środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 22.


W Sunagakure było wiele miejsc treningowych – kilkanaście pomieszczeń w podziemiach budynków i kilka na zewnętrznych placach. Większość z nich w dni powszednie oblegano od bladego świtu, dlatego Matsuri była zadowolona z dodatkowego przywileju, który zyskała trenując pod nadzorem Gaary – mogła korzystać z placu treningowego zarezerwowanego dla wyższych stopniem. Korzystała z tej możliwości także w weekendy.
Wyszła z domu przed wschodem słońca i w ramach rozgrzewki dotarła do pól treningowych biegiem. Nie spodziewała się nikogo zastać tak wcześnie rano w niedzielę. Jednak już z oddali dostrzegła dwie postaci. Nie była zdziwiona, że jedną z nich jest Gaara – on często tutaj trenował – ale zaskoczyło ją, że drugą była Suni.
Matsuri zatrzymała się, by przyjrzeć się pojedynkowi – szybko zorientowała się, że walczą tylko z użyciem podstawowej broni, jak shurikeny i kunaie. Gaara był w ofensywie, ale Suni z powodzeniem unikała jego ataków. Matsuri uśmiechnęła się mimowolnie – w walce wręcz Sunami powinna stanowić godnego przeciwnika dla Kazekage, mało kto dorównywał jej szybkością reakcji. A Gaarze na pewno nie zaszkodzi, gdy ktoś utrze mu nosa.
Matsuri wysoko ceniła Gaarę również jako senseia. Jednak to, z jaką łatwością odpierał jej ataki i przebijał się przez jej obronę, było frustrujące. Zawsze dawała z siebie wszystko gdy z nim walczyła, ale Gaara bez żadnego wysiłku blokował jej ciosy, zwykle nawet nie próbując ich unikać. A kiedy była już zmęczona, pokonywał ją w kilka sekund. Czuła się strasznie słaba, chociaż on za każdym razem mówił, że robi postępy.
Gaara był surowym dowódcą, ale jako nauczyciel, mimo że dużo wymagał, był dość pobłażliwy. Prawdopodobnie uważał, że nie ma powodu za bardzo naciskać na ludzi, którzy nie mają szansy mu dorównać.
Sunami i Temari miały w pewnym stopniu rację – pewność siebie Gaary zakrawała na arogancję. Z perspektywy Matsuri to była jedna z jego najbardziej pociągających cech.
To nie zmieniało faktu, że z chęcią zobaczyłaby jak wreszcie ktoś zmusza go do wycofania się do defensywy. Sunami nie miałaby szansy z nim wygrać, ale powinna być zdolna przeprowadzić kilka skutecznych ataków. Obserwowanie jej treningów z Kenzo zawsze było świetną rozrywką – Suni może uważać, że eks chłopak zawsze pozwalał jej wygrywać, ale było faktem, że potrafiła go zaskoczyć nieprzewidywalnymi atakami, na które nie miał czasu zareagować. Regularnie dostawał wycisk. Przydało mu się to – zawsze był zapatrzonym w siebie bucem, ale pod wpływem Sunami złagodniał. Może dlatego, że ona nie darzyła go estymą jaką otaczali go wszyscy inni, tylko dlatego, że był synem jednego z najważniejszych ludzi w osadzie.
I bardzo utalentowanym shinobi. O tym też nie dało się zapomnieć. Gdyby nie uciekł, dzisiaj byłby jednym z ważnych dowódców, mimo młodego wieku.
Ciekawe, czy Suni kiedykolwiek się nad tym zastanawiała – gdyby Kenzo po wojnie postanowił kontynuować dobrze zapowiadającą się karierę jego pozycja w wiosce jeszcze by wzrosła, a jako jedyny mężczyzna był teraz spadkobiercą swojego rodu – jego matka, choćby nawet chciała, nie byłaby w mocy niczego mu zabronić. Nie oglądając się na nią, Kenzo mógłby poślubić kogo chce. Suni, jako żona ważnego dowódcy, nie byłaby już w osadzie traktowana jak persona non grata.
Nawet jeśli przyszło jej to do głowy, nigdy się z tym nie zdradziła. Chyba nigdy nawet nie brała pod uwagę, że mogłaby wziąć z nim ślub – chociaż z zewnątrz to było oczywiste, że Kenzo miał taką intencję niezależnie od aprobaty rodziny lub jej braku. Miał do Sunami oczywistą słabość. Pojedynki, w których prawie zawsze przegrywał, były tylko jednym z wielu dowodów potwierdzających tę tezę.
