piątek, 16 października 2015

Rozdział 27.

 
- Sunami.
Wzdrygnęła się, zaskoczona jego obecnością. Lub wystraszona.
Po tym, co zrobił godzinę wcześniej, miała prawo się go bać. Wątpił, czy potrafiłby spojrzeć jej w oczy, mimo to czekał przed jej domem. Pozostawianie niedomówień byłoby błędem.

Sunami przypatrywała mu się przez chwilę, jakby analizowała sytuację. Potem weszła do mieszkania zostawiając otwarte drzwi, więc potraktował to jako zaproszenie. Wstąpił za nią do małego salonu połączonego z kuchnią, jednak gdy odwróciła się do niego, oczekując wyjaśnień, nie wiedział od czego zacząć.
Chciał jej powiedzieć wiele rzeczy, ale nie przyszedł tutaj po żadną z nich. Nie widział sensu w usprawiedliwianiu się, bo musiałby kłamać. Prawdopodobnie jedynym, co mogło ratować sytuację było wyjaśnienie, że nie miał morderczych intencji – ale to nie byłaby prawda.
Nawet w tej chwili częścią świadomości żałował, że jej przerażenie wpływało na niego silniej niż własne pragnienie odegrania się na śmieciu, który śmiał ją tknąć.
- Wyjaśnij mi, na czym to polega – powiedział, przyjmując najlepiej znaną mu strategię, czyli poszukiwanie punktu oparcia w konkretach. – Nie potrafisz magazynować czakry?
Sunami oparła się o stół o parapet, na drugim końcu ciasnego pomieszczenia. Nie mogło mu nie przyjść do głowy, że wolałaby się znaleźć jak najdalej od niego.
Nie było w tym nic dziwnego. Powinien poczytać za dobrą monetę, że dziewczyna przejawia elementarny instynkt samozachowawczy. Zamiast tego czuł rozczarowanie, jakby liczył na to, że nawet teraz nie wywoła w niej lęku.
- Moje plemię pewnie nie ukrywałoby się przed wami na pustyni, gdyby te rzekomo świetne zdolności nie były wybrakowane. Czakra przez nas przepływa, musimy coś z nią zrobić. Przynajmniej w moim przypadku tak jest .– Zawahała się, zanim dodała: - Trening z Naruto byłby stratą czasu, on robi coś zupełnie przeciwnego niż ja.
- Nauka nigdy nie jest stratą czasu – odpowiedział Gaara. Był zadowolony, że Sunami była opanowana na tyle, by udzielić mu rzeczowej informacji. W ten sposób mógł poruszać się po pewnym gruncie. Jednocześnie starał się sprawiać wrażenie tak spokojnego jak to tylko możliwe, by nie myślała, że znów mógłby stracić nad sobą panowanie. Stał z założonymi rękami blisko drzwi wyjściowych z silnym postanowieniem, by się stąd nie ruszać i nie dawać jej powodu do szukania drogi ucieczki. – Uzumaki jest w stanie ci pomóc, już się zgodził, dlatego w przyszłym tygodniu wyruszysz do Konohy.
Wcześniej nie planował wysyłać jej tam tak szybko. Mimo planów treningu nie zastanawiał się nad trudnym do pominięcia szczegółem, że Sunami musi pojechać na wiele tygodni do wioski Liścia. Nawet nie przyszło mu do głowy wyznaczyć jakiś termin, żeby ją tam wysłać.
Zbyt łatwo przyzwyczaił się do tego, że Sunami była w pobliżu - nawet jeśli nie w Sunagakure to na otaczającej wioskę pustyni, a on dokładnie znał jej lokalizację i czas powrotu. Miał wyrzuty sumienia kontrolując ją, ale ta strategia odpowiadała mu znacznie bardziej niż poprzednia, gdy pozwalał, żeby wykonywała misje poza krajem Wiatru.
- Pewnie i tak nie mam nic do gadania w tej sprawie, więc się dostosuję – odparła z niespotykaną pokorą.
Gaara zawahał się, bo chociaż chciał z nią rozmawiać o organizacji szkolenia, w tym momencie wydawało mu się to mało ważne. Mimo wcześniejszego założenia, żeby trzymać się jednego tematu, chciał się usprawiedliwić.
- Przykro mi, że w twojej obecności straciłem kontrolę nad sobą.
