piątek, 3 lutego 2017

Rozdział XII.


Przed wyprawą na pustynię doszło jedynie do krótkiego spotkania organizacyjnego. Kenzou podzielił shinobich na grupy i wydał dokładne instrukcje postępowania. Sunami miała mieszane uczucia, widząc, z jaką swobodą czuł się w roli dowódcy. Z jednej strony nie mogła się nie cieszyć, że na nowo odnalazł się w wiosce - planując i nadzorując akcje był w swoim żywiole. Z drugiej był tak pewny siebie i arogancki jak tylko można, przy wiedzy, że podwładni, którym wydaje polecenia, wciąż nie zapomnieli o jego przewinieniach.

Poza tym, oczywiście, ona miała pełnić rolę zwiadowcy, ale w bardzo nietypowym układzie. Kenzou dał jej wyraźnie do zrozumienia, że będzie ją nadzorować i widząc, jak ją to irytowało, był w szampańskim wręcz humorze.
Sunami nie miała już czasu na to, żeby próbować wytłumaczyć Gaarze, dlaczego nie potrzebuje takiego ochroniarza. Wiedziała też, że prawdopodobnie nic by to nie dało. Gaara był tak strasznie wyczulony na punkcie jej bezpieczeństwa, jakby co najmniej tuzin łowców głów czyhało tylko aż zrobi krok poza bramę wioski. I z tego powodu skazał ją na towarzystwo osoby, o której wiedział, że obroniłaby ją za cenę życia. To był strasznie nieuczciwy chwyt wobec Kenzou, wyzyskiwanie jego emocji. Gaara doskonale o tym wiedział, ale to nie dbał. Zlekceważył też, w jak niekomfortowej postawił ją sytuacji. Powiedział jej jasno, że będzie pracować na tej misji z Kenzou albo wcale.
Może chciał się dodatkowo upewnić, że ona w razie niebezpiecznego rozwoju sytuacji będzie przestrzegać wytycznych. Zdawał się myśleć, że wiara i zasady ahimsy w skrajnej sytuacji mogą ją pchnąć do poświęceń, więc upewniał się, że dwa razy się zastanowi zanim narazi siebie i pociągnie za sobą eks-chłopaka.
Trzeba przyznać, że jak na kogoś, kto wydawał się mało spostrzegawczy w sferze uczuciowej, a przez niektórych był uważany za pozbawionego emocji, było to bardzo przemyślne posunięcie. Szkoda tylko, że Gaara nie zauważył przy tym, że ona ma dla kogo żyć. Kiedyś wzdragałaby się przed zabiciem przeciwnika, nawet gdyby bezpośrednio jej zagrażał. Ale teraz ceniła swoje życie znacznie wyżej: wiedziała, że musi wrócić do domu, bo on na nią czeka.
Co nie zmieniało faktu, że po powrocie urządzi mu piekło, za tę bezczelną manipulację.
Tym bardziej jeśli Kenzou będzie się tak zachowywać przez całą misję, pomyślała, gdy prawie wszyscy się rozeszli, a shinobi podszedł do niej z aroganckim uśmiechem na twarzy.
  - Radzę ci się zachowywać. O ile nie chcesz mi dostarczyć przyjemności ukarania ciebie - oznajmił impertynencko.
Brzmiało niczym tekst z poradnika "Jak zaliczyć misję, plus coś ekstra". Znowu poczuła się jak na ostatnim roku w akademii. Chłopcy podczytywali takie książeczki pod ławką, i to najczęściej w wydaniach z obrazkami.
Kenzou może sądził, że będzie się z nim przekomarzać jak nastolatka, ale ona nie była do tego w humorze. Po pierwsze, Noriko jeszcze nie wyszła ze spotkania, a ona była ostatnio w gradowym nastroju i Sunami, będąc tak blisko niej, czuła się jakby ktoś próbował ją udusić fluidami goryczy. Dosłownie - humory Noriko ostatnio bez problemu przebijały się przez pancerz niewrażliwości na cudze emocje, którym Sunami w pewnym sensie się otoczyła.
Po drugie i ważniejsze nie chciała, żeby Kenzou się z nią spoufalał. Już dawno powinien się pogodzić z obecną sytuacją, a sprawiał wrażenie, że ma z tym problem.
  - Zastanów się dwa razy, bo możesz zostać pierwszym oficerem z obowiązkiem pastowania podłóg - zgasiła go.
 Wiedziała, że Kenzou nie będzie zadowolony z takiej formy sprowadzania go na ziemię, ale też nie spodziewała się po nim złości.
  - W myślach już zostałaś Pierwszą Damą? Nie chcę rozwiewać twoich złudzeń, bo prawie nic ci do tego nie brakuje, z wyjątkiem sformalizowanego związku - odpowiedział ironicznie, znacznie bardziej dotknięty niż się spodziewała. - Pomarzyć zawsze można.
  - Na pewno coś o tym wiesz - wtrąciła się Noriko, zupełnie nieoczekiwanie. Sunami wiedziała, że na pewno nie dlatego, żeby jej bronić. Przyjaciółka nawet nie próbowała ukrywać, że ma do niej żal. - Ja marzę o chwili, gdy nie będę musiała na was patrzeć. Ta wyprawa to będzie świetna zabawa.
 Sunami wolała w ogóle jej nie odpowiadać. Obecność Noriko na misji była niczym gwóźdź, który przypieczętuje i tak nerwową atmosferę. Niestety, dobrze przygotowani medic nini mogli okazać się potrzebni.
Noriko nie tylko nie chciała pogodzić się ze słowami krytyki, ale jeszcze poczuła się dogłębnie urażona, tak jakby Sunami zdradziła ją upominając, by przestała dręczyć Michiru. Sunami zupełnie nie czuła się w tej sprawie winna. Z drugiej strony dobrze, że Noriko choć na dwa dni wyrwie się z wioski, bo może ochłonie i dopadnie ją jakaś refleksja. Gdyby nie, Sunami wolała być na miejscu, kiedy Kankuro dowie się, że Noriko de facto prześladuje jego żonę - a dowie się na pewno.

