Witajcie, oto i ostatni rozdział. Fragmenty oddzielone trzykropkami *** to tradycyjnie retrospekcje^^
Noriko
siedziała w biurze i wypełniała dokumenty, gdy pojawił się chuunin i
powiedział, że Kankuro chce z nią rozmawiać. Noriko w pierwszej chwili myślała,
że dostała wezwanie i to ona ma się ruszyć z miejsca. Lalkarz nie fatygowałby się do niej, gdy
chodziło o sprawy służbowe. A po tym, gdy spotkała na pustyni i została przez
niego oschle potraktowana, nie mogła spodziewać się, że chce z nią rozmawiać towarzysko.
Gdy
wstała od biurka, do pokoju wszedł Kankuro i ruchem głowy wyprosił posłańca.
-
Co dalej z Sunami? – zapytał, nie witając się z nią nawet.
Noriko
cofnęła się za biurko, mocno speszona jego bezceremonialnym zachowaniem.
-
Usiądź. – Wyciągnęła rękę i wskazała na krzesło, chcąc nadać tej rozmowie jakąś
normalną formę.
-
Nie, dziękuję – uciął krótko lalkarz.
W
taki sposób nie rozmawiał z nią nigdy wcześniej. Nie była pewna, czy chodziło o
Sunami czy o jego żonę – możliwe, że obie jednocześnie.
W
tej sytuacji ona także została w pozycji stojącej, za biurkiem, jakby miało jej
ono służyć za barierę ochronną. Prawda jednak była taka, że nic nie mogło jej
ochronić przed oschłym tonem i słowami, którymi ją ranił. Oczywiście, że miał
do tego powody, ale nie było to żadne pocieszenie.
Noriko
godzinę wcześniej musiała zmierzyć się z wrogością Temari, która miała do niej
pretensje o izolowanie Sunami. Tak, jakby ona miała coś w tej chwili do
powiedzenia. Oczywiście, gdyby decyzja należała do Noriko, zalecałaby izolację.
Empatka mogła wyrządzić sporo szkód w wiosce, gdyby straciła nad sobą
panowanie. Kankuro i Temari łatwo mogli wysnuwać oceny – oni nie widzieli, jak
się zachowywała, gdy Kazekage został uprowadzony przez Akatsuki. Nie wiedzieli,
że negatywne emocje, sączące się z zewnątrz, naprawdę mogą wpłynąć na
otoczenie.
Z
jednej strony Sunami zamknęła to wszystko w sobie i wydawało się, jakby wróciła
do równowagi – z drugiej jednak Noriko, rozmawiając z nią, widziała, że tym razem Sunami nawet mniej nad sobą panuje niż kilka lat temu.
Było w jej zachowaniu coś, co sugerowało, że spokój to tylko fasada, która
łatwo może się załamać. Zresztą Sunami też była tego świadoma, bo życzyła sobie
izolacji. Tylko raz zapytała o Gaarę i nie sprawiała wrażenia, jakby chciała go
widzieć – lub jakby chciała widzieć kogokolwiek. Wydawała się całkiem załamana.
-
A więc? Jak ona się czuje? – Ponaglił Kankuro.
Noriko
rozłożyła ręce.
-
Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Dostała leki, które ją uspokoiły. Nie próbuje
zrobić sobie krzywdy.
-
Co ty pierdolisz? – Uniósł się shinobi. Zdał sobie sprawę, że za bardzo
poniosły go nerwy, zastanowił się i odezwał jeszcze raz: - Wybacz, Noriko, ale
nie rozumiem tego. Dlaczego miałaby sobie zrobić krzywdę?
Noriko
zacięła usta. To tylko świadczyło, jak Kankuro niewiele widział. Ona widziała silnych
shinobi, którzy płakali jak dzieci i takich, którzy reagowali samookaleczaniem.
Stres pourazowy potrafił wyzwolić w ludziach skrajnie destrukcyjnie zachowania.
-
Ona potrzebuje czasu. Być może dużo czasu. Ale wróci do równowagi. – Wcale nie
była tego pewna, ale musiała posunąć się do kłamstwa. Zresztą jako lekarz
nauczyła się traktować wysoce optymistyczne diagnozy jako bardzo prawdopodobne.
Jakoś trzeba było sobie radzić, i jakoś trzeba było rozmawiać z ludźmi.
-
Okej, więc kiedy mogę z nią porozmawiać? – Kankuro, widząc jej minę, dodał
ostrzej: - Chyba jest w stanie normalnie rozmawiać?
-
Jest – odpowiedziała kunoichi szybko.
Nie
było powodu w to wątpić: Su była w pełni
świadoma tego, co się dzieje i tego, co się stało. Była świadoma tych
wszystkich trupów i śmierci Kenzo. Opowiedziała Noriko przebieg wydarzeń i nie
ulegało wątpliwości, że gryzło ją to, że mordowała – albo raczej jak to robiła.
Jednak było coś innego, co bardziej ją rozbiło, lecz nie sposób było
stwierdzić, co.
-
Sunami jest zwykłym pacjentem i mogłaby wyjść, gdyby chciała. – Nie było
instrukcji, żeby ją trzymać w zamknięciu. Noriko wydawało się, że to błąd i
będzie miała duży kłopot, jeśli Sunami zmieni zdanie i zapragnie pospacerować
po wiosce. Niemniej, wytyczne Gaary były jasne, a ona nie mogła ich podważać,
choćby chciała. Również nie na nią spadnie odpowiedzialność. – Może przyjmować
wizyty, ale zażyczyła sobie, żeby nikogo nie wpuszczać. Obowiązują mnie zasady,
mogę zapytać, czy ona chce z tobą rozmawiać, ale nie liczyłabym na to.