Nie mógł powiedzieć, że żałował zaatakowania Shihary, który sobie na to zasłużył. Może głupotą byłoby go zabić, ale warto było przynajmniej nastraszyć.
- Zaskoczyłeś mnie opanowaniem – skomentowała. – Gdybym potrafiła to, co ty, najpierw zrobiłabym z niego miazgę, a potem bym się zastanawiała.
Gaara był tak zaskoczony tym oświadczeniem, że nie wiedział, co powinien odpowiedzieć. Sunami próbowała bagatelizować albo udawała, że nie rozumie sytuacji.
- Kenzo powiedział pod twoim adresem podłe rzeczy, ale nie powinieneś traktować ich poważnie.
Nie miał pojęcia, dlaczego powiedziała coś takiego – jakby chciała zaprzeczyć faktom.
- Pomówienia mogą być podłe. To, co usłyszałaś dzisiaj, to prawda.
Sunami potrząsnęła przecząco głową, nawet nie wysłuchując do końca tego, co miał do powiedzenia.
- To ocenianie po pozorach – powiedziała z zaciętym wyrazem twarzy, jakby bardzo zależało jej, żeby w to wierzyć.
- Nie jestem człowiekiem, za jakiego mnie uważasz – odrzekł z naciskiem.
Nagle zaczęło mu zależeć, żeby to zrozumiała – żeby zobaczyła, jaka jest rzeczywistość, zamiast wierzyć w wygodną iluzję. Wygodną przede wszystkim dla niego, bo tylko naiwnie wierząc w jego człowieczeństwo, mogła chcieć mieć z nim cokolwiek wspólnego.
Sunami się rozzłościła, tak jak zwykle złoszczą się osoby, które ktoś pozbawia złudzeń.
- To znaczy kim nie jesteś? Nie pracujesz ciężko dla innych? Nie jesteś zdolny do poświęceń? A może – przez chwilę zawiesiła głos i przymrużyła z irytacją powieki – spróbujesz mi wmówić, że nie masz uczuć?
Nie miał pojęcia, dlaczego uczepiła się rzeczy nieistotnych.
- Tym, co odróżnia ludzi od zwierząt, jest moralność. Dla mnie to tylko puste słowo.
- Dlaczego?
To pytanie było rozbrajająco naiwne.
- Nie zrozumiesz tego, ponieważ nie wiesz, co to znaczy bez wysiłku odebrać życie – zawahał się przez chwilę zanim dodał: - Czy wiesz, że potrafiłem w kilka minut zabić kilka... kilkanaście osób i nawet tego nie zauważyć? Już dawno przestałem liczyć trupy. Moja technika jest szybka, prosta i nie zostawia śladów. Jest czymś, czego nie powinien robić żaden człowiek.
- Pozbawia zasady moralnych – podsumowała Sunami, jakby teraz to do niej dotarło.
- Ktoś, kto stosuje takie metody, depcze zasady – odpowiedział Gaara, zdając sobie sprawę, że zrzucanie winy za własne działania na czynniki zewnętrzne jest wygodnym unikaniem odpowiedzialności.
Wolał podkreślać, że sam o sobie decyduje, chociaż miał poczucie, że to nie jest do końca prawda – decyzja o ulokowaniu w jego ciele demona odbyła się poza nim. Ale było to słabą wymówką dla decyzji, które potem podejmował.
- Gdybyś był tak zdemoralizowany, jak ci się wydaje, nie rozumiałbyś o jakich normach mówisz. Socjopaci ich nie rozumieją. Ty nie uważasz, że zabijanie jest naganne?
- To słaba argumentacja.
- Dlaczego?
Zadała pytanie, na które odpowiedź wydawała mu się oczywista. Ledwie mógł uwierzyć, że jej nie dostrzega.
- Ponieważ mnie to nie powstrzymuje. Ponieważ moralny opór przed zabijaniem liczy się tylko na początku. Za pierwszym, drugim razem... Może za dziesiątym. Potem to już działanie instynktowne. Kiedy ofiar są setki, kolejna nie czyni żadnej różnicy. Shihara nawet nie obciążyłby mojego sumienia.
- Więc co cię powstrzymuje przed zabijaniem?
Pewnie zadając to pytanie nie spodziewała się, że natychmiast otrzyma odpowiedź.
- Nie opłaca mi się ryzykować – odpowiedział bez ogródek.
- Ryzykować czego? Stanowiska? Jest dla ciebie tyle warte? – To pytanie zabrzmiało trochę napastliwie i żeby jeszcze podkreślić determinację, Sunami poruszyła się jakby chciała do niego podejść, ale zatrzymała się w pół drogi.
