sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 21.

W czasie przerwy na lunch Sunami odwiedziła Michiru, która zaprosiła ją na herbatę. Dziewczyna wreszcie wydawała się zadowolona i Sunami nawet nie musiała pytać, co wpłynęło na jej zmianę nastroju. Jeszcze zanim przyjaciółka się odezwała, domyśliła się, że sprawy małżeńskie układają się pomyślnie.
Sunami nie pierwszy raz pomyślała, że to zdumiewające, jak odwzajemnione uczucie może wpłynąć na człowieka. Michiru teraz promieniała szczęściem. Możliwe, że Kankuro będzie łatwiejszy do zniesienia w pracy.

Oczywiście to nie była jej sprawa, jak lalkarz traktuje współpracowników. Ona wciąż nie dostawała odpowiedzialnych zadań, za to manewrowała między archiwum i szkołą.
Gdy wyszła od Michiru, by wrócić do przeglądania raportów z dawnych misji - zagłębiała się w strategie ofensywne z czasów trzeciej wielkiej wojny, żeby przedstawić je dzieciakom w akademii - postanowiła pójść okrężną drogą, obok bocznego wejścia do siedziby administracyjnej. Gaara korzystał z niego, gdy robił sobie przerwę w pracy.
Przynajmniej kilka lat temu tak robił, zaraz po tym gdy został kage.
Wiedziała, że nawet jeśli nie zmienił tego zwyczaju, nie ma żadnej pewności, że spotka go właśnie teraz. Mimo to wybranie tej trasy było prawie odruchowe.
Gdy zobaczyła Gaarę była jednocześnie zaskoczona i... wcale nie. Jakby intuicja podpowiedziała jej, że wybrała dobrą porę.
Gaara powinien być zdziwiony, że kręciła się w pobliżu wejścia do siedziby, ale tego nie okazał.
Sunami podeszła do niego tylko tak blisko, jak wypadało komuś o jej randze i skłoniła lekko głowę. Miała świadomość, że jest blisko siedziby władzy i może spotkać kogoś z wyższych rangą.
Gaara z pewnością także to wiedział, ale miała wrażenie, że oficjalne powitanie mu przeszkadzało. Nie czekała aż to skomentuje, za to od razu przedstawiła, w jakiej sprawie przyszła.
- Rozmawiałam z Michiru. Powiedziała mi, że żona Shinjiego wystąpiła o rozwód.
Gaara przyglądał jej się przez chwilę z konsternacją.
No tak, nie wiedział, dlaczego poruszała ten temat. Ale ona musiała z nim porozmawiać, żeby dowiedzieć się, co teraz czeka tę kobietę.
Była w podobnej sytuacji jak Michiru, też nie miała dokąd wracać. Jako żona zdemaskowanego szpiega nie miała czego szukać w osadzie, więc z rozwodem czy bez - i tak była w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Sunami nie miała pojęcia jak rozwiązuje się takie sytuacje, bo rozwody w aranżowanych małżeństwach zdarzały się rzadko. Szlachcianki z samurajskich rodów, w przeciwieństwie do kunoichi, nie wymagały dla siebie wiele i były układnymi żonami niezależnie od tego, kogo miały za męża.
- Być może, nie zajmuję się administracją cywilną - odpowiedział Gaara.
- Dostanie teraz nakaz opuszczenia wioski? - zapytała, zdając sobie sprawę, że będzie musiała wyrazić wątpliwości wprost. Gaarze, zajętemu ważniejszymi sprawami, na pewno nawet nie przyjdzie do głowy zastanawiać się nad przyszłością kogoś, kto nawet nie jest żołnierzem.
- Nie, nawet po rozwodzie jest pełnoprawnym obywatelem Sunagakure, więc zostanie tutaj jeśli zechce - odpowiedział nieco zdezorientowany.
Przynajmniej tyle dobrego. Sunami wiedziała jednak, że prawo do mieszkania w Sunagakure i tak nie rozwiązuje problemu. Shinji był teraz więźniem i istniało duże prawopodobieństwo, że dostanie karę śmierci, a jego żona została z niczym - nie licząc mieszkania.
- Nie moglibyście jej zaproponować pracy? Na przykład w szkole... Czy zdajesz sobie sprawę, że dzieciaki bazgrzą jak kura pazurem i nie znają wielu podstawowych kanji? Nasza edukacja kuleje. Przydałyby się lekcje kaligrafii.
- Zasugeruję to dyrektorowi akademii. Twoja troska o obce osoby jest ujmująca - odrzekł Gaara. Jak zwykle nie potrafiła odgadnąć, co myśli, więc nie była pewna, czy mówi poważnie, czy z niej kpi.
