środa, 9 marca 2016

Rozdział VIII.


Sunami już od dłuższego czasu planowała wybrać się do Michiru, żeby z nią porozmawiać, i od dłuższego czasu jej to nie wychodziło. Wcale nie dlatego, że miała dużo obowiązków w pracy. Właściwie było wręcz przeciwnie. Oprócz sporadycznych jedno- czy dwudniowych misji pracowała w wiosce i chociaż Kankuro dawał jej różne zlecenia miała wrażenie, że wcale nie zależało mu, żeby wykonywała je szybko. Zaczął ją traktować z irytującą pobłażliwością. Sprawiło to, że zaczęła się trochę nudzić, bo nagle była jedyną osobą w otoczeniu, która nigdy nie miała tysiąca spraw na głowie i wiecznie niezadowolonego szefa za plecami.
Sunami często spotykała się z Michiru, ale odkąd Matsuri wróciła z ostatniej misji zawsze im towarzyszyła i nie mogły porozmawiać w cztery oczy. A wydawało się, że jest o czym. W końcu postanowiła odwiedzić żonę Kankuro w przerwie na lunch. Wiedziała, że spóźni się z powrotem, ale pierwszy raz postanowiła skorzystać z pobłażliwości szefa i nawet nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia. Ostatecznie – chodziło o jego małżeństwo.
Codziennie widywała Kankuro i przynajmniej trzy razy w tygodniu Michiru, więc zawirowania w ich związku nie mogły umknąć jej uwagi – ale dopiero teraz zaczęła się poważnie martwić, bo jej zdaniem trwało to już zbyt długo. W małżeństwie zapewne nie zawsze jest różowo, a ona nie zwykła się w takie sprawy wtrącać – gdyby próbowała wnikać w przyczyny cudzych zmian nastrojów za każdym razem, gdy je wyczuwała, prawdopodobnie nie miałaby czasu na nic innego. To był argument, który miała na swoje usprawiedliwienie. Z drugiej strony musiała przyznać sama przed sobą, że ostatnio za bardzo koncentrowała się na własnych problemach i unikała wtrącania się w cudze sprawy. Nie czuła się na siłach doradzać komukolwiek, a ponadto była przekonana, że Kankuro i Michiru potrafią się dogadać we własnym zakresie.
Teraz zaczęła myśleć, że niekoniecznie. Miała nadzieję, że cokolwiek jest przyczyną, nie stoi za tym Noriko. Sunami znalazłaby się wtedy w sytuacji nie do pozazdroszczenia - między młotem a kowadłem. A może nawet gorzej, bo Michiru i Noriko nie były jedynymi osobami, na których szczęściu jej zależało. Z pewnym przerażeniem odkryła, że Kankuro zaczął budzić jej sympatię. Nie był palantem, za jakiego kiedyś go uważała, ani w pracy, ani prywatnie.
Przynajmniej miała nadzieję, że nie prywatnie. Że za emocjami, które od niego wyczuwała – a wśród których dominowała frustracja seksualna – kryją się drobne nieporozumienia w małżeństwie, a nie nowa kobieta na horyzoncie. Bo że Noriko leci na Kankuro, to było oczywiste także dla niego. Sunami czuła się z tą wiedzą wysoce niekomfortowo.
Niezależnie od tego, jak bardzo nie chciała się wtrącać, musiała w końcu podpytać Michiru i starała się to zrobić delikatnie. Przyjaciółka z początku próbowała udawać, że nie wie, o co jej chodzi, ale sama musiała spostrzec, że wypadła nieprzekonująco.
Sunami skwitowała jej wykrętne odpowiedzi znaczącym spojrzeniem.
- Przestań panikować. Kłótnie zdarzają się w każdym małżeństwie, po prostu przyznaj, o co poszło, a może będę mogła coś poradzić.
Michiru potrząsnęła głową z przesadną gorliwością.
- Nie pokłóciliśmy się. Wszystko jest idealnie.
Sunami nie mogła powstrzymać się przed okazaniem dezaprobaty, chociaż wiedziała, że krytyka nie była tym, czego w tym momencie jej rozmówczyni potrzebuje.
- Nie ściemniaj – odpowiedziała, zupełnie przekonana, że doszło do jakiegoś otwartego konfliktu. – Nie wiem, kto zawinił, pewnie facet, ale jeśli twoją metodą jest odciąć mu dostęp do źródełka i czekać aż się w desperacji ukorzy, to postępujesz trochę nie fair.
Michiru popatrzyła na nią z bezbrzeżnym zdumieniem.
- Jakiego źródełka?
Sunami przekrzywiła głowę przyglądając jej się z zastanowieniem. Zaskoczenie wydawało się szczere – zresztą nie było się czemu dziwić. Sunami, mimo że dobrze znała pochodzenie Michiru, wciąż czasami zapominała, że ona nie jest jak dziewczyny z osady i nie rozumie oczywistych aluzji. Tam, skąd pochodziła, nie do pomyślenia było otwarcie rozmawiać o seksie.
Wydawałoby się, że przez te kilka miesięcy powinna się zorientować w używanej powszechnie retoryce, ale niektóre mury są trudniejsze do przebicia niż inne.
Sunami zdała sobie sprawę, że ma dwa wyjścia - drążyć temat oględnie i przyglądać się jak koleżanka wije się w męczarniach, albo ująć sprawy wprost. Z podobnym efektem, ale jednak znacznie szybszym.
