W
Sunagakure było wiele miejsc treningowych – kilkanaście
pomieszczeń w podziemiach budynków i kilka na zewnętrznych
placach. Większość z nich w dni powszednie oblegano od bladego
świtu, dlatego Matsuri była zadowolona z dodatkowego przywileju,
który zyskała trenując pod nadzorem Gaary – mogła korzystać z
placu treningowego zarezerwowanego dla wyższych stopniem. Korzystała
z tej możliwości także w weekendy.
Wyszła
z domu przed wschodem słońca i w ramach rozgrzewki dotarła do pól
treningowych biegiem. Nie spodziewała się nikogo zastać tak
wcześnie rano w niedzielę. Jednak już z oddali dostrzegła dwie
postaci. Nie była zdziwiona, że jedną z nich jest Gaara – on
często tutaj trenował – ale zaskoczyło ją, że drugą była
Suni.
Matsuri
zatrzymała się, by przyjrzeć się pojedynkowi – szybko
zorientowała się, że walczą tylko z użyciem podstawowej broni,
jak shurikeny i kunaie. Gaara był w ofensywie, ale Suni z
powodzeniem unikała jego ataków. Matsuri uśmiechnęła się
mimowolnie – w walce wręcz Sunami powinna stanowić godnego przeciwnika dla Kazekage, mało
kto dorównywał jej szybkością reakcji. A Gaarze na pewno nie
zaszkodzi, gdy ktoś utrze mu nosa.
Matsuri
wysoko ceniła Gaarę również jako senseia. Jednak to, z jaką
łatwością odpierał jej ataki i przebijał się przez jej obronę,
było frustrujące. Zawsze dawała z siebie wszystko gdy z nim
walczyła, ale Gaara bez żadnego wysiłku blokował jej ciosy,
zwykle nawet nie próbując ich unikać. A kiedy była już zmęczona,
pokonywał ją w kilka sekund. Czuła się strasznie słaba, chociaż
on za każdym razem mówił, że robi postępy.
Gaara
był surowym dowódcą, ale jako nauczyciel, mimo że dużo wymagał,
był dość pobłażliwy. Prawdopodobnie uważał, że nie ma powodu
za bardzo naciskać na ludzi, którzy nie mają szansy mu dorównać.
Sunami
i Temari miały w pewnym stopniu rację – pewność siebie Gaary
zakrawała na arogancję. Z perspektywy Matsuri to była jedna z jego
najbardziej pociągających cech.
To
nie zmieniało faktu, że z chęcią zobaczyłaby jak wreszcie ktoś
zmusza go do wycofania się do defensywy. Sunami nie miałaby szansy
z nim wygrać, ale powinna być zdolna przeprowadzić kilka
skutecznych ataków. Obserwowanie jej treningów z Kenzo zawsze było
świetną rozrywką – Suni może uważać, że eks chłopak zawsze
pozwalał jej wygrywać, ale było faktem, że potrafiła go
zaskoczyć nieprzewidywalnymi atakami, na które nie miał czasu
zareagować. Regularnie dostawał wycisk. Przydało mu się to –
zawsze był zapatrzonym w siebie bucem, ale pod wpływem Sunami
złagodniał. Może dlatego, że ona nie darzyła go estymą jaką
otaczali go wszyscy inni, tylko dlatego, że był synem jednego z
najważniejszych ludzi w osadzie.
I
bardzo utalentowanym shinobi. O tym też nie dało się zapomnieć.
Gdyby nie uciekł, dzisiaj byłby jednym z ważnych dowódców, mimo
młodego wieku.
Ciekawe,
czy Suni kiedykolwiek się nad tym zastanawiała – gdyby Kenzo po
wojnie postanowił kontynuować dobrze zapowiadającą się karierę
jego pozycja w wiosce jeszcze by wzrosła, a jako jedyny mężczyzna
był teraz spadkobiercą swojego rodu – jego matka, choćby nawet
chciała, nie byłaby w mocy niczego mu zabronić. Nie oglądając
się na nią, Kenzo mógłby poślubić kogo chce. Suni, jako żona
ważnego dowódcy, nie byłaby już w osadzie traktowana jak persona
non grata.