- Dzieci na tym skorzystają. - Naprawdę tak uważała, bo oprócz tego, że żona Shinjiego potrzebowała pracy, młodzi kandydaci na shinobi potrzebowali kogoś, kto nauczy ich pisać. Nie wszyscy z nich skończą akademię i zostaną shinobi. Zresztą, ninja też potrzebowali umiejętności pisania, o czym przekonała się nieraz. Wielu jednak to lekceważyło, nie tylko w wiosce Piasku.
- Możemy omówić ten temat - odpowiedział Gaara, zauważalnie rozbawiony. - Dzisiaj przy kolacji.
- Kolacji? - powtórzyła bezwiednie.
- Zapraszam cię na kolację, możesz wybrać lokal.
- Jakie to wielkoduszne - odparła zgryźliwie, zanim zdążyła się ugryźć w język.
- Odrzucasz zaproszenie?
Sunami patrzyła na niego przez chwilę z niedowierzaniem. On tak na poważnie?
Nie było szans, żeby pojawiła się w jakiejś restauracji w jego towarzystwie i nie wzbudziła tym sensacji. Do diaska, Gaara tak rzadko pojawiał się w miejscach publicznych w Sunagakure, że zawsze wzbudzał sensację.
Prawdopodobnie nie miał pojęcia, że koreańska restauracja jest teraz oblegana, tylko dlatego, że kilka razy był tam z Matsuri. Powinien zażądać udziału w zyskach.
Właśnie, Matsuri... Co ona by powiedziała, gdyby dobiegły ją jakieś plotki? Bo że takie by powstały, to pewne.
Oczywiście, Gaarze jest wszystko jedno. Nie on byłby obiektem złośliwych komentarzy. Sunami, po jednej kolacji, zostałaby w najlepszym wypadku posądzona o cyniczne próby uwiedzenia Kazekage. W najgorszym ukamienowana na środku wioski.
Jednak wścibska opinia publiczna i zawiedzione panny na wydaniu to i tak nic w porównaniu z wściekłością Temari. Gdyby w jej głowie powstało choćby drobne podejrzenie, że Sunami próbuje usidlić jej brata... O nie, wolała sobie tego nawet nie wyobrażać.
Jednak z łatwością i wbrew własnej woli potrafiła sobie wyobrazić rozczarowanie Matsuri, gdyby się dowiedziała, w jaki sposób została zdradzona przez najlepszą przyjaciółkę...
Sunami miała świadomość, że będzie musiała przyznać się do nielojalności. Naturalnie nie mogła powiedzieć Mats całej prawdy, ale musiała przyznać, że zadurzyła się w jej księciu z bajki. To prawdopodobnie będzie koniec ich przyjaźni.
Nawet podejmując decyzję, by zdradzić Matsuri część prawdy nie miała pomysłu, jak przedstawić sytuację, żeby ją najmniej zranić... I żeby nie wyjść na kompletną zdzirę.
Czekało ją więc wiele problemów i jedno było pewne - nie mogła wyjść z Gaarą towarzysko. Było zbyt wiele osób, które potencjalnie mogłyby pozbawić ją za to głowy.
- Nie moglibyśmy zjeść u ciebie? Zrobię kolację - zaproponowała, decydując się na to poświęcenie.
Gaara popatrzył na nią sceptycznie.
- Potrafisz gotować? - zapytał.
Sunami poczuła się urażona tym pytaniem.
- Oczywiście, że tak. Robię znakomite curry.
- Curry - powtórzył Gaara. Patrzył na nią z rodzajem uprzejmego zaciekawienia - jakby była niesfornym przedszkolakiem, który powiedział coś nietypowego. - Ja zrobię kolację. Ale w takim razie musimy umówić się późno, po dwudziestej.
Sunami wprost nie dowierzała własnemu szczęściu. Gaara był nadzwyczaj ugodowo nastawiony. Co najlepsze, ona uniknie konieczności gotowania.
Nie znosiła gotować.
- Dobrze - zgodziła się skwapliwie, lecz wtedy uświadomiła sobie, że może napotkać niespodziewaną trudność. - Tylko, że ja nie jem mięsa.
- Bez mięsa, dobrze - odpowiedział Gaara.
Sunami wzięła głęboki wdech, zdając sobie sprawę, że balansuje na cienkiej linie.
- Ryb też nie.
Życie w Sunagakure, w porównaniu na przykład z Konohą, niosło ze sobą prozaiczne problemy dnia codziennego nie tylko ze względu na uciążliwy klimat. Tradycyjna kuchnia w pustynnych rejonach kraju Wiatru opierała się w dużym stopniu na białku zwierzęcym. Warzywa były droższe i trudniej dostępne, zwłaszcza gdy jadało się poza domem zamiast gotować.