Kankuro
zareagował zgodnie z przewidywaniami, niezrozumieniem i oburzeniem.
-
To jakiś absurd.
-
Mówiłam ci, ona potrzebuje czasu. – Noriko miała nadzieję, że się nie obraził.
Kankuro
wyglądał bezradnie, analizując sytuację i najwidoczniej walcząc z wieloma
emocjami, które dotykają człowieka, który wie, że nic nie może zrobić dla bliskiej osoby. Noriko widziała to wiele
razy. A Kankuro rozumiała tym bardziej, że miała podobne odczucia. Sunami była
jej bliska, choć mało kto o tym pamiętał, gdy występowała w roli lekarza.
-
W porządku. Pójdę już. – Zdecydował wreszcie lalkarz.
Noriko,
wbrew sytuacji, poczuła chęć, by go objąć. I chciała przejść przez pokój, ale
Kankuro spojrzał na nią w sposób, który zatrzymał ją w pół drogi.
-
Noriko, jesteś nam potrzebna. Jesteś potrzebna Sunami – poprawił się. –
Sytuacja jest napięta i tylko dlatego nie wyciągam wobec ciebie konsekwencji.
Próbowałaś wmówić Michiru, że jest tu intruzem, a to, że za nią chodziłaś,
podchodzi pod nękanie. Jeśli się do niej zbliżysz, wylecisz stąd na zawsze.
Noriko
zatrzymała się. Próbowała spokojnie przyjąć to upokorzenie. Przymknęła oczy,
wzięła głęboki wdech. Potem spojrzała na niego z takim dystansem, na jaki tylko
się mogła zdobyć.
-
Widzisz to tak, jakbym ja próbowała się na siłę włamać do twojego życia. Ale ja
byłam w nim i zawsze cię wspierałam. Zlekceważyłeś to. Potraktowałeś mnie jak
byle kogo, wolałeś sobie brać kochanki, sprowadziłeś sobie żonę. – Opanowała
drżenie głosu, żeby mówić dalej: - Nie będę więcej nękać twojej żony. Ułożyłeś
sobie życie, to twoja decyzja. To ty mnie straciłeś, chociaż cię zawsze wspierałam,
i ty powinieneś żałować, że wybrałeś coś gorszego.
Kankuro
podszedł do niej. Nie wydawał się rozgniewany, chociaż tego się spodziewała.
-
Nie wybrałem czegoś gorszego. Darzę miłością moją żonę. – Tak poważnych słów
nigdy by się nie spodziewała, ale kolejną częścią wypowiedzi Kankuro zszokował
ją jeszcze bardziej. – Może kiedyś zrozumiesz, że nie chciałem stracić twojej
przyjaźni. Byłaś zbyt ważna, bym wmawiać ci, że odwzajemniam twoje uczucia.
Byłaby
to jedna z najmilszych rzeczy, jakie od niego usłyszała, gdyby nie to, że użył
czasu przeszłego.
Sunami
siedziała na podłodze po turecku. Można było pomyśleć, że medytuje, ale tak
naprawdę starała się o niczym nie myśleć, koncentrując się jedynie na nikłym
cieple promieni słonecznych, które wnikały przez okno.
Nigdy
nie czuła się tak bardzo obok świata.
Dawało jej to pewien komfort. Chyba pierwszy raz nie czuła, że zagroziłaby
komuś swoimi emocjami. Mogła je zamknąć jak w pudełku. Kiedy opadł z niej szok
po poprzednich wydarzeniach, miała okazję wszystko przeanalizować i
zdystansować się. Znalazła się w dziwnym stanie hibernacji. Wiedziała, że Gaara
nienawidził tej techniki – techniki, którą budził kiedyś Shukaku – ale ona
nagle odkryła, że coś takiego doskonale pozwala oczyścić umysł. I także pozwoliło
jej dostrzec, w jaki sposób starzec
wyciszał cudze emocje. Jego technika była prawie doskonała, ale popełniał błąd,
niszcząc je przy okazji.
Zrozumiała
też, że wyciszanie i emitowanie emocji to dwie strony tego samego medalu i
kiedyś dystansowanie się od bodźców uczuciowych, które odbierała, i tych, które
czuła, przychodziło jej z trudem dlatego, że tak naprawdę nie chciała
manipulować emocjami. A w każdym razie nie do tego stopnia, ponieważ życie bez
emocji było przerażająco ubogie. Wydawało jej się, że nigdy by takiego nie
chciała.
Teraz
wyizolowała cudze emocje w sposób doskonały i zastanawiała się, czy nie powinna
zrobić tego samego z własnymi. Emocje można w sobie stłumić, nawet nie mając do
dyspozycji żadnych technik, bo to do pewnego stopnia jest działanie na poziomie intelektualnym. Tak…
Tak,
jak robił to Gaara.
Gaara,
który ją kochał, ale nie potrafił tego głośno przyznać. Mógł dla niej zabijać i
ryzykować życie, ale nie potrafił obiecać, że zawsze przy niej będzie. Ocalił
ją w niebezpiecznej sytuacji, ale teraz nie przyszedł. I nie przyjdzie.
Nie
przyjdzie, ponieważ pragnienie więzi emocjonalnej nie wystarczy, żeby ją
utrzymać. A Gaara nigdy nie chciał się całkowicie zaangażować i nie chciał,
żeby ona się całkowicie zaangażowała.