- Szczerze. Jak wam się układa w sypialni? – zapytała prosto z mostu.
Chociaż nawet nie musiała pytać. Jej zdolności empatyczne nie ograniczały się do rozszyfrowywania mężczyzn. Doskonale wiedziała, że Michiru jest równie sfrustrowana jak jej nieszczęsny mąż. Widocznie stosowała broń, która okazała się mieczem obosiecznym i była zbyt dumna, żeby się do tego przyznać. Większość dziewczyn w Sunagakure była zbyt mądra, by uciekać się do takich metod – miały inne sposoby, żeby zirytować mężczyznę, jeśli chciały mu coś udowodnić albo zmusić do ugody. Ale Michiru pochodziła z innego kręgu kulturowego. Szlachcianki raczej nie mają wiele w zanadrzu, gdy chcą sobie coś wywalczyć.
Zgodnie z przewidywaniami, Michiru spłonęła rumieńcem jak piwonia i przez dłuższą chwilę się nie odezwała. Sunami zachowała poważną minę, żeby nie okazać, jak bardzo ją to bawi. W końcu zdawała sobie sprawę, że seks dla niektórych może być trudnym tematem. Kobiety w większości krajów były uczone, że o takich rzeczach się nie mówi.
Oczywiście, to nie było problemem dla kogoś, kto wychowywał się w Sunagakure. Może z wyjątkiem Matsuri, która przez większość życia była trzymana przez ciotkę pod kloszem. Ona też pewnie nie zrozumiałaby subtelnych – albo niekoniecznie – metafor, których w innych osadach unikało się w towarzystwie. Szczególnie w Kirigakure, chociaż to akurat Sunami uważała za wyjątkowo śmieszne – z obserwacji wiedziała, że tam to, o czym się nie mówi, bez żenady stosuje się w praktyce.
Z tego też powodu znajomym z Konohy, którzy uważali, że shinobi w Sunagakure są rozwiąźli seksualnie, polecała wycieczkę do Kiri. To, o czym w wiosce Piasku tylko usłyszycie, we Mgle zobaczycie na własne oczy. I to wcale nie szukając.
- No więc... – odezwała się Michiru po kilku próbach wyartykułowania zrozumiałej wypowiedzi. – Jeśli chodzi... A więc... Aż tak to widać? – zakończyła w końcu kulawo.
Sunami mimo wszystko spodziewała się jakiejś jaśniejszej odpowiedzi.
- Co widać? – zapytała zachęcająco.
Michiru przygryzła nerwowo wargi i rozejrzała się, jakby tknięta absurdalną myślą, że w pustej kuchni ktoś niepowołany może podsłuchiwać.
- Chyba coś jest ze mną nie tak. Kankuro stracił zainteresowanie.
Teraz to Sunami nie wiedziała, co powiedzieć. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w koleżankę z wysoko uniesionymi brwiami.
Wszystkiego się spodziewała, tylko nie tego. I zdecydowanie nie chciała wysnuwać wniosków z tak prostego komunikatu.
Bo jeśli Kankuro jest napalony na Noriko, kilka miesięcy po ślubie uznawszy, że jednak chce czegoś innego niż dostał, to jest klasycznym przypadkiem Piotrusia Pana.
Za którego, tak właściwie, przez lata go uważała. Ale teraz myślała, że jest znacznie dojrzalszy emocjonalnie niż się wydawało, co gorsza – na pewno dojrzalszy niż Gaara. Czy mogła się tak bardzo pomylić? A jeśli tak, to co zrobić z tą wiedzą?
Przed zastosowaniem drastycznych środków w rodzaju przemocy fizycznej powinna przynajmniej ustalić fakty. Takie, które będą stanowić pocieszenie, gdy przyjdzie jej odsiadywać wyrok za pozbawienie dowódcy cennej części ciała.
- Co to znaczy, stracił zainteresowanie? – zapytała przez zaciśnięte zęby.
W innej sytuacji może pomyślałaby, że facet się wypalił – co się zdarza, jeśli ktoś za bardzo szaleje, ale - po pierwsze - to się chyba nie zdarza mężczyznom w tak młodym wieku, choćby nawet nie robili nic innego poza bzykaniem. A po drugie wiedziała, że Kankuro jest jak chodząca bomba zegarowa. Trudno byłoby uznać to za symptom związany ze spadkiem libido.
Michiru zawahała się.
- Od dłuższego czasu mam wrażenie, jakby oddalał się ode mnie. Emocjonalnie. Ale może to nie dlatego, że nie – sprawiała wrażenie, jakby wyartykułowanie dalszej wypowiedzi przyszło jej z najwyższym trudem, ale Sunami tym razem nie widziała w tym nic zabawnego – uprawiamy seksu. Tylko na odwrót. Może już mu się nie podobam, i to powoduje, że jest jakby... Czuję się, jakby przez te wszystkie niedopowiedzenia wyrosła między nami jakaś ściana i nie wiem, co na to poradzić. Nigdy wcześniej nie czułam się tak niezręcznie w jego obecności, nawet... Nawet na początku kiedy tu przyjechałam. Cały czas dużo rozmawiamy, Kankuro jest wobec mnie... jest naprawdę słodki, ale ostatnio prawie mnie nie dotyka. I wiem, że nie jest ze mną szczery, jest coś, o czym ze mną nie rozmawia.