Sunami zdawała sobie sprawę, że podczas gdy przeciętni mieszkańcy Sunagakure opierają dietę na czerwonym mięsie, elita preferuje ryby. Nie była pewna, czy to z powodu smaku, czy dlatego, że spożywanie produktów pochodzących z morza, na pustyni jest wyznacznikiem statusu społecznego.
Tak czy inaczej, w świadomości mieszkańców, ryby to coś całkiem innego niż mięso.
- Dobrze, nie przygotuję ryby - odpowiedział Gaara. - Przyjdź na dwudziestą trzydzieści, nie spóźnij się.
Oczywiście, że się nie spóźni. Nie chciała nadużywać jego cierpliwości.
***
Matsuri po pracy kupiła całą torebkę ryżowych kulek onigiri i poszła wprost do archiwum. Sunami siedziała przy stoliku i robiła notatki. Wyglądała jakoś energiczniej niż zwykle.
Była zdziwiona jej wizytą i nawet się z tym nie kryła.
Ostatnio prawie się nie widywały. Matsuri wkładała wiele energii i czasu w treningi, jednak wciąż bardziej winiła za tę sytuację Suni, ktora unikała jej towarzystwa.
- Czy na pewno się na mnie nie gniewasz? - zapytała, siadając na krześle obok.
Sunami zajęła się układaniem na bok raportów, które przeglądała. Nie pierwszy raz Matsuri miała wrażenie, że dziewczyna unika kontaktu wzrokowego.
- O co? - zapytała.
- Nie udawaj, że nie wiesz. Chodzi mi o to urządzenie szpiegowskie, które ci podrzuciłam.
Sunami odwróciła wzrok od dokumentów, które dotąd aż za bardzo ją absorbowały. Spojrzała na nią poważnie.
- Wykonywałaś obowiązki, nie traktuję tego osobiście.
Całe szczęście.
- Czy mogłabyś przekonać do tego Temari?
- Do czego? - spytała Suni, widocznie nie nadążając za jej tokiem myślenia.
- Żeby ona także nie traktowała tego osobiście - odparła Matsuri. Po chwili wahania dodała: - Nie powiedziała ci? Wypadłam z jej łask, jestem niegodna zaufania. Już nie chce mi pomagać w kwestii Gaary.
  Sunami przyglądała jej się przez chwilę w milczeniu.
- Oczywiście, powiem jej, że nie ma powodu do pretensji - odpowiedziała po chwili. - Ale to, że zmieniła zdanie, nie chce być swatką czy czymkolwiek była... Powinnaś dać sobie spokój.
Matsuri potrząsnęła przecząco głową.
Reakcja Suni wcale jej nie dziwiła. W końcu ona od dłuższego czasu próbowała ją przekonać, że sprawa z Gaarą jest beznadziejna. Do niedawna wydawało się, że mówi to wszystko z troski.
Jednak teraz Matsuri zaczęła to postrzegać inaczej. Po południu widziała jak Sunami rozmawiała z Gaarą. Gdyby wezwał ją służbowo, przyjąłby ją w gabinecie.
Co Suni robiła przy siedzibie władz w porze lunchu? Biorąc pod uwagę, jak zawsze krytykowała Gaarę zarzucając mu egoizm i arogancję, nie powinna być skłonna do towarzyskich pogawędek. I nie powinna sprawiać wrażenia, jakby jego towarzystwo ją uszczęśliwiało.
W głowie Matsuri zaczęły powstawać myśli, które z jednej strony były absurdalne, ale z drugiej ją niepokoiły. W końcu jakiś czas temu Sunami współpracowała z Gaarą, szpiegowała dla niego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby dostrzegła jego niebudzące wątpliwości zalety. Krytykowała go tylko dlatego, żeby nie budzić podejrzeń... Albo samą siebie oszukać.
Niestety, Gaara dysponował siłą charakteru, która przyciągała do niego ludzi, a już szczególnie kobiety. Matsuri dobrze wiedziała, że przynajmniej połowa jej koleżanek w jakimś stopniu na niego leci. Nawet jej to nie przeszkadzało. Nie pracowały w siedzibie, nie miały kontaktu z Kazekage i nie miały szans przyciągnąć jego uwagi.
Sunami to coś zupełnie innego. Ona przyjaźniła się z Temari i często osobiście widywała Gaarę. Myśl, że miałaby się w nim durzyć, była dla Matsuri wyjątkowo nieprzyjemna.
Szczególnie, że on lubi przebywać w jej towarzystwie, odezwał się złośliwy głosik w jej głowie.