Suni traktowała poważnie buddyjskie ideały i przestrzegała ahimsy, która zabraniała krzywdzenia żywych stworzeń, ale w walce się nie patyczkowała. Zawsze szybko przechodziła do ataku. I teraz też powinna podjąć jakieś zdecydowane działania, ale nie miała na to szansy – Matsuri ze zdumieniem zauważyła, że Gaara jest dla niej za szybki. Nie dał jej okazji do zrobienia czegokolwiek poza unikaniem rzucanych w jej stronę shurikenów. Taka sytuacja nie może trwać zbyt długo – i Matsuri nie zdziwiła się, że kilka ostrzy w końcu dosięgnęło celu. Suni, zraniona w rękę, straciła koncentrację, a Gaara skorzystał z okazji, żeby się do niej zbliżyć i powalił ją na ziemię, przystawiając jej kunai do szyi.
Matsuri była zdziwiona, nie tyle porażką przyjaciółki, co jego brutalnością.
Znajdowała się w sporej odległości, ale wytężając słuch była w stanie ich usłyszeć.
- Przegrałaś – powiedział zanim ją wypuścił.
Sunami podniosła się z ziemi, zauważalnie podminowana.
Gaara, chociaż wygrał, też sprawiał wrażenie rozzłoszczonego.
- Jesteś słabsza niż myślałem – ocenił. – Gdzie się podział twój osławiony refleks?
Matsuri była o wiele za daleko, by dostrzec reakcję Sunami, ale z łatwością mogła sobie wyobrazić wyraz frustracji na jej twarzy. Nie znosiła przegrywać.
Jej zachowanie było zrozumiałe. Gaary – już nie. Matsuri ćwiczyła z nim dziesiątki razy, trenował ją też kilka lat temu zanim został Kazekage. Nigdy nie wywierał zbyt dużej presji, jakby nie chciał jej zmuszać do użytkowania całej energii w walce. Zawsze uważał, że powinna stopniowo rozwijać umiejętności, nie forsować się za bardzo. Matsuri była przekonana, że nie chciał, by zrobiła sobie krzywdę.
Na Sunami naciskał znacznie bardziej. Jakby mu zależało, żeby ją zmobilizować.
Teraz podszedł do niej, żeby przyjrzeć się zranieniom na jej ręce.
- Opatrzę cię.
- To tylko zadraśnięcia – oświadczyła Sunami poirytowanym tonem.
- Nie dyskutuj ze mną – odpowiedział Gaara, tonem, którego nie można było uznać za służbowy.
Ten dialog z pozoru nic nie znaczył, ale Matsuri poczuła się jakby coś zimnego zacisnęło się wokół jej klatki piersiowej. Z nią Gaara w ten sposób nie rozmawiał. Gdy trenowali nie sprawiał wrażenia, jakby mu osobiście zależało na jej wynikach. Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, by zauważyć, że Sunami traktuje inaczej.
Dlaczego właśnie ją? Jeśli już musiał zwrócić na kogoś uwagę, wolałaby, żeby to był ktokolwiek inny, nie jej najlepsza przyjaciółka.
Poczuła się, jakby świat w jednej chwili rozpadł się na kawałki.

***
Shikamaru wszedł do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.
Temari na jego widok wyszła zza biurka i oparła się o blat.
Przynajmniej nie zachowywała się formalnie. Wezwała go służbowo, chociaż nie miała do tego podstaw – nie był jej podwładnym. Mógł to zignorować, ale był ciekaw, o co jej chodzi.
Plus, nie mógł przepuścić okazji, żeby ją zobaczyć.
- Masz do mnie jakąś sprawę? – zapytał, podchodząc do niej na odległość odpowiednią do nieformalnej rozmowy. Nie szukał wzrokiem krzesła. W tym gabinecie czuł się swobodnie, ale nie wypadało mu usiąść, gdy kobieta stoi.
Właściwie, prawie siedziała na tym biurku. To przypomniało mu, co robili kiedy ostatnio była u niego w biurze. Zdecydowanie nie powinien teraz o tym myśleć. Był jednak świadomy, że walczenie z pewnymi odruchami jest pozbawione sensu. Poza wszystkim innym, Temari była niezwykle piękną kobietą. Nieporównanie atrakcyjniejszą od dziewczyn, z którymi miał na co dzień do czynienia.