***
Gdy
Sunami się obudziła, za oknem wciąż było ciemno.
Przebiegła
dłonią po kaszmirowej pościeli, która nie pozwalała jej choć na chwilę
zapomnieć, że nie jest we własnym łóżku. Wyciągnęła rękę, ale natrafiła na
pustkę – Gaary nie było obok.
W
nocy, gdy leżał obok niej, pozwoliła sobie odpłynąć od rzeczywistości. I
zapomnieć.
Nie
myśleć o tym, że powodowana wściekłością, niemal wtargnęła do jego domu, i że
tylko w wyniku jakiegoś szalonego zbiegu okoliczności – i emocji – wylądowali w
łóżku.
Nie
zastanawiać się, czy dla niego to miało jakiekolwiek znaczenie. I czy lekka
irytacja z odkrycia, że to był jej pierwszy raz, była spowodowana
przewidywaniem ewentualnych problemów. Gaara musiał się domyślić, że dla niej
to nie był przygodny seks.
Ale
z drugiej strony, czym to mogło być?
Sunami
przymknęła oczy i pozwoliła sobie chwilę pomarzyć.
Wiedziała,
że nie powinna wiele oczekiwać. Że jednorazowy numerek o niczym nie świadczy.
Że wiele jej koleżanek rozczarowało się, oczekując czegoś od mężczyzny po
jednym spotkaniu. Że Gaara mógł mieć dziesiątki kobiet i że dla niego ta noc
mogła nie mieć żadnego znaczenia.
Ale…
Pamiętała
jego emocje, tak samo wyraźnie, jak dotyk i żar jego ciała. Wyczuwała je, mimo
że tak bardzo przywykł je ukrywać. Pamiętała, jak po wszystkim ją obejmował.
Mając to wszystko w pamięci, jakoś mało wierzyła własnemu rozsądkowi, który
podpowiadał, że niebezpiecznie jest przypisywać bliskości fizycznej zbyt duże
znaczenie.
Głos
Gaary wyrwał ją z letargu.
-
Przygotowałem śniadanie.
Sunami
odwróciła się w kierunku drzwi. W słabym blasku światła z sąsiedniego
pomieszczenia widziała nie tylko jego sylwetkę. Przyglądał jej się z
nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Uderzył
ją kontrast między tym, jak odczuwała jego obecność wcześniej, i jak zachowywał
się teraz. Całkowite wyciszenie emocji – jakby zamknął się w skorupie. Jakby
chciał się od niej odciąć.
Najwidoczniej
oczekiwał, że coś powie, a ona nie mogła się zdobyć na żadną reakcję. Czuła się,
jakby ktoś jej wylał kubeł zimnej wody na głowę.
-
Sunami – odezwał się tonem, który ją zabolał, bowiem miała wrażenie, że nigdy
nie wypowiadał jej imienia tak oschle. Zupełnie inaczej wypowiadał je w nocy.
Opanuj się, powiedziała
sobie w duchu. To się chyba nazywa spaść ze szczytu euforii na dno rozpaczy.
Opanuj się.
Dopiero
gdy Gaara się poruszył, jakby chciał do niej podejść, i uprzytomniła sobie, że
może to jest moment na skonfrontowanie marzeń z rzeczywistością, coś sobie
uświadomiła.
-
Do cholery! Mam przedstawić z rana raport! – Wykrzyknęła i wyskoczyła z łóżka,
żeby się ubrać.
Szybko
sięgnęła po ubrania. Nie przeszkadzało jej, że była naga, a Gaara się nie
odwrócił. Tym, co jej przeszkadzało, było to, że prawdopodobnie wszystkie
emocje można było czytać z niej jak z kartki. Była spłoszona, zażenowana i zła
na siebie. Czego się właściwie spodziewała, pocałunków i kwiatów?
W
pewnym momencie Gaara wycofał się do kuchni i kiedy wyszła z pokoju, stał niemal
naprzeciw niej z założonymi rękami. Zauważyła, że nakrył do stołu dla dwóch
osób, a w całym pomieszczeniu rozchodził się przyjemny zapach tempury.
I
wtedy uświadomiła sobie coś jeszcze. On też nie wiedział, jak się zachować.
Dlatego zadał sobie trud z rana, by przygotować posiłek. Szukał zajęcia.
Ale
oprócz tego, starannie ukrywał emocje, ewidentnie nie chcąc, żeby je poznała.
Musiał mieć świadomość, jak wiele ujawnił wcześniej.
-
Właściwie… – nie wiedziała, co powiedzieć – tak właściwie to ja powinnam już
iść, bo mam wcześnie zdać raport. – To był element kary, jaką wymyślił dla niej
Kankuro za niedostateczne okazywanie szacunku przełożonym. Wcześniej nawet
przez chwilę nie odczuwała konieczności wczesnego zdawania meldunków jako kary.
– Nie mam jeszcze ani słowa.
Gaara
wykonał przyzwalający ruch głową, jakby pozwalał jej wyjść. Przyszła jej do
głowy głupia w tej sytuacji myśl, że pewnie w taki sposób zwalnia z obowiązków podwładnych. To
sprawiło, że natychmiast skierowała się do drzwi.
-
Sunami. – Zatrzymała się na dźwięk swojego imienia. Szybciej zabiło jej serce.
Tym razem nie mówił oschłym tonem - choć też nie mogła usłyszeć w jego głosie
emocji. Dla niej brzmiało to jak obietnica.