Matsuri starała się odepchnąć od siebie tę myśl, ale nie mogła jej zaprzeczyć - nie dość, że Sunami nie traktowała Gaary jak kogoś nieprzystępnego, do kogo może co najwyżej wzdychać z odległości, to jeszcze on ewidentnie ją lubi. Niewiele jest osób, które darzy sympatią. Matsuri nie była nawet pewna, czy sama się do nich zalicza.
- Z poparciem Temari czy nie, nie zamierzam się teraz poddać - powiedziała zdecydowanie.
Nie teraz, gdy Gaara wreszcie ją zauważył.
***
Temari siedziała za biurkiem, wypełniając dodatkową papierkową robotę. Była niewyspana i poirytowana.
Wiedziała, że nie wywinie się od karnych prac. Może sobie na to zasłużyła udziałem w burdzie.
Naraziła siebie i Suni, musiała przyznać temu rację. Będzie miała nauczkę na przyszłość. Jednak Gaara, nawet jeśli musiał ją dyscyplinować służbowo, mógłby przynajmniej nie odnosić się do niej tak, jakby zamordowała jego ulubionego kota.
Czuła się urażona jego zachowaniem, choć jednocześnie musiała przyznać, że wynikało z troski. Gdyby Gaara nie okazywał tak bardzo, że popadła w niełaskę, pewnie odważyłaby się go zapytać, co się stało z tymi kretynami z baru. W obecnej sytuacji była skazana na domysły. Chociaż w to, że zaginięcie oddziału najemników z Kiri na drugi dzień po awanturze w barze, było przypadkiem - oczywiście nie była skłonna uwierzyć. Gaara wkurzył się na tyle, by nasłać na pechowych shinobi skrytobójców. Dziwne, że stawiał na szali dobre kontakty z Kirigakure. Chociaż, z drugiej strony Mizukage zawsze miała do Gaary słabość. Strata kilkunastu krnąbrnych podwładnych raczej tego nie zmieni.
Temari uporczywie próbowała skoncentrować się na pracy, jednak słabo jej to wychodziło. Uświadomiła sobie, że od kilkudziesięciu sekund uporczywie wpatruje się w drzwi gabinetu, jakby licząc na to, że ktoś się pojawi i oderwie ją od obowiązków.
To oczywiście nie było prawdopodobne. Po siedemnastej w siedzibie administracyjnej nie pracowało już zbyt wielu ludzi, a wszelkie nienaglące sprawy zostawiano na godziny urzędowania następnego dnia.
Temari miała pracować do dwudziestej i obiecała sobie, że wprost z pracy pójdzie do domu. Co prawda przyszło jej do głowy, żeby z czystej przekory wyciągnąć Sunami na sake - ale to była tylko chwilowa myśl, która zgasła tak samo szybko jak się pojawiła. Po tym, co Gaara powiedział jej na temat rozpijania podwładnych stało się jasne, że na jakiś czas powinna sobie odpuścić. Bezwzględnie nie proponować Suni alkoholu. Być może Gaara sądzi, że substancje odurzające jakoś negatywnie wpłyną na cenne dla osady uzdolnienia parapsychiczne, skoro wykazuje taką nadwrażliwość na tym punkcie.
Temari dobrze wiedziała, że zakaz opuszczenia wioski służy utrzymaniu jej i Sunami w ryzach. Prosty sposób, bo w zwykłe dni tygodnia w Sunagakure nie sposób zdobyć alkoholu. Chyba, że jest się kimś wysokim rangą.
Temari cieszyła się wszelkimi przywilejami, a jednak ostatnio nie sprzedano jej alkoholu. Gaara zwyczajnie nadużywał stanowiska, żeby ją pognębić. Widać nie dość mu było wyżywania się na Suni.
Co ciekawe, Sunami szlaban na opuszczanie wioski w ogóle nie przeszkadzał. Przez ostatnie kilka dni była w podejrzanie dobrym humorze, nawet przestała narzekać na niewdzięczną pracę w archiwum i szkole. Co więcej, postanowiła uczyć dzieciaki strategii i technik poprzez jakieś inscenizacje - zupełnie, jakby nagle odkryła w sobie żyłkę pedagogiczną. Temari zupełnie nie wiedziała, co o tym myśleć. Czyżby Suni pogodziła się już z wykonywaniem mało ważnych obowiązków? To by mogło wskazywać, że postanowiła jakiś czas przeczekać i faktycznie poszukać swojego miejsca w świecie gdzieś daleko od Sunagakure. Gdzieś, gdzie dostałaby zadania i wynagrodzenie odpowiednie dla jej umiejętności. W Konoha pewnie przywitano by ją z otwartymi ramionami.
Temari bała się pytać o jej plany. Sunami powiedziała, że myśli o rezygnacji z pracy dla Piasku, ale była wtedy pijana. I Temari wciąż liczyła, że to nie były słowa wypowiedziane poważnie.