Tym samym zmusiła go, żeby sam się zastanowił, dlaczego tak mu zależy na tym urzędzie.
Władza sama w sobie nie stanowiła żadnej wartości.
- Chodzi o szacunek społeczny – ocenił.
- Który jest ci potrzebny, żebyś uważał siebie za godnego szacunku?
Raczej, żeby mógł uważać siebie za istotę ludzką.
- Wiesz, możesz sobie być urodzonym zabójcą – powiedziała nagle, - ale to nie nasze instynkty decydują kim jesteśmy, tylko nasze wybory. I dokonujesz tego wyboru każdego dnia, kiedy nie zabijasz.
Widział z jakim przekonaniem to mówiła i nie miał wątpliwości, że naprawdę tak myśli. Jej determinacja sprawiała, że chciał, żeby to była prawda. Lub żeby przynajmniej mógł to sobie wmówić.
Sunami podeszła i stanęła naprzeciw niego.
- Nikt nie ocenia cię tak surowo jak ty sam. Mieszkańcy Sunagakure w ciebie wierzą, wcale nie dlatego, że zostałeś wybrany do chronienia wioski. Wierzą dlatego, że ty zdecydowałeś, że chcesz ją chronić.
Może miała rację, może nie. W tym momencie najważniejsze dla niego było, że odsłonił przed nią swoje myśli, a ona mimo to nie zaczęła go traktować inaczej.
Bezwiednie wyciągnął do niej rękę, jednak wtedy się cofnęła.
- Nie będę twoją zabawką.
- Zabawką? - powtórzył.
Może Kankuro miał rację; może Sunami była zazdrosna o to, że zaprosił Reikę do wioski. Drażniła go ta możliwość, bo nie za bardzo wiedział, jak mógłby jej racjonalnie udowodnić, że nie ma do tego powodu. Kankuro uważał się za specjalistę w dziedzinie psychiki kobiet i próbował przekonać go, że nawet najmniej racjonalne uzasadnienie jest dla kobiety znacznie bardziej wiarygodne niż oczywiste fakty, jeśli tylko ona czuje, że coś jest prawdą.
Niewiele wynikało z tego wykładu. Chyba tylko tyle, że kobiety za bardzo ufają przeczuciom, żeby uważać za pewne wyłącznie zweryfikowane fakty. Wynikało z tego, że do Sunami można przemówić tylko odwołując się do jej emocji, ale to stawiało go na przegranej pozycji.
Nie był mocny w tej dziedzinie. Czuł się pewnie tylko wtedy, gdy mógł opierać się na namacalnej rzeczywistości, której prawdziwość można łatwo ocenić.
I tylko tak, na płaszczyźnie racjonalnej, mógł z nią rozmawiać.
- Twoja zazdrość nie ma żadnego uzasadnienia.
Jego słowa nie wywołały pozytywnego efektu. Sunami przymrużyła ze złością oczy.
Nie wierzyła, mimo że nie miała podstaw, by wątpić.
- Uważasz, że kłamię? – Od razu zauważył, że tym pytaniem wprawił ją w konsternację. Może nie chciała mu uwierzyć, ale przecież miała dar, dzięki któremu odróżniała prawdę od kłamstwa. Nie był jednak pewien, czy to, że Sunami nie może zarzucić mu nieszczerości, wystarczająco działa na jego korzyść. Wydawała się nieprzekonana. – Podejdź do mnie, proszę.
Jej wahanie było oczywiste, ale zbliżyła się do niego. Z bliska patrzył w jej oczy, brązowe jak kasztany, niespotykane na pustyni, trudne do znalezienia w całym kraju Wiatru.
- Nie wiem, co sobie wyobraziłaś, ale jesteś jedyną kobietą, która mnie interesuje. Jedyną, której pragnę. – Przy okazji jedyną, którą chciał zrozumieć, chociaż wyglądało to na trudne zadanie.
Sunami patrzyła na niego przez chwilę, jakby oceniała jego intencje, a potem przysunęła się, żeby go objąć. Gaara otoczył ją ramionami w talii.
- I tak musisz się wytłumaczyć – powiedziała, wtulając twarz w jego szyję. – Chcę wiedzieć, co powiedziałeś tej gejszy. I dlaczego spotykasz się z Ino.
- Sunami – odezwał się. Nie chciał wdawać się w dyskusję, dla której musiałby wypuścić ją z objęć, jednak musiał jej zadać pewne pytanie.
- Tak?
- Co Ino ma z tym wspólnego?