Sunami przyglądała jej się z zafrapowaną miną. Naprawdę chciała znaleźć jakieś wytłumaczenie, i to takie, które nie klasyfikowałoby automatycznie Kankuro jako ostatnią szuję. Zresztą, przecież istniało wiele możliwych wyjaśnień. Niekoniecznie musiała wchodzić w grę inna kobieta.
- Cóż – powiedziała niepewnie, wiedząc, że wysnuwa trochę naciąganą teorię. – Macie krótki staż małżeństwa, trochę wcześnie na nudę, ale na to nie ma reguły. Takie rzeczy rozwiązuje się bardzo prosto. Wystarczy trochę inwencji, Michiru. Zaskocz go czymś nowym, a zapomnicie o syndromie wypalenia.
Dziewczyna patrzyła na nią bez żadnego przekonania. Jakby nie wiedziała, co ma na myśli. Sunami powstrzymała się przed zniecierpliwionym prychnięciem.
Ostatnie, co powiedziałaby o sobie, to że jest pruderyjna – ale przecież nie będzie udzielać dziewczynie szczegółowych instrukcji. To by było co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę, że Kankuro jest jej przełożonym. Dla zdrowia własnej psychiki nie miała ochoty wyobrażać sobie, co robi z żoną w łóżku.
- Uruchom własną fantazję, jestem przekonana, że cokolwiek wymyślisz, jemu się spodoba. Liczy się inicjatywa, technikę wypracowuje się w praktyce – odpowiedziała swobodnie i nagle poprawił jej się humor. Michiru wydawała się na tyle skonfundowana jej wypowiedzią, że może rzeczywiście w tym leży problem – dziewczyna nie stara się uruchomić wyobraźni. Każdy mógłby się poczuć nieco zniechęcony jeśli...
Nagle uderzyła ją myśl, którą natychmiast starała się odrzucić jako zbyt absurdalną. Nie, to nie może być prawda. Przed chwilą miała ochotę powiesić Kankuro na środku placu, a teraz musiała wziąć pod uwagę, że należy mu współczuć.
Niestety, zażenowanie na twarzy Michiru, w połączeniu z jej ewidentnym zagubieniem w temacie rozmowy mówiło jej, że może mieć rację.
Te wszystkie dobrze ułożone panienki ze szlacheckich rodów przyzwyczajone do robienia tego, co się od nich oczekuje i niczego więcej – no tak, domyślała się, że przy małżeństwach międzykulturowych to może być problemem. Ale chyba dziewczyna ma trochę wyobraźni?
- Michi, ty oczywiście wiesz, że mężczyzna nie zawsze musi podejmować inicjatywę. Fajnie jest jeśli zainteresowanie jest obustronne – powiedziała grobowym tonem.
I bez werbalnego potwierdzenia wiedziała, że dotarła do sedna problemu. I nagle przyszło jej do głowy, że może to jest problem dość powszechny – dlatego żonaci shinobi Piasku w większości chodzą na panienki i wcale się z tym nie kryją, a ich dobrze wychowane żony nie mają o to pretensji. Kobietom ze szlacheckich rodów nie mówi się, że mogą cieszyć się z seksu, raczej że mają spełnić obowiązek. Przeciętnego mężczyznę, który nie traktuje kobiety jak rzeczy do spełniania własnych zachcianek, takie podejście musi frustrować. Stąd chyba się wzięło dobrze znane w Sunie powiedzenie, że żony są do wychowywania dzieci, a singielki do zabawy. Damy spełniają obowiązki, a dziwki korzystają z życia.
Przynajmniej zdaniem panien wychowanych w przekonaniu, że mężczyźni są stworzeni do rządzenia światem, a kobiety do służenia. W tej sytuacji na potępienie zasługiwałoby, gdyby robiły coś dla przyjemności.
- Na Wolę Ognia – powiedziała Sunami rozpaczliwie. – To będzie ciężki orzech do zgryzienia.
Uważała tak wcale nie dlatego, że zanosiło się na długi wykład o równoprawnym statusie kobiety jako człowieka – coś, co poza egalitarnymi wioskami ninja nie miało powszechnej akceptacji – ale także dlatego, że nagle zdała sobie sprawę, że Michiru nie potrzebuje w niej przyjaciółki tylko terapeuty.
Na marginesie tych myśli pojawiła się refleksja, że Kankuro, zamiast na obdarcie ze skóry zasługuje na aureolę – bo, mimo wszystkiego, czego się po nim spodziewała, po ślubie nie chadzał z kolegami do domu publicznego. Gdyby szukał przygód z innymi kobietami nie byłby tak nabuzowany.

***
- Su. – Michiru do tej pory słuchała cierpliwie tego, co koleżanka miała jej do powiedzenia, ale postanowiła wtrącić się zanim się zagalopuje. – Wiem, co masz teraz na myśli, słyszałam określenie: kłoda drewna. I zapewniam cię, że tak źle ze mną nie jest.
- To kamień z serca – odparła brunetka, która zdążyła już odzyskać dobry humor. – Ale nie możesz oczekiwać, że mężczyzna zawsze będzie tym, kto wykaże inicjatywę. Ja uznałabym, że się zmuszasz. Potrzebujesz pozwolenia, żeby dotknąć własnego męża?