Nawet
jeśli przyszło jej to do głowy, nigdy się z tym nie zdradziła. Chyba nigdy nawet nie brała pod uwagę, że mogłaby wziąć z
nim ślub – chociaż z zewnątrz to było oczywiste, że Kenzo miał
taką intencję niezależnie od aprobaty rodziny lub jej braku. Miał
do Sunami oczywistą słabość. Pojedynki, w których prawie zawsze
przegrywał, były tylko jednym z wielu dowodów potwierdzających tę
tezę.
Suni
traktowała poważnie buddyjskie ideały i przestrzegała ahimsy,
która zabraniała krzywdzenia żywych stworzeń, ale w walce się
nie patyczkowała. Zawsze szybko przechodziła do ataku. I teraz też
powinna podjąć jakieś zdecydowane działania, ale nie miała na to
szansy – Matsuri ze zdumieniem zauważyła, że Gaara jest dla niej
za szybki. Nie dał jej okazji do zrobienia czegokolwiek poza
unikaniem rzucanych w jej stronę shurikenów. Taka sytuacja nie może
trwać zbyt długo – i Matsuri nie zdziwiła się, że kilka ostrzy
w końcu dosięgnęło celu. Suni, zraniona w rękę, straciła
koncentrację, a Gaara skorzystał z okazji, żeby się do niej
zbliżyć i powalił ją na ziemię, przystawiając jej kunai do
szyi.
Matsuri
była zdziwiona, nie tyle porażką przyjaciółki, co jego
brutalnością.
Znajdowała się w sporej odległości, ale wytężając słuch była
w stanie ich usłyszeć.
-
Przegrałaś – powiedział zanim ją wypuścił.
Sunami
podniosła się z ziemi, zauważalnie podminowana.
Gaara,
chociaż wygrał, też sprawiał wrażenie rozzłoszczonego.
-
Jesteś słabsza niż myślałem – ocenił. – Gdzie się podział
twój osławiony refleks?
Matsuri
była o wiele za daleko, by dostrzec reakcję Sunami, ale z łatwością
mogła sobie wyobrazić wyraz frustracji na jej twarzy. Nie znosiła
przegrywać.
Jej
zachowanie było zrozumiałe. Gaary – już nie. Matsuri ćwiczyła
z nim dziesiątki razy, trenował ją też kilka lat temu zanim
został Kazekage. Nigdy nie wywierał zbyt dużej presji, jakby nie
chciał jej zmuszać do użytkowania całej energii w walce. Zawsze
uważał, że powinna stopniowo rozwijać umiejętności, nie
forsować się za bardzo. Matsuri była przekonana, że nie chciał,
by zrobiła sobie krzywdę.
Na
Sunami naciskał znacznie bardziej. Jakby mu zależało, żeby
ją zmobilizować.
Teraz
podszedł do niej, żeby przyjrzeć się zranieniom na jej ręce.
-
Opatrzę cię.
-
To tylko zadraśnięcia – oświadczyła Sunami poirytowanym tonem.
-
Nie dyskutuj ze mną – odpowiedział Gaara, tonem, którego nie
można było uznać za służbowy.
Ten
dialog z pozoru nic nie znaczył, ale Matsuri poczuła się jakby coś
zimnego zacisnęło się wokół jej klatki piersiowej. Z nią Gaara
w ten sposób nie rozmawiał. Gdy trenowali nie sprawiał wrażenia,
jakby mu osobiście zależało na jej wynikach. Nie trzeba być
wyjątkowo spostrzegawczym, by zauważyć, że Sunami traktuje
inaczej.
Dlaczego
właśnie ją? Jeśli już musiał zwrócić na kogoś uwagę,
wolałaby, żeby to był ktokolwiek inny, nie jej najlepsza
przyjaciółka.
Poczuła się, jakby świat w jednej chwili rozpadł się na kawałki.