***
Dzień wcześniej w domu Kankuro

  - Sama nie wierzę, że to mówię - powiedziała Sunami ze zmartwioną miną. - Ale nie powinnaś tego lekceważyć. Już nawet do mnie dotarły plotki, że Nori za tobą chodzi. To podchodzi pod prześladowanie.
  - Ona mnie już nie zaczepia. Na co miałabym się skarżyć? - odparła Michiru.
  Próbowała sprawiać wrażenie spokojnej, ale nerwowo mieszała łyżeczką herbatę. Ewidentnie coś ją od dłuższego czasu gryzie - Sunami nie zdziwiłaby się, gdyby tym czymś było obsesyjne zachowanie wrogo nastawionej kunoichi.
  - Wywieranie presji psychicznej to wystarczający powód. Nie bardzo rozumiem, dlaczego ją chronisz - oświadczyła Sunami.
  Te słowa gorzko brzmiały w jej własnych ustach, bo powinna być ostatnią osobą, która dążyłaby do odesłania Nori z wioski, do czasu aż trochę ochłonie. Przyjaciół się wspiera gdy mają trudny okres, jednak w tym przypadku Sunami nie widziała żadnej możliwości delikatnego działania. Noriko zupełnie jej nie słuchała.
Wyglądało na to, jakby sporym opóźnieniem, w końcu dotarło do niej, że nie ma szans u Kankuro. Może wcześniej sądziła, że facet zostawi dla niej żonę. Jeśli faktycznie przez tak długi czas karmiła się złudzeniami, a teraz coś do niej dotarło, mogła zachować się nieprzewidywalnie.
Michiru w końcu odłożyła na bok łyżeczkę i zapomniała o herbacie. Za to skierowała na Sunami uważne spojrzenie, jakby chciała przestudiować jej reakcję.
  - Zastanawiam się, co się a tym kryje - powiedziała z napięciem. - Pamiętam, co mi powiedziałaś, uważasz, że Kankuro nigdy nie miał z tą kobietą... bliskiej relacji, ale jak wytłumaczysz jej zachowanie? Noriko zachowuje się jak dziewczyna, której zrobiono nadzieję, i którą oszukano. Może w jej opinii weszłam z butami w jej życie i jej coś zabrałam, może ma podstawy tak twierdzić? Może Kankuro jej coś obiecał? - zakończyła, wyraźnie zafrasowana.
Sunami przygryzła wargę. Nie chciała zabrzmieć nieuprzejmie, ale nie wiedziała, jak ma ubrać myśli w słowa, żeby rozmówczyni nie poczuła się urażona.
  - Nie mogę uwierzyć, że... Albo inaczej - rozmyśliła się. Miała powiedzieć "nie mogę uwierzyć, że nie rozmawiałaś na ten temat z własnym mężem", ale uznała, że zabrzmiałoby to zbyt obcesowo. - Jeśli tak cię to dręczy, zapytaj Kankuro. Ja bym to zrobiła, ale chyba rozumiesz, nie wypada mi wymagać, żeby się tłumaczył ze swoich romansów, jest moim szefem.
  - Bardzo zabawne - skomentowała Michi kwaśno.
  - To nie miało tak zabrzmieć - odpowiedziała Sunami, żałując, że nie potrafi powściągnąć języka.
 Na szczęście jednak Michiru nie była skłonna do obrażania się, chociaż była wyraźnie rozdrażniona.
  - Ja też nie jestem od tego, żeby go rozliczać - zauważyła. - Czy ty wypytywałaś Gaarę, ile miał kobiet?
  - Nie musiałam. Samo wyszło w którejś rozmowie - odpowiedziała Sunami. Spostrzegła minę Michiru i zdała sobie sprawę, że znów nieświadomie jej dokuczyła, bo zabrzmiało to tak, jakby sugerowała, że ona nie rozmawia z mężem.
Nawet nie próbowała tego odkręcać, bo wiedziała, że tylko pogorszy sytuację. Co mogła powiedzieć, że w jej przypadku przeszłość to nie jest drażliwy temat, bo Gaara nie łajdaczył się na prawo i lewo?
 - To jest zupełnie inna sytuacja - powiedziała, czując się coraz bardziej niezręcznie. Doprawdy, wolałaby, żeby Kankuro nie był jednocześnie jej szefem, mężem przyjaciółki i prawie-szwagrem. Już to, że był najbardziej wkurzającą osobą na wysokim stanowisku w całej osadzie wystarczało, by uprzykrzyć jej życie. - W tym przypadku masz powód, żeby być dociekliwa, nie rozumiem, dlaczego tak bardzo unikasz tematu.
Michiru sprawiała wrażenie zniecierpliwionej, jakby sprawa była oczywista i tylko Sunami nie była w stanie jej zrozumieć.
  - Ponieważ już go kiedyś pytałam o Noriko. Co, gdy okaże się, że kłamał?
  Sunami potrząsnęła głową. Spodziewała się po Michiru więcej rozsądku, co ją ostatnio ugryzło, żeby wszystko tak roztrząsać?
  - Dlaczego zakładasz, że Kankuro kłamał?
  Teraz kobieta już wpadła w złość. Co gorsza, w takim natężeniu, że jej nastrój zaczął udzielać się i Sunami.
  - Mówiłam, Noriko zachowuje się jakby spotkał ją zawód!
  Sunami uniosła brwi. Wzrosła w niej podejrzliwość.
  - Z tym się zgadzam. Ale to, że ona jest zawiedziona, wcale nie znaczy, że Kankuro jej coś obiecał - wyjaśniła.
  Do Michiru przemówił rozsądek tej wypowiedzi, przynajmniej w pewnym stopniu ukoił jej nerwy.
  - Masz rację - przyznała.
  - Zwykle mam rację - odparła Sunami nieskromnie. Wahała się przez chwilę, jednak w końcu przełamała się i powiedziała: - Przepraszam cię, ale masz takie wahania nastrojów, że nie potrafię się na nie zablokować. Czy aby nie jesteś w ciąży?