- To nie tak. Nie chcę się narzucać – odparła Michiru, bezwolnie wbijając wzrok w stół.
Dobrze wiedziała, co Sunami próbuje je wytłumaczyć i wiedziała też, że jest w tym racja. Zresztą, odkąd zamieszkała w nowym miejscu mocno nad sobą pracowała, żeby pozbyć się starych przyzwyczajeń. Żeby przekonać samą siebie, że nie musi zachowywać się tak, jak oczekują tego od niej inni. I odniosła na tym polu duży sukces.
Ale z Kankuro było inaczej. Chciała sprostać jego oczekiwaniom, nie dlatego, że był jej mężem, a ją nauczono, że mężowi należy się bezwzględne posłuszeństwo. Chodziło o coś zupełnie przeciwnego. Tak naprawdę to on sprawił, że zaczęła postrzegać siebie inaczej – jak istotę ludzką z własną wolą, a nie kogoś, kto ma bez własnego zdania wypełniać przydzieloną funkcję. W krótkim czasie stał się dla niej tak ważny, że nie potrafiła wyobrazić sobie bez niego życia. I ponieważ on dał jej wszystko – dom, w którym nie musiała wystrzegać się każdego działania, bo mogłaby coś zrobić źle, nowe życie, które dawało jej radość, a nie tylko beznadziejną egzystencję - a ona nie miała nic do zaoferowania w zamian, mogła mu zaoferować tylko siebie. Bezwzględnie, całkowicie, i z pełną uległością, bo czy mężczyźni tak naprawdę nie tego oczekują, nawet jeśli z jakichś względów mówią coś innego?
- Nie – poinformowała Sunami z niezachwianą pewnością, jak tylko Michiru zdobyła się ujawnić te najbardziej prywatne myśli na głos. – Na pewno nie wszyscy. Wielu to kręci, przynajmniej w niektórych sytuacjach – uściśliła i Michiru z jej rozbawionej miny wywnioskowała, że chyba lepiej nie pytać, co ma na myśli. – Ale powinnaś zauważyć, że Kankuro podobają się niezależne, żeby nie powiedzieć drapieżne dziewczyny. Taki ma gust i to nie jest żadna tajemnica.
Michiru wahała się dłuższą chwilę zanim na to odpowiedziała.
- Masz na myśli, dziewczyny jak Noriko.
Sunami popatrzyła na nią z zastanowieniem.
- Jesteś zazdrosna? – zapytała.
Michiru miała wrażenie, że to wybieg, zastosowany tylko po to, żeby nie odpowiedzieć na niewypowiedziane, ale wiszące w powietrzu pytanie – co tak naprawdę łączyło Kankuro z tą dziewczyną. Michiru nawet sama przed sobą nie miała odwagi go zadać, więc spychała je głęboko do podświadomości.
Noriko niepokoiła ją i to wcale nie dlatego, że była aż tak piękna – co nie znaczy, że nie była, ale w Sunagakure nie brakowało urodziwych dziewczyn. Jednak w jej sposobie bycia, zachowaniu i wyglądzie było coś, co przykuwało uwagę – pewność siebie i swoboda. A do tego sposób w jaki popatrzyła na Michiru tamtego dnia, gdy przyszła do Kankuro i udawała zdziwioną, że zastała w domu jego żonę. Nie powiedziała wtedy nic nieuprzejmego, nic sugestywnego, ale z jej zachowania biła pewność, że ma prawo tu być i Michiru wiedziała, że obie pomyślały wtedy dokładnie o tym samym.
Że ona, wysoko urodzona szlachcianka z wiedzą z literatury i umiejętnością gry na fortepianie, która przez siedemnaście lat życia nie robiła nic innego tylko kształciła się na idealną żonę i była bez dwóch zdań yamato nadeshiko – nawet gdyby była tak idealna jak zawsze starała się być, nie była idealną żoną dla Kankuro. On wcale nie oczekiwał takiej kobiety. Nie lubił takich kobiet.
Preferował te, które emanują pewnością siebie, zawsze mają swoje zdanie i potrafią bezwzględnie go bronić. Michiru chciałaby sobie wmówić, że zdziwiło ją to, co powiedziała Sunami, że naprawdę uważała, iż każdy mężczyzna chce kobiety uległej, która podbuduje jego ego – bo tak jej całe życie powtarzano. Ale tak naprawdę zbyt dobrze znała Kankuro, żeby nadal w to wierzyć. Doskonale wiedziała, że on oczekuje jej dokładnego przeciwieństwa i nigdy nie była tego równie świadoma jak wtedy, gdy stała twarzą w twarz z Noriko. Która powiedziała: „Jesteś jego żoną? Miło mi cię poznać”, ale tak naprawdę miała na myśli: „To ja powinnam być na twoim miejscu, i wtedy wszystko byłoby tak jak być powinno”.
I miałaby rację. Z tego powodu każda myśl o tej kobiecie powodowała w niej niemal fizyczny ból i mimo, że ją to prześladowało, nie poruszyła tematu z Kankuro. Dawno temu ustalili, że będą rozmawiać o wszystkim. Ale nie potrafiła się na to zdobyć.
- Nie jestem zazdrosna – odpowiedziała.
Sunami potrząsnęła z dezaprobatą głową.
- Zapominasz, że potrafię rozpoznać kłamstwo. Albo chciałabyś wmówić sobie, że to prawda.