***
Shikamaru
wszedł do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.
Temari
na jego widok wyszła zza biurka i oparła się o blat.
Przynajmniej
nie zachowywała się formalnie. Wezwała go służbowo, chociaż nie
miała do tego podstaw – nie był jej podwładnym. Mógł to
zignorować, ale był ciekaw, o co jej chodzi.
Plus,
nie mógł przepuścić okazji, żeby ją zobaczyć.
-
Masz do mnie jakąś sprawę? – zapytał, podchodząc do niej na
odległość odpowiednią do nieformalnej rozmowy. Nie szukał
wzrokiem krzesła. W tym gabinecie czuł się swobodnie, ale nie
wypadało mu usiąść, gdy kobieta stoi.
Właściwie,
prawie siedziała na tym biurku. To przypomniało mu, co robili kiedy
ostatnio była u niego w biurze. Zdecydowanie nie powinien teraz o
tym myśleć. Był jednak świadomy, że walczenie z pewnymi
odruchami jest pozbawione sensu. Poza wszystkim innym, Temari była
niezwykle piękną kobietą. Nieporównanie atrakcyjniejszą od
dziewczyn, z którymi miał na co dzień do czynienia.
Byłoby
wygodnie gdyby pociągało go tylko jej ciało. Niestety, był w niej
zakochany po uszy i uważał to za największe przekleństwo swego
życia. Dla człowieka takiego jak on, nie lubiącego się wysilać i
ceniącego spokój, kobieta taka jak Temari była katastrofą. Nie
dość, że miała wybuchowy charakter i wybujałą ambicję to
jeszcze chciała zbyt wielu rzeczy, by móc się na coś
zdecydować i – zwyczajnie – cieszyć się życiem. Zawsze miał
wrażenie, że pragnęła zrealizować zbyt wiele rzeczy naraz i dlatego
będąc w jednym miejscu, myśli o tysiącu innych, które chciałaby
robić. Albo raczej, które musi zrobić, żeby osiągnąć założony
cel. Wydawało jej się, że ma zbyt dużo do osiągnięcia, by
odłożyć cokolwiek na póżniej. Lecz dotyczyło to tylko spraw
zawodowych, jakoś pomijała możliwości rozwoju w życiu osobistym.
On
miał już tego dość, dlatego za wszelką cenę chciał ją zmusić,
żeby się zadeklarowała. Związek na odległość był dużo
poniżej jego oczekiwań, szczególnie w sytuacji, w której nie było
żadnych perspektyw na przyszłość. Chciał, żeby się na coś
zdecydowała – jednak jak dotąd nic w tym kierunku nie osiągnął.
Przeciwnie, wszystko wskazywało na to, że Temari postanowiła
ruszyć dalej ze swoim życiem.
On
także tego próbował w ciągu kilku ostatnich miesięcy, jednak nie
wyszło. Liczył, że Temari nie odniosła większych sukcesów od
niego.
-
Jak mogę ci pomóc? – ponaglił, gdy nie odpowiadała na
wcześniejsze pytanie.
Temari
przyglądała mu się z urazą. Czymś jej się naraził, choć
nie wiedział czym.
Cóż,
z pewnością za chwilę się dowie.
-
Co kombinujecie, ty i Gaara? – zapytała władczym tonem, jakby
uważała, że on ma obowiązek odpowiedzieć na tak zadane pytanie.
Nie miał. Jako przedstawiciel Konohy nie miał wobec niej
obowiązków. Piasek i Liść współpracowały w sprawie rozwiązania
problemu siatki terrorystycznej, mając równorzędne pozycje. On
reprezentował Hokage, więc nie miał powodów czegokolwiek jej
tłumaczyć.
Oczywiście,
nie zamierzał odmawiać jej takimi słowami. Nie zapomniał jak
łatwo sprowokować ją do wybuchu złości.
-
Wiesz, nad czym pracujemy. Jeśli chcesz znać szczegóły, dlaczego
mnie o nie pytasz? – odpowiedział wymijająco.