***
Z powrotem w teraźniejszości, pustynia dziesięć kilometrów od wioski Piasku

Większość dotychczasowej podróży upłynęła w wymownej ciszy, przynajmniej między Sunami i Noriko. Medyczka była wyraźnie naburmuszona. Sunami wolała tego typu zachowanie niż szczeniackie zaczepki Kenzou. Musiała znosić jedno i drugie. 
Niestety, w czasie postoju na posiłek Kenzou nie zaprzepaścił okazji, żeby się z niej ponaigrawać. Zupełnie nie przeszkadzała mu obecność Noriko, która usiadła co prawda w znacznym oddaleniu od nich - jakby chciała podkreślić, że nie chce mieć z nimi do czynienia - alew zasięgu głosu. Sunami miała ochotę posłać w jej kierunku jakąś złośliwą uwagę, żeby nią potrząsnąć, ale w końcu postanowiła nie zaogniać sytuacji.
Za to konfliktu z Kenzou nawet nie musiałaby podsycać, on wyraźnie wyłaził ze skóry, żeby jej dokuczyć.
  - Oczywiście wzięłaś pod uwagę, że cała ekspedycja pójdzie na marne jeśli okaże się, że nie potrafisz przełamać pieczęci przy wejściu? - zapytał shinobi, ubawiony jej złym humorem.
  - Tak, zdaję sobie sprawę - odpowiedziała niechętnie. Uprzedziła Gaarę, że nie wie na pewno, czy złamie zabezpieczenia przed sanktuarium, jednak rozmawiając z nim uważała, że tak naprawdę wymienia tę możliwość tylko z obowiązku. Była przekonana, że musi jej się udać, zewnętrzny świat nie zepsuł jej na tyle, by straciła kontakt z duchowym uniwersum, jak to określały mniszki.
  Ale teraz, po czasie spędzonym w tej grupie i tej atmosferze chwilami nachodziły ją mordercze myśli, które były oczywistymi oznakami zepsucia. Miała mnóstwo czasu, żeby przeanalizować wszystkie czyny zabronione dla mieszkanek zakonu, których się dopuściła i które mogły oznaczać, że nie będzie miała dostępu do sanktuarium, niezależnie od tego, czy zna pieczęcie ochronne czy nie.
Zaczęła obawiać się momentu, gdy staną przy murach świątyni i okaże się, że będąc tak blisko, nie mogą nic zrobić. Bała się tego momentu nie tylko przez wzgląd na uwięzione siostry zakonne. W równym stopniu, a może nawet większym, bała się odkrycia, że będąc kunoichi, mimo wszystkich wysiłków, sprzeniewierzyła się swojej wierze i nie jest już godna.
Oczywiście Kenzou domyślał się tych obaw i nie wahał się zrobić z nich użytku.
  - Powinnaś chyba wiedzieć, jak bardzo zdradziłaś ideały - odparł z kpiną. - Plotki głoszą, że tylko wierne zasadom buddystki mogą przełamać bariery ochronne. Pewnie to dotyczy dochowania ślubów czystości.
 Sunami prychnęła.
  - W takim razie odbijemy się od drzwi. Wymyśl jakiś plan b, ty dowodzisz - skomentowała opryskliwie.
Nie przyszło jej do głowy, że przez śluby czystości Kenzou miał na myśli coś bardzo konkretnego, dopóki nie spostrzegła w jednej chwili dwóch rzeczy - shinobi poczuł się jak ktoś zdradzony, a jego twarz nabrała wyrazu, jakby wymierzyła mu siarczysty policzek.