***************************************************
Tydzień później

Gaara siedział za biurkiem i opierał podbródek na złożonych dłoniach. Być może taka postawa ułatwiała mu myślenie dedukcyjne. Shikamaru dobrze rozumiał znaczenie pewnych gestów, sam nie był wolny od przyzwyczajeń, zewnętrznych przejawów koncentracji. Teraz jednak siedział na krześle naprzeciw Kazekage wyprostowany, nastawiony na słuchanie, nie na dedukcję.
On także próbował połączyć pewne fakty, ale wydawało mu się, że czegoś brakuje w tej układance.
- Nie podoba mi się to. Jest zbyt łatwo – odezwał się Gaara.
Shikamaru myślał w podobny sposób. Dla niego także kolejna informacja o sukcesie drużyny tropiącej rozproszone oddziały Piratów była raczej powodem do zmartwienia niż ogłaszania sukcesu.
Po rozbiciu kryjówek terrorystów spore ich grupki rozproszyły się, w kraju Wiatru i poza nim, przyjmując strategię zwykłego rabunku. Nikt ich nie kontrolował. Przywódcy nieudanej rebelii stracili nimi zainteresowanie.
Dzięki temu wyłapanie ich było względnie łatwe. Niewiele jednak wnosiło, bo pozwoliło na uzyskanie niewielu informacji. Liderem Piratów był tajemniczy shinobi o pseudonimie Hakujou, pochodzący prawdopodobnie z Kiri, a jego zamiarem było zniszczenie przymierza, prawdopodobnie też fizyczne wyeliminowanie wiosek ninja. Dzięki Shiharze wiadomo było, jak chciał to osiągnąć – zbudować armię genetycznie zmodyfikowanych wojowników, którzy dzięki wszczepionym tkankom Azurów mieliby wyższe niż przeciętne zdolności czerpania czakry z otoczenia. Shihara zadbał o to, by zniszczyć zaplecze naukowe potrzebne do zbudowania takiej armii. Wydawało się jednak, że Piratom powinno zależeć na odnalezieniu i odbudowaniu grup najemników – zrekrutowali tysiące ludzi i wciąż mogli się nimi posłużyć. Jednak oni widocznie stracili zainteresowanie mięsem armatnim.
To oznaczało, że powstał inny plan. Bardziej niepokojący, bo trudny do rozszyfrowania. Jak przeciwnik chciał podbić wioski chronione przez setki wyszkolonych shinobi, jeśli nie miał kogo rzucić do walki? Biorąc pod uwagę, jak wielu bojowników udało się zabić i schwytać podczas nalotów, i jak wiele rozproszonych grup ostatnio udało się zdemaskować, lider mógł mieć do dyspozycji kilkudziesięciu, może setkę ludzi. Pewnie przetrwała elita, ale to wciąż za mało, żeby pokonać armię shinobi.
- Zamiast tracić energię na płotki musimy znaleźć i zlikwidować dowództwo. Trzeba opracować nowy plan działania. – Gaara powiedział dokładnie to, czego się spodziewał.
Było oczywiste, że teraz kluczowe jest poznanie zamiarów zbiegłych liderów, ale prawdopodobnie Gaara wiedział równie dobrze jak on, że w tej chwili to jak szukanie igły w stogu siana. Może dopiero jakieś działanie ze strony wroga odsłoni jego prawdziwe zamiary.
Problem w tym, że takie odsłaniające działania zwykle mają charakter ostatecznego ataku.