Temari
przymrużyła oczy z irytacją.
-
Wiem, że chcecie zacieśnić współpracę z daimyo Wiatru, żeby
odnaleźć kryjówki Piratów na jego terenie.
Shikamaru
uśmiechnął się kpiąco. Temari powinna bardziej wierzyć w
przydatność układów międzynarodowych, szczególnie, że miała
sporo do czynienia z dyplomacją. Oczywiście, stosunki między
wioską Piasku a daimyo kraju Wiatru opierały się na negocjacjach
podszytych brakiem zaufania, od momentu gdy Sunagakure pod dowództwem
Gaary uniezależniła się od możnowładców. Z perspektywy Temari
może to była najlepsza opcja, ale Shikamaru uważał, że Gaara
postępuje całkiem rozsądnie proponując daimyo koalicję. Wśród
wszystkich ukrytych osad, Piasek miał od zawsze najbardziej napięte
stosunki z samurajami z otaczającego ich kraju. Tak było zarówno
przed, jak i po tym, gdy uniezależnili się ekonomicznie.
-
Pertraktacje rokują bardzo dobrze, ale nie martw się, Gaara nie
pokłada w daimyo stuprocentowego zaufania – zapewnił.
Temari,
z jakiegoś powodu, wygięła pogardliwie wargi.
-
O, wiem. Dlatego będziemy mieć wątpliwą przyjemność goszczenia
tutaj podwójnego szpiega – skomentowała. – Twoim zdaniem Piraci
są aż takim zagrożeniem, żebyśmy potrzebowali układu z samurajami?
Shikamaru
był zdziwiony, że musi odpowiadać na takie pytanie.
-
Przecież wiesz, że nie mamy do czynienia z niezorganizowaną bandą
rebeliantów. Oni planują coś dużego, co zagraża nie tylko
Sunagakure.
-
Więc twoja delegacja rozciągnie się w czasie. Na długo? –
odezwała się Temari, starając się brzmieć jakby niezbyt ją to
interesowało.
-
Dopóki się nie upewnimy, że pokrzyżowaliśmy wszystkie ich plany.
***
Kiba
z apetytem pałaszował obiad. Matsuri zupełnie nie miała ochoty na
jedzenie.
Wyszła
z nim po pracy do restauracji, z założeniem, że może jego
gadatliwość na chwilę odciągnie jej myśli od niewygodnego
tematu. Kiba mówił jak zwykle sporo i rzucał
anegdotkami – ale jej to nie bawiło.
Tak
naprawdę, nic nie było w stanie odciągnąć jej od nieprzyjemnych
myśli. Miała świadomość, że siedząc z założonymi rękami
tylko pogarsza swoją sytuację. Przecież nie może stać z boku i
biernie przyglądać się jak Sunami uwodzi... Nie. Nie ma takiej
opcji, trzeba działać.
Kątem
oka dostrzegła zdumione spojrzenie Kiby, gdy zerwała się z
miejsca.
-
Muszę lecieć, mam coś ważnego do zrobienia – oznajmiła. Nie
słuchała jego niewyraźnej odpowiedzi, natychmiast skierowała się
do wyjścia.
Tak
jak sądziła, Sunami była w swojej ulubionej restauracji, jedynej,
która miała w ofercie duży wybór jarskich potraw. Wyglądało na
to, że jeszcze nie złożyła zamówienia. Matsuri uznała, że
wszystko układa się po jej myśli – nie zamierzała dawać Suni
czasu na szukanie sobie miejsca. Bardzo zdecydowanie oznajmiła jej,
że muszą porozmawiać – i na pewno nie tutaj.
Nie
chciała ryzykować, że ktoś usłyszałby ich rozmowę.
-
To jest naprawdę ważne – podkreśliła.
Suni
patrzyła na nią z konsternacją graniczącą z niepokojem. Może
domyślała się, że to nie będzie przyjemna rozmowa.
***
Sunami
nie była zaskoczona, gdy Mats odrzuciła propozycję poczęstunku.