Gaara
zbliżył się do niej i chwycił ją za biodra, by ją do siebie przyciągnąć. Wciąż
skrzętnie skrywał emocje, ale czuła jakby były pod powierzchnią, wyrażały się w
silnym dotyku ramion. Pocałował ją w taki sposób, że niemal ugięły się pod nią
nogi.
Oddałaby
wszystko, żeby tylko powiedział: zostań.
Nie dbała o spóźnienie do pracy i Kankuro.
W
tym momencie pragnęła tylko, żeby powiedział jedno słowo. Zostań.
Ale
Gaara odsunął się i otworzył dla niej drzwi.
***
Temari
miała świadomość, że swoim zachowaniem działała Shikamaru na nerwy. Wiedziała
też, że – jak to ujęła kiedyś Sunami – chłopak miał dla niej wyjątkowo dużo
cierpliwości, ale to nie znaczy, że ta cierpliwość się kiedyś nie wyczerpie.
Shikamaru bez ogródek mówił, że męczy go jej poczucie nadmiernej
odpowiedzialności za innych – i nie mogła twierdzić, że nie miał racji.
Czy
jednak mogła mu powiedzieć, że wyjedzie z Suny i zamieszka z nim w Konoha, bez
względu na bieg wypadków? Nie.
Dlatego
też lekko się posprzeczali, co dodatkowo ją zdenerwowało – jakby bez tego nie
była wystarczająco nabuzowana.
Czuła
się więc wyjątkowo pewna siebie, wpadając do gabinetu Gaary, ale on zgasił ją
od wejścia, mówiąc żeby się uspokoiła lub wyszła.
Stał
przy biurku i przyglądał się mapie. Nie musiała nawet zbliżać się i sprawdzać,
co to jest – mogła z całą pewnością stwierdzić, że to mapa Kraju Ognia.
Kankuro poinformował ją, że Gaara nakazał mu
wysłać kilku ludzi na skraj pustyni, gdzie miał zostawić trzech nukeninów
zakopanych w piasku, celem wydobycia od nich później informacji. Oczywiście,
nie było żadnej pewności, że ofiary przeżyły – techniki Gaary były skuteczne w
pozbawianiu życia, mniej w jego podtrzymywaniu. Uwięzieni w piasku
nieszczęśnicy mogli się już udusić. Pewnie dlatego Gaara starał się przeanalizować
mapę Kraju Ognia, który z doświadczenia całkiem nieźle znał. Zamierzał ruszyć
na te tereny, nawet jeśli nie uzyska informacji, gdzie przywódca Piratów
rozmieścił żołnierzy.
Stary
szaleniec zamierzał zaatakować wioskę Liścia i potrzebował do tego pokaźnego
wojska. Dwie rzeczy można było uznać za pewnik. Pierwszą było, że żołnierze
stacjonowali gdzieś na terenie Kraju Ognia - w innym wypadku zbyt dużo czasu
potrzebowaliby na przemieszczenie się. Drugą, że nie mogło to być w pobliżu
Konohagakure, bo z pewnością zostaliby wykryci. Musieli znajdować się gdzieś na
obrzeżach kraju, blisko granic.
Najlogiczniejsze
wydawało się umieszczenie wojsk w pobliżu morza. Temari zorientowała się, że
nie tylko ona o tym pomyślała, bo kiedy zbliżyła się do biurka spostrzegła, że
Gaara przesuwał palcem po mapie w rejonie nadbrzeżnym. Zapewne analizował,
gdzie w tamtych okolicach najwygodniej byłoby stacjonować armii shinobi.
-
Doskonale wiesz, że nie powinieneś robić nic bez konsultacji z Hokage –
odezwała się. Nawet w jej własnych uszach ta wypowiedź brzmiała bez
przekonania. Nie dlatego, że nie miała racji, ale dlatego, że nie spodziewała
się poważnego potraktowania.
Gaara
ledwie na nią spojrzał znad mapy. Miała wrażenie, że z rozmysłem ją ignoruje.
-
Wyślę wiadomość do Hokage – odpowiedział tonem, jakby chciał ją zbyć.
Jasne.
Po fakcie.
Temari
przygryzła wargi. Z trudem panowała nad emocjami. Miała świadomość, że z ich
pomocą nic nie ugra, jednak nie powstrzymała się.
- Nie
możesz wpaść na cudze terytorium i dokonać masowego mordu! – krzyknęła.
Tym
razem Gaara spojrzał na nią z większym zainteresowaniem. W innych
okolicznościach powiedziałaby, że nawet z rozbawieniem. Nic jednak nie
powiedział. Temari sama zdawała sobie sprawę z tego, jak zabrzmiała i że nie
mogła oczekiwać innej reakcji.
Przecież
w przeszłości robił tak wiele razy. Różnicą było, że teraz zajmował stanowisko,
które nakładało na niego określone zobowiązania – i ograniczenia. Nigdy tego
nie przyznawał, ale te ograniczenia mu przeszkadzały. Temari nie musiała pytać
brata, czy jest jakiś aspekt zajmowania stanowiska kage, który mu nie
odpowiada. Już wtedy, gdy Gaara zdecydował się na przyjęcie propozycji Rady wiedziała,
że ciężko mu będzie wytrzymać zamknięcie w wiosce. Nie do takiego życia był
przyzwyczajony. A jednak nigdy nie szukał pozazawodowych powodów, żeby wyrwać
się z Suny. Zdaniem Temari było to w równym stopniu spowodowane potrzebą
ukarania siebie, jak i upewnienia się, że wymyślona przez Radę metoda
kontrolowania jego morderczych instynktów – przez odebranie okazji do zabijania
– będzie skuteczna.