  - Rzeczywiście jesteśmy udupieni - skomentował gorzko - skoro wystarczyło ci trafić na kogoś, kto ma władzę, żeby zapomnieć o wszystkich zachwalanych wartościach.
Ledwie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. 
- Słucham?
 - Poświęciłem ci pół życia. Twój ideał pojawił się znikąd i zaliczył cię w kilka miesięcy?
 Sunami przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Wolałaby, żeby znowu sobie z niej żartował, ale zdawała sobie sprawę, że miotają nim zupełnie poważne uczucia, z rozczarowaniem na czele.
Ale jej rozczarowanie wcale nie było mniejsze. Kenzou dobrze wiedział, że nie był miłością jej życia. Nawet gdyby miał co do tego jakieś wątpliwości, w ostatnich miesiącach robiła wszystko, by mu to uzmysłowić, bo miała nadzieję, że go to otrzeźwi i że łatwiej mu będzie uporządkować - i wygasić - wszystkie romantyczne uczucia, jakie do niej miał. To wydawało się wystarczająco definitywne, wystarczająco znaczące. Nie do wiary, że w takiej sytuacji Kenzou przykładał tak dużą wagę do tego, czy zdecydowała się na seks z kimś innym.
Nie mówiąc o tym, że pokazywało skalę jego oderwania od rzeczywistości. Przecież ona praktycznie mieszkała z Gaarą i od dawna wszyscy o tym wiedzieli.
  - Nie "zaliczył mnie" w kilka miesięcy - powiedziała, wiedząc, że brzmi wrednie, ale nie dbała o to. - Wystarczyła godzinka.
 Kenzou przymrużył oczy i popatrzył na nią z gniewem.
  - Proszę, jaka stałaś się wulgarna.
 Sunami ledwie powstrzymała się przed zdzieleniem go pięścią w łeb.
  - Ja jestem wulgarna? A siebie słyszałeś przed chwilą? - Kosztowało ją wiele wysiłku, by zapanować nad nerwami, ale nie mogła robić z tego awantury, zdecydowanie była ponad to. Powróciła więc do normalnego tonu. - Trudno mi w to uwierzyć, minęło tyle czasu odkąd de facto ty mnie zostawiłeś - wystarczająco dużo czasu, byśmy oboje zdążyli dorosnąć - a ty nadal sądzisz, że jestem ci coś winna, że twoje zasługi wobec mnie są tak wielkie, bym musiała rzucać ci się do stóp.
Kenzou przygryzł wargi i ze zniecierpliwieniem potrząsnął głową.
  - Ty wcale nie dorosłaś. Żyjesz mrzonką. Zostałaś nałożnicą cesarza i obnosisz się z tym jak księżniczka. Nie jesteś księżniczką tylko dziewczyną znikąd, którą ważniacy z rady chętniej zobaczą martwą niż w jakiejkolwiek zaszczytnej funkcji. Czy ty nie zdajesz sobie sprawy, jak na ciebie patrzą jounini i staruchy z rady? Czekają tylko na moment kiedy kazekage otrzeźwieje, odwidzi mu się albo po prostu będzie wystarczająco nieostrożny, żeby mogli się ciebie pozbyć. Dla nich jesteś nie tylko nisko urodzona, ale też niebezpieczna. Gaara utrzymał się przy władzy tylko dlatego, że radni uznali, że jest wystarczająco stabilny, żeby nie zrobić nic głupiego. I tu wkraczasz ty, niemożliwa do kontrolowania empatka, która w dwunaste urodziny spowodowała zamieszki w kawiarni, bo miała zły humor!