Mimo to postawiła na stole kuchennym sok i ciastka owsiane, dopiero
potem usiadła naprzeciw koleżanki.
Miała
świadomość, że sposobność do poważnej rozmowy
powinna jej odpowiadać. Teoretycznie, takiej właśnie okazji
wypatrywała – musiała znaleźć się z Matsuri sam na sam, by
wyjaśnić pewne rzeczy. Ale nie próbowała stworzyć takiej
sytuacji, bo wciąż nie wiedziała, co powiedzieć i panicznie bała
się jej reakcji.
Nie,
tym razem z nią nie porozmawia. Musiało się stać coś poważnego,
skoro Matsuri przyszła do niej w takim stanie. Była kłębkiem
nerwów.
Sunami
skoncentrowała się, by odgrodzić się od jej emocji. Inaczej
trudno byłoby rozmawiać.
Zamykanie
się na wpływ cudzych stanów emocjonalnych było jedną z
najcenniejszych rzeczy, których się nauczyła. Czasami miała
wrażenie, że zwariowałaby, gdyby tego nie potrafiła.
-
Co się stało? – zapytała.
Matsuri
popatrzyła na nią z nieukrywaną urazą.
-
Ty mi powiedz.
Sunami
patrzyła na nią przez chwilę. Nagle przyszło jej do głowy
podejrzenie graniczące z pewnością – nie, właściwie to było
stuprocentowe przekonanie.
Ona
wie.
Nie
miała pojęcia w jaki sposób, ale Matsuri musiała się dowiedzieć
tego, co z determinacją próbowała przed nią ukryć.
Nie
była zdziwiona, gdy usłyszała pytanie:
-
Co jest między tobą i Gaarą?
Nie
wiedziała, jak na to odpowiedzieć. Nie wiedziała nawet, co powinna
powiedzieć, żeby było zgodne z prawdą.
Jednak
Matsuri naciskała, a gdy się odezwała, w jej tonie brzmiała
trudna do zniesienia gorycz.
-
Czy wy macie romans?
Prawdopodobnie
można to tak nazwać. Jednak nie powiedziała tego na głos. Przez
dłuższą chwilę nie mogła wydusić z siebie słowa. Matsuri
potraktowała jej milczenie jako odpowiedź. Zamrugała szybko
oczami.
-
Naprawdę nie masz mi nic do powiedzenia, Suni? – zapytała, z
trudem opanowując emocje.
Owszem,
miała jej coś do powiedzenia. Ale to było tak strasznie
niewystarczające.
-
Nie planowałam tego. Przepraszam.
Twarz
Matsuri wykrzywiła się w trudnym do określenia grymasie.
-
Naprawdę? Rzeczywiście jest ci przykro?
To
było takie celne i przewrotne pytanie.
-
Jest mi strasznie przykro, że cię zraniłam – powiedziała
Sunami, czując narastającą panikę.
Matsuri
potrząsnęła gwałtownie głową, jakby chciała czemuś
zaprzeczyć. Sunami nie pozwalała, by dotarły do niej jej emocje –
i bez tego sytuacja była wystarczająco trudna do zniesienia –
mimo to była przekonana, że przyjaciółka z trudem hamuje łzy.
-
Zawsze mnie lekceważyłaś, traktowałaś jak zadurzoną nastolatkę
– oceniła Matsuri drżącym głosem.
-
Nie – zaprzeczyła automatycznie.
-
Ależ tak. Jak wszyscy. Naiwna Matsuri, taka nieprzystosowana,
szczęśliwa, że może wzdychać z odległości do faceta, który
traktuje ją jak dzieciaka. – Mówiła bardzo szybko, ale wcale nie
chaotycznie, jakby od dawna chodziło jej to po głowie. – Jasne,
miałaś rację, byłam naiwna. Jestem naiwna, bo żyję mrzonkami.
Ale nie myśl, że nie wiem... Nie myśl, że moje uczucia nie są
prawdziwe, tylko dlatego, że rozwinęły się na odległość.