Byłoby wygodnie gdyby pociągało go tylko jej ciało. Niestety, był w niej zakochany po uszy i uważał to za największe przekleństwo swego życia. Dla człowieka takiego jak on, nie lubiącego się wysilać i ceniącego spokój, kobieta taka jak Temari była katastrofą. Nie dość, że miała wybuchowy charakter i wybujałą ambicję to jeszcze chciała zbyt wielu rzeczy, by móc się na coś zdecydować i – zwyczajnie – cieszyć się życiem. Zawsze miał wrażenie, że pragnęła zrealizować zbyt wiele rzeczy naraz i dlatego będąc w jednym miejscu, myśli o tysiącu innych, które chciałaby robić. Albo raczej, które musi zrobić, żeby osiągnąć założony cel. Wydawało jej się, że ma zbyt dużo do osiągnięcia, by odłożyć cokolwiek na póżniej. Lecz dotyczyło to tylko spraw zawodowych, jakoś pomijała możliwości rozwoju w życiu osobistym.
On miał już tego dość, dlatego za wszelką cenę chciał ją zmusić, żeby się zadeklarowała. Związek na odległość był dużo poniżej jego oczekiwań, szczególnie w sytuacji, w której nie było żadnych perspektyw na przyszłość. Chciał, żeby się na coś zdecydowała – jednak jak dotąd nic w tym kierunku nie osiągnął. Przeciwnie, wszystko wskazywało na to, że Temari postanowiła ruszyć dalej ze swoim życiem.
On także tego próbował w ciągu kilku ostatnich miesięcy, jednak nie wyszło. Liczył, że Temari nie odniosła większych sukcesów od niego.
- Jak mogę ci pomóc? – ponaglił, gdy nie odpowiadała na wcześniejsze pytanie.
Temari przyglądała mu się z urazą. Czymś jej się naraził, choć nie wiedział czym.
Cóż, z pewnością za chwilę się dowie.
- Co kombinujecie, ty i Gaara? – zapytała władczym tonem, jakby uważała, że on ma obowiązek odpowiedzieć na tak zadane pytanie.
Nie miał. Jako przedstawiciel Konohy nie miał wobec niej obowiązków. Piasek i Liść współpracowały w sprawie rozwiązania problemu siatki terrorystycznej, mając równorzędne pozycje. On reprezentował Hokage, więc nie miał powodów czegokolwiek jej tłumaczyć.
Oczywiście, nie zamierzał odmawiać jej takimi słowami. Nie zapomniał jak łatwo sprowokować ją do wybuchu złości.
- Wiesz, nad czym pracujemy. Jeśli chcesz znać szczegóły, dlaczego mnie o nie pytasz? – odpowiedział wymijająco.
Temari przymrużyła oczy z irytacją.
- Wiem, że chcecie zacieśnić współpracę z daimyo Wiatru, żeby odnaleźć kryjówki Piratów na jego terenie.
Shikamaru uśmiechnął się kpiąco. Temari powinna bardziej wierzyć w przydatność układów międzynarodowych, szczególnie, że miała sporo do czynienia z dyplomacją. Oczywiście, stosunki między wioską Piasku a daimyo kraju Wiatru opierały się na negocjacjach podszytych brakiem zaufania, od momentu gdy Sunagakure pod dowództwem Gaary uniezależniła się od możnowładców. Z perspektywy Temari może to była najlepsza opcja, ale Shikamaru uważał, że Gaara postępuje całkiem rozsądnie proponując daimyo koalicję. Wśród wszystkich ukrytych osad, Piasek miał od zawsze najbardziej napięte stosunki z samurajami z otaczającego ich kraju. Tak było zarówno przed, jak i po tym, gdy uniezależnili się ekonomicznie.
- Pertraktacje rokują bardzo dobrze, ale nie martw się, Gaara nie pokłada w daimyo stuprocentowego zaufania – zapewnił.
Temari, z jakiegoś powodu, wygięła pogardliwie wargi.
- O, wiem. Dlatego będziemy mieć wątpliwą przyjemność goszczenia tutaj podwójnego szpiega – skomentowała. – Twoim zdaniem Piraci są aż takim zagrożeniem, żebyśmy potrzebowali układu z samurajami?
Shikamaru był zdziwiony, że musi odpowiadać na takie pytanie.