Gaara
potrafił się kontrolować, jeśli tylko chciał. Teraz z pewnością nie chciał.
Pałał żądzą zemsty. Armię najemników trzeba było powstrzymać, być może
zlikwidować, ale na pewno nie w ten sposób. W pierwszej kolejności należało
porozumieć się z wioską Liścia. W tym momencie nie myślał i nie zachowywał się
jak dowódca, więc mógł zaprzepaścić wszystko, na co pracował i na czym – mimo niedogodności
– z pewnością mu zależało.
Dobrze
o tym wiedział, ale nie dbał o to, dlatego Temari miała ogromny problem, jak przemówić mu do
rozsądku.
-
Zastanawiam się, czy kiedyś mi wybaczysz – odezwała się po chwili wahania.
Powiedziała
coś, czego nie przewidział, więc przynajmniej na chwilę przyciągnęła jego uwagę.
- Słucham?
Temari
przymknęła na moment oczy. Zawsze chciała to powiedzieć, ale nigdy się nie
odważyła. Obawiała się reakcji Gaary, dlatego nigdy nie rozmawiała z nim o
dzieciństwie – zwłaszcza wczesnym dzieciństwie, zanim zginął wuj Yashamaru. O
czasach, kiedy Gaara był jeszcze zwykłym dzieciakiem, nie tym, którego zdradzili
wszyscy, i który brał odwet na otoczeniu.
- Byłam
dla ciebie okrutna. Nie chciałam się z tobą bawić. Nazwałam cię potworem… Nawet
nie raz i nie dwa. Potrafisz mi to wybaczyć?
Pierwszy
raz w życiu miała wrażenie, że Gaara nie wie, co odpowiedzieć. W innej sytuacji
przyniosłoby jej to satysfakcję. Zawsze ją to irytowało, że niby był małomówny,
ale na każdą jej uwagę miał celną ripostę.
Teraz
przez chwilę przyglądał jej się, jakby oceniał, czy mówi poważnie.
-
Nie ma o czym mówić. – To była odpowiedź, której mogła się spodziewać, ale
która w żaden sposób nie mogła jej zadowolić.
Uświadomiła
sobie jednak, że niespodziewanie dla siebie zyskała przewagę. Gaara był tak
zaskoczony, że nawet nie potrafił tego ukryć. Spadła z niego maska obojętności.
Musiała to wykorzystać. To była jedna z takich sytuacji, w których druga szansa
może się nie zdarzyć.
Nie
odważyła się podejść blisko niego – nigdy nie zdarzyło jej się zbliżyć na tyle,
by móc go dotknąć; była przekonana, że Gaara by sobie tego nie życzył - ale
postąpiła krok do przodu.
-
Proszę, powiedz cokolwiek innego. Chociażby nawet, że nie, nie mam szans na
wybaczenie. Że byłam podłym, wstrętnym bachorem. Że jest za późno. Ale nie mów,
że to nie miało znaczenia albo że nie ma go teraz.
Gaara
najwyraźniej poczuł się atakowany. Cofnął się – nieznacznie, ale nie na tyle,
by nie zauważyła. Kolejna rzecz, którą w innych okolicznościach odczytałaby
jako drobne zwycięstwo.
-
Był taki czas, że cię nienawidziłam – powiedziała. Musiała bardzo uważać, żeby
głos jej się nie załamał. Zawsze miała kłopot z wyrażaniem emocji, ale tym
razem nie potrafiła ich utrzymać na wodzy. – Winiłam cię za śmierć mamy, za to,
że nie mieliśmy prawdziwej rodziny. Ale byłam wtedy dzieciakiem i tylko tak, szukając winnych, potrafiłam to sobie wytłumaczyć.
-
Wiem. – Gaara próbował jej przerwać, ale potrząsnęła gwałtownie głową.
-
Nie. Czegoś chyba nie rozumiesz. To był mój błąd, nie twój. Moja
niesprawiedliwa ocena. Liczę, że kiedyś to zrozumiesz i że wtedy mi wybaczysz.
Ale teraz musisz zrozumieć coś innego. – Temari przełamała się i podeszła
bliżej Gaary, na odległość ramienia. Wiedziała, że musiał się powstrzymać, żeby
się nie cofnąć. Nie pozwalał się nikomu zanadto zbliżyć, prawdopodobnie jedynym
wyjątkiem była Sunami. – Czasami krzywdzimy ludzi, na których nam zależy.
Świadomie, w złości, albo przypadkiem, nie mogąc nic na to poradzić. Nie jesteś
przyzwyczajony do popełniania błędów, ale tym razem podjąłeś złą decyzję,
wysłałeś Sunami do sanktuarium, bo nie znałeś wszystkich faktów. To nie jest
błąd, którego mogłeś uniknąć. Możesz uniknąć następnych. Tylko, że musisz
wznieść się ponad twoje urażone ego.
Ponieważ
ostatnie zdanie, które wypowiedziała, brzmiało jak zarzut, Gaara odzyskał rezon.
Zdecydowanie łatwiej było mu się odnaleźć w sytuacji, w której musiał się
bronić niż wtedy, gdy ktoś próbował go zrozumieć – lub udawał, że rozumie.
Popatrzył na Temari wyzywająco.
-
Wydaje ci się, że problemem jest moje urażone ego?
Temari
potrząsnęła przecząco głową.
-
Nie. Wydaje mi się, że większym problemem jest twoje przekonanie, że będąc z
kimś blisko prędzej lub później tego kogoś zniszczysz. Ale, niezależnie od
tego, jak łatwo kiedyś przychodziło ci niszczenie: to, co zrobisz, zależy tylko
od ciebie.