Dzięki Gaarze nie jestem już wystraszonym dzieciakiem, dzięki
Gaarze przestałam się bać i ty... Nie masz prawa tego
deprecjonować. Moje uczucia są tak samo prawdziwe jak twoje.
Sunami
wpatrywała się w nią, niezdolna do udzielenia jej jakiejkolwiek
odpowiedzi. Zarzuty Mats pod jej adresem były słuszne – nigdy nie
traktowała poważnie jej uczuć do Gaary, bo sądziła, że to tylko
zauroczenie. Ale gdyby tak było, Matsuri nie byłaby tak bardzo
zdruzgotana.
Patrzyła
na nią z żalem, prawie nienawiścią, gdy wypowiadała następne
słowa.
-
Byłam tutaj przez lata, czekałam... Może naiwnie, ale czekałam,
bo coś może się zdarzyć. A ty pojawiasz się znikąd i jak zawsze
robisz wokół siebie zamieszanie. Zawsze dostajesz to, czego chcesz,
bo używasz nieuczciwych sztuczek.
To
ostatnie zdanie było kompletnie niezrozumiałe.
-
Jakich sztuczek? – zapytała, gdy Matsuri zamilkła na chwilę.
-
Manipulujesz cudzymi emocjami.
Sunami
potrząsnęła przecząco głową.
Nie
manipulowała emocjami. Potrafiła wpływać na innych, ale była
tego świadoma i potrafiła nad tym panować. Na misjach zdarzało
jej się wpływać na cudze stany emocjonalne, po to żeby kogoś
rozproszyć albo wzbudzić zaufanie – ale tylko wtedy, kiedy
wymagała tego sytuacja. Nigdy nie manipulowała ludzmi w swoim
otoczeniu.
-
Jesteś niesprawiedliwa – zaprotestowała.
-
Jestem niesprawiedliwa? – powtórzyła Matsuri. Nagle ściszyła
głos, chociaż chwilę temu prawie krzyczała. – Kocham Gaarę od
lat, a ty przyjeżdżasz z dalekiego świata i mi go zabierasz. To
jest niesprawiedliwe. Używasz paranormalnych zdolności, żeby
wzbudzić w kimś uczucia... To jest nie fair.
Sunami
nie chciała uwierzyć, że cokolwiek z wypowiedzianych przez Matsuri
słów jest prawdą. Nie manipulowała Gaarą. Przynajmniej nie miała
takich intencji. Nie była tutaj, żeby cokolwiek komukolwiek
odbierać...
Samo
tak wyszło.
-
Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła? – zapytała bezsilnie.
Matsuri
wzięła głęboki oddech, jakby dla uspokojenia. Gdy ponownie na nią
popatrzyła, wydawała się bardziej opanowana.
-
Zniknąć. Wyjechać.
Sunami
popatrzyła na nią z głębokim niedowierzaniem.
-
Nie mówisz poważnie.
-
Mówię bardzo poważnie – odpowiedziała Matsuri z przekonaniem.
Sprawiała
wrażenie, jakby dokładnie to miała na myśli. Jednak Sunami, nawet
mając wobec niej głębokie poczucie winy, uważała, że to nie w
porządku. Przecież Matsuri nie miała prawa stawiać podobnego
warunku, czegoś takiego od niej wymagać...
-
Gaara nie jest twoją własnością. – To było jedyne, co
potrafiła teraz powiedzieć.
-
A jest twoją? – zripostowała Matsuri, teraz widocznie
rozzłoszczona. – Znam go od lat, kocham go od zawsze. Jestem
tutaj, na wypadek, gdyby mnie potrzebował... A ty masz swoje życie,
podróże, twoje emocjonujące misje. Dlaczego do tego nie wrócisz?
Nawet nie należysz do tej wioski.
-
Mylisz się, to także moja wioska.
Przynajmniej
tak długo, jak Gaara będzie tego chciał. Tak długo, jak chciał,
żeby była obok, nie mogła go zostawić.