***
Kenzo nie czuł się pewnie w gabinecie kage. Mimo niegdyś wysokiej pozycji w osadzie, był tutaj tylko kilka razy w życiu. Godaime raczej nie wydawał mu osobiście poleceń, traktował go jak szeregowego podwładnego, któremu przekazuje się rozkazy przez pośrednictwo. Kenzo był przekonany, że Sabaku no Gaara, tak jak jego zarozumiała siostra, przejawia uprzedzenia względem shinobi urodzonych w uprzywilejowanych rodach. Rodzeństwo Piasku wydawało się mieć bardzo niejednoznaczny stosunek do szlachectwa. Sami pochodzili z jednej z najlepszych rodzin w Sunagakure, ale przywileje wynikające z urodzenia traktowali jak przejaw zacofania, na dodatek stanowiącego zagrożenie dla rozwoju wioski.
Tak przynajmniej on to interpretował.
Jednak tym razem Kazekage chciał z nim rozmawiać osobiście, co więcej, żeby przekazać mu informację o awansie. Zastanawiał się, w czym tkwi haczyk. Godaime nigdy go wysoko nie cenił, a teraz powierzał mu mikrojednostkę w ANBU.
Im mniejszy oddział tym mniejsza władza, lecz jednocześnie – większa powaga misji. W tajnych organizacjach najmniejsze jednostki mają największy prestiż.
- Będziesz odpowiadać bezpośrednio przed Temari. Oficjalnie pracujesz w laboratorium – poinformował kage. Wypowiadał się neutralnym tonem, ale mierzył go badawczym spojrzeniem, jakby chciał się dopatrzyć czegoś podejrzanego. – Masz szansę na zrehabilitowanie się, nie zaprzepaść jej, bo kolejnej nie będzie.
Kenzo nie oczekiwał kolejnej szansy, nie będzie jej potrzebować. Zdawał sobie sprawę, że ma niepowtarzalną okazję udowodnić swoją wartość. I to w momencie, gdy najmniej się tego spodziewał, bo przez kilka dni był na mało ważnej misji poza wioską i sądził, że przez długi czas może być na takie skazany. Po powrocie te obawy się nie spełniły.
Może jednak Kazekage nie był przekonany co do jego lojalności. Nie rozmawiałby z nim po to, żeby przekazać informację o awansie.
Nie musiał się nad tym długo zastanawiać, bo Sabaku no Gaara rozwiał jego wątpliwości.
- Nie wezwałem cię z tego powodu. Nie nagabuj więcej Sunami.
Kenzo zupełnie nie wiedział, jak ma to interpretować. Naprawdę, Kazekage uważał, że ma prawo powiedzieć mu coś takiego?
- To polecenie służbowe? – zapytał, starając się brzmieć rzeczowo, nie budząc wrażenia jakby chciał się sprzeciwić.
Nie był tchórzem, ale też nie uważał się za głupca, a tylko skończony idiota prowokowałby demona wioski Piasku.
- Nie. I jeśli się nie zastosujesz, nie oczekuj służbowych konsekwencji.
Jakoś go nie uspokoiła ta odpowiedź.

***
Shikamaru, jak często wieczorami, wpadł do Temari na sake. Rozbawiło go to, jak wiele zadawała pytań. Krążyła wokół tematu, jakby nie wiedziała, że on i tak domyśli się, o co jej chodzi.
- Zmiana strategii nie oznacza, że wracam do Konohy – powiedział z prostotą, chociaż nie zadała takiego pytania. Spojrzała na niego z widocznym niezadowoleniem. – Zmartwiłabyś się?
- Oczywiście – odpowiedziała kąśliwym tonem, nie patrząc na niego, lecz koncentrując uwagę na poprawieniu poduszki na sofie, o którą się opierała. – Nie lubię sama spędzać wieczorów. – Zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła na jego twarzy kpiący uśmiech. – Wcale nie jesteś aż takim pożądanym towarzystwem. Jesteś substytutem, bo Suni nie ma dla mnie czasu. – Nie zdążył udzielić na to żadnej cierpkiej odpowiedzi. Temari spochmurniała, a on wcale nie miał zamiaru jej dobijać. – Nawet teraz ciężko jej go znaleźć, mimo że pojutrze wyjeżdża.
- Czyżbyś stawała się sentymentalna? – odpowiedział.
Temari przygryzła nerwowo wargi.
- Po prostu nie podoba mi się pomysł z wysyłaniem jej do Konohy. To niepotrzebne wprowadzanie komplikacji, mogłaby trenować tutaj.
- Będziesz tęsknić – odparł złośliwie Shikamaru, jakby nie zarejestrował jej ostatniej wypowiedzi, chociaż bardzo dobrze ją rozumiał. Temari nie lubiła gdy decyzje rozgrywały się poza nią, nie lubiła nie być o czymś poinformowana. Brak informacji pozbawiał ją możliwości kontrolowania sytuacji, a ona czuła się niepewnie, gdy czegoś nie mogła kontrolować. Męczyło ją to bardziej niż była skłonna przyznać.
- Po prostu widzę lepsze rozwiązania – skomentowała ze zniecierpliwieniem.
Shikamaru wstał z fotela i usiadł obok niej na sofie. Zareagowała zdziwionym spojrzeniem.
Była ostatnio dziwnie niespokojna, widać było, że sprawy nie układają się po jej myśli.
- Odpuść sobie, Temari. Nie musisz nad wszystkim sprawować kontroli.
Zdziwiło go, że spojrzała na niego z nieskrywaną bezsilnością.
- Kiedy nie mam kontroli, dzieją się złe rzeczy.
- Nagle wierzysz w przesądy.
- Takie są fakty.
Shikamaru chciał z nią polemizować, ale wiedział dobrze, że to bez sensu.
Zamiast tego, bardzo odważnie jak na obecne okoliczności, wziął ją za rękę i pocałował w czoło. Kiedy się odsunął, patrzyła na niego w szoku. Trudno było powiedzieć, czy wybuchnie złością, gdy się z niego otrząśnie.
Temari nie była kobietą, którą zdobywa się czułością, dobrze to wiedział. Ale też nie było jego intencją ją zdobyć. Chciał jedynie, by wiedziała, że ma jego wsparcie, nawet jeśli sprawy między nimi są skomplikowane i trudno je wyprostować.
Nawet jeśli miałaby wyrzucić go za drzwi, bo sprawił, że poczuła się słaba.
Jednak Temari zacisnęła mocniej palce na jego dłoni.
- Zostań do jutra – powiedziała.
Nie był pewny, co na to odpowiedzieć. Nie zamierzał jej pozwolić na to, co zwykle robiła – dyktowała zasady, wyznaczała granice. Strzegła swojej niezależności.
- Potrzebujesz pocieszenia? – zapytał niechętnie.
Miał ochotę z nią zostać, ale nie odpowiadało mu pełnienie funkcji pogotowia seksualnego. Tymczasem ona wciąż nie zadeklarowała jednoznacznie co zrobi, gdy on będzie musiał wrócić do Konohy.
- Potrzebuję ciebie. Po prostu. Porozmawiajmy o tym... Jak widzimy naszą przyszłość.