***
Sunami w otępieniu wpatrywała się w talerz. Miała ochotę rozpłakać się z frustracji.
Gaara podał na przystawkę ostrygi zapiekane w sosie maślano-serowym. Bała się myśleć, co będzie na główne danie.
- Coś nie tak? - zapytał.
Siedział naprzeciw niej, przy stole nakrytym srebrną zastawą, a ona zastanawiała się, ile czasu poświęcił na przygotowanie wykwintnej kolacji.
- To nie jest mięso - zauważył rozsądnie.
Spojrzała na niego znad stołu. Dręczyło ją straszne poczucie winy. Ale jeśli zje te nieszczęsne stworzenia, też będzie mieć poczucie winy. Co wybrać?
- Technicznie może nie - powiedziała niepewnie. - Ale ostrygi też były kiedyś żywe.
Wzrok Gaary był zupełnie bez wyrazu.
- Rozumiem. Owoce morza też są zakazane - powiedział.
Naprawdę, wolałaby żeby się złościł. W końcu się napracował, a ona zachowywała się jak kapryśny bachor.
To nie była tylko kwestia ostryg i zakazu jedzenia żywych stworzeń. To nie była w ogóle kwestia jedzenia. Chodziło o zasady, które kształtowały jej tożsamość, miałaby się ich wyrzec?
Tylko, że właśnie przez te zasady była w wiosce Piasku kimś obcym. Inne pochodzenie etniczne i nieco ciemniejszy kolor skóry były niczym w porównaniu z zasadami i przekonaniami, które jej wpojono i których nadal starała się przestrzegać.
Z powodu tych zasad nigdy nie była tutaj u siebie. Była obca. Gaara nie zwracał na to uwagi. Teraz pewnie zrozumie swój błąd.
- W tej sytuacji niewiele będzie z kolacji. Zostaje nam tylko sałatka z warzyw i tofu - powiedział.
Była zaskoczona, że oferował jej cokolwiek.
- Świetnie - odparła skwapliwie. - Uwielbiam warzywa. I tofu.
- Pewnie nic innego nie jesz - skomentował patrząc na nią krytycznie. - Jesteś pewna, że to zdrowe?
O, nie. Tylko nie to. Słyszała to tysiące razy.
- To, że coś nie pasuje do twojego stylu życia nie znaczy od razu, że jest gorsze - powiedziała z urazą.
- Nie irytuj się. Po prostu pytam.
- Mam to odebrać jako wyraz troski?
- Możesz - odpowiedział. Ciekawe, czy był świadomy, że jednocześnie nie udziela żadnej odpowiedzi.
Mimo wszystko, była mile zaskoczona. Gaara zachowywał się inaczej niż się spodziewała. Wciąż był zdystansowany, jak zawsze. Ale nie tak chłodny. Chwilami wydawało jej się, że może naprawdę mu na niej zależy. Dostrzegała nikłą szansę, że może, tylko być może, łączy ich coś więcej niż seks.
Ale na takie myśli pozwalała sobie tylko chwilami. Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, żeby zbyt wiele nie oczekiwać.
Podświadomie liczyła na coś więcej i dlatego unikała zapytania go wprost. Pewnie by się nie obraził, gdyby zapytała, jak ją traktuje. Jednak obawiała się tego, co mógłby odpowiedzieć.
Teraz był wobec niej bardzo miły, prawie romantyczny i pomyślała, że nawet jeśli pod tym zachowaniem nie kryje się nic więcej, w niczym nie zaszkodzi udawanie, że tak jest. Choćby przez chwilę mogła pozwolić sobie na myślenie, że ich relacja nie jest czysto fizyczna.
Jednak, jak wiadomo... Jedno drugiego nie wyklucza.
Przez lata obserwowała go z daleka i tłumiła w sobie pożądanie. Wcześniej nie potrafiła tego zidentyfikować - co jest przyczyną, przez którą często i bez powodu o nim myśli. Myślała o nim jako o Kazekage, oczywiście, ale nie w taki sposób, w jaki myśli się o przywódcy osady.
Już jako dziewczynka miała w sobie irracjonalne pragnienie, by go poznać, zbliżyć się do niego - i sprawić, żeby pozbył się negatywnych emocji, które go wypełniały. Nienawiści do siebie i pragnienia autodestrukcji.
Z czasem to się stało bardziej skomplikowane. Postrzegała go inaczej i zdarzało jej się o nim fantazjować.
To pewnie efekt uboczny jej zdolności. Otaczało ją wielu ludzi, także cywilów, w które umysły było łatwo wniknąć. Włamywała się do cudzych myśli, żeby uzyskać ważne informacje, ale przy okazji zdobywała wiedzę, której wcale nie chciała mieć.