***
Sunami
obróciła się w pościeli i skierowała się twarzą do Gaary.
-
W ogóle nie będziesz dzisiaj spać? – zapytała leniwie.
Oparł
się wyżej na łokciu, żeby lepiej widzieć jej twarz. Sunami zadrżała kiedy
dotknął palcami jej nagiego ramienia.
-
Śpij, jeśli jesteś zmęczona. Przecież ci nie przeszkadzam.
Sunami
uśmiechnęła się lekko, ale nie ruszyła się, choć normalnie przytuliłaby się do
niego.
-
Jesteś nadal zła? – zapytał.
Dziewczyna zastanowiła się.
-
Sama nie wiem. Byłam zła, kiedy podejrzewałam, że rozważasz aranżowane
małżeństwo.
Gaara
przesunął dłoń i dotknął jej czoła, odsuwając z niego kosmyki ciemnych włosów.
-
Skąd ci to przyszło do głowy?
Sunami
wzruszyła ramionami. Wydawała się lekko urażona, jakby uważała, że złośliwie
wypomina jej niemądrość.
-
Miałam pewne przesłanki. – Uniosła się lekko, żeby zrównać się z nim na
poziomie wzroku. – Nie, nie jestem zła. Ale to trochę frustrujące, że nie
potrafię odgadnąć, co masz w głowie, a ty mi tego nie powiesz.
Gaara
przeczesał palcami jej długie włosy. Zastanawiał się, czy Sunami w którymś momencie
się odsunie poza zasięg jego dotyku. Miała do niego żal, którego jednak nie potrafiła
wyartykułować. Nawet tego od niej nie oczekiwał, bo gdyby to zrobiła, zostałby
postawiony w trudnej sytuacji, w której musiałby się zadeklarować.
Nie
chciał więc jej zmuszać, żeby skonfrontowała się z niespójnością własnego
sposobu myślenia. Sunami nie była dziewczyną, której marzyło się małżeństwo. Wielokrotnie
narzekała na system, w którym jeśli
wyszkolona kunoichi decydowała się na ślub oczekiwało się od niej, że rzuci w
diabły lata treningów i zostanie gosposią domową. Dlatego Gaarze nigdy
wcześniej nie przyszło do głowy, że dziewczyna oczekiwałaby od niego, że się
jej oświadczy. Zdawało mu się, że sytuacja, w której ona wszystko może, ale nic
nie musi, będzie dla niej równie wygodna, jak dla niego.
A
jednak jej to nie odpowiadało, chociaż nie przyznawała tego głośno. Gdyby
powiedziała, że chce zostać jego żoną, postawiłaby go w trudnej sytuacji. Nigdy
jednak nie padła z jej strony taka jednoznaczna deklaracja. Miał wrażenie, że
dlatego, że nie do końca wiedziała, czy tego właśnie chce.
Chyba
Sunami nie tyle zależało na formalnym związku, co na tym, żeby on chciał ją
pojąć za żonę. Gdyby miał pewność, że tak jest, mógłby się jej oświadczyć –
zakładając, że odmówi. I że będzie miała pewność w temacie, który ją interesował, ale w praktyce niczego to nie zmieni.
- Nie
spodobałaby ci się rola Pierwszej Damy. Byłabyś uwiązana w tej wiosce bardziej
niż ja – ocenił.
Nie
pierwszy raz przytaczał ten argument. Poprzednio Sunami przyznała mu rację.
Teraz jednak pocałowała go delikatnie w usta i powiedziała:
- Potrafię
sama zdecydować, które więzi mnie ograniczają. I komu i w jakim stopniu chcę
pozwolić, by mnie ograniczał.
Gaara
wiedział, że oczekiwała od niego odpowiedzi, ale nie mógł i nie zamierzał jej udzielić.
Tylko raz powiedział, że nie oczekuje, by była przy nim zawsze i że nie będzie
jej próbował zatrzymać, jeśli postanowi odejść. Była wtedy nie tylko zagniewana,
ale też zraniona.
Dla
Gaary świadomość, że Sunami może odejść i że nie ma wobec niego zobowiązań,
była wyznacznikiem komfortu. Być może o zabarwieniu masochistycznym, bo istniało
prawdopodobieństwo, że pewnego dnia dziewczyna zechce z tej możliwości
skorzystać. Jednak była to jedyna relacja w jego życiu, która nie opierała się
na strachu lub powinności. Temari i Kankuro tkwili przy nim całe życie, tylko
dlatego, że musieli. Wuj próbował go traktować jak siostrzeńca, ponieważ czuł
się do tego zobowiązany. Ojciec przez pewien czas utrzymywał go przy życiu
tylko z poczucia obowiązku. Nikt z nich nie mógł się od niego odwrócić, niezależnie
od tego, czy się go bali.
Chciał
być pewien, że Sunami w każdej chwili może odejść, bo tylko wtedy wiedział, że
jest z nim, ponieważ tego chce.
***
Sunami
otworzyła okno i usiadła bokiem na parapecie. Dostała w szpitalu pokój z
ogromnym oknem, przez które wpadało mnóstwo światła. Wcześniej nie wiedziała
nawet, że w budynkach rządowych są takie pomieszczenia. W całej siedzibie
administracyjnej i w szpitalu było dużo małych, okrągłych okienek, które miały
ograniczać napływ promieni słonecznych. Może po to, żeby nie rozpraszać ludzi
skupionych na pracy, może po to, by nie czuli się oni zbyt swobodnie. Sunami była
zadowolona, że od tej reguły zrobiono wyjątki, ponieważ zwariowałaby, odizolowana
jak w pieczarze.
