, że jest starszy. Postanowił
chwilowo to zignorować.
- Dobrze, Sunami
może pracować w twojej drużynie.
Kankuro uśmiechnął
się z zadowoleniem, zapominając o służbowym dystansie.
- Zadbam o nią,
włos jej z głowy nie spadnie.
- Świetnie. Jednak,
Kankuro...
- Tak? - Lalkarz
spojrzał na niego pytająco.
- Nie wczuwaj się
za bardzo w rolę. Jesteś żonaty.
################################
Będzie mi bardzo miło jeśli zdradzicie, co myślicie o rozdziale^^
################################
Będzie mi bardzo miło jeśli zdradzicie, co myślicie o rozdziale^^
Cudo *.* Ostatnie zdanie nie wiem czemu mnie rozbroiło xD Kanki miałby podrywać Sunami? Pff...
OdpowiedzUsuńGaara zazdrosny, heh...
Czekam na next'a i przesyłam dużo weny !:D
Przesyłki z weną docierają, to dlatego mi się tak dobrze pisze :P
UsuńIdk czemu, ale przy ostatnim zdaniu Gaary prawie wybuchłam śmiechem xD
OdpowiedzUsuńNo bo... Kankuro i Suni? NOPE. Nigdy.
Naaah... Niech Gaara zabije Kenzo albo sama to zrobię :-: Przez niego rozpada się Gaanami :<
Czekam na następny rozdział i przesyłam tooony weno-żelek <3
Końcówka miała być zabawna, cieszy mnie że się udało :P
UsuńKankuro i Sunami byliby absurdalną parką, ale... wiesz... Ponieważ Kank jest w tym opowiadaniu rasowym playboyem uważam, że obawy Gaary są uzasadnione :P
Hmm czyżby dałoby się wyczuć "lekką" zazdrość Gaary? :P Awww cudownie ^^
OdpowiedzUsuńKońcówka rozbawiła mnie po całości, a czytając komentarze widzę, że nie tylko mnie :D
No i jeszcze żeby nie pominąć Kankuro - jego relacje z Michiru rozkwitają ^^ <3
Co do samego Kenzo... czuje, że namiesza i to ostro :P
Widzę, że jest 100% rozdziału 24 i się ciesze bo pewnie już niedługo się pojawi :D
Weny :*
Uważam, że zadrosny Gaara jest słodki, zwłaszcza gdy sam nie wie, że jest zazdrosny :P
UsuńTak, nowy rozdział wkrótce... Mam założenie, żeby najpierw chociaż zacząć 25. i nie powodować potem zbyt dużego przestoju :D
Czekam cierpliwie :) :*
Usuńhej dopiero trafiłam na to opowiadanie i jest świetne :)
OdpowiedzUsuńczekam cały czas na więcej
Twoja nowa fanka,
ps. czekam na następny rozdział :)
Dziękuję za miłe słowa ;) miło widzieć nową duszę na pokładzie ;) w ten weekend
Usuńdodam ch. 24.