Sunami wbiła paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Musiała mu udowodnić, że nie pozwoli się sprowokować, bo wyraźnie dążył do tego, żeby wyładowała na nim złość. I posuwał się do naprawdę niskich zagrywek.
  - Jasne. Wypomnij mi teraz każdą sytuację, gdy przelałam swoje emocje na kogoś innego i spowodowałam choćby stłuczenie szklanki. Od lat mi się to nie zdarzyło, ale to oczywiście bez znaczenia, bo nie pasuje do twojej wizji świata.
 Miała już serdecznie dość jego towarzystwa, więc poderwała się z miejsca, ale Kenzou nie skończył jeszcze mówić i złapał ją za ramię. Odepchnęła go, jednak zaczekała na to, co miał do powiedzenia. Teraz mówił znacznie spokojniejszym tonem, jakby chciał ją przekonać do swoich argumentów.
  - Powiedz sama, czy nie przyszło ci do głowy, jakie miałoby konsekwencje gdybyś ty straciła kontrolę nad sobą, a Gaara znalazł się w pobliżu? Nawet jeśli jesteś całkowicie pewna, że mu nie odbije, starsi wioski nie są i raczej nie będą ryzykować. - Przerwał, być może spodziewając się jej odpowiedzi, ale Sunami nie miała nic do powiedzenia. Nie mogła wiedzieć, co siedzi w głowach radnych, to Kenzou miał z nimi kontakt i wiedział, jakie sprawy ich zajmują. Może i ściągnęła na siebie zdecydowanie więcej uwagi niż by chciała. - W razie, jeśli się zastanawiasz, dlaczego kazekage woli gzić się z tobą nieoficjalnie zamiast sformalizować związek i zagwarantować ci ochronę, to masz odpowiedź. Jeśli zechce zrobić z ciebie Pierwszą Damę Piasku, do rady natychmiast trafi wniosek o odwołanie go z funkcji. Może ceni stanowisko na tyle wysoko, by w którymś momencie podziękować ci za towarzystwo, bo źle wpływasz na jego wizerunek.
Sunami wiedziała, że ma wyraz twarzy jakby zaraz miała się rozpłakać - i tak się czuła - ale nie próbowała unikać wzroku Kenzou. Popatrzyła na niego wyzywająco.
  - Może tak jest, ale wiesz co? Ja nie mam z tym problemu. Ty go masz. - Naprawdę chciała powiedzieć coś więcej, ale nic nie przyszło jej do głowy, więc odwróciła się i ewakuowała z miejsca zdarzenia. Przypomniała sobie jednocześnie o obecności Noriko, gdy usłyszała jej komentarz.
  - Ale z ciebie ciul, Kenzou. Gorszy niż myślałam. 



###
Później niż zakładałam, ale jest! Mam nadzieję, że rozdział, choć krótki, czytało się przyjemnie.

2 komentarze:

  1. Owszem czytało się przyjemnie, ale krótko :C Wciąż mało mi Kankiego i ShikaTema, ale i tak rozdział cudo :D

    Kenzo ciul do potęgi -,- Zazdrość go zżera, że to nie on zaliczył Sunami pierwszy ;p

    Czekam na kolejny i życzę duuużo weny i czasu ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak raz zgodzę się z Noriko xD "Ciul" <3
    Szczerze... UGH. Zabij Kenzou, błagam ;-; Jest bardziej irytujący niż moja kuzynka, a to już wyczyn! T-T
    No i brakowało mi tu Gaary ;-;
    Ale ciul z tym! I tak rozdział świetny *u*
    Pozdrawiam cieplutko i ślę duuużo weno-żelek <3

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)