***
Dzień później

Sunami obeszła biurko Kazekage dokoła i i oparła się o nie tyłem, kładąc dłonie na blacie. Gaara wypełniał dokumenty i uparcie ją ignorował.
- Idź do domu. Spotkamy się później – powiedział, nie odrywając wzroku od kartki.
- Nie mam ochoty. Będę się zachowywać cicho jak myszka.
Gaara przez minutę zajmował się dokumentami, lekceważąc zarówno jej dłoń przy swoim łokciu, jak i nogi, odsłonięte przez niby-przypadkiem podwiniętą sukienkę.
Jednak po chwili odłożył długopis i odsunął się od biurka wraz z krzesłem.
- Przestań to robić.
- Co robić? - zapytała z niewinną miną. - Jestem grzeczna, mam rączki przy sobie, chyba nie naruszam żadnych reguł?
- Sunami – odpowiedział Gaara z potępieniem. Była pod wrażeniem jego opanowania. Czasami zastanawiała się, czy nie wolałaby, żeby reagował bardziej spontanicznie, ale w ten sposób było znacznie ciekawiej.
Gaara świetnie sobie radził z opanowaniem własnego pożądania, a że było jej to nie na rękę, musiała sprawdzić, jak poradzi sobie z jej uczuciami. Jak dotąd rozczarowująco dobrze, jednak nie traciła nadziei. Potrafiła dawkować emocje i jeszcze miała sporo w zanadrzu.
- Obiecałeś mi to popołudnie – powiedziała, żeby się usprawiedliwić. - I jesteś po godzinach pracy.
Gaara wstał z krzesła i podszedł do niej. Zadrżała, gdy dotknął jej bioder. Zbliżył usta do jej twarzy, a ona zamknęła powieki. Czuła na sobie jego oddech, ciepło jego ciała tuż przy skórze. Jednak nie pocałował jej, odsunął się o kilka centymetrów. Wciąż był tak blisko, że gdy na niego popatrzyła, widziała błysk triumfu w jego oczach.
Nie powinna zapominać, że emocje to broń obosieczna.
- Bądź grzeczna, nagrodzę cię za cierpliwość. Wiele razy.