Michiru przygryzła wargi.
- Jak wielką głupotą byłaby w tym przypadku zazdrość? Ja jestem żoną, ona jest... kimś w rodzaju byłej kochanki – powiedziała, chociaż czuła, jakby te słowa miały wypalić jej gardło. – I Kankuro nie jest człowiekiem, który złamie dane słowo.
- Dobrze, że to wiesz – odpowiedziała Sunami, a Michiru miała wrażenie, że próbuje ją do czegoś sprowokować. – I tak samo zdajesz sobie sprawę, że mężczyźni nie przysięgają wierności.
Michiru spojrzała na nią wyzywająco. Sunami zawsze uważała, że ma przewagę w rozmowach twarzą w twarz, bo odróżnia prawdę od kłamstwa, ale to było problemem tylko wtedy, gdy nie miało się pewności co do własnych słów. I tutaj może będzie zaskoczona, ale Michiru dobrze wiedziała, że Kankuro jest człowiekiem honoru i nie chowałby się za słowami przysięgi małżeńskiej, uważając, że jedyne, do czego się zobowiązał, jest spisane na papierze.
- Wiem, co myślisz, Sunami. Uważasz, że mój mąż jest pospolitym dziwkarzem i nawet masz do tego podstawy. Ale ja wiem, że mnie nie zdradzi.
Sunami przyglądała jej się przez chwilę z pewnym zdziwieniem, można by pomyśleć, że poczuła się atakowana. Potem uśmiechnęła się delikatnie.
- Może dziwkarzem to za dużo powiedziane, ale kto by dbał o słownictwo – odpowiedziała swobodnie. Michiru poczuła na sobie jej poważne spojrzenie. – Ale mówisz o zdradzie fizycznej, prawda? Bo to naprawdę widać, że masz na jej tle problem, i nietrudno powiedzieć jaki. Uważasz, że Kankuro jest i będzie z tobą, bo dał słowo, nawet jeśli myśli o innej. Że tak naprawdę nie należy do ciebie. Może do Noriko, jeśli do kogokolwiek.
Michiru może powinna być oburzona jej bezpośredniością, ale tak naprawdę poczuła pewną ulgę. Skoro Sunami wyartykułowała to głośno, to znaczy że myśl sama w sobie nie była tak absurdalna.
Zresztą, Michiru i bez tego wiedziała, że nie jest absurdalna. Ma wszelkie cechy prawdopodobieństwa.
- Pewnie nigdy o to nie zapytasz, ale i tak ci powiem – zadeklarowała Sunami. – Tak, coś tam między nimi było, kilka lat temu. Nie mam pojęcia, na ile to było poważne. Nie wiem na pewno, czy jest skończone. Ale jestem zupełnie przekonana, że Kankuro nie brałby z nikim ślubu gdyby czuł coś do Noriko, dlatego że... Powiedzmy szczerze, może i ma skłonność do głupoty, ale nie tego rodzaju.
Michiru była za bardzo podenerwowana, żeby drążyć, co dokładnie dziewczyna ma na myśli.
- Moim zdaniem Noriko nie jest żadnym problemem. I nie będzie – stwierdziła Sunami z naciskiem – o ile weźmiesz się w garść. Bo ty masz naprawdę zachwiane poczucie własnej wartości, i to nie jest wcale twoja wina, ale nie możesz żyć z mentalnością ofiary. Ty tego nie wytrzymasz, a już na pewno nie Kankuro, który prawdopodobnie zakochał się w tobie, ponieważ byłaś tak bardzo... delikatna, i pierwszy raz w życiu poczuł się za kogoś odpowiedzialny, co musiało być szaloną nowością w jego życiu. Ale na tym nie da się zbudować związku, nie trwale. Nie możesz być od niego w takim stopniu uzależniona. Nawet jeśli tobie to nie przeszkadza, on tego nie udźwignie emocjonalnie.
- Wiem. Naprawdę się staram – odpowiedziała Michiru bezsilnie.
Sunami przypatrzyła się jej i pokręciła lekko głową.
- Ale o co się starasz? Zasłużyć na jego miłość? Bo tego akurat nie musisz robić, już ją masz i wcale nie dlatego, że jesteś słaba i bezradna. Zachowujesz się jakbyś była, ale tak naprawdę jesteś silna, w końcu jakoś przeżyłaś siedemnaście lat w tym... mało przyjaznym otoczeniu. Michiru – Sunami nagle wywołała jej imię, żeby zmusić ją do spojrzenia bezpośrednio na nią. – Nie wmawiaj sobie, że Kankuro pokochał kogoś, kim nie jesteś, albo kogoś, kim próbujesz być, bo to nieprawda. Jedyne, co powinnaś zrobić, to być sobą zamiast starać się za bardzo. Udawanie weszło ci w krew, do tego stopnia, że sądzisz, że nie potrafisz być już sobą, ale to nie jest prawda. Myślę, że bardzo dobrze wiesz, czego chcesz, tylko wahasz się do tego dążyć, bo boisz się porażki. Ale to dotyczy wszystkich i większości z nas nie powstrzymuje.
Michiru powstrzymała się od parsknięcia śmiechem chociaż jeszcze chwilę temu czuła się, jakby miała się rozpłakać. Czasami sama nie rozumiała własnych wahań nastrojów.