Gdy
kilka lat wcześniej umierał, czuła się beznadziejnie bezsilna.
Wiedziała, że towarzyszył mu fizyczny ból, którego nawet nie
potrafiła sobie wyobrazić. Miała dostęp do jego emocji, po raz
pierwszy od dawna nie potrafiła się na nie zamknąć i może
dlatego docierały do niej z taką intensywnością. Wiedziała, że
najgorsze dla niego było poczucie samotności – on żył i umierał
sam i wydawało mu się, że dla nikogo nie
miało to znaczenia. Sunami nie dopuszczała do siebie myśli, że
Gaara naprawdę umrze, to byłoby zupełnie poza zdolnością jej
pojmowania – była przekonana, że on jakimś sposobem musi to
przetrwać i obiecała sobie, że następnym razem będzie w pobliżu,
gdyby jej potrzebował.
Dlatego
teraz nie mogła go zostawić, nawet na żądanie Matsuri. Nawet,
jeśli Mats nigdy jej nie wybaczy. Wciąż pamiętała tamten moment,
gdy Gaara powiedział, że jej potrzebuje i zamierzała być dla
niego, tak długo jak się nie wycofa ze swoich słów. Chciała być
mu potrzebna.
A
poza tym wolałaby umrzeć niż odejść na dobre z wioski i więcej
go nie zobaczyć.
***
Nad
Sunagakure powoli zapadał zmierzch. W niedzielny wieczór większość
ludzi spędzała czas w domach, w towarzystwie rodziny.
Uprzywilejowani urządzali zamknięte imprezy z alkoholem i grami
karcianymi. Na placu i głównej drodze do siedziby administracyjnej
nie było prawie nikogo.
Hiro
uważał, że to najlepszy moment na podróżowanie, jeśli chce się
przybyć do wioski nie ściągając na siebie uwagi. Za dnia
wzbudziliby prawdziwą sensację – jounin wracający z tajnej misji
w towarzystwie zbiega zdecydowanie przyciągnąłby tłumy gapiów i
setki pytań.
Hiro
miał ochotę jak najprędzej dotrzeć do siedziby, odstawić Kenzo
do aresztu i zdać raport Kazekage. Gdyby to od niego zależało,
całą drogę od wejścia do wioski pokonaliby biegiem. Jednak
Shihara miał inną koncepcję – zupełnie mu się nie spieszyło i
rozglądał się dookoła jakby wrócił do domu z długich wakacji.
Z natury był małomówny, mimo to próbował zagaić rozmowę
komentując, co w wiosce się zmieniło przez ostatnie dwa i pół
roku.
Hiro
odpowiadał mu monosylabami, podenerwowany, chociaż z nich dwóch
to Kenzo miał większe powody do odczuwania stresu.
Co
prawda miał silną kartę przetargową w postaci informacji o siłach
wroga i dysponował wiedzą na temat ich badań nad stworzeniem armii
nienaturalnie silnych wojowników. Mimo wszystko nie mógł liczyć,
że zostanie od początku łagodnie potraktowany, musiał udowodnić
dobre intencje i przede wszystkim przekonać władze, że nie próbuje
ich oszukać – że pracując w szeregach terrorystów nigdy nie
miał intencji sprzedać wioski. Dopóki tego nie zrobi, jest zdrajcą
i jako taki powinien mniej pewnie czuć się w tym otoczeniu.
A jednak nie było widać po nim zdenerwowania.
Kenzo
nagle przystanął, zmuszając go, by także się zatrzymał.
-
Nadłóżmy drogi – powiedział, patrząc w aleję prowadzącą do
dzielnicy mieszkalnej.
Hiro
nie musiał się długo zastanawiać nad tym, co chodzi mu po głowie.
-
Nie – odpowiedział. – Nie jesteś tutaj towarzysko. Pierwsze
miejsce, w którym się musimy zameldować, to gabinet Kazekage. W
siedzibie na nas czekają, chyba nie chcesz sobie jeszcze bardziej
zaszkodzić przez ociąganie się.