Przekonała się, że w utartych przekonaniach jest sporo prawdy - mężczyźni rzeczywiście często myślą o seksie.
I wbrew powszechnym przekonaniom, kobiety wcale im pod tym względem nie ustępują.
Jej sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Poznała pewne myśli, widziała obrazy - i na domiar złego, nieraz odczuwała intensywne emocje. Nawet Budda w tej sytuacji nie zachowałby czystych myśli. 
Te okoliczności powodowały, że jej wyobraźnia działała bardzo plastycznie. I pogłębiały jej frustrację.
Ale ostatnio dostrzegła, że wszystko ma wady i zalety. I o tym właśnie pomyślała, przyglądając się Gaarze, który bardzo taktownie przeszedł do porządku dziennego nad tym, że czas poświęcony na gotowanie okazał się zmarnowany.
Ona nawet nie była specjalnie głodna. Miała w głowie znacznie ciekawsze możliwości spędzenia czasu. Wolała skoncentrować uwagę na Gaarze niż na jedzeniu.
Były krótkie momenty, gdy się przed nią odsłaniał, ale w bardzo małym stopniu. Tymczasem ona chciała poczuć jego emocje - więcej, chciała je w nim wzbudzić.
- Dlaczego się uśmiechasz? - zapytał podejrzliwie.
Sunami nie odpowiedziała na pytanie. Nie myśląc o tym, że być może zachowuje się niegrzecznie, wstała ze swojego miejsca i obeszła stół. Gaara odsunął sobie krzesło, ale zatrzymała go kładąc mu dłoń na klatce piersiowej.
- Możemy zjeść później, prawda? - zasugerowała, korzystając z rozproszenia jego uwagi, by usiąść mu na kolanach.
Na twarzy Gaary odmalowała się oczywista konsternacja. Wcale jej to nie dziwiło. Mogłaby się założyć, że - bez względu na to, ile miał kobiet - wszystkie stosowały się do jego zasad. Nawet jeśli wykazywały jakąś inicjatywę, oczekiwały jego pozwolenia.
Ona wcześniej nie miała żadnych doświadczeń seksualnych, ale to nie znaczyło, że erotyka dla niej nie istniała. Miała bogatą wyobraźnię i dostęp do cudzych myśli - to zawsze ją denerwowało, ale teraz miało szansę zaprocentować.
Miała wiedzę o tym, co sprawia mężczyznom przyjemność i była przekonana, że ta wiedza bardzo jej się przyda.
Gaara może sobie być człowiekiem, który wykształcił niezawodne mechanizmy obronne, może być specjalistą od tłumienia emocji, ale w każdej barierze są niedoskonałości. Sunami była przekonana, że nie będzie tak chłodny i opanowany, gdy zrobi mu dobrze ustami.
***
- Powiedz to jeszcze raz.
- Czy to rozkaz?
- Proszę.
Sunami uniosła się na łokciach i popatrzyła na niego kokieteryjnie, opierając podbródek na dłoni.
- Gaara - szepnęła. - Czy teraz jesteś usatysfakcjonowany? - zapytała wodząc palcem po jego klatce piersiowej.
Był więcej niż usatysfakcjonowany. Jego imię, wypowiadane przez Sunami, brzmiało inaczej. Gdy mówiła tym zmysłowym tonem, myślał o sobie jak o kimś, kogo rzeczywiście można pragnąć.
Od dawna zwracała się do niego po imieniu, ale w takiej sytuacji, gdy byli sami, a ona pozwalała, by w jej głosie wyrażały się emocje, brzmiało to znacznie lepiej.
Nie był pewien czy woli tę łagodną wersję - po seksie - czy mniej powściągliwą w trakcie.
Pewnie będzie musiał porównać obie wiele razy, by na którąś się zdecydować.
- Wolę kiedy mówisz do mnie po imieniu. Nie używaj tytułów - powiedział, przyglądając się uważnie jej twarzy. Było w niej coś fascynującego, co sprawiało, że mógłby wpatrywać się w nią godzinami.
Wydawało mu się, że Sunami nie powinna mieć nic przeciwko temu, żeby zwracać się do niego bezpośrednio, ale sprawiała wrażenie spłoszonej tą sugestią.
- Teraz mogę się do ciebie tak zwracać, ale w pracy...
- To bez różnicy.
- Jestem pewna, że to byłoby źle widziane.