***
Setki kilometrów dalej, podziemna kwatera w kraju Rzeki

- Wybacz, mistrzu Hakujou, ale nie mogę podzielać twojego spokoju. Rozumiem, że czekamy na odpowiedni moment do realizacji planu, jednak mógłbyś w końcu go ujawnić.
Mężczyzna w czarnym kimonie siedział na zabutonie sztywno wyprostowany. Na pierwszy rzut oka wyglądał przeciętnie, mógł mieć około trzydziestu lat. Jednak sztywno napięte mięśnie twarzy sprawiały wrażenie, jakby był kompletnie niezdolny do wyrażania jakichkolwiek uczuć. Całą niewzruszoną postawą przypominał bardziej posąg niż żywą istotę.
Satoru, młody shinobi z wioski Mgły, zawsze miał takie skojarzenia widząc tego człowieka. Kojarzył mu się z pomnikiem. I teraz także nie okazał żadnej reakcji na wypowiedziane do niego słowa. Ani zdziwienia, ani irytacji, ani gniewu.
Nawet wtedy, gdy Shihara zwiał z bunkra zostawiając za sobą zgliszcza, nawet wtedy, gdy okazało się, że drań wyczyścił z próbek i notatek wszystkie laboratoria, nawet wtedy, gdy shinobi z Suny zniszczyli większość kryjówek Piratów - Hakujou nie okazał żadnej emocji. Był niewzruszony jak skała.
Albo naprawdę zasługiwał na swoje imię, albo bardzo się starał, żeby wszystkich wokół do tego przekonać.
- Plan jest bardzo prosty: rozważne działanie. Rzucanie armii przeciętnych wojowników przeciwko shinobi byłoby porażająco prymitywne. I niesmaczne. Brzydzę się rozlewem krwi.
Satoru nie potrafił w tego w żaden sposób skomentować. Nie wiedział, co mógłby odpowiedzieć. Był świadomy, że wysyłanie rekrutów – tych, którzy ocaleli po akcji wioski Piasku na pustyni i tych nowo pozyskanych – przeciwko dobrze wyszkolonym żołnierzom chroniącym osady ninja, nie miało wielkich szans powodzenia. Skończyłoby się na krwawej jatce i wynik nie byłby korzystny. Bez dodatkowych umiejętności, w które planowano ich wyposażyć, rebelianci nie byli zbyt wiele warci. A próba zrekontruowania wyników badań i przywrócenia stanu rzeczy, nawet sprzed okresu gdy Shihara popchnął działania do przodu, zajęłaby kolejne kilka lat.
Mimo wszystko, lepiej jest dysponować liczną armią. Lepiej jest mieć jakąkolwiek siłę przeciwko sile wroga.
Wyglądało na to, że Hakujou w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Możnaby pomyśleć, że zamierza pokonać Dziesięcioogoniastego i obalić wioskę Liścia gołymi rękami. A najpierw przetestować tę metodę na sojusznikach Konohy.
Rewelacyjny plan, nie ma co.
- Brak ci wiary – ocenił mistrz bezbarwnym tonem. Gdy mówił, nie sposób było się domyślić, czy jest niezadowolony, czy nie. Właściwie, zawsze sprawiał wrażenie co najwyżej znudzonego. - Brak wiary jest zgubny, bardziej niż słabość militarna. Jak ci się wydaje, co sprawia, że armia wioski Piasku jest uważana za najkarniejsze wojsko na świecie?
Satoru był przekonany, że to podchwytliwe pytanie, mimo to odpowiedział.
- Strach przed gniewem Kazekage?
Oczywiście, mógłby postawić na lojalność. Ale to brednie dla idealistów.
- Jesteś głupszy niż myślałem – odpowiedział mężczyzna, a w jego głosie nie było śladu dezaprobaty. Ten facet jest naprawdę wkurwiający. Satoru nie miał pojęcia, dlaczego dla wszystkich jest takim autorytetem. Kiedy się z nim rozmawiało od pierwszej chwili miało się ochotę trzasnąć go w twarz, żeby ujrzeć jakąkolwiek reakcję. - Tym czymś jest wiara w zwycięstwo. Bez niej, najodważniejsze wojsko zapomni o lojalności i ucieknie w popłochu. Gdy wejdziemy do wioski Piasku, na palcach jednej ręki policzysz żołnierzy, którzy zostaną jej bronić.
Satoru odchrząknął. Ten człowiek rzeczywiście brzmiał jak szaleniec.
Ale wszyscy traktowali go jak wyrocznię. Podobno nigdy się nie mylił.
- Hm... Tak, ale jak zniszczymy ich wiarę?
- Przeciwstawiając jej niepewność i strach.
Satoru zawahał się. Zaczynał rozumieć, co mistrz może mieć na myśli, chociaż nie miał pojęcia, jak zamierza uskutecznić swój plan.
To ironiczne, że ktoś taki jak Hakujou chce rozbijać armie wykorzystując ludzkie uczucia.
- Dokonamy tego dzięki setce schwytanych Azurów? - zapytał niepewnie.
Miał nadzieję, że zwątpienie nie brzmi zbyt wyraźnie w jego głosie. Mimo wszystko, bardzo powątpiewał w skuteczność tego pomysłu. Azurowie posiadali niezwykłe zdolności pozyskiwania czakry, a także uchodzili za wyjątkowo wrażliwych na cudze emocje. Ale jak to wykorzystać przeciwko zawodowym żołnierzom? Ludzie pustyni są kompletnie nieskłonni do współpracy. A poza tym jaki jest pożytek z silniejszej niż przeciętna wrażliwości na bodźce uczuciowe?
- Nie przeceniaj ich znaczenia. Będą przydatni, wielokrotnie bardziej niż byłaby setka naszych ludzi, ale ich rola jest pośrednia. Ich śmierć będzie bardziej... owocna.
- Złożymy ich w ofierze? - zapytał Satoru nim zdążył się powstrzymać.
- Interesująca metafora – odpowiedział Hakujou. - Podoba mi się, pasuje do kontekstu i dodaje sytuacji dramatyzmu. - Satoru powstrzymał się przed zniecierpliwionym prychnięciem. Mistrz znów ujawniał fascynację teatrem. Absolutnie niezrozumiałą w przypadku kogoś, kto nic nie czuje. - Wiesz, kim jest Kali?
- Hinduska bogini zniszczenia?
- Ściślej, małżonka boga zniszczenia, pogromczyni demonów. Ale nas to nie interesuje, bardziej to, jak hindusi postrzegają swoich bogów. Są bardzo praktyczni w swoich wierzeniach. Uważają, że znają rytuały, które zmuszają bogów do działania dokładnie według ich myśli. Wystarczy odpowiedni rytuał, zaklęcie, ofiara i bożek musi wykonać polecenia kapłana.
 Satoru nie pierwszy raz w czasie tej rozmowy miał wrażenie, że nie nadąża za tokiem myślenia rozmówcy. Na szczęście nie musiał zadawać dodatkowych pytań.
- Chciałem powiedzieć, że nasi mimowolni goście będą bodźcem dla przekaźnika. Ładniej zabrzmi, gdy będą ofiarą dla Kali. Brakuje nam tylko bogini. Na szczęście, Shihara nieświadomie nas do niej doprowadził.