- Masz coś konkretnego na myśli? – zapytała podejrzliwie.
Sunami nie odznaczało się taką samą siłą woli i zachichotała.
- Tak, coś bardzo konkretnego. Ale może nie będę wdawać się w szczegóły.
Michiru, zamiast drążyć temat, postanowiła pociągnąć ją za język.
- Dobrze, skoro już wszystko ze mnie wyciągnęłaś i przećwiczyłaś na mnie psychoanalizę, mogę zadać ci osobiste pytanie?
Sunami uniosła brwi i wyglądało na to, że wcale nie jest zadowolona, ale odpowiedziała:
- Jasne.
Michiru zawahała się przez ułamek sekundy, bo wiedziała, że porusza drażliwy temat.
- Uważasz, że Gaara cię kocha?
Miała wrażenie, że dziewczyna była zaskoczona tym pytaniem, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Tak.
- Ale nigdy ci tego nie powiedział. – Michiru powiedziała to prawie natychmiast, chociaż tak naprawdę wcale nie zamierzała. To nawet nie było pytanie, bo znała na nie odpowiedź. Sunami utrzymywała, że nie dba o wyznania miłości, ale gdyby takie otrzymała, na pewno by się z tym zdradziła. Ona i Matsuri podpytywały ją o to wielokrotnie, i nie wyłącznie z ciekawości. – Jak myślisz, dlaczego?
Sunami wpatrywała się w nią z wahaniem, jakby zastanawiała się, czy powinna odpowiedzieć.
- Z tego samego powodu, dla którego mi się nie oświadczy. – Musiała spostrzec jej zszokowaną minę, bo natychmiast dodała: - Z tego samego powodu, dla którego nie dowierza, kiedy mówię, że go kocham. Ja też nie do końca rozumiem, ale mogę z tym żyć.
***
Kankuro w ciągu ostatnich dwóch tygodni miał dużo pracy, na dodatek najgorszej kategorii – był zakopany w papierach. Do pracowania były szczegóły dotyczące współpracy z Konohą przy organizacji egzaminu, gdzie wciąż było wiele do ustalenia w kwestii norm bezpieczeństwa. I tomiszcza raportów od zwiadowców próbujących wytropić działalność Piratów, już nie tylko w granicach Kraju Wiatru, ale i poza nim. Ugrupowanie ujawniało się to tu, to tam, przeprowadzając okazjonalne ataki pozornie bez żadnego ładu i nie sposób było znaleźć punktu wspólnego. Ale wciąż wielu ludzi próbowało. Kankuro miał nieszczęście być zmuszonym do oceny tych dywagacji, chociaż i dla niego, i dla Gaary jasne było, że obecne działania Piratów mają na celu głównie odciągnięcie uwagi od ich celu. Pytanie tylko, jakiego?
Kankuro mimo wszystko starał się zachować granice zdrowego rozsądku i nie zostawać w biurze do późna. Zawsze był w domu w porze kolacji. Był to rodzaj niepisanej umowy między nim a Michiru, skoro praktycznie zawsze jadał obiady poza domem.
Wykwintna kolacja była czymś, do czego się przyzwyczaił, rodzajem stałego punktu w monotonnej codzienności, a może nawet fundamentem życia małżeńskiego. 
Musiał mieć wyjątkowo głupią minę, gdy wszedł do kuchni i okazało się, że nie ma kolacji.
To Michiru traktowała wspólne posiłki jak świętość – do tego stopnia, że nie odważyłby się odmówić niczego, co mu podała, żeby nie zranić jej uczuć – ale teraz jakby nigdy nic oświadczyła, że nie zdążyła z gotowaniem.
Z pewnym trudem przetworzył tę informację w głowie.
- W takim razie moglibyśmy zjeść w restauracji – zaproponował przytomnie, chociaż zdawał sobie sprawę, że jego żona raczej nie oczekiwała takiej propozycji. Była ubrana w aksamitny długi szlafrok, z czego mógł wnioskować, że raczej nie zamierzała spędzać wieczoru poza domem, lecz pójść prosto do łóżka.
- Źle się czujesz? – zapytał tknięty złym przeczuciem.
- Przeciwnie, czuję się świetnie – odpowiedziała Michiru, ale potraktował to zapewnienie z niedowierzaniem. Jej nietypowe zachowanie wcale na to nie wskazywało, chociaż w jej twarzy nie można było dostrzec śladu zmęczenia lub choroby. Spojrzała na niego w sposób, którego nie mógł ocenić inaczej niż jako wyzywający. – Wiesz, zastanawiałam się nad... tym wszystkim. Bez przerwy pracujesz, wiem, obowiązek wobec ojczyzny, ale ja siedzę tutaj całymi dniami i się nudzę. Chyba mogę robić coś ponad gotowanie i sprzątanie?
Kankuro był na tyle zdezorientowany, że nie miał pojęcia, do czego to zmierza.
- Tak – powiedział ostrożnie. – Ale co byś chciała robić?
- Ty jesteś żołnierzem, a ja jestem twoją żoną. Powinnam nauczyć się jakichś podstaw samoobrony. – Mówiąc te słowa odwróciła się i z szuflady kuchennej wyciągnęła shuriken, którego z całą pewnością wcześniej tam nie było. Potem spojrzała na Kankuro, jakby oczekiwała aprobaty.
On jednak nie potrafił znaleźć stosownej odpowiedzi. Przyglądał się jak niepewnie trzymała w palcach niepozornie wyglądającą, ale wcale nie nieszkodliwą broń i wysiłkiem woli powstrzymał się przed poczynieniem jakiejś uwagi, którą mogłaby uznać za złośliwą. Wcale nie chciał okazać, że myśli, że mogłaby sobie zrobić krzywdę zaostrzonym kawałkiem metalu – co potraktowałaby zapewne jako przytyk, że nie jest urodzoną kunoichi.
Ale tak naprawdę bał się, że mogłaby zrobić sobie krzywdę.
- Chcesz trenować. Dobrze – powiedział szybko, postanawiając załagodzić sytuację. Pomysł uważał za dobry, chociaż dość zaskakujący. – Ale chyba nie tutaj i nie teraz. Nie w tym stroju.
Ku jego uldze, Michiru odłożyła shuriken na bok i zbliżyła się do niego na odległość trzech kroków. Miał prawdziwy problem z ocenieniem jej intencji, gdy sięgnęła ręką do tasiemki obwiązującej szlafrok.
- Pomyślałam o tym. Kupiłam sobie strój treningowy – oświadczyła, a na jej policzkach wykwitł rumieniec.
Zrozumiał dlaczego, gdy zrzuciła szlafrok. Pod spodem miała sportowe spodenki i top, coś w rodzaju kostiumu, jakie kunoichi nosiły na treningach – ale właściwie nie był to kostium treningowy. Tylko jego bardzo skąpa wersja, zasłaniająca niewiele więcej niż bielizna.
- To jest twój kostium treningowy? – zapytał słabo, zastanawiając się, czy Michiru tylko się z nim droczy, czy naprawdę uważa, że to jest strój odpowiedni do ćwiczeń.
Skinęła głową uśmiechając się zupełnie niewinnie. Wręcz podejrzanie niewinnie.
- Kupiłam go w sklepie z bronią – zauważyła.
Kankuro nie miał problemu z ocenieniem, który sklep miała na myśli. Nie sprzedawano tam niczego przydatnego w walce. Można było tam znaleźć pewne rodzaje broni, ale raczej nic, czego można byłoby użyć z intencją, by zabić. Mogły służyć ciekawszym rzeczom, przy odrobinie kreatywności.
Nie mógł uświadomić tego Michiru, nie wywołując przy okazji jej zażenowania.
- Nie będzie ci w tym wygodnie – ocenił oględnie, wysiłkiem woli odrywając wzrok od skórzanych paseczków, z których składała się większość tak zwanej treningowej bluzki.
Michiru uśmiechnęła się z zadowoleniem, jakby to stwierdzenie wcale jej nie zaskoczyło.
- Cóż, w takim wypadku nie mam innego wyjścia niż to zdjąć. Czy może ty zrobisz to dla mnie?
Wracając do domu, Kankuro był dość głodny. Ale na resztę wieczoru stracił zainteresowanie tematem kolacji.
***
Na obrzeżach pustyni znajdował się teren klasztoru ogrodzony wysokimi murami z piaskowca, wzniesionymi przez człowieka jak forteca. Wejście nie było strzeżone przez strażników. W promieniu wielu kilometrów nie sposób było spotkać uzbrojonego człowieka. Na tej świętej ziemi, na której opiekuńczy bodhisatwa z Kraju Wiatru doznał kiedyś podobno oświecenia, posiadanie broni byłoby świętokradztwem. Niemal równie poważnym, jak wkroczenie na to terytorium mężczyzny, bowiem w klasztorze od dwustu lat przebywały tylko mniszki.
Grupa uzbrojonych shinobi, którzy pojawili się pod murami tuż przed świtem, wydawała się być tego całkowicie nieświadoma. Prowadząc głośne rozmowy nie sprawiali wrażenia, jakby obawiali się zemsty jakiegokolwiek bóstwa. Wyglądali na podekscytowanych.
Za to kobieta w średnim wieku, w w jasnym stroju kapłanki, miała twarz zupełnie bez wyrazu. Uklęknęła przy wejściu i zaczęła kreślić pieczęcie na piasku, ze spokojem i precyzją, jakby zupełnie nie dbała o to, że zdejmując bariery ochronne i wpuszczając do klasztoru żołnierzy łamie śluby zakonne i – zgodnie z własnymi wierzeniami – zostanie przeklęta na zawsze.
Wykonywane przez nią symbole nie przypominały żadnej z pieczęci odblokowujących, którymi posługiwali się shinobi. Satoru, niegdyś ninja z Kirigakure, a teraz nukenin wyjęty spod prawa, w innej sytuacji byłby wręcz skłonny do podejrzeń, że mniszka próbuje wyprowadzić ich w pole. Ale mistrz Hakujou zapewnił, że z dostaniem się na teren aśramu i klasztoru nie będzie żadnych problemów. Mniszka nie miała powodu ich oszukać – z chwilą, gdy zastosował wobec niej swoje techniki, przestało jej na czymkolwiek zależeć, a zobojętniali nie stawiają oporu.
Czasami Satou zastanawiał się, czy wbrew deklaracjom mistrz nie stosuje technik tłumienia emocji także na lojalnych żołnierzach. Wtedy byłoby łatwo wyjaśnić, dlaczego podążają za jego rozkazami bez wątpliwości. Satoru czasami dziwił się sam sobie, z jaką łatwością przychodzi mu wypełnianie poleceń, bez wahania, chociaż mistrz nikomu nie zdradził w szczegółach swojego planu i często zmieniał rozkazy.