Być może, jednak Gaarze nie przyszłoby do głowy sugerować się cudzymi opiniami. Wielu osobom, z którymi współpracował na co dzień, pozwalał zwracać się do siebie z pominięciem uciążliwych zwrotów grzecznościowych, niezależnie od ich rangi czy pozycji w hierarchii wojskowej. Członkowie rady mogli na to krzywo patrzeć, bo zależało im na stosowaniu się do zasad etykiety. Dla niego to jednak nie miało znaczenia - mieli prawo go rozliczać z tego, jak zarządza wioską, ale nie z tego, jak rozmawia z ludźmi.
- To jest powód, dla którego nie chcesz się ze mną pokazywać publicznie? - zapytał, szczerze zaintrygowany.
Preferował przebywanie z nią sam na sam, tak blisko, by czuć jej zapach i dotykać jej, gdy tylko ma ochotę. Ale uprzejmie byłoby ją gdzieś zaprosić, nie tylko do mieszkania.
Na płaszczyźnie towarzyskiej nie miał zbyt dużych doświadczeń z kobietami, zwykle spotykał się z nimi tylko zawodowo, a w pracy kunoichi lubiły być traktowane na równi z mężczyznami - zarówno w prawach, jak i obowiązkach. Jednak, wedle jego wiedzy, prywatnie wolały być traktowane inaczej, między innymi być zapraszane w różne miejsca. Dlatego restauracja wydawała mu się dobrym pomysłem.
- Starcy z rady nie byliby zachwyceni, że spoufalasz się z... - zawahała się. - Ze mną.
Nie podobał mu się ton, którym to powiedziała.
- To znaczy?
Sunami zastanawiała się przez chwilę nad odpowiedzią. Nie ponaglał jej, chociaż musiał znać tę odpowiedź - co kazało jej sądzić, że nie powinien być z nią widziany w wiosce?
Nie znał się na niuansach towarzyskich, ale nie wydawało mu się, by spotykanie się prywatnie z podwładnymi było jakimś nietaktem - w końcu musiało to być powszechne. Inaczej wszyscy musieliby być zamknięci w wąskich kręgach osób tej samej rangi.
- Wiesz, jakie jest moje pochodzenie - powiedziała ściszonym tonem.
Oczywiście, że to wiedział, ale to nie miało znaczenia. Konflikt osady z autochtonami z pustyni został zażegnany kilkanaście lat temu, a nawet gdyby tak nie było - Sunami należała do społeczności Sunagakure, bez względu na skomplikowane okoliczności.
- Masz takie same prawa jak wszyscy inni. - Wydawało mu się dziwne, że musi jej o tym przypominać.
- To nie jest takie proste - odparła.
Dla niego reguły były proste, bo jasno określone. Dlatego nie do końca wiedział, o co jej chodzi.
- Sunami - odezwał się.
- Aiko - przerwała mu. - Tak brzmiało moje imię zanim trafiłam do Sunagakure.
Dziecko miłości. To imię do niej pasowało. Ale wolał Piękno piasku.
- Więc masz dwa imiona. Chcesz być nazywana pierwszym?
Przygryzła wargi w wyrazie zastanowienia, jakby zaskoczyło ją to pytanie.
- Nie. Wolę Sunami. Chcę tylko, żebyś wiedział, że kiedyś nazywałam się inaczej. Taka jest moja tożsamość. Nie przekreślę tego.
Zaskakujące, że miała takie myśli - wszystko w niej, nie wyłączając pochodzenia, składało się na osobę, którą teraz była i nie potrafił wyobrazić sobie, że okoliczności mogłyby być inne. Że ona mogłaby być inna - ta myśl wydawała się absurdalna. W jego oczach zawsze była idealna. Do tego stopnia, że trudno było mu uwierzyć, że naprawdę jest tak blisko.
Było wiele rzeczy, których o niej nie wiedział, na przykład jak trafiła do buddyjskiego klasztoru - to była jedna z ważniejszych rzeczy, o które chciał ją zapytać. Ale w pierwszej kolejności przyszły mu do głowy inne rzeczy, które musiał wyjaśnić.
- W Sunagakure jesteś u siebie. Nie chciałbym, żebyś znowu zniknęła mi z oczu biorąc misje daleko od wioski.
Sunami uśmiechnęła się lekko i wywnioskował z tego, że nie zmartwiło jej to oświadczenie.
- Ty mi przydzielasz zadania. Póki co jesteś moim bezpośrednim zwierzchnikiem - zauważyła.
Nie musiała mu o tym przypominać. Gdy wróciła z kraju Śniegu nie wyznaczył jednej niezmiennej jednostki, w której miałaby odtąd pracować i nie przydzielił jej stałego dowódcy. Z początku mógł to usprawiedliwiać ważnością misji szpiegowskiej, którą jej przydzielił, ale już dawno stracił ten argument. Odpowiadało mu to, że bezpośrednio decydował jakie zadanie jej przydzielić - i oprócz kontroli nad tym, co robi, miał też pretekst, żeby się z nią widywać. Jednak to, co jeszcze niedawno było dla niego wygodne, teraz stało się uciążliwe - bo nie powinien mieszać spraw zawodowych i prywatnych.