- Przecież wiesz, że nie mamy do czynienia z niezorganizowaną bandą rebeliantów. Oni planują coś dużego, co zagraża nie tylko Sunagakure.
- Więc twoja delegacja rozciągnie się w czasie. Na długo? – odezwała się Temari, starając się brzmieć jakby niezbyt ją to interesowało.
- Dopóki się nie upewnimy, że pokrzyżowaliśmy wszystkie ich plany.

***
Kiba z apetytem pałaszował obiad. Matsuri zupełnie nie miała ochoty na jedzenie.
Wyszła z nim po pracy do restauracji, z założeniem, że może jego gadatliwość na chwilę odciągnie jej myśli od niewygodnego tematu. Kiba mówił jak zwykle sporo i rzucał anegdotkami – ale jej to nie bawiło.
Tak naprawdę, nic nie było w stanie odciągnąć jej od nieprzyjemnych myśli. Miała świadomość, że siedząc z założonymi rękami tylko pogarsza swoją sytuację. Przecież nie może stać z boku i biernie przyglądać się jak Sunami uwodzi... Nie. Nie ma takiej opcji, trzeba działać.
Kątem oka dostrzegła zdumione spojrzenie Kiby, gdy zerwała się z miejsca.
- Muszę lecieć, mam coś ważnego do zrobienia – oznajmiła. Nie słuchała jego niewyraźnej odpowiedzi, natychmiast skierowała się do wyjścia.
Tak jak sądziła, Sunami była w swojej ulubionej restauracji, jedynej, która miała w ofercie duży wybór jarskich potraw. Wyglądało na to, że jeszcze nie złożyła zamówienia. Matsuri uznała, że wszystko układa się po jej myśli – nie zamierzała dawać Suni czasu na szukanie sobie miejsca. Bardzo zdecydowanie oznajmiła jej, że muszą porozmawiać – i na pewno nie tutaj.
Nie chciała ryzykować, że ktoś usłyszałby ich rozmowę.
- To jest naprawdę ważne – podkreśliła.
Suni patrzyła na nią z konsternacją graniczącą z niepokojem. Może domyślała się, że to nie będzie przyjemna rozmowa.

***
Sunami nie była zaskoczona, gdy Mats odrzuciła propozycję poczęstunku. Mimo to postawiła na stole kuchennym sok i ciastka owsiane, dopiero potem usiadła naprzeciw koleżanki.
Miała świadomość, że sposobność do poważnej rozmowy powinna jej odpowiadać. Teoretycznie, takiej właśnie okazji wypatrywała – musiała znaleźć się z Matsuri sam na sam, by wyjaśnić pewne rzeczy. Ale nie próbowała stworzyć takiej sytuacji, bo wciąż nie wiedziała, co powiedzieć i panicznie bała się jej reakcji.
Nie, tym razem z nią nie porozmawia. Musiało się stać coś poważnego, skoro Matsuri przyszła do niej w takim stanie. Była kłębkiem nerwów.
Sunami skoncentrowała się, by odgrodzić się od jej emocji. Inaczej trudno byłoby rozmawiać.
Zamykanie się na wpływ cudzych stanów emocjonalnych było jedną z najcenniejszych rzeczy, których się nauczyła. Czasami miała wrażenie, że zwariowałaby, gdyby tego nie potrafiła.
- Co się stało? – zapytała.
Matsuri popatrzyła na nią z nieukrywaną urazą.
- Ty mi powiedz.
Sunami patrzyła na nią przez chwilę. Nagle przyszło jej do głowy podejrzenie graniczące z pewnością – nie, właściwie to było stuprocentowe przekonanie.
Ona wie.
Nie miała pojęcia w jaki sposób, ale Matsuri musiała się dowiedzieć tego, co z determinacją próbowała przed nią ukryć.
Nie była zdziwiona, gdy usłyszała pytanie:
- Co jest między tobą i Gaarą?
Nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć. Nie wiedziała nawet, co powinna powiedzieć, żeby było zgodne z prawdą.
Jednak Matsuri naciskała, a gdy się odezwała, w jej tonie brzmiała trudna do zniesienia gorycz.
- Czy wy macie romans?
Prawdopodobnie można to tak nazwać. Jednak nie powiedziała tego na głos. Przez dłuższą chwilę nie mogła wydusić z siebie słowa. Matsuri potraktowała jej milczenie jako odpowiedź. Zamrugała szybko oczami.