Teraz
dzień się kończył, a ona patrzyła na zachód słońca, który wydawał jej się
symboliczny. Cały dzień czekała na decyzję. I chociaż rozsądek i doświadczenie
podpowiadało jej, że Gaara nie podejmie takiej decyzji, jakiej ona by chciała, czuła rozczarowanie.
Mimo to, gdy rozległo się pukanie do drzwi, wiedziała, kogo się spodziewać. Pobiegła,
by otworzyć, bez zastanowienia. Gdyby kierowała się zdrowym rozsądkiem czy
logiką, powinna być zdziwiona, widząc za drzwiami Gaarę. Jednak nie była ani
trochę zaskoczona.
Ewidentnie
nie wiedział, co powiedzieć.
-
Jestem – zakomunikował w końcu.
Sunami
potrząsnęła głową, trochę z niedowierzaniem, trochę z irytacją, będącymi
reakcją na to jego lakoniczne „Jestem” – a także na całokształt zachowania
Gaary, które wynikało z przekonania, że sam może decydować, w jakim stopniu ona
się do niego zbliży.
Mogła
odegrać dramatyczną scenę, nakrzyczeć na niego lub udawać obrażoną – żeby dać
mu nauczkę. Zamiast tego uderzyła go pięścią w pierś, niezbyt mocno, więc
pewnie nawet nie poczuł.
-
Sunami – odezwał się łagodnie, jakby chciał ją uspokoić.
Ale
nie musiał tego robić. Nie była nawet zła. Była szczęśliwa.
-
Długo ci to zajęło – powiedziała.
Gaara
ujął dłoń, którą wciąż przykładała do jego klatki piersiowej, i pocałował ją.
-
Wiem. Ale już nie odejdę. Będę przy tobie zawsze, jeśli właśnie tego chcesz.
.............................................................................................
Cóż mogę powiedzieć... Mam nadzieję, że zakończenie Was nie rozczarowało. Jak wspominałam, mam w zanadrzu kilka rozdziałów dodatkowych, które miałyby pokazywać sceny z przyszłości, być może nawet i następne pokolenie, ale nie mam pojęcia, kiedy je zrealizuję. Sunagakure monogatari jako takie uważam za zakończone i chciałabym zająć się czymś innym.
Dziękuję wszystkim, którzy czytali i komentowali, zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy z regularnością dodawania rozdziałów było krucho. Bez solidnej dawki motywacji nie dokończyłabym tego opowiadania, a myślę, że byłoby szkoda - przynajmniej dla mnie. Ta historia na długi czas zajęła moją wyobraźnię i bardzo zależało mi, by doprowadzić ją do końca.
Zanim zacznę czytać, daję Ci znak, że aż się boję, jak to zakończysz i równocześnie nie mogę się doczekać. Ostatnio mam szczęście, wchodzić na Twoje rozdziały tuż po ich pojawieniu się xD
OdpowiedzUsuńOMG, żebyś Ty wiedziała jak ja się teraz stresuję na myśl o Twojej ocenie. Bardziej niż wcześniej :P
UsuńNo, to jednak okłamałaś nas trochę pod "Nakama", że nie jesteś w nastroju do pisania przez chorobę ;) Ale to kłamstewko bardzo mnie ucieszyło!
OdpowiedzUsuńTrudno coś napisać. Dla Ciebie chyba jeszcze trudniej będzie zrozumieć, że ta historia się skończyła, patrząc na to ile lat z Tobą była. Mam ambiwalentne uczucia. Ogromny smutek, że coś, co było dla mnie inspiracją i motywacją do rozpoczęcia publikowania, chyba przeważa. Jest mi zwyczajnie przykro, że nie będzie już więcej rozterek, zamkniętego w sobie Kazekage, niejednoznacznej Sunami, rozkwitającej Michiru, dojrzałego Kankuro, neurotycznej Temari i Noriko, której jako jedynej współczuję (Matsuri zlewam, nie obchodzi mnie). Dzięki tej historii na pewno można inaczej spojrzeć na niektórych bohaterów "Naruto".
Podczas czytania ani razu nie miałam myśli, że chciałabym przerwać, zawsze było mi mało. I tak jest tym razem, ale niestety mgliste obietnice, że być może będą jakieś historie, to za mało, żebym całkiem pozbyła się tego uczucia pustki, że oto jakaś historia, która tak mnie wciągnęła, dobiegła końca.
A teraz trochę pozytywów, bo naprawdę robię się smutna :P
Bardzo podobało mi się te subtelne nawiązywanie, że choć Gaara próbował ukryć emocje, były one wyczuwalne spod jego (ponoć) doskonałej obrony. Podobało mi się, że Temari w końcu przełamała się i powiedziała to, co zawsze chciała bratu powiedzieć. Podobała mi się scena Noriko i Kankuro. Podobało mi się wszystko.
Nie mogłaś nagle zrobić z Gaary postaci, która będzie emanować szczęściem, miłością i radością, a mimo to uderzyły mnie jego słowa "Wiem. Ale już nie odejdę. Będę przy tobie zawsze, jeśli właśnie tego chcesz." W przypadku Twojego Gaary znaczyło to wszystko.
Nie wiem, co miałabym więcej napisać. Może tylko złożę obietnicę, że raz na kilka miesięcy będę się dopominać jakichś miniaturek, związanych z tym ff. Jestem w nim zakochana i zapewne będę do niego powracała. Może wtedy będę dawała Ci znać, że znowu to robię ;)
Dziękuję za magiczną przygodę z "Opowieściami z wioski Piasku".