- Przydzielę cię do jednostki podlegającej Kankuro.
- To znaczy, że wycofujesz się z wcześniejszych warunków? - zapytała i przymrużyła podejrzliwie powieki. Było oczywiste, że nie spodziewa się potwierdzenia.
- Musisz podjąć trening, tak czy inaczej - odpowiedział, wciąż nie rozumiejąc, dlaczego jest tak uparta.
- Nie wydaje mi się. Jestem silniejsza w walce niż ci się wydaje.
Miała na myśli walkę wręcz, która nie była wystarczająca, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo.
- W takim razie przetestuję twoje umiejętności w praktyce - zdecydował. - Nie użyję żadnej zaawansowanej techniki. Jeśli wygram, ty zabierzesz się poważnie za rozwijanie technik wymagających czakry.
Sunami prychnęła ze złością.
- Wydaje ci się, że wygrasz?
- Wiem, że wygram.
- Przemawia przez ciebie arogancja - oceniła.
- Realizm - poprawił ją. - Podejmujesz wyzwanie?
Sunami posłała mu pewny siebie uśmiech.
- Oczywiście. Nie możesz być tak dobry w taijutsu, zabrakłoby ci czasu na treningi.
Gaara nic nie odpowiedział, nie wyprowadzając jej z błędu.
Z Shukaku i bez niego, od zawsze cierpiał na bezsenność. Miał aż zbyt wiele czasu.
***
Podziemne kryjówki pustynnych bojówkarzy były bardzo dobrze oświetlone. Nie przypominały mrocznych pieczar, raczej przestronne pomieszczenia wydrążone w skałach, połączone długimi korytarzami.
W jednym z takich korytarzy spotkało się dwóch mężczyzn odzianych w szare kostiumy shinobi. Obaj byli nukeninami zbiegłymi z wiosek ninja.
Obaj byli podenerwowani, chociaż jeden z nich, starszy i wyższy, lepiej maskował emocje za maską opanowania. Jego rozmówca z trudem kontrolował ton głosu.
- Shihara zniszczył całe laboratorium, zabrał najcenniejsze próbki i zlikwidował obiekty testowe. Zostaliśmy z niczym. Wyobrażasz sobie, jak zareaguje szef, gdy dowie się, że jego niepokonana armia ot tak rozpadła się w pył? - zapytał ochrypłym głosem.
- Spokojnie. Braliśmy pod uwagę i takie możliwości. Shihara nie miał dostępu do wszystkiego - zauważył.
- Zniszczył też tajne laboratorium, to o którego istnieniu miał nie wiedzieć. Szef za bardzo wierzył w jego lojalność.
- Nie aż do tego stopnia. Na pewno ma plan B. Zawsze go ma.

4 komentarze:

  1. Super, super, super rozdział!! Podoba mi się relacja Sunami i Gaary. W szczególności, że Gaara jest teraz taki słodki. Oczywiście ciekawi mnie reakcja Temari i Matsuri na wieść, że Sunami i Gaara mają się ku sobie.
    Mam też wielką nadzieje, że będzie więcej wątków Shikatema, bo jak na razie jest pustka jeśli chodzi o tą parę.
    Na koniec życzę dużo weny i szczęścia :* !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W następnym rozdziale dodam scenę z Shikamaru i Temcią. Wiem, że ta parka jest najbardziej zaniedbana ^^ I co do reakcji dziewczyn... Mats dowie się już w następnym rozdziale, ciekawa jestem czy jej zachowanie będzie zaskakujące. Temcia, jako najbardziej zainteresowana tematem, dowie się chyba jako ostatnia :P

      Usuń
  2. Aww nie wiem jakim sposobem wczoraj nie zauważyłam, że jest rozdział :P :D Za to dzisiaj umilał mi czas w podróży więc jest tego plus :D
    Jak zwykle ekstra, nawet nie ma się do czego przyczepić :D Hmmm Matsuri już zaczyna coś poderzewać :> Robi się ciekawie!
    Z niecierpliwością czekam na kolejną dawkę opowiadania, a już widzę, że jest 10% więc się cieszę, że praca postępuję :D

    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Komentarze dają mi plusy do weny, więc teraz mi jej nie brakuje. 22. rozdział dodam w środę, a następny mam juz w głowie, więc chyba też szybko napiszę.
      Jesteś zbyt pobłażliwa - było kilka literówek, ale chyba wszystkie poprawiłam :D

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)