- Naprawdę nie masz mi nic do powiedzenia, Suni? – zapytała, z trudem opanowując emocje.
Owszem, miała jej coś do powiedzenia. Ale to było tak strasznie niewystarczające.
- Nie planowałam tego. Przepraszam.
Twarz Matsuri wykrzywiła się w trudnym do określenia grymasie.
- Naprawdę? Rzeczywiście jest ci przykro?
To było takie celne i przewrotne pytanie.
- Jest mi strasznie przykro, że cię zraniłam – powiedziała Sunami, czując narastającą panikę.
Matsuri potrząsnęła gwałtownie głową, jakby chciała czemuś zaprzeczyć. Sunami nie pozwalała, by dotarły do niej jej emocje – i bez tego sytuacja była wystarczająco trudna do zniesienia – mimo to była przekonana, że przyjaciółka z trudem hamuje łzy.
- Zawsze mnie lekceważyłaś, traktowałaś jak zadurzoną nastolatkę – oceniła Matsuri drżącym głosem.
- Nie – zaprzeczyła automatycznie.
- Ależ tak. Jak wszyscy. Naiwna Matsuri, taka nieprzystosowana, szczęśliwa, że może wzdychać z odległości do faceta, który traktuje ją jak dzieciaka. – Mówiła bardzo szybko, ale wcale nie chaotycznie, jakby od dawna chodziło jej to po głowie. – Jasne, miałaś rację, byłam naiwna. Jestem naiwna, bo żyję mrzonkami. Ale nie myśl, że nie wiem... Nie myśl, że moje uczucia nie są prawdziwe, tylko dlatego, że rozwinęły się na odległość. Dzięki Gaarze nie jestem już wystraszonym dzieciakiem, dzięki Gaarze przestałam się bać i ty... Nie masz prawa tego deprecjonować. Moje uczucia są tak samo prawdziwe jak twoje.
Sunami wpatrywała się w nią, niezdolna do udzielenia jej jakiejkolwiek odpowiedzi. Zarzuty Mats pod jej adresem były słuszne – nigdy nie traktowała poważnie jej uczuć do Gaary, bo sądziła, że to tylko zauroczenie. Ale gdyby tak było, Matsuri nie byłaby tak bardzo zdruzgotana.
Patrzyła na nią z żalem, prawie nienawiścią, gdy wypowiadała następne słowa.
- Byłam tutaj przez lata, czekałam... Może naiwnie, ale czekałam, bo coś może się zdarzyć. A ty pojawiasz się znikąd i jak zawsze robisz wokół siebie zamieszanie. Zawsze dostajesz to, czego chcesz, bo używasz nieuczciwych sztuczek.
To ostatnie zdanie było kompletnie niezrozumiałe.
- Jakich sztuczek? – zapytała, gdy Matsuri zamilkła na chwilę.
- Manipulujesz cudzymi emocjami.
Sunami potrząsnęła przecząco głową.
Nie manipulowała emocjami. Potrafiła wpływać na innych, ale była tego świadoma i potrafiła nad tym panować. Na misjach zdarzało jej się wpływać na cudze stany emocjonalne, po to żeby kogoś rozproszyć albo wzbudzić zaufanie – ale tylko wtedy, kiedy wymagała tego sytuacja. Nigdy nie manipulowała ludzmi w swoim otoczeniu.
- Jesteś niesprawiedliwa – zaprotestowała.
- Jestem niesprawiedliwa? – powtórzyła Matsuri. Nagle ściszyła głos, chociaż chwilę temu prawie krzyczała. – Kocham Gaarę od lat, a ty przyjeżdżasz z dalekiego świata i mi go zabierasz. To jest niesprawiedliwe. Używasz paranormalnych zdolności, żeby wzbudzić w kimś uczucia... To jest nie fair.
Sunami nie chciała uwierzyć, że cokolwiek z wypowiedzianych przez Matsuri słów jest prawdą. Nie manipulowała Gaarą. Przynajmniej nie miała takich intencji. Nie była tutaj, żeby cokolwiek komukolwiek odbierać...
Samo tak wyszło.
- Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła? – zapytała bezsilnie.
Matsuri wzięła głęboki oddech, jakby dla uspokojenia. Gdy ponownie na nią popatrzyła, wydawała się bardziej opanowana.
- Zniknąć. Wyjechać.
Sunami popatrzyła na nią z głębokim niedowierzaniem.
- Nie mówisz poważnie.