Kenzo
wzruszył ramionami.
-
Jakby to była jakaś różnica.
Hiro
miał ochotę palnąć go w łeb za takie beztroskie podejście do
sprawy. Ryzykował własną nieposzlakowaną opinię, żeby ratować
mu skórę. Mógł się spodziewać, że Shihara będzie miał to
gdzieś, ale mógłby przynajmniej tak tego nie okazywać.
Nie
powiedział mu tego.
-
Stary, tak ci spieszno, żeby dostać w ryj od Sunami?
Kenzo
wyszczerzył się w głupkowatym uśmiechu.
-
Mogę oberwać w ryj. To zawsze jakaś interakcja.
-
Mam nadzieję, że będziesz się tym rozkoszować. – To było
jedyne, co przyszło mu do głowy w odpowiedzi, gdy w odległości
kilku metrów za plecami przyjaciela dostrzegł znajomą czarnowłosą
dziewczynę w niebieskiej bawełnianej sukience.
Sunami
szła wprost na nich. Wyglądała
na rozzłoszczoną jeszcze zanim ich zobaczyła. Jednak nawet, gdy
ich rozpoznała, nie przyspieszyła kroku. Hiro patrzył na nią w
napięciu.
Sunami
należała do osób wtajemniczonych w jego zadanie, więc nie będzie
zdumiona ich przybyciem. Jednak mało prawdopodobne, by w jakikolwiek
sposób zmniejszyło to jej złość.
Hiro
był zadowolony, że to nie on jej się naraził. Kenzo natomiast,
gdy zobaczył wyraz jego twarzy, stracił zwykłą werwę i odwrócił
się, podążając za jego wzrokiem. Nie odezwał się, dopóki
Sunami do nich nie podeszła.
Potem
też nie. Wpatrywał się w nią jak urzeczony.
Hiro
z pewnym niepokojem zauważył, że Suni nie koncentrowała
spojrzenia na Shiharze, za to skierowała się wprost do niego.
-
Czy on nie powinien być związany? – zapytała patrząc na niego,
jakby to on był przestępcą.
Kenzo
uznał za stosowne w tym momencie się odezwać.
-
Jestem tu z własnej woli, Su. A ty, chłodnym powitaniem, łamiesz
mi serce.
Sunami
popatrzyła na niego mrużąc z irytacją powieki.
-
Złamię ci coś innego, jeśli nie przestaniesz się na mnie gapić.
Jesteś bezczelny, jak zwykle. Trzeba ci przypominać, że masz
status poszukiwanego przestępcy?
Kenzo
uśmiechnął się trumfalnie.
-
Już niedługo. Nawiasem mówiąc, ja także się cieszę, że cię
widzę.
Po powrocie z wakacji w końcu mogę skomentować ^^
OdpowiedzUsuńNo mniej wiecej takiej reakcji się spodziewałam po Matsuri :P Jednak nie zakładałam, że będzie zarzucała Sunami manipulowanie czyimiś emocjami ;) Teraz jeszcze Temari :D I o jejku ta końcówka O.O
Temari i Shikamaru widocznie będa mieli dużo czasu dla siebie :P
Aż wstyd, że wcześniej nie znalazłam czasu aby skomentować, ale nadrabiam! :D
Weny :* i czekam niecierpliwie :*
troszkę dłużej mi to zajmuje niż zakładałam, ale postaram się w tym tygodniu dodać nowy rozdział ;)
UsuńNaaah... Tylko moim zdaniem Mats żąda niemożliwego? Nawet jeśli Suni czuje się słabo z "tym" co się stało, to... No błagam! Mats nie ma u niego żadnych szans, no :-:
OdpowiedzUsuńWydaje mi się czy Kenzo namiesza w relacji Suni --- Gaara? O.o
Życzę weny i czekam z niecierpliwością na kolejnu rozdział ♥
Dziękuję za miłe słowa^ Jutro wracam z urlopu i zabiorę się za kończenie rozdziału:)
Usuń