Nie kłamałam. Poczułam nagły napływ weny, a mało jest takich sytuacji, by wena i wolny czas szły w parze, więc trzeba było kuć żelazo ;)
UsuńCóż mogę powiedzieć. Strasznie mi miło, że to opowiadanie ma znaczenie jeszcze dla kogoś. Fakt, że to ff Cię zmobilizowało do publikacji własnej twórczości sprawia, że przez długie miesiące (lata!) będę miała co czytać, co jest niespodziewanym, ale bardzo cennym bonusem. :)
Wspaniała historia i idealne zakończenie. Nie przesadzone, ale można się wzruszyć :) To czekam teraz na kolejne ff.
OdpowiedzUsuńAlba Longa
Czy swoisty epilog oznacza, że już nic nie będziesz tu publikować? Lubie Twój styl i chciałabym przeczytać coś jeszcze. Nie chcę rozstawać się z Sunami i Gaarą
OdpowiedzUsuńWitaj. Też ciężko mi się z nimi rozstać ;) Planuję one shoty lub kilkupartówki z jakimiś pojedynczymi historiami pt. A co było dalej... Może nawet wiele lat później. Tyle, że są to jeszcze mgliste plany.
UsuńPrzy wypisywaniu #tagów do Twojego powstałaby lista #tagów, których najbardziej nie lubię, a mimo to przy pierwszej części byłam zachwycona, a przy drugiej zadowolona z tego co czytam (a właściwie słucham).
OdpowiedzUsuńŚwiat jest ciekawy i spójny, chociaż w pewnym momencie miałam kłopot z niezgodnościami z nowelkami, ale potem przypomniało mi się kiedy to pisałaś.
To jak rozbudowałaś charaktery kanonicznych bohaterów było dużo ciekawsze i bardziej złożone od tego co jest w anime, a nawet w mandze i nowelkach.
Za mało SHikaTema, tylko dlatego zaczęłam czytać, a to przez ten wątek zaczęłam czytać.
Matsuri pozostała słaba i dobrze!
Su nie jest płaska/słaba/nudna i czytanie historii z jej perspektywy nie męczy. Właściwie to samo można powiedzieć o pozostałych Twoich OC.
FF zdecydowanie lepszy od większości FF, które czytałam i chętnie poczytam kolejne Twoje opowieści w Wiosce Piasku.
Witaj!
OdpowiedzUsuńZ przyjemnością Cię informuję, że Twój blog został przyjęty do
Spisu opowiadań Naruto, a także widnieje już na stronie. Życzę rozwijania się w dziedzinie pisania, a także czasu na to!
Pozdrawiam,
Cordelia Prviem
Weszłam i znowu myślałam, że pomyliłam blogi jak swego czasu przy Miłość trzeba budować :P Tak się przyzwyczaiłam do pustynnego wyglądu strony, że nie wiem, kiedy się przestawię. ;)
OdpowiedzUsuńPo co tu jestem? Obiecałam, że pod koniec roku dopomnę się o jakieś miniaturki, bo strasznie tęsknię za tym Gaarą i Sunami :( Nie naciskam, a jedynie delikatnie przypominam ;)
Nie napiszę pod GaaTen, bo to byłby dodatkowy spam, ale również czekam na nowy rozdział z tamtego ff.
Wbiłaś mi ćwieka, lub jak kto woli gwoździa :P Oczywiście obiecałam one-shoty, więc muszę o tym pomyśleć. Może to pomysł na postanowienie na 2020 rok :P
UsuńHm, jestem w szoku, że od czasu opublikowania przez Ciebie ostatniej notki minął już ponad rok. Wydawało mi się, że mniej.
OdpowiedzUsuńFajnie, że zmieniłaś wygląd bloga. Do tamtego była przywiązana, ale ten też jest ładny. Czy to znak, że wracasz?
Może się mylę, ale uważnie śledząc Twoje notki, wydaje mi się, że miałaś zamiar jeszcze pociągnąć tę historię, co w efekcie miało dać więcej notek. Może jestem w błędzie, ale w pewnym momencie w Twojej historii wyskakuje dziwny przeskok. Zresztą, przyznaję bez bicia, że podobnie jak moim przedmówcy, chętnie poczytałabym jeszcze o Gaarze i Sunami. Nie wiem czy sama to dostrzegłaś, ale w obecnie coraz więcej dobrych blogów o Naruto zostaje usuniętych lub zawieszonych. Może wynika to z tego, że w zasadzie anime "Naruto" już się skończyło, a ludzie którzy się na nim wychowali, są już dorośli i po prostu chyba wyrośli z tego wszystkiego. Niby jest jeszcze kontynuacja w postaci serialu Boruto i występują tam prawie te same postacie co w poprzedniej wersji, to teraz główny prym wiedzie nowe pokolenie. Pod pewnymi względami nowy twór Masashiego Kishimoto to to samo co wcześniej, ale opowiedziane w inny sposób.
W każdym razie mam nadzieję, że jeszcze wrócisz na tego bloga - czy to w postaci one-shotów, czy to w postaci np. 3 serii.
Pozdrawiam,
Amaya
Witaj, dziękuję za komentarz. Nowy szablon to w całości pomysł i praca Sayuri 7. Pomyślę o dalszej części historii, raczej w formie one shotów niż serii, po zakończeniu obecnego ff. Pozdrawiam :)
Usuń