- Mówię bardzo poważnie – odpowiedziała Matsuri z przekonaniem.
Sprawiała wrażenie, jakby dokładnie to miała na myśli. Jednak Sunami, nawet mając wobec niej głębokie poczucie winy, uważała, że to nie w porządku. Przecież Matsuri nie miała prawa stawiać podobnego warunku, czegoś takiego od niej wymagać...
- Gaara nie jest twoją własnością. – To było jedyne, co potrafiła teraz powiedzieć.
- A jest twoją? – zripostowała Matsuri, teraz widocznie rozzłoszczona. – Znam go od lat, kocham go od zawsze. Jestem tutaj, na wypadek, gdyby mnie potrzebował... A ty masz swoje życie, podróże, twoje emocjonujące misje. Dlaczego do tego nie wrócisz? Nawet nie należysz do tej wioski.
- Mylisz się, to także moja wioska.
Przynajmniej tak długo, jak Gaara będzie tego chciał. Tak długo, jak chciał, żeby była obok, nie mogła go zostawić.
Gdy kilka lat wcześniej umierał, czuła się beznadziejnie bezsilna. Wiedziała, że towarzyszył mu fizyczny ból, którego nawet nie potrafiła sobie wyobrazić. Miała dostęp do jego emocji, po raz pierwszy od dawna nie potrafiła się na nie zamknąć i może dlatego docierały do niej z taką intensywnością. Wiedziała, że najgorsze dla niego było poczucie samotności – on żył i umierał sam i wydawało mu się, że dla nikogo nie miało to znaczenia. Sunami nie dopuszczała do siebie myśli, że Gaara naprawdę umrze, to byłoby zupełnie poza zdolnością jej pojmowania – była przekonana, że on jakimś sposobem musi to przetrwać i obiecała sobie, że następnym razem będzie w pobliżu, gdyby jej potrzebował.
Dlatego teraz nie mogła go zostawić, nawet na żądanie Matsuri. Nawet, jeśli Mats nigdy jej nie wybaczy. Wciąż pamiętała tamten moment, gdy Gaara powiedział, że jej potrzebuje i zamierzała być dla niego, tak długo jak się nie wycofa ze swoich słów. Chciała być mu potrzebna.
A poza tym wolałaby umrzeć niż odejść na dobre z wioski i więcej go nie zobaczyć.

***
Nad Sunagakure powoli zapadał zmierzch. W niedzielny wieczór większość ludzi spędzała czas w domach, w towarzystwie rodziny. Uprzywilejowani urządzali zamknięte imprezy z alkoholem i grami karcianymi. Na placu i głównej drodze do siedziby administracyjnej nie było prawie nikogo.
Hiro uważał, że to najlepszy moment na podróżowanie, jeśli chce się przybyć do wioski nie ściągając na siebie uwagi. Za dnia wzbudziliby prawdziwą sensację – jounin wracający z tajnej misji w towarzystwie zbiega zdecydowanie przyciągnąłby tłumy gapiów i setki pytań.
Hiro miał ochotę jak najprędzej dotrzeć do siedziby, odstawić Kenzo do aresztu i zdać raport Kazekage. Gdyby to od niego zależało, całą drogę od wejścia do wioski pokonaliby biegiem. Jednak Shihara miał inną koncepcję – zupełnie mu się nie spieszyło i rozglądał się dookoła jakby wrócił do domu z długich wakacji. Z natury był małomówny, mimo to próbował zagaić rozmowę komentując, co w wiosce się zmieniło przez ostatnie dwa i pół roku.
Hiro odpowiadał mu monosylabami, podenerwowany, chociaż z nich dwóch to Kenzo miał większe powody do odczuwania stresu.
Co prawda miał silną kartę przetargową w postaci informacji o siłach wroga i dysponował wiedzą na temat ich badań nad stworzeniem armii nienaturalnie silnych wojowników. Mimo wszystko nie mógł liczyć, że zostanie od początku łagodnie potraktowany, musiał udowodnić dobre intencje i przede wszystkim przekonać władze, że nie próbuje ich oszukać – że pracując w szeregach terrorystów nigdy nie miał intencji sprzedać wioski. Dopóki tego nie zrobi, jest zdrajcą i jako taki powinien mniej pewnie czuć się w tym otoczeniu.
A jednak nie było widać po nim zdenerwowania.
Kenzo nagle przystanął, zmuszając go, by także się zatrzymał.