Koniec serii pierwszej

Objaśnienia:
* zabuton – japońska poduszka do siedzenia na podłodze
* hakujou – to słowo znaczy „oziębły emocjonalnie”, „pozbawiony uczuć” (za słownikiem tangorin: 薄情 (w hiraganie はくじょう) - unfeeling;  heartless;  cold-hearted;  cruel.
*  Wiem, robię z universum co chcę i dodałam najpierw Koreę, a teraz Indie. Przyznam, że wychodzi mi to trochę "przy okazji". Otóż wychodzę z założenia, że świat przedstawiony w mandze to nie jest cała "Ziemia" tylko Japonia podzielona na strefy wpływów. Stąd, poza Naruto universum jest "szeroki świat". Wiem, że nie każdemu musi się podobać taka interpretacja, gomen. Jednak ja uwielbiam dodawać kulturowe wstawki w opowiadaniach, więc skusiłam się na buddyzm, hinduizm, a w przyszłości może coś jeszcze.





5 komentarzy:

  1. Ohayo ! ;3
    Rozdział przeczytałam już wczoraj, ale była strasznie późno i nie chciało mi się komentować. Nie będzie to raczej długi komentarz ponieważ się spieszę ;3 Chciałam cię poinformować że jesteś moją ulubioną autorką i piszesz mojego ulubionego bloga choć nwm czy ci już tego nie pisałam xdd Ciesze się że pierwsza seria zakończyła się szczęśliwie dla Gaary i Sunami <3 Ostatnie zdania zapowiadają że będzie się działo bardzo dużo w kolejnej serii i wiesz co? Ja już ją chcę ! :D Mam wrażenie że w kolejnej serii zginie jakaś ważna postać i nie wiem czemu tak myślę... Hmm... Jednak czekam niecierpliwie, pozdrawiam i weny życzę ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa :) Jeśli chodzi o zabijanie ważnych postaci - miewam takie pomysły, ale zawsze się trzeba dobrze zastanowić, żeby komuś nie złamać serca i zyskać tym wroga :P Pożyjemy, zobaczymy. Nie mam jeszcze dokładnie opracowanej trzeciej części, jedynie szkielet, czyli plan na początek, co ma być w środku i koniec, ale jeszcze wiele mogę dodać :D Dzięki i również pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Super, że Suni i Gaara doszli do porozumienia :) Aż żal pomyśleć, że muszą się na jakiś czas rozstać :P
    Końcówka daje wiele do myślenia i tak jak poprzedniczka miałam dziwne odczucia, że masz w planach uśmiercić kogoś ważnego, ale tak jak piszesz pożyjemy, zobaczymy :D Czasami historia piszę się sama :D
    Z niecierpliwością czekam na serię drugą :)
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww coraz bliżej drugiej serii widzę ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, może dzisiaj skończę pierwszy rozdział ;) miło widzieć że masz rękę na pulsie xX

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)