Dotąd byli przekonani, że jego zamiarem jest przyczajenie się i wstrzymanie się z jakimikolwiek poważnymi akcjami do egzaminu na chuunina, który był świetną okazją do ataku. Z jakiegoś powodu Hakujou był niezachwianie przekonany, że do wywabienia Dziesięcioogoniastego demona i zawładnięcia jego mocą potrzebna jest im tylko jedna dziewczyna i że egzamin będzie najlepszą okazją, by ją schwytać. Podwładni zaakceptowali plan bez zastrzeżeń. I tak samo bez zastrzeżeń przyjęli polecenie przejęcia kontroli nad buddyjskim klasztorem, chociaż mistrz nawet nie zdradził, czy oznacza to rezygnację z dotychczasowych planów. Pewnie tak, bo dążył do stworzenia realiów, w których już żaden egzamin nigdy się nie odbędzie.
Instrukcje były proste – zaatakować, przyczaić się, sprowadzić dziewczynę. Zadanie uwłaczające kodeksowi wojownika, gdy trzeba było sterroryzować mniszki, ale to też nikogo nie martwiło. Satoru zauważał niegodność własnego zachowania i z jakiegoś powodu zupełnie się tym nie przejmował. Wydawało mu się, że rzeczy idą swoim torem, a on jedynie je nadzoruje.
Nie było dla niego jasne, dlaczego zastawiają pułapkę w aśramie, żeby złapać kunoichi z Sunagakure, ale i to nie wydawało się jego zmartwieniem. Widocznie mistrz znalazł metodę, żeby ją wywabić z bezpiecznych granic osady.
Z równą lekkością myślał o tym, że podąża ścieżką wytyczoną przez jednego człowieka, do którego nikt nie ma zaufania, a jednak wcale nie przejmuje się tym, dokąd go to doprowadzi.
Mistrz Hakujou wykorzysta przerażającą moc Jūbiego do podporządkowania sobie wiosek ninja i stworzenia świata, w którym żaden zbiegły shinobi nie będzie już traktowany jak bezpański pies. A nawet, jeśli jego celem byłoby coś innego, czy Satoru miałby się tym przejmować?
Losy świata to nie jego zmartwienie.

11 komentarzy:

  1. No, Michiru i Kankuro, na to czekałam. Szkoda, że Gaary tak mało, ale rozumiem - nie zawsze wszystko można umieścić w jednym rozdziale. Szczególnie spodobała mi się Sunami-terapeutka do spraw małżeńskich XD.
    Masz bardzo bogate słownictwo, może dlatego tak dobrze mi się to czyta. Wracaj jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, długo ich nie było, więc się upomnieli o czas antenowy :)

      Usuń
  2. No w końcu! Dwa miesiące Cię z nami nie było :D

    Cudny rozdział. Widzę, że Kanki chyba zdołał wyzbyć się tego napięcia seksualnego, które to dręczyło ;P

    Czekam na kolejny rozdział. Weny! ♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. nooooooooooooooo dobra
    jestem nowa i jeszcze lepiej przeczytalam to w dwa dni wszystkie rozdzialy jakie tu sa bo tak mnie wciagnelo.... ogolnie Gaara to moj ulubiony bohater tuz obok Neji'ego ale to osobna historia.... uwazam ze piszesz zajebiscie ... majac tak ograniczone mozliwosci rozwoju wlasnego uniwersum aby dostosowac sie w do znanej histori i i bohaterow zmieniajac ich lekko dla pozytku wlasnej opowiesci ktora tu masz, przyznaje jestem pod dzikiwm wrazeniem ze mimo tych nieznancznych zmian potrafisz utrzymac charakterystyke.... ogolnie pomysl na fabule i postacie jakie tu wsytepuja z ich charakterystycznymi cechami oraz dodanymi przez ciebie komponuja sie idealnie..... kocham to opko pisz dalej czekam na wiecej :D :D :D :D :D :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie mi miło. Niejeden fanfick przeczytałam w kilka dni, miło wiedzieć, że mój też może być wciągający :D Moimi ulubionymi postaciami też są Gaara i Neji, przypadek?;]

      Usuń
    2. NIE SĄDZĘ :P
      Oby bylo wiecej takich super rozdziałów :D
      czekam zatem :D

      Usuń
  4. Warto było na to czekać :) :)
    Rozdział super, Michiru i Kankuro w głównej roli dawno nie było więc dobrze jest o nich poczytać :) Tym bardziej, że się między nimi trochę psuło i byłam ogromnie ciekawa jak to się skończy :)
    Suni idealnie się spisała w roli terapeuty :D

    Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Błagam wracaj szybko. Niełatwo żyć w niepewności.

    OdpowiedzUsuń
  6. No i gdzie znowu zniknęłaś? Wracaj!!! Twoi fani chcą nowej notki! W tej było za mało Gary! Składam reklamację!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszy mnie Wasza niecierpliwość :) Jednak mam teraz na głowie family issues i trudno mi się skoncentrować na pisaniu. Wrócę, mam nadzieję, że zaczekacie :)

    OdpowiedzUsuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)