- Nadłóżmy drogi – powiedział, patrząc w aleję prowadzącą do dzielnicy mieszkalnej.
Hiro nie musiał się długo zastanawiać nad tym, co chodzi mu po głowie.
- Nie – odpowiedział. – Nie jesteś tutaj towarzysko. Pierwsze miejsce, w którym się musimy zameldować, to gabinet Kazekage. W siedzibie na nas czekają, chyba nie chcesz sobie jeszcze bardziej zaszkodzić przez ociąganie się.
Kenzo wzruszył ramionami.
- Jakby to była jakaś różnica.
Hiro miał ochotę palnąć go w łeb za takie beztroskie podejście do sprawy. Ryzykował własną nieposzlakowaną opinię, żeby ratować mu skórę. Mógł się spodziewać, że Shihara będzie miał to gdzieś, ale mógłby przynajmniej tak tego nie okazywać.
Nie powiedział mu tego.
- Stary, tak ci spieszno, żeby dostać w ryj od Sunami?
Kenzo wyszczerzył się w głupkowatym uśmiechu.
- Mogę oberwać w ryj. To zawsze jakaś interakcja.
- Mam nadzieję, że będziesz się tym rozkoszować. – To było jedyne, co przyszło mu do głowy w odpowiedzi, gdy w odległości kilku metrów za plecami przyjaciela dostrzegł znajomą czarnowłosą dziewczynę w niebieskiej bawełnianej sukience.
Sunami szła wprost na nich. Wyglądała na rozzłoszczoną jeszcze zanim ich zobaczyła. Jednak nawet, gdy ich rozpoznała, nie przyspieszyła kroku. Hiro patrzył na nią w napięciu.
Sunami należała do osób wtajemniczonych w jego zadanie, więc nie będzie zdumiona ich przybyciem. Jednak mało prawdopodobne, by w jakikolwiek sposób zmniejszyło to jej złość.
Hiro był zadowolony, że to nie on jej się naraził. Kenzo natomiast, gdy zobaczył wyraz jego twarzy, stracił zwykłą werwę i odwrócił się, podążając za jego wzrokiem. Nie odezwał się, dopóki Sunami do nich nie podeszła.
Potem też nie. Wpatrywał się w nią jak urzeczony.
Hiro z pewnym niepokojem zauważył, że Suni nie koncentrowała spojrzenia na Shiharze, za to skierowała się wprost do niego.
- Czy on nie powinien być związany? – zapytała patrząc na niego, jakby to on był przestępcą.
Kenzo uznał za stosowne w tym momencie się odezwać.
- Jestem tu z własnej woli, Su. A ty, chłodnym powitaniem, łamiesz mi serce.
Sunami popatrzyła na niego mrużąc z irytacją powieki.
- Złamię ci coś innego, jeśli nie przestaniesz się na mnie gapić. Jesteś bezczelny, jak zwykle. Trzeba ci przypominać, że masz status poszukiwanego przestępcy?
Kenzo uśmiechnął się trumfalnie.
- Już niedługo. Nawiasem mówiąc, ja także się cieszę, że cię widzę.

4 komentarze:

  1. Po powrocie z wakacji w końcu mogę skomentować ^^
    No mniej wiecej takiej reakcji się spodziewałam po Matsuri :P Jednak nie zakładałam, że będzie zarzucała Sunami manipulowanie czyimiś emocjami ;) Teraz jeszcze Temari :D I o jejku ta końcówka O.O
    Temari i Shikamaru widocznie będa mieli dużo czasu dla siebie :P

    Aż wstyd, że wcześniej nie znalazłam czasu aby skomentować, ale nadrabiam! :D

    Weny :* i czekam niecierpliwie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. troszkę dłużej mi to zajmuje niż zakładałam, ale postaram się w tym tygodniu dodać nowy rozdział ;)

      Usuń
  2. Naaah... Tylko moim zdaniem Mats żąda niemożliwego? Nawet jeśli Suni czuje się słabo z "tym" co się stało, to... No błagam! Mats nie ma u niego żadnych szans, no :-:
    Wydaje mi się czy Kenzo namiesza w relacji Suni --- Gaara? O.o
    Życzę weny i czekam z niecierpliwością na kolejnu rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa^ Jutro wracam z urlopu i zabiorę się za kończenie rozdziału:)

      Usuń

Veni, vidi, vici
Przeczytane? Podziel się opinią :)