- Sunami.
Wzdrygnęła
się, zaskoczona jego obecnością. Lub wystraszona.
Po
tym, co zrobił godzinę wcześniej, miała prawo się go bać.
Wątpił, czy potrafiłby spojrzeć jej w oczy, mimo to czekał przed
jej domem. Pozostawianie niedomówień byłoby błędem.
Sunami
przypatrywała mu się przez chwilę, jakby analizowała sytuację.
Potem weszła do mieszkania zostawiając otwarte drzwi, więc
potraktował to jako zaproszenie. Wstąpił za nią do małego salonu
połączonego z kuchnią, jednak gdy odwróciła się do niego,
oczekując wyjaśnień, nie wiedział od czego zacząć.
Chciał
jej powiedzieć wiele rzeczy, ale nie przyszedł tutaj po żadną z
nich. Nie widział sensu w usprawiedliwianiu się, bo musiałby
kłamać. Prawdopodobnie jedynym, co mogło ratować sytuację było
wyjaśnienie, że nie miał morderczych intencji – ale to nie
byłaby prawda.
Nawet
w tej chwili częścią świadomości żałował, że jej przerażenie
wpływało na niego silniej niż własne pragnienie odegrania się na
śmieciu, który śmiał ją tknąć.
-
Wyjaśnij mi, na czym to polega – powiedział, przyjmując
najlepiej znaną mu strategię, czyli poszukiwanie punktu oparcia w
konkretach. – Nie potrafisz magazynować czakry?
Sunami
oparła się o stół o parapet, na drugim końcu ciasnego
pomieszczenia. Nie mogło mu nie przyjść do głowy, że wolałaby
się znaleźć jak najdalej od niego.
Nie
było w tym nic dziwnego. Powinien poczytać za dobrą monetę, że
dziewczyna przejawia elementarny instynkt samozachowawczy. Zamiast
tego czuł rozczarowanie, jakby liczył na to, że nawet teraz nie
wywoła w niej lęku.
-
Moje plemię pewnie nie ukrywałoby się przed wami na pustyni, gdyby
te rzekomo świetne zdolności nie były wybrakowane. Czakra przez
nas przepływa, musimy coś z nią zrobić. Przynajmniej w moim
przypadku tak jest .– Zawahała się, zanim dodała: - Trening z
Naruto byłby stratą czasu, on robi coś zupełnie przeciwnego niż
ja.
-
Nauka nigdy nie jest stratą czasu – odpowiedział Gaara. Był
zadowolony, że Sunami była opanowana na tyle, by udzielić mu
rzeczowej informacji. W ten sposób mógł poruszać się po pewnym
gruncie. Jednocześnie starał się sprawiać wrażenie tak
spokojnego jak to tylko możliwe, by nie myślała, że znów mógłby
stracić nad sobą panowanie. Stał z założonymi rękami blisko
drzwi wyjściowych z silnym postanowieniem, by się stąd nie ruszać
i nie dawać jej powodu do szukania drogi ucieczki. – Uzumaki jest
w stanie ci pomóc, już się zgodził, dlatego w przyszłym tygodniu
wyruszysz do Konohy.
Wcześniej
nie planował wysyłać jej tam tak szybko. Mimo planów treningu nie
zastanawiał się nad trudnym do pominięcia szczegółem, że Sunami
musi pojechać na wiele tygodni do wioski Liścia. Nawet nie przyszło
mu do głowy wyznaczyć jakiś termin, żeby ją tam wysłać.
Zbyt
łatwo przyzwyczaił się do tego, że Sunami była w pobliżu -
nawet jeśli nie w Sunagakure to na otaczającej wioskę pustyni, a
on dokładnie znał jej lokalizację i czas powrotu. Miał wyrzuty
sumienia kontrolując ją, ale ta strategia odpowiadała mu znacznie
bardziej niż poprzednia, gdy pozwalał, żeby wykonywała misje poza
krajem Wiatru.
-
Pewnie i tak nie mam nic do gadania w tej sprawie, więc się
dostosuję – odparła z niespotykaną pokorą.
Gaara
zawahał się, bo chociaż chciał z nią rozmawiać o organizacji
szkolenia, w tym momencie wydawało mu się to mało ważne. Mimo
wcześniejszego założenia, żeby trzymać się jednego tematu,
chciał się usprawiedliwić.
-
Przykro mi, że w twojej obecności straciłem kontrolę nad sobą.
Nie
mógł powiedzieć, że żałował zaatakowania Shihary, który sobie
na to zasłużył. Może głupotą byłoby go zabić, ale warto było
przynajmniej nastraszyć.
-
Zaskoczyłeś mnie opanowaniem – skomentowała. – Gdybym
potrafiła to, co ty, najpierw zrobiłabym z niego miazgę, a potem
bym się zastanawiała.
Gaara
był tak zaskoczony tym oświadczeniem, że nie wiedział, co
powinien odpowiedzieć. Sunami próbowała bagatelizować albo
udawała, że nie rozumie sytuacji.
-
Kenzo powiedział pod twoim adresem podłe rzeczy, ale nie powinieneś
traktować ich poważnie.
Nie
miał pojęcia, dlaczego powiedziała coś takiego – jakby chciała
zaprzeczyć faktom.
-
Pomówienia mogą być podłe. To, co usłyszałaś dzisiaj, to
prawda.
Sunami
potrząsnęła przecząco głową, nawet nie wysłuchując do końca
tego, co miał do powiedzenia.
-
To ocenianie po pozorach – powiedziała z zaciętym wyrazem twarzy,
jakby bardzo zależało jej, żeby w to wierzyć.
-
Nie jestem człowiekiem, za jakiego mnie uważasz – odrzekł z
naciskiem.
Nagle
zaczęło mu zależeć, żeby to zrozumiała – żeby zobaczyła,
jaka jest rzeczywistość, zamiast wierzyć w wygodną iluzję.
Wygodną przede wszystkim dla niego, bo tylko naiwnie wierząc w jego
człowieczeństwo, mogła chcieć mieć z nim cokolwiek wspólnego.
Sunami
się rozzłościła, tak jak zwykle złoszczą się osoby, które
ktoś pozbawia złudzeń.
-
To znaczy kim nie jesteś? Nie pracujesz ciężko dla innych? Nie
jesteś zdolny do poświęceń? A może – przez chwilę zawiesiła
głos i przymrużyła z irytacją powieki – spróbujesz mi wmówić,
że nie masz uczuć?
Nie
miał pojęcia, dlaczego uczepiła się rzeczy nieistotnych.
-
Tym, co odróżnia ludzi od zwierząt, jest moralność. Dla mnie to
tylko puste słowo.
-
Dlaczego?
To
pytanie było rozbrajająco naiwne.
-
Nie zrozumiesz tego, ponieważ nie wiesz, co to znaczy bez wysiłku
odebrać życie – zawahał się przez chwilę zanim dodał: - Czy
wiesz, że potrafiłem w kilka minut zabić kilka... kilkanaście
osób i nawet tego nie zauważyć? Już dawno przestałem liczyć
trupy. Moja technika jest szybka, prosta i nie zostawia śladów.
Jest czymś, czego nie powinien robić żaden człowiek.
-
Pozbawia zasady moralnych – podsumowała Sunami, jakby teraz to do
niej dotarło.
-
Ktoś, kto stosuje takie metody, depcze zasady – odpowiedział
Gaara, zdając sobie sprawę, że zrzucanie winy za własne działania
na czynniki zewnętrzne jest wygodnym unikaniem odpowiedzialności.
Wolał
podkreślać, że sam o sobie decyduje, chociaż miał poczucie, że
to nie jest do końca prawda – decyzja o ulokowaniu w jego ciele
demona odbyła się poza nim. Ale było to słabą wymówką dla
decyzji, które potem podejmował.
-
Gdybyś był tak zdemoralizowany, jak ci się wydaje, nie rozumiałbyś
o jakich normach mówisz. Socjopaci ich nie rozumieją. Ty nie
uważasz, że zabijanie jest naganne?
-
To słaba argumentacja.
-
Dlaczego?
Zadała
pytanie, na które odpowiedź wydawała mu się oczywista. Ledwie
mógł uwierzyć, że jej nie dostrzega.
-
Ponieważ mnie to nie powstrzymuje. Ponieważ moralny opór przed
zabijaniem liczy się tylko na początku. Za pierwszym, drugim
razem... Może za dziesiątym. Potem to już działanie instynktowne.
Kiedy ofiar są setki, kolejna nie czyni żadnej różnicy. Shihara
nawet nie obciążyłby mojego sumienia.
-
Więc co cię powstrzymuje przed zabijaniem?
Pewnie
zadając to pytanie nie spodziewała się, że natychmiast otrzyma
odpowiedź.
-
Nie opłaca mi się ryzykować – odpowiedział bez ogródek.
-
Ryzykować czego? Stanowiska? Jest dla ciebie tyle warte? – To
pytanie zabrzmiało trochę napastliwie i żeby jeszcze podkreślić
determinację, Sunami poruszyła się jakby chciała do niego
podejść, ale zatrzymała się w pół drogi.
Tym
samym zmusiła go, żeby sam się zastanowił, dlaczego tak mu zależy
na tym urzędzie.
Władza
sama w sobie nie stanowiła żadnej wartości.
-
Chodzi o szacunek społeczny – ocenił.
-
Który jest ci potrzebny, żebyś uważał siebie za godnego
szacunku?
Raczej,
żeby mógł uważać siebie za istotę ludzką.
-
Wiesz, możesz sobie być urodzonym zabójcą – powiedziała nagle,
- ale to nie nasze instynkty decydują kim jesteśmy, tylko nasze
wybory. I dokonujesz tego wyboru każdego dnia, kiedy nie zabijasz.
Widział
z jakim przekonaniem to mówiła i nie miał wątpliwości, że
naprawdę tak myśli. Jej determinacja sprawiała, że chciał, żeby
to była prawda. Lub żeby przynajmniej mógł to sobie wmówić.
Sunami
podeszła i stanęła naprzeciw niego.
-
Nikt nie ocenia cię tak surowo jak ty sam. Mieszkańcy Sunagakure w
ciebie wierzą, wcale nie dlatego, że zostałeś wybrany do
chronienia wioski. Wierzą dlatego, że ty zdecydowałeś, że chcesz
ją chronić.
Może
miała rację, może nie. W tym momencie najważniejsze dla niego
było, że odsłonił przed nią swoje myśli, a ona mimo to nie
zaczęła go traktować inaczej.
Bezwiednie
wyciągnął do niej rękę, jednak wtedy się cofnęła.
-
Nie będę twoją zabawką.
-
Zabawką? - powtórzył.
Może
Kankuro miał rację; może Sunami była zazdrosna o to, że zaprosił
Reikę do wioski. Drażniła go ta możliwość, bo nie za bardzo
wiedział, jak mógłby jej racjonalnie udowodnić, że nie ma do
tego powodu. Kankuro uważał się za specjalistę w dziedzinie
psychiki kobiet i próbował przekonać go, że nawet najmniej
racjonalne uzasadnienie jest dla kobiety znacznie bardziej wiarygodne
niż oczywiste fakty, jeśli tylko ona czuje, że coś jest prawdą.
Niewiele
wynikało z tego wykładu. Chyba tylko tyle, że kobiety za bardzo
ufają przeczuciom, żeby uważać za pewne wyłącznie zweryfikowane
fakty. Wynikało z tego, że do Sunami można przemówić tylko
odwołując się do jej emocji, ale to stawiało go na przegranej
pozycji.
Nie
był mocny w tej dziedzinie. Czuł się pewnie tylko wtedy, gdy mógł
opierać się na namacalnej rzeczywistości, której prawdziwość
można łatwo ocenić.
I
tylko tak, na płaszczyźnie racjonalnej, mógł z nią rozmawiać.
-
Twoja zazdrość nie ma żadnego uzasadnienia.
Jego
słowa nie wywołały pozytywnego efektu. Sunami przymrużyła ze
złością oczy.
Nie
wierzyła, mimo że nie miała podstaw, by wątpić.
-
Uważasz, że kłamię? – Od razu zauważył, że tym pytaniem
wprawił ją w konsternację. Może nie chciała mu uwierzyć, ale
przecież miała dar, dzięki któremu odróżniała prawdę od
kłamstwa. Nie był jednak pewien, czy to, że Sunami nie może
zarzucić mu nieszczerości, wystarczająco działa na jego korzyść.
Wydawała się nieprzekonana. – Podejdź do mnie, proszę.
Jej
wahanie było oczywiste, ale zbliżyła się do niego. Z bliska
patrzył w jej oczy, brązowe jak kasztany, niespotykane na pustyni,
trudne do znalezienia w całym kraju Wiatru.
-
Nie wiem, co sobie wyobraziłaś, ale jesteś jedyną kobietą, która
mnie interesuje. Jedyną, której pragnę. – Przy okazji jedyną,
którą chciał zrozumieć, chociaż wyglądało to na trudne
zadanie.
Sunami
patrzyła na niego przez chwilę, jakby oceniała jego intencje, a
potem przysunęła się, żeby go objąć. Gaara otoczył ją
ramionami w talii.
-
I tak musisz się wytłumaczyć – powiedziała, wtulając twarz w
jego szyję. – Chcę wiedzieć, co powiedziałeś tej gejszy. I
dlaczego spotykasz się z Ino.
-
Sunami – odezwał się. Nie chciał wdawać się w dyskusję, dla
której musiałby wypuścić ją z objęć, jednak musiał jej zadać
pewne pytanie.
-
Tak?
-
Co Ino ma z tym wspólnego?
***************************************************
Tydzień
później
Gaara
siedział za biurkiem i opierał podbródek na złożonych dłoniach.
Być może taka postawa ułatwiała mu myślenie dedukcyjne.
Shikamaru dobrze rozumiał znaczenie pewnych gestów, sam nie był
wolny od przyzwyczajeń, zewnętrznych przejawów koncentracji. Teraz
jednak siedział na krześle naprzeciw Kazekage wyprostowany,
nastawiony na słuchanie, nie na dedukcję.
On
także próbował połączyć pewne fakty, ale wydawało mu się, że
czegoś brakuje w tej układance.
-
Nie podoba mi się to. Jest zbyt łatwo – odezwał się Gaara.
Shikamaru
myślał w podobny sposób. Dla niego także kolejna informacja o
sukcesie drużyny tropiącej rozproszone oddziały Piratów była
raczej powodem do zmartwienia niż ogłaszania sukcesu.
Po
rozbiciu kryjówek terrorystów spore ich grupki rozproszyły się, w
kraju Wiatru i poza nim, przyjmując strategię zwykłego rabunku.
Nikt ich nie kontrolował. Przywódcy nieudanej rebelii stracili nimi
zainteresowanie.
Dzięki
temu wyłapanie ich było względnie łatwe. Niewiele jednak wnosiło,
bo pozwoliło na uzyskanie niewielu informacji. Liderem Piratów był
tajemniczy shinobi o pseudonimie Hakujou, pochodzący prawdopodobnie
z Kiri, a jego zamiarem było zniszczenie przymierza, prawdopodobnie
też fizyczne wyeliminowanie wiosek ninja. Dzięki Shiharze wiadomo
było, jak chciał to osiągnąć – zbudować armię genetycznie
zmodyfikowanych wojowników, którzy dzięki wszczepionym tkankom
Azurów mieliby wyższe niż przeciętne zdolności czerpania czakry
z otoczenia. Shihara zadbał o to, by zniszczyć zaplecze naukowe
potrzebne do zbudowania takiej armii. Wydawało się jednak, że
Piratom powinno zależeć na odnalezieniu i odbudowaniu grup
najemników – zrekrutowali tysiące ludzi i wciąż mogli się nimi
posłużyć. Jednak oni widocznie stracili zainteresowanie mięsem
armatnim.
To
oznaczało, że powstał inny plan. Bardziej niepokojący, bo trudny
do rozszyfrowania. Jak przeciwnik chciał podbić wioski chronione
przez setki wyszkolonych shinobi, jeśli nie miał kogo rzucić do
walki? Biorąc pod uwagę, jak wielu bojowników udało się zabić i
schwytać podczas nalotów, i jak wiele rozproszonych grup ostatnio
udało się zdemaskować, lider mógł mieć do dyspozycji
kilkudziesięciu, może setkę ludzi. Pewnie przetrwała elita, ale
to wciąż za mało, żeby pokonać armię shinobi.
-
Zamiast tracić energię na płotki musimy znaleźć i zlikwidować
dowództwo. Trzeba opracować nowy plan działania. – Gaara
powiedział dokładnie to, czego się spodziewał.
Było
oczywiste, że teraz kluczowe jest poznanie zamiarów zbiegłych
liderów, ale prawdopodobnie Gaara wiedział równie dobrze jak on,
że w tej chwili to jak szukanie igły w stogu siana. Może dopiero
jakieś działanie ze strony wroga odsłoni jego prawdziwe zamiary.
Problem
w tym, że takie odsłaniające działania zwykle mają charakter
ostatecznego ataku.
***
Kenzo
nie czuł się pewnie w gabinecie kage. Mimo niegdyś wysokiej
pozycji w osadzie, był tutaj tylko kilka razy w życiu. Godaime
raczej nie wydawał mu osobiście poleceń, traktował go jak
szeregowego podwładnego, któremu przekazuje się rozkazy przez
pośrednictwo. Kenzo był przekonany, że Sabaku no Gaara, tak jak
jego zarozumiała siostra, przejawia uprzedzenia względem shinobi
urodzonych w uprzywilejowanych rodach. Rodzeństwo Piasku wydawało
się mieć bardzo niejednoznaczny stosunek do szlachectwa. Sami
pochodzili z jednej z najlepszych rodzin w Sunagakure, ale przywileje
wynikające z urodzenia traktowali jak przejaw zacofania, na dodatek
stanowiącego zagrożenie dla rozwoju wioski.
Tak
przynajmniej on to interpretował.
Jednak
tym razem Kazekage chciał z nim rozmawiać osobiście, co więcej,
żeby przekazać mu informację o awansie. Zastanawiał się, w czym
tkwi haczyk. Godaime nigdy go wysoko nie cenił, a teraz powierzał
mu mikrojednostkę w ANBU.
Im
mniejszy oddział tym mniejsza władza, lecz jednocześnie –
większa powaga misji. W tajnych organizacjach najmniejsze jednostki
mają największy prestiż.
-
Będziesz odpowiadać bezpośrednio przed Temari. Oficjalnie
pracujesz w laboratorium – poinformował kage. Wypowiadał się
neutralnym tonem, ale mierzył go badawczym spojrzeniem, jakby chciał
się dopatrzyć czegoś podejrzanego. – Masz szansę na
zrehabilitowanie się, nie zaprzepaść jej, bo kolejnej nie będzie.
Kenzo
nie oczekiwał kolejnej szansy, nie będzie jej potrzebować. Zdawał
sobie sprawę, że ma niepowtarzalną okazję udowodnić swoją
wartość. I to w momencie, gdy najmniej się tego spodziewał, bo
przez kilka dni był na mało ważnej misji poza wioską i sądził,
że przez długi czas może być na takie skazany. Po powrocie te
obawy się nie spełniły.
Może
jednak Kazekage nie był przekonany co do jego lojalności. Nie
rozmawiałby z nim po to, żeby przekazać informację o awansie.
Nie
musiał się nad tym długo zastanawiać, bo Sabaku no Gaara rozwiał
jego wątpliwości.
-
Nie wezwałem cię z tego powodu. Nie nagabuj więcej Sunami.
Kenzo
zupełnie nie wiedział, jak ma to interpretować. Naprawdę,
Kazekage uważał, że ma prawo powiedzieć mu coś takiego?
-
To polecenie służbowe? – zapytał, starając się brzmieć
rzeczowo, nie budząc wrażenia jakby chciał się sprzeciwić.
Nie
był tchórzem, ale też nie uważał się za głupca, a tylko
skończony idiota prowokowałby demona wioski Piasku.
-
Nie. I jeśli się nie zastosujesz, nie oczekuj służbowych
konsekwencji.
Jakoś
go nie uspokoiła ta odpowiedź.
***
Shikamaru,
jak często wieczorami, wpadł do Temari na sake. Rozbawiło go to,
jak wiele zadawała pytań. Krążyła wokół tematu, jakby nie
wiedziała, że on i tak domyśli się, o co jej chodzi.
-
Zmiana strategii nie oznacza, że wracam do Konohy – powiedział z
prostotą, chociaż nie zadała takiego pytania. Spojrzała na niego
z widocznym niezadowoleniem. – Zmartwiłabyś się?
-
Oczywiście – odpowiedziała kąśliwym tonem, nie patrząc na
niego, lecz koncentrując uwagę na poprawieniu poduszki na sofie, o
którą się opierała. – Nie lubię sama spędzać wieczorów. –
Zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła na jego twarzy kpiący uśmiech. –
Wcale nie jesteś aż takim pożądanym towarzystwem. Jesteś
substytutem, bo Suni nie ma dla mnie czasu. – Nie zdążył
udzielić na to żadnej cierpkiej odpowiedzi. Temari spochmurniała,
a on wcale nie miał zamiaru jej dobijać. – Nawet teraz ciężko
jej go znaleźć, mimo że pojutrze wyjeżdża.
-
Czyżbyś stawała się sentymentalna? – odpowiedział.
Temari
przygryzła nerwowo wargi.
-
Po prostu nie podoba mi się pomysł z wysyłaniem jej do Konohy. To
niepotrzebne wprowadzanie komplikacji, mogłaby trenować tutaj.
-
Będziesz tęsknić – odparł złośliwie Shikamaru, jakby nie
zarejestrował jej ostatniej wypowiedzi, chociaż bardzo dobrze ją
rozumiał. Temari nie lubiła gdy decyzje rozgrywały się poza nią,
nie lubiła nie być o czymś poinformowana. Brak informacji
pozbawiał ją możliwości kontrolowania sytuacji, a ona czuła się
niepewnie, gdy czegoś nie mogła kontrolować. Męczyło ją to
bardziej niż była skłonna przyznać.
-
Po prostu widzę lepsze rozwiązania – skomentowała ze
zniecierpliwieniem.
Shikamaru
wstał z fotela i usiadł obok niej na sofie. Zareagowała zdziwionym
spojrzeniem.
Była
ostatnio dziwnie niespokojna, widać było, że sprawy nie układają
się po jej myśli.
-
Odpuść sobie, Temari. Nie musisz nad wszystkim sprawować kontroli.
Zdziwiło
go, że spojrzała na niego z nieskrywaną bezsilnością.
-
Kiedy nie mam kontroli, dzieją się złe rzeczy.
-
Nagle wierzysz w przesądy.
-
Takie są fakty.
Shikamaru
chciał z nią polemizować, ale wiedział dobrze, że to bez sensu.
Zamiast
tego, bardzo odważnie jak na obecne okoliczności, wziął ją za
rękę i pocałował w czoło. Kiedy się odsunął, patrzyła na
niego w szoku. Trudno było powiedzieć, czy wybuchnie złością,
gdy się z niego otrząśnie.
Temari
nie była kobietą, którą zdobywa się czułością, dobrze to
wiedział. Ale też nie było jego intencją ją zdobyć. Chciał
jedynie, by wiedziała, że ma jego wsparcie, nawet jeśli sprawy
między nimi są skomplikowane i trudno je wyprostować.
Nawet
jeśli miałaby wyrzucić go za drzwi, bo sprawił, że poczuła się
słaba.
Jednak
Temari zacisnęła mocniej palce na jego dłoni.
-
Zostań do jutra – powiedziała.
Nie
był pewny, co na to odpowiedzieć. Nie zamierzał jej pozwolić na
to, co zwykle robiła – dyktowała zasady, wyznaczała granice.
Strzegła swojej niezależności.
-
Potrzebujesz pocieszenia? – zapytał niechętnie.
Miał
ochotę z nią zostać, ale nie odpowiadało mu pełnienie funkcji
pogotowia seksualnego. Tymczasem ona wciąż nie zadeklarowała
jednoznacznie co zrobi, gdy on będzie musiał wrócić do Konohy.
-
Potrzebuję ciebie. Po prostu. Porozmawiajmy o tym... Jak widzimy
naszą przyszłość.
***
Dzień
później
Sunami
obeszła biurko Kazekage dokoła i i oparła się o nie tyłem,
kładąc dłonie na blacie. Gaara wypełniał dokumenty i uparcie ją
ignorował.
-
Idź do domu. Spotkamy się później – powiedział, nie odrywając
wzroku od kartki.
-
Nie mam ochoty. Będę się zachowywać cicho jak myszka.
Gaara
przez minutę zajmował się dokumentami, lekceważąc zarówno jej
dłoń przy swoim łokciu, jak i nogi, odsłonięte przez
niby-przypadkiem podwiniętą sukienkę.
Jednak
po chwili odłożył długopis i odsunął się od biurka wraz z
krzesłem.
-
Przestań to robić.
-
Co robić? - zapytała z niewinną miną. - Jestem grzeczna, mam
rączki przy sobie, chyba nie naruszam żadnych reguł?
-
Sunami – odpowiedział Gaara z potępieniem. Była pod wrażeniem
jego opanowania. Czasami zastanawiała się, czy nie wolałaby, żeby
reagował bardziej spontanicznie, ale w ten sposób było znacznie
ciekawiej.
Gaara
świetnie sobie radził z opanowaniem własnego pożądania, a że
było jej to nie na rękę, musiała sprawdzić, jak poradzi sobie z
jej uczuciami. Jak dotąd rozczarowująco dobrze, jednak nie
traciła nadziei. Potrafiła dawkować emocje i jeszcze miała sporo
w zanadrzu.
-
Obiecałeś mi to popołudnie – powiedziała, żeby się
usprawiedliwić. - I jesteś po godzinach pracy.
Gaara
wstał z krzesła i podszedł do niej. Zadrżała, gdy dotknął jej
bioder. Zbliżył usta do jej twarzy, a ona zamknęła powieki. Czuła
na sobie jego oddech, ciepło jego ciała tuż przy skórze. Jednak
nie pocałował jej, odsunął się o kilka centymetrów. Wciąż był
tak blisko, że gdy na niego popatrzyła, widziała błysk triumfu w
jego oczach.
Nie
powinna zapominać, że emocje to broń obosieczna.
-
Bądź grzeczna, nagrodzę cię za cierpliwość. Wiele razy.
***
Setki
kilometrów dalej, podziemna kwatera w kraju Rzeki
-
Wybacz, mistrzu Hakujou, ale nie mogę podzielać twojego spokoju.
Rozumiem, że czekamy na odpowiedni moment do realizacji planu,
jednak mógłbyś w końcu go ujawnić.
Mężczyzna
w czarnym kimonie siedział na zabutonie sztywno wyprostowany. Na
pierwszy rzut oka wyglądał przeciętnie, mógł mieć około
trzydziestu lat. Jednak sztywno napięte mięśnie twarzy sprawiały
wrażenie, jakby był kompletnie niezdolny do wyrażania
jakichkolwiek uczuć. Całą niewzruszoną postawą przypominał
bardziej posąg niż żywą istotę.
Satoru,
młody shinobi z wioski Mgły, zawsze miał takie skojarzenia widząc
tego człowieka. Kojarzył mu się z pomnikiem. I teraz także nie
okazał żadnej reakcji na wypowiedziane do niego słowa. Ani
zdziwienia, ani irytacji, ani gniewu.
Nawet
wtedy, gdy Shihara zwiał z bunkra zostawiając za sobą zgliszcza,
nawet wtedy, gdy okazało się, że drań wyczyścił z próbek i
notatek wszystkie laboratoria, nawet wtedy, gdy shinobi z Suny
zniszczyli większość kryjówek Piratów - Hakujou nie okazał
żadnej emocji. Był niewzruszony jak skała.
Albo
naprawdę zasługiwał na swoje imię, albo bardzo się starał, żeby
wszystkich wokół do tego przekonać.
-
Plan jest bardzo prosty: rozważne działanie. Rzucanie armii
przeciętnych wojowników przeciwko shinobi byłoby porażająco
prymitywne. I niesmaczne. Brzydzę się rozlewem krwi.
Satoru
nie potrafił w tego w żaden sposób skomentować. Nie wiedział, co
mógłby odpowiedzieć. Był świadomy, że wysyłanie rekrutów –
tych, którzy ocaleli po akcji wioski Piasku na pustyni i tych nowo
pozyskanych – przeciwko dobrze wyszkolonym żołnierzom chroniącym
osady ninja, nie miało wielkich szans powodzenia. Skończyłoby się
na krwawej jatce i wynik nie byłby korzystny. Bez dodatkowych
umiejętności, w które planowano ich wyposażyć, rebelianci nie
byli zbyt wiele warci. A próba zrekontruowania wyników badań i
przywrócenia stanu rzeczy, nawet sprzed okresu gdy Shihara popchnął
działania do przodu, zajęłaby kolejne kilka lat.
Mimo
wszystko, lepiej jest dysponować liczną armią. Lepiej jest mieć
jakąkolwiek siłę przeciwko sile wroga.
Wyglądało
na to, że Hakujou w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Możnaby
pomyśleć, że zamierza pokonać Dziesięcioogoniastego i obalić
wioskę Liścia gołymi rękami. A najpierw przetestować tę metodę
na sojusznikach Konohy.
Rewelacyjny
plan, nie ma co.
-
Brak ci wiary – ocenił mistrz bezbarwnym tonem. Gdy mówił, nie
sposób było się domyślić, czy jest niezadowolony, czy nie.
Właściwie, zawsze sprawiał wrażenie co najwyżej znudzonego. -
Brak wiary jest zgubny, bardziej niż słabość militarna. Jak ci
się wydaje, co sprawia, że armia wioski Piasku jest uważana za
najkarniejsze wojsko na świecie?
Satoru
był przekonany, że to podchwytliwe pytanie, mimo to odpowiedział.
-
Strach przed gniewem Kazekage?
Oczywiście,
mógłby postawić na lojalność. Ale to brednie dla idealistów.
-
Jesteś głupszy niż myślałem – odpowiedział mężczyzna, a w
jego głosie nie było śladu dezaprobaty. Ten facet jest naprawdę
wkurwiający. Satoru nie miał pojęcia, dlaczego dla wszystkich jest
takim autorytetem. Kiedy się z nim rozmawiało od pierwszej chwili
miało się ochotę trzasnąć go w twarz, żeby ujrzeć jakąkolwiek
reakcję. - Tym czymś jest wiara w zwycięstwo. Bez niej,
najodważniejsze wojsko zapomni o lojalności i ucieknie w popłochu.
Gdy wejdziemy do wioski Piasku, na palcach jednej ręki policzysz
żołnierzy, którzy zostaną jej bronić.
Satoru
odchrząknął. Ten człowiek rzeczywiście brzmiał jak szaleniec.
Ale
wszyscy traktowali go jak wyrocznię. Podobno nigdy się nie mylił.
-
Hm... Tak, ale jak zniszczymy ich wiarę?
-
Przeciwstawiając jej niepewność i strach.
Satoru
zawahał się. Zaczynał rozumieć, co mistrz może mieć na myśli,
chociaż nie miał pojęcia, jak zamierza uskutecznić swój plan.
To
ironiczne, że ktoś taki jak Hakujou chce rozbijać armie
wykorzystując ludzkie uczucia.
-
Dokonamy tego dzięki setce schwytanych Azurów? - zapytał
niepewnie.
Miał
nadzieję, że zwątpienie nie brzmi zbyt wyraźnie w jego głosie.
Mimo wszystko, bardzo powątpiewał w skuteczność tego pomysłu.
Azurowie posiadali niezwykłe zdolności pozyskiwania czakry, a także
uchodzili za wyjątkowo wrażliwych na cudze emocje. Ale jak to
wykorzystać przeciwko zawodowym żołnierzom? Ludzie pustyni są
kompletnie nieskłonni do współpracy. A poza tym jaki jest pożytek
z silniejszej niż przeciętna wrażliwości na bodźce uczuciowe?
-
Nie przeceniaj ich znaczenia. Będą przydatni, wielokrotnie bardziej
niż byłaby setka naszych ludzi, ale ich rola jest pośrednia. Ich
śmierć będzie bardziej... owocna.
-
Złożymy ich w ofierze? - zapytał Satoru nim zdążył się
powstrzymać.
-
Interesująca metafora – odpowiedział Hakujou. - Podoba mi się,
pasuje do kontekstu i dodaje sytuacji dramatyzmu. - Satoru
powstrzymał się przed zniecierpliwionym prychnięciem. Mistrz znów
ujawniał fascynację teatrem. Absolutnie niezrozumiałą w przypadku
kogoś, kto nic nie czuje. - Wiesz, kim jest Kali?
-
Hinduska bogini zniszczenia?
-
Ściślej, małżonka boga zniszczenia, pogromczyni demonów. Ale nas
to nie interesuje, bardziej to, jak hindusi postrzegają swoich
bogów. Są bardzo praktyczni w swoich wierzeniach. Uważają, że
znają rytuały, które zmuszają bogów do działania dokładnie
według ich myśli. Wystarczy odpowiedni rytuał, zaklęcie, ofiara i
bożek musi wykonać polecenia kapłana.
Satoru
nie pierwszy raz w czasie tej rozmowy miał wrażenie, że nie nadąża
za tokiem myślenia rozmówcy. Na szczęście nie musiał zadawać
dodatkowych pytań.
-
Chciałem powiedzieć, że nasi mimowolni goście będą bodźcem dla
przekaźnika. Ładniej zabrzmi, gdy będą ofiarą dla Kali. Brakuje
nam tylko bogini. Na szczęście, Shihara nieświadomie nas do niej
doprowadził.
Koniec
serii pierwszej
Objaśnienia:
*
zabuton – japońska poduszka do siedzenia na podłodze
*
hakujou – to słowo znaczy „oziębły emocjonalnie”,
„pozbawiony uczuć” (za słownikiem tangorin: 薄情
(w
hiraganie はくじょう)
- unfeeling;
heartless;
cold-hearted;
cruel.
*
Wiem, robię z universum co chcę i dodałam najpierw Koreę, a
teraz Indie. Przyznam, że wychodzi mi to trochę "przy okazji".
Otóż wychodzę z założenia, że świat przedstawiony w mandze to
nie jest cała "Ziemia" tylko Japonia podzielona na strefy
wpływów. Stąd, poza Naruto universum jest "szeroki świat".
Wiem, że nie każdemu musi się podobać taka interpretacja, gomen.
Jednak ja uwielbiam dodawać kulturowe wstawki w opowiadaniach, więc
skusiłam się na buddyzm, hinduizm, a w przyszłości może coś
jeszcze.
Ohayo ! ;3
OdpowiedzUsuńRozdział przeczytałam już wczoraj, ale była strasznie późno i nie chciało mi się komentować. Nie będzie to raczej długi komentarz ponieważ się spieszę ;3 Chciałam cię poinformować że jesteś moją ulubioną autorką i piszesz mojego ulubionego bloga choć nwm czy ci już tego nie pisałam xdd Ciesze się że pierwsza seria zakończyła się szczęśliwie dla Gaary i Sunami <3 Ostatnie zdania zapowiadają że będzie się działo bardzo dużo w kolejnej serii i wiesz co? Ja już ją chcę ! :D Mam wrażenie że w kolejnej serii zginie jakaś ważna postać i nie wiem czemu tak myślę... Hmm... Jednak czekam niecierpliwie, pozdrawiam i weny życzę ! :D
Dziękuję za tak miłe słowa :) Jeśli chodzi o zabijanie ważnych postaci - miewam takie pomysły, ale zawsze się trzeba dobrze zastanowić, żeby komuś nie złamać serca i zyskać tym wroga :P Pożyjemy, zobaczymy. Nie mam jeszcze dokładnie opracowanej trzeciej części, jedynie szkielet, czyli plan na początek, co ma być w środku i koniec, ale jeszcze wiele mogę dodać :D Dzięki i również pozdrawiam ;)
UsuńSuper, że Suni i Gaara doszli do porozumienia :) Aż żal pomyśleć, że muszą się na jakiś czas rozstać :P
OdpowiedzUsuńKońcówka daje wiele do myślenia i tak jak poprzedniczka miałam dziwne odczucia, że masz w planach uśmiercić kogoś ważnego, ale tak jak piszesz pożyjemy, zobaczymy :D Czasami historia piszę się sama :D
Z niecierpliwością czekam na serię drugą :)
Weny :*
Awww coraz bliżej drugiej serii widzę ^.^
OdpowiedzUsuńTak, może dzisiaj skończę pierwszy rozdział ;) miło widzieć że masz rękę na pulsie